Reklama
Wszystkie artykuły z działu Zdrowie
Ozonoterapia zamiast borowania?
Nowa metoda usuwania próchnicy jaką jest ozonoterapia, pozwala usunąć aż 99,9% bakterii w jamie ustnej. Niezwykle silne właściwości bakteriobójcze i grzybobójcze ozonu hamują rozwój próchnicy, leczą stany zapalne i zapobiegają powikłaniom po zabiegach chirurgicznych oraz z zakresu endodoncji. Wizyta u dentysty bez bólu nie jest już marzeniem. Należy jednak pamiętać, że stosowanie tej metody wymaga od nas systematyczności. W przypadku próchnicy bardzo zaawansowanej, sama ozonoterapia nie sprawdzi się.     Najczęstszą przyczyną problemów z zębami u pacjentów na całym świecie, jest próchnica. Choroba zakaźna, którą nęka ludzkość od początku dziejów. Choroba ta wiąże się z demineralizacją oraz rozkładem twardych tkanek zębów. Przyczyną zmian próchnicowych są przede wszystkim bakterie żyjące w jamie ustnej. Metabolizują one cukry dostarczane wraz z pożywieniem, co prowadzi do powstawania kwasów niszczących zębinę oraz szkliwo. Nieleczona próchnica może spowodować zapalenie mięśnia sercowego, uszkodzenie nerek, trzustki czy również rozwój alergii i miażdżycy. Statystyki dotyczące próchnicy w Polsce są przerażające. Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, choroba ta dotyczy nawet ponad 90% społeczeństwa. Aby zmienić te pesymistyczne dane należy zadbać o kondycję jamy ustnej i zgłaszać się regularnie na kontrole stomatologiczne. Brak widocznych zmian w zębach, często nie świadczy o braku problemu. Nowoczesna diagnostyka, wykrywa nawet najdrobniejsze ubytki w zębach i pozwala na szybkie zdiagnozowanie źródła próchnicy oraz podjęcia skutecznego leczenia. - wyjaśnia lek. med. chir. stom. Roman Borczyk Obecnie w stomatologii  kontrolowane wykorzystanie gazowego ozonu pozwala zlikwidować bakterie przyczyniające się do powstawania próchnicy. Ozonowanie to metoda, która wykorzystuje silne właściwości utleniające, jakie posiada ozon. Najpierw, przy pomocy lasera diagnostycznego przeprowadza się badanie, pozwalające dokładnie zidentyfikować zmienione przez próchnicę tkanki. Diagnostyka laserowa pozwala na wykrycie choroby jeszcze przed pojawieniem się ubytku, który wymagałby tradycyjnego leczenia. Następnie stosuje się ozonowanie. Tlen pobierany jest z powietrza przez urządzenie zwane ozonatorem, a następnie zmieniany w ozon, który aplikowany jest na leczone zęby specjalnym rękawem. Zabieg trwa jedynie kilkanaście sekund, a jego rezultaty są w pełni satysfakcjonujące – ozonowanie pozwala usunąć aż 99,9% bakterii wywołujących próchnicę. Aby efekt był optymalny, pacjentom podaje się preparaty mające na celu stymulację remineralizacji szkliwa. Jak wyjaśnia lek. med. chir. stom. Roman Borczyk, cały proces twardnienia i remineralizacji w przypadku próchnicy obejmującej korzenie i bruzdy zębów stałych trwa około 4-12 tygodni. Należy jednak pamiętać, że ozonoterapia jest skuteczna jedynie w przypadku początkowych zmian próchnicowych. Stąd tak ważne są wizyty kontrolne, które pozwolą wykryć próchnicę we wczesnym stadium, zanim pojawi się ubytek. Dzięki silnym właściwościom dezynfekującym ozon znajduje szerokie zastosowanie w dziedzinach stomatologii, w których eliminacja patogenów decyduje o sukcesie przeprowadzonego leczenia. Poza działaniem przeciwbakteryjnym, przeciwgrzybicznym i przeciwwirusowym, ozon zwiększa stopień natlenienia tkanek, dzięki czemu przyspiesza ich regenerację. Ozonowanie stosowane jest w endodoncji w celu eliminacji drobnoustrojów z zakażonych kanałów korzeniowych. Ozon dzięki swej postaci gazowej jest w stanie dotrzeć do najmniejszych szczelin skomplikowanego systemu kanałów korzeniowych i skutecznie je zdezynfekować. Dzięki temu zmniejsza się ryzyko powstania zakażeń wtórnych przy jednoczesnym przyspieszeniu gojenia zmian okołowierzchołkowych. Zastosowanie ozonu może niejednokrotnie wyeliminować konieczność stosowania antybiotyków. Ozon stosowany jest także w chirurgii stomatologicznej, np. do dezynfekcji zębodołu po usunięciu zęba lub celem leczenia trudno gojących się ran. Ozonoterapia zmniejsza ból po zabiegach i przyspiesza gojenie. W periodontologii, dziedzinie stomatologii zajmującej się leczeniem chorób dziąseł, ozon umożliwia dokładną dezynfekcję kieszonek dziąsłowych i śluzówki oraz leczenie zmian zapalnych. Ozonoterapia pozwala również skutecznie leczyć opryszczkę.
Czy wiesz gdzie szukać witaminy C?
Witamina C - myślimy o niej ciepło, gdy na dworze robi się zimniej, czyli w okresie jesienno-zimowego sezonu przeziębień. I słusznie, ponieważ wspomaga działanie systemu odpornościowego. Nie wszyscy jednak wiedzą, że pełni też inne ważne funkcje w organizmie ludzkim, który sam nie potrafi jej gromadzić. Dlatego właśnie konieczne jest codzienne dostarczanie sobie witaminy C z pożywieniem. Podstawowym jej źródłem w naszej diecie powinny być warzywa i owoce oraz ich przetwory, takie jak na przykład soki.     Zdrowa osoba dorosła powinna dostarczać sobie ok. 80 mg witaminy C dziennie. Więcej potrzebują jej natomiast karmiące mamy, osoby starsze, ale też osoby aktywne fizyczne, uprawiające sport czy narażone na długotrwały stres. Oprócz znanej wszystkim funkcji wzmacniania układu odpornościowego witamina C zmniejsza uczucie zmęczenia i pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego – dlatego warto po nią sięgnąć, gdy czeka nas zwiększony wysiłek umysłowy, np. ważna prezentacja czy egzamin. Jest cennym antyoksydantem, który walcząc z wolnymi rodnikami m.in. opóźnia procesy starzenia komórek. Docenią ją także kobiety chcące mieć zdrową i zadbaną skórę, ponieważ witamina C wspomaga produkcję kolagenu.   Gdzie jest najwięcej witaminy C? Owoce. Wbrew utartemu przekonaniu, to wcale nie cytryna zawiera najwięcej witaminy C. W 100 g tego owocu kryje się jej ok. 50 mg. Dla porównania w 100 g czarnych porzeczek jest aż ok. 180 mg witaminy C. Także nektar z tych owoców jest bardzo dobrym źródłem witaminy C. Natomiast średnio w 100 g truskawek - 66 mg. Nie martwmy się, że sezon na te owoce się skończył, ponieważ także mrożone dostarczą nam dużo witaminy C - 100 g mrożonych czarnych porzeczek ma jej ok. 164 mg, a 100 g mrożonych truskawek - ok. 60 mg. Z kolei np. dostępne cały rok kiwi zawiera jej ok. 60 mg w 100 g. Oprócz jedzenia świeżych i mrożonych owoców pijmy też powstałe z nich soki, np. szklanka pasteryzowanego soku pomarańczowego zabezpieczy dzienne zapotrzebowanie na witaminę C aż w 50-60%. Warto także wspomnieć, że szklanka soku, także tego pasteryzowanego z kartonu, zgodnie z zaleceniami IŻŻ, może zastąpić jedną z min. 5 porcji warzywa lub owoców w ciągu dnia, taka porcja poza witaminą C dostarcza antyoksydantów roślinnych, które wzmacniają działanie witaminy C, jest to znacząco lepszy sposób jej dostarczania niż w postaci pastylek. Warzywa. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, że bogactwo witaminy C kryje się też w warzywach. Na przykład niepozorna natka pietruszki to prawdziwa witaminowa bomba - niemal 180 mg witaminy C w 100 g. Niewiele ustępuje jej czerwona papryka, która ma jej średnio aż 144 mg w 100g. Warto jeść także brukselkę (ok. 94 mg wit. C w 100g), brokuły (ok. 83 mg wit. C w 100g), kalafior (ok. 70 mg wit. C w 100g), a także warzywa kapustne (w 100g białej kapusty jest ponad 50 mg wit. C). Sięgajmy także po soki warzywne i warzywno-owocowe z udziałem wspomnianych produktów. To także dobry sposób, by przyzwyczaić najmłodszych do smaku warzyw czy owoców, za którymi nie przepadają i jednocześnie urozmaicając ich dietę, zapewnić codzienną dawkę pochodzącej z nich witaminy C. Poza tym, że warzywa i owoce, a także przetwory z nich pochodzące takie jak soki, mogą być źródłem witaminy C, to zawierają inne witaminy, substancje odżywcze i prozdrowotne, które pozytywnie wpływają na funkcjonowanie organizmu a nawet przyczyniają się do zmniejszenia ryzyka wystąpienia chorób dietozależnych. Dodatkowo soki mętne i przecierowe oraz musy zawierają cenny dla organizmu błonnik. Dlatego należy pamiętać o włączaniu warzyw i owoców do codziennego menu. Warto także podkreślić, że spożycie owoców i warzyw nadal nie osiąga absolutnego minimum 400 gramów dziennie (z wyłączeniem ziemniaków). Z tego powodu organizacje z całego świata podejmują różne działania, aby zwiększyć poziom spożycia warzyw i owoców. Jednym z takich działań było podpisanie w Warszawie, przez przedstawicieli 21 krajów, także z Polski, podczas XIII Międzynarodowego Kongresu Promocji Warzyw i Owoców, Deklaracji na rzecz wspierania oraz promowania idei spożycia warzyw, owoców, a także niskoprzetworzonych przetworów takich jak np. soki, czy musy bez dodatku cukru.      
Erozja szkliwa, czyli co zjada twoje zęby?
Najtwardsza tkanka w ludzkim ciele to wcale nie kość czaszki, ani kość udowa, ale właśnie szkliwo. Nie bez powodu stanowi ono pancerz dla zębów, który chroni je przed bakteriami, wpływem kwasów, powstawaniem płytki nazębnej, czy też urazami mechanicznymi jakie mogą pojawić się podczas spożywania niektórych produktów spożywczych. Jednak do czasu – gdy na skutek twoich nawyków nie dojdzie do erozji szkliwa, która jest niestety nieodwracalna. Jak zatem do tego nie dopuścić?     Szkliwo – twarde, ale krucheSzkliwo to zewnętrzna powłoka, która powleka zębinę w obszarze korony zęba. Przy naszych dobrych nawykach może służyć nawet kilkadziesiąt lat. Za jego wytrzymałość odpowiada wysoka, bo prawie 96 proc. zawartość minerałów, które stanowią barierę przed erozyjnie działającymi kwasami i bakteriami, a także izolują przez wpływem zmiennych temperatur czy chemikaliów. Jednak paradoks szkliwa polega na tym, że jest jak porcelana - tak samo jak twarde, jest ono kruche. Gdy więc uszkodzimy tę powłokę, a równowaga minerałów zostanie zachwiana, może dojść do erozji szkliwa. Erozja szkliwa to utrata tkanek twardych zęba i dotyczy jego wierzchniej warstwy, która pokrywa ząb, czyli szkliwa. Symptomy schorzenia są różne w zależności od etapu jej zaawansowania. Na początku są to nadwrażliwość, matowe fragmenty szkliwa czy przebarwienia, zaś przy znacznej erozji może dojść do pęknięć szkliwa, powstania wgłębień i silnej nadwrażliwości, wtedy objawy zaczynają obejmować również zębinę - wyjaśnia dr Monika Stachowicz, stomatolog z Centrum Leczenia i Profilaktyki Paradontozy Periodent w Warszawie.Najczęstsze objawy erozji szkliwa:• nadwrażliwość – szkliwo zużywa się stopniowo, a co za tym idzie ząb reaguje bólem na gorące lub zimne potrawy oraz słodkie produkty; • przebarwienia – zęby stają się coraz bardziej żółte, ponieważ szkliwo jest cieńsze, a zębina coraz bardziej odsłonięta; • zaokrąglony kształt zębów, szczególnie krawędzi zębów siecznych - szkliwo ulega erozji, co wpływa na ich nieregularny kształt; • przezroczystość – zęby przednie, szczególnie w okolicach ich krawędzi stają się przezierne; • spękanie, bruzdy, wgłębienia – zęby przy krawędziach mogą stać się spękane, chropowate. Przeciwdziałanie tym konsekwencjom jest istotne, ponieważ szkliwo nie posiada żywych komórek, a więc nie ma zdolności regeneracji. Raz uszkodzone, np. naruszone czy utracone, nigdy się już nie odbuduje. Takie zęby są bardziej narażone na próchnicę, uszkodzenia mechaniczne, kruszenie, pęknięcia czy przebarwienia. Kwas lubi szkliwo Co szkodzi szkliwu? Do erozji dochodzi, gdy na szkliwie zębów osadzają się kwasy. Te obniżają pH w jamie ustnej i rozmiękczają szkliwo powodując jego stopniową demineralizację, czyli utratę cennych składników mineralnych. Uważa się, że przy pH w jamie ustnej poniżej 4,5 hydroksyapatyty, czyli związki chemiczne tworzące szkliwo, zaczynają się rozpuszczać. Zwykle wapń zawarty w naszej ślinie wspomaga codzienną regenerację zębów, ale przy dużej ilości kwasów, procesy remineralizacji są zaburzone i dochodzi do uszkodzeń szkliwa. Kwasy mają wiele źródeł, najczęstsze to: • napoje gazowane, izotoniczne, energetyczne  - zawierają duże ilości kwasów, np. fosforowego. • soki owocowe (niektóre kwasy z owoców mają silniejsze działanie niż kwas akumulatorowy). • alkohol – wino, zarówno białe, jak i czerwone wysusza śluzówkę jamy ustnej oraz posiada pH pomiędzy 2,9-3,5, czyli działa erozyjnie na szkliwo. • kwaśne potrawy – np. ocet, marynowane produkty, sos pomidorowy, taka żywność bogata w kwasy obniża pH w jamie ustnej, rozmiękcza szkliwo i coraz bardziej je rozpuszcza. • słodycze i skrobia – cukier obecny w słodkich produktach czy napojach wpływa na większą produkcję kwasów. • leki i suplementy - np. aspiryna, leki przeciwhistaminowe, witaminy rozpuszczalne w tabletkach, które „musują”. • refluks żołądkowo-przełykowy – kwasy żołądkowe cofają się do przełyku, skąd trafiają do jamy ustnej, tam powodują charakterystyczną erozję od wewnętrznej strony. • bulimia – przy tym zaburzeniach odżywiania również cierpią zęby, ponieważ chory doprowadza się do wymiotów, a kwaśna treść żołądkowa, podobnie, jak przy refluksie, niszczy zęby. Najbardziej narażone na erozję są w tym wypadku powierzchnie żujące i policzkowe zębów oraz powierzchnie podniebienne siekaczy oraz w przestrzeniach poddziąsłowych. • ciąża – sprzyja częstym wymiotom. • przewlekły alkoholizm. Zmień swoje nawyki Najlepszym działaniem jest profilaktyka, czyli unikanie czynników ryzyka, przede wszystkim dużego spożycia kwasów. Z tego powodu należy ograniczyć konsumpcję napojów gazowanych, izotonicznych oraz energetycznych, które są najbardziej zabójcze dla szkliwa. Warto również unikać nadmiernej suchości w jamie ustnej, która sprzyja erozji szkliwa. Co warto zmienić? Gdy pijemy lub jemy produkty bogate w kwasy używajmy słomki lub pamiętajmy, aby przynajmniej 30 minut odczekać z myciem zębów. Szkliwo po kontakcie z kwasami z jedzenia jest rozmiękczone i podwójnie narażone na podrażnienia, dlatego szczotkując zęby od razu wcieramy kwasy jeszcze głębiej. Gdy nie mamy pod ręką szczoteczki i pasty z aminofluorkiem, przepłuczmy usta wodą mineralną, aby zneutralizować działanie kwasów lub stosujmy gumę do żucia z ksylitolem. Żucie gumy nawet 10-krotnie pobudza produkcję śliny, która jest bardzo ważna - w delikatny sposób remineralizuje szkliwo i przywraca naturalne pH w ustach. Na początku erozja może być niezauważalna, dlatego najlepiej kontrolować zęby u dentysty. W przypadku umiarkowanej erozji szkliwa warto zdecydować się na profesjonalny zabieg fluoryzacji w gabinecie, który wzmocni zęby, zremineralizuje je i zredukuje ryzyko patologii. Gdy jednak stopień erozji jest zaawansowany, jedyną metodą przywrócenia estetyki mogą być licówki, które zamaskują przebarwienia i bruzdy, nadadzą zębom pożądany kształt i wzmocnią je. Z problemami gastrycznymi trzeba udać się do gastrologa, który zaordynuje odpowiednie leczenie przyczynowe.
5 sposobów na jesienną chandrę
Krótsze i deszczowe dni, chłodniejsza temperatura, ciągła szarówka za oknem i myśl, że zbliża się koniec roku, a my dalej nie zrealizowaliśmy wszystkich noworocznych postanowień. To najczęstsze powody towarzyszące złemu samopoczuciu w okresie przesilenia jesienno-zimowego. Choć do końca kalendarzowego lata pozostało jeszcze kilka dni, już dziś warto sprawdzić, jak stawić czoła jesiennej chandrze. Jak pokazują wymienione poniżej przykłady, niekiedy wystarczy wprowadzenie nawet jednego rozwiązania.     Sposobów na radzenie sobie ze smutkiem i apatią jest wiele. Najbardziej powszechnymi są zmiana trybu życia, stosowanie diety bogatej w węglowodany, zawierającej owoce i warzywa czy zażywanie witaminy D. Co w przypadku, gdy nie chcemy tak drastycznie zmieniać swoich nawyków lub gdy popularne rozwiązania zawiodą? Z pomocą przychodzą mniej znane, lecz równie skuteczne metody radzenia sobie ze złym samopoczuciem - wyjaśnia mgr Joanna Żarnowska, farmaceutka prowadząca aptekę w ramach programu PARTNER+.   Po pierwsze, więcej słońca To właśnie brak naturalnego światła słonecznego wskazywany jest jako najczęstsza przyczyna gorszego nastroju. Najprostszym pomysłem wydaje się być wyjazd do ciepłych krajów, lecz nie każdy może sobie na niego pozwolić. W takiej sytuacji warto postawić na zamiennik słońca, czyli światło widzialne o kilka razy większej intensywności niż znane nam z używania do oświetlania pomieszczeń. Choć codzienną fototerapię poleca się głównie pacjentom, u których wykryto objawy depresji, to w stosowanie jej w krótkich, kilkudziesięciominutowych dawkach raz na 3 dni powinno uchronić nas przed negatywnym nastawieniem. Sesję fototerapii można przeprowadzić samodzielnie w domu dzięki powszechnie dostępnym lampom o specjalnym natężeniu.   Guarana zamiast kawy Alternatywą dla kawy, którą tak chętnie pijemy, jest guarana. Jej nasiona zawierają niemal 4 razy więcej kofeiny niż ziarna kakaowca, jednocześnie czyniąc ją łatwiej przyswajalną dla organizmu. Dzięki temu efekt pobudzenia po spożyciu ekstraktu z guarany utrzymuje się nawet do kilku godzin dłużej, przyczyniając się do zniknięcia uczucia zmęczenia. Kolejnym pozytywnym skutkiem jej stosowania jest działanie antybakteryjne i przeciwzawałowe. Sam owoc guarany jest gorzki i trudno dostępny w sklepach, dlatego warto skorzystać z suplementów diety zawierających ją w swoim składzie.   Jak nie słońce, to mróz Wydawać się może, że skoro chłodniejsze dni potrafią tak negatywnie na nas wpływać, to zapobieganie chandrze musi wiązać się jedynie z równoważeniem braku słońca. Nic bardziej mylnego. To właśnie krioterapia pozwala na dostarczenie organizmowi nowych pokładów energii. Sama kuracja składa się z trzech etapów: wstępnego, gdy nasze ciało przyzwyczaja się do ujemnej temperatury, właściwego, kiedy przebywamy w komorze o temperaturze ok. -120 stopni i ruchowego, gdy należy wykonać serię ćwiczeń. To wszystko sprawia, że utleniona krew krąży nawet 4 razy szybciej niż normalnie. Dzięki zabiegowi nie tylko poprawia nam się humor, ale także pomaga on w zwalczeniu bólu mięśni i stawów.   Siła w naturze Choć szafran najczęściej kojarzony jest jako przyprawa do dań kuchni śródziemnomorskiej, to jego szerokie zastosowanie w medycynie znane było już w starożytnym Egipcie. Obecnie wiemy, że lecznicze właściwości kwiatu szafranu wpływają na podniesienie poziomu serotoniny, czyli hormonu szczęścia. To właśnie on odpowiedzialny za nasze pozytywne nastawienie do życia, dlatego osobom, którym towarzyszy stan melancholii, zaleca się picie 2 razy dziennie soków, koktajli lub ciepłego mleka z dodatkiem kilku nitek szafranu. W walce z chandrą świetnie sprawdza się także napar z dziurawca. Warto jednak pamiętać, by nie stosować go w okresie letnim, gdyż w połączeniu z nadmierną ekspozycją na słońce może wywołać uczulenie skóry. W przypadku obu naturalnych składników trzeba mieć świadomość, że efekty ich antydepresyjnego działania odczujemy dopiero po kilku tygodniach.   Cenny pierwiastek Eliminuje poczucie zmęczenia i słabości, uodparnia na stres, stymuluje funkcjonowanie nie tylko układu krwionośnego, ale także nerwowego. Magnez, bo o nim mowa, jest jednym z najbardziej pożądanych makroelementów w naszym organizmie, lecz większość z nas cierpi na jego niedobór. Wszystko przez „wypłukiwanie” go, czyli nadmierne picie kawy i herbaty, które pozbawiają nas cennego pierwiastka. Aby nie odczuwać ciągłego znużenia, warto zadbać o jego prawidłową suplementację. Tym bardziej, że magnez jest trudno przyswajalny, stąd często zestawia się go z witaminą B6, która powoduje, że jego działanie jest bardziej skuteczne. Ponadto jest ona odpowiedzialna za utrzymanie prawidłowego poziomu serotoniny i adrenaliny, tj. hormonów mających kluczowe znaczenie dla odczuwania dobrego samopoczucia.   Istnieje wiele sprawdzonych środków na pokonanie jesiennej melancholii. Stosując jakikolwiek z nich warto pamiętać, że przyczyną chandry są niedobory konkretnych składników wpływających na nasz układ nerwowy. Dlatego tak ważne jest prawidłowe dawkowanie poszczególnych substancji, by ich nadmiar nie spowodował dodatkowych problemów zdrowotnych, takich jak nudności, bóle głowy, zaburzenia snu czy przyspieszone bicie serca - przestrzega mgr Joanna Żarnowska.
Chlamydioza – najpowszechniejsza choroba przenoszona drogą płciową
Każdego roku przybywa ok. 357 mln przypadków chorób przenoszonych drogą płciową - informuje Światowa Organizacja Zdrowia. Najwięcej z nich dotyczy chlamydiozy, bo aż 131 milionów osób na świecie. Zakażenie chlamydią nie zawsze daje objawy, może za to nieść szereg poważnych konsekwencji dla zdrowia kobiet i mężczyzn m.in. częste infekcje, problemy ze stawami, zapalenie cewki moczowej, macicy, najądrza, a nawet ryzyko poronień, wczesnych porodów oraz niepłodność.       Czym jest chlamydioza? Chlamydioza  to jedna z najczęstszych chorób przenoszonych drogą płciową i jednocześnie jedna z głównych przyczyn niepłodności na świecie. Nazwa wywodzi się od bakterii Chlamydia trachomatis, która powoduje infekcję. Dotyka ona zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Najczęściej do zarażenia dochodzi na drodze stosunku  pochwowego lub analnego, gdy jeden z partnerów jest nosicielem. Objawy, jeżeli wystąpią, to na ogół w odstępie 1-3 tygodni od zakażenia. Jeżeli – ponieważ chlamydioza to podstępna choroba, która często nie daje w ogóle o sobie znać, a już wtedy sieje spustoszenie w organizmie nosiciela. Zgodnie ze statystykami, ok. 75% kobiet i 50% u mężczyzn nie ma objawów zakażenia chlamydią. Infekcja szybko się rozprzestrzenia, często nie dając objawów, wtedy też osoby zakażone bakterią nieświadomie przenoszą ją na swoich partnerów seksualnych - wyjaśnia dr n. med. Dariusz Mercik, ginekolog z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach. Według badań Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego najbardziej narażone są nastolatki oraz kobiety między 20. a 24. rokiem życia – kolejno 46 proc. i 33 proc. ryzyka rozwoju chlamydiozy. Jako że młode osoby często nie są świadome skali ryzyka infekcji seksualnych, wczesne zakażenia chlamydią są powszechne. Stąd potrzeba odpowiednich działań i właściwej diagnostyki.   Objawy u kobiet i mężczyzn Jakie symptomy powinny nas zaniepokoić i skłonić do pilnej wizyty u lekarza? U kobiet o obecności chlamydii może świadczyć zwiększenie wydzieliny z pochwy, zmiana jej zapachu, świąd i pieczenie dróg rodnych, a także krwawienie międzymiesiączkowe, bolesne okresy, nawracające upławy świadczące o zapaleniu szyjki macicy, bóle w podbrzuszu i towarzysząca im gorączka, dyskomfort przy oddawaniu moczu, ból podczas współżycia. Z kolei u mężczyzn niepokojące objawy to m. in. swędzenie, pieczenie i obrzęk penisa, bóle jąder, śluzowo-ropna wydzielina z cewki moczowej oraz dyskomfort podczas oddawania moczu.   Chlamydia czynnikiem ryzyka niepłodności na świecie Nawet wtedy, gdy objawy nie występują, a prowadzimy aktywne życie seksualne, warto wykonać test raz do roku. W szczególności dotyczy to przypadków: częstych infekcji narządów rodnych, kobiet poniżej 25 roku życia, kłopotów z zajściem w ciążę i poczęciem dziecka (u kobiet i mężczyzn), częstej zmiany partnerów seksualnych, a także gdy planujemy ciążę. Co ważne, jeśli posiadamy partnera – on również musi poddać się badaniom. Chlamydia rozprzestrzeniając się w organizmie, może zainfekować wiele narządów i prowadzić do groźnych powikłań, szczególnie u kobiet. U kobiet nieleczona chlamydioza może skutkować zapaleniem cewki moczowej, zapaleniem wątroby (zespół Fitz-Hugh-Curtisa), zapaleniem gruczołu Bartholina. To także jeden z głównych czynników ryzyka niepłodności żeńskiej. Dzieje się tak, gdy chlamydia prowadzi do zapalenia narządów miednicy mniejszej, a w efekcie do bliznowacenia i niedrożności jajowodów. Średnio u 1 na 5 kobiet zakażonych tą bakterią może dojść do kłopotów z płodnością. Nieleczone zakażenie chlamydią zwiększa również ryzyko wystąpienia ciąży pozamacicznej, stanowiącej zagrożenia dla zdrowia i matki, przedwczesnego porodu, zapalenia błon płodowych i ich przedwczesnego pęknięcia. Kobiety z ciężkim przebiegiem chlamydiozy mogą wymagać hospitalizacji, antybiotyków stosowanych dożylnie oraz leków przeciwbólowych. Co więcej, zakażenie może również przejść z matki na noworodka podczas porodu i spowodować u niego zapalenie gałki ocznej, spojówek, gardła, ucha środkowego lub zapalenie płuc – wyjaśnia dr n. med. Dariusz Mercik. U mężczyzn skala problemu jest również poważna: nierzeżączkowe zapalenie cewki moczowej (NGU), zapalenia najądrza, zapalenie gruczołu krokowego, zapalenie błony śluzowej odbytnicy, niepłodność. Inne możliwe konsekwencje u obu płci to m. in. bóle i zapalenie stawów, astma, alergie, zespół Reitera, zmiany w układzie nerwowym, ziarnica weneryczna pachwin (zazwyczaj rzadka w Europie), a także zwiększone ryzyko zarażenia się ludzkim wirusem niedoboru odporności (HIV).   Jak wygląda diagnostyka i leczenie? Istnieje kilka metod, które stosuje się w celu zdiagnozowania zarażenia chlamydią. Lekarz u kobiety może pobrać wymaz z szyjki macicy, pochwy lub próbkę moczu, u mężczyzn - z cewki moczowej. Jeszcze pewniejszą diagnozę, praktycznie na poziomie 100% skuteczności, zapewnia bardzo czuły test genetyczny PCR, który na poziomie molekularnym wykrywa DNA bakterii. Takie badania możemy wykonać w wyspecjalizowanych ośrodkach. W przypadku pozytywnego wyniku testu na obecność chlamydii, warto wykonać równocześnie badania w kierunku innych chorób przenoszonych drogą płciową m.in. HIV, kiły, wirusowego zapalenia wątroby typu B oraz rzeżączki. Leczenie przebiega podobnie u kobiet i mężczyzn. Stosuje się leki z wyboru – a konkretnie doustne antybiotyki, najczęściej  azytromycynę lub doksycyklinę. Kuracji musi się poddać także partner, w celu uniemożliwienia ponownego zarażenia i rozprzestrzeniania się choroby. Po zastosowaniu leków, najlepiej odbyć wizytę kontrolną, można również ponownie oddać próbkę do badania. Raz wyleczona infekcja ma jednak tendencję do nawrotów.   Jak uniknąć zakażenia? Gdy znajdujemy się w grupie ryzyka, warto raz w roku profilaktycznie wykonywać testy na obecność chlamydii i innych chorób przenoszonych drogą płciową. Tym, co może uchronić nas przed zakażeniem jest stosowanie prezerwatyw (w 99% zapobiegają zarażeniu się chorobami przenoszonymi drogą płciową) lub ograniczenie liczby partnerów seksualnych, jeśli posiadamy więcej niż jednego. Jeśli z kolei podejrzewamy u siebie infekcje, skontaktujmy się z lekarzem.   Niestety świadomość społeczna na temat chorób przenoszonych droga płciową jest wciąż niska, szczególnie u młodych osób. Jeśli występują u nas niepokojące objawy, podejrzane wysypki, pieczenie i swędzenie narządów rozrodczych, powinno być to sygnałem do dalszej diagnostyki i wstrzemięźliwości seksualnej. Z kolei jeśli otrzymaliśmy już diagnozę, należy powiadomić o niej ostatnich partnerów seksualnych, by również oni mogli zostać objęci leczeniem – wyjaśnia ekspert.
Leczenie zaćmy, czyli co nowego w medycynie piszczy?
Czy w kwestii leczenia zaćmy medycyna powiedziała ostatnie słowo? Na szczęście nie. Ciągły postęp w nauce i ostatnie odkrycia naukowców pozwalają – nomen omen – patrzeć z nadzieją w przyszłość zarówno chorym na to schorzenie, jak i operującym ich lekarzom. Oto krótki przegląd ostatnich wyników badań naukowców nad sposobami szybszego i jeszcze skuteczniejszego leczenia tej – bądź co bądź już urastającej do rangi cywilizacyjnej – choroby. Komórki macierzyste i dieta bogata w witaminę C nową nadzieją dla chorych.   Komórki macierzyste zamiast sztucznej soczewki Aktualnie w leczeniu zaćmy stosuje się metodę rozbijania umiejscowionej w rogówce chorej soczewki za pomocą ultradźwięków i wszczepianie sztucznej. Tymczasem okuliści sięgają po coraz szerzej wykorzystywane w medycynie komórki macierzyste, które – jak się okazuje – mają dużą szansę znaleźć zastosowanie także w leczeniu katarakty. W zeszłym roku naukowcy z University of California w San Diegow ramach badań klinicznych przeprowadzili udane operacje usunięcia zmętniałych soczewek na 12 niemowlętach z zaćmą z wykorzystaniem endogennych komórek macierzystych – czyli niewyhodowanych w warunkach laboratoryjnych, lecz takich z pobranych próbek z organizmu pacjenta. Ogromną zaletą takiego typu komórek jest znaczne zminimalizowanie ryzyka odrzucenia ich przez organizm, do którego są wszczepiane. W efekcie zbudowana z nich soczewka nie tylko naturalnie się regeneruje, ale też sama metoda jest mniej ingerencyjna, mniejsze jest też ryzyko wystąpienia np. stanów zapalnych. By to potwierdzić, badacze porównali stan zdrowia operowanych przez siebie niemowląt z kondycją dzieci z wszczepionymi sztucznymi soczewkami. Wyniki były bardzo optymistyczne: w grupie najmłodszych pacjentów było znacznie mniej powikłań w postaci stanów zapalnych, zmętnienia soczewki czy nadciśnienia ocznego. To świetna informacja, zarówno dla pacjentów, jak i lekarzy. Komórki macierzyste są naturalnym budulcem dla kolejnych zdrowych tkanek zaszczepianych w miejscu usuniętych. Zdrowy pacjent bez sztucznych soczewek w oku to najlepsza rekomendacja dla tej branży. Warto więc czekać, aż stanie się powszechne – komentuje Tomasz Marzec, dyrektor handlowy w firmie One Day Clinic.   Dieta bogata w witaminę C zapobiegnie chorobie Jak wynika z ostatnich badań, spożywanie produktów o wysokiej zawartości witaminy C może pomóc zapobiec zaćmie. Dlaczego? W przedniej komorze oka znajduje się bowiem wodnista ciecz, źródło odżywczych składników dla rogówki i soczewki. Wśród nich znajduje się witamina C, która dodatkowo zabezpiecza soczewkę przed mętnieniem i powstaniem zaćmy. Jej ilość można skutecznie zwiększyć, spożywając bogate w nią produkty, takie jak owoce czy warzywa. Potwierdzają to wyniki badań naukowców z Kings College London. Przez ostatnie 10 lat obserwowali stan wzroku 324 par bliźniąt płci żeńskiej w wieku 60-70 lat, podzielonych na dwie grupy: jedną z dietą uboższą, a drugą bogatszą w witaminę C. Wyniki badania zaskoczyły wszystkich. U tych kobiet, które spożywały więcej produktów o podwyższonej zawartości witaminy C, choroba rozwijała się 33% wolniej niż u drugiej grupy respondentek.   Nowy, jeszcze dokładniejszy sposób diagnostyki katarakty Z kolei naukowcu z University of Alicante wynaleźli nowy sposób diagnostyki chorób oczu, a dokładniej specjalistyczne oprogramowanie do mierzenia ich wrażliwości pod kątem zachorowalności na kataraktę. Nowa technologia pozwala lekarzom ocenić stopień nieprzejrzystości w tylnej komorze oka, którą spowodował wzrost liczby cząsteczek białka w soczewce wewnątrzgałkowej – czyli tych będących objawem postępującej zaćmy. Badanie to jest szczególnie istotne w przypadku pacjentów po operacji usunięcia katarakty, u których (dotyczy to od 20 do 50% chorych) w ciągu 5 lat od jej przeprowadzenia występuje zaburzenie ostrości wzroku, problemy z ostrością czy kontrastowym widzeniem. Do tej pory niektóre z systemów do diagnostyki chorób oczu były w pełni zautomatyzowane, jednak skupiały się tylko na wykrywaniu samego zmętnienia soczewki, nie zaś na wzroście komórek wewnątrz soczewki wewnątrzgałkowej – zauważa Tomasz Marzec. Teraz, na bazie wyników badań przeprowadzonych tą metodą, można dokładnie i kompleksowo określić postęp choroby. I to bez konsultowania na bieżąco wyników ze specjalistami i tym samym wydłużania całej procedury diagnozowania.   W ciągu kilku ostatnich lat medycyna poczyniła w walce z kataraktą ogromne postępy. Pytanie więc, kiedy nadejdzie chwila, w której całkowicie zniweluje się do zera ryzyko jej pojawienia u chorych? Czas pokaże. A ten na szczęście biegnie w nauce szybko.
Najzdrowszy i najprzyjemniejszy sport
Lato daje nam możliwość uprawiania jednego z najzdrowszych i najprzyjemniejszych sportów i to w okolicznościach tętniącej życiem natury. Podczas pływania nasze ciało rozwija się harmonijnie – pracuje niemal każdy mięsień. Sport ten pomaga wzmocnić kondycję, ale też wpływa korzystnie na funkcjonowanie układu nerwowego. Dodatkowo, pływanie na świeżym powietrzu poprawia krążenie krwi oraz przyśpiesza metabolizm.       Poznaj osiem powodów, dla których warto pływać i to nie tylko latem. 1. Pływanie pobudza do pracy całe ciało, jednocześnie nie powodując jego obciążania. Woda wykonuje większość pracy za nas - jest kilkaset razy gęstsza od powietrza. Wszystko za sprawą siły wyporu, która powoduje, że ciężar ciała maleje. Pływanie to sport adresowany do wszystkich, niezależnie od wieku i płci. 2. Ruch w wodzie pozwala rozluźnić mięśnie karku i pleców oraz koryguje wady postawy - w związku z tym, pływanie jest jednym z najlepszych sportów dla ludzi mających problemy z kręgosłupem oraz pracujących przed komputerem. Ze względu na rosnącą liczbę osób prowadzących siedzący tryb życia, pływanie powinno stać się sportem naszych czasów. 3. Pływanie opóźnia oznaki starzenia i modeluje ciało. Woda ujędrnia i wygładza naskórek oraz zmniejsza cellulit. Ciśnienie hydrostatyczne działa podobnie jak masaż limfatyczny. W masowanym ciele krew i limfa krążą sprawniej - dzięki temu dużo szybciej wydalane są z organizmu toksyny. 4. Pływanie umożliwia szybkie spalanie kalorii. Czas spędzony w wodzie, z pewnością nie będzie czasem straconym dla ludzi pragnących zrzucić kilka kilogramów. Godzina pływania stylem klasycznym pozwala spalić nawet 600 kilokalorii. Samo przebywanie w wodzie przyspiesza tempo przemiany materii nawet o 50%. Dlatego ważne jest, aby nie pływać z pustym żołądkiem - organizm pozbawiony zapasów energii szybko traci siły. Nie należy też przesadzać w drugą stronę – posiłek należy zjeść minimum godzinę przed pływaniem. Przy regularnym treningu warto mieć zawsze pod ręką baton odżywczy np. Herbalife Formuła 1 Express -  zdrowy posiłek, z którego możemy skorzystać w każdym momencie. 5. Basen to świetne rozwiązanie dla tych, którzy nie lubią się męczyć i czuć spływającego po plecach potu. Wiele osób rezygnuje z siłowni lub biegania, ponieważ uważają, że nadmiernie pocące się ciało to zbyt nieprzyjemne doznanie. Woda umożliwia ruch i jednocześnie uniemożliwiając „spocenie się” organizmu. Przyjemnie chłodna woda, oblewająca ciało podczas ćwiczeń to chyba najlepsze rozwiązanie dla tych, którzy nie lubią się pocić. 6. Pływanie hartuje i poprawia odporność, dlatego uprawianie sporu  w wodzie  zalecane jest już od najmłodszych lat. 7. Umiejętność pływania to nie tylko sport – utrzymanie się na wodzie oraz wiedza na temat zachowania się na plaży, czy na basenie daje poczucie bezpieczeństwa, a często nawet może uratować życie. Pływanie powinno więc zajmować szczególne miejsce w wychowaniu fizycznym i rekreacji ruchowej ludzi w każdym wieku. 8. Pływanie pozwala kształtować nie tylko ciało, ale też umysł. Podczas pływania możemy oderwać się od wszystkiego, nie mamy słuchawek na uszach  i telefonu w kieszeni - otacza nas tylko woda. Ruch wśród fal pozwala zdystansować się od rzeczy, które pochłaniają zbyt dużo naszej uwagi, co wpływa korzystnie na ogólny rozwój psychofizyczny człowieka. Przedłużająca się zima i jesień sprawiają, że chcemy wykorzystać każdy dzień lata. Słoneczne dni pozwalają dostarczyć organizmowi potężną dawkę witaminy D, która ma bardzo duży wpływ na naszą kondycję psychiczną i samopoczucie. Tymczasem tygodni, kiedy możemy skorzystać z promieni słonecznych jest niewiele, dlatego warto wykorzystać każdą chwilę. Dzięki pływaniu na świeżym powietrzu możemy połączyć wakacyjny relaks z ćwiczeniami i dbać o formę również podczas urlopu, czy wypadu za miasto z przyjaciółmi. Do pływania zachęca też wszystkich Sebastian Karaś, polski pływak, 5-krotny rekordzista Polski, specjalizujący się w pływaniu w wodach otwartych. Na swoim koncie ma ok. 50 medali Mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach wiekowych oraz przepłynięcie Kanału La Manche (41 km) w 8 godzin i 48 minut. Sebastian jeszcze tego lata zamierza przepłynąć dystans Kołobrzeg-Bornholm, samodzielnie, bez przerwy i bez wchodzenia na łódź. Podczas projektu „100 km wpław przez Bałtyk”, jako sponsor odżywczy – wspierać go będzie firma Herbalife, dostawca suplementów linii Herbalife H24 dedykowanej osobom aktywnym.     zdjęcie Rajmund Nafalski / Sebastian Karaś podczas przepływu Kanału La Manche
Wakacyjna pierwsza pomoc
Beztroska, brak zawodowych obowiązków, spokój, krótko mówiąc pełen relaks – tak powinny wyglądać wakacje. Niestety zdarza się, że wypoczynek coś nam zakłóca. Co robić, gdy przydarzy nam się oparzenie słoneczne? Jak rozpoznać udar? Jak poradzić sobie z zatruciem pokarmowym? Jak postępować po ukąszeniu przez pszczołę, a jak wtedy, gdy znajdziemy u siebie kleszcza? Warto odświeżyć swoją wiedzę na ten temat, dlatego między innymi na te pytania odpowiadamy razem z lekarzem.     Nie chwal dnia przed zachodem Wakacyjne słońce może być niebezpieczne zarówno dla naszej skóry, jak i całego organizmu – o tym jednak nieco później. Zacznijmy od tego, że nadmierne wystawianie się na oddziaływanie promieni słonecznych może doprowadzić do oparzeń. Objawy są widoczne dopiero po kilku godzinach i zwykle zauważamy je wieczorem. Słońce najczęściej wywołuje oparzenia stopnia I i II. Te pierwsze dotyczą wyłącznie naskórka, który staje się zaczerwieniony i obrzmiały, ale objawy te zazwyczaj ustępują już po kilku dniach. II stopień obejmuje już nie tylko naskórek, ale i skórę właściwą. Pojawiają się bolesne pęcherze, które mogą goić się nawet kilka tygodni, niekiedy także mdłości, bóle i zawroty głowy czy wymioty – wyjaśnia dr Piotr Łukiewicz, specjalista chorób wewnętrznych i lekarz medycyny ratunkowej w Szpitalu Medicover. Co przyniesie w takich okolicznościach ulgę? Skórę najlepiej przemyć letnią (nie zimną) wodą i zastosować na nią chłodny okład. Ponieważ po oparzeniu bardzo szybko traci ona wodę, warto też zadbać o jej nawilżanie. Pamiętajmy, że jeśli pojawią się bąble, nie powinno się ich przebijać czy rozdrapywać, bo to może doprowadzić do zakażenia. Pęcherze są delikatne i tworzą naturalny opatrunek. W pierwszej fazie nie należy ich zdejmować, a najlepiej poczekać, aż zawarty w nich płyn sam się wchłonie.   Jasne jak słońce Jeśli nie będziemy się właściwie chronić przed słońcem, możemy doprowadzić do nieprzyjemnego oparzenia, ale również do bardzo niebezpiecznego udaru cieplnego. Grozi on nie tylko plażowiczom, ale też na przykład osobom wędrującym po górach, a nawet tym przebywającym na pełnym słońcu w miastach. Szczególne ryzyko dotyczy ludzi starszych i dzieci. Jak dochodzi do udaru cieplnego? Wysoka temperatura powietrza sprawia, że naczynia krwionośne w ciele się rozszerzają, co przyśpiesza krążenie i wzmaga wydzielanie potu – w ten sposób organizm radzi sobie z nadmiarem ciepła, ale jednocześnie traci wodę oraz sole mineralne. Jeśli nie uzupełniamy płynów, dochodzi do odwodnienia i nadmiernej utraty elektrolitów, praca gruczołów potowych zostaje zahamowana, a temperatura ciała niebezpiecznie rośnie, bo oddawanie jego ciepła staje się utrudnione albo wręcz niemożliwe – tłumaczy dr Piotr Łukiewicz. W efekcie człowiek jest osłabiony i apatyczny, jego skóra staje się gorąca i zaczerwieniona, pojawiają się dreszcze, bóle i zawroty głowy, nudności, wymioty, a nawet dochodzi do utraty przytomności. Jeśli zaobserwujemy u kogoś takie objawy, należy zasięgnąć porady lekarskiej. W zależności od stanu pacjenta wzywamy karetkę lub udajemy się samodzielnie do lekarza. Zapewniamy poszkodowanemu zacienione miejsce, wykonujemy chłodne okłady na głowę, klatkę piersiową i uda, a jeśli jest przytomny – podajemy mu wodę (w dużej ilości, ale niewielkimi porcjami).   Do rany przyłóż Różnego rodzaju skaleczenia i otarcia skóry to wakacyjne kontuzje, o które nietrudno. Nawet jeśli są niewielkie i powierzchniowe, a tym samym nie stanowią poważnego zagrożenia dla zdrowia, najlepiej zając się nimi od razu. Jeżeli wypadek zdarzył się na piasku albo żwirze, najpierw dokładnie oczyszczamy ranę przemywając ją pod bieżącą wodą, a następnie zranioną skórę dezynfekujemy dostępnymi w aptekach preparatami – te nowoczesne działają w ten sposób, że po nałożeniu wysychają niszcząc drobnoustroje (należy więc je pozostawić do wyschnięcia). Jeśli nie występuje krwawienie, nie musimy zakładać na ranę opatrunku, bo odkryta będzie się szybciej goić. Przez kolejne dni należy bacznie obserwować skaleczone miejsce, a jeśli pojawi się obrzęk, zaczerwienienie czy wyciek ropnego płynu, wybrać się do lekarza, bo w przypadku kontaktu z ziemią czy brudną wodą konieczne może być podanie szczepionki przeciwtężcowej czy antybiotyku – przestrzega dr Piotr Łukiewicz. Do szpitala należy udać się także wtedy, gdy mimo zastosowania ucisku rana krwawi, jest głęboka bądź nie potrafimy jej samodzielnie oczyścić.   Żądlą, kąsają i gryzą Urlop mogą skutecznie zakłócić nam również między innymi osy i pszczoły. Owady te atakują przede wszystkim w sytuacjach, które odczytują jako zagrożenie, a więc na przykład gdy zostaną przez nas przez nieuwagę przyciśnięte bądź trafią do naszych naturalnych otworów, przykładowo do jamy ustnej. Dlatego by zminimalizować ryzyko bliskiego kontaktu z nimi, sprawdzajmy, czy przykładowo na ławce, na której chcemy usiąść albo na poręczy, którą chcemy chwycić, nie siedzi jakiś owad. Pamiętajmy też o tym, by w szczególności latem nie pić z wcześniej otwartych puszek czy kartoników z napojami, bo pszczoła czy osa mogła tam wpaść. Co robić, jeśli mimo to dojdzie do tak zwanego użądlenia? Jeżeli w skórze zostało żądło, bardzo ostrożnie je usuńmy (najlepiej będzie posłużyć się pęsetą), a następnie zdezynfekujmy miejsce zranienia i zastosujmy zimny kompres. Obserwujmy też reakcję organizmu na całe zdarzenie. W zależności od tego, czy jest ona ograniczona do okolicy użądlenia czy też objawy dotyczą całego organizmu, postępowanie powinno przebiegać różnie. Jeśli poszkodowana osoba jest uczulona na użądlenia, zauważymy u niej trudności z oddychaniem, duszności, przyśpieszenie pracy serca, a do tego pocenie się czy zaczerwienienie skóry twarzy, obrzęk ust, języka czy trudności w mówieniu, natychmiast wezwijmy pogotowie. W takich przypadkach może bowiem dojść do wstrząsu anafilaktycznego. Podobnie jeżeli do użądlenia osy albo pszczoły doszło wewnątrz jamy ustnej – niezwłocznie zacznijmy pić zimne napoje bądź ssać kostki lodu i od razu udajmy się do lekarza. Czujność zachowajmy także przy wycieczkach do lasu i spacerach po miejskich parkach – tam możemy bowiem spotkać się z jeszcze innym nieprzyjemnym intruzem, czyli kleszczem. Po powrocie do domu zawsze dokładnie obejrzyjmy swoje ciało, a jeśli zauważymy tego pajęczaka wczepionego w skórę, jak najszybciej go usuńmy. W tym celu najlepiej posłużyć się pęsetą, chwytając kleszcza tuż przy skórze i – co bardzo ważne – wyciągając go w całości, razem z jego głową, a następnie przemyć to miejsce środkiem odkażającym – podpowiada dr Piotr Łukiewicz ze Szpitala Medicover. Jeżeli nie wiemy, jak się do tego zabrać, najlepiej skorzystać z porady personelu medycznego. Na wizytę lekarską trzeba umówić się, jeśli udało nam się tego intruza wyciągnąć samodzielnie, ale na skórze pojawił się rumień.   Żołądkowe rewolucje Wakacyjny czas zachęca do próbowania przeróżnych przysmaków, jednak przy ich testowaniu trzeba zachować ostrożność, by nie narazić się na nieprzyjemne zatrucie pokarmowe. Najczęściej wiążemy je ze zjedzeniem czegoś nieświeżego, ale powodów wystąpienia żołądkowych sensacji może być więcej. Czasem wystarczy na przykład zjedzenie nieumytego owocu czy wypicie napoju z kostkami lodu zrobionymi z nieprzegotowanej wody. Na efekty nie trzeba długo czekać – już po kilku godzinach pojawiają się bóle brzucha, biegunka, nudności i wymioty. Większość tych uciążliwych dolegliwości ustępuje po kilkunastu godzinach, ale rozwolnienie może utrzymywać się kilka dni i oznaczać nawet kilkanaście wizyt w toalecie w ciągu doby. To nie tylko nieprzyjemne, ale i potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia, bo w ten sposób tracimy dużo wody i w bardzo krótkim czasie możemy się odwodnić. Dlatego zmagając się z biegunką nie wolno zapomnieć o uzupełnianiu płynów i elektrolitów. Poza tym warto zastosować lekkostrawną dietę i środki z domowej apteczki, na przykład węgiel leczniczy.
Latem bądźmy szczególnie uważni na zdrowie
Wakacje kojarzą się z czasem beztroski, relaksu i odpoczynku od obowiązków. Jesteśmy wtedy mniej ostrożni, odkładamy na bok profilaktyczne działania i tym samym stajemy się bardziej podatni na różne choroby. Konsekwencje takich działań możemy jednak odczuwać długo po zakończeniu wakacji. Lista schorzeń, które mogą być zainicjowane podczas letniego odpoczynku jest dość szeroka. Na co zwrócić uwagę, by wymarzony wypoczynek rzeczywiście taki był? Wskazówki znajdziesz poniżej.     Dolegliwości dnia codziennego Wyjeżdżając na wakacje, pamiętajmy o naturalnych zagrożeniach dla naszego zdrowia. Jednym z nich jest przeziębienie związane z wychłodzeniem organizmu, na które zapadają najczęściej osoby podróżujące za granicę. Używając klimatyzacji, zwróćmy uwagę, by temperatura powietrza w hotelowym pokoju nie różniła się znacząco od tej na zewnątrz. Dodatkowo nie zapominajmy o wyłączeniu jej na noc, kiedy to temperatura otoczenia zdecydowanie spada. Dbajmy nie tylko o nocleg, ale także o to, gdzie jemy posiłki. Aby zapobiec zatruciu pokarmowemu, unikajmy stołowania się w niesprawdzonych miejscach i przydrożnych barach oraz jedzenia potraw przygotowywanych z surowego mięsa.   Chrońmy swoje stopy Choć na grzybiczne i wirusowe schorzenia stóp narażeni jesteśmy przez cały rok, to stosunkowo najczęściej pojawiają się one podczas wakacji. Sprzyjają im mokre wilgotne miejsca, takie jak chodnik na basenie lub pomost nad jeziorem, ale także hotelowe ręczniki i dywany. To właśnie tam najprościej o grzybicę, której objawy widoczne są już kilka dni po zakażeniu. Początkowo zmiany skórne pojawiają się między czwartym a piątym palcem, lecz nieleczone przenoszą się na kolejne. Korzystanie z nieswoich klapek lub innych przedmiotów higieny osobistej może prowadzić do zarażenia wirusem HPV. Zmiany skórne w postaci brodawek i kurzajek nie są łatwe do wyleczenia, lecz stopniową poprawę przynosi ich wymrażanie dostępnymi w aptece preparatami lub za pomocą zabiegu kosmetycznego. Dobre rezultaty daje także przykładanie do powierzchni brodawek naturalnego ekstraktu z ziela jaskółczego.   Ukąszenia owadów Niezależnie od tego czy wybieramy wyjazd krajowy czy wycieczkę zagraniczną, należy uważać na ukąszenia owadów. W przypadku zwiedzania malowniczych krajobrazów naszego kraju najgroźniejsze są kleszcze. Tylko w 2016 roku odnotowano prawie 13 tysięcy przypadków zachorowania na boreliozę, a coraz częstszą przypadłością staje się także odkleszczowe zapalenie mózgu. Zbagatelizowanie problemu może doprowadzić do przewlekłych schorzeń, takich jak ból stawów czy zapalenie serca. Za granicą większym ryzykiem dla naszego zdrowia są komary, szczególnie jeśli wakacje spędzamy w tropikach. To właśnie malaria, czyli choroba przenoszona przez komary w Azji Południowo-Wschodniej i środkowej Afryce, jest najczęściej przywożoną przypadłością przez Polaków z zagranicznych wojaży. Pierwszymi jej symptomami są gorączka i dreszcze. Choć objawy wydają się z pozoru niegroźne, temperatura ciała powyżej 40°C powinna nas zaniepokoić. Od razu po ich wystąpieniu należy niezwłocznie skontaktować się z miejscową kliniką, a następnie powtórzyć badanie w szpitalu zakaźnym po powrocie do kraju.   Nie tylko dziecięcy problem Choć to schorzenie znacznie częściej dotyka dzieci, szczególnie narażeni na owsicę są także nauczyciele, pediatrzy, sprzątaczki czy rodzice maluchów. Szerzeniu się choroby podczas wakacji sprzyjają dziecięce kolonie, a po powrocie z nich naszych pociech niewykluczone, że niechciane pasożyty przeniosą się na nas. Walka z owsikami do prostych nie należy, ale wprowadzając do codziennej diety pestki z dyni, warzywa strączkowe czy kiszonki oraz dezynfekując pościel, ubrania i zabawki, możemy zniwelować ryzyko pojawienia się robaków.   Wbrew powszechnej opinii lato to pora roku, w której jesteśmy szczególnie podatni na różnego rodzaju choroby i schorzenia. Przed wyjazdem sprawdźmy dokładnie, jakie warunki panują w miejscu pobytu oraz na jakie dolegliwości możemy być tam narażeni. Dla spędzenia urlopu w przyjemny sposób, warto już teraz zacząć dbać o swoją odporność, stosując naturalne składniki lub witaminy i suplementy - radzi mgr Joanna Żarnowska, farmaceutka prowadząca aptekę w ramach programu PARTNER+.
Te witaminy i mikroskładniki są najlepsze na lato
Lato to okres, w którym pogoda zachęca do większej aktywności fizycznej, kąpieli słonecznych i spędzania czasu na świeżym powietrzu. Dobrym rozwiązaniem, by wesprzeć organizm w tych aktywnościach jest dieta bogata w owoce i warzywa. Warto wykorzystać fakt, że jest to również pora roku, w której dostępność owoców i warzyw, będących dobrym źródłem witamin i soli mineralnych, jest zdecydowanie największa. Produkty z tej grupy poprawią nasze samopoczucie oraz kondycję podczas sezonu letniego.   Naturalnie wspieraj aktywność fizyczną - witamina C, foliany, wapń Witaminę C, która przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu energetycznego oraz foliany, które pomagają w prawidłowej produkcji krwi, a także przyczyniają się do zmniejszenia uczucia znużenia i zmęczenia,znajdziemy w pomarańczach i wytworzonym z nich soku. Szklanka 100% soku pomarańczowego (200 ml) zaspokaja ok. 50-60% dziennego zapotrzebowania na witaminę C, co czyni z niego płyn, który szczególnie warto pić w okresie letnim. W kontekście aktywności fizycznej istotny jest również wapń, który pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu mięśni. Warto wiedzieć, że ten pierwiastek znajdziemy nie tylko w produktach mlecznych, ale również w soku z czarnej porzeczki. Za prawidłowy skurcz mięśni odpowiada również potas, który możemy znaleźć m. in. w soku pomidorowym oraz burakach.   Zadbaj o zdrową opaleniznę  - witamina A, witamina E Beta-karoten, czyli prowitamina A, to substancja, która w wyniku reakcji chemicznych zachodzących w organizmie przekształca się w witaminę A. Ten mikroskładnik nadaje skórze zdrowy odcień, chroni ją przed szkodliwym działaniem promieni UV i poparzeniami słonecznymi oraz przedłuża okres utrzymywania się opalenizny. Jednak należy pamiętać, że nie zastąpi on kremu z filtrem, którego powinno się używać wychodząc na słońce.Ten mikroskładnik znajdziemy w pomarańczowych, żółtych i czerwonych owocach oraz warzywach m. in. brzoskwini, pomidorach oraz marchwi. Jedna szklanka soku marchwiowego (200 ml) pokrywa dzienne zapotrzebowanie na witaminę A. Wpływ na kondycję narażonej na działanie słońca skóry ma także witamina E, nie bez powodu nazwana witaminą młodości, która w dużej ilości występuje w olejach i orzechach, a także w natce pietruszki, papryce oraz soku z czarnych jagód.   Nie daj się upałom - potas, polifenole, magnez Właściwa dieta może znacznie zredukować ryzyko odwodnienia, które stanowi obciążenie dla układu krwionośnego, a nawet może być bezpośrednim zagrożeniem życia. Potas odpowiada za odpowiednią gospodarkę wodną organizmu oraz reguluje pracę układu krążeniowego. W szklance soku pomidorowego (200 ml) znajdziemy około 400 mg tego mikroskładnika. Polifenole zawarte w soku z aronii stabilizują poziom ciśnienia krwi. Pracę serca oraz układu wieńcowego wspomaga także magnez, występujący w orzechach i zielonych warzywach liściastych.        
Pomogą uchronić przed bólami kolan i kręgosłupa
Moda na bycie fit jak łatwo zauważyć jest w pełnym rozkwicie. Spalamy kalorie, rzeźbimy ciało, nie zapominajmy jednak, że za tym wszystkim stoją – i to dosłownie – stopy. Czy systematyczne ćwiczenie stóp może poprawić ich wygląd, zlikwidować ból, a w przypadku haluksów czy ostrogi piętowej, nawet uchronić przed operacją? Poznaj cztery ćwiczenia, które pomogą ci uchronić się m. in. przed bólami kolan i kręgosłupa. W dalszej części o tym jak możemy ćwiczyć stopy oraz jak wygląda taki trening?     Jeśli nie zadbamy o nie właściwie, wady w ich biomechanice mogą doprowadzić do bólu i rozległych schorzeń stawów skokowych, kolan, a nawet kręgosłupa. A to utrudni nie tylko regularne treningi, ale także codzienne funkcjonowanie – przestrzega fizjoterapeuta z FootMedica, Przemysław Jankowski. Co jednak oznacza właściwe dbanie o stopy?   Czego nie lubią nasze stopy? • Twardych nawierzchni. Kiedy to tylko możliwe warto spacerować - najlepiej boso - po naturalnym podłożu, np. po trawie lub piasku. Na pewno niejednokrotnie słyszałaś, że chodzenie po plaży to świetny peeling dla stóp. Nie tylko! Jest to dla nich także świetne ćwiczenie, które pozwala im na pracę w trzech wymiarach. • Szpilek. Wysokie obcasy wysmuklą optycznie nogi, ale zbyt wielkim kosztem. Aby uniknąć bólu stóp, kolan czy nawet kręgosłupa na co dzień lepiej wybrać buty na niższym obcasie, maksymalnie 5-centymetrowym. Wysokie szpilki niech czekają na naprawdę wyjątkowe okazje. • Wąskich nosków. Aby stopa mogła prawidłowo pracować, każdy z jej palców musi mieć w bucie odpowiednio dużo przestrzeni. Noszenie obuwia ze zwężanymi czubkami prowadzi do deformacji palców lub przyśpiesza powstawanie wad stóp, między innymi haluksów. • Braku ruchu. Praca siedząca, mało aktywności fizycznej, a odpoczynek w pozycji leżącej na kanapie sprawiają, że stopy przez większą część doby są zupełnie pozbawione ruchu. Na szczęście proponowane ćwiczenia możesz wykonywać zarówno w biurze, jak i przed telewizorem, zatem z łatwością codziennie znajdziesz na nie kilkanaście minut.   Jak możemy ćwiczyć stopy? Krok 1. Rozciągnij mięsień trójgłowy łydki Zapytasz: jakiej łydki, przecież mieliśmy trenować stopy? Nie ma się jednak czemu dziwić – nasz organizm to sieć wzajemnych połączeń, więc żeby jeden element aparatu ruchu działał jak trzeba, inne też muszą funkcjonować bez zarzutu. Stań jedną nogą na stopniu wyżej, drugą na stopniu niżej, ale tylko przodostopiem. Stopa niżej próbuje dotknąć podłoża piętą. W momencie kiedy czujemy rozciąganie łydki, utrzymujemy tę pozycję 30 sekund. Po upływie pół minuty unosimy lekko piętę na 10 sekund. Całość powtarzamy 5 razy na każdą z nóg. Krok 2. Rozciągnij prostowniki palców Przyjmij pozycję klęku podpartego na podłodze lub macie, palcami stóp przylegając do podłoża (nie podkurczaj ich). Powoli opuszczaj pupę w kierunku pięt. Nie musisz jednak na nich siadać, jeśli poczujesz rozciąganie się palców już w połowie drogi – wszystko zależy od twojego stopnia rozciągnięcia, nic na siłę. Czas podobny jak w poprzednim ćwiczeniu, czyli 30 sekund w pozycji rozciągającej i 10 sekund przerwy w 5 powtórzeniach. Wykonując ćwiczenie drugie musimy być pewni zakresu ruchomości swoich stawów skokowych górnych (czy nie są zablokowane), ponieważ ograniczona w nich ruchomość nie pozwoli na rozciąganie mięśni, a wręcz może zwiększyć dolegliwości bólowe. Krok 3. Wzmocnij odwodziciele palucha Usiądź wygodnie na krześle i oprzyj stopy o podłoże, równolegle do siebie. Następnie unieś palce, jednocześnie je rozszerzając, i spróbuj postawić tak rozczapierzoną stopę na podłodze. Spróbuj utrzymać to napięcie przez 15 sekund. Powtórz ćwiczenie 10 razy na obydwie nogi. Pomoże ci ono w walce z paluchem koślawym, popularnie zwanym haluksem. Krok 4. Wymasuj rozcięgno podeszwowe Do wykonania tego ćwiczenia będzie potrzebna mała piłeczka, np. golfowa lub kauczukowa. Ćwiczenia można wykonywać zarówno w siadzie jak i staniu na obydwu nogach. Pod jedną ze stóp włóż piłeczkę. Masuj nią stopę od pięt aż po same palce.  Jeśli natrafisz na bardziej bolesne miejsce, delikatnie dociśnij. Cały masaż nie powinien być bolesny, a powodować tylko lekki dyskomfort. Roluj w ten sposób każdą stopę po 5 minut dziennie, szczególnie jeśli zmagasz się z problemem ostrogi piętowej.   Co jeszcze możesz zrobić dla stóp? Przemysław Jankowski z FootMedica podpowiada, co jeszcze lubią nasze stopy: Każdego dnia poświęć pięć minut na przenoszenie palcami stóp woreczków z czymś sypkim, np. ryżem, piaskiem czy grochem. Możesz także po nich chwilę pospacerować. Kiedy odpoczywasz, warto unieść nogi do góry, powyżej linii serca, zwłaszcza po całym dniu stania lub siedzenia. Jeśli zaś chodzi o sporty, w których nasze stopy dobrze się czują, jest to na przykład jazda na rowerze, pływanie bądź nordic walking. Jednak każda aktywność i nasz wysiłek  będzie bezowocny, jeżeli nie będziemy się skutecznie rozciągać i rolować. Pamiętajmy także, że ćwiczenia najlepiej dobrać indywidualnie u specjalisty, bo przecież każdy z nas to skomplikowana maszyna i każda działa nieco inaczej. Róbmy przegląd swoich stóp i całego ciała przynajmniej raz w roku – tak, jak robimy przegląd samochodu.   A teraz wykorzystaj te wskazówki, aby cieszyć się zdrowiem stóp jak najdłużej. W końcu to fundament ciała.
Te rośliny zapewnią ci zdrowie
Każda, nawet najmniejsza roślinka to prawdziwe laboratorium pełne przeróżnych substancji – kwasów, alkoholi, flawonoidów, terpenów, polisacharydów i soli mineralnych. Bez doktoratu z chemii i medycyny lepiej nawet nie zabierać się do analizowania ich składów. Jednak w gruncie rzeczy, nie ma takiej potrzeby. Spośród setek gatunków drzew, krzewów i roślin zielnych o właściwościach leczniczych, wybraliśmy pięć, które są łatwe w uprawie i które pozwolą ci zadbać o siebie od stóp do głowy.       Stosowane są od setek a nawet tysięcy lat. Współczesna nauka tylko potwierdziła to, o czym od dawna wiedzieli zielarze, znachorzy i szamani. Rośliny lecznicze to doskonały sposób, aby zatroszczyć się o swoje zdrowie, kondycję i dobry wygląd. Doniczka na balkonie albo grządka w ogródku może stać się twoją własną domową apteką. Posadź rośliny lecznicze i wykorzystaj potencjał natury.   Drogi oddechowe: szałwia Pochodzi z regionu Morza Śródziemnego i jako środek leczniczy była wykorzystywana już przez starożytnych Egipcjan, Greków i Rzymian.  Ma różnorakie właściwości medyczne, w tym przeciwzapalne i antybakteryjne. Z tego powodu może być stosowana w leczeniu infekcji górnych dróg oddechowych. Napar z szałwii doskonale sprawdza się jako płukanka w przypadku bólu gardła. Poza tym jest cenionym ziołem przyprawowym. Szałwia potrzebuje słońca i osłoniętego stanowiska. Jest rośliną wieloletnią, ale nie jest odporna na mróz, dlatego należy odpowiednio zabezpieczyć ją na zimę. Preferuje gleby lekkie i żyzne.   Układ krążenia: głóg Ozdobny krzew albo niewielkie drzewo spokrewnione z różą. Jego dobroczynny wpływ na układ krążenia potwierdziły liczne badania kliniczne. Głóg to wręcz oddział kardiologiczny: wzmacnia siłę skurczu serca, rozszerza naczynia wieńcowe, obniża ciśnienie, chroni przed arteriosklerozą i zmniejsza duszności powysiłkowe. Można go stosować na przykład w postaci naparu przyrządzonego z liści i kwiatów. Głóg jest sporą rośliną, dlatego do jego uprawy potrzebny jest ogród. Nie ma szczególnych potrzeb i świetnie znosi zanieczyszczone miejskie powietrze. Niestety jest dość podatny na ataki chorób i szkodników, dlatego wymaga nieco zabiegów profilaktycznych.   Układ trawienny: mięta Bóle brzucha i mięta – ten zestaw wydaje się nam oczywisty. Ale sprawa nie jest taka prosta. Mięta wprawdzie rozluźnia mięśnie gładkie przewodu pokarmowego, a co za tym idzie, łagodzi bolesne skurcze, jednak przede wszystkim zwiększa wydzielanie soków trawiennych. Te natomiast mogą podrażniać żołądek. Dlatego miętę najlepiej stosować jako środek poprawiający trawienie a także przeciwko gazom i wzdęciom. Mięta nie wymaga dużej ilości światła, dlatego można ją uprawiać nawet w zacienionych częściach ogrodu lub na balkonach wychodzących na północ. Lubi wilgotną glebę. Szybko się rozrasta, więc trzeba zapewnić jej sporo miejsca.   Skóra: nagietek Ten ozdobny, niewielki kwiat ma wielorakie właściwości lecznicze, wśród których na pierwszy plan wysuwają się te związane z leczeniem i pielęgnacją skóry. Roślina przyspiesza gojenie ran i łagodzi podrażnienia. Warto stosować ją przy skórze trądzikowej a także w leczeniu grzybicy. Nagietek może być stosowany w formie naparu – jako płyn do przemywania cery i nasączania okładów lub w postaci olejku, który w prosty sposób można przyrządzić samemu. Wystarczy zalać olejem świeże płatki nagietka i odstawić w ciepłe miejsce na dwa tygodnie. Jako roślina pochodząca z krajów śródziemnomorskich, nagietek preferuje stanowiska ciepłe i słoneczne. Za to jest bardzo niewybredny, jeśli chodzi o glebę. Należy tylko pamiętać, aby ziemia była lekko wilgotna.   Umysł: melisa Już przyjemny, cytrynowy zapach melisy zapowiada jej dobroczynne właściwości. W starożytności roślinę wykorzystywano do przygotowywania pachnących kąpieli i aromatyzowania napojów. Wiedziano jednak również o jej korzystnym wpływie na układ nerwowy. Roślina łagodzi stres i lęk, uspokaja, ułatwia zasypianie i wspomaga leczenie stanów depresyjnych. Do uzyskania pożądanych efektów wystarczy picie naparu z liści. Choć znosi półcień, melisa najlepiej udaje się na słonecznych, osłoniętych stanowiskach. Potrzebuje gleby żyznej, lekkiej i wilgotnej, najlepiej bogatej w wapń.   Czy warto sadzić rośliny lecznicze? Fakt, większość surowców potrzebnych do ziołoterapii z łatwością dostaniesz w wyspecjalizowanych sklepach. Nie zapominajmy jednak o przyjemności płynącej z posiadania własnego leczniczego ogródka. Praca przy roślinach sama w sobie ma właściwości zdrowotne – pozwala przebywać na świeżym powietrzu i odpręża. Poza tym kwiaty są piękne a te, które wybraliśmy, mają jeszcze jedną wielką zaletę. Otóż wszystkie są roślinami przyjaznymi pszczołom. Co to znaczy? Ich kwiaty zawierają duże ilości pyłku i nektaru, którymi żywią się pszczoły. Do życia i wykarmienia potomstwa te owady potrzebują naprawdę dużo pokarmu. Jego brak jest jedną z przyczyn ich wymierania. Dlatego odpowiedź na pytanie, czy warto, brzmi „Oczywiście!”. Dla zdrowia, dla piękna i dla pszczół.
Co może sygnalizować zmiana wyglądu twarzy?
Mimo widocznych objawów choroby, o jej rozpoznaniu często decyduje przypadek, a postawienie właściwej diagnozy może zająć nawet 10 lat. Powiększone dłonie, stopy czy zmienione rysy twarzy – to objawy, jakie mogą świadczyć o akromegalii. Mimo charakterystycznych symptomów choroba wciąż pozostaje trudna do zdiagnozowania. Tymczasem im później rozpoznana, tym groźniejsze powikłania. Sprawdź, czy ta rzadka choroba nie dotyczy także ciebie lub bliskich z twojego otoczenia.     Po raz pierwszy akromegalię opisał w 1886 r. francuski lekarz Pierre Marie, nadając jej nazwę, która pochodzi od greckich słów „akron”, co znaczy kończyna i „megas”, czyli wielki. Nie podał on jednak przyczyny jej występowania. Zrobił to dopiero rok później Oskar Minkowski, lekarz polskiego pochodzenia. Odkrył on, że akromegalia, zwana inaczej chorobą gigantów, związana jest z obecnością guza przysadki mózgowej, który powoduje nadmierne wydzielanie hormonu wzrostu. W rezultacie u pacjentów dochodzi m.in. do przerostu tkanek miękkich i rozrostu kości. Ich narządy wewnętrzne - serce, tarczyca, wątroba, a nawet jelita są znacznie większe, niż u przeciętnego człowieka. Nadmiar hormonu wzrostu nie tylko wpływa na sprawność chorych, ale i znacznie odbija się na ich wyglądzie. W miarę upływu lat u osób z akromegalią zaostrzają się rysy twarzy i rozrasta żuchwa. Powiększają się im także uszy, nos, usta i język. Jednak najbardziej widoczne są zmiany w obrębie dłoni i stóp. Wśród dorosłych niepokojącym sygnałem jest konieczność zmiany rękawiczek lub obuwia na większe. Fani starego kina z pewnością pamiętają też amerykańskiego aktora Rondo Hattona. Wydatna szczęka i duży nos zapewniały mu role czarnych charakterów, w rzeczywistości cierpiał na akromegalię – komentuje prof. Wojciech Zgliczyński, kierownik Kliniki Endokrynologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie. Mimo widocznych objawów choroby, o jej rozpoznaniu często decyduje przypadek, a postawienie właściwej diagnozy może zająć nawet 10 lat. I choć wygląd chorych ulega w tym czasie charakterystycznej zmianie, odbywa się to na tyle wolno, że czasem dopiero porównanie fotografii z przeszłości pozwala dostrzec różnice.     Najważniejszy jest czas W Polsce z akromegalią żyje blisko 2,5 tysiąca osób, ale każdego roku liczba zdiagnozowanych zwiększa się średnio o 200 nowych przypadków. Chociaż choroba dotyczy obu płci, częściej rozpoznawana jest u kobiet, które z natury przywiązują większą uwagę do wyglądu i szukają przyczyny występowania niepokojących zmian. Z czasem nadmierne wydzielanie hormonu wzrostu spowodowane guzem przysadki,  wyrządza u chorych coraz więcej szkód. Pacjenci skarżą się na bóle głowy, kości i stawów, ograniczone możliwości ruchowe, problemy ze wzrokiem czy na wzmożoną potliwość. Ich stawy ulegają zniekształceniu, pojawia się nadciśnienie tętnicze, zaburzenia pracy serca, a także zagrażający życiu bezdech senny – wylicza prof. Marek Bolanowski, kierownik Katedry i Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu Im szybsza diagnoza, tym większa szansa na powrót do zdrowia i życia sprzed choroby. Aby pomoc była skuteczna, Stowarzyszenie Chorych z Akromegalią i Osób Wspierających apeluje o zwrócenie uwagi na niepokojące zmiany, jakie mogą towarzyszyć chorobie, a w przypadku ich rozpoznania o skontaktowanie się z lekarzem endokrynologiem.   Więcej informacji na temat akromegalii znaleźć można na stronie akromegalia.pl oraz facebook’owym profilu Stowarzyszenia facebook.com/stowarzyszenieosobzakromegalia
Pierwszy taki zabieg w Polsce, szósty na świecie
Klinika Perfect Medica z Gdańska jako pierwsza w Polsce i jedna z niewielu  w Europie wprowadza do oferty innowacyjną w ortopedii metodę regeneracji stawów, dzięki podaniu odseparowanych w urządzeniu Q-graft® komórek macierzystych. Dzięki zastosowaniu tego wysokospecjalistycznego urządzenia, które współpracuje z przeznaczonym do liposukcji sprzętem Body Jet Evo®, uzyskiwane są z tkanki tłuszczowej wysokiej jakości komórki macierzyste o najwyższej funkcjonalności, co bezpośrednio wpływa na wysoką efektywność terapii.     Komórki macierzyste od wielu lat wykorzystuje się w medycynie do odbudowania lub zastąpienia uszkodzonych komórek, dzięki ich właściwościom namnażania oraz przekształcania się w inne wyspecjalizowane komórki organizmu. Obecnie, najbardziej innowacyjną metodą ich pozyskiwania jest separacja z własnej tkanki tłuszczowej. Aby zabieg był skuteczny, konieczne jest uzyskanie z tkanki tłuszczowej jak największej liczby nieuszkodzonych pojedynczych komórek – co w ogromnej mierze zależy od metody ich pobrania. Najnowszą i najbardziej efektywną metodą jest liposukcja przy użyciu mało inwazyjnego, bezpiecznego urządzenia Body Jet Evo®, od kilku lat stosowanego w medycynie estetycznej. Dzięki zintegrowaniu z Body Jet Evo® systemu Q-graft® powstaje jeden z nielicznych na świecie zamknięty system do poboru i separacji komórek macierzystych. System ten pozwala na wysokojakościowe przeprowadzenie procesu pozyskania komórek macierzystych – od momentu pobrania tłuszczu do uzyskania zawiesiny. Pobrane za pomocą tej metody komórki macierzyste charakteryzuje nie tylko wysoka jakość, ale co istotne - uzyskuje się ich znacznie więcej niż w przypadku innych metod. W dniu 11 maja 2017 r. zespół Orthos Clinic w składzie Marek Krzemiński, Michał Bogdański i Jakub Grocholski,  w Klinice Perfect Medica przeprowadzili dwa pierwsze w Polsce i 6.-7. na świecie zabieg z zastosowaniem separatora Q-graft®. Przyoperacyjny pomiar liczby komórek (urządzeniem zliczającym LunaTM fl Dual Flurescence Cell Counter) wykazał obecność 4.040.00 komórek macierzystych w 1 ml zawiesiny. Ponadto liczba komórek żywych wyniosła aż 89,7%. Uzyskane w ten sposób komórki macierzyste charakteryzuje najwyższa funkcjonalność. Zamknięty system Body Jet Evo® + Q-graft® kontroler umożliwia podanie choremu komórek macierzystych po ok. 40-60 minutach od momentu pobrania tłuszczu.     Nowatorska metoda daje pacjentowi pewność, że wszczepiany materiał jest zawiesiną gwarantującą uzyskanie najwyższych możliwości naprawczych dla uszkodzonego stawu. Tak doskonałe komórki macierzyste pozwalają osiągnąć najlepsze wyniki leczenia, dając nadzieję pacjentom na powrót do wcześniejszej sprawności i oddalenie wizji wszczepienia sztucznych stawów. Bardzo się cieszymy, że metoda już jest dostępna dla pacjentów w Polsce - komentuje dr n. med. Marek Krzemiński, niekwestionowany autorytet w dziedzinie ortopedii, specjalista, który wykonuje te innowacyjne zabiegi w ramach współpracy z Kliniką Perfect Medica  w Gdańsku. Medycyna poszukuje coraz nowszych rozwiązań, by nieść ulgę cierpiącym pacjentom, zdarzają się mody i fascynacje nowymi metodami, ale przetrwać mogą te, które dają długotrwałe skutki. Również w tym przypadku kluczowe będzie doświadczenie i długotrwała obserwacja efektów. Jednak nawet kilka lat aktywnego życia, dzięki odbudowanym własnym tkankom, dla chorych ze zwyrodnieniem stawów to wartość na wagę złota. Komórki macierzyste stosuje się w leczeniu uszkodzonych ścięgien, chrząstki stawowej, przy wczesnych zmianach zniekształcająco-zwyrodnieniowych stawów. Dzięki podaniu komórek macierzystych poprawia się ruchomość stawu u chorego, ustępuje ból, a proces niszczenia stawu zostaje znacznie spowolniony. W przypadku rekonstrukcji więzadeł lub ścięgien komórki macierzyste podaje się bezpośrednio w miejsce uszkodzenia, co prowadzi do tworzenia zdrowych tkanek. Jednak przy całkowitym zniszczeniu stawu zabieg nie będzie efektywny, dlatego istotnym czynnikiem jest tutaj czas. Metoda Body Jet Evo® + Q-graft® umożliwia podanie choremu komórek macierzystych tego samego dnia od pobrania, a co najważniejsze – komórki macierzyste pochodzą z własnego organizmu pacjenta, co eliminuje ryzyko ich odrzucenia. Terapia przy użyciu komórek macierzystych daje możliwość leczenia przyczynowego, a nie jak do tej pory – objawowego, gdzie leczone były głównie objawy (rehabilitacja, farmakoterapia, a ostatecznie wymiana stawu na sztuczny). Komórki macierzyste są już także wykorzystywane w naprawie złamań kości oraz stawów rzekomych – po zaimplantowaniu ich wewnątrz uszkodzeń w kościach długich zaobserwowano ich pełną regenerację w czasie o wiele krótszym niż w procesie fizjologicznym.  Obiecujące wyniki otrzymuje się również w leczeniu stopy cukrzycowej oraz w leczeniu owrzodzeń skóry i przewlekłych ran. Jeśli ktoś rozważa zabieg wszczepienia komórek macierzystych, powinien dokładnie sprawdzić, na jaki zabieg się decyduje, skąd i co zostanie pobrane. Inną metodą w ortopedii regeneracyjnej jest pozyskiwanie płytek krwi z osocza, błędnie nazywanych komórkami macierzystymi. Osocze bogatopłytkowe, według przeprowadzonych badań, działa we wczesnej  fazie zapalnej, w okresie do 90 dni od zadziałania czynnika uszkadzającego – tak więc jego działanie w bardziej zaawansowanych i długotrwałych  zmianach może nie być skuteczne - przestrzega dr Krzemiński.   Zabiegi urządzeniem Body Jet Evo® wykonuje ok. 400 klinik na całym świecie, zintegrowany z nim Q-graft® dostępny jest tylko w kilku klinikach w Europie.
Niewidoczna choroba, niewidoczni pacjenci
Ponad 60 proc. badanych pacjentów z chorobą Fabry’ego jest niezadowolonych ze swojego stanu zdrowia, jedna trzecia potrzebuje pomocy w codziennych czynnościach. Wciąż najpilniejszą potrzebą pozostaje dostęp do leczenia. Aby sprawdzić, jak wygląda życie polskich pacjentów z tą rzadką chorobą, Stowarzyszenie Rodzin z Chorobą Fabry’ego przeprowadziło badanie ankietowe, którego efektem jest raport na temat życia z tym schorzeniem w Polsce. Dokument został opublikowany w kwietniu – miesiącu budowania świadomości o chorobie Fabry’ego.     Choroba Fabry’ego według szacunków stowarzyszenia pacjentów dotyka od 50 do 100 osób w Polsce. Choć zagraża życiu, na pierwszy rzut oka może być zupełnie niewidoczna. W Polsce choroba Fabry’ego oraz dotknięci nią pacjenci są niewidoczni także dla systemu opieki zdrowotnej, który od lat nie zauważa ich problemów związanych z dostępem do leczenia. To sprawia, że życie pacjentów i podejmowane przez nich decyzje determinuje postępujące i wyniszczające schorzenie. Z okazji Miesiąca Budowania Świadomości o Chorobie Fabry’ego 36 pacjentów w wieku od 18 do 36 lat opowiedziało o swoich zmaganiach z chorobą, biorąc udział w badaniu ankietowym. Z raportu „Niewidoczna choroba, niewidoczni pacjenci” wynika, że niemal połowa badanych musiała zrezygnować przez chorobę z ważnych planów. Pacjenci boją się charakterystycznego dla schorzenia bólu, powikłań w postaci zwałów czy udarów mózgu. Obawiają się także braku dostępu do leczenia, utraty pracy oraz samodzielności w wyniku rozwijającej się choroby, a nawet śmierci. Aż 64 proc. ankietowanych potrzebuje pomocy w codziennym funkcjonowaniu. Zmagania z chorobą Fabry’ego w Polsce są wyjątkowo trudne. Począwszy od postawienia diagnozy, przez dostosowanie podejmowanych decyzji czy aktywności do warunków, jakie dyktuje choroba, aż do uzyskania opieki medycznej, z którą mamy wyjątkowy problem. W Polsce, jako jedynym kraju Unii Europejskiej, leczenie choroby Fabry’ego nie jest refundowane. To znacząco obniża jakość życia pacjentów, zwłaszcza w dobie Internetu, kiedy z łatwością możemy zobaczyć, jak mogłoby wyglądać nasze życie z dostępnym leczeniem – zaznacza Roman Michalik, wiceprezes Stowarzyszenia Rodzin z Chorobą Fabry’ego.   Choroba Fabry’ego Choroba Fabry’ego jest jedną z rzadkich chorób o podłożu genetycznym. W większości przypadków dotyka  mężczyzn i chłopców. Jest też chorobą dziedziczną. Obniżona aktywność jednego z enzymów – alfa-galaktozydazy sprawia, że w tkankach układu nerwowego i krwionośnego gromadzą się nierozłożone substancje tłuszczowe (głównie GL-3, globotriaozylo-ceramid), które niszczą m.in. naczynia krwionośne, serce, nerki i mózg. Najczęstszym objawem choroby Fabry’ego  są zaburzenia termoregulacji ciała - potliwości. Oznacza to, że organizm nie potrafi samodzielnie się ochłodzić, przez co szybko się przegrzewa, wywołując gorączkę i charakterystyczny dla choroby ból stóp i dłoni. Wraz z rozwojem choroby pojawiają się charakterystyczne zmiany skórne oraz objawy ze strony przewodu pokarmowego. Na kolejnych jej etapach  pacjenci zmagają się z niewydolnością nerek, przedwczesnymi udarami mózgu, zaburzoną pracą serca oraz niewyobrażalnym bólem, który wyróżnia chorobę na tle innych rzadkich schorzeń. Mimo że pierwsze objawy choroby pojawiają się już w wieku dziecięcym - tak było u 75 proc. badanych, aż 73 % diagnoz stawianych jest co najmniej po 5 latach poszukiwań.   Brak leczenia W Polsce pacjenci od ponad 12 lat bezskutecznie walczą o dostęp do refundowanej terapii, która spowalnia i łagodzi postęp choroby oraz daje pacjentom szansę na stosunkowo normalne i aktywne życie. Obecnie dostęp do terapii mają jedynie osoby zakwalifikowane do tzw. programów leczenia charytatywnego, które prowadzą producenci leków. Z takiej formy dostępu do leczenia korzystają osoby, które brały udział w badaniach klinicznych oraz pacjenci w ciężkim stanie. Nie mają oni jednak pewności, jak długo potrwa charytatywne finansowanie terapii. Wielu nowo zdiagnozowanych pacjentów – w tym dzieci, u których choroba nie spowodowała jeszcze trwałych zmian – nie mają szans na dostęp do ratującego życie leczenia. Wśród osób biorących udział w badaniu 21 pacjentów otrzymuje leczenie na zasadach charytatywnych. Jestem tym szczęśliwcem, który dostaje lek sponsorowany przez firmę farmaceutyczną. Mój stan zdrowia uległ znacznej poprawie, ale moi nieżyjący już wujkowie, którzy cierpieli na chorobę Fabry’ego, leku nie dostali - jeden z nich w moim wieku miał już 13 udarów mózgu, drugi jeździł na dializy z powodu uszkodzonych nerek, z czasem amputowano mu obie nogi – wypowiedź jednego z respondentów, biorącego udział w badaniu. Brak dostępu do leczenia sprawia, że pacjenci rezygnują z niektórych życiowych planów czy decyzji – jak powiedziało 49 proc. badanych. 60 proc. ankietowanych jest aktywna zawodowo, z czego aż 41 proc. musiało zmienić pracę ze względu na chorobę. Aż 37 proc. badanych zadeklarowało, że nie posiada i nie planuje posiadania dzieci  w obawie przed przekazaniem im dziedzicznej choroby.   Społeczne odizolowanie Sama diagnoza choroby przewlekłej, a zwłaszcza o podłożu genetycznym odciska piętno na życiu każdego, kto słyszy taką diagnozę. Choroba Fabry’ego to wymagające schorzenie, związane z cierpieniem i wieloma ograniczeniami wynikającymi z postępu choroby. Wiele osób niestety izoluje się od otoczenia i wycofuje z życia społecznego, w obawie przed ocenami innych ludzi – wyjaśnia Roman Michalik. 58 proc. badanych uznało, że ma niewiele radości w życiu. 50 proc. ankietowanych często doświadcza negatywnych emocji. Wśród powodów, dla których utrzymują chorobę w tajemnicy, wymieniają:• obawa przed zwolnieniem z pracy;• postrzeganie przez pryzmat choroby; • wyparcie ze świadomości faktu, że jest się chorym; • niechęć społeczeństwa do odmienności. Wierzymy, że przybliżenie problemów, z którymi się zmagamy, pomoże nam w ich rozwiązaniu. Dlatego zwracamy się z prośbą o wsparcie naszych działań oraz udostępnienie wyników raportu na temat choroby Fabry’ego. Apelujemy o wsparcie także do osób, które mogą odmienić sytuację polskich pacjentów – przedstawicieli i pracowników Ministerstwa Zdrowie, Rzecznika Praw Pacjenta, Praw Obywatelskich, a także Parlamentarzystów – apeluje Roman Michalik.   Więcej informacji na temat choroby Fabry’ego odnaleźć można na stronie internetowej www.chorobyspichrzeniowe.pl Raport można pobrać w tym miejscu kontakt: Roman Michalik, wiceprezes Stowarzyszenia Rodzin z Chorobą Fabry’ego, tel.: 609 521 212, e-mail: romekmichalik@poczta.onet.pl
Trwa sezon na rotawirusy
Przebieg zakażenia rotawirusowego u osoby dorosłej może być całkowicie bezobjawowy, tymczasem mali pacjenci chorują bardzo burzliwie. W dodatku to właśnie najmłodsi zmagają się z tą dolegliwością najczęściej – szczególnie narażone na atak rotawirusów są dzieci między szóstym miesiącem a drugim rokiem życia. Objawy zakażenia zarówno dla malca, jak i rodziców są nie tylko męczące, ale i potrafią mocno wystraszyć. Czy można zmniejszyć ryzyko zachorowania i co robić, gdy rotawirus dopadnie naszą pociechę?     Rotawirusy to jeden z najczęstszych czynników wywołujących tak zwany ostry nieżyt żołądkowo-jelitowy zarówno u dorosłych, jak i u najmłodszych. Szacuje się, że w Polsce co roku zaraża się nimi nawet 200 tys. dzieci poniżej piątego roku życia, a ponad 21 tys. z nich wymaga leczenia szpitalnego. Tak duże liczby wynikają przede wszystkim z tego, że o zakażenie jest stosunkowo nietrudno.   Choroba z (brudnych) rąk do rąk Wywołany przez rotawirusy nieżyt żołądkowo-jelitowy w przypadku dzieci można nazwać chorobą brudnych rączek. Zakażenie odbywa się przede wszystkim tak zwaną drogą fekalno-oralną, a więc poprzez przenoszenie odchodów do ust – wyjaśnia dr Monika Lech, pediatra ze Szpitala Medicover. Okres wylęgania wynosi od 36 do 48 godzin, a rozsiewanie wirusa utrzymuje się od dwóch do pięciu dni (czasami nawet dłużej) po ustąpieniu biegunki. Do zachorowania nie jest jednak nawet konieczny bezpośredni kontakt z osobą chorą. Może do niego dojść również w wyniku styczności z zanieczyszczonymi przedmiotami czy powierzchniami – rotawirusy mogą pozostawać na nich nawet przez kilka tygodni. Maluchy bardzo często przenoszą te drobnoustroje do swojego przewodu pokarmowego na dłoniach, które wcześniej miały kontakt z „zakażoną” klamką, zabawką czy deską toaletową. Dlatego w ramach profilaktyki tak ważna jest przede wszystkim odpowiednia higiena i uczenie jej pociechy już od najmłodszych lat, zwracając szczególną uwagę na dokładne mycie rąk nie tylko przed posiłkiem, ale po każdym skorzystaniu z toalety, powrocie z podwórka czy zabawie z pupilem. Jeśli wiemy, że ktoś z naszego otoczenia jest zakażony rotawirusem, starajmy się też do minimum ograniczyć kontakt z tą osobą. Stosowanie się do tych zaleceń pozwoli zmniejszyć ryzyko zarażenia, ale trzeba mieć świadomość, że niestety nie daje 100% gwarancji jego uniknięcia.   Kilka naprawdę ciężkich dni Najczęściej na infekcje rotawirusowe cierpią maluchy między szóstym miesiącem a drugim rokiem życia i to u nich ich przebieg jest najcięższy. Objawów nie da się zignorować, bo choć choroba wylęga się około dwóch dni i zaczyna się niepozornie, to w stosunkowo krótkim czasie nieprzyjemne dolegliwości przybierają na sile. Rotawirusy umiejscawiają się i namnażają w komórkach nabłonka jelita cienkiego doprowadzając do ich uszkodzenia. Z tego powodu dochodzi do zmniejszenia wchłaniania soli i wody, co skutkuje ich nadmiernym wydalaniem z organizmu i biegunką. Stolec może być wówczas oddawany od kilku do nawet kilkunastu razy w ciągu doby, charakterystyczne jest to, że jest wodnisty, obfity i tryskający – tłumaczy pediatra dr Monika Lech. To nie jedyne, z czym mierzy się chorujący malec – poza rozwolnieniem dokuczają mu także wymioty i gorączka.   Przetrwać i nie odwodnić Niestety na infekcję rotawirusową nie ma leków przyczynowych. Zalecane są probiotyki, które nieznacznie skracają czas jej trwania, w razie dolegliwości bólowych i gorączki należy również podawać leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe. Najważniejsze jest jednak, by w trakcie choroby robić wszystko, by nie dopuścić do odwodnienia malucha. Nawadnianie doustne nie jest łatwe, bo objawy mogą się utrzymywać nawet kilka dni, a chorująca pociecha traci w stosunkowo krótkim czasie nie tylko dużo wody, ale też elektrolitów, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Z tego powodu zalecane są tak zwane doustne płyny nawadniające, które jednak ze względu na specyficzny smak nie są przez wiele dzieci akceptowane. Dlatego jeśli choroba dotyczy małego dziecka, a biegunka i wymioty są bardzo intensywne i uniemożliwiają skuteczne doustne nawadnianie, nie czekajmy z wizytą u lekarza. Małego pacjenta z podejrzeniem infekcji rotawirusowej trzeba zbadać, ocenić stopień odwodnienia, czasami wykonać badania laboratoryjne, które pozwalają nam potwierdzić wstępną diagnozę oraz ocenić niedobory płynów i elektrolitów. Następnie podejmujemy odpowiednie kroki, których celem jest zapobieganie dalszej ich utracie i uzupełnienie ich niedoboru, a także przyśpieszenie powrotu do zdrowia. Jeśli to konieczne, nawadniamy dziecko dożylnie poprzez podanie płynu o odpowiednim składzie w formie kroplówki.
Dlaczego warto jeść rośliny strączkowe?
Rośliny strączkowe, typu fasola, groch, soczewica, ciecierzyca czy soja, są w naszym kraju bardzo mało popularne, choć dietetycy jednomyślnie uznają je za obowiązkowy element zbilansowanej diety. Ciekawe jest to, że kiedyś stanowiły znaczący element diety polaków, jednak zmieniło się to. Otwieranie się na nowe rynku, spowodowało pojawienie się nowych alternatyw.  Dlaczego warto i w jaki sposób włączyć strączkowe do jadłospisu? Komu szczególnie są polecane? Co zrobić, by uniknąć problemów jelitowych po ich konsumpcji?       Nasiona roślin strączkowych mają szereg walorów odżywczych, są m.in. doskonałym źródłem błonnika i wysokowartościowego białka. Błonnik to składnik, który utrzymuje poczucie sytości, zapobiega zaparciom, stabilizuje poziom cukru i pomaga obniżyć stężenie cholesterolu we krwi. Białko z kolei jest dla organizmu ważnym elementem budulcowym oraz regulującym procesy metaboliczne. Ponadto, nasiona roślin strączkowych dostarczają sporych ilości żelaza – pierwiastka mającego zasadnicze znaczenie dla prawidłowego przebiegu procesów odpornościowych, utrzymania dobrego samopoczucia oraz zapobiegania anemii. Strączki powinny zatem zajmować ważne miejsce w diecie każdego z nas, a w szczególności wegetarian, diabetyków, osób z chorobami układu sercowo- naczyniowego, będących na diecie i dbających o zgrabną sylwetkę. Polacy jedzą zdecydowanie za mało roślin strączkowych. By zwrócić uwagę światowej opinii publicznej na dobroczynne właściwości tego składnika diety, Światowa Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa przy ONZ (FAO) ogłosiła rok 2016 rokiem roślin strączkowych. Niech działanie to stanie się dla nas motywacją do włączenia strączków do codziennych jadłospisów. Należy pamiętać, że rośliny strączkowe są wymiennikiem mięsa i jego przetworów w diecie. Dlatego zamiast produktów mięsnych zaleca się spożywanie strączków minimum dwa razy w tygodniu, najlepiej w połączeniu z surowymi warzywami, które są bogate w witaminę C. Pozwoli to na zwiększenie zawartego w nich w dużych ilościach cennego żelaza  – zauważa Hanna Stolińska-Fiedorowicz, ekspert z Instytutu Żywności i Żywienia. Dla niektórych osób rośliny strączkowe są „na cenzurowanym” ze względu na właściwości wzdymające. Owszem, rośliny te mają zdolność wytwarzania gazów jelitowych, ale nie u wszystkich. To kwestia indywidualna. Są przy tym sprawdzone sposoby eliminacji nieprzyjemnych efektów spożycia roślin strączkowych, przede wszystkim kilkugodzinne moczenie nasion w wodzie, najlepiej miękkiej, czyli przegotowanej. By podnieść strawność nasion, warto także kilkukrotnie wymieniać wodę podczas gotowania, albo dodać do niej odrobinę sody oczyszczonej. Pomóc może także doprawianie roślin strączkowych ziołami ułatwiającymi trawienie, takimi jak kminek, majeranek, tymianek, cząber, imbir czy liść laurowy. Pamiętajmy również, że najłatwiej strawna jest drobna soczewica, a najtrudniej – soja. Tę ostatnią warto spożywać w postaci sfermentowanej jako tofu, miso lub tempeh.   Jak jeszcze włączyć strączki do diety? ♦ Dodaj soczewicę do zupy pomidorowej lub sosu pomidorowego – drobne nasiona świetnie zagęszczają potrawy i sprawiają, że są bardziej sycące. ♦ Wszystkie strączki doskonale sprawdzą się w warzywnych potrawkach i zupach. ♦ Ugotowane i zmiksowane nasiona roślin strączkowych są idealną bazą zdrowej pasty kanapkowej. ♦ Na bazie strączków możesz przyrządzić wspaniałe kotlety, farsze do pierogów lub naleśników,  a także pasztety wegetariańskie. ♦ Czerwona fasola może być głównym składnikiem ciasta czekoladowego. Odpowiedni przepis znajdziesz bez trudu w Internecie.   Mimo że nasiona roślin strączkowych dostępne są w puszkach, lepiej  gotować je samodzielnie. Płyny, w których są przechowywane, zawierają bowiem bardzo dużo soli. Jeśli jednak zdecydujemy się na puszkę, koniecznie dokładnie przepłuczmy na sitku jej zawartość. Możemy też ułatwić sobie pracę w kuchni i oszczędzić czas, gotując jednorazowo większą ilość strączków, by zamrozić je w mniejszych pojemnikach, a następnie wykorzystywać w miarę potrzeb.
Jak przygotować stopy do wiosennych treningów?
Przymierzając wiosenne ubrania odkryłaś nadprogramową fałdkę na brzuchu, a goniąc autobus nabawiłaś się zadyszki niczym po pokonaniu maratonu? Czas na powrót do formy po zimie. Jednak zanim kupisz nowe buty do biegania czy karnet na siłownię przeczytaj porady fizjoterapeuty i dowiedz się  co należ zrobić, aby nie nabawić się kontuzji. Ta może na długo wykluczyć nie tylko z codziennych czynności, ale również pokrzyżować nasze plany związane z rozpoczęciem wiosennego treningu.     Pronujesz czy supinujesz? Zbadaj swoje stopy, a unikniesz kontuzji Pronacja, czyli kierowanie stopy do wewnątrz podczas przetaczania jej z pięty na palce, jest naturalna, o ile nie przekracza pewnego zakresu. Nadmierna pronacja jest nieprawidłowym sposobem stawiania kroków i wymaga korekcji – wyjaśnia dr n. med. Joanna Stodolna-Tukendorf z kliniki FootMedica. Tak samo jest z supinacją, która z kolei polega na zbytnim rotowaniu stopy na zewnątrz. Wówczas znacznie łatwiej o kontuzje podczas treningów. Nie tylko stawu skokowego, ale także kolanowego czy biodrowego. O tym, czy należysz do pronatorów czy supinatorów, możesz przekonać się samodzielnie, przyglądając się swoim butom. Jednak dokładniejsze wyniki uzyskasz odwiedzając gabinet podologii ortopedycznej, gdzie fizjoterapeuta ma do dyspozycji nowoczesne urządzenia do badania stóp. Będzie także w stanie dobrać indywidualny zestaw ćwiczeń korygujących wadę oraz ewentualnie wkładki ortopedyczne. Koszt takiej konsultacji kształtuje się od 100 do 150 złotych.   Wybierz odpowiednie buty i dopasuj wkładki Model i kolor buta to bardzo ważna sprawa - ich wygląd musi przecież dodatkowo motywować do regularnego pokazywania się na siłowni czy w parku. Jednak warto zadbać także o ich odpowiedni kształt. Nie daj się skusić sprzedawcom na specjalne obuwie dla supinatorów czy pronatorów – to, że jedna z twoich stóp nadmiernie rotuje, to nie znaczy, że druga nie może być neutralna. Buty produkowane w ramach jednej pary są takie same i nie uwzględniają różnic występujących pomiędzy stopami. Zawsze wybieraj buty neutralne, a wady koryguj indywidualnymi wkładkami ortopedycznymi. Pomogą one także stopom amortyzować wszelkie wstrząsy przy bieganiu czy skakaniu, a z kolei dzięki temu unikniesz mikrourazów chrząstki stawowej. Sportowe indywidualne wkładki ortopedyczne wykonasz w granicach 300-350 złotych.   Bez rozgrzewki ani rusz! Przygotuj organizm do wysiłku Jeśli wybierasz się na zajęcia grupowe, przeszkolony instruktor z pewnością zadba o ich prawidłowy przebieg. Problem zaczyna się, gdy chcesz poćwiczysz samodzielnie na siłowni lub zaczynasz swoją przygodę z bieganiem. Często szkoda ci czasu na rozgrzewkę? Niestety bez niej, znacznie więcej godzin stracisz w kolejce do ortopedy. Potruchtaj zatem trochę w miejscu, rozgrzej łydki, pokręć ramionami w obydwie strony. Przyłóż się do rozruszania stawów skokowych i kolanowych, przygotuj także do pracy biodra. Te zasady obowiązują przed każdą aktywnością, także przed pływaniem czy jeżdżeniem na rolkach. Dzięki temu znacznie zmniejszysz ryzyko zerwania ścięgien, przeciążeń lub skręceń. Prawdopodobnie na drugi dzień po pierwszych wiosennych ćwiczeniach twoje mięśnie będą nieco obolałe. Jednak jeśli po zakończonym treningu nie zapomnisz o rozciąganiu i rolowaniu, ból będzie znacznie mniejszy.   Zadbaj o odpowiednie podłoże Zaawansowani i dobrze poinformowani biegacze już dawno porzucili chodniki na rzecz naturalnych ścieżek w parkach czy lasach. Na równej i utwardzonej drodze każdy nagle napotkany patyk czy pagórek może doprowadzić do bolesnego skręcenia czy upadku, ponieważ mięśnie nie są przygotowane na tak gwałtowną zmianę. Dzieje się tak, ponieważ biegnąc po płaskiej nawierzchni, nie spodziewamy się żadnej przeszkody i włączamy tak zwanego autopilota. Tracimy czujność, na co nigdy nie pozwolilibyśmy sobie w terenie. Przestajemy uważać, gdzie stawiamy stopy, a wtedy najłatwiej o urazy – wyjaśnia dr Joanna Stodolna-Tukendorf z FootMedica. Zbawienny wpływ na twoje stopy ma także bieganie boso. Oczywiście nie wszędzie możesz sobie na to pozwolić, ale gdy tylko zrobi się cieplej, nie zmarnuj żadnej okazji do joggingu po plaży lub trawie. Stopa nie jest wówczas ograniczona sztywnym obuwiem i ma możliwość pracowania w kilku wymiarach. Jeśli jednak twoją główną aktywnością są ćwiczenia w klubie fitness, to niestety nie masz możliwości wyboru nawierzchni. Wówczas uratować mogą cię dobre buty. Pamiętaj! Jeżeli jesteś osobą początkującą, pamiętaj, aby ćwiczyć w tempie pozwalającym na zachowanie poprawnej techniki.  
Problemy z zasypianiem rodzą się już za dnia
Coraz więcej osób ma problemy z zasypianiem i snem. Pomimo odczuwanego zmęczenia i pragnienia odpoczynku, po przyłożeniu głowy do poduszki zaczyna się codzienny horror z zaśnięciem. Za ciepło, za zimno, niewygodnie. Poduszka, bez poduszki, a może na boku? Jeśli z bezsennością zmagamy się incydentalnie, przysłowiowe liczenie baranów powinno wystarczyć. Jeśli jednak wieczorne katusze powtarzają się kilka razy w tygodniu, sytuacja jest poważniejsza.       Dlaczego nie śpimy, chociaż jesteśmy zmęczeni? Nie jest żadną tajemnicą, że zły sen wpływa na pogorszenie wydolności fizycznej i psychicznej. Po nieprzespanej nocy czujemy się rozbici, rozdrażnieni i często mamy problemy z koncentracją. W takiej sytuacji nietrudno w dzień o pomyłkę czy błąd będący efektem „niewyspania”. To z kolei jest przyczyną obciążenia psychicznego i staje się dodatkowym czynnikiem stresogennym. Kłopoty i stres nie pozwalają wieczorem naszemu organizmowi wyciszyć się i zregenerować podczas snu. I tak zaczyna się błędne koło złego snu i codzienne problemy z zasypianiem. Większość osób żyje w pospiechu i pracuje pod presją oczekiwań i wyników – każdy chciałby jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki i w miarę możliwości być najlepszym we wszystkim, co robi. Problem w tym, że często chcemy połączyć zbyt wiele ról i przyjmujemy na barki za dużo obowiązków zawodowych i domowych. W efekcie wiecznie brakuje nam czasu i rzadko jesteśmy z siebie zadowoleni, ponieważ zawsze gdzieś z tyłu głowy pozostaje lista rzeczy, którymi koniecznie należy się zająć natychmiast. Natłok obowiązków wpływa destrukcyjnie na kondycję psychiczną, pojawia się rozdrażnienie i napięcie. Czujemy się zestresowani i zmęczeni – chcemy już tylko znaleźć się w bezpiecznym łóżku i zasnąć. Wtedy okazuje się jednak, że nasz organizm nie jest na to gotowy. Nie możemy zasnąć. W konsekwencji rano znowu budzimy się zmęczeni, rozdrażnieni i jeszcze bardziej podatni na stres. Nie każdy wie, że problemy ze snem nie zaczynają się wieczorem, lecz są właśnie efektem całego dnia - jakość nocy zależy bowiem przede wszystkim od tego, co wydarzyło się wcześniej. Ludzki organizm to skomplikowana maszyneria biochemicznych zależności i związków przyczynowo-skutkowych, które determinują codzienne samopoczucie i funkcjonowanie. U osób mających problem z zasypianiem dochodzi do zwiększonego wydzielania adrenaliny i noradrenaliny, czyli tzw. hormonów stresu. Przewlekły stres powoduje zwiększone wydzielanie przez mózg hormonu adrenokortykotropowego, który stymuluje nadnercza do ich produkcji. Organizm pozostaje w nieustannej gotowości do walki, do działania. Aby zatem dobrze spędzić noc, także dzień musi być maksymalnie udany.   Jak w praktyce pokonać bezsenność? Chcąc pokonać bezsenność najprościej byłoby oczywiście zrezygnować ze stresogennych zajęć. Niestety zazwyczaj nie jest to możliwe i mało kto może skorzystać z takiej opcji. Pierwszym krokiem, aby poradzić sobie z tą trudną sytuacją, jest przestrzeganie kilku ważnych zasad, które zostały opracowane przez Światowe Stowarzyszenie Medycyny Snu (WASM): ♦ każdego dnia wieczorem zasypiaj o tej samej porze, każdego dnia rano wstawaj o tej samej porze; ♦ jeżeli masz zwyczaj drzemać w ciągu dnia to pamiętaj, że całkowity czas wszystkich drzemek nie powinien przekraczać 45 minut; ♦ nie spożywaj dużych dawek alkoholu, jeżeli do nocnego wypoczynku pozostało mniej niż 4 godziny, nie pal tytoniu; ♦ unikaj produktów zawierających kofeinę, jeżeli do nocnego wypoczynku pozostało mniej niż 6 godzin. Produkty te to nie tylko kawa, herbata czy napoje gazowane, ale również czekolada; ♦ unikaj ciężkich, mocno przyprawionych oraz zbyt słodkich posiłków, jeżeli do nocnego wypoczynku pozostało mniej niż 4 godziny. Dozwolony jest jedynie lekki posiłek; ♦ regularnie uprawiaj ćwiczenia fizyczne, ale nie bezpośrednio przed snem; ♦ twoje łóżko musi być wygodne i przytulne; ♦ sypialnia musi być dobrze wentylowana, a temperatura nie może być zbyt wysoka; ♦ odizoluj sypialnię od rozpraszających dźwięków i zastosuj maksymalne zaciemnienie; ♦ łóżko to miejsce przeznaczone na sen i seks. Nie służy ani do pracy, ani do rekreacji.   Z pomocą przychodzi natura Kiedy bezsenność trwa wiele dni lub tygodni częstym rozwiązaniem wydaje się sięgnięcie po tabletki nasenne. Nie każdy jednak może lub chce korzystać ze środków farmakologicznych, ponieważ czasami mogą wywoływać niepożądane skutki uboczne i często łączą się też z zakazem prowadzenia samochodu. Od niektórych można się również łatwo uzależnić i dlatego w pierwszej kolejności warto sięgać po preparaty ze składników naturalnych. Kiedyś sposobem na uspokojenie i dobry sen były krople waleriany, dziś posiadamy znacznie większą wiedzę na temat kompleksowego i synergicznego działania poszczególnych naturalnych składników aktywnych i dzięki umiejętnemu ich łączeniu potrafimy stworzyć naturalne preparaty wielowymiarowe, o sprzężonym działaniu. Przykładem takiego połączenia naturalnych składników, które może pomóc w przypadku problemów z zasypianiem jest połączenie ekstraktów passiflory, owsa, kawy i cynku. Passiflora pomaga wyciszyć niepokój i nerwową bezsenność, owies wzmacnia organizm w walce z zaburzeniami snu i zmęczeniem, wynikającym z przepracowania, a odpowiednio dobrany wyciąg z nasion kawy, podobnie jak izowalerian cynku, poprawiają koncentrację i redukują napięcie nerwowe o łagodnym i umiarkowanym nasileniu. Naturalne ekstrakty roślinne wpływają  regulacyjnie na układ nerwowy i w bezpieczny sposób pomagają zwalczać niepokój nerwowy i bezsenność. Większość preparatów naturalnych powinna zmniejszać odczuwanie stresu bez utraty wydajności, koncentracji i zdolności prowadzenia pojazdów mechanicznych. Naturalne preparaty o wielowymiarowym działaniu regulują funkcjonowanie układu nerwowego w dzień, budując w ten sposób kapitał na zbliżającą się noc; kto jest bowiem spokojny i wyważony w ciągu dnia, w nocy po prostu śpi lepiej.   Kiedy do lekarza? Problemy ze snem mogą pojawiać się przed ważnymi wydarzeniami, np. egzaminami, rozmową kwalifikacyjną czy daleką podróż. W takim przypadku dotyczą zazwyczaj jednej lub kilku nocy i nie powinny być powodem do zmartwień. Jeśli jednak trudności z zaśnięciem utrzymują się dłużej niż kilka tygodni, należy skonsultować się z lekarzem. Problemy z zasypianiem mogą być jednym z pierwszych sygnałów nieradzenia sobie z długotrwałym stresem. Podłożem zaburzeń snu mogą też być inne choroby, np. depresja lub zaburzenia lękowe. Trudności z zaśnięciem mogą też być skutkiem schorzeń charakteryzujących się dolegliwościami bólowymi lub ograniczeniem aktywności ruchowej. Z powodu bezsenności przewlekłej cierpi średnio co trzeci Polak. Kłopoty ze snem dotykają praktycznie wszystkich mężczyzn i kobiet w każdym wieku. Do niedawna problemy z zaśnięciem i bezsenność były traktowane głównie jako objaw, obecnie są już uznawane za jednostkę chorobową. Problemy z zasypianiem mogą bowiem prowadzić do przewlekłej bezsenności. Jeśli trwają dłużej niż miesiąc i nie mijają po zastosowaniu zasad higieny snu i po leczeniu domowymi sposobami, wymagają natychmiastowej konsultacji lekarskiej. W takim przypadku należy się udać do specjalistycznej poradni.   Zdrowy sen Najważniejszą cechą zdrowego snu, a zarazem miarą dobrego wypoczynku w nocy jest uczucie wyspania i łatwość budzenia się i porannego wstawania. Nie ma dokładnych reguł określających, ile godzin snu potrzebuje nasz organizm, by uznać sen za wartościowy. Przyjmuje się, że najlepszą regenerację organizmu uzyskuje się po 8-9 godzinach snu. Potrzeba snu spada z wiekiem - osoby starsze potrzebują około 5 godzin snu. Każdy ma własne preferencje dotyczące długości oraz dokładnej pory spania. Jedno jest pewne – właściwa ilość wartościowego snu zapewnia „naładowanie akumulatorów” na cały następny dzień. Dobry sen to podstawa życia i dobrego samopoczucia.
Zanim podasz dziecku antybiotyk
Sezon grypowy w pełni. Pamiętaj, że przy grypie nie podaje się antybiotyku. Zbyt pochopne podanie dziecku antybiotyku może sprawić, że bakterie, które nie są przyczyną infekcji dróg oddechowych, nabiorą oporności. Zanim więc sięgniemy po lek, warto sprawdzić, czy ból gardła, katar i gorączka są objawami infekcji bakteryjnej, która rzeczywiście wymaga antybiotykoterapii. Istnieje kilka sposobów, które pomogą nam w określeniu stanu faktycznego, łącznie w krótką wizytą konsultacyjną u lekarza.       Lekarze coraz częściej zalecają rozwagę w stosowaniu antybiotyków u dzieci z infekcją dróg oddechowych. Powód? Zbyt częste i nieraz nieuzasadnione ich stosowanie sprawia, że bakterie stają się oporne, tzn. niewrażliwe na ich działanie. Niestety w Polsce leki te są nadużywane w leczeniu dzieci. Jak podaje Narodowy Instytut Leków, antybiotyki podawane są nawet przy przeziębieniu, bólu gardła, kaszlu i to bez stwierdzenia przyczyny infekcji. W efekcie Polska znajduje się w niechlubnym gronie krajów europejskich o dużym rozprzestrzenieniu lekoopornych szczepów bakterii.  Eksperci dostrzegają dziś dwa źródła problemu. Z jednej strony często podejmuje się decyzję o podaniu antybiotyku w oparciu jedynie o wywiad lekarski, z drugiej strony rodzice oczekują podania antybiotyku nawet w przypadku zwykłego przeziębienia lub grypy.   Diagnozuj potem lecz Tymczasem warunkiem podjęcia antybiotykoterapii powinno być rozpoznanie przyczyny infekcji. Klasycznym badaniem jest  wymaz (np. z gardła, nosa), kiedy w warunkach laboratoryjnych hoduje się bakterie i na podstawie antybiogramu ocenia ich wrażliwość na konkretny lek. Dzięki niemu lekarz potwierdza obecność infekcji bakteryjnej i rozpoznaje odpowiedzialny za nią szczep. Dopiero na tej podstawie dobiera odpowiedni antybiotyk. Wykonanie wymazu jest jednak pracochłonne i na wyniki trzeba poczekać nawet kilka dni. Prostym badaniem, które można wykonać u dziecka, zanim przyjmie antybiotyk, jest badanie poziomu CRP we krwi, czyli białka ostrej fazy (C-reaktywnego).  Białko to, powstające pod wpływem cytokin zapalnych w komórkach tłuszczowych, ścianach naczyń krwionośnych i wątrobie, pojawia się w momencie infekcji.  W zależności od etiologii, wartość CRP wzrasta od 2-6 godzin od pojawienia się infekcji, często jeszcze zanim pojawią się pierwsze objawy. Wywiad lekarski, badanie kliniczne oraz znajomość wyniku badania CRP pomagają lekarzowi postawić właściwą diagnozę i wybrać odpowiedni i najbezpieczniejszy sposób leczenia. To najprostsze z badań różnicujących przyczyny zakażeń, umożliwiające podjęcie odpowiedniej decyzji o rozpoczęciu lub zaniechaniu antybiotykoterapii. Podwyższony wynik CRP może wskazywać na konieczność dalszej diagnostyki, na przykład pobrania wymazu i przygotowania antybiogramu, jak również natychmiastowego rozpoczęcia leczenia. W trudnych przypadkach seryjne wykonanie badania umożliwia decyzję o zakończeniu leczenia lub może sugerować konieczność zmiany antybiotyku.   Niepokojące normy Kiedy należy podnieść alarm? Wynik laboratoryjny w pierwszym przedziale, czyli poniżej 10mg/l oznacza stężenie fizjologiczne tj. brak infekcji bakteryjnej. Umowny przedział  10-30 mg/l wskazuje na możliwą infekcję wirusową, w tym przypadku zaleca się ponowne wykonanie badania za 2-3 dni, jeśli stan zdrowia nie ulega poprawie. Wynik powyżej 30 mg/l  wskazuje z wysokim prawdopodobieństwem infekcję bakteryjną i powinien być dla rodzica wyraźnym sygnałem do pilnej konsultacji z lekarzem. W przypadku zakażeń bakteriami gram-ujemnymi (np. Pseudomonas aeruginosa czy  Haemophilus influenzae) poziom CRP może osiągnąć nawet wartość 400-500 mg/l, w przypadku bakterii gram-dodatnich (np. Staphylococcus aureuss, Staphylococcus epidermidis czy Corynebacterium) CRP kształtuje się na poziomie 50-100 mg/l. Badanie CRP nie pozwala na rozpoznanie konkretnego patogenu, a jedynie sugeruje nam czy jest to wirus czy bakteria i jest dla lekarza cenną wskazówką.   Przyda się laboratorium lub test domowy Tego typu badania dziecku można wykonać w laboratorium. Wynik otrzymuje się do 24 godzin wraz oznaczonymi normami. Cena testu waha się od 12 do 20 zł. Od niedawna takie badanie można wykonać także samemu w warunkach domowych. W aptekach dostępny jest specjalny np. Grand Med CRP test. Umożliwia one samokontrolę białka ostrej fazy. Wystarczy samodzielne pobranie niewielkiej kropli krwi dziecka z opuszka palca lub pięty. Krew  miesza się ze specjalnym roztworem. Taką mieszankę aplikuje się na test. Wynik widoczny jest już po 5 minutach. W odróżnieniu jednak od testów laboratoryjnych, domowe testy nie dają dokładnego wyniku, wskazują jednak przedział, w którym znajduje się poziom CRP np. <10 mg/l, od 10 mg/l do 30 mg/l i >30mg/l. Za taki test zapłacić trzeba ok. 29-34 zł. Wyniki zawsze warto zestawić z objawami u dziecka, które konsultujemy z lekarzem. Jeśli jest poniżej normy wskazującej na infekcję bakteryjną lub jest w normie wskazującej na stan zapalny, ale wywołany np. wirusem, warto wtedy ostrożniej podejść do leczenia antybiotykiem. Bardziej efektywne może okazać się wtedy leczenie objawowe.   Obserwuj i notuj objawy Rodzice powinni zachować czujność i dokładnie obserwować dziecko. Ważne jest, aby potrafili rozpoznać objawy infekcji i dokładnie opisali je lekarzowi. Należy zwrócić uwagę na podwyższoną temperaturę ciała (powyżej 38,5 stopnia może wskazywać na infekcję bakteryjną), obecność mokrego kaszlu oraz nalotu na migdałkach. Infekcję wirusową cechują bóle mięśniowe, niższa gorączka (najczęściej poniżej 38,5 stopnia), bóle brzucha, utrata apetytu. Ponieważ infekcja może wyglądać podobnie warto skorzystać z dodatkowej informacji, jakiej dostarcza badanie CRP, pomaga ono zdecydować o szybszym włączeniu antybiotykoterapii w razie potrzeby lub o jej zaniechaniu.   Czym jest oporność na antybiotyki? Niewłaściwe i zbyt częste przepisywanie antybiotyków na przestrzeni ostatnich lat sprawiło, że wiele szczepów bakterii jest opornych na powszechnie stosowane leki. Istnieją różne rodzaje oporności antybiotykowej - naturalna uwarunkowana genetycznie, pojawiająca się w wyniku nowej mutacji, jak też nabyta od innych szczepów bakteryjnych. Stosowanie nieodpowiednich antybiotyków, zbyt krótko lub bez wyraźnej potrzeby prowokuje powstanie oporności i może prowadzić do rozpowszechnienia bakterii, których nie można zwalczyć z użyciem leków.   Dlaczego trzeba uważać z antybiotykami? Nie tylko wzrastająca oporność bakterii powinna skłaniać do rozwagi przy stosowaniu antybiotykoterapii u dzieci. Stosowanie każdego leku wiąże się z ryzykiem wystąpienia działań niepożądanych u dzieci ze strony układu pokarmowego czy moczowego, a co za tym idzie wystąpieniem komplikacji. Częsta jest biegunka poantybiotykowa i nudności, rośnie także ryzyko stanów zapalnych jelit. Niepotrzebna antybiotykoterapia osłabia układ immunologiczny, a co za tym idzie utrudnia naturalną walkę organizmu z infekcją. Ponadto bakterie, które stanowią naszą naturalną florę bakteryjną, np. jelit, mogą nabyć oporność i przekazać bakteriom chorobotwórczym. Antybiotyk nie spełniający swojej funkcji może stać się także alergenem i uniemożliwić skuteczne leczenie w przyszłości.
Sprawdź, które leki mogą mieć skutki uboczne dla zębów
Zdecydowana większość dorosłych Polaków zażywa leki - często nie czytając nawet ulotek. Niestety zarówno te na receptę, jak i bez recepty, niosą za sobą pewne ryzyko wielu działań niepożądanych, w tym skutki uboczne dla zdrowia naszej jamy ustnej. Na co warto uważać przy ich stosowaniu? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć w tym artykule, analizując różne grypy preparatów zażywanych zarówno sezonowo, jak i w specjalnych terapiach chorobowych. Zobacz, czy ten problem nie dotyczy Ciebie.   Lekarstwa bierzemy, by czuć się lepiej. Jednak wiele z nich nie pozostaje bez wpływu na nasze zęby, skutkując szeregiem konsekwencji niekorzystnych dla zdrowia i estetyki naszego uśmiechu. Leki stosowane m.in. w terapii nowotworów, nadciśnienia, przeciwbólowe, antydepresyjne, przeciwalergiczne, a nawet lekarstwa stosowane masowo przy przeziębieniu, mogą mieć niepożądane skutki dla naszych zębów i dziąseł. Najczęstszymi skutkami ubocznymi przy zażywaniu leków doustnych są grzybica jamy ustnej, suchość w jamie ustnej, obrzęk dziąseł, zapalenie błony śluzowej, owrzodzenia jamy ustnej, zaburzenia smaku, próchnica oraz przebarwienia zębów. Dlatego jeśli przyjmujemy leki, szczególnie te inwazyjne, powinniśmy o tym fakcie poinformować dentystę - wyjaśnia lek. stom. Waldemar Stachowicz z Centrum Leczenia i Profilaktyki Paradontozy Periodent w Warszawie.   Na te leki uważaj! Próchnica – próchnica to najpowszechniejsza choroba zębów, której jednym z głównych wyzwalaczy jest cukier. Ma to miejsce nie tylko przy częstym spożywaniu słodyczy, ale również przy długotrwałym stosowaniu słodzonych leków. W składzie wielu produktów leczniczych m.in. suplementów, witamin, tabletek do ssania na gardło, a przede wszystkim syropów na kaszel, znajdziemy dodatek cukru, substancji słodzących i słodzików, np. sacharozę, sukralozę, pochodną sacharozy, syrop glukozowy, miód, sorbitol lub Acesulfam K. Szczególnie słodkie syropy oraz tabletki do ssania działają próchnicotwórczo, ponieważ syrop zawiera dużo cukru i poprzez gęstą konsystencję trudno jest się go pozbyć z zębów, zaś tabletki długotrwale mają kontakt z zębami. Rozwiązaniem jest poproszenie lekarza o ich bezcukrowe alternatywy. Przy stosowaniu takich produktów należy pamiętać o umyciu zębów lub przepłukaniu ust wodą, szczególnie u dzieci i nastolatków, które są bardziej narażone na próchnicę z racji słabiej zmineralizowanego szkliwa. Schorzenia dziąseł – dziąsła są stabilizatorem zębów, stąd tak ważna ich rola w całym układzie żucia. Przy farmakoterapii może występować dolegliwość znana jako lekopochodny przerost dziąseł. Dziąsła są bolesne, zaczerwienione i tak opuchnięte, że zaczynają nachodzić na zęby. Przerost dziąseł zwiększa też prawdopodobieństwo wystąpienia chorób przyzębia, m.in. paradontozy, która grozi utratą zębów – przestrzega dr Stachowicz. Leki, które mogą spowodować przerost to fenytoina (stosowana w leczeniu padaczki), cyklosporyna (lek immunosupresyjny stosowany po przeszczepach narządów) i blokery kanału wapniowego np. werapamil czy diltiazem, zażywane w terapii nadciśnienia tętniczego krwi. Na tego typu przerost dziąseł bardziej narażeni są mężczyźni. W tej sytuacji warto regularnie odwiedzać stomatologa (raz na 3 miesiące), usuwać kamień nazębny oraz dbać o higienę jamy ustnej. Suchość w ustach (kserostomia) – bez wystarczającej ilości śliny tkanki jamy ustnej są narażone na częstsze podrażnienia oraz stany zapalne. To z kolei zwiększa ryzyko rozwoju próchnicy czy paradontozy. Suchość w jamie ustnej wzrasta z wiekiem, ale może ją powodować nawet 400 leków m.in. leki przeciwhistaminowe, leki stosowane w terapii choroby Parkinsona, Alzheimera, leki przeciwdepresyjne, leki przeciwpsychotyczne, niektóre leki na nadciśnienie czy choroby serca np. inhibitory konwertazy angiotensyny (ACEI), inhalatory stosowane w chorobach dróg oddechowych, izotretynoina stosowana w terapii trądziku, leki przeciwwymiotne i łagodzące mdłości np. hioscyna stosowana przy chorobie lokomocyjnej. Gdy stosujemy tego typu leki zawsze warto mieć pod ręką butelkę wody, by nawilżyć jamę ustną oraz gumę do żucia, która pobudza wydzielanie śliny. Zakażenie grzybicze jamy ustnej – niektóre leki inhalacyjne stosowane przy astmie mogą doprowadzić do kandydozy jamy ustnej, objawiającej się m.in. białym nalotem na ustach i błonach śluzowych jamy ustnej, pieczeniem oraz owrzodzeniem. Aby uniknąć ewentualnych dolegliwości najlepiej po każdej inhalacji przepłukać usta wodą. Zapalenie błony śluzowej jamy ustnej – błona śluzowa wyściela tkanki jamy ustnej oraz przewodu pokarmowego. Jej zapalenie charakteryzujące się obrzękiem jamy ustnej oraz języka, krwawieniem, bólem, pieczeniem lub trudnościami w jedzeniu, często jest skutkiem ubocznym stosowania chemioterapii. Do leków, które stosowane w chemioterapii mogą uszkadzać tkanki błony śluzowej należą 5-fluorouracyl i metotreksat. Przebarwienia zębów – najbardziej zagrożeni są pacjenci, którzy zażywają preparaty z zawartością żelaza w formie płynnej oraz antybiotyki oparte na tetracyklinie lub doksycyklinie, stosowane szczególnie często przy schorzeniach laryngologicznych np. niektórych infekcjach dróg oddechowych występujących powszechnie w sezonie jesienno-zimowym. Mogą one bowiem doprowadzić do trwałych przebarwień zębów, pod postacią trudnych do zlikwidowania szaro-brązowych lub żółtych smug, które tylko zabieg profesjonalnego wybielania może rozjaśnić. Lekami, które mogą barwić zęby na brązowo lub żółto są: amoksycylina + kwas klawulanowy używane w leczeniu zakażeń bakteryjnych, chloroheksydyna o działaniu antyseptycznym oraz zbyt duże ilości fluoru. Z kolei zielonkawe lub niebiesko-zielone smugi może pozostawić np. cyprofloksacyna o działaniu bakteriobójczym. Owrzodzenia jamy ustnej – owrzodzenia to drobne zmiany, które mogą występować na błonie śluzowej jamy ustnej, języka, warg, po wewnętrznej stronie policzków. Mają one formę białych plamek otoczonych czerwoną obwódką. Pomijając defekt estetyczny, zmiany te mogą być bolesne, utrudniać mówienie oraz jedzenie. Owrzodzenia mogą być spowodowane lekami stosowanymi w chemioterapii, ale nie tylko. Mogą być  skutkiem ubocznym częstego zażywania niepozornej aspiryny, ale także penicyliny, fenytoiny, sulfonamidów, streptomycyny. Zaburzenia zmysłu smaku – leki mogą również spowodować zmianę smaku na metaliczny, słony oraz gorzki. Jest to szczególnie częste odczucie u pacjentów w podeszłym wieku, którzy zażywają duże ilości medykamentów. Zazwyczaj dolegliwość przemija wraz z odstawieniem leków. Do zaburzeń zmysłu smaku prowadzą m.in.: leki stosowane w chemioterapii (metotreksat i doksorubicyna), antybiotyki (np. ampicylina, tetracykliny, bleomycyna, cefamandol, linkomycyna), leki przeciwhistaminowe, leki przeciwgrzybicze (np. metronidazol), leki przeciwpsychotyczne (m.in. lit, trifluoperazyna), bisfosfoniany (np. etydronian stosowany w terapii osteoporozy), leki stosowane przy nadciśnieniu (inhibitory konwertazy angiotensyny, np. kaptopryl), leki  rozszerzające naczynia krwionośne (np. dipirydamol), kortykosteroidy stosowane w leczeniu stanów zapalnych (deksametazon, hydrokortyzon), leki przeciwcukrzycowe (glipizyd), leki moczopędne (np. kwas etakrynowy), leki kardiologiczne (nitrogliceryna), leki stosowane w chorobie Parkinsona (lewodopa).   Działanie wielu leków odbija się niekorzystnie na stanie naszych zębów. Stomatolodzy uspokajają, że nie trzeba odstawiać lub zmieniać leków na inne. Warto jednak poinformować stomatologa o chorobach, stosowanych lekarstwach i niepokojących objawach stomatologicznych, które towarzyszą farmakoterapii. Taki pacjent to pacjent pod szczególnym nadzorem, narażony na dodatkowe dolegliwości, które często wymagają odrębnego leczenia zachowawczego oraz podwójnej profilaktyki. W takiej sytuacji należy z jeszcze większą troską monitorować stan zębów podczas przeglądów stomatologicznych, a w razie poważniejszych konsekwencji w jamie ustnej, jeśli to możliwe, szukać łagodniejszych zamienników leków – wyjaśnia dr Stachowicz.
Stwórz dobry nawyk w Światowy Dzień Walki z Rakiem
Stwórz dobry nawyk - karm ciało, rusz się, badaj, planuj, odetchnij. Motywacją do tych działań niech będzie Światowy Dzień Walki z Rakiem. Już 4 lutego 2017 r. w warszawskiej Hali Koszyki skomponuj własny koszyk zdrowia spośród pięciu „składników” - aktywności, relaksu, prawidłowego odżywiania, badań profilaktycznych oraz umiejętności planowania. Do takiej właśnie postawy zachęca nas Elżbieta Kozik, prezes stowarzyszenia Polskie Amazonki Ruch Społeczny.     Nawyki to integralna część naszego życia – dlatego tak ważne jest, aby były zdrowe. Im więcej dobrych zwyczajów, które powtarzamy każdego dnia, tym dłużej możemy cieszyć się zdrowiem. Są nawyki, które warto w sobie wyrabiać, bo wzbogacają nasze życie i pozwalają zachować zdrowie. Dlatego w tym roku w Światowy Dzień Walki z Rakiem chcąc mówić o 6 składnikach zdrowia, przygotowaliśmy coś wyjątkowego. W tematycznie podzielonych strefach odnajdziecie inspirację do wdrażania w życie wartościowych zwyczajów, dowiecie się, jak przygotowywać zdrowe jedzenie, przekonacie się, że aktywność fizyczna wcale nie musi być wyczerpująca, zbadacie się, usłyszycie jak zadbać o bezpieczeństwo finansowe oraz odetchniecie – wyjaśnia Elżbieta Kozik, prezes stowarzyszenia Polskie Amazonki Ruch Społeczny, które jest organizatorem wydarzenia. Od lat troszczymy się o ludzkie zdrowie i życie, dlatego kolejny rok wspieramy organizację obchodów Światowego Dnia Walki z Rakiem. Chcemy by Polacy znali skład „koszyka zdrowia” i zwrócili uwagę, że profilaktyka wiąże się z odżywianiem, sportem oraz regularnymi badaniami, ale także z dbałością o zabezpieczenie finansowe - przekonuje Marta Pokutycka-Mądrala, rzecznik prasowy firmy Nationale-Nederlanden, która jest partnerem strategicznym wydarzenia. O godz. 14.00 odbędzie się punkt kulminacyjny, czyli „Oddech Challenge”. Mało kto potrafi oddychać prawidłowo, większość z nas musi się tego uczyć od początku. Zwykle oddychamy płytko i szybko, co jest wynikiem tempa życia stresu i braku świadomości mocy głębokiego oddechu. Tymczasem długi, spokojny oddech przeponowy  to najtańsze i najłatwiej dostępne lekarstwo, które ratuje nasze zdrowie fizyczne i mentalne - powinien być wypisywany na receptę do stosowania dwa razy dziennie przez całe życie. Jego prozdrowotne działanie jest nie do przecenienia: wydłuża życie, poprawia funkcje fizjologiczne organizmu, przyśpiesza detoksykację organizmu, przywraca równowagę emocjonalną, ratuje zdrowie fizyczne i psychiczne. Na Oddech Challenge nauczysz się prawidłowo oddychać i zaobserwujesz, jak zmieni się twoje samopoczucie już po kilku minutach takiego oddechu – zachęca Katarzyna Bem, nauczycielka jogi i medytacji.   SKŁADNIKI ZDROWIA Od godziny 11:00 do 17:00 na wszystkich uczestników wydarzenia „Zdrowe koszyki” czekać będzie sześć tematycznie podzielonych stref - Stwórz nawyk, Karm ciało, Rusz się, Badaj się, Planuj, Odetchnij. Po pierwsze – STWÓRZ NAWYK Strefa tworzenia zdrowych nawyków – zdecyduj co zdrowego zrobisz dla siebie.„Stwórz nawyk” to wprowadzenie do pozostałych stref oraz zachęta do podjęcia kolejnych kroków w drodze po zdrowie. Dowiesz się jak wybrać odpowiedni dla siebie nawyk i wytrwać w tym postanowieniu. Organizatorzy wydarzenia pomogą ci udokumentować ten wybór i podzielić się nim ze znajomymi w mediach społecznościowych. Po drugie – KARM CIAŁO Inspiracje jak zdrowo i smacznie się odżywiać w studiu kulinarnym Comfort Food Studio. Tu dowiesz się o zdrowych produktach oraz ciekawych sposobach na soki i sałatki. W tej strefie będzie można także skorzystać z porady dietetyków. Gościem specjalnym strefy będzie Katarzyna Bosacka, autorka programów „Wiem, co jem” i „Wiem, co kupuję” w TVN Style. 12:00 – Corona Sok i Mus przedstawi sposoby na niecodzienne soki i sałatki. 14:30 - Gość specjalny, Katarzyna Bosacka, autorka programów „Wiem, co jem” i „Wiem, co jem i wiem, co kupuję” w TVN Style opowie o inspiracjach na smaczne przekąski. 16:00 – Siewcy Smaku pokażą, jak stworzyć pyszne danie z kaszą. Po trzecie – RUSZ SIĘ Strefa inspiracji ruchowych w Yoga Beat Studio – tu uczestnicy zostaną zaproszeni na półgodzinne treningi w godzinach 13.00-15.00. Zapisy na zajęcia będą prowadzone w dniu wydarzenia z półgodzinnym wyprzedzeniem. 13.00-13.30 Fitness Fight, czyli połączenie sztuk walki w formie treningu fitness. Prowadzi Dominik Seroka, dwukrotny mistrz świata i czterokrotny mistrz Europy w karate. 13.30-14.00 Universal Healing Tao - popraw swoje samopoczucie za pomocą pozycji ciała i poznaj kilka prostych  ćwiczeń wpływających na poziom hormonów (min. kortyzolu i adrenaliny), a poczujesz radość i moc, Prowadzi Monika Jędrzejewska, mediatorka rodzinna i trenerka komunikacji i umiejętności interpersonalnych, jedyna w Polsce certyfikowana instruktorka Universal Healing Tao. 14:30-15:00 Trening oddechowy z Kasią Bem, gościem specjalnym strefy RUSZ SIĘ. Katarzyna Bem posiada międzynarodowy tytuł „Master of Yoga”, jest nauczycielką jogi i medytacji, autorką książki Happy Detoks i programów: Joga Twarzy, Pokonaj stres, Potęga Ciszy. Po czwarte - BADAJ SIĘ Na tych, którzy zechcą sprawdzić stan swojego zdrowia w strefie „Badaj się” będą czekać badania profilaktyczne oraz konsultacje medyczne z onkologiem i dermatologiem. Uczestniczki wydarzenia będą mogły wykonać profilaktyczne badanie piersi innowacyjnym Brasterem oraz nauczyć się jak samodzielnie stosować go w domu. Jest to urządzenie medyczne przeznaczone do regularnego samobadania piersi, które wykorzystuje termografię kontaktową, dlatego badanie nim jest całkowicie bezinwazyjne, komfortowe dla pacjentki i trwa tylko 15 minut. Warto pamiętać, że tylko łączenie metod zwiększa skuteczność, dlatego kobiety będą mogły zbadać piersi również za pomocą USG. Dla uczestników dostępne będzie również badanie USG tarczycy oraz gabinety dermatologiczne, gdzie będzie można sprawdzić stan skóry pod kątem obecności czerniaka. Jako firma medyczna specjalizująca się w skutecznej diagnostyce codziennie powtarzamy naszym pacjentom, jak ważna jest profilaktyka przeciwnowotworowa. Dlatego też podczas Światowego Dnia Walki z Rakiem zarówno na akcji „Zdrowe Koszyki” jak i w trzech naszych ośrodkach radioterapii będziemy zachęcać uczestników, aby nie tylko zapoznawali się z informacjami na temat profilaktyki nowotworów, ale również się badali – poinformował Andrzej Radkowski, Dyrektor Medyczny firmy Affidea Polska, która jest partnerem medycznym strefy zdrowia. Po piąte – PLANUJ Strefa „Planuj” to miejsce, gdzie wszyscy chętni będą mieli okazję dowiedzieć się więcej na temat profilaktyki finansowej. Zdrowie to bowiem nie tylko dbałość o ciało, ale także poczucie bezpieczeństwa całej rodziny. O tym, jak zbudować odpowiednią poduszkę finansową, opowiedzą eksperci Nationale-Nederlanden. Nie zabraknie także atrakcji dla najmłodszych. Po  szóste – ODETCHNIJ Strefa spokoju i wyciszenia – tu nauczymy się relaksować, cieszyć chwilą. W tej strefie o odprężenie zadbają także masażyści – zapisy na masaże w dniu wydarzenia.   Międzynarodowy Dzień Walki z Rakiem to szczególny dzień, w którym zwracamy uwagę na własne zdrowie. Chcemy jednak, żeby nasze działania miały znacznie szerszą skalę niż jednodniowa akcja profilaktyczna, aby każdy, kto przyjdzie 4 lutego do Hali Koszyki mógł wcielić w życie plan, który pozwoli mu cieszyć się zdrowiem przez kolejne lata – zachęca Elżbieta Kozik. Szczegółowe informacje dotyczące wydarzenia i przygotowanych atrakcji dostępne są na stronie wydarzenia utworzonego na portalu  Facebook.
Zimowe urazy – jak sobie z nimi poradzić?
Zimą dochodzi do największej liczby urazów. To czas, kiedy szczególnie należy zwracać uwagę na panujące warunki – oblodzone powierzchnie są najczęstszym powodem złamań i skręceń. W ostatnich dniach pogoda niestety sprzyjała powstawaniu takim warunkom na ulicach i ciągach komunikacji pieszej. Ostrożność zalecana jest również na stoku, gdzie nie trudno o naderwanie lub zerwanie więzadeł. Przezorny zawsze ubezpieczony, lecz co gdy zdarzy się wypadek? Podpowiadamy, jak sobie radzić.     Naderwanie czy zerwanie więzadła krzyżowego, uszkodzenie łąkotek i więzadeł to najczęstsze zimowe urazy. Zdarzają się też złamania kończyn, skręcenia, zwichnięcia, podwichnięcia oraz stłuczenia. Na te ostatnie jesteśmy narażeni najbardziej podczas upadków na śliskich powierzchniach.  Działanie, jakie należy podjąć, jest zależne od urazu – nie ma jednego rozwiązania.   Zimowe upadki Co gdy zdarzy się upadek? Z pomocą przy zimowych kontuzjach przyjdzie porcja chłodu – warto zaopatrzyć się w okłady chłodzące lub żel chłodzący, które będą nieocenione przy stłuczeniach czy otarciach. Zabieg z wykorzystaniem zimnych okładów należy wykonywać przez 15 minut, co 2-3 godziny. Jeżeli chcemy wspomóc kurację lekami, najlepiej wybrać maści przeciwbólowe i przeciwzapalne zawierające heparynę. Po kontuzji zalecany jest odpoczynek i odciążenie uszkodzonej części ciała – dzięki temu przyspieszamy regenerację. Kończynę należy położyć tak, by była podparta na całej swej długości. Ważne jest też, by znajdowała się powyżej poziomu serca – dzięki temu zapobiegniemy obrzękom. W przypadku, kiedy ból się utrzymuje, ale nie mamy czasu na długi odpoczynek lub rehabilitację, można doraźnie przyjmować leki przeciwbólowe i przeciwzapalne – w ten sposób zmniejszymy dolegliwości. Ulgę przyniesie też stosowanie ortezy i stabilizatora lub kinesiotaping. Warto jednak pamiętać, że takie działanie nie zapewni prawidłowego wyleczenia kontuzji. Ból jest naturalnym znakiem ostrzegawczym – wyjaśnia dr Krzesimir Sieczych.   Interwencja lekarza – kiedy jest potrzebna? Jeśli pomimo domowych sposobów ból utrzymuje się, konieczna jest wizyta u lekarza. Obrzęk, ból nasilający się podczas obciążania kończyny, długotrwały ból czy ból, który wyrywa ze snu – to objawy, które wskazują na konieczność wizyty w gabinecie lekarskim – radzi dr Sieczych. Jeśli zbagatelizujemy ostre skręcenie, narażamy się na powrót problemów związanych z urazem. Nawet, jeśli dolegliwości w końcu miną, istnieje ryzyko, że więzadła wygoiły się w rozluźnieniu. Grozi to przewlekłą niestabilnością, częstymi skręceniami i przedwczesnymi zmianami zwyrodnieniowymi. Lekarz ustali plan leczenia i zaleci rehabilitację, która zminimalizuje ryzyko powikłań powypadkowych. By poprawić skuteczność leczenia i własny komfort w tym trudnym czasie, trzeba postawić na wygodne ubrania, które nie będą uciskać. Przy przewlekłych obrzękach warto zaopatrzyć się nawet w specjalną odzież np. pończochy przeciwobrzękowe. Zalecane jest także korzystanie z masażu limfatycznego, który odprowadzi chłonkę. W przypadku nagłego wypadku, silnego bólu lub niespodziewanej kontuzji warto udać się na ostry dyżur ortopedyczny. Wiele placówek, w tym m.in. Carolina Medical Center posiada całodobowy dyżur urazowy, gdzie dyżurujący lekarz, specjalista ortopedii jest wsparciem dla pacjentów przez 24 godziny na dobę. W klinice w razie potrzeby od razu można wykonać niezbędne badania, a w razie potrzeby pozostać na oddziale szpitalnym. Podczas uszkodzenia stawu skokowego I stopnia (naciągniecie) wymaga się tylko kilkudniowego oszczędzania/unieruchomienia. Uszkodzenia II stopnia (częściowe rozejście włókien więzadła) i III stopnia (całkowite uszkodzenie) wymagają unieruchomienia w gipsie na czas 3-4 tygodni. Po tym czasie wykonuje się kolejne badanie USG, aby ocenić wygojenie więzadeł i stabilność stawu. W ramach leczenia konieczna jest rehabilitacja, w trakcie której przywracany jest zakres ruchomości, wzmacniane są mięśnie i ćwiczone czucie głębokie.  Jeżeli w efekcie leczenia zachowawczego nie uda się w pełni usprawnić stawu, pozostanie uczucie niestabilności, a chodzenie będzie wiązało się z bólem i obrzękiem, wskazane będzie leczenie operacyjne – wyjaśnia dr Krzesimir Sieczych, lekarz ortopeda, ekspert Carolina Medical Center.   Kontuzja na stoku Choć zimowy wypoczynek kojarzy się głównie z przyjemnością, to warto mieć z tyłu głowy kilka złotych zasad postępowania w razie niepożądanych sytuacji. Jak działać, gdy ktoś z naszego otoczenia uległ wypadkowi podczas jazdy na nartach czy snowboardzie? W przypadku podejrzenia uszkodzenia struktur mięśni lub kości, bezwzględnie wzywamy karetkę i przenosimy kontuzjowaną osobę w bezpieczne miejsce. Jeśli nie możemy przetransportować chorego, trzeba zabezpieczyć miejsce wypadku, by nie doszło do kolejnego. Lekarz, który będzie diagnozował obrażania, może zalecić wykonanie badań, które potwierdzą lub wykluczą złamanie, skręcenie lub zwichnięcie. W przypadku niebezpiecznych urazów – jak np. zerwanie więzadła krzyżowego czy uszkodzenie łękotek  –  trzeba będzie  wykonać rezonans magnetyczny, RTG, USG lub tomografię komputerową.
Diastema – zostawiać czy usuwać?
Zastanawiasz się, czy szpara między jedynkami to defekt kosmetyczny, czy może już zdrowotny? Likwidować czy nie? W końcu dumnymi właścicielkami diastem są takie gwiazdy jak Kate Moss, Madonna czy Lara Stone. Powodów pojawienia się szczeliny pomiędzy zębami jest kilka. Istnieje nie mniej sposobów, za pomocą których można pozbyć się tego problemu. Wszelkie wątpliwości mamy nadzieję rozwieje stomatolog, którą poprosiliśmy o wyjaśnienie istotnych kwestii związanych z diastemą.     Skąd się bierze diastema? Diastema to inaczej mówiąc kilkumilimetrowa przestrzeń pomiędzy zębami, najczęściej występująca pomiędzy górnymi jedynkami. Jedni uważają ją za atut dodający uroku, dla innych z kolei jest źródłem kompleksów. Stomatolodzy podkreślają, że przyczyn diastemy może być wiele. W zależności od przyczyny wyróżniamy różne typy diastem – prawdziwą, rzekomą oraz fizjologiczną. Pierwsza może być ona spowodowana nieprawidłową budową (przerostem lub niskim przyczepem) wędzidełka wargi górnej, które jest pionowym fałdem błony śluzowej rozciągającym się od wewnętrznej powierzchni wargi do tkanki dziąseł, w której osadzone są centralne siekacze. Rzekoma występuje wtedy, gdy u pacjenta występuje hipodoncja lub hiperdoncja, czyli nieprawidłowości objawiające się kolejno: brakiem zębów bocznych, zbyt małym rozmiarem siekaczy lub nadmiarem zębów w szczęce. Z kolei diastema fizjologiczna jest częstym zjawiskiem u dzieci, które tracą zęby mleczne, a na ich miejscu wyrzynają się zęby stałe – ten typ diastemy nie wymaga leczenia - wyjaśnia lek. stom. Monika Stachowicz z Centrum Leczenia i Profilaktyki Paradontozy Periodent w Warszawie. Diastema może być również efektem ssania kciuka w dzieciństwie lub choroby dziąseł. Wiele pacjentów zastanawia się jednak przede wszystkim, czy defekt podlega leczeniu. Diastema to nie choroba, lecz indywidualna cecha naszego uzębienia. Jeśli nie przekracza 2mm, wady nie trzeba leczyć. Jeśli jest większa i występuje nieprawidłowa budowa wędzidełka, to powinna być ona skorygowana chirurgicznie. W takim wypadku jest ona klasyfikowana jako zaburzenie położenia zębów, które może doprowadzić do problemów ortodontycznych, periodontologicznych, a nawet wad wymowy np. seplenienia. Warto rozważyć dostępne metody leczenia, które pozwalają skutecznie pozbyć się problemu raz na zawsze.   Jakie są opcje leczenia? W zależności od przyczyny diastemy oraz indywidualnych warunków zgryzowych w jamie ustnej stomatolog zaproponuje różne opcje rozwiązania problemu: leczenie ortodontyczne – w zależności od ułożenia zębów szparę likwiduje się za pomocą stałego, zdejmowanego lub nakładkowego (np. Invisalign) aparatu ortodontycznego. bonding – najszybsza metoda zamknięcia diastemy, dzięki której można pozbyć się wady podczas 1 wizyty. Polega na zamaskowaniu przerwy materiałem kompozytowym, takim samym, z jakiego wykonuje się choćby wypełnienia do zębów. Najpierw stomatolog wytrawia ząb specjalnym preparatem, następnie przykrywa go kolejnymi warstwami kompozytu formując właściwy kształt. licówki porcelanowe – gdy np. przyczyną diastemy jest zbyt mały rozmiar zębów, te bardzo cienkie 0,5-milimetrowe płatki porcelany zamaskują powstałe szpary. Zaletą jest tutaj estetyka i wygoda. Licówki dopasowywane są odcieniem do pozostałych zębów. korona, most protetyczny, implant stomatologiczny - te rozwiązania protetyczne sprawdzą się, gdy diastema spowodowana jest brakami w uzębieniu np. przy hipodoncji. frenektomia – zabieg chirurgiczny przeprowadzany przy przeroście wędzidełka wargi górnej. Stomatolog za pomocą lasera bezboleśnie wycina nadmiar tkanek powodujących diastemę, następnie prowadzona jest terapia ortodontyczna. ekstrakcja – przy hiperdoncji, charakteryzującej się nadliczbową ilością zębów, niezbędna jest ekstrakcja, a następnie zabieg polegający na przymocowaniu płytki z akrylu skręconej śrubą na powierzchni przednich zębów, która je przesunie względem siebie. leczenie periodontologiczne – gdy przyczyną diastemy są choroby dziąseł, wymagana jest terapia periodontologiczna.
Skorzystaj z dobroczynnych właściwości oregano
Ta przyprawa kojarzy się nam głównie jako charakterystyczny element smakowy wielu potraw. Natomiast oregano ze względu na swoje właściwości, znalazło zastosowanie również w lecznictwie różnych schorzeń. Olej z dzikiego oregano, który zawiera dużo karwakrolu, zabija bakterie, grzyby czy wirusy. Dzięki temu pełni rolę naturalnego antybiotyku, który wspomaga układ odpornościowy, co ma szczególne znaczenie teraz w okresie jesienno-zimowym. Zobacz w jakich przypadkach możesz go wykorzystać.       Oregano kojarzy się głównie jako przyprawa kuchenna. Nikt chyba nie wyobraża sobie tradycyjnej pizzy lub spaghetti z sosem bolognese bez tego aromatycznego zioła. Jednak coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że olej, który pozyskuje się z tej dziko rosnącej rośliny, ma również właściwości prozdrowotne. Olej z dzikiego oregano pobudza układ odpornościowy. Dlatego ma zastosowanie, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, gdy dolega nam: • przeziębienie, grypa i ból gardła, • schorzenia zatok przynosowych, • zapalenie oskrzeli i płuc.   Wspaniały karwakrol Głównym składnikiem olejku z oregano, który odpowiada za większość jego właściwości jest, należący do kwasów fenolowych, karwakrol. Ta substancja przede wszystkim jest silnym przeciwutleniaczem, który działa antyoksydacyjnie. Jednak wykazuje również działanie przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, przeciwzapalne, przeciwbólowe, jak i hepatoochronne (chroni wątrobę). Wolne rodniki to niesparowane elektrony tlenu, które powstają w wyniku przemian metabolicznych i atakują komórki naszego organizmu. Posiadają one ładunek ujemny i dążą do utlenienia, czyli połączenia z cząsteczką dodatnią. Skutkiem tego jest niszczenie błon komórkowych, co prowadzić może do uszkodzenia DNA komórek. Antyoksydanty dostarczają wolnym rodnikom elektron do pary, co powoduje ich wychwytywanie i neutralizowanie. Jednak ilość naturalnych utleniaczy w organizmie maleje z wiekiem, dlatego ich niedobór należy uzupełniać. Oregano jest tak bogate w biologicznie czynne antyoksydanty, że niektórzy naukowcy twierdzą, że to lepsze źródło przeciwutleniaczy niż jagody, zboża czy warzywa. Antyoksydanty nie tylko eliminują nadmiar wolnych rodników, ale także wzmacniają nasz układ odpornościowy. Dzikie oregano poprawia wydolność systemu odpornościowego organizmu, gdyż podnosi zdolność do produkcji interferonu, który odpowiada za walkę z mikroorganizmami. Aktywne składniki fenolowe oregano zabijają bakterie i wirusy, poprzez niszczenie ich błon i ścian komórkowych, jednak nie niszczą przy tym komórek ludzkiego organizmu. Dlatego olej z niego stosuje się w walce z: • bakteriami (nawet tymi odpornymi na antybiotyki): Staphylococcusaureus (gronkowiec złocisty), Campylobacterjejuni (powodująca ostre zapalenie żołądka i jelit), Escherichia coli (pałeczka okrężnicy), Salmonella czy Klebsiellapneumoniae (pałeczka zapalenia płuc);• grzybami: Candida albicans (drożdżaki), Aspergillus (kropidlak);• wirusami: Coxsackie (z grupy enterowirusów);• pasożytami: Giardia lamblia (ogoniastek jelitowy), Trypanosoma cruzi (świdrowiec amerykański).   Rodzaje olejku Istnieją różne odmiany chemotypowe olejku z dzikiego oregano w zależności od głównej substancji aktywnej tj. karwakrol, sabinen, linalol, p-cymen czy tymol. Mają one różne parametry fizykochemiczne, a tym samym różne właściwości. Za najlepiej przebadaną odmianę olejku uznaje się chemotypkarwakrolowy (wysoka zawartość karwakrolu, niska tymolu), który pochodzi z górzystych terenów rejonu Morza Śródziemnego. W Polsce dostępny jest Pure Oregano Oil, który zawiera 100% olej z dzikiego oregano (Origanumvulgare), bez dodatku oliwy. Charakteryzuje się wysoką, naturalną koncentracją karwakrolu (80%) i niską tymolu (< 2%). Pochodzi on z ręcznie zbieranego gatunku o chemotypie karwakrolowym, który rośnie dziko na terenie Turcji. Nie stosuje się tam chemicznych nawozów, pestycydów, herbicydów czy fungicydów, którymi zanieczyszczone są uprawy konwencjonalne oregano. Ten suplement, dostępny w ofercie Hepatica, pozyskiwany jest w procesie destylacji, z parą wodną, bez użycia środków chemicznych. 1 kroplę rozcieńczamy, w oleju lub soku i spożywamy 2 razy dziennie.
Neurorehabilitacja przywraca sprawność
W jednej chwili odbiera wszystko. Uśmiech, sprawność, węch i słuch. Najczęściej przychodzi znienacka i znacznie uniemożliwia komunikację z otoczeniem. Udar, bo o nim mowa, dotyka coraz większej liczby Polaków. Rozwiązanie? W wielu przypadkach neurorehabilitacja stanowi ratunek i umożliwia powrót do sprawności. Warto postawić na profesjonalne zabiegi oraz konsekwentnie walczyć o poprawę stanu zdrowia. Okazuje się bowiem, że tkanka nerwowa posiada wciąż nie do końca odkryty potencjał regeneracyjny, a konsekwencje udaru wcale nie muszą oznaczać wyroku związanego z nieodwracalną utratą sprawności.   Statystyki nie kłamią. Średnio co osiem minut ktoś w Polsce doznaje udaru mózgu. Fundacja Udaru Mózgu podaje, że rocznie w naszym kraju rejestruje się około 60 tysięcy nowych zachorowań. To dokładnie tyle, ile wynosi liczba mieszkańców polskich miast, takich jak Ełk, Stalowa Wola czy Mielno. Co ważne, umieralność w przypadku wystąpienia udaru jest w naszym kraju dwukrotnie wyższa niż w Europie Zachodniej oraz Stanach Zjednoczonych. Problem jest zatem poważny. Na szczęście jest w Polsce coraz więcej ośrodków oferujących swoim kuracjuszom rozbudowane programy neurologiczne. Codzienne, indywidualne ćwiczenia z fizjoterapeutą oraz kompleksowe terapie neurologiczne dedykowane są pacjentom po udarach, wylewach, urazach rdzenia kręgowego czy ze stwardnieniem rozsianym. Pełnowymiarowa opieka neurologiczna oraz indywidualne sesje z fizjoterapeutą mogą przynieść duże postępy w powrocie do zdrowia. W Polsce wciąż panuje bardzo niska świadomość społeczna dotycząca leczenia i metod rehabilitacyjnych. Wiele osób utożsamia udar z nieodwracalną utratą sprawności. Należy silnie podkreślać, że nie oznacza on wyroku, a wiele jego skutków można zmniejszyć dzięki fachowej i intensywnej rehabilitacji. Jedni pacjenci wracają do niemal pełnej sprawności, drudzy do końca życia nie są samodzielni. Oczywiście wszystko zależy od rodzaju udaru, jego lokalizacji i obszaru mózgu, który ulega uszkodzeniu. Coraz więcej przypadków klinicznych udowadnia, że nawet w sytuacji bardziej skomplikowanych zaburzeń można powrócić do dawnej kondycji - wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Marek Zawirski z Columna Medica, były Członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Neurochirurgicznego. Zdarza się, że po uszkodzeniu jednej części mózgu jej funkcje przejął inny rejon, który „przekwalifikował się” do nowych zadań. Neurobiologia nazywa to plastycznością naprawczą.W rezultacie pacjenci po udarze są w stanie ponownie poruszać sprawnie ręką, odzyskują głos oraz pełną sprawność umysłową. Wymaga to jednak intensywnej pracy ze specjalistami. Neurorehabilitacja opiera się na ciągłym pobudzaniu mózgu do pracy. Istotne jest tutaj holistyczne podejście do leczenia. Dla pacjenta, w zależności od rodzaju postępujących objawów, kluczowa jest współpraca z fizjoterapeutą, neurologiem, neurologopedą czy neuropsychologiem.   Udar to nie wyrok Medycyna coraz częściej udowadnia, że mitem jest stwierdzenie że uszkodzenia mózgu są nieodwracalne. To przekonanie należy do najczęstszych obaw osób dotkniętych chorobami neurologicznymi. Przeczą temu badania naukowe, które mówią o tym, że człowiek nie posiada określonej liczby komórek nerwowych przez całe swoje życie. Ten popularny mit został obalony już ponad 10 lat temu przez polskich badaczy z Instytutu Biologii Doświadczalnej w Warszawie, którzy proces odbudowy komórek nerwowych w dorosłym życiu nazwali neurogenezą. W kontekście udaru, to kluczowa informacja. Okazuje się, że fachową rehabilitacją jesteśmy w stanie poprawić jakość życia pacjenta. Jej skuteczność podniesie indywidualne i kompleksowe podejście do problemu. Najnowsze trendy w medycynie mówią o ścisłej współpracy neurologów, fizjoterapeutów oraz rehabilitantów. Praca po udarze to oczywiście intensywny proces. Jednak ciągła nauka oraz wysyłane bodźce stymulujące pracę mózgu przyczyniają się do wytworzenia nowych połączeń między poszczególnymi neuronami. W rezultacie obie półkule dużo lepiej się ze sobą komunikują, a mózg pacjenta staje się bardziej plastyczny.   Mózg to niesamowita maszyna Medycyna nieustannie się rozwija, a skuteczna terapia w przypadku udaru mózgu zapobiega nie tylko dalszym powikłaniom, ale również je eliminuje. Warto mieć świadomość, że układ nerwowy człowieka posiada niezwykłe zdolności regeneracyjne, a poprzez daną aktywność można usprawniać pracę mózgu w określonych rejonach. Badania amerykańskich naukowców z Boston Childrens Hospital, opublikowane na łamach prestiżowego PLOSOne, opisują pracę układu nerwowego muzyków oraz osób, które nie zajmują się muzyką. Okazuje się, że już kilkuletnie dzieci, które regularnie uczęszczają na lekcje gry na danym instrumencie, w dorosłym życiu mogą mieć bardziej aktywny mózg w rejonach, które odpowiadają za uczenie się oraz szybkie przetwarzanie informacji. Na szczęście neurony płata skroniowego można usprawnić nie tylko w wieku dziecięcym. Mózg kształtujemy przez całe swoje życie. Wiele osób twierdzi, że wraz z wiekiem mózg pracuje coraz gorzej. Jego wolniejsza praca związana jest z magazynowaniem dużej ilości danych. Dlatego neurony, podobnie jak mięśnie naszego ciała, należy nieustannie trenować. Przekonuje o tym 94-letni Antoni Huczyński, który od kilku lat znany jest w mediach jako „Dziarski Dziadek”. W swojej książce „Sposób na długowieczność” zachęca do codziennej aktywności fizycznej oraz nieustannych ćwiczeń mózgu poprzez regularne czytanie książek. Porady „Dziarskiego Dziadka” z pewnością potwierdzi 80-letni profesor Jerzy Vetulani. Światowej sławy psychofarmakolog, neurobiolog oraz biochemik, który od kilkudziesięciu lat zajmuje się pracą badawczą nad mózgiem. Jak zachować młodość mózgu? Profesor Vetulani ma na to prostą receptę: nie objadać się, pić umiarkowane ilości wina, tańczyć, śpiewać oraz być aktywnym fizycznie i intelektualnie. Podobnie jak mięśnie, neurony należy nieustannie pobudzać przez całe swoje życie. Oto recepta na zdrowie.
Dobry czy zły dla zdrowia? Stomatolog obala mity o fluorze
Fluor wbrew pozorom nie znajduje się jedynie w paście lub innych produktach do profilaktyki próchnicy. Fluorki występują naturalnie w glebie, wodzie (pitnej np. w Stanach Zjednoczonych), powietrzu. Znajdziemy go również na naszych talerzach – w żywności, np. rybach, kawie, herbacie, a nawet jego śladowe ilości – na patelniach pokrytych teflonem. Skąd więc taka ilość dyskusji, w telewizji, na forach internetowych na temat rzeczywistego wpływu fluoru na nasze zdrowie? Czy rzeczywiście fluor jest substancją potencjalnie niebezpieczną?     Fluor pod różnymi postaciami m.in. fluorku sodu czy aminofluorku to chyba najbardziej znana substancja aktywna o działaniu przeciwpróchniczym i ochronnym dla szkliwa. A przynajmniej stomatolodzy zgodnie twierdzą, że nic skuteczniejszego nie wynaleziono. Skuteczność fluoru pod kątem korzystnego wpływu na nasze zęby jest udokumentowana naukowo. Już w 1945 roku na terenie USA, gdy jeszcze fluoru nie dodawano do past, naukowcy odkryli związek mniejszej ilości ubytków u pacjentów mieszkających na obszarach, gdzie woda miała wyższy poziom tego związku. Dziś fluorek jest standardem w profilaktyce próchnicy, kiedyś fluoryzacja wykonywana była w szkołach, aktualnie można wykonać taki zabieg w gabinecie. Woda w Polsce nie jest fluoryzowana, więc fluor jest wiodącą substancją aktywną w pastach do zębów – ma go aż 99 proc. dostępnych produktów - wyjaśnia lek. stom. Przemysław Stankowski, autor poradnika „Bądź bystry u dentysty”. Fluor obecny jest w naszych kościach i to właśnie w strukturze kostnej odgrywa on najbardziej kluczową rolę. Korzystne działanie związków fluoru w przypadku zębów bazuje przede wszystkim na jego wpływie na szkliwo. Wynika to z prostej przyczyny – szkliwo zębów w ok. 96 proc. zbudowane jest z komponentu mineralnego, które stanowi naturalny pancerz przed wpływami zewnętrznymi. Codziennie jednak wskutek gromadzenia się resztek jedzenia na zębach i powstawania płytki nazębnej tworzą się kwasy, które demineralizują, czyli stopniowo pozbawiają szkliwo jego powłoki. Zbyt duże braki minerałów bez ich jednoczesnego wyrównania narażają nas na rozwój próchnicy. Zęby będą więc bardziej podatne na wpływ bakterii, a także staną się kruche i łamliwe. Chyba, że dostarczymy im fluoru – wyjaśnia ekspert. Fluorek groźny dla zdrowia? Stomatolodzy uspokajają Mimo to sporo osób upatruje w tej substancji zagrożenia i wycofuje fluoryzowane produkty np. pasty ze swojej codziennej rutyny, zastępując je ziołowymi zamiennikami. Niektóre ze stron internetowych straszą skutkami ubocznymi wchłaniania fluoru, te najbardziej radykalne wymieniają nawet artretyzm, spadek męskiej płodności, choroby tarczycy,  ryzyko zachorowania na nowotwór, uszkodzenia mózgu, czy mniejszy wskaźnik IQ. Stomatolodzy uspokajają jednak, że teorie o negatywnym wpływie fluoru na nasze zdrowie są zdecydowanie przesadzone i wynikają z niewiedzy. Nie ma bowiem żadnych naukowo uzasadnionych dowodów na to, aby fluor w codziennej dawce powodował raka, choroby nerek czy inne przypisywane mu choroby. Brak choćby publikacji, które udowadniałyby rakotwórcze działanie fluoru, na dodatek w tym kontekście przywoływany jest głównie kostniakomięsak (łac. osteosarcoma), czyli jeden z bardzo rzadkich typów nowotworu złośliwego. Fluor i owszem, w nadmiarze może wykazywać działanie toksyczne, jak wiele innych substancji, które spożywamy bez umiaru. Niemniej jednak, dawka fluorku z past, żeli do intensywnej fluoryzacji lub używana w gabinecie podczas fluoryzacji jest całkowicie bezpieczna, także dla kobiet w ciąży. Przeciętnie pasta dla dorosłej osoby zawiera pomiędzy 500 a 1500 ppm fluoru (ppm – part per milion, tzn. liczba gramów substancji, która przypada na 1 mln gramów lub mililitrów). Normy unijne określają, że zawartość fluoru w paście nie powinna przekraczać 1000-1500 ppm. Pasty przeznaczone dla niemowląt i dzieci zawierają go odpowiednio mniej. Spróbujmy więc obliczyć, jaka dawka fluoru faktycznie może być niebezpieczna. W 1,5 ml  pasty do zębów dla osób dorosłych, czyli dawce, którą większość z nas podczas pojedynczego mycia wyciska na szczoteczkę znajduje się 2,25 mg fluorku. Natomiast śmiertelną dawkę fluoru dla osoby o wadze 70 kg szacuje się na 5-10 g, czyli jest to ponad 2200 razy więcej, dawka nierealna, chyba że jedlibyśmy pastę łyżkami.   Więcej korzyści, aniżeli ryzykaRyzyko przedawkowania związków fluoru częściej mogłoby dotyczyć wody pitnej lub zanieczyszczeń przemysłowych. Najczęstszym powikłaniem przedawkowania fluoru jest jednak fluoroza, czyli choroba objawiająca się charakterystycznymi kredowymi lub brązowawymi pasmami na przodzie zębów i nadżerkami szkliwa, które może kruszeć. Fluoroza jest rzadkim powikłaniem, choć częstszym u dzieci oraz młodzieży, których słabiej zmineralizowane szkliwo jest bardziej podatne na zbyt duże dawki fluoru. Aby uniknąć choroby wystarczy szczotkować dziecku poniżej 6 roku życia zęby pastą przeznaczoną do jego wieku, z mniejszą ilością fluoru oraz kontrolować zabiegi higienizacyjne, np. pilnować, by dziecko wypluwało pastę. Dziecko może mieć tendencję do jej połykania, a także stosować zbyt duże jej ilości –  ostrzega dr Stankowski. Mówi się także o ryzyku tzw. fluorozy szkieletowej, która wynika z długotrwałego narażenia na kontakt z fluorem, ale to dotyczy głównie źródeł takich jak woda czy pożywienie. Wtedy nadmiar fluoru odkłada się w kościach i ścięgnach, co może skutkować w dalszej perspektywie zmianami w strukturze kości oraz negatywnie wpływać na stawy. Jednak tego typu schorzenia mogą wynikać z przedawkowania fluoru, które przy codziennym myciu zębów z jego dodatkiem jest praktycznie niemożliwe. Nie mówiąc już o tym, że w przeciwieństwie do USA, gdzie woda pitna jest fluoryzowana, w zachodniej Europie ok. 97 proc. krajów wody nie fluoryzuje. Trudno spotkać stomatologa, który byłby przeciwnikiem fluoru. Korzyści wynikające z jego zastosowania są zdecydowanie większe, aniżeli ewentualne ryzyko powikłań, które występują niezwykle rzadko, albo wcale. Statystyki potwierdzają, że te osoby, które stosują fluor mają mniejszy wskaźnik próchnicy i zdrowsze zęby. Również takie kluczowe organizacje jak FDA (Food and Drug Administration) czy WHO (World’s Health Organisation) są zdania, że fluoryzacja jest bezpieczna oraz korzystnie wpływa na stan zębów. Od niedawna również największe organizacje optują za stosowaniem fluoru u dzieci na wcześniejszym etapie, niż do tej pory było to sugerowane. Rada Naukowa American Dental Association zaleca używanie pasty z fluorem już od 1 zęba. Najpierw w ilości śladowej, potem większej. Wszystko, aby ustrzec się poważnych problemów z zębami w wieku dorosłym.    
6 ziół, które powinny znaleźć się w każdej kobiecej apteczce
Naturalnym i najzdrowszym sposobem na niektóre kobiece dolegliwości są zioła. Dlatego też warto znać zastosowanie wybranych roślin i jak najczęściej z nich korzystać. Ekspert mgr Joanna Żarnowska, farmaceutka, prowadząca aptekę w ramach programu PARTNER+, opowiada o tym - jakie zioła powinny znaleźć się w każdej kobiecej apteczce. Zwraca jednocześnie uwagę na istniejące przeciwwskazania oraz mogące zajść interakcje z lekami lub efekt fotouczulenia. Pamiętaj również o nich.     Dziurawiec na poprawę nastroju Badania prowadzone nad zastosowaniem ekstraktu z dziurawca u stosujących go pacjentów pokazały, że po jego zażyciu następowały zmiany aktywności odpowiednich fal mózgowych, świadczących o odprężeniu. Zioło to świetnie sprawdzi się więc w minimalizowaniu uczucia zmęczenia, poprawie snu i podwyższeniu koncentracji.  Powinny po nie sięgać osoby, które intensywnie pracują i odczuwają wyczerpanie psychiczne i umysłowe. Preparaty z dziurawca mają swoje zastosowanie w łagodzeniu napięcia nerwowego i zmianie nastroju u kobiet w trakcie klimakterium. Sok z dziurawca sprawdzi się także w przypadków bólów żołądka, skurczów jelit czy w przypadku dolegliwości wątroby i woreczka żółciowego. Zawdzięcza to działaniu spazmolitycznemu i ściągającemu. Stosując preparaty z dziurawca należy wziąć pod uwagę przeciwskazania do jego stosowania. Wśród nich wymieniane są między innymi przebywanie na słońcu (pijąc zioło dziurawca narażamy się na poparzenia słoneczne) czy przyjmowanie niektórych leków (preparaty zawierające dziurawiec mogą obniżyć ich skuteczność).   Krwawnik na kobiece dolegliwości Dzięki swoim właściwościom, ziele krwawnika ma szerokie zastosowanie. Napar z tej rośliny pomaga w regulowaniu cyklów menstruacyjnych, zmniejsza obfite krwawienia i łagodzi bóle menstruacyjne. Stosowany zewnętrznie napar z krwawnika przyspiesza gojenie się drobnych ran, otarć i chroni przez infekcjami. Ziele to może być także stosowane w dolegliwościach układu pokarmowego. Powinny po nie sięgać osoby, które mają słaby apetyt, ponieważ napar z krwawnika go wzmaga, a także osoby, które chcą przyspieszyć trawienie pokarmów. Krwawnik pomaga też w przy wzdęciach i kolkach. Wśród przeciwskazań do stosowania naparu z krwawnika wymieniana jest między innymi ciąża.   Nagietek na bóle menstruacyjne Napar z nagietka wykorzystywany jest w leczeniu objawów niektórych chorób układu pokarmowego, jak np. nieżyt żołądka i jelit czy choroba wrzodowa. Napar z tego kwiatu ma także działanie uspokajające i rozkurczowe, dlatego jest szczególnie polecany przy dolegliwościach związanych z menstruacją bądź okresem przekwitania. Należy pamiętać, że osoby, które mają stwierdzoną alergię na rośliny z rodziny astrowatych powinny unikać stosowania nagietka.   Ziele owsa - kojące źródło antyoksydantów Ziele owsa jest przede wszystkim źródłem antyoksydantów. Zawiera w sobie także magnez, potas, wapń, krzem i żelazo dlatego warto po niego sięgać. Działa uspokajająco, zbawiennie wpływając na układ nerwowy. Warto po nie sięgać w momentach nasilonego stresu, w sytuacjach wyczerpania nerwowego i w momentach, kiedy zauważamy trudności z zasypianiem. Dodatkową zaletą tego ziela jest przyjemny smak. Owies, a szczególnie jego odmiana o nazwie Rhealba - jest też wykorzystywany w dermatologii. Kremy, mleczka, czy balsamy zawierające ten składnik przynoszą ulgę przy podrażnieniach, zaczerwienieniach i pęknięciach skóry. Mogą być stosowane przez dzieci i dorosłych ze skóra suchą, swędzącą i atopową. Ziele owsa zawiera gluten. W związku z tym nie powinny przyjmować go osoby uczulone na gluten.   Liść maliny - wspomaga układ rozrodczy Napar z liści malin wspomaga pracę układu rozrodczego, szczególnie dobrze oddziałując na mięśnie macicy. Roślina ta świetnie sprawdza się w przypadku kobiet, które planują zajść w ciążę, ponieważ działa wzmacniająco na narządy rozrodcze. Naparu z liści malin powinny jednak unikać kobiety w ciąży. Wśród przeciwskazań do jego stosowania wymienia się najczęściej: zagrożoną ciążę, przedwczesne urodzenie, ciążę mnogą, raka piersi lub jajników występującego w rodzinie kobiety bądź choroby takie jak endometrioza lub mięśniak macicy.   Czystek - działa odmładzająco Czystek zawiera w sobie bardzo dużo polifenoli. Dzięki temu roślina ta posiada silne właściwości antyoksydacyjne i wzmacniające. Napar z tego zioła ma właściwości, które między innymi wpływają na opóźnienie procesu starzenia się organizmu. Czystek ma także zastosowanie w walce z opryszczką, grypą, drożdżycą i boreliozą. Co ciekawe, potencjał antyoksydacyjny czystka jest trzy razy większy niż potencjał naparu z zielonej herbaty. Nie ma przeciwwskazań do stosowania wyciągów i naparów z czystka. Można go więc stosować w każdym wieku.     Oprócz szeregu suplementów diety, tabletek przeciwbólowych i rozkurczowych, na aptecznych półkach można znaleźć także naturalne produkty, takie jak zioła. Jeśli to możliwe, warto w pierwszej kolejności sięgać po rozwiązania, jakie proponuje nam natura – zwraca uwagę  mgr Joanna Żarnowska, farmaceutka, prowadząca aptekę w ramach programu PARTNER+.
Problemy z tarczycą widoczne są w jamie ustnej
Tarczyca to jeden z najważniejszych gruczołów w organizmie człowieka. Jego prawidłowe działanie reguluje pracę wielu organów, wpływając m. in. na metabolizm i gospodarkę wapniowo-fosforową. Dlatego, kiedy dochodzi do zaburzeń pracy gruczołu, rozregulowaniu ulega cały organizm. Także jama ustna odczuwa skutki  będące efektem nadmiaru lub niewystarczającej produkcji hormonów tarczycy, tj. trójjodotyroniny, tyroksyny i kalcytoniny. Pewne zmiany w obrębie jamy ustnej mogą być dla nas wskazówką.       W zależności od tego, czy mamy do czynienia z nadczynnością czy niedoczynnością tarczycy, możemy obserwować całe spektrum zmian w obrębie jamy ustnej. Zaburzenia w gospodarce hormonalnej mogą manifestować się np. zapaleniem dziąseł, zespołem suchości w ustach, a nawet wypadaniem zębów. Pacjenci z tej grupy są także bardziej narażeni na infekcje bakteryjne, a co za tym idzie dynamiczny rozwój próchnicy - wyjaśnia lek. stom. Romana Markiewicz z Centrum Implantologii i Ortodoncji Dentim Clinic w Katowicach.   Nadczynność tarczycy Jedną z najczęstszych dolegliwości, która występuje wśród osób z zaburzeniami pracy tarczycy są choroby przyzębia. Dotyczą one głównie u osób z nadczynnością tarczycy, czyli przesadną produkcją hormonów. Zaburzone funkcje obronne organizmu osoby z nadczynnością sprawiają, że szybciej w jamie ustnej rozwijają się bakterie, a co za tym idzie kamień nazębny. Ten drażni tkanki miękkie, powodując rozwój stanu zapalnego dziąseł. Schorzenie na początku objawia się krwawieniem z dziąseł podczas jedzenia i szczotkowania, a także opuchlizną i zaczerwienieniem oraz gwałtownym bólem w reakcji na zimne lub ciepłe napoje. Nieleczone prowadzi do recesji dziąseł, czyli odsłonięcia się szyjek zębowych. Skutkiem tego może być nadwrażliwość, rozchwianie i wypadnięcie zębów. Rozwiązaniem w tym przypadku jest wykonanie zabiegów higienizacyjnych w gabinecie, a także bardziej uważna higiena. Jeśli mamy zdiagnozowaną nadczynność, częściej powinniśmy poddawać się zabiegowi usuwania kamienia nazębnego tj. skalingowi. W ten sposób pozbędziemy się chorobotwórczego kamienia. Kluczowa jest także higiena, której podstawowym elementem powinny być pasty do zębów bogate w fluor, które remineralizują mikroubytki. W składzie takich past najczęściej znajdziemy monofluorofosforan sodu, aminofluorek lub fluorek sodu. Pomocne mogą być także  specjalistyczne pasty dla zębów wrażliwych, zawierające np. chlorek strontu, chlorek potasu lub azotan potasu. Związki te hamują gwałtowne reakcje bólowe na zimne i ciepłe napoje. Ale nie tylko choroby przyzębia współwystępują z nadczynnością tarczycy. U osób z nadmierną produkcją hormonów może dochodzić do resorpcji kości, czyli jej zaniku. Najczęściej jest to skutek współwystępującej osteoporozy, która obejmuje także kości szczęki i żuchwy. Nadczynność tarczycy sprawia, że organizm pozbywa się wapnia i fosforu, w efekcie czego kości tracą swoją gęstość. Stają się bardziej łamliwe i podatne na uszkodzenia. W przypadku kości szczęki możemy mieć do czynienia z ich zanikiem. To prowadzi do rozchwiania się zębów i ich wypadania. Kluczowa w tym przypadku jest terapia schorzeń pierwotnych, czyli zaburzeń pracy tarczycy i osteoporozy. Stomatolog może nam natomiast pomóc w przypadku szkód, jakie wyrządzają schorzenia. U osób z zanikiem kości możliwa jest jej rekonstrukcja, np. przed zabiegiem implantologicznym, kiedy to odbudowujemy ubytki. Dentyści zalecają także higienę jamy ustnej preparatami bogatymi w fluor i wapń, a także suplementację witaminą D i K.   Niedoczynność tarczycy Dolegliwości w obrębie jamy ustnej występują także u osób z niedoczynnością tarczycy. Jedną z częstszych przypadłości jest powiększenie języka, czyli makroglozja. Jej przyczyną jest gromadzenie się w tkankach języka związków powodujących zatrzymanie wody. Osoby z niedoczynnością są także bardziej narażone na występowanie zespołu pieczenia jamy ustnej, czyli BMS (Burning Mouth Syndrome). Jest to przewlekłe schorzenie, którego objawem jest ból mający postać pieczenia, szczypania lub kłucia języka, warg lub całej jamy ustnej.  Towarzyszy mu uczucie suchości, zaburzenia smaku, a nawet swędzenie. W skrajnych przypadkach BMS może powodować dysfagię, czyli problemy z przełykaniem. Schorzeniu może towarzyszyć także gorzki lub metaliczny posmak. Co ciekawe, BMS nie powoduje zmian w obrębie tkanek miękkich. BMS u osób z niedoczynnością jest schorzeniem wtórnym. Oznacza to, że jego terapia powinna objąć przede wszystkim leczenie niedoczynności tarczycy, a także wykluczenie innych przyczyn np. psychogennych, gastrologicznych, neurologicznych czy alergicznych. W celu zmniejszenia objawów można jednak wprowadzić leczenie łagodzące – wyjaśnia ekspert Dentim Clinic. Takie jak przyjmowanie witamin z gruby B (B1, B2, B6 i B12), a także stosowanie specjalnych płukanek i żeli łagodzących, które powlekają błonę śluzową i zwiększają wydzielanie śliny. Pomocne mogą być także płukanki ziołowe np. z siemienia lnianego, kwiatu malwy czy rumianku. Konieczna jest także zmiana diety i wyeliminowanie z niej składników nasilających dolegliwość np. alkoholu, ostrych przypraw i cytrusów. Przy zaostrzeniu objawów zaleca się także stosowanie miejscowych środków znieczulających np. benzydaminy. Podobnie jak w przypadku nadczynności, tak i przy niedoczynności jesteśmy bardziej narażeni na rozwój chorób przyzębia, zwłaszcza na zapalenie dziąsła brzeżnego. Każda zmiana w gospodarce hormonalnej może mieć wpływ na zdrowie dziąseł. W przypadku niedoczynności najczęściej mamy do czynienia z opuchliznami i obrzękami, które nieleczone mogą skutkować rozwojem paradontozy i utratą zębów. Dolegliwości nasilają się zwłaszcza u kobiet, które mają dodatkowo niski poziom estrogenu. Niedoczynność może być także przyczyną rozwoju syndromu TMJ, czyli zespołu dysfunkcji stawu skroniowo-żuchwowego. Powód? Niewłaściwa gospodarka hormonalna powoduje zaburzenia w pracy mięsni i stawów. Schorzenie objawia się najczęściej migrenowym bólem głowy, który promieniuje do uszu. Często towarzyszy mu uczucie ucisku za oczami. Dolegliwości nasilają się podczas ziewania i jedzenia. Wtedy też słychać charakterystyczne "przeskakiwanie" stawów. Osoby z TMJ ponadto uskarżają się na częste boleści żuchwy. Objawem stomatologicznym jest natomiast zmiana ułożenia zębów górnych i dolnych, powodująca rozwój innego schorzenia - choroby okluzyjnej. Wśród pacjentów z TMJ powszechny jest także bruksizm, czyli zgrzytanie i zaciskanie zębów. Leczenie w tym przypadku, oprócz terapii pierwotnego schorzenia, polega na leczeniu protetycznym i ortodontycznym, którego celem jest zmniejszenie napięcia mięśni i ustawienie zębów we właściwej pozycji. W przypadku osób zgrzytających zębami konieczne jest noszenie specjalnej szyny ochronnej. W niektórych przypadkach zaleca się także stosowanie leków przeciwzapalnych, rozkurczających i przeciwbólowych.  W skrajnych przypadkach konieczny jest zabieg chirurgiczny.   Dentysta pokieruje do endokrynologa Problemy z tarczycą dotyczą dziś nawet 30 proc. Polaków, z czego ponad milion nie wie, że choruje. Aż 73 proc. Polaków nigdy nie badało się pod kątem chorób tarczycy. Dentysta coraz częściej staje się lekarzem pierwszego kontaktu, który może zaobserwować niepokojące objawy, wskazujące na inne schorzenie pierwotne np. cukrzycę, refluks żołądkowo-przełykowy czy choroby tarczycy. Pod tym względem regularna wizyta u stomatologa spełnia także funkcję przesiewową.
Czy żywność „light” jest faktycznie light?
W obecnych czasach na rynku pojawiło się bardzo wiele produktów oznaczonych kuszącym dopiskiem „light”. Jest tak na przykład w przypadku przetworów mlecznych, majonezów, napojów. Chętnie je wybieramy w nadziei, że są lepsze dla naszego zdrowia i figury niż ich tradycyjne odpowiedniki. Ale czy hasło to rzeczywiście wnosi coś znaczącego? Czy ta deklaracja jest dla nas zapewnieniem większego zaufania do pewnej grupy żywności. A może to jest jedynie hasło marketingowe? Czym tak naprawdę jest żywność „light”?     Zgodnie z przepisami prawa, producent może umieścić na etykiecie słowo „light”, „lekki” bądź „o obniżonej zawartości”, tylko wtedy gdy obniżenie zawartości wybranego składnika produktu wynosi co najmniej 30% w porównaniu z produktem tradycyjnym. Oświadczeniu temu musi towarzyszyć wskazanie właściwości, które sprawiają, że środek spożywczy staje się produktem „lekkim”, np. twarożek o smaku waniliowym light marki X zawiera o 40% mniej tłuszczu niż twarożek waniliowy marki Y. Zmniejszenie zawartości dotyczy zwykle cukru lub tłuszczu, co przekłada się na zmniejszenie wartości energetycznej produktu. Cukry często są zastępowane słodzikami o znikomej kaloryczności, dzięki czemu porcja napoju typu cola light (200 ml) dostarczy nam tylko 1 kcal, podczas gdy wersja podstawowa tego napoju aż 86 kcal. Znacznie mniej kaloryczne są też odtłuszczone majonezy light – 1 łyżka majonezu lekkiego (15 g) dostarcza od ok. 50 do 70 kcal, a taka sama ilość wariantu pełnotłustego – ponad 110 kcal. Trzeba mieć jednak na uwadze, że wybierając produkt „light”, osiągniemy korzyść tylko wtedy, gdy rzeczywiście spożyjemy go tyle, ile zjedlibyśmy podobnego, bardziej słodkiego lub tłustego. Jeśli zjemy go więcej, bilans kalorii będzie podobny. To samo stanie się, jeśli obok porcji produktu „light” zjemy więcej innych produktów. Po prostu wydaje nam się, że jeśli spożywamy produkty o niższej zawartości kalorii, to wolno nam zjeść ich więcej lub też zjeść więcej innych produktów. Nie utożsamiajmy słowa „light” z „lepszy”. Na przykład serek śmietankowy light, z deklaracją producenta „40% mniej tłuszczu niż w produktach podobnych”, zawiera 11 g tłuszczu w 100 g, podczas gdy w wielu innych serkach w kubeczkach (bez oświadczenia „light”) zawartość tego składnika jest znacznie niższa. Warto zwrócić też uwagę, że na sklepowych półkach znajdziemy margarynę do kanapek „light” o zawartości tłuszczu 30% tuż obok margaryny o zawartości tłuszczu 20%, bez podobnego oświadczenia, a w dodatku z niższą ceną. Poza tym tłuszcze tego rodzaju mają rzeczywiście bardzo niską wartość kaloryczną (270-390 kcal) w porównaniu z tradycyjną margaryną lub masłem (740 kcal). Zanim umieścimy produkt „light” w zakupowym koszyku, uważnie przeczytajmy jego etykietę oraz etykiety podobnych artykułów i je porównajmy. Wybór nasunie się sam – radzi dr Agnieszka Jarosz, ekspert z Instytutu Żywności i Żywienia. 30% mniej nie zawsze oznacza mało. Np. ciasto francuskie light, nadal będzie tłustym ciastem. Poza tym oświadczenie „light” odnosi się zwykle do jednego składnika. Bardzo często spotykamy np. jogurty light, które zawierają mniej tłuszczu niż inne, ale tę samą, wysoką ilość cukru. W tym przypadku lepszym wyborem będzie jogurt naturalny o zawartości tłuszczu do 2% i porcja świeżych owoców niż słodzony, aromatyzowany produkt light. W niektórych jednak przypadkach, jeśli chcemy zrzucić zbędne kilogramy, czasami lepiej zrezygnować z takich produktów. Mimo obniżonej kaloryczności dalej są one źródłem zbędnych kalorii. – dodaje dr Agnieszka Jarosz. Produkty „light” lub „lekkie” mogą, ale nie muszą, być dobrą alternatywą dla swoich tradycyjnych odpowiedników. Przykładowo: czekolada o obniżonej zawartości cukru, która ciągle ma dużo tłuszczu, albo krakersy o obniżonej ilości tłuszczu, które nadal zawierają dużo soli. Kupujmy produkty „light”, ale zawsze po uważnym przeanalizowaniu etykiety. Miejmy też na uwadze, że produkt „light” nigdy nie będzie panaceum na problem nadwagi i otyłości. Niektóre tego typu produkty, jedzone w rozsądnych ilościach, mogą nam jedynie nieco pomóc w zrzuceniu niechcianych kilogramów.   Zachowaj Równowagę to realizowany przez Instytut Żywności i Żywienia projekt edukacyjny, którego pełna nazwa brzmi: „Zapobieganie nadwadze i otyłości oraz chorobom przewlekłym poprzez edukację społeczeństwa w zakresie żywienia i aktywności fizycznej” (2011–2016). Projekt jest współfinansowany przez Szwajcarię w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy (SPPW) z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej. Jego całkowity budżet wynosi 5 294 000 CHF, z dofinansowaniem strony szwajcarskiej w wysokości 4 500 000 CHF (85% kosztów) i z budżetu Ministerstwa Zdrowia (15% środków). Partnerami projektu są: Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie, Polskie Towarzystwo Dietetyki i Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”. Aplikacja mobilna Asystent Zdrowego Żywienia do pobrania za darmo na telefony z systemem Android oraz z systemem iOS.
W Katowicach robot będzie transplantował włosy
Śląsk dołącza do czołówki miejsc, w których wprowadzona zostanie przełomowa technologia medyczna. W Katowicach będzie pracował pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej robot zajmujący się transplantacją włosów. Urządzenie o nazwie ARTAS stworzyli inżynierowie z amerykańskiego Restoration Robotics w Dolinie Krzemowej (Kalifornia). Robot będzie pomagał nie tylko osobom łysiejącym, ale także ofiarom wypadków, poparzeń i pacjentom po przeszczepach skóry głowy oraz z bliznami.       Robot, który odbudowuje fryzurę Roboty medyczne rewolucjonizują leczenie na całym świecie, także w Polsce. Wykorzystuje się je już m.in. w chirurgii, kardiochirurgii, neurologii, a nawet w ginekologii i rehabilitacji. Najbardziej znane są dwa roboty - ZEUS i da Vinci. Teraz zaawansowana robotyka wkracza do kolejnej gałęzi medycyny. Katowicka klinika dr Turowskiego będzie pierwszym ośrodkiem w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, w którym pracować będzie amerykański ARTAS. To obecnie jedyne na świecie urządzenie, które samodzielnie pobiera ze skóry głowy tysiące włosów, a następnie przygotowuje miejsca do wszczepień. Pomaga w ten sposób odbudować owłosienie głowy u osób łysiejących, ale także u pacjentów po przeszczepach czy po radioterapii. To robot, pod nadzorem lekarza, wykonuje zabieg, przeczesując głowę milimetr po milimetrze i pobierając z jej skóry pojedyncze, wyselekcjonowane i najlepsze zespoły mieszkowe. Następnie robot wykonuje serię nakłuć na łysinie, przygotowując miejsca do przeszczepu. W tak przygotowaną skórę technicy, nadzorujący pracę robota, wszczepiają włosy. Wszystko odbywa się z dużą precyzją i nieporównywalnie szybciej, niż w powszechnych dziś metodach manualnych - wyjaśnia dr Grzegorz Turowski.   Matematyka w służbie medycyny To ogromny przełom - podkreślają specjaliści. Powód? Tradycyjne przeszczepy włosów pozostawiają na głowie widoczne i nieraz bolesne blizny. O wiele lepiej w tym zakresie radzą sobie przeszczepy FUE  (follicular unit extraction), nie zostawiając charakterystycznych podłużnych i widocznych ran. ARTAS idzie jednak o krok dalej. Urządzenie wykonuje zabieg z precyzją i prędkością, która nigdy nie będzie osiągalna dla metod manualnych. Pracę robota cały czas kontroluje specjalny system komputerowy, który na bieżąco ocenia parametry mieszków włosowych. Całość pracy urządzenia kontroluje także specjalny zespół techników i lekarzy. Ponadto dzięki systemowi, każdy jego ruch jest przewidywalny i powtarzalny, a przez to mniej inwazyjny. To umożliwia pobranie większej liczby włosów bez uszkadzania ich struktury. Praca robota znacznie przewyższa precyzję ludzkiej ręki. Co więcej, urządzenie dokładnie ocenia, które włosy są najlepsze do przeszczepu. Szybkość pracy robota ARTAS jest nieporównywalna do człowieka. ARTAS jest w stanie pobrać ponad 1000 mieszków włosowych na godzinę i przygotować ponad 2000 miejsc do przeszczepu na godzinę. Pobieranie materiału odbywa się według opracowanego przez Restoration Robotics algorytmu. Umożliwia on losowe zebranie najlepszych włosów ze wskazanego wcześniej obszaru głowy. Algorytm chroni pobrania przed naruszeniem naturalnego wyglądu.   Robot się nie męczy Eksperci dostrzegają w urządzeniu jeszcze jedną i to sporą zaletę. ARTAS, w odróżnieniu od chirurga, nie męczy się. To ważne, bo zabieg przeszczepiania włosów może trwać nawet 8-10 godzin, w zależności od powierzchni, którą trzeba pokryć pobranymi włosami. Wykonywany manualnie zabieg to wciąż te same ruchy nakłuwania skóry, nawet doświadczony chirurg może przy tym poczuć zmęczenie i stracić koncentrację. Robot pracuje przez cały czas tak samo, jego działanie jest jednostajne, powtarzalne i bardzo szybkie. To zmniejsza ryzyko uszkodzeń włosa, błędu czy zmiany tempa zabiegu - podkreśla dr Turowski. ARTAS pozwala także na wizualizowanie efektów zabiegu już na etapie konsultacji. Specjalny system, w który wyposażony jest robot, tworzy na ekranie komputera wizualizację 3D głowy pacjenta. To właśnie według tego projektu i wzoru przeszczepu będzie później pracował robot. Minimalna inwazyjność zabiegu i pracy robota sprawia, że rekonwalescencja jest niemal natychmiastowa, także dyskomfort po zabiegu jest zminimalizowany. To duża różnica w porównaniu do tradycyjnych metod. Po zabiegu pacjenci mogą wrócić do pracy w ciągu 2-3 dni. Efekt w postaci odrosłych włosów widoczny jest po około 6 miesiącach. Po 9-12 miesiącach widoczny jest natomiast już pełny i trwały efekt. Przeszczepy pozostają na zawsze i zachowują sie jak naturalne włosy – można je ścinać, farbować i modelować.   Pomoc dla łysiejących Zabieg transplantacji włosów, jaki wykonuje robot ARTAS może być wykonywany u kobiet i mężczyzn dotkniętych m.in. łysieniem androgenowym, pourazowym, oparzeniowym czy wskutek stanów zapalnych. W klinice dr Turowskiego ARTAS będzie wykonywał także transplantacje włosów u osób po przeszczepach skóry głowy i z bliznami pooperacyjnymi.     Dr Grzegorz Turowski to wykształcony na Harvardzie chirurg plastyk z wieloletnim doświadczeniem. Jest on pionierem w zakresie przeszczepiania włosów z użyciem robota. Jako jeden z pierwszych specjalistów na świecie zainstalował robota ARTAS w swojej klinice w Chicago już 5 lat temu. Od tego czasu jego ośrodek New Horizons pomógł kilku tysiącom pacjentów z całych Stanów Zjednoczonych. To obecnie jedna z najbardziej doświadczonych placówek tego typu na świecie. Sukces zabiegów w USA skłonił specjalistę do otwarcia swojej pierwszej kliniki w Polsce. Dr Turowski jest Amerykaninem polskiego pochodzenia.
Happening na Dworcu Centralnym dla RZS
12 października br. po raz kolejny będziemy w Polsce obchodzić Światowy Dzień Reumatyzmu. Tym razem organizatorzy kampanii „RZS Porozmawiajmy” wychodząc do warszawskiej przestrzeni miejskiej 10 i 11 października chcą zwrócić uwagę społeczeństwa na problem reumatoidalnego zapalenia stawów i zachęcić Polaków do badań w kierunku RZS. Wczesne rozpoznanie zapalnych chorób stawów i włączenie leczenia w ciągu 12 tygodni od pojawienia się pierwszych objawów to szansa na uzyskanie skutecznej remisji choroby.       Reumatoidalne zapalenie stawów (RZS) to przewlekła, nieuleczalna choroba o podłożu autoimmunologicznym, w której system odpornościowy organizmu atakuje własne tkanki. Nieleczona lub leczona w sposób nieodpowiedni prowadzi do niepełnosprawności a nawet przedwczesnej śmierci. Dzięki odpowiedniemu leczeniu można powstrzymać jej postęp, znacznie odsuwając w czasie widmo inwalidztwa chorego. W początkowym stadium procesem chorobowym objęte są mniejsze stawy dłoni i stóp, w zaawansowanym etapie stan zapalny obejmuje także większe stawy oraz inne narządy - wyjaśnia dr n. med. Małgorzata Tłustochowicz z Kliniki Chorób Wewnętrznych i Reumatologii Wojskowego Instytutu Medycznego. RZS to najczęściej występująca choroba zapalna stawów. W Polsce cierpi na nią około 400 tys. osób. Jednak wbrew powszechnienie panującym opiniom, RZS nie jest chorobą jedynie osób starszych. Reumatoidalne zapalenie stawów dotyka osoby młode. Schorzenie można rozpoznać już  u osób powyżej 16 r.ż. Szczyt zachorowania przypada pomiędzy 30 a 50 rokiem życia. Bardziej narażone na wystąpienie RZS są kobiety, które chorują 2-4 razy częściej niż mężczyźni. Akcją happeningową na Dworcu Centralnym w Warszawie chcemy zwrócić uwagę Polaków na problem reumatoidalnego zapalenia stawów i zachęcić ich do wykonywania badań diagnostycznych w tym kierunku. W specjalnym szklanym sześcianie zostanie zamknięta aktorka, która wcieli się w rolę chorej na RZS. - opisuje Monika Zientek, prezes Stowarzyszenia „3majmy się razem”, partner kampanii „RZS Porozmawiajmy”.   Warszawa na tle Europy nie wygląda najlepiej Warszawa została wybrana nieprzypadkowo do realizacji tego typu działań. Według badań Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji im. prof. dr hab. med. Eleonory Reicher opóźnienie diagnostyczne w Warszawie dla RZS wynosi 35 tygodni i należy do jednego z największych w Europie. Analiza dowiodła, że głównym źródłem spowolnień było zbyt późne kierowanie do reumatologa przez lekarzy rodzinnych oraz długi okres oczekiwania na konsultację u reumatologa. Aż 97% pacjentów leczyło się u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), natomiast ponad 55% leczyło się u ortopedy zanim poddanych zostało diagnostyce pod kątem reumatoidalnego zapalenia stawów. - wyjaśnia Monika Zientek. Reumatoidalne zapalenie stawów diagnozuje się na podstawie badania chorego, wyników badania krwi, a także badań ultrasonograficznych, radiologicznych czy rezonansu magnetycznego. Skierowanie na badania diagnostyczne wydawane jest przez lekarza pierwszego kontaktu lub lekarza reumatologa. Celem leczenia RZS jest uzyskanie i utrzymanie remisji choroby oraz zatrzymywanie postępującego procesu uszkodzenia stawów. Leczenie schorzenia przez reumatologa ustalane jest zawsze indywidualnie dla każdego pacjenta. - zaznacza dr n. med. Małgorzata Tłustochowicz.   Komunikacja i współpraca najważniejsze Kluczową rolę w przebiegu procesu leczenia RZS, tak jak w przypadku innych chorób przewlekłych, odgrywa otwarta komunikacja i ścisła współpraca pacjenta z lekarzem. Zaburzenia w komunikacji są bowiem główną przyczyną niestosowania się pacjentów do zaleceń lekarza, co skutkuje niepowodzeniem leczenia i szybszym postępem choroby. Ponad połowa pacjentów cierpiących na RZS stosuje się do zaleceń terapeutycznych reumatologa w stopniu mniejszym niż 80%. Nie przyjmują regularnie przepisanych leków bądź bez konsultacji z lekarzem prowadzącym zmniejszają ich dobowe dawki. Ponieważ nie otrzymują od swojego lekarza wyczerpujących informacji na temat choroby i przebiegu leczenia, szukają ich w Internecie lub innych niesprawdzonych źródłach próbując leczyć się samodzielnie. Dane z badań obserwacyjnych prowadzonych przez instytuty medyczne wskazują, iż po 5-8 latach terapii około połowa chorych przerywa leczenie, najczęściej z powodu działań niepożądanych stosowanych leków lub braku oczekiwanej skuteczności. Są jednak i tacy pacjenci, którzy kończą przyjmowanie preparatu w momencie uzyskania poprawy samopoczucia nie zdając sobie sprawy, iż leczenie RZS trwa do końca życia.   Kampania edukacyjna „RZS. Porozmawiajmy” realizowana przez firmę Roche wraz z partnerami: Stowarzyszeniem „3majmy się Razem”, portalem TacyJakJa.pl oraz Fundacją „JaTyMy” ma na celu edukację na temat reumatoidalnego zapalenia stawów oraz wsparcie osób chorych na RZS w trudnościach życia codziennego związanego z leczeniem. Założeniem prowadzonych działań skierowanych do chorych na RZS i lekarzy reumatologów jest zwrócenie ich uwagi na to jak ważną rolę w leczeniu odgrywa otwarta rozmowa i uświadomienie, że każda strona ma istotny wkład w tę relację. W ramach kampanii obywa się seria wydarzeń skierowanych do pacjentów i środowiska medycznego. Kampania „RZS. Porozmawiamy” została zainaugurowana 14 kwietnia 2015 r. w Śląskim Centrum Reumatologii w Ustroniu. Akcja edukacyjna odbyła się również we Wrocławiu, Kołobrzegu, Sopocie, Ciechocinku i Busku-Zdroju. Kolejne wydarzenie w ramach kampanii jest planowane na Dworcu Centralnym wWarszawie podczas Światowego Dnia Reumatyzmu 2016.
Dieta pudełkowa – rozwiązanie idealne czy kosztowna moda?
Korzystanie z cateringu dietetycznego staje się wśród Polaków coraz bardziej popularne. Nic dziwnego – jesteśmy coraz bardziej zapracowani i mamy coraz mniej czasu na gotowanie. Specjalistyczne firmy oferują gotowe, pięcioposiłkowe, zbilansowane dzienne menu z dostawą pod wskazany adres. Decydując się na takie rozwiązanie, nie musimy martwić się ani o zakupy, ani o planowanie jadłospisu. Eliminujemy także czasochłonne przygotowywanie dań i sprzątanie domowej kuchni.       Możemy za to codziennie cieszyć się urozmaiconym menu i być pewni, że nie zjemy więcej niż potrzebujemy. Często również możemy schudnąć. Najpopularniejsze są tzw. diety pudełkowe o obniżonej kaloryczności. Na rynku dostępnych jest jednak wiele ich rodzajów – m.in. o podwyższonej zawartości białka dla osób aktywnych czy o niskim indeksie glikemicznym dla diabetyków. Odpowiednie dla siebie dania znajdą też wegetarianie lub osoby na diecie bezglutenowej. W ofercie firm cateringowych znaleźć można nawet „dietę na ładną cerę” czy „dietę antycellulitową”. Firmy zajmujące się cateringiem dietetycznym wyrastają jak grzyby po deszczu. Oferują wygodny i szybki sposób na zrzucenie zbędnych kilogramów i zdrowe odżywianie. Ale czy na pewno? Czy rzeczywiście tzw. dieta pudełkowa jest najlepszym rozwiązaniem dla każdego?   Jak to wygląda w praktyce? Teoretycznie wystarczy jedynie wybrać sobie odpowiednią dietę, zamówić ją, stosować i czekać na efekty. Tak zwana dieta z pudełka zapewnia nam całodzienne wyżywienie, a zatem nie ma w niej miejsca na indywidualne zachcianki, czyli przekąski czy dania, na które aktualnie mamy ochotę. Trudno też wymienić te posiłki na inne, np. lunch ze znajomymi czy kolację u przyjaciółki. Jeśli wybierzemy firmę, która współpracuje z dietetykami i profesjonalnymi kucharzami, to korzystanie z diety pudełkowej jest dobrym i bardzo wygodnym rozwiązaniem. Ale tylko pod warunkiem, że wiemy, jaka dieta jest nam potrzebna. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości należy zgłosić się do lekarza lub dietetyka – wyjaśnia dr n. med. Magdalena Białkowska, ekspert Instytutu Żywności i Żywienia. Warto pamiętać, że codzienna dieta każdego z nas powinna nie tylko uwzględniać zapotrzebowanie energetyczne, lecz także aktualny stan zdrowia i kondycję fizyczną. Wszelkie decyzje odnośnie do sposobu odżywiania powinny być zawsze podejmowane rozważnie, a wybory z tym związane dokonywane na podstawie własnej wiedzy (zdobytej z rzetelnych źródeł) lub na podstawie rekomendacji specjalisty. Źle dobrana dieta może bowiem uczynić naszemu organizmowi więcej szkody niż pożytku. Niektóre diety mogą prowadzić do nadmiernego spowolnienia metabolizmu (wtedy jeszcze trudniej schudnąć) lub niedoborów pewnych składników odżywczych.   Dla kogo dieta pudełkowa i co po niej? Dieta z pudełka z pewnością może sprawdzić się u osób, które prowadzą aktywne życie zawodowe, długo pracują poza domem i przy tym mają zasobne portfele. Dzienna bowiem porcja smaku i idealnie dobranych składników odżywczych to koszt rzędu 40-50 zł. Nietrudno policzyć, że miesięczny koszt takiego żywienia to ok. 1200–1500 zł. Według szacunków GUS, taka kwota wystarcza na zakup jedzenia dla czteroosobowej rodziny. Decydując się na catering dietetyczny, należy jednak zastanowić się nad jeszcze jednym aspektem. Co potem? Z luksusu diety z pudełka korzysta się najczęściej jedynie przez kilka miesięcy. Po pewnym czasie większość osób rezygnuje z niej ze względów finansowych, z powodu znudzenia powtarzającym się menu lub ze zmęczenia rygorem, jaki wiąże się z takim sposobem żywienia. Powrót do wcześniejszego odżywiania, niestety, często związany jest z ponownym tyciem. Dlatego, po zakończeniu stosowania tzw. diety pudełkowej, chcąc przestawić się na tryb samodzielnego przygotowywania posiłków, powinno się podejść do tego w sposób odpowiedzialny. Przede wszystkim w dalszym ciągu należy żywić się zgodnie z zasadami zdrowego żywienia, z uwzględnieniem indywidualnych potrzeb zdrowotnych – najlepiej w porozumieniu z dietetykiem. Warto też skorzystać z wiarygodnych, opartych na naukowych dowodach, informacji i rekomendacji żywieniowych, dostępnych m.in. na stronach internetowych: Instytutu Żywności i Żywienia oraz realizowanego przez niego projektu edukacyjnego Zachowaj Równowagę. Znajduje się tam również aplikacja Asystent Zdrowego Żywienia, która w szybki i wygodny sposób pomoże każdemu w skomponowaniu codziennej zdrowej diety.   Co o diecie pudełkowej mówią specjaliści żywienia? Rezygnacja z wygodnych tzw. diet pudełkowych może być szczególnie trudna w przypadku osób z nadwagą i otyłością, które boją się efektu jo-jo. Aby jego uniknąć, trzeba szczególnie dbać o codzienną aktywność fizyczną, najlepiej indywidualnie dobraną. Wśród ekspertów ds. żywienia nie ma pełnej zgody co do tego, czy stosowanie cateringu dietetycznego jest skuteczną metodą nauki prawidłowych nawyków żywieniowych. Zdania w tej sprawie są mocno podzielone. Jedni uważają, że klient, otrzymując dietę indywidualnie dobraną dla jego potrzeb zdrowotnych, systematycznie uczy się jej stosowania w praktyce. Inni twierdzą zaś, że korzystanie z tego typu gotowych rozwiązań pozbawia świadomego kontrolowania nawyków żywieniowych i nie stanowi zachęty do samodzielnego przygotowywania posiłków. Koniec korzystania z tzw. diety pudełkowej nie musi wiązać się z powrotem do negatywnych zachowań żywieniowych, ale jedynie w przypadku zaangażowanego i świadomego konsumenta może pomóc w nauce samodzielnego komponowania codziennej diety, czy też efektywnego stosowania się do zaleceń dietetyka.
Dlaczego warto sięgać po rodzime warzywa i owoce
„Superfoods” to kategoria produktów o wyjątkowych właściwościach. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują lokalne sezonowe warzywa i owoce. „Super żywność” naturalnego pochodzenia zawiera cenne dla organizmu składniki oraz posiada niezwykłe wartości odżywcze. O tym, jakie bogactwo kryje się w rodzimych produktach opowie ekspert kampanii „Pora na pomidora, czyli jak tu nie kochać polskich warzyw i owoców” – Magdalena Jarzynka-Jendrzejewska, dietetyk i specjalista ds. żywienia.   Czosnek – na odporność i bóle głowy Na zaszczytne miano superfoods zasługuje czosnek – naturalny antybiotyk, skarbnica chemicznie czynnych związków – zawiera flawonoidy, aminokwasy, saponiny, związki śluzowe, witaminy, makro- i mikroelementy, a także olejki eteryczne bogate w siarkę i allicynę. Skutecznie zapobiega infekcjom wirusowym układu oddechowego oraz wspomaga układ odpornościowy. Czosnek niszczy pasożyty przewodu pokarmowego, takie jak owsiki, które zdarzają się dzieciom zwłaszcza w wieku przedszkolnym. Związki siarki zawarte w czosnku hamują rozwój bakterii nie niszcząc naturalnej flory bakteryjnej – co ma miejsce przy typowej antybiotykoterapii. Warzywo to działa korzystnie również na układ krwionośny, gdyż ma właściwości przeciwzakrzepowe (chroni przed zawałem i udarem), poprawia elastyczność ścian naczyń krwionośnych, obniża ciśnienie krwi i pomaga regulować poziom cholesterolu. Koi też bóle głowy i ułatwia zasypianie.   Natka pietruszki – naturalne źródło witamin Wystarczy jedna łyżka zielonych listków natki pietruszki, aby zapewnić dzienne zapotrzebowanie na witaminę C. Natka zawiera też dużą dawkę żelaza oraz beta-karotenu, witaminy E, kwasu foliowego, magnezu, wapnia, potasu, fosforu, cynku, miedzi i manganu. W olejkach eterycznych pietruszki znajdziemy apiol i mirystycynę, które działają dezynfekująco i moczopędnie, co działa korzystnie na układ moczowy oraz wspomaga leczenie kamicy nerkowej. Olejki eteryczne w natce działają również rozkurczowo i łagodzą bóle. Regularne spożywanie zielonych listków wspomaga trawienie, przynosi ulgę przy gazach, wzdęciach, pobudza do pracy wątrobę i odtruwa organizm. Zielenina ta korzystnie działa również na wzrok.   Dynia – zadba o wątrobę i uchroni od otyłości Roślina o właściwościach leczniczych – dynia. Obniża poziom cholesterolu we krwi, wspomaga leczenie nadciśnienia tętniczego, niewydolności nerek, chorób wątroby, otyłości oraz łagodzi zaburzenia przemiany materii. Jest doskonałym źródłem beta-karotenu – jedynie ½ szklanki miąższu dyni zapewni dzienną normę beta-karotenu dla dziecka. Miąższ bogaty jest także w witaminę C, PP, B1 i B2 oraz wapń, żelazo, potas, magnez, fosfor i miedź. Na szczególną uwagę zasługują również pestki dyni – źródło witaminy E, A i C oraz niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT). Pestki obniżają poziom cholesterolu i cukru we krwi oraz działają przeciwpasożytniczo (na glisty, tasiemce i owsiki), moczopędnie i przeciwzapalnie.   Jarmuż – doceniony już w średniowiecznej Europie Zielone liście jarmużu zawierają bardzo duże ilości witaminy K, która odgrywa istotną rolę w procesie krzepnięcia krwi, korzystnie wpływa na gospodarkę wapniową oraz uwapnienie kości. Działa on przeciwzapalnie oraz bogaty jest w cenne przeciwutleniacze – chlorofil, luteinę czy sulforafan, a także witaminy C, E i A – naturalne substancje chroniące przed nowotworami i spowalniające procesy starzenia się organizmu. Jarmuż jest także źródłem witamin z grupy B, kwasu foliowego, błonnika, a także składników mineralnych takich jak: wapń, magnez, potas, żelazo i fosfor.   Aronia – królowa zdrowia Na liście superfoods znalazła się także aronia, uważana przez niektórych za najzdrowszy owoc jagodowy na świecie. Owoc ten polecany jest cukrzykom, gdyż zawiera kwas chlorogenowy, który opóźnia wchłanianie glukozy. Bioflawonoidy aronii – rutyna i antocyjany, korzystnie wpływają na poprawę wzroku i przyczyniają się do obniżenia ciśnienia krwi. Rutyna dodatkowo wspomaga i wydłuża działanie witaminy C, zwiększając odporność organizmu. Aronia to bomba przeciwutleniaczy, gdyż poza flawonoidami zawiera także kwercetynę, katechiny, leukocyjany, a także sporo witaminy E i C. Dzięki takim właściwościom uważana jest za owoc przeciwnowotworowy i wspomagający środki farmakologiczne stosowane w leczeniu raka.   Żurawina – w walce z bakteriami i chorobami serca Silne właściwości przeciwbakteryjne, które wykorzystuje się w bakteryjnych chorobach układu moczowego, pokarmowego czy chorobach dziąseł ma również żurawina. Najlepiej znany jest jej korzystny wpływ  na układ moczowy – owoce żurawiny zawierają kwas chinowy, który chroni także przed powstawaniem kamieni nerkowych. Owoc ten wspomaga również niszczenie bakterii Helicobacter pylori – uważaną za główną przyczynę choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy. Ma ona też właściwości probiotyczne – wspomaga wzrost dobroczynnej mikroflory jelitowej. Żurawina wpływa dobroczynnie na układ krwionośny, gdyż działa przeciwzakrzepowo oraz pomaga obniżyć poziom złego cholesterolu LDL. Czerwone owoce zapobiegają powstawaniu płytki nazębnej, zmniejszają też zapadalność na choroby przyzębia i dziąseł. To skarbnica przeciwutleniaczy – witaminy C, beta-karotenu, a także polifenoli i flawonoidów, dzięki którym przeciwdziała chorobom serca i nowotworom.   Jagody – zadbają o wzrok i usuną toksyny Medycyna ludowa traktowała czarne jagody jak cudowny lek na wiele chorób. Do dziś lekarze zalecają jedzenie jagód podczas kuracji przeciwko glistom i owsikom u dzieci. Suszone jagody, napary lub soki są domowym sposobem na leczenie biegunek, gdyż dzięki dużej zawartości garbników uszczelniają błony śluzowe żołądka, neutralizują szkodliwe produkty przemiany materii i spowalniają ruchy robaczkowe jelit. Sok z jagód wychwytuje z organizmu wszelkie toksyny, więc jest dobry na zatrucia. Czarne jagody są dobroczynne dla oczu – opóźniają proces utraty wzroku chroniąc plamkę żółtą w siatkówce, dodatkowo zapobiegają powiększaniu się krótkowzroczności i poprawiają widzenie w ciemnościach. Świeże jagody oraz wyciągi z liści regulują poziom cukru we krwi, obniżają poziom złego cholesterolu (LDL) i podnoszą poziom dobrego (HDL). Jagody zawierają także sporo witamin, m.in. z grupy B, C, A, PP oraz składniki mineralne – selen, cynk, miedź i mangan.   Organizatorem kampanii „Pora na pomidora, czyli jak tu nie kochać polskich warzyw i owoców” jest Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych. Więcej informacji na stronie internetowej kampanii www.poranapomidora.com
Gdy nie możesz zasnąć po długim locie
Podczas wakacji częściej latamy samolotem, także w dalsze zakątki świata. Również coraz częściej podróżujemy ze względu na wyjazdy służbowe. Po przylocie w miejsce oddalone o kilka stref czasowych, doskwierać może nam jet lag, którego głównym objawem jest bezsenność. Zapobiegać jej pomoże suplement w spray’u, który zawiera melatoninę w formie nanoemulsji. Działa on silniej i szybciej niż te w formie tabletek. W wielu sytuacjach może mieć to dla nas kluczowe znaczenie.       Terminem jet lag syndrome, czyli zespół nagłej zmiany strefy czasowej, określamy dolegliwości, które pojawiają się w czasie długich podróży, kiedy kilkakrotnie zmieniamy strefy czasowe. Najbardziej narażone na niego są osoby, które odbywają długie loty samolotem, w kierunkach równoleżnikowych tj. wschód-zachód. Dotyczy szczególnie tych, którzy lecą w kierunku wschodnim, gdyż „skrócenie” doby jest gorzej tolerowane, przez organizm, niż jej „wydłużenie”. Po prostu do dłuższego dnia jest nam łatwiej się zaadoptować.   Objawy Zespół ten objawia się:• bezsennością,• obniżeniem koncentracji i dezorientacją,• dolegliwościami żołądkowo-jelitowymi, w tym zakłóceniem apetytu,• bólami i zawrotami głowy.   Przyczyny Przyczyną jet lag jest zaburzenie rytmu dobowego, który polega na chodzeniu spać czy jedzeniu o stałej porze. Załóżmy, że przylatujemy do kraju, w którym właśnie zaczyna się poranek, a w miejscu, z którego przylecieliśmy, jest północ. Nasz organizm przygotowuje się wówczas, jak co dzień o tej porze, do snu, a nagle musi zacząć dzień. Zaburzone zostają wtedy procesy fizjologiczne, które zależą od rytmu dobowego, jak:• wydzielanie hormonów snu i czuwania,• motoryka przewodu pokarmowego,• przemiana materii. Nie radzimy sobie, z tak szybką zmianą rytmu dnia, co odbija się niekorzystnie na naszym zdrowiu.   Zapobieganie Aby lepiej przygotować się do nowego rytmu dobowego należy:• załatwić formalności i spakować się na tyle wcześnie, żeby przed podróżą odpocząć i dobrze przespać całą noc,• postarać się zasnąć w trakcie lotu, w czym pomoże poduszka, zatyczki do uszu czy maseczka na oczy,• przestawić zegarek, w trakcie lotu, na czas, który obowiązuje w miejscu docelowym,• objawy jet lag nasila odwodnienie, jak i picie alkoholu, dlatego należy pić dużo wody, jak i unikać trunków,po przylocie należy jeść posiłki w określonych, na miejscu, porach, w ciągu dnia przebywać na świeżym powietrzu, a spać dopiero po zachodzie słońca.   Melatonina Poprawić działanie zegara biologicznego pomoże melatonina, którą produkuje szyszynka, czyli gruczoł umiejscowiony w centralnej części mózgu. Produkcja tego hormonu wzrasta w ciemności, natomiast maleje w świetle dziennym. Jednak forma tabletek, w której przyjmujemy ją, sprawia, iż 90% melatoniny, nie jest przyswajane przez organizm. Przez to okres jej półtrwania skraca się do 30-60 minut, więc do układu krążenia dociera jedynie 10-15% podanej tak ilości.   Nanoemulsja w sprayu W te wakacje, na rynku, pojawił się Tonaxinum Melatonina Spray, który stosuje się m.in. przy zaburzeniach snu, związanych ze zmianą stref czasowych. Jest pierwszym produktem w Polsce, zawierającym melatoninę w formie opatentowanej nanoemulsji. Nanoemulsja to jednorodne wizualnie, mikroskopijne cząsteczki, o średnicy nieprzekraczającej 100 nanometrów (nm), a więc 200-krotnie mniejsze od ludzkich komórek. Daje im to możliwość wniknięcia w głębsze warstwy śluzówki i wysoką efektywność działania.   Związki, które wchłaniane są przez błonę śluzową przenikają szybciej i skuteczniej, ponieważ tkanka pod nabłonkiem jest dużo silniej unaczyniona. Dodatkowo unikamy przejścia przez wątrobę i utratę większości porcji. Badanie kliniczne potwierdziło, iż melatonina podana na błony śluzowe, jest 4 razy silniejsza i 3 razy szybsza, niż jej tradycyjna postać. Tonaxinum Melatonina Spray wykazuje efekt działania już po 5 minutach, od podania. Wystarczy 1-2 aplikacje na krótko przed snem. Porcja zalecana do spożycia w ciągu dnia, czyli 2 aplikacje, zawiera 1 mg melatoniny.
Problem, którego nie można lekceważyć
Łupież jest jednym z najczęstszych schorzeń skóry głowy. Dotyczy około 5-10% populacji ogólnej, z przewagą płci męskiej. Szacuje się, że około 50% osób w wieku od 10 do 20 lat ma ten problem. Łupież wiąże się nie tylko z problemem natury estetycznej. Może on być także symptomem poważniejszych chorób, dlatego nie można go lekceważyć. Brak reakcji i odpowiednich działań może sprawić, że z czasem powstanie stan zapalny skóry głowy oraz nasilenie świądu i łojotoku.     Jakie choroby może sygnalizować łupież? Łupież jest drobnopłatowym, nadmiernie złuszczającym się naskórkiem owłosionej skóry głowy z mniej lub bardziej nasilonym łojotokiem. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z łupieżem suchym, w drugim, z łupieżem tłustym. Jego powstawanie związane jest z namnażaniem się grzybów drożdżopodobnych z rodziny Malasseziafurfur (Pityrosporumovale), które  zakłócają fizjologiczną równowagę skóry głowy. Łupież jest schorzeniem przewlekłym, które może powracać w dowolnym momencie. Wśród czynników sprzyjających jego rozwojowi można wymienić zarówno czynniki zewnętrze, takie jak stosowanie nieodpowiednich kosmetyków, niewystarczające spłukiwanie szamponów, brak higieny osobistej, zimny klimat, przebywanie w nadmiernie ogrzewanych bądź klimatyzowanych pomieszczeniach czy niezbilansowaną dietę, jak i wewnętrzne, np. zaburzenia hormonalne, osłabienie organizmu, stres czy predyspozycje genetyczne. Może zdarzyć się także, że łupież będzie towarzyszył  innym chorobom, takim jak łuszczyca, grzybica czy atopowe zapalenie skóry. Lekceważony łupież W porę nie zwalczony łupież, stymuluje dalszą aktywność drożdżaka. Badania naukowe dowodzą, iż najczęstszym rodzajem drożdżaka jest Malasseziaspp, która w warunkach fizjologicznych stanowi około 45% flory owłosionej skóry głowy. U pacjentów z łupieżem jej poziom może osiągnąć nawet  ponad 70%. Takie stężenie jest określane jako patogenne, co oznacza, że łupież jest już w stanie rozwoju zapalnego. Pacjent z pewnością odczuwa wówczas dyskomfort a jego przypadłość jest widoczna gołym okiem - wyjaśnia Anna Mackojć, trycholog, ekspert kampanii „Moja REGENeracja” . Lekceważenie objawów łupieżu prowadzi do przekształcenia się łupieżu suchego w łupież tłusty, który charakteryzuje się większymi, tłustymi i silnie przylegającymi do skóry głowy ogniskami złuszczonej skóry. Towarzyszy temu stan zapalny skóry głowy oraz nasilenie świądu i łojotoku. Pierwszym krokiem do pozbycia się łupieżu jest zastosowanie produktów o działaniu keratolitycznym, cytostatycznym oraz przeciwgrzybiczym. Preparaty keratolityczne, które są stosowane przy pierwszych objawach łupieżu eliminują zrogowaciały naskórek, minimalizując przyleganie korneocytów (zrogowaciałych komórek naskórka). Natomiast preparaty cytostatyczne pełnią funkcję regulacji proliferacji (rozmnażania się) komórek naskórka. Tym samym zastosowanie w takim stopniu skomponowanej terapii pozwala na eliminację obecnego łupieżu oraz zapobiega jego nawrotom - wyjaśnia trycholog. Warto wiedzieć, że…W walce z łupieżem, niezwykle ważne jest stosowanie odpowiednich produktów. Właściwy dobór nie tylko w szybki sposób niweluje ten uciążliwy problem, ale też stymuluje cyrkulację w kapilarkach mieszka włosowego. Odpowiednia cyrkulacja krwi w owłosionej skórze głowy, dostarcza niezbędnych składników odżywczych dla naszych włosów. W efekcie problem łupieżu znika, a nasze włosy są przyjemne w dotyku. Wybierając szampon przeciwłupieżowy należy zwracać uwagę na jego skład. Warto sięgać po takie produkty, które zawierają np. piroctoneolamine, substancję działającą przeciwgrzybiczo i przeciwłupieżowo. Dodatkowym wsparciem dla włosów są szampony, które zawierająsubstancje wzmacniające mieszek włosowy i pobudzające mikrokrążenie skóry, takie jak np. molekuła REGEN7. Ponadto istotne dla kondycji naszych włosów są substancje, które wpływają na regulację ochronnej bariery naskórka. Jest to ważny element terapii zapobiegający nawrotom łupieżu, ponieważ wpływa na wyrównanie ilości ceramidu w naskórku. Dzięki temu w jego warstwie rogowej nie dochodzi do złuszczania się łuski łupieżowej a  łupież nie powraca.   Chcąc uniknąć łupieżu, należy pamiętać o profilaktyce. Szczególnie istotne jest unikanie czynników zewnętrznych, które podrażniają skórę - zwłaszcza nieodpowiednio dobranych kosmetyków czy nadużywania środków do stylizacji. Bardzo ważna w walce z łupieżem jest także odpowiednia dieta - bogata w kwasy tłuszczowe, witaminy z grupy B i cynk.
Apel ekspertów – uwaga na wstrząs anafilaktyczny!
Czas wakacji i letnich urlopów to okazja do wypoczynku na świeżym powietrzu, dalekich podróży oraz próbowania egzotycznych przysmaków. Warto jednak mieć na uwadze, że wszystkie te przyjemności mogą okazać się śmiertelnym zagrożeniem w przypadku alergików. Jad owadów błonkoskrzydłych i pokarmy to najczęstsze przyczyny wstrząsu anafilaktycznego, którego wystąpienie wiąże się z koniecznością interwencji w szpitalnych oddziałach ratunkowych. Eksperci kampanii „Przygotuj się na wstrząs!” tłumaczą co zrobić, aby letni wypoczynek był bezpieczniejszy.     Przez cały sierpień będą służyć wam pomocą, odpowiadać na pytania i edukować, jak zabezpieczyć się przed wstrząsem anafilaktycznym. W ramach kampanii „Przygotuj się wstrząs!” uruchomiony zostanie 1 sierpnia 2016 r. specjalny numer telefoniczny 800 800 422 gdzie bezpłatnie uzyskać będzie można poradę eksperta. Wiosną i latem szczególną ostrożność powinny zachować osoby z alergią pokarmową lub alergią na jad owadów błonkoskrzydłych. Spożycie uczulającego alergenu bądź użądlenie przez owada, na którego jad jest się uczulonym, może wywołać anafilaksję, w tym jej najcięższą postać, czyli wstrząs anafilaktyczny, stanowiący zagrożenie życia. Dlatego zwłaszcza przebywając w miejscach odludnych, o utrudnionym dostępie do placówek służby zdrowia, niezmiernie ważne jest, abyśmy przestrzegali zasad bezpieczeństwa. W przypadku wystąpienia ostrej reakcji alergicznej należy pilnie wezwać pogotowie lub zgłosić się do lekarza. Objawy ciężkiej alergii rozwijają się średnio do 30 minut po kontakcie z alergenem pokarmowym, a do 10 minut po użądleniu – wyjaśnia dr hab. Ewa Cichocka - Jarosz, pediatra, specjalista chorób alergicznych z Kliniki Chorób Dzieci Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Z myślą o alergikach eksperci kampanii „Przygotuj się na wstrząs!” opracowali kilka zasad, dzięki którym letni wypoczynek będzie bezpieczniejszy:   Uważaj na żądlące owady! • W miarę możliwości unikaj picia i jedzenia na zewnątrz. Uważaj zwłaszcza na słodkie napoje i produkty, owoce, dżemy, lody.• Podczas jedzenia zawsze oglądaj każdy kęs, który bierzesz do ust. Gdy jesz posiłek na dworze, niech wszystkie naczynia będą przykryte.• Unikaj picia z puszki lub ciemnej butelki – do napoju może wpaść pszczoła lub osa, a to grozi jej nieświadomym połknięciem.• Zamykaj szczelnie kubły na odpadki i resztki żywności.• Nie chodź boso i staraj się nosić zakryte obuwie. Przed włożeniem butów sprawdź, czy w środku nie znalazł się owad.• Unikaj przebywania pośród kwitnących roślin (np. łąki, sady), szczególnie jeśli na ziemi leżą dojrzałe owoce.• Przebywając w miejscach o wysokim narażeniu na użądlenia (np. w pobliżu pasieki, sadów z dojrzałymi owocami) noś przylegające do ciała ubrania w stonowanych kolorach, np. biel, zieleń,beż (odzież w jaskrawych kolorach przyciąga owady). Pozostawiaj jak najmniejszą odkrytą powierzchnię skóry (zakładaj długie spodnie, koszule, kapelusz, rękawiczki).• Pamiętać, że zapach potu, silnych perfum oraz dezodorantów przyciąga owady.• W pobliżu owadów nie wykonuj gwałtownych ruchów.• Jeśli osa lub pszczoła użądliła kogoś w pobliżu, oddal się co najmniej na 50 metrów - mogą nadlecieć inne owady.• Nie zabijaj owadów bez potrzeby, w pobliżu mogą być inne.• Jeśli w przeszłości użądlenie przez pszczołę lub osę spowodowało u Ciebie uogólnioną reakcję alergiczną, stale noś przy sobie leki zalecone przez lekarza (w tym w razie wskazań preparat przeciwwstrząsowy do samodzielnego podania).   Bądź ostrożny z jedzeniem! • Jeśli jesteś uczulony na dany pokarm, a wybierasz się do znajomych, poinformuj ich, że dany składnik Cię uczula. Pomoże im to zaplanować menu, a Ty będziesz czuć się bezpieczniej.• Podczas zakupów uważnie czytaj etykiety produktów, nawet tych znanych Ci wcześniej. Producent może zmienić recepturę i dodać do składu czynnik uczulający np. seler lub orzeszki ziemne. WAŻNE: Zwracaj uwagę na napis: „Może zawierać śladowe ilości alergenów”.• W restauracji zwróć szczególną uwagę na marynaty, przyprawy, sosy i dressingi. Zapytaj o ich szczegółowy skład.• Pamiętaj o możliwości przenoszenia alergenów. Nic, co miało bezpośredni kontakt z alergenem, nie powinno mieć kontaktu z produktem uznawanym za wolny od alergenów. W restauracji uprzedź obsługę, że jesteś uczulony na jakiś składnik. W miarę możliwości, kucharz i kelnerzy powinni zastosować dodatkowe środki ostrożności przy przygotowywaniu Twojej potrawy.   Pamiętaj! Jeśli masz takie zalecenie lekarskie, miej przy sobie leki przeciwwstrząsowe do samodzielnego podania. Oto 3 najważniejsze kroki w postępowaniu z osobą mającą wstrząs anafilaktyczny, które mogą uratować jej życie: KROK 1. Jak najszybciej należy wezwać pogotowie. KROK 2. Należy upewnić się czy poszkodowany ma przy sobie preparat przeciwwstrząsowy – adrenalinę do samodzielnego podania a następnie przekazać tę wiedzę ratownikowi medycznemu. KROK 3. Do czasu pojawienia się pogotowia ważne jest, aby zapewnić poszkodowanemu podstawową pomoc  - udrożnić drogi oddechowe oraz w przypadku kiedy poszkodowany nie oddycha, uciskać klatkę piersiową (zgodnie z algorytmem 30 x 2).   Masz więcej pytań? Skontaktuj się z ekspertami kampanii pod bezpłatnym numerem telefonu 800 800 422 i rozwiej swoje wątpliwości. W odpowiedzi na rosnącą świadomość społeczeństwa, zainteresowanie tematem anafilaksji oraz przyczyn występowania wstrząsu anafilaktycznego, organizatorzy kampanii „Przygotuj się na wstrząs” postanowili uruchomić specjalną infolinię, w ramach której  uzyskasz wszystkie ważne informacje. Chcesz wiedzieć więcej? Nie czekaj! Duży alergologów na infolinii odbywać się będą w terminie 01.08 – 02.09. 2016, w każdy wtorek i każdy czwartek od godz. 16:00 do 18:00 . „Przygotuj się na wstrząs!” to ogólnopolski program edukacyjno-informacyjny zajmujący się kompleksowo problemem anafilaksji, nad którym patronat objęło Polskie Towarzystwo Alergologiczne. Celem Programu jest edukacja społeczeństwa, pacjentów i ich rodzin w zakresie przyczyn anafilaksji oraz zasad postępowania w chwili wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego. Kampania ma pomóc w szybkim i trafnym rozpoznawaniu objawów oraz w prawidłowym udzieleniu pomocy osobie, u której rozwija się wstrząs anafilaktyczny. Więcej informacji o kampanii „Przygotuj się na wstrząs!” można znaleźć na stronie oraz na profilu kampanii. Anafilaksja to ciężka, zagrażająca życiu, systemowa lub uogólniona, natychmiastowa reakcja nadwrażliwości. Nadwrażliwość natomiast określana jest jako obiektywnie występujące, powtarzalne objawy wywołane przez ekspozycję na bodziec o sile (dawce) dobrze tolerowanej przez osoby zdrowe. Inaczej mówiąc, to uogólniona reakcja organizmu na alergen lub inne czynniki (np. wysiłek fizyczny). Charakteryzuje ją nagły początek objawów z upośledzeniem drożności dróg oddechowych i/lub objawami ze strony układu krążenie (wiodący objaw to spadek ciśnienia tętniczego krwi, przyspieszona akcja serca, zasłabnięcie lub utrata przytomności). Zwykle występują także objawy skórne w postaci pokrzywki i świądu skóry. Do reakcji anafilaktycznej dochodzi w ciągu kilku minut, a z reguły nie później niż kilku godzin po kontakcie z alergenem.
Inauguracja kampanii społecznej - HCV Jestem świadom
Po kilku latach intensywnych badań epidemiologicznych, prowadzonych w Polsce w ramach Projektu „Zapobieganie zakażeniom HCV”, wiemy że w Polsce nawet do około 200 tys. osób może być zakażonych HCV. To mniej więcej tyle co liczba mieszkańców takich miast jak np. Zielona Góra, Olsztyn czy Kielce. Wiemy też kto jest najbardziej narażony na zakażenie. Dlatego w nadchodzącym okresie wakacyjnym będziemy dzielić się z Wami wiedzą o tym: czym jest HCV, jak się przenosi, a przede wszystkim jak ograniczyć ryzyko zakażenia!     Właśnie rozpoczęła się kampania społeczna „HCV jestem świadom”, której celem jest podniesienie świadomości społeczeństwa o poważnym problemie zdrowotnym jakim jest zakażenie wirusem HCV odpowiedzialnym za wirusowe zapalenie wątroby typu C i wynikającej z tego potrzeby wykształcenia postawy czynnej, polegającej na podejmowaniu działań zmniejszających ryzyko zakażenia HCV. Zapraszamy do punktów edukacyjnych podczas 17 eventów organizowanych w Polsce (w tym pikniki Lato z Radiem). Czekają na Was edukatorzy i lekarze. Zdobywaj wiedzę o HCV w sposób ciekawy i atrakcyjny dla całej rodziny. Wystarczy trochę czasu by stać się świadomym.   Czym tak naprawdę jest HCV? HCV (ang. Hepatitis C Virus) jest to wirus wywołujący wirusowe zapalenie wątroby typu C . Zakażenie wirusem HCV przebiega w większości przypadków bez charakterystycznych objawów i może ujawnić się dopiero po wielu latach w postaci marskości lub raka wątrobowokomórkowego. Na podstawie badań epidemiologicznych szacujemy, że w Polsce wirusem HCV zakażonych może być ok. 165 tys. osób dorosłych (zakres związany z niepewnością oszacowania to 125.000 – 215.000 tys.), co oznacza, że wśród 200 dorosłych osób 1 osoba może być zakażona wirusem HCV. Ile dokładnie osób jest w Polsce zakażonych - nie wiadomo, bo badań w kierunku HCV wykonuje się wciąż zbyt mało. Jak informuje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - PZH,  wyniki badań są alarmujące: w Polsce 80% osób zakażonych HCV o tym nie wie, a świadomość na temat zakażeń HCV w społeczeństwie jest wciąż zbyt niska. Ponad połowa osób (55%) deklaruje, że nigdy nie słyszała o wirusie HCV. Wirus HCV znajduje się nie tylko w komórkach wątroby, ale także we krwi i większości płynów ustrojowych osoby zakażonej, takich jak nasienie, wydzielina szyjki macicy czy płyny z jam ciała. Do zakażenia dochodzi najczęściej podczas wykonywania zabiegów medycznych lub pozamedycznych z przerwaniem ciągłości tkanek i z użyciem niejałowego sprzętu medycznego, np. igły, skalpela. Nie można w sposób matematyczny określić ryzyka transmisji wirusa w czasie procedur medycznych i pozamedycznych. Obecnie, w związku ze znaczną poprawą stanu higieny szpitalnej, sporadycznie dochodzi do zakażeń HCV podczas zabiegów leczniczych. Należy jednak pamiętać, że HCV jest wirusem odkrytym stosunkowo niedawno, w 1989 r., a powszechna i rutynowa możliwość diagnostyki tego zakażenia istnieje w Polsce od 1993 r. Zatem wszystkie osoby, które były hospitalizowane przed ponad 20 laty lub też otrzymywały w tym czasie leczenie preparatami krwi, mogły być narażone na zakażenie HCV i powinny być zbadane w tym kierunku - wyjaśnia dr. hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Według naszych danych sytuacja wygląda tak, że ok. 0,5 procent dorosłych ma wirusa we krwi, a drugie tyle, czyli też ok. 0,5 proc. miało kiedyś z nim kontakt, ale nie jest nim zakażona. Inaczej to ujmując, co setna osoba miała kiedykolwiek kontakt z wirusem HCV, z czego u połowy obecne jest przewlekłe zakażenie - ilustruje problem dr n. med. Magdalena Rosińska z Zakładu Epidemiologii Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny i dodaje: Choroba rozwija się latami bezobjawowo. A jak już pojawiają się objawy, to są niecharakterystyczne – zmęczenie, trudności z koncentracją, niepokój, depresja, bóle stawowo-mięśniowe, swędzenie skóry. Zarażeni wirusem przez długie lata mogą czuć się całkiem dobrze, a tymczasem w ich wątrobie dochodzi do nieodwracalnych zmian.   Zdobądź certyfikat, który przekona klientów salonu, że problem HCV masz pod kontrolą! W ramach kampanii, oprócz wspólnie spędzonego czasu podczas pikników Lato z Radiem i wybranych imprez lokalnych o HCV usłyszysz w radio, zobaczysz przekaz w telewizji, na portalach społecznościowych  i plakatach na przystankach. W każdej chwili możesz być na bieżąco z przebiegiem akcji i jej komunikatów na portalu internetowym dedykowanym kampanii www.jestemswiadom.org Podczas trwania kampanii organizatorzy zapraszają do pogłębienia i sprawdzenia swojej wiedzy o HCV. Szczególnie jeżeli należysz do osób wykonujących zawody pozamedyczne – czyli pracowników salonów kosmetycznych, tatuażu oraz studiów fryzjerskich, przy których dochodzi do przerwania ciągłości skóry lub błon śluzowych, a tym samym możliwości przeniesienia HCV i innych zakażeń krwiopochodnych. Wejdź na stronę www.hcv.pzh.gov.pl. W zakładce Platforma e-learningowa możesz odbyć szkolenie pogłębiające twoją wiedzę i rozwiązać test. Zdobądź wymaganą liczbę punktów, a otrzymasz certyfikat, który przekona klientów, że jesteś świadomy problemu HCV i dołożysz starań by przeprowadzone przez ciebie zabiegi kosmetyczne były bezpieczne. Szkolenia są dostępne nieodpłatnie dla każdego. Powyższe działania podejmowane są przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - PZH w ramach Projektu „Zapobieganie zakażeniom HCV” współfinansowanego przez Szwajcarię w ramach szwajcarskiego programu współpracy z nowymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej oraz Ministra Zdrowia. Partnerami projektu są Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, Uniwersytet Medyczny w Lublinie, Główny Inspektorat Sanitarny, Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego w Warszawie.
Więcej niż nawodnienie. Jakie produkty wybierać w upalne dni?
Za nami pierwsze upalne dni, a przed nami jeszcze całe, pełne wzmożonej aktywności lato. Jednak, gdy my cieszymy się wysokimi temperaturami, słońcem, plażą i sportami wodnymi, nasz organizm traci coraz więcej płynów, a wraz z nimi cennych dla zdrowia mikro- i makroelementów. Po jakie więc produkty powinniśmy częściej sięgać w upalne dni, by z dobrym samopoczuciem móc w pełni korzystać z uroków lata? Oczywiście nie można zapominać o płynach, nie tylko w postaci czystej wody. Soki są tym dobrym wyjątkiem.     Większość z nas już wie, że aby czuć się dobrze należy dostarczać sobie odpowiednią ilość płynów każdego dnia. Zalecenia ekspertów mówią o ilościach ok. 2 - 2,5 litra płynów dziennie. Wraz z nastaniem upałów warto pamiętać, że nawet taka ilość może okazać się niewystarczająca. Zwłaszcza, że latem, oprócz wysokich temperatur, przyczyną utraty większej ilości płynów z naszego organizmu jest też fakt, że w ciepłe dni dużo czasu aktywnie spędzamy na świeżym powietrzu np. uprawiając sporty czy zwiedzając nowe miejsca. W dodatku niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że utrata wody to nie wszystko, co nam grozi. Kiedy się pocimy, przez skórę z naszego organizmu uciekają także cenne składniki mineralne, które odpowiadają za jego prawidłowe funkcjonowanie.   Warzywa i owoce – ratunek w czasie upałów? Jak radzi dr Katarzyna Stoś, prof. nadzw. Instytutu Żywności i Żywienia - podczas upałów oczywiście powinniśmy pić wodę, jednak sama woda nie wystarczy. Potrzebne jest także uzupełnienie pierwiastków, które wtedy szybciej tracimy, takich jak np. sód czy potas, ale także magnez, wapń. Dlatego latem nie tylko nie możemy pozwolić sobie na to, by pomijać w diecie bogate w nie warzywa i owoce, ale wręcz powinniśmy spożywać zdecydowanie więcej tych produktów niż zalecane minimum. A zalecane minimum to 400 g owoców lub warzyw dziennie, w 5 porcjach. Warzywa i owoce, składają się w ponad 80% - 90% z wody, dlatego tak dobrze nadają się do nawodnienia organizmu, a dodatkowo stanowią bogate źródło witamin oraz mikro- i makroelementów, jakie tracimy w nadmiarze w upalne dni. Są także źródłem energii, której nie może nam zabraknąć, jeśli chcemy aktywnie spędzać czas. Na szczęście latem możemy łatwo się do tych rad zastosować. To czas, kiedy bez problemu kupimy tak lubiane przez nas truskawki lub czereśnie, które zawierają np. fosfor, wapń i magnez czy trochę bardziej egzotyczne arbuzy, bogate m. in. w żelazo czy sód. Jednak leżąc na piaszczystej plaży, wędrując po górach czy zwiedzając zabytki, nie zawsze mamy możliwość zjeść odpowiednią ilość warzyw i owoców. A przecież właśnie wtedy tracimy jeszcze więcej płynów, a wraz z nimi cennych pierwiastków. Doskonałym rozwiązaniem będzie w takim wypadku sięgnięcie po karton soku.     A co z sokami? Jak zapewnia dr Katarzyna Stoś – te same zalety, co owoce i warzywa mają także soki, ponieważ zawierają znaczną ilość wody, tak jak produkty, z których je zrobiono i, podobnie jak warzywa i owoce są cennym źródłem witamin i składników mineralnych. Soki są dobrym rozwiązaniem także dlatego, że latem często rzadziej odczuwamy głód i tym bardziej narażeni jesteśmy na utratę cennych składników z organizmu. Szczególnie polecany jest sok pomidorowy, który uzupełni niedobory potasu, które mogą wystąpić w upalne dni. Niedobór tego pierwiastka zaburza gospodarkę elektrolitową organizmu, powodować może bolesne skurcze mięśni, a także m. in. opuchliznę rąk i nóg. Tymczasem już jedna szklanka soku pomidorowego zabezpieczy nam ok. 25% dziennego zapotrzebowania na ten cenny pierwiastek. W ciepłe dni, uprawiając aktywnie sport tracimy także większe, niż zwykle, ilości witaminy C. To szczególnie niebezpieczne, bo nasz organizm nie potrafi jej sam gromadzić. Dlatego tak ważne jest dostarczanie sobie tej witaminy w codziennej diecie. Sięgajmy więc po bogate w nią owoce cytrusowe czy np. czarną porzeczkę. Musimy jednak pamiętać, że dłuższe przechowywanie owoców w warunkach domowych powoduje, że witamina C się utlenia. Dlatego także w tym wypadku dobrym rozwiązaniem jest szklanka soku, np. grejpfrutowego lub pomarańczowego, która pokryje dzienne zapotrzebowanie na tę cenną witaminę w ok. 60% - 70%. Soki powstają bowiem z owoców zebranych w szczycie sezonu, kiedy zawartość witamin w owocach jest największa.   Warzywa, owoce oraz powstałe z nich soki powinny być podstawą naszego letniego menu. Doskonale nawodnią organizm, dostarczając mu jednocześnie cennych składników mineralnych, które w upalne dni tracimy wyjątkowo szybko. Zapewnią nam także dawkę niezbędnej energii, dzięki czemu będziemy mogli aktywnie i w pełni sił cieszyć się latem.
Weź udział w próbie pobicia rekordu Polski w krwiodawstwie
Już w najbliższą sobotę ochotnicy z całego kraju podejmą próbę pobicia rekordu Polski w ilości oddanej honorowo krwi. Wydarzenie będzie częścią Wielkiego Pikniku Krwiodawstwa „Dar Serca”, organizowanego w podwarszawskim Ożarowie. Poprzedni rekord Polski został ustanowiony w 2015 r. Udało się wówczas pozyskać 178 litrów krwi od 397 uczestników. Organizatorzy wydarzenia, którymi są Powiat Warszawski Zachodni i Klub HDK PCK „Strażak” liczą, że uda im się ten wynik poprawić.       Celem zaplanowanej na 25 czerwca br. (sobota) akcji jest propagowanie honorowego krwiodawstwa, jako przejawu dobrowolnej i bezinteresownej solidarności społecznej. Krew jest jedną z najbardziej pożądanych substancji, której nie można wyprodukować w warunkach laboratoryjnych. Zapotrzebowanie na nią wzrasta szczególnie w okresie wakacyjno-urlopowym, kiedy częściej dochodzi do różnego rodzaju wypadków. Krew ratuje życie i pomaga wrócić do zdrowia także osobom przewlekle chorym i poddawanym skomplikowanym operacjom czy zabiegom transplantacyjnym. Każda zebrana próbka krwi zostanie przebadana, dlatego sobotnie wydarzenie jest doskonałą okazją do bezpłatnego sprawdzenia stanu swojego zdrowia – wyjaśnia Paweł Białecki, wicestarosta Powiatu Zachodniego, współorganizator imprezy, od lat honorowy krwiodawca. Zapraszamy wszystkich, zarówno aktywnych krwiodawców, jak i osoby, które nigdy wcześniej nie miały okazji podzielić się tą życiodajną substancją z innymi – zachęca Białecki. Podczas wydarzenia odbędzie się także zbiórka krwi dla psów, którą poprowadzi Weterynaryjny Bank Krwi im. Milusia, pierwsza instytucja tego typu w Polsce. W weterynarii krew jest tak samo wyjątkowym, niezastąpionym i ratującym życie lekiem, jak w medycynie ludzkiej. Dlatego gorąco zachęcamy wszystkich właścicieli czworonogów do udziału w Wielkim Pikniku Krwiodawstwa i zgłaszanie swoich pupili do oddawania krwi – zaprasza Gabriela Kubalska-Marczak z Banku Krwi im. Milusia. Wielki Piknik Krwiodawstwa odbędzie się 25 czerwca br. przy ul. Poznańskiej 129/133 w Ożarowie Mazowieckim, tuż obok siedziby Starostwa Powiatu Warszawskiego Zachodniego. Rejestracja dawców rozpocznie się o godz.9.00 i potrwa do godz. 16.00. Na miejscu wydarzenia odstępnych będzie 5 ambulansów, przystosowanych do badań oraz oddawania krwi. Poza mobilnymi punktami pobrań przewidziano też kilka stanowisk stacjonarnych w budynku Starostwa Powiatu Warszawskiego Zachodniego. Sobotniemu wydarzeniu będą towarzyszyły liczne atrakcje, m.in. koncert muzyczny, loteria fantowa i pokazy kulinarne gwiazd programów Master Chef, Top Chef i Hell's Kitchen. Przewidziano także turniej piłki nożnej oraz pokaz ratownictwa medycznego w wykonaniu aktualnych wicemistrzów świata. Podczas imprezy będzie można również skorzystać z porad dietetyka oraz sprawdzić stężenie tlenku węgla (czadu) w wydychanym powietrzu, określając w ten sposób poziom zatrucia dymem tytoniowym.       Informacje praktyczne na temat akcji Miejsce i data wydarzenia: Wielki Piknik Krwiodawstwa odbędzie się 25 czerwca br. przy ul. Poznańskiej 129/133 w Ożarowie Mazowieckim, tuż obok siedziby Starostwa Powiatu Warszawskiego Zachodniego. Rejestracja dawców rozpocznie się o godz.9.00 i potrwa do godz.16.00. Jak dotrzeć? Ożarów Mazowiecki jest oddalony zaledwie o kilkanaście kilometrów od centrum Warszawy. Na miejsce akcji można w dogodny sposób przyjechać samochodem lub środkami komunikacji miejskiej. Szybki, dojazd zapewniają m.in. pociągi Kolei Mazowieckich, które pozwalają dotrzeć do Ożarowa w ok. 20 minut. Kto może oddać krew? Krwiodawcą może być każda zdrowa osoba między 18 a 65 rokiem życia, ważąca powyżej 50 kg. Przed oddaniem krwi należy być wyspanym i wypoczętym. Warto też zjeść lekkostrawny, niskokaloryczny posiłek. W ciągu doby poprzedzającej oddanie krwi należy wypić ok. 1,5 płynów, nie wolno natomiast spożywać w tym czasie alkoholu. Do punktu krwiodawstwa nie powinny zgłaszać się osoby z objawami przeziębienia lub przyjmujące lekki. Trzeba pamiętać także o zabraniu ze sobą dokumentu tożsamości. Osobom, które oddadzą krew będzie przysługiwać w tym dniu zwolnienie z pracy. Zbiórka krwi dla psów Aby pies mógł zostać honorowym dawcą, podobnie jak człowiek musi spełnić odpowiednie wymagania: być zdrowym, w przedziale wiekowym od 10 miesięcy do 7 lat i ważyć powyżej 26 kg. Szczegółowe informacje na temat wymagań, które musi spełnić psi kandydat, a także korzyści, jakie zyskuje honorowy pies krwiodawca znajdują się na stronie Weterynaryjnego Banku Krwi im. Milusia www.krewdlapsa.pl Zapisy dla właścicieli psów, które będą oddawały krew przyjmowane są e-mailowo pod adresem: wbkmilus@gmail.com
Jesteś w ciąży? Podpowiadamy jak przygotować się do porodu!
Narodziny dziecka to jedno z tych wydarzeń, które będziesz pamiętać do końca życia. Warto więc zadbać o jak najlepsze wspomnienia. Na pewne kwestie związane z porodem, jak chociażby to, ile potrwa, niestety nie masz zbyt dużego wpływu. Możesz jednak zatroszczyć się o pozostałe. Jak? Przede wszystkim poświęcając nieco czasu na to, by wybrać taką porodówkę, na której będziesz czuła się bezpiecznie i komfortowo. Dzięki temu z radością i spokojem przywitasz na świecie swoje maleństwo.       Zgodnie z prawem to do przyszłej mamy należy decyzja o tym, gdzie urodzi swoje dziecko. Wybór jest spory, bo może to być dowolny szpital w całej Polsce, w dodatku do dyspozycji są zarówno placówki publiczne, jak i prywatne. Na którą porodówkę się zdecydować? Nie zostawiaj odpowiedzi na to pytanie na ostatnią chwilę i daj sobie czas na zastanowienie oraz odwiedzenie nawet kilku miejsc. Podpowiadamy, na co warto zwrócić uwagę, aby wybrać jak najlepiej.   Lokalizacja i wyposażenie Odległość mierzona w kilometrach jest oczywiście ważna, ale dużo istotniejsze jest to, ile czasu zajmuje dojazd z domu do wybranego szpitala i to o różnych porach dnia i nocy. Dlatego warto zawczasu przetestować możliwe trasy i sprawdzić, jak w zależności od godziny wygląda na nich natężenie ruchu, kiedy tworzą się korki, a także czy w najbliższym czasie nie są planowane remonty, które mogą utrudnić dotarcie na porodówkę. Wszystko wskazuje na to, że z dojazdem nie będzie problemów? Świetnie, teraz czas sprawdzić, jak w danym szpitalu wygląda sala porodowa, a jeśli to możliwe – rozejrzeć się po niej. Czego (poza standardowym wyposażeniem) powinnaś wypatrywać? Przede wszystkim różnego rodzaju pomocnych gadżetów – drabinek, worków sako, piłek, wanny. To też dobry moment, by sprawdzić, czy pomieszczenie jest bezpośrednio połączone z łazienką i ile kobiet może rodzić w nim w tym samym czasie, a jeśli zależy ci na większej intymności – dopytać o to, na jakich warunkach można skorzystać z sali jednoosobowej zarówno w trakcie samego porodu, jak i już po nim. Upewnij się również, czy w wytypowanym szpitalu będziesz mogła skorzystać ze znieczulenia i zarezerwuj sobie taką możliwość (w niektórych placówkach trzeba to zgłosić z odpowiednim wyprzedzeniem bądź dopłacić). Warto, by pacjentka zrobiła to nawet wtedy, gdy zakłada, że znieczulenie nie będzie jej potrzebne – każdy ma prawo do gorszego dnia, kiedy nawet teoretycznie niewielki ból trudno wytrzymać. Dzięki temu przyszła mama uniknie później niepotrzebnych nerwów – podpowiada dr n. med. Ewa Kurowska-Mroczek, ginekolog ze Szpitala Medicover. Zawczasu dobrze jest też przedyskutować z lekarzem lub położną kwestię nacinania krocza podczas porodu, bo w niektórych placówkach wykonywane jest ono rutynowo.   Porodowe towarzystwo Szpital zasłużył na duży plus na poprzednim etapie sprawdzianu? Czas przejść do kolejnego, który związany jest z czynnikiem ludzkim – mamy tu na myśli zarówno personel medyczny, który będzie obecny na sali porodowej, jak i ewentualne towarzystwo bliskiej osoby. Skład zespołu lekarskiego uzależniony jest przede wszystkim od tego, czy poród ma odbyć się siłami natury czy też planowane jest cesarskie cięcie. W tym pierwszym przypadku w naszym szpitalu przy pacjentce przez cały czas obecna jest położna, która przyjmuje poród, kontroluje jego przebieg i na bieżąco informuje o tym, co się dzieje, ale również wspiera kobietę – także już po narodzinach dziecka. Położna pozostaje oczywiście w ścisłym kontakcie z lekarzem, który jest informowany o przebiegu porodu i ocenia jego postęp. W razie potrzeby odpowiada też na pytania pacjentki, służy radą i rozwiewa jej ewentualne wątpliwości – wyjaśnia dr n. med. Ewa Kurowska-Mroczek. Inaczej jest w przypadku cesarskiego cięcia – wówczas na sali porodowej jest między innymi lekarz, położna oraz anestezjolog – dodaje. Podczas poszukiwań warto zwróć również uwagę na to, czy w nazwie szpitala pojawia się słowo „kliniczny” – wtedy musisz się bowiem liczyć z tym, że prawdopodobnie na sali pojawią się studenci medycyny. Oczywiście możesz nie wyrazić na to zgody, ale w takim wypadku warto zgłosić to już na izbie przyjęć. Obecność partnera czy innej bliskiej osoby podczas porodu jednym kobietom poprawia samopoczucie, a nawet zmniejsza poziom odczuwanego bólu, ale innym może przeszkadzać. Dlatego nawet jeśli narodziny dziecka są jeszcze daleko na horyzoncie, warto się także nad tym zastanowić. Jeśli dojdziesz do wniosku, że tak zwany poród rodzinny to dobry pomysł, również o tę kwestę zapytaj w upatrzonym szpitalu. Niektóre placówki wymagają bowiem tego, by zgłosić to wcześniej, a w części z nich za taką opcję trzeba dopłacić. Przy okazji dopytaj też o warunki odwiedzin rodziny już po porodzie.   Bezpieczeństwo przede wszystkim Komfortowe warunki i dobra atmosfera to jedno, ale dużo ważniejsze jest bezpieczeństwo mamy i jej nowo narodzonego dziecka. Dlatego w szczególności, jeśli podczas ciąży pojawiły się jakiekolwiek komplikacje i istnieje duże prawdopodobieństwo, że tuż po porodzie maluszkowi będzie potrzebna specjalistyczna pomoc medyczna, warto wybrać oddział o odpowiednim stopniu referencyjności. Co to oznacza? Najprościej mówiąc jest to poziom jego wyspecjalizowania. Na oddziałach o I stopniu referencyjności odbiera się porody w terminie od kobiet, u których ciąża przebiegała bez powikłań. Natomiast II stopień, który posiada na przykład nasz szpital, oznacza już przystosowanie danej placówki do tego, by zapewnić bezpieczeństwo kobiecie w ciąży zagrożonej oraz zagwarantować noworodkowi specjalistyczną opiekę – tłumaczy dr Marta Balicka, neonatolog ze Szpitala Medicover. Podczas „wycieczki” po porodówkach warto więc sprawdzić również to, czy dana placówka dysponuje własnym oddziałem intensywnej terapii dla nowo narodzonych dzieci – dzięki temu w przypadku wystąpienia jakichkolwiek komplikacji malcowi można udzielić niezbędnej pomocy od razu i na miejscu, bez konieczności przewożenia go do innego szpitala.
Polscy palacze w średniej europejskiej
W Unii Europejskiej najwięcej pali się w Grecji (38%) i Bułgarii (35%). Najmniej w Szwecji (11%) i Finlandii (19%). Polskie 28% plasuje nas w europejskiej średniej, która wynosi 26%. Jeszcze dwa lata wcześniej było to 28%. Największy spadek (z 29% do 25%) odnotowano wśród ludzi młodych, czyli w kategorii wiekowej 15-24 lata. Wiadomo nie od dziś, że palacze szkodzą sobie i bliskim - bierne palenie zabija nawet 1,8 tys. Polaków rocznie. W Światowy Dzień bez Papierosa (31 maja) lekarze zachęcają do wykonania bezpłatnych badań spirometrycznych płuc.       Moda na niepalenie Trend rezygnacji z papierosów chwalą lekarze, choć jak zauważają, liczba palących jest nadal duża. Palenie tytoniu, obok czynników genetycznych i zanieczyszczonego powietrza, jest najczęstszą przyczyną zachorowania na raka płuca – w ciągu ostatnich 30 lat liczba chorych mężczyzn wzrosła o prawie 100%, a kobiet aż o 400%. W pierwszym okresie rozwoju rak płuca nie daje objawów. Pacjenci zgłaszają się do lekarza, najczęściej już z bardzo zaawansowanym procesem chorobowym, co skutkuje niskim stopniem przeżywalności. Głównym sygnałem ostrzegawczym jest kaszel, krwioplucie, bóle w klatce piersiowej, duszność, chudnięcie, osłabienie, stany podgorączkowe – wyjaśnia dr n. med. Ewa Czernicka-Cierpisz, internista, pulmonolog w Klinice Demeter w Warszawie.   Nie tylko rak Palenie wywołuje również podstępną i groźną przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP). W przypadku POChP dochodzi do stanu zapalnego i skurczu oskrzeli. Na początku zwykle pojawia się poranny kaszel. Popularnym objawem są także duszności, które najpierw pojawiają się przy dużym wysiłku fizycznym, a z czasem również przy prostych czynnościach. POChP to również objawy niezwiązane z oddychaniem – choroba sprzyja osłabieniu mięśni, zaburzeniom metabolicznym, anemii i osteoporozie. Niestety takie dolegliwości są często lekceważone. Tymczasem późno wykryte i nieleczone POChP prowadzi do ograniczenia tolerancji wysiłku, niewydolności oddechowej i przedwczesnej śmierci.   Groźna euforia Papieros zawiera około czterech tysięcy toksycznych związków, fizycznych i chemicznych, w tym kilkanaście o wyraźnie zdefiniowanym działaniu rakotwórczym. Wypalenie 20 papierosów dziennie zwiększa 20-25-krotnie ryzyko powstania raka płuca. Dlaczego więc tak chętnie po nie sięgamy? Tytoń zawiera substancje euforyzujące, które dają wrażenie chwilowego szczęścia. Niestety takiemu uczuciu towarzyszy wiele negatywnych następstw – bóle głowy, nudności, mniejszy apetyt, gorsze poczucie smaku, obniżone zdolności seksualne – obrazuje problem dr n. med. Ewa Czernicka-Cierpisz, internista, pulmonolog w Klinice Demeter w Warszawie. Wiek rozpoczęcia palenia tytoniu jest bardzo ważnym czynnikiem związanym z ryzykiem zachorowania na raka. Organizm młodego człowieka ma mniej mechanizmów obronnych, dlatego jest bardziej wrażliwy na działanie wszystkich czynników rakotwórczych.   Bierne palenie również zabija Dużym problemem jest również bierne palenie. Jak informuje Ministerstwo Zdrowia, boczny strumień dymu tytoniowego zawiera od 5 do 15 razy więcej tlenku węgla i od 2 do 20 razy więcej nikotyny niż dym wdychany przez palaczy. Wdychanie dymu wydychanego przez palaczy, zwiększa u osób niepalących ryzyko wystąpienia raka płuc i chorób serca (np. choroby niedokrwiennej serca). Szacunki Ministerstwa Zdrowia z 2002 roku pokazały, że z powodu wdychania dymu tytoniowego zmarło w tym czasie co najmniej 1826 niepalących Polaków, z czego 933 na niedokrwienną chorobę serca, 692 na udar mózgu, 128 na raka płuc, a 73 na przewlekłą nienowotworową chorobę układu oddechowego.   Złapanie oddechu Palacze muszą częściej kontrolować stan zdrowia – apeluje dr n. med. Ewa Czernicka-Cierpisz i dodaje: Oczywiście najlepszym rozwiązaniem jest rzucenie palenia. Niektórym się to udaje. Tych, którzy nadal mają z tym problem zachęcam do kolejnej próby rzucenia palenia, jak również osoby narażone na bierne palenie, zachęcam do regularnych badań. Co dwa lata lekarze zalecają wykonanie badania RTG klatki piersiowej. Często proponują inne badania – ważne jest chociażby monitorowanie pracy serca. Bardzo cennym źródłem informacji jest również ocena sprawności oddechowej. W tym celu przeprowadza się badanie spirometryczne. 31 maja w Klinice Demeter w Warszawie będzie można je wykonać bezpłatnie. Zapisać można się dzwoniąc pod numer telefonu: 22 619-81-94. Badanie jest bezbolesne i szybkie – polega na wdychaniu i wydychaniu powietrza przez specjalny ustnik. Uzyskany wynik pozwala na stwierdzenie, czy istnieje i w jakim stopniu nasilenia, skurcz oskrzeli (tzw. obturacja), który występuje u chorych na POChP i często towarzyszy również astmie i nowotworom płuc.
Europa obchodzi Dzień Walki z Otyłością i coraz mocniej apeluje
Otyłość uśmierca rocznie ponad 2,5 miliona osób na świecie. 22 maja to Europejski Dzień Walki z Otyłością, który co roku jest okazją do zwrócenia uwagi na zatrważający w swej skali problem otyłości w Europie. A jest o czym mówić ponieważ według WHO 20% dzieci w Europie zmaga się z nadwagą, a jedna trzecia z nich cierpi na otyłość. Specjaliści ds. żywienia i leczenia otyłości apelują: otyłe dziecko to otyły i chory dorosły – zmiana nawyków żywieniowych może uratować życie.         Otyłość stała się chorobą cywilizacyjną XXI wieku. Co piąty uczeń w Polsce jest otyły. W Europie otyłość osiągnęła rozmiary epidemii, to jedna z najczęstszych chorób, na którą cierpią Europejczycy niezależnie od płci i wieku. Według badań Światowej Organizacji Zdrowia, rocznie z powodu chorób związanych z nadwagą i otyłością umiera ponad 2,5 miliona osób. Europejskie statystyki są zatrważające, a trzeba podkreślić, że za każdą taką cyfrą kryją się tysiące osób, które każdego dnia zmagają się z wieloma chorobami i ograniczeniami, związanymi z otyłością. To choroba, która niszczy ciało i prowadzi do problemów psychospołecznych, do apatii, depresji, izolowania się od społeczeństwa. Leczenie otyłości wymaga opieki specjalistycznej i przede wszystkim ogromnej siły woli osoby chorej – wyjaśnia specjalista ds. leczenia otyłości, Konrad Gaca. Otyłość jest wynikiem długotrwałego zaburzenia równowagi między ilością dostarczanej energii a jej wydatkowaniem. Można ją zdiagnozować za pomocą kilku wskaźników: obwodu talii (OT), wskaźnika masy ciała (BMI) oraz wskaźnika talia–biodra (WHR). Otyłość może mieć postać pierwotną lub wtórną. Pierwsza powstaje w wyniku zachwiania bilansu energetycznego: energii dostarczanej wraz z pożywieniem jest za dużo, a wydatkowanej zbyt mało. Otyłość wtórna natomiast jest następstwem chorób powodujących zaburzenie metabolizmu w organizmie. Wysokokaloryczna dieta, brak ruchu, nadmierne spożywanie cukru, soli i produktów wysokoprzetworzonych oraz wielogodzinne spędzanie czasu przed monitorem komputera i telewizorem to tylko niektóre z codziennych zachowań, które prowadzą do gromadzenia się zbędnych kilogramów. W efekcie mogą pojawić się choroby, takie jak cukrzyca typu II, choroby krążenia, nadciśnienie tętnicze, zwyrodnienie całego układu kostno–stawowego, miażdżyca, pojawia się ryzyko zawału oraz udaru, a także problemy psychiczne. W społecznej rozmowie o otyłości kluczowa jest przede wszystkim edukacja rodziców. Nawyki żywieniowe dzieci kształtują się zawsze w domu rodzinnym. Musimy pamiętać, że otyłe dziecko będzie w przyszłości otyłym, nieszczęśliwym i chorym dorosłym. Dlatego tak ważne są regularne posiłki, wspólny ruch, ograniczanie słodkich przekąsek, częste picie wody. Nasze dzieci naśladują nasze codzienne nawyki – obrazuje problem Konrad Gaca. Metodami walki z otyłością są gruntowna zmiana nawyków żywieniowych, redukcja masy ciała oraz aktywność fizyczna. Proces odchudzania powinien być holistyczny. Ważne jednak, by leczenie odbywało się pod opieką specjalisty. Dieta i program treningowy, niezbędne do redukcji masy ciała, muszą być indywidualnie dostosowane do osoby chorej oraz regularnie kontrolowane. Dlatego stosowanie ogólnodostępnych diet prowadzi często do pogorszenia stanu zdrowia chorych, a także do szybkiego efektu jo–jo.   Jak przeciwdziałać zagrożeniu nadwagi i otyłości w życiu codziennym? Regularnie spożywać zbilansowane posiłki, nie zapominać o śniadaniu, uprawiać sport trzy razy w tygodniu, regularnie pić wodę, ograniczyć sól i cukier. To, wymaga zmian w codziennym odżywianiu i spędzaniu wolnego czasu, a może uratować życie nam i naszym dzieciom. Według badań Instytutu Żywności i Żywienia mamy w Polsce więcej otyłych mężczyzn niż kobiet, w przedziale wiekowym od 15 do 49 lat jest ich aż o 10% więcej. Natomiast 29% kobiet i tylko 6% mężczyzn w Polsce podjęło walkę z nadwagą i otyłością. Powody choroby mogą być różne u obu płci. Mężczyźni tyją zazwyczaj w wyniku wysokokalorycznej diety oraz braku dostatecznego ruchu. Kobiety natomiast często w konsekwencji przebytej terapii hormonalnej, po ciąży lub w związku z problemami zdrowotnymi. Bez względu na przyczynę, jednak otyłość jest tak samo niebezpieczna dla kobiet i dla mężczyzn. Europejski Dzień Walki z Otyłością powołało do życia w kwietniu 2009 r. Narodowe Forum Otyłości (NOF) we współpracy z Belgijskim Stowarzyszeniem Pacjentów Otyłych (BOLD) w celu udzielenia wsparcia obywatelom Europy cierpiącym na otyłość lub nadwagę.
Zbadaj się i sprawdź czy twojemu organizmowi nie zagraża anemia
Duża grupa chorób oraz różnych zaburzeń ma swoje źródło w niewystarczającej ilości określonych składników odżywczych w organizmie. Przyczyna takiego stanu  może wiązać się zarówno z ich brakiem lub małą ilością w diecie, jak również ze zmniejszonym ich przyswajaniem lub zwiększonym wydalaniem z organizmu. Podłożem tych ostatnich są nabyte, często rozwijające się w związku z predyspozycjami genetycznymi zaburzenia, które zdiagnozować można z pomocą badań laboratoryjnych.     Na czym polega anemia? W potocznym rozumieniu anemik to osoba słaba fizycznie, chorowita, blada, o powolnych reakcjach. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę z tego, że cechy te mogą być wynikiem choroby zwanej anemią, która sprawia, że organizm faktycznie słabnie. Dzieje się tak głównie na skutek zmniejszonej dostawy tlenu do tkanek. Większość przypadków anemii związana jest z niedoborami żelaza i witamin: B12 oraz kwasu foliowego.   Przyczyny niedoborów Niedobór żelaza wynikać może między innymi z:• niewystarczającej podaży tego pierwiastka w diecie (np. wegetariańskiej)• zaburzeń jego wchłaniania (np. w schorzeniach przewodu pokarmowego)• wzrostu zapotrzebowania (np. w ciąży) Niedobory witamin często nękają ludzi starszych (gorsze wchłanianie witaminy B12) oraz osoby nadużywające alkoholu (niedobory kwasu foliowego). Mocno przetworzona dieta również jest uboższa w te składniki. Ich braki mogą dawać objawy zaburzeń pokarmowych (biegunka, utrata apetytu).   Jak rozpoznaje się anemię? Wnioskować o niej może lekarz na podstawie obniżonej ilości krwinek czerwonych i stężenia hemoglobiny oraz odbiegających od normy wartości tzw. parametrów czerwonokrwinkowych: MCH, MCHC, MCV. Wszystkie te wartości zawarte są w wyniku oznaczenia morfologii krwi. Dodatkowo sprawdzić można stężenie w surowicy żelaza, witaminy B12 i kwasu foliowego. Badania, które są uwzględnione w pakiecie rozszerzonym np. sieci Diagnostyka, pozwalają wykryć niedobory jeszcze zanim się w pełni ujawnią. Taką „kontrolką” ostrzegającą o braku żelaza jest obniżone stężenie ferrytyny, a o niedoborze witaminy B12 i kwasu foliowego - podwyższony poziom homocysteiny. Stwierdzone niedobory należy wyrównać pod kontrolą lekarską , odpowiednią dietą lub suplementacją.   Przebadaj się, a przy okazji zdobądź nagrodę Po sukcesie ostatniej kampanii, w której wzięło udział ponad 70 tys. osób, ogólnopolska sieć laboratoriów Diagnostyka, kontynuuje działania profilaktyczno-edukacyjne w 2016 roku. Kampania „Żyj zdrowo” będzie miała dwie edycje: wiosenną - dotyczącą diety i wzmożonej aktywności fizycznej oraz jesienną skupiającą się na świadomym odżywaniu. Podobnie jak poprzednio, do zadbania o swoje zdrowie, uczestników skłonić ma obniżona o niemal 60% cena 2 pakietów badań. Poza tym kampanii towarzyszy konkurs, w którym do wygrania będą pobyty w Słoneczny Zdrój Hotel**** Medical Spa & Wellness tj. 2 x wczasy odchudzające dla 2 osób, które potrwają tydzień i 5 x weekend „Spa czyni Cuda” dla 2 osób, a także pakiety indywidualnych konsultacji dietetycznych, z sieci All for Body, dla 3 osób. Aby wziąć udział we wiosennej akcji „Żyj zdrowo-bądź aktywny” wystarczy, między 1 kwietnia a 30 czerwca, zarejestrować się na stronie akcji www.zyjzdrowo.diag.pl i pobrać vouchery na badania. Następnie należy wydrukować je lub zapisać na urządzeniu mobilnym i, do końca lipca 2016 r., udać się do najbliższego punktu pobrań Diagnostyki.     Badania podstawowe W zestawie podstawowym, który zamiast 165 zł, kosztować może 79 zł, znalazły się badania ogólne krwi i moczu, lipidogram, badanie poziomu cukru, magnezu, wątroby i dróg żółciowych, hormonów, a także badania pod kątem nietolerancji pokarmowej. Pakiet ten wykonać może każdy czy to pod kątem planowanych zmian w diecie czy na zasadzie ogólnej kontroli organizmu. Badania rozszerzone W zestawie rozszerzonym, w cenie 99 zł, zamiast 290zł, zbadamy poziom witaminy D3, zwanej hormonem życia, homocysteinę, która jest jednym z najdokładniejszych wskaźników stanu zdrowia, hemoglobiny glikowanej (pod kątem cukrzycy), poziomy elektrolitów, żelaza, wapnia i kwasu foliowego.
Screening czyli kompleksowy przegląd stanu zdrowia w 8 godzin
Screening stanu zdrowia – o tym dość zagadkowo brzmiącym sformułowaniu zrobiło się niedawno głośno dzięki Ewie Chodakowskiej. Popularna trenerka postanowiła wykonać go prewencyjnie i w ten sposób „prześwietlić” swój organizm od stóp do głów, a przy okazji zachęcić fanów do zdrowotnej profilaktyki. Na czym polega taki „przegląd” i dlaczego o badaniach powinniśmy pamiętać nawet wtedy, gdy czujemy się świetnie? Najlepiej wyjaśnią to specjaliści, którzy każdego dnia spotykają się z wieloma różnymi przypadkami wśród swoich pacjentów, wiedzą więc jak to wygląda faktycznie w praktyce.     Nie zawsze boli Nowotwór, miażdżyca, guz, tętniak czy udar mózgu – tego rodzaju choroby większość z nas przerażają, bo stanowią poważne zagrożenie nie tylko dla zdrowia, ale i życia. Niewielu z nas zdaje sobie jednak sprawę z tego, że w rzeczywistości wcale nie muszą być aż tak groźne. Jest jednak pewien podstawowy warunek – muszą zostać szybo wykryte, bo im wcześniejsza diagnoza, tym większe szanse na skuteczne leczenie. To nie takie trudne, ale pod pewnym warunkiem. Jakim? Chodzi o regularne poddawanie się profilaktycznym badaniom, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nic nam nie dolega. Dlaczego to takie ważne? Nie bez powodu mówi się na przykład, że rak nie boli, ale schorzeń, które przez długi czas potrafią rozwijać się „po cichu” i bez żadnych charakterystycznych objawów, jest więcej. Prawdziwą tykającą bombą może być na przykład guz mózgu lub tętniak naczyń mózgowych. Wtedy choć na zewnątrz nic nam nie dolega i czujemy się dobrze, w naszym ciele mogą już zachodzić pewne niekorzystne zmiany – ostrzega dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach, Kierownik Kliniki Medycyny Wellness ze Szpitala Medicover.   Regularność przede wszystkim Większą uwagę do badań powinniśmy zacząć przywiązywać w szczególności po 30. urodzinach. Wykonywanie ich regularnie i nawet wtedy, gdy dobre samopoczucie nam dopisuje, sprawi, że wejdzie nam to w nawyk, a dodatkowo zwiększy szanse na to, że w przyszłości choroba nas nie zaskoczy. Ich dobór i częstotliwość uzależniona jest przede wszystkim od płci, wieku czy obciążeń genetycznych, ale są pewne zasady, które obowiązują wszystkich. Jak wyjaśnia nam dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly ze Szpitala Medicover, raz w roku powinniśmy między innymi przebadać krew, zrobić morfologię i sprawdzić poziom cukru oraz cholesterolu. Ważne jest też wykonanie analizy moczu, RTG płuc, USG jamy brzusznej i EKG. To pewne minimum, które dostarcza podstawowych informacji o stanie zdrowia.   Osiem godzin i wiesz wszystko Od czasu do czasu warto także zrobić bardziej szczegółowy „przegląd” swojego organizmu, poddając się również tym bardziej skomplikowanym badaniom. Które z nich powinniśmy  wykonać i jak znaleźć na to czas? Placówki medyczne robią dziś wszystko, by cała procedura była jak najmniej czasochłonna i uciążliwa, a jednym ze sposobów na to, by przebadać się od stóp do głów w stosunkowo krótkim czasie, jest tak zwany screening. O tym rozwiązaniu zrobiło się głośno między innymi dzięki Ewie Chodakowskiej, która skorzystała z niego w warszawskim Szpitalu Medicover. Na czym polega? Screening to kompleksowy zestaw profilaktycznych badań, na który składają się między innymi szerokie testy laboratoryjne, badanie genetyczne całego ciała, rezonans magnetyczny i tomografia komputerowa, a także badanie rentgenowskie i USG. To, co jest bardzo istotne dla pacjentów, to fakt, że wykonanie ich wszystkich trwa nie dłużej niż jeden dzień, w praktyce maksymalnie osiem godzin – informuje Anna Jerka, kierownik operacyjny z Kliniki Medycyny Wellness w Szpitalu Medicover. W ramach screeningu bada się kondycję wszystkich najważniejszych układów i narządów. Mając na uwadze to, że obecnie 46% zgonów spowodowanych jest chorobami układu krążenia, a 25% chorobami nowotworowymi, przywiązujemy w jego ramach dużą wagę do diagnostyki w tym kierunku i identyfikacji czynników ryzyka zachorowań – wyjaśnia Anna Jerka.     Screening umożliwia wykrycie na przykład cukrzycy czy miażdżycy we wczesnym stadium, ognisk nowotworów, a także wszelkich stanów zapalnych. Wyniki pozwalają również ocenić zagrożenie udarem mózgu czy zawałem, a u kobiet zweryfikować predyspozycje do nowotworów piersi, jajników i szyjki macicy. U 70% badanych w ramach screeningu wykryliśmy zmiany chorobowe. Wśród nich były też poważne schorzenia takie jak nowotwory czy tętniaki mózgu. Dzięki szybkiej diagnozie mogliśmy od razu zainterweniować, dzięki czemu dziś osoby te cieszą się dobrym zdrowiem – mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach ze Szpitala Medicover.   Zabiegani, zestresowani, ciągle zajęci – tą krótką charakterystyką można by podsumować wielu z nas. Zawsze znajdzie się też coś teoretycznie pilniejszego niż profilaktyczne badania. Tymczasem dziś ich wykonanie wcale nie oznacza, że trzeba wziąć kilka dni urlopu i spędzić ten czas w szpitalu. Warto więc raz w roku wygospodarować jeden dzień, by zadbać o to, co najważniejsze czyli o zdrowie.
Reimplantacja czyli ratunek dla wybitego zęba
Ktoś uderzył cię niefortunnie łokciem w twarz? W trakcie ćwiczeń sportowych zdarzył się ci wypadek? A może zabawa z dziećmi okazała się bolesna? Takich nieszczęśliwych okoliczności, które mogą skończy się wybitym zębem jest wiele. Jednak bez paniki! Jeśli zachowasz zimną krew i będziesz postępować zgodnie z zasadami, ząb z powrotem trafi na swoje miejsce. Magia? Niekoniecznie. Pozwala na to zabieg reimplantacji, stosunkowo prosty, a pozwalający zachować to co najcenniejsze czyli naturalny ząb.       Utracony ząb może zyskać drugie życie Nie zawsze tracimy zęby w wyniku zaniedbań czy też komplikacji związanych z próchnicą lub paradontozą. Równie częstą sytuacją jest utrata zęba w nieszczęśliwych okolicznościach np. na skutek upadku lub urazu. Czy w takiej sytuacji jesteśmy bezsilni? Okazuje się, że ratunkiem dla wybitych zębów jest zabieg reimplantacji, którego dokonuje stomatolog w gabinecie. Co to takiego? Reimplantacja to najprościej mówiąc, ponowne umieszczenie zęba w jamie ustnej, a konkretnie w zębodole. Jeśli korzeń zęba jest nienaruszony to można połączyć go z kością. Występują dwa wskazania do tego rodzaju zabiegu: pierwsze, gdy ząb tracimy w wyniku mechanicznego urazu, drugi z kolei to tzw. reimplantacja zamierzona. Może być ona alternatywą postępowania po nieskutecznym leczeniu kanałowym, gdy dochodzi np. do rozwoju ropnia lub niepowodzeniu resekcji wierzchołka korzenia. Zabiegi reimplantacji wykonuje chirurg stomatolog.  Przy wybiciu zęba, kluczowy jest jednak odpowiedni czas i działania, które decydują o powodzeniu zabiegu - wyjaśnia lek. stom. Przemysław Stankowski, specjalista z zakresu chirurgii stomatologicznej oraz autor poradnika „Bądź bystry u dentysty”.   Wybity ząb – jak postępować? Nie każdy uraz kończy się całkowitą utratą zęba. W przypadku np. jego ułamania wystarczające może okazać się kosmetyczne jego uzupełnienie lub leczenie kanałowe. Jeśli jednak ząb został wybity z korzeniem, zabieg reimplantacji należy wykonać natychmiast po jego utracie. Największe szanse na sukces zabiegu mamy do 30-60 minut od wydarzenia. Jak się zachować w takim przypadku? Podnieś ostrożnie ząb lub jego fragment, ale chwytając za białą jego część, czyli koronę. Nie dotykaj korzenia, może to spowodować obumarcie komórek niezbędnych do jego ponownego wstawienia. Gdy ząb jest przybrudzony, wypłucz go w pojemniku z letnią, czystą wodą lub umieść w szklance mleka. Nie przecieraj zęba szmatkami, koszulką, ani żadnymi innymi kawałkami materiału, bo możesz nieodwracalnie uszkodzić ząb. Możesz przetransportować go do gabinetu dość nietypowo - w jamie ustnej pomiędzy policzkiem a trzonowcami, ale ta metoda nie dotyczy dzieci, gdyż istnieje ryzyko połknięcia lub zadławienia. Ważne, aby ząb przechowywać w wilgoci. Jego wyschnięcie skutkuje obumarciem żywych tkanek pozwalających na tego typu zabieg oraz finalnie niepowodzeniem reimplantacji. Jak najszybciej udaj się z zabezpieczonym zębem do stomatologa, który dokona zabiegu. Pamiętaj! Jedynie zęby stałe mogą być ponownie wszczepione, mleczaki nie podlegają tego typu zabiegom. Postępowanie zgodnie z wytycznymi uprawdopodobni ostateczne „przyjęcie się” zęba. Czas jest bardzo istotny, warto więc udać się do stomatologa tak szybko, jak to tylko możliwe. Szanse na uratowanie zęba są najwyższe w przypadku małych dzieci, jednak u dorosłych także z powodzeniem stosuje się tę metodę. Zabieg na ogół jest prosty, komplikacje następują w przypadku, gdy ząb lub kość jest złamana. Stomatolog szynuje, czyli unieruchamia wybitego zęba za pomocą miękkiego drutu i kompozytu stomatologicznego. Tak unieruchomionego zęba pozostawiamy na jakiś czas. Stomatolog kontroluje stan jamy ustnej i decyduje, kiedy zdejmujemy szynę. W przypadku, gdy kość okalająca zęba nie jest złamana, korzeń może się zrosnąć z zębodołem w ciągu 3-4 tygodni. Gdy uszkodzenia są rozleglejsze, okres regeneracji może potrwać 6-8 tygodni – potwierdza dr Stankowski.   Jeśli nie reimplantacja to most, proteza lub implant Przy braku objawów zakażenia rokowania są pomyślne. Kolejne lata ostatecznie decydują, czy reimplantacja zakończy się 100 procentach powodzeniem. Pomocniczo stomatolog może zlecić dodatkowe badania radiologiczne, które pozwolą wykryć możliwe niepokojące zmiany, np. źródło ewentualnych dolegliwości bólowych czy monitorować resorpcję korzenia. Dobry stomatolog na pierwszym miejscu stawia dobro pacjenta. Jeśli tylko to możliwe, podejmuje każdy wysiłek, by pacjent zachował własne, naturalne zęby, które są unikalne. Zawsze pozostaje możliwość uzupełnienia braków zębowych za pomocą mostów, protez lub implantów, które bardzo dobrze zastępują prawdziwe zęby. Uzupełnienie ubytku czy to naszym zębem, czy implantem jest niezbędne, nie tylko ze względów estetycznych, ale przede wszystkim zdrowotnych. Pojedynczy ubytek to liczne komplikacje: upośledzenie narządu żucia, choroba okluzyjna, przemieszczanie się pozostałych zębów, wady zgryzu, zaburzenia stawu skroniowo-żuchwowego. Wybity lub złamany ząb to także czynnik ryzyka bólów głowy, kręgosłupa, zaburzeń mowy i układu trawiennego – ostrzega stomatolog.
Ile zdrowia kryje wielkanocne jajko?
Jajko to symbol życia i najbardziej charakterystyczny akcent Wielkanocnego stołu. W ciągu roku zjadamy ich praktycznie blisko 150 sztuk, a w czasie Świąt zapewne więcej niż na co dzień. Ile  powinniśmy spożywać ich w praktyce, jakie właściwości wykazują dla naszego zdrowia, czyli czy są zdrowe a może jednak nie? Na te pytania odpowiada ekspert kampanii „Poznaj się na tłuszczach” dietetyk Ewa Kurowska. Patronat nad kampanią objęły również instytucje wyznaczające i promujące zalecenia oraz normy w zakresie żywienia dla całej populacji.     Jedno duże jajo to skarbnica składników odżywczych niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu. Substancje odżywcze zawarte w jajku mogą wzmacniać kondycję i uzupełniać dietę w niezbędne składniki.   Jakie niezbędne składniki odżywcze zawiera jajko? Jaja są przede wszystkim źródłem pełnowartościowego, łatwo przyswajalnego białka. Spożycie jednego jaja uzupełnia ok. 25% zapotrzebowania dorosłego człowieka na ten składnik. Według międzynarodowych organizacji żywieniowych (FAO/WHO) białko jaja jest międzynarodowym wzorcem żywieniowym białka ze względu na skład i proporcję zawartych w nim aminokwasów. Ponadto jajko jest źródłem niemal wszystkich witamin, z wyjątkiem witaminy C. To doskonałe źródło witamin  A, E i D oraz luteiny, która pozytywnie wpływa na ludzki wzrok.   Czy jajo zawiera tłuszcz? Jedno jajo zawiera ok 10% tłuszczu jednak w korzystnym dla człowieka składzie - proporcje zdrowych nienasyconych kwasów tłuszczowych w stosunku do tłuszczów nasyconych wynoszą w jajku 2:1. Co sprawia, że nie musimy obawiać się wysokiej zawartości cholesterolu – jednonienasycone i wielonienasycone kwasy tłuszczowe pomagają w utrzymaniu jego prawidłowego stężenia we krwi oraz mają korzystny wpływ na układ krążenia. Nienasycone kwasy tłuszczowe dodatkowo sprzyjają wchłanianiu niezbędnych witamin i minerałów do organizmu.   Ile zatem jaj możemy spożywać i jak je przyrządzać? W odpowiedzi na to pytanie idealnie sprawdza się zasada „egg every day is OK”.  Według Światowej Organizacji Zdrowia bez obawy o swoje zdrowie możemy zjadać nawet 10 jajek tygodniowo (wliczając w to także jajko zawarte w ciastach, makaronach, itp.). Wielu z nas w ciągu tygodnia często pomija spożywanie jaj w czystej postaci, dlatego kilka dodatkowych sztuk w czasie świąt nikomu nie zaszkodzi. Jedno jajko zawiera około 80 kalorii (60 kcal żółtko, 20 kcal białko). Osoby, które w okresie świątecznym obawiają się nadwyżki kalorii nie powinny spożywać ich z majonezem, ale zamienić ten dodatek na jogurt naturalny lub pastę z awokado. Ostatni z wymienionych składników jest dodatkowo idealnym źródłem jedno i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, w tym kwasów omega-3. Wiadomo, ze w czasie Świąt zjadamy zazwyczaj jaja gotowane. Jeżeli jednak mamy ochotę na jajecznicę lub jajko sadzone, pamiętajmy aby smażyć je krótko, na odrobinie oleju rzepakowego lub wysokiej jakości margaryny, która w przeciwieństwie do masła zawiera zdrowe nienasycone kwasy tłuszczowe. Pamiętajmy, że każda obróbka termiczna wpływa na utratę części korzystnych składników spożywczych,  aby ograniczać ten proces spożywajmy jaja gotowane w taki sposób, aby skorupka nie pękła w czasie podgrzewania - chroni ona bowiem cenne wnętrze jajka przed przegrzaniem.     O kampanii: „Poznaj się na tłuszczach” to kampania skierowana do ogółu społeczeństwa, której nadrzędnym celem jest edukacja na temat tego czym są tłuszcze, czym różnią się poszczególne kwasy tłuszczowe oraz jakie znaczenie wykazują dla zdrowia człowieka. Jej misją jest podniesienie wiedzy Polaków w zakresie zdrowego odżywiania się z naciskiem na  przemyślany wybór produktów zawierających korzystne dla zdrowia kwasy tłuszczowe. Dzięki temu Polacy będą bardziej świadomymi konsumentami, będą żywili się zdrowiej i wybierali mądrzej. Patronat nad kampanią objęły wiodące w naszym kraju instytucje wyznaczające i promujące zalecenia oraz normy w zakresie żywienia dla całej populacji, takie jak: Instytut Żywności i Żywienia, Polskie Towarzystwo Badań nad Otyłością oraz Zakład Medycyny Zapobiegawczej i Higieny Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Więcej informacji o kampanii na stronie www.poznajsienatluszczach.pl
Otępienie z ciałami Lewy’ego – choroba kameleon
Ze względu na spektrum objawów często mylone z chorobą Parkinsona, chorobą Alzheimera, otępieniem naczyniowym, guzem mózgu, a nawet depresją. Było przyczyną śmierci amerykańskiego aktora Robina Williamsa, u którego najpierw podejrzewano depresję. O czym mowa? Otępienie z ciałami Lewy’ego – druga po chorobie Alzheimera pierwotna neurologiczna przyczyna otępienia w wieku podeszłym. Częściej występuje u mężczyzn, szczególnie po 60. roku życia.     Jak je rozpoznać? Otępienie to zespół objawów powodujących osłabienie funkcji poznawczych, wywołany uszkodzeniem mózgu. Najczęstszą jego przyczyną po 65 roku życia jest choroba Alzheimera. Najczęstszą, ale nie jedyną. Innym, ale równie groźnym jej rodzajem jest otępienie z ciałami Lewy’ego. Otępienie z ciałami Lewy’ego (DLB, ang. Dementia with Lewy bodies) to postępująca choroba prowadząca do pogorszenia funkcji poznawczych na skutek uszkodzenia i obumierania komórek nerwowych. Za patologiczne procesy m.in. braki neuroprzekaźników odpowiadają nieprawidłowo zbudowane złogi białka, tzw. ciała Lewy’ego występujące w obszarach kory mózgu oraz układzie limbicznym. Nie wiadomo, co prowadzi do powstawania białek, ale uważa się, że zaburzają przesyłanie impulsów między neuronami. Jest to kolejna po chorobie Alzheimera i otępieniu naczyniowym, najczęstsza przyczyna otępienia. Szacuje się, że może stanowić ok. 10-20 proc. wszystkich przypadków demencji, 2 razy częściej dotyczy mężczyzn, a największy odsetek jej występowania ma miejsce po 65. roku życia. Zarówno choroba Alzheimera, jak i otępienie z ciałkami Lewy’ego dają podobne symptomy. W obu tych chorobach objawy mogą zaczynać się subtelnie i postępować na przestrzeni lat. W obu przypadkach pojawiają się trudności z koncentracją, następnie problemy z pamięcią, towarzyszą im zaburzenia wzrokowo-przestrzenne, pacjenci są apatyczni. Ponadto występuje zespół parkinsonowski, czyli zaburzenia ruchowe charakterystyczne dla choroby Parkinsona. Pacjent porusza się wolniej, ma kłopoty z zainicjowaniem ruchu, występuje sztywność mięśni, a czasem także drżenie, co niejednokrotnie skutkuje upadkami. Pacjentowi dokuczają również kłopoty ze snem. Zaburzenia snu w fazie REM mogą wystąpić nawet 10 lat wcześniej, niż inne symptomy - wyjaśnia dr n. med. Gabriela Kłodowska-Duda z kliniki Neuro-Care w Katowicach.   Jak wygląda diagnoza? Podobieństwo objawów może przekładać się na problemy diagnostyczne. Jeśli zauważamy u siebie lub bliskiej osoby specyficzne objawy, np. zaburzenia uwagi, pamięci, najlepiej udać się do specjalistycznej poradni, która zajmuje się diagnostyką i leczeniem chorób otępiennych - szczególnie zaburzeń pamięci. Rozpoznanie DLB opiera się głównie na ocenie klinicznej, obejmującej ocenę neurologa, testy neuropsychologiczne oraz badania dodatkowe - w tym badania krwi, rezonans magnetyczny i czasem EEG. Badania te wykluczają inne przyczyny opisanych objawów np. uszkodzenie naczyniowe czy guz mózgu. Pozostaje pytanie, jak odróżnić tę chorobę od innych, choćby choroby Parkinsona. Zgodnie z Alzheimer's Association, jeśli u osoby występują zaburzenia ruchu znane jako parkinsonizm, a w ciągu roku nie rozwinie się demencja, jest ona rozpoznana jako choroba Parkinsona. Jeśli jednak demencja rozwinie się w ciągu roku, to jego stan jest klasyfikowany jako otępienie z ciałami Lewy'ego. Porównując z kolei DLB z chorobą Alzheimera, należy podkreślić, że chory ma problemy zarówno z logicznym, jak i abstrakcyjnym myśleniem, a także z rozwiązywaniem codziennych problemów. Zaburzenia pamięci w DLB są jednak łagodniejsze i występują na ogół później, niż ma to miejsce w chorobie Alzheimera. W kwestii zaburzeń ruchowych jest odwrotnie - w DLB epizody zaburzeń ruchowych występują we wcześniejszym stadium, niż w chorobie Alzheimera. W DLB częściej niż w AD (od ang. Alzheimer’s Disease – przyp. red.) zdarzają się także omdlenia, upadki i zaburzenia świadomości. W DLB występuje także drżenie, które zaś w przeciwieństwie do choroby Parkinsona jest symetryczne, co może być cechą różnicującą. Znamienne dla otępienia z ciałami Lewy’ego są także omamy wzrokowe. Występują u nawet ok. 80 proc. chorych. Omamy u chorego mogą być bardzo plastyczne, mogą występować w nich ludzie lub zwierzęta. Halucynacje mogą też przybierać formę koszmarów, w których chory może aktywnie uczestniczyć w śnie, poruszać rękoma i nogami. O chorobie, a szczególnie o wynikających z niej zaburzeniach psychicznych, było głośno w mediach po śmierci znanego amerykańskiego aktora komediowego Robina Williamsa, który według bliskich miał się targnąć na swoje życie po zdiagnozowaniu otępienia z ciałami Lewy’ego. Wcześniej poszlaki wskazywały na depresję. Wszystkie objawy neuropsychotyczne, takie jak stany lękowe czy znaczny niepokój mogą stopniowo wyniszczać psychikę pacjenta. Ważne, by propagować wiedzę na temat tej choroby i jej symptomów, pozwalających odróżnić ją od innych schorzeń. Z tego względu pomocy powinniśmy szukać u specjalisty z doświadczeniem w terapii chorób otępiennych i zespołów parkinsonowskich – tłumaczy dr Kłodowska-Duda.   Jak wygląda terapia? Aktualnie nie ma lekarstwa na otępienie z ciałami Lewy’ego, które jest chorobą postępującą. To jak szybko postępuje choroba jest kwestią indywidualną – podobnie jak w chorobie Alzheimera. Odpowiednio postawiona diagnoza jest tym bardziej ważna, że pacjenci z tym rodzajem otępienia na pewne grupy leków reagują dobrze, zaś inne mogą im bardzo zaszkodzić, np. w przebiegu DLB występuje nadwrażliwość na klasyczne neuroleptyki. Przed rozpoczęciem leczenia kluczowy jest wywiad z pacjentem, a także jego bliskimi. Cechą charakterystyczną otępienia z ciałami Lewy’ego są fluktuacje poznawcze. To znaczy, że objawy mogą mieć różny stopień nasilenia w różnych odstępach czasu, zmieniać się w ciągu dni, godzin, a nawet minut. Wyraźne są różnice w funkcjonowaniu umysłowym oraz słaby kontakt z pacjentem – wymienia ekspert. W terapii stosuje się m.in. małe dawki lewodopy minimalizujące zaburzenia ruchowe oraz inhibitory acetylocholinesterazy, czyli leki wpływające na objawy otępienia. Omamy i urojenia można redukować za pomocą leków przeciwpsychotycznych nowej generacji. Pomocne jest także leczenie wspomagające, do którego zaliczamy rehabilitację oraz opiekę psychologiczną. Włączenie terapii ma na celu poprawienie warunków życia. Choremu i jego rodzinie można zapewnić większy komfort i jakość życia. Jeśli chodzi o postęp naukowy i zrozumienie choroby, to może minąć jeszcze wiele lat, zanim otępienie z ciałami Lewy’ego będzie na takim etapie badań jak choćby choroba Parkinsona czy Alzheimera – konkluduje neurolog.     Ekspert: dr n. med. Gabriela Kłodowska-Duda, neurolog. Ukończyła studia medyczne na Wydziale Lekarskim Śląskiej Akademii Medycznej. Specjalizację z neurologii I stopnia uzyskała w Klinice Neurologii CSK, specjalizację II stopnia w Klinice Neurologii Wieku Podeszłego CSK, gdzie następnie prowadziła Klinikę Jednego Dnia. Praca doktorska dotyczyła genetyczno-środowiskowych czynników ryzyka choroby Parkinsona. Od 2008 roku kierownik Neuro-Care. Głównie zainteresowania zawodowe dr Dudy to: choroby neurozwyrodnieniowe i stwardnienie rozsiane oraz genetyka tych chorób. Specjalizuje się w leczeniu choroby Parkinsona, w tym od 2004 roku zajmuje się kwalifikacją i prowadzeniem chorych po zabiegach głębokiej stymulacji mózgu metodą DBS. Posiada doświadczenie i umiejętności przeprowadzania badań w SM, chorobie Alzheimera i Parkinsona.
Spędzasz wiele godzin siedząc za biurkiem?
Bóle pleców, głowy i ramion, dyskopatia, zespół cieśni kanału nadgarstka, kłopoty z krążeniem i żylaki – to wcale nie przypadkowa lista dolegliwości. Właśnie na tego rodzaju problemy zdrowotne narażasz się, jeśli dzień w dzień spędzasz wiele godzin siedząc za biurkiem. Sprawdź, co dokładnie ci grozi i jak możesz ustrzec się przed najpowszechniejszymi schorzeniami. Do dyskusji zaprosiliśmy specjalistów jednej z sieci przychodni i szpitali, którzy dzielą się swoimi cennymi uwagami i wskazówkami.       Wygodnie, ale nie zawsze zdrowo Ludzkie ciało nie jest stworzone do trwania w bezruchu, a tym bardziej siedzenia przez wiele godzin. Tymczasem według statystyk 7 na 10 czynnych zawodowo Polaków pracuje właśnie w tej pozycji, co oznacza, że spędza w ten sposób około dwa tysiące godzin rocznie. To nie tylko nie jest naturalne dla naszego kręgosłupa, ale w dodatku obciąża go dużo bardziej niż stanie czy chodzenie. Do powstawania przeciążeń często przyczyniamy się też my sami. W jaki sposób? Kiedy siedzimy za biurkiem, często bezwiednie się garbimy i wysuwamy głowę do przodu. To sprawia, że nacisk wywierany na kręgi i krążki międzykręgowe zwiększa się wielokrotnie, a dodatkowo skutkuje zmęczeniem i nadmiernym rozciągnięciem mięśni grzbietu oraz przykurczem mięśni klatki piersiowej – wyjaśnia lekarz ortopeda Tomasz Poboży ze Szpitala Medicover. Najczęściej odczuwalne efekty to obolałe plecy, ramiona i kark. W dłuższej perspektywie zagrożenia dla zdrowia są jednak dużo poważniejsze. Częste i nadmierne obciążanie kręgosłupa może doprowadzić między innymi do choroby potocznie nazywanej wypadnięciem dysku, a także przyczynić się do rozwoju zmian zwyrodnieniowych.   Cierpi nie tylko kręgosłup Na bóle kręgosłupa i jego okolic skarżymy się najczęściej, bo najłatwiej jest nam je powiązać ze spędzaniem wielu godzin za biurkiem. Nie zawsze zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że nieprzyjemnych konsekwencji może być więcej. Garbienie się i pochylanie do przodu może być odpowiedzialne na przykład za bóle głowy czy problemy dotykające stawu skroniowo-żuchwowego, bo bardzo często przyjmowaniu takiej niepoprawnej postawy ciała towarzyszy zaciskanie szczęki i napinanie mięśni twarzy – ostrzega dr Tomasz Poboży. Nieprawidłowa sylwetka może skutkować także kłopotami z oddychaniem, dusznościami, odczuwaniem bólu i kłucia w klatce piersiowej. Siedzenie w bezruchu spowalnia też perystaltykę jelit, a jeśli do tego często pochylamy się do przodu, wywieramy dodatkowy nacisk na narządy jamy brzusznej. To z kolei może wiązać się z zaparciami, niestrawnością i innymi problemami trawiennymi.   Długa lista biurowych grzechów Nieprzyjemne dolegliwości fundujemy sobie nie tylko wtedy, gdy się garbimy. Na liście biurowych przewinień jest również częste zakładanie nogi na nogę bądź chowanie kończyn dolnych pod krzesłem – to bowiem nie pozwala zachować prawidłowej sylwetki, a w dodatku utrudnia krążenie. Praca siedząca wiąże się z tym, że przez wiele godzin nogi pozostają oparte na podłodze, przez co mięśnie stóp i łydek pozostają w bezruchu i nie wspomagają przepływu krwi do serca. Kończyny są ponadto zgięte w stawach kolanowych i biodrowych bądź skrzyżowane. W efekcie dochodzi do utrudnienia odpływu krwi żylnej z kończyn. Jej zastój może prowadzić do powstawania obrzęków i żylaków, zwiększa się również ryzyko żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej – tłumaczy prof. Maciej Kielar, chirurg naczyniowy ze Szpitala Medicover. Związany z długotrwałym siedzeniem nacisk na pośladki i okolicę odbytu może ponadto prowadzić do powstawania hemoroidów. Zaburzenia krążenia krwi i limfy przyczyniają się też do powstawania u kobiet cellulitu, a stały nacisk wywierany na tkanki w dodatku go uwidacznia. Praca biurowa często wiąże się również z koniecznością wielokrotnego wykonywania tych samych ruchów, na przykład podczas pisania na klawiaturze czy operowania myszą komputerową. Gdy dodamy do tego nieprawidłowe ustawianie dłoni, może rozwinąć się u nas dolegliwość nazywana zespołem cieśni kanału nadgarstka. Sygnalizują go między innymi bóle i drętwienie palców, ostry ból w okolicy nadgarstka, który może promieniować do ramienia, rzadziej uczucie sztywności. Charakterystyczne jest to, że dolegliwości te nasilają się w nocy, często budząc ze snu. Schorzenie to zmniejsza sprawność ręki i znacząco utrudnia wykonywanie codziennych czynności, bo problematyczne jest nie tylko pisanie na klawiaturze komputera, ale nawet utrzymanie długopisu.   Zgłaszaj i zapobiegaj Większość zasygnalizowanych lekarzowi odpowiednio wcześnie schorzeń, które są związane z siedzącym trybem życia i pracą biurową, da się skutecznie wyleczyć. Jeśli ból utrzymuje się dłużej niż dwa-trzy dni, to bez względu na to, jakiej części ciała dotyczy czy jakie jego przyczyny podejrzewamy, powinniśmy udać się do specjalisty i wykonać niezbędne badania bądź kompleksowo przebadać się podczas tak zwanego screeningu – radzi prof. Maciej Kielar. Warto też pamiętać o tym, że jeśli nie chcemy, by problemy wróciły, musimy również zadbać o profilaktykę. Ważne jest przede wszystkim zwracanie uwagi na utrzymywanie prawidłowej postawy ciała w ciągu dnia, a także pobudzanie krążenia, chociażby przez proste czynności takie jak poruszenie co jakiś czas nogami, wstanie zza biurka, przejście się czy wykonanie podczas przerwy kilku prostych, rozciągających ćwiczeń. Przyda się też zatroszczenie się o właściwą organizację miejsca pracy – prawidłowo ustawiony monitor komputera nie będzie wymuszał nienaturalnego skręcania tułowia lub szyi, a dobrze dobrane krzesło właściwie podeprze kręgosłup. Równie ważne jest także to, by zapewnić sobie aktywny wypoczynek, bo pomoże to wzmocnić mięśnie, co z kolei ułatwi trzymanie pleców prosto.   W przypadku wielu zawodów siedzącego trybu pracy nie da się uniknąć, a w dodatku wszystko wskazuje na to, że w tej pozycji spędzać będziemy coraz więcej czasu zarówno w biurze, jak i w czasie wolnym. Warto więc pamiętać o tym, czym grozi nieprawidłowa postawa i robić wszystko, by uniknąć nieprzyjemnych dolegliwości.
Niechirurgiczne leczenie krótkowzroczności
Z roku na rok systematycznie rośnie liczba osób cierpiących na krótkowzroczność. Sprzyjają temu nie tylko czynniki genetyczne, ale również długotrwała praca przy komputerze, nieodpowiednia dieta oraz fakt, że rzadko odwiedzamy okulistę. Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego przez CBOS dla Centrum Okulistycznego Nowy Wzrok, aż 37,6% Polaków od ponad dwóch lat nie poddało się badaniom wzroku. Nie jest to dobra informacja, ponieważ problem dotyka coraz większą grupę osób.     Krótkowzroczność staje się coraz częstszym problemem we współczesnych społeczeństwach, które spędzają długie godziny przed monitorami komputerów i ekranami tabletów oraz smartfonów. Czasem przez cały dzień nie dajemy oczom wytchnienia. Jednym z pierwszych sygnałów alarmujących o tym, że należy wybrać się do okulisty jest konieczność mrużenia oczu, aby zobaczyć odległe obiekty lub napisy. Wynika to z faktu, że przy krótkowzroczności układ optyczny ogniskuje promienie światła nie na siatkówce, lecz przed nią. W efekcie na siatkówce powstaje nieostry obraz przedmiotu położonego w pewnej odległości od obserwatora. Niektórzy muszą zmierzyć się ze skutkami krótkowzroczności już w dzieciństwie, inni dopiero w późniejszym wieku dowiadują się o konieczności noszenia szkieł korekcyjnych. Nie wszystkim jest to jednak na rękę – niektóre osoby czują się w okularach niekomfortowo, część z nich nie może pozwolić sobie na ich noszenie ze względu na wykonywany zawód, a inni chcieliby z nich zrezygnować ze względu na wygodę i przyzwyczajenie. Istnieją jednak metody, które pozwalają na stałą lub odwracalną poprawę jakości widzenia. W ciągu ostatnich kilkunastu lat znaczną popularność zyskały w Polsce zabiegi laserowej korekcji wzroku, które pozwoliły wielu osobom z krótkowzrocznością raz na zawsze pożegnać się z okularami. Jest to bezbolesna i bezpieczna metoda mikrochirurgiczna przywracająca niemal natychmiastowo pełną ostrość widzenia. Nie każdy jednak może poddać się takiemu zabiegowi - wiek, niektóre schorzenia, nieustabilizowana wada wzroku lub obawa przed interwencją chirurgiczną stanowią istotną przeszkodę dla zastosowania tej metody. Nowoczesna okulistyka oferuje jednak rozwiązania, które są odwracalne i nie wymagają ingerencji w strukturę oka. Taką metodą jest ortokorekcja. Innowacyjność tej niechirurgicznej metody polega na zakładaniu do snu specjalnych ortosoczewek, które okresowo przywracają krótkowidzom pełną ostrość widzenia. Przespanie w nich nocy gwarantuje prawidłowe widzenie na minimum 16 godzin, przy czym nie trzeba dodatkowo wspomagać się okularami. Ortokorekacja opiera się na bardzo delikatnym modelowaniu rogówki, która po zdjęciu soczewek utrzymuje nadany jej kształt. Nie jest to jednak zmiana nieodwracalna - po zakończeniu stosowania tej metody rogówka powraca do swojego wyjściowego stanu. Warto wspomnieć, że jest to metoda szczególnie lubiana przez osoby aktywne, uprawiające nawet ekstremalne sporty – w przeciwieństwie do okularów lub zwykłych soczewek umożliwia pływanie, nurkowanie, skakanie oraz wykonywanie gwałtownych ruchów. Ortokorekcja jest bezpieczną metodą, która bardzo rzadko wywołuje jakiekolwiek komplikacje. Obecnie wykorzystuje się soczewki ortokeratologiczne najnowszej generacji, które zapewniają odpowiednie dotlenienie rogówki w trakcie snu, a ich inwazyjność w strukturę oka jest minimalna. Zaletą tej metody jest fakt, że w przeciwieństwie do trwałych metod korekcji wzroku może być stosowana również u dzieci od 10 tego roku życia, często spowalniając lub zupełnie zatrzymując proces pogłębiania się wady wzroku - wyjaśnia lek. med. Robert Matusik z Centrum Okulistycznego Nowy Wzrok. Krótkowzroczność w wielu sytuacjach może stać się przyczyną dyskomfortu, jednak metody stosowane obecnie w okulistyce pozwalają na przywrócenie dobrego widzenia nawet u osób, które nie chcą lub nie mogą poddać się interwencji chirurgicznej. Mimo wszystko dbać o wzrok należy każdego dnia, pamiętając o odpowiedniej profilaktyce pracy przy komputerze i regularnych wizytach u okulisty.
Włosy przestaną wypadać dzięki odkryciu polskich naukowców z Łodzi?
Nadmierne wypadanie włosów może dotyczyć każdego, niezależnie od wieku czy płci. Powszechność tego problemu sprawia, że od lat prowadzone są badania nad przyczynami i metodami przeciwdziałania wypadaniu włosów. Efektem prac polskich naukowców z Łodzi jest innowacyjne zastosowanie molekuły Regen7, która dzięki swojemu działaniu poprawia mikrokrążenie skóry głowy, a przez to skutecznie wzmacnia i odżywia mieszki włosowe.         Skuteczny sposób hamujący wypadanie włosów Początków polskiego odkrycia można doszukiwać się jeszcze w latach 90., kiedy to chemicy z Politechniki Łódzkiej, we współpracy z klinicystami i mikrobiologami z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, rozpoczęli prace nad zastosowaniem wybranych soli pirydyniowych jako potencjalnych terapeutyków. Badania niespodziewanie doprowadziły do innowacyjnego odkrycia. Naukowcy zauważyli, że wybrane 3-podstawione sole 1-metylopirydyniowe wykazują ciekawe właściwości. Szczególną uwagę badaczy zwróciło działanie metabolitu witaminy PP (znanego pod nazwą molekuła Regen7). Substancja ta była już wcześniej znana, jednak nie badano jej do tej pory pod kątem takiego zastosowania. Współpraca naukowców zaowocowała dokładnym zbadaniem mechanizmu działania tego związku, a także oceną jego funkcji terapeutycznej w aplikacyjnych badaniach dermatologicznych. Polskie odkrycie znalazło swoje zastosowanie w prewencji i hamowaniu wypadania włosów. Ze względu na unikalne właściwości, ma ono zastosowanie także w specjalistycznych produktach dermokosmetycznych przeznaczonych do pielęgnacji skóry, rzęs czy brwi. Odkrycie, znane obecnie pod nazwą molekuła Regen7, to substancja czynna, chroniona prawem patentowym. Jej działanie poprawia mikrokrążenie skóry głowy, a także wzmacnia i odżywia mieszek włosowy. To z kolei wpływa na wydłużenie cyklu wzrostu włosa w pierwszej fazie, powodując odwrócenie procesu miniaturyzacji mieszka włosowego, zahamowanie utraty włosów i stymulację odrastania kolejnych. Substancję tę można odnaleźć jako składnik szamponów i odżywek do włosów.   Bezpieczna granica 100 włosów dziennie Na głowie człowieka znajduje się przeciętnie od 100 do 150 tysięcy włosów, w różnych fazach wzrostu. Wyróżnia się trzy podstawowe - anagenu, czyli fazę intensywnego wzrostu, katagenu- fazę przejściową i telogenu, czyli fazę spoczynku. Większość włosów (85-90%) na głowie zdrowego człowieka znajduje się w pierwszej fazie wzrostu, podczas której na skutek aktywnie dzielących się komórek korzenia, tworzy się silnie przytwierdzona do macierzy łodyga włosa. Po ukończonej fazie intensywnego wzrostu, następuje kolejna - faza katagenu związana ze zmianami morfologicznymi, w trakcie których mieszek zaczyna się kurczyć. Ostatnia faza cyklu wzrostu włosa, prowadzi do jego wypadnięcia. Na zdrowej głowie około 10% włosów znajduje się w fazie spoczynku, dlatego wypadanie do 100 włosów dziennie jest zjawiskiem naturalnym, niezależnie od płci czy wieku. Obawy może budzić większa ilość traconych codziennie włosów.   Co wpływa na ich wypadanie? Na cykle fazy wzrostu włosa ma wpływ wiele czynników, które mogą skutecznie zakłócić ich prawidłowy przebieg. Najczęstszą przyczyną wypadania włosów jest łysie nieandrogenowe. Inne typy łysienia są zazwyczaj przejściowe i mogą wynikać z wielu czynników, takich jak stres, choroby o podłożu autoimmunologicznym, infekcje, niedobór witamin czy przyjmowanie niektórych leków. Niezależnie od przyczyny, wypadanie włosów związane jest z postępującą miniaturyzacją mieszków włosowych i niewystarczającym ich odżywieniem. Aby zahamować utratę włosów należy zapewnić mieszkom włosowym kompleksowe działanie wzmacniające i pobudzające np. poprzez stosowanie odpowiednich preparatów. O problemie nadmiernie wypadających włosów mówimy najczęściej dopiero wtedy, kiedy już wystąpi. Tymczasem, w wielu przypadkach możemy go uniknąć, zanim się jeszcze pojawi. Z pewnością pomóc mogą odpowiednia profilaktyka, w tym zmiana diety na lepszą, prawidłowa pielęgnacja, a przede wszystkim stosowanie preparatów wzmacniających wzrost włosów - pozwala to zniwelować zauważalne dla pacjentów przerzedzenie na skórze głowy. Działania prewencyjnie, w tym także okresowe specjalistyczne badania laboratoryjne często wystarczą, aby uchronić się przed problemem wypadających włosów - wyjaśnia dr Anita Tarajkowska - Olejnik, specjalista dermatolog.   Podczas właściwej pielęgnacji włosów, oprócz stosowania odpowiednich produktów, należy również pamiętać o zbilansowanej diecie, ograniczeniu stresu, nie przeciążaniu włosów nadmiernymi stylizacjami, a także o wszystkich innych czynnikach, które negatywnie wpływają na jakość skóry głowy i stan włosów. Holistyczne podejście do problemu zapewni najlepsze efekty.  
Kolejny kraj mówi NIE kwasom tłuszczowym trans
Walka z obecnością kwasów tłuszczowych trans w produktach spożywczych wchodzi w nowy etap. Po Danii, Islandii, Austrii oraz Stanach Zjednoczonych kolejny kraj – Norwegia - zaostrzył przepisy dotyczące tych niekorzystnych dla zdrowia tłuszczów. W Polsce żywieniowcy także alarmują, by unikać produktów z dużą zawartością kwasów tłuszczowych trans, jednak rodzimi konsumenci mają utrudnioną sytuację. W  świetle polskiego prawa producenci nie mają obowiązku umieszczać na opakowaniu informacji o kwasach tłuszczowych trans i tego nie robią. Polakom, którzy chcą unikać „transów” pozostaje dogłębna analiza składów produktów w poszukiwaniu określeń mogących wskazywać na obecność tych niezdrowych tłuszczów lub wybieranie produktów z logo „Wiem, co Wybieram”. Logo to przyznawane jest wyłącznie takim produktom, które nie zawierają kwasów tłuszczowych trans, lub ograniczyły ich zawartość do takich poziomów, które spełniają międzynarodowe, rygorystyczne kryteria Fundacji „Choices International”.     Tłuszcz jest niezbędny do prawidłowego wzrostu i rozwoju organizmu człowieka, ale chcąc zachować zdrowie musimy zwracać uwagę na jego skład i ilość w naszej diecie. Należy ograniczać tłuszcze nasycone i kwasy tłuszczowe typu trans. Ostatnie z wymienionych są wyjątkowo niebezpieczne dlatego naukowcy i lekarze apelują, aby ich spożycie było tak niskie, jak to tylko możliwe, przy zachowaniu właściwie zbilansowanej diety - informuje przewodnicząca Polskiej Rady Naukowej programu „Wiem, co Wybieram” prof. dr hab. Danuta Kołożyn-Krajewska. Dieta Polaków niestety obfituje w produkty zawierające duże ilości tłuszczów trans. Powstają one w procesie smażenia - występują w największych ilościach w produktach cukierniczych, daniach fast food, w tym zwłaszcza we frytkach oraz słonych przekąskach np. chipsach. Niestety w Polsce producenci żywności nie są zobligowani do informowania o zawartości tłuszczów trans na opakowaniach swoich produktów. Można jednak zakładać, że produkt je zawiera, jeśli na opakowaniu znajduje się informacja, że tłuszcze w nim zawarte zostały „uwodornione”, „częściowo uwodornione” lub „utwardzone”. Najłatwiej jednak sięgać po produkty oznaczone logo „Wiem, co Wybieram”, bo dają nam gwarancję, że nie zawierają kwasów tłuszczowych trans, lub ich ilość nie przekracza rygorystycznych limitów. Warto też zauważyć, że wokół tłuszczów trans istnieje wiele błędnych przekonań. Jednym z nich jest podkreślanie, że margaryna do smarowania jest niekorzystna żywieniowo ze względu na zawartość trans kwasów tłuszczowych. Tymczasem w wysokojakościowych, nowoczesnych margarynach do smarowania nie stosuje się wyłącznie utwardzonych tłuszczów. Zawierają one także tłuszcze nie utwardzone wnoszące wielonienasycone kwasy tłuszczowe pochodzenia roślinnego, które w diecie powinny dominować. Nie ma także dowodów na szkodliwość masła, a słynna „wojna masła z margaryną” nie została dotychczas rozstrzygnięta przez żywieniowców. Zgodnie ze współczesną wiedzą żywieniową można śmiało zalecić umiarkowane spożycie zarówno masła jak i miękkich, nowoczesnych margaryn. Tymczasem nadmierne spożywanie tłuszczów trans może mieć bardzo szkodliwy wpływ na zdrowie konsumentów. Może ono powodować wzrost stężenia „złego” cholesterolu LDL i trójglicerydów we krwi oraz obniżenie poziomu „dobrego” cholesterolu HDL, czego konsekwencją jest zwiększone prawdopodobieństwo zapadalności na choroby przewlekłe – cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, chorobę wieńcową, otyłość, czy miażdżycę. Świadomość tragicznych skutków spożywania kwasów tłuszczowych typu trans rośnie z każdym rokiem na całym świecie. Regulacja wprowadzona m.in. w Norwegii jest jednym z rozwiązań, które przyczynią się do zmniejszenia częstości występowania otyłości oraz chorób dietozależnych. Eksperci jednak wskazują, że najlepszą drogą jest współpraca z producentami żywności i reformulacja składów produktów. Stopniowe zmiany w ilości szkodliwych składników w żywności, jest działaniem rekomendowanym przez fundację Choices International i program „Wiem, co Wybieram”. Pozytywne efekty takiego podejścia możemy obserwować w Holandii. Program opracowany przez ten kraj nie zakazuje, lecz w porozumieniu z producentami, prowadzi do stopniowego poddawania reformulacji składów produktów spożywczych. Nasze doświadczenie w wielu europejskich krajach pokazuje, że program jest w stanie zmotywować producentów do modyfikacji składu swoich produktów. Po trzech latach od wprowadzenia programu w Holandii udało się przekonać objętych programem producentów do: obniżenia zawartości składników, które powinny być zredukowane, np. tłuszczów nasyconych o 43% (w produktach mięsnych), cukrów dodanych o 75% (w produktach mlecznych), soli o 39% (w dodatkach do pieczywa), obniżenia zawartości kwasów tłuszczowych trans (w produktach spożywczych) i  zmniejszenia ich spożycie o 62% oraz do podniesienia zawartości błonnika o 52% (w kanapkach) - twierdzi Rutger Schilpzand, dyrektor Fundacji Choices International.   Program „WIEM, CO WYBIERAM” Ideą fundacji jest edukacja dotycząca właściwego odżywiania oraz umożliwienie konsumentom łatwiejszego wyboru zdrowszych produktów. Selekcja artykułów spożywczych oparta jest na informacji o ilości zawartych w nich pięciu składników czyli: soli, cukru, kwasów tłuszczowych typu trans, tłuszczów nasyconych i błonnika.  Wiem, co Wybieram zachęca producentów i detalistów do dobrowolnej reformulacji produktów aby były one zdrowsze dla konsumentów i zgodne z kryteriami żywieniowymi określonymi na podstawie zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia WHO. W ten sposób możliwe jest kształtowanie i utrwalanie prawidłowych nawyków żywieniowych. Wiem, co Wybieram wierzy, że walka z chorobami cywilizacyjnymi powiązanymi z dietą jest najbardziej efektywna, gdy jest oparta na współdziałaniu i dobrowolności przemysłu spożywczego, rządui instytucji zajmujących się tematem zdrowia i żywienia.
Insulinooporność - z czym to się je?
Utarło się, że insulinooporność to problem tylko ludzi otyłych i tych, którzy już chorują na cukrzycę. To nie do końca prawda – może on dotyczyć znacznie szerszego grona ludzi. To zaburzenie metaboliczne jest w dodatku niebezpieczne, bo nie dość, że przez wiele lat może nie dawać jakichkolwiek objawów, to jego mechanizm przypomina błędne koło, które bardzo trudno przerwać. Warto więc dowiedzieć się o nim jak najwięcej, by skutecznie mu zapobiegać, a w razie potrzeby szybko zareagować.     Błędne koło Organizm osoby, która zmaga się z insulinoopornością, jest mniej wrażliwy na działanie hormonu odpowiedzialnego między innymi za transport cukru do tkanek – czyli właśnie insuliny. Pomimo że jej stężenie jest prawidłowe albo nawet podwyższone, komórki nie absorbują glukozy w taki sposób, jak powinny, przez co poziom cukru we krwi się zwiększa. Trzustka robi wszystko, by tę obniżoną wrażliwość na insulinę zrekompensować i przywrócić równowagę glukozową, dlatego produkuje jej coraz więcej, doprowadzając z czasem do hiperinsulinemii. Tkanki obwodowe przestają być wrażliwe na insulinę i dochodzi do insulinooporności. To zaburzenie przyczynia się między innymi do zespołu metabolicznego, a odkładająca się tkanka tłuszczowa intensyfikuje wytwarzanie substancji przeciwstawnych do insuliny albo wstrzymujących efekty jej działania. To ponownie doprowadza do zwiększenia produkcji tego hormonu i tak błędne koło się zamyka – wyjaśnia ten proces dr Patrycja Wachowska-Kelly, specjalista chorób wewnętrznych z Kliniki Medycyny Wellness Szpitala Medicover. Właśnie z tego powodu najczęściej insulinooporność łączy się z otyłością i nadwagą. Warto jednak podkreślić, że to zaburzenie może pojawić się również u osób o prawidłowej masie ciała, bo u nich także możemy mieć do czynienia z nadmiernym otłuszczeniem narządów wewnętrznych spowodowanym na przykład często goszczącymi w jadłospisie tłuszczami trans czy żywnością wysoko przetworzoną. Z tym wiąże się też fakt, że insulinooporność częściej dotyczy mężczyzn – u nich bowiem częściej niż u kobiet otyłość przyjmuje najgroźniejszą w tym kontekście formę brzuszną. Ryzyko wystąpienia insulinooporności wzrasta wraz z wiekiem. Zwiększają je również uwarunkowania genetyczne, a także czynniki takie jak alkohol, palenie tytoniu, stres, siedzący tryb życia, niska aktywność fizyczna czy przyjmowanie niektórych leków.   Wierzchołek góry lodowej Insulinooporność możne istnieć przez lata, a osoby borykające się z nią mogą o tym wcale nie wiedzieć. Wszystko dlatego, że to zaburzenie metaboliczne bardzo często przez długi czas przebiega bez objawów lub daje symptomy, które łatwo zrzucić na karb innych przypadłości. Kiedy więc powinniśmy zwiększyć czujność? Przede wszystkim gdy zauważymy, że często po posiłkach (zwłaszcza tych bogatych w węglowodany) jesteśmy zmęczeni i senni, a także ciągle odczuwamy głód i mamy apetyt na produkty wysokowęglowodanowe. Inne sygnały alarmowe to szybki przyrost tkanki tłuszczowej w okolicy talii, problemy ze zrzuceniem nadwagi pomimo prawidłowej diety czy kłopoty z koncentracją. W takich okolicznościach powinniśmy niezwłocznie udać się do lekarza. Dlaczego tak ważne jest, by zareagować jak najwcześniej? Ponieważ hiperinsulinemia i insulinooporność to dopiero „wierzchołek góry lodowej”. Najczęściej wiąże się je z cukrzycą typu 2, ale lista chorób z nimi związanych jest dużo dłuższa. Są na niej między innymi nadciśnienie tętnicze, choroby układu sercowo-naczyniowego, obturacyjny bezdech senny, zespół metaboliczny, podniesiony poziomu cukru we krwi, przybieranie na masie ciała i odkładanie się tłuszczu w wątrobie – wymienia dr Patrycja Wachowska-Kelly. Naukowcy wykazali, że obniżona wrażliwość na insulinę zwiększa również prawdopodobieństwo zachorowania na zespół policystycznych jajników.   Klucz do sukcesu Sposobów na zdiagnozowanie i ustalenie stopnia nasilenia insulinooporności jest kilka. Najprostszą metodą jest określenie wielkości ilorazu stężenia tego hormonu oraz poziomu glikemii w warunkach podstawowych bądź po określonym czasie od doustnego podania pacjentowi glukozy. Inna to test tolerancji insuliny, w ramach którego podaje się ją w ustalonej dawce dożylnie, a następnie obserwuje reakcje organizmu. Tak zwanym „złotym standardem” jest natomiast obecnie metaboliczna klamra euglikemiczna. Metoda ta polega na jednoczesnym podawaniu pacjentowi insuliny i glukozy w kroplówce – dawka tej pierwszej jest stała, natomiast drugiej zmienna. Pozwala to na pomiar ilości glukozy potrzebnej do utrzymania glikemii na stałym poziomie – wyjaśnia specjalista chorób wewnętrznych ze Szpitala Medicover. Bardzo często w ramach diagnostyki wykorzystuje się także metodę HOMA, w ramach której od pacjenta pobiera się krew, a następnie określa w niej stężenie glukozy oraz insuliny i na podstawie specjalnego wzoru oblicza tak zwany wskaźnik insulinooporności.   Co po zdiagnozowaniu? W ramach prewencji i terapii stosuje się odpowiednie działania, których celem jest wyeliminowanie przyczyn insulinooporności. W większości przypadków pierwszy krok to wprowadzenie zdrowej diety oraz regularnej aktywności fizycznej, które pozwalają zredukować zbyt dużą masę ciała oraz otłuszczenie narządów wewnętrznych. Ruch i właściwy sposób odżywiania to najistotniejsze elementy profilaktyki i powinny o tym pamiętać również osoby zdrowe.
Czy można uprawiać sporty zimowe z wadą wzroku?
Jazda na nartach czy snowboardzie to najpopularniejsze sporty zimowe, co roku setki osób wyjeżdża w góry, aby skorzystać z ośnieżonych stoków. Popularnością cieszą się również łyżwy i gra w hokeja. Niektóre osoby nie wyobrażają sobie również innych górskich wędrówek, niż tych realizowanych w zimowych miesiącach. Sezon sportów zimowych rozpocznie się niebawem na dobre. Niestety dla osób z wadami wzroku uprawianie takiej aktywności fizycznej może być uciążliwe. Jak poradzić sobie z problemem, będąc aktywnym fanem sportów zimowych?     Fanów sportów zimowych nie jest mało. Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego przez CBOS w 2013 roku, 11% Polaków uprawia aktywność sportową zimą*. Osoby z wadami wzroku, wybierające się w góry powinny jednak szczególnie pamiętać aby odpowiednio zabezpieczyć wzrok, ponieważ śnieg odbija aż 85% szkodliwego promieniowania UVA i UVB, co negatywnie wpływa na siatkówkę. Trzeba pamiętać, że na górskich szczytach ilość szkodliwego promieniowania jest znacznie większa. W przypadku osób, które posiadają krótkowzroczność, jedną z najczęstszych wad wzroku, może to być poważny problem. Nawet niewielka krótkowzroczność nieodpowiednio skorygowana, może zaburzać ostrość widzenia. Sporty zimowe to bardzo dynamiczne dyscypliny, podczas jazdy na nartach czy snowboardzie rozwija się dużą prędkość, całe ciało włącznie z oczami wykonuje gwałtowne ruchy, dodatkowo gdy panują trudne warunki atmosferyczne – pada śnieg, jest mgła, o wypadek nietrudno. Aby zapewnić oczom odpowiednią ochronę, a sobie bezpieczeństwo niezwykle ważny jest wybór odpowiedniej korekcji wady wzroku. W trakcie szusowania na stokach należy posiadać odpowiednio dobrane i wyposażone w filtry UVA i UVB gogle ochronne. Ważne aby dokładnie zakrywały oczy, dzięki czemu będą również chronić wzrok przed bocznymi odbiciami światła. Gogli narciarskich nie da się jednak nałożyć na okulary korekcyjne, a specjalnie dostosowane do wielkości wady są dość kosztowne. Okulary ograniczają pole dobrego widzenia, co podczas uprawiania sportów może być wyjątkowo niewygodne. Poza tym łatwo je zniszczyć podczas upadku i spowodować urazy oczu. Osoby noszące okulary na stałe wiedzą, jak bardzo pogarszają dobre widzenie krople deszczu i śnieg osadzające się na szkłach. Trochę bardziej pomocne mogą być soczewki kontaktowe, jednak zimne, suche powietrze powoduje, że oko zostaje narażone na uczucie suchości i dyskomfortu. Jednym ze sposobów radzenia sobie na stoku, kiedy posiadamy wadę wzroku jest metoda ortokorekcji, która w nieinwazyjny i odwracalny sposób przywraca prawidłowe widzenie dzięki specjalnym soczewkom ortokeratologicznym. Zakłada się je na noc, w trakcie snu modelują one odpowiednio rogówkę, dzięki czemu przywracają dobrą jakość widzenia. W ciągu dnia nie trzeba już zakładać ani okularów ani zwykłych soczewek, aby dobrze widzieć. Po kilkumiesięcznym okresie stosowania soczewek ortoK wydłuża się czas dobrego widzenia w ciągu dnia nawet do 40 godzin - wyjaśnia optometrystka, Magdalena Bińczak z Centrum Okulistycznego Nowy Wzrok. Dla tych, którzy chcą odzyskać dobre widzenie i pozbyć się ograniczeń związanych z uprawianiem sportów raz na zawsze, rozwiązaniem może być zabieg laserowej korekcji wzroku. Tego typu zabiegi od kilkunastu lat cieszą się w Polsce powodzeniem, a obecnie do ich realizacji wykorzystuje się najbardziej bezpieczny i nowoczesny sprzęt. Lekarz modeluje przy pomocy lasera kształt rogówki tak, aby zmienić jej moc optyczną i w konsekwencji na stałe przywrócić dobre widzenie. Laserowa korekcja wzroku jest zabiegiem bezbolesnym, a odpowiednia jakość wzroku zostaje przywrócona w niedługim czasie po zabiegu. Fani sportów zimowych, którzy zmagają się z wadami wzroku mogą obecnie dzięki nowoczesnym metodom korekcji wad wzroku cieszyć się dobrym widzeniem i czerpać nieograniczoną przyjemność z ulubionego sportu. Wybierając się w góry należy również zaopatrzyć się w odpowiednie okulary przeciwsłoneczne. Najlepsze są ciemnobrązowe, szarozielone lub granatowe, ponieważ hamują wpływ promieniowania do oka i nie rozszerzają źrenicy.   * źródło: Badanie CBOS „Aktywność fizyczna Polaków”, wrzesień 2013
Często bywa niesłusznie utożsamiana z żylakami
Zapalenie żył powierzchownych - to nazwa jednego ze schorzeń, niekiedy mylnie utożsamianego z żylakami. To dwie różne jednostki chorobowe, chociaż często są ze sobą związane. Zapalenia żył powierzchownych nie wolno lekceważyć - podkreśla dr n. med. Michał Goran Stanišić, naukowiec i doświadczony chirurg naczyniowy, założyciel poznańskiej kliniki Angiodiabetica. W poniższym wywiadzie wyjaśnia on na czym polegają różnice pomiędzy tymi jednostkami chorobowymi i radzi jak przeciwdziałać zapaleniu żył powierzchownych.       Panie Doktorze, czym jest zapalenie żył powierzchownych? Zapalenie żył powierzchownych jest rodzajem zakrzepicy żylnej, obejmującym żyły powierzchowne położone w kończynach dolnych. Naczynia te znajdują się nad podwięzią, czyli elastyczną tkanką pokrywającą mięśnie, a tuż pod skórą. Powstające w nich zakrzepy tworzą zastoje, w konsekwencji których powstaje zapalenie ściany naczynia. Objawia się to bolesnym, zaczerwienionym obrzękiem wzdłuż żyły lub też w okolicy żylaka, a także wyczuwalnym przez skórę zgrubieniem chorego naczynia. Dolegliwości te przechodzą po kilkunastu dniach lub kilku tygodniach, nie należy jednak ich bagatelizować. Nieleczone zapalenie żył powierzchownych może doprowadzić do przejścia stanu zapalnego na układ żył głębokich oraz rozwoju zakrzepicy tych naczyń i związanych z nimi groźnych dla zdrowia i życia powikłań.   Jaka grupa osób jest najbardziej narażona na występowanie zapalenia żył powierzchownych oraz żylaków kończyn dolnych? Najbardziej powszechne czynniki sprzyjające wystąpieniu tych chorób to ukończone 40 lat, rozległe zabiegi operacyjne, odwodnienie, choroba obłożna powodująca unieruchomienie ciała, praca wymagająca ciągłego stania lub siedzenia, ciąża, okres połogu, niektóre nowotwory złośliwe, stosowanie doustnej antykoncepcji lub hormonalnej terapii zastępczej. Jedną z przyczyn może też być leczenie szpitalne. Ponad 30% nakłuć żył powierzchownych związanych z leczeniem różnych schorzeń kończy się zapaleniem żył powierzchownych kończyn górnych i dolnych. Warto zwrócić uwagę na fakt, że czynniki sprzyjające powstaniu zakrzepicy żył powierzchownych są identyczne z czynnikami ryzyka o wiele groźniejszej zakrzepicy żył głębokich. Muszę dodać także, że u pacjenta z żylakami ryzyko wystąpienia zakrzepicy żył powierzchownych jest o wiele większe niż u osoby zdrowej.   fot. Tomasz Zieliński   Czyli występowanie zapalenia żył powierzchownych może być konsekwencją niewydolności żylnej np. żylaków? Zapalenie żył powierzchownych o wiele częściej rozwija się w okolicy żylaków niż w obrębie zdrowych naczyń. Jak wspomniałem, wystąpienie tej choroby w wielu przypadkach jest sygnałem obecności żylaków. Chociaż z drugiej strony - nie u wszystkich chorych na żylaki dochodzi do powstania stanu zapalnego.   W jaki sposób możemy przeciwdziałać zapaleniu żył powierzchownych? Najlepszą profilaktykę stanowi kompresjoterapia, czyli noszenie materiałów uciskowych, takich jak pończochy czy rajstopy. U osób po przebytych zabiegach lub operacjach wręcz nakazuje się ich stosowanie, a osobom, których praca wymaga długiego stania lub siedzenia zaleca się, aby podjęły profilaktykę. Najważniejszy jest jednak ruch. Rekreacyjne uprawianie sportu jest dla naszego organizmu najlepszym lekarstwem i dotyczy to nie tylko schorzeń żylnych.
Twoja własna krew pomoże Ci wyleczyć dziąsła
Stomatolodzy biją na alarm – paradontoza i problemy z dziąsłami są równie powszechne, co próchnica. Przyzębie to bardzo wrażliwe tkanki. Szkodzą im nałogi (alkohol, papierosy), złe nawyki żywieniowe, niedostateczna higiena jamy ustnej, a także wiele innych chorób, pozornie nie mających związku z dziąsłami, odbija się na ich stanie. Jeżeli dziąsła i tkanki kostne wymagają regeneracji - ratunkiem dla nich możesz być ty sam. W jaki sposób? Posiadasz jeden z najlepszych leków – własną krew.       Moc regeneracji za pomocą krwi Krew, która leczy? Nie ma w tym nic niekonwencjonalnego. Koncepcja zastosowania preparatów płytkowych pozyskanych z krwi pacjenta dla jego zdrowia ma już ponad 100 lat, jednak od lat kilkudziesięciu bada się temat ich użycia w przypadku regeneracji tkanek miękkich jamy ustnej. Nową metodę stymulacji wzrostu tkanek pod nazwą PRF Platelet Rich Fibrin opracowali w 2001 roku francuscy stomatolodzy z dr Josephem Choukrounem na czele. Na czym ona polega? Istotą tej terapii jest składnik, którego dawcą jest pacjent i w tym przypadku chodzi o  jego własną krew. Najpierw jest ona pobierana z żyły, z której po odwirowaniu w specjalnej maszynie pozostaje tzw. fibryna bogatopłytkowa. W jej składzie znajdziemy krwinki białe i tzw. naczyniowy czynnik wzrostu, które wspomagają procesy regeneracji tkanek pacjenta. Fibryna pozwala na szybszy i sprawniejszy proces gojenia tkanek, redukcję stanu zapalnego oraz zmniejszenie ryzyka pojawienia się infekcji. Dodatkowo jest to materiał autogenny, czyli pochodzący od pacjenta, co zmniejsza możliwość niepowodzenia zabiegu czyli nieprzyswojenia preparatu lub wystąpienia reakcji uczuleniowej i poprawia jego regeneracyjne działanie – wyjaśnia lek. stom. Monika Stachowicz z Centrum Leczenia i Profilaktyki Paradontozy Periodent w Warszawie. Kolejną zaletą tej metody zaliczanej do nowej generacji koncentratów płytkowych jest jej prosty sposób przygotowania. PRF nie wymaga biochemicznej obróbki, jest więc to szybkie, niedrogie, a co najważniejsze bezpieczne rozwiązanie. Dzięki tym atutom zabieg jest coraz powszechniej stosowany w gabinetach stomatologicznych.   Pomoc dla periodonty, chirurga, a nawet implantologa Zabiegi z wykorzystaniem tej autogennej membrany są często wykorzystywane w praktyce stomatologicznej. Na początku stosowano je z myślą o periodontologii i chirurgii stomatologicznej, gdzie szczególnie istotną kwestią są procesy regeneracyjne tkanek i kości, które często wiążą się z komplikacjami szkodliwymi dla zdrowia pacjenta. Teraz mają one zastosowanie także w implantologii. W niektórych badaniach wskazuje się nawet na podobieństwo PRF do osteoblastów, komórek kościotwórczych. Szczególnie cenną odmianą fibryny bogatopłytkowej jest jej nowoczesna odmiana - A-PRF (Advanced Platelet Rich Fibrin). Ma skład podobny do osocza krwi, jest bogata w trombocyty (in. płytki krwi), obfituje także w kolagen i elastynę, które pozwalają stymulować procesy odnowy tkanek miękkich, a także kości. Preparaty płytkowe z krwi pacjenta możemy wykorzystać w formie żelu lub membrany przy podnoszeniu dna zatoki (tzw. sinus lift) – pozwala to zabezpieczyć zębodół po usunięciu zęba lub np. w celu uzupełnienia ubytków kości podczas zabiegu wszczepiania implantów zębowych. W przypadku implantologii szczególnie widać uniwersalność A-PRF, który możemy wykorzystać w technikach mieszanych tj. zarówno kiedy stomatolog chce wykorzystać jego potencjał regeneracyjny tkanek miękkich (np. dziąseł czy błony śluzowej), jak i połączyć preparat z materiałem przeszczepu kostnego, w celu zwiększenia przyczepności komórek do biomateriałów lub na powierzchni tytanowej implantów dentystycznych. A-PRF niewątpliwie może usprawniać procesy wzrostu kości.   Wampirzy lifting dziąseł Koncepcja preparatów płytkowych jest więc obiecującym tematem m.in. w dziedzinie chorób przyzębia, szczególnie paradontozy, która sieje spustoszenie w tkankach miękkich tj. dziąsła i pogarsza ich funkcjonalność. Gdy stan zapalny dziąseł się nasila i dotyka również głębokich tkanek przyzębia, chirurg stomatolog musi usunąć zniszczone tkanki oraz je odtworzyć. W takiej sytuacji użycie masy płytkowej wspiera proces leczenia periodontologicznego, które zmierza ku redukcji defektów tkanek i ich usprawnieniu. Użycie preparatów płytkowych pozyskiwanych z krwi pacjenta stosuje się z powodzeniem, ze względu na ich wsparcie procesu leczenia, a przede wszystkim całkowity brak skutków ubocznych tego rozwiązania. Współczesna stomatologia idzie z duchem czasu, widać to po ilości badań klinicznych, a także nowoczesnych technologiach stosowanych w gabinecie dentystycznym. Staramy się wykorzystywać każde metody, które przynoszą dobre efekty. Szczególnie kiedy okazuje się, że terapia może korzystać z własnych zasobów pacjenta, takich jak jego własna krew – zapewnia ekspert, dr Monika Stachowicz.
Meteopatia – jak radzić sobie z jej objawami?
Po upalnym lecie chłodna, deszczowa jesień to rewolucja dla naszego organizmu. Szczególnie ta pora roku nie jest najlepiej postrzegana przez grupę meteopatów, która może dotyczyć nawet 60 procent Polaków. Lekarz nie wyleczy z meteopatii ponieważ nie jest ona chorobą. To zespół różnych stanów i towarzyszących im objawów na które niestety nie ma panaceum. Może jednak doradzić nam jak radzić sobie z tymi objawami i tym samym przetrwać ten trudny okres.       Jesień zaostrza cierpienia meteopatów Czy meteopatia to faktyczny problem? Meteopatia to nie choroba, lecz specyficzny zespół objawów występujący u osób wrażliwych na warunki atmosferyczne i przesilenia towarzyszące zmianom pór roku. Główne objawy to wzmożone bóle głowy, mięśni, bóle reumatyczne, problemy z koncentracją, senność czy wahania nastroju. Jesień to także niełatwy czas dla osób cierpiących na migreny. Nie bez przyczyny wiele objawów tych schorzeń nasila się między wrześniem a listopadem – wtedy też pacjenci szturmują gabinety lekarskie szukając pomocy. Wiele dolegliwości może przybierać na sile jesienią, zwłaszcza schorzeń neurologicznych. Wynika to z gwałtownej zmiany pogody m. in. spadku temperatury, wahań ciśnienia atmosferycznego, deszczowej, pochmurnej aury. Nie wszyscy dobrze tolerują takie zmiany. Jest wiele badań, które potwierdzają związek pomiędzy zmianami pogody a np. zaostrzeniem bólów reumatycznych, głowy, zębów czy dolnego odcinka kręgosłupa – wyjaśnia dr n. med. Gabriela Kłodowska-Duda z kliniki Neuro-Care w Katowicach. Pogorszenie stanu zdrowia może dawać objawy psychiczne takie jak przygnębienie, apatia, drażliwość, wahania nastroju, a także fizyczne: ogólne osłabienie organizmu, brak energii, ospałość lub bezsenność. Przypominają one często objawy związane z depresją. Lekarze podkreślają, że przesilenie jesienne czy meteopatia to wcale nie domeny hipochondryków lub wymówka pacjentów narzekających na klimat. To realne odczucie pacjentów, którym uporczywe, niemijające dolegliwości utrudniają codzienne funkcjonowanie. Jesień to niełatwy czas nie tylko dla meteopatów, ale także dla osób cierpiących na bóle głowy i kręgosłupa.   Głowa bardziej cierpi jesienią Powszechnym problemem są m. in. różnego rodzaju bóle głowy, na które uskarża się większość z nas. Mogą one towarzyszyć innym jednostkom chorobowym, ale bardzo często stanowią one odrębny przypadek kwalifikujący się do leczenia u specjalisty neurologa. Migrena to jeden z takich przypadków i schorzeń, które podczas tej pory roku mogą się nasilić. To samo tyczy się rzadziej występującego, ale równie nieprzyjemnego klasterowego bólu głowy. Ma na to wpływ m. in. niedobór witaminy D, której najlepszym źródłem są promienie słoneczne, a tych niestety jest znacznie mniej w porze jesienno-zimowej, szczególnie na naszej szerokości geograficznej. Wpływ tej witaminy jest niepodważalny dla naszego organizmu, także układu nerwowego. Potwierdzają to m. in. badania duńskich naukowców, którzy uznają witaminę D za istotny czynnik stymulujący naszą odporność. Pobudza ona rozwój limfocytów T, które bez jej wsparcia nie są w stanie właściwie bronić naszego organizmu przed infekcjami. Witamina D jest również odpowiedzialna za prawidłowy rozwój i mineralizację kości, dlatego też jej właściwy poziom pomoże nam uchronić się przed osteoporozą czy problemami z kręgosłupem.   Rwa kulszowa lubi chłód i wilgoć Na jesienne chłody i częste deszcze powinni też uważać pacjenci, którym doskwiera rwa kulszowa. Stany zapalne lub ucisk na nerw kulszowy u wielu osób może wywołać intensywny ból w okolicy lędźwiowej, który promieniuje w kierunku pośladków, ud, łydki lub stopy. Najczęściej występuje on po jednej ze stron ciała, często po gwałtownym ruchu czy dźwignięciu. Może mu towarzyszyć uczucie pieczenia, mrowienie, a nawet odrętwienie nogi lub ręki. Jego najczęstszą przyczyną jest dyskopatia tej części kręgosłupa. Nerw kulszowy to największy nerw w organizmie człowieka. Jego położenie w okolicy miednicy, sprawia, że podczas jesiennych chłodów, wzmaganych silnym wiatrem i deszczem, łatwo tą okolicę podrażnić i wywołać atak rwy kulszowej. Aby uniknąć takiej sytuacji, powinniśmy zadbać o odpowiedni strój chroniący przed wiatrem i chłodem. Zmiana pogody powoduje też zmianę naszego trybu życia, często rezygnujemy ze spacerów i sportu na świeżym powietrzu, a więcej czasu spędzamy w pozycji siedzącej, która obciąża nasz kręgosłup skutkując niejednokrotnie bólem.   Jak się przed tym bronić? Specjaliści ostrzegają, że ludzi negatywnie reagujących na zmiany pogodowe będzie przybywać, ponieważ zmianie uległy także nawyki związane ze stylem życia. Coraz mniej osób spędza czas na świeżym powietrzu wśród przyrody. Nadmiar obowiązków, praca, szkoła, krótsze dni, przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach, brak światła słonecznego i ruchu – to czynniki, które mają duże znaczenie zarówno, jeśli chodzi o samopoczucie psychiczne, jak i fizyczne. Dotlenienie mózgu i całego organizmu zmniejsza ryzyko bólu głowy. Lekarz pomoże odróżnić nadwrażliwość na zmiany pogody od poważniejszych schorzeń oraz doradzi jak sobie z nimi radzić. Jeśli zmiany pogodowe powodują na tyle duży dyskomfort, że mamy problem z codziennym funkcjonowaniem, należy szukać rozwiązań. Meteopatia to indywidualna skłonność, zależna od warunków atmosferycznych, na to wpływu nie mamy. Możemy natomiast ograniczyć niesprzyjające czynniki i prowadzić zdrowy tryb życia czyli uprawiać sport, wzmacniać się zdrową dietą, bogatą m. in. w magnez, witaminy z grupy B, witaminę D czy lecytynę. Ta ostatnia wspomaga pracę naszego mózgu, poprawia koncentrację, pamięć i samopoczucie. Znajdziemy ją np. w soi, żółtkach jaj, rzepaku, orzechach włoskich i ziemnych czy fasoli. Dla wielu osób intensywniej odczuwających dolegliwości bólowe jesienią ratunkiem stają się środki przeciwbólowe, które jedynie objawowo koją ból, nie usuwają zaś źródła problemu. Na rynku są także dostępne suplementy diety dedykowane osobom, które źle znoszą zmiany pogody. Ciągłe uśmierzanie bólu tabletkami nie jest rozsądnym rozwiązaniem. Suplementy diety dla meteopatów często zawierają witaminę B, magnez, wyciągi roślinne – to wszystko jednak możemy znaleźć na straganie z warzywami. Tłuste potrawy, na które mamy ochotę jesienią na pewno nie dodadzą nam energii, będziemy za to bardziej ospali i na wiosnę przybędzie nam kilogramów. Każdy problem wymaga innego podejścia i terapii. Aby zredukować np. napięciowe bóle głowy warto zadbać o minimum 7 godzin snu, można także stosować masaże rozluźniające. Jeżeli chodzi o kręgosłup to zadbajmy o pozycję podczas snu, a w pracy róbmy sobie przerwy na przeciąganie i rozciąganie, a także krótki spacer – radzi neurolog Gabriela Kłodowska-Duda z kliniki Neuro-Care w Katowicach. Wzmocnione jesienną pogodą migreny czy uciążliwe bóle kręgosłupa należy leczyć u specjalisty, który dobierze skuteczną terapię. Warto pamiętać, że powyższe objawy jesiennego przesilenia mogą sygnalizować poważne problemy i schorzenia. Jeżeli dolegliwości przybierają na sile i utrudniają codzienne funkcjonowanie, to warto skonsultować się z neurologiem.   Ekspert: dr n. med. Gabriela Kłodowska-Duda, neurolog. Ukończyła studia medyczne na Wydziale Lekarskim Śląskiej Akademii Medycznej. Specjalizację z neurologii I stopnia uzyskała w Klinice Neurologii CSK, specjalizację II stopnia w Klinice Neurologii Wieku Podeszłego CSK, gdzie następnie prowadziła Klinikę Jednego Dnia. Praca doktorska dotyczyła genetyczno-środowiskowych czynników ryzyka choroby Parkinsona. Od 2008 roku kierownik Neuro-Care. Głównie zainteresowania zawodowe dr Dudy to: choroby neurozwyrodnieniowe i stwardnienie rozsiane oraz genetyka tych chorób. Specjalizuje się w leczeniu choroby Parkinsona, w tym od 2004 roku zajmuje się kwalifikacją i prowadzeniem chorych po zabiegach głębokiej stymulacji mózgu metodą DBS. Posiada doświadczenie i umiejętności przeprowadzania badań w SM, chorobie Alzheimera i Parkinsona.  
Bostonka - jesienna choroba, nie tylko przedszkolaka
Wysypka, gorączka, ból gardła, nudności – kiedy słyszymy o tego rodzaju objawach pierwsze, co przychodzi nam na myśl, to ospa wietrzna. Okazuje się jednak, że podobne dolegliwości towarzyszą chorobie bostońskiej, zwanej też wysypką bostońską. Atakuje ona głównie wczesną jesienią, a jej ofiarami najczęściej stają się dzieci, choć nie tylko. Choruje dziś na nią coraz większa liczba osób i wygląda na to, że wirus zagościł w Polsce na dobre. Jak się przed nią ustrzec?       Najczęściej dotyka ona maluchy w wieku od 3 do 10 lat, choć zdarza się, że chorują na nią także dorośli. Bostonka zazwyczaj nie stanowi dużego zagrożenia dla naszego zdrowia, jednak jej objawy bywają bardzo uciążliwe. Jak rozpoznać chorobę oraz w jaki sposób ją leczyć?   Nie pomyl jej z ospą Bostonka, którą pierwszy raz zaobserwowano i opisano właśnie w Bostonie, wywoływana jest przez wirusy Coxsackie z rodziny enterowirusów. Choroba często mylona jest z anginą lub ospą wietrzną bowiem pierwszymi jej objawami są wysoka gorączka, zapalenie gardła i wysypka, która z czasem rozprzestrzenia się i zlewa w duże czerwone plamy. Wirus bostoński to inaczej „choroba stóp, dłoni i ust”, ponieważ właśnie w tych okolicach najczęściej występują zmiany skórne. Początkowo przyjmują one postać czerwonych plamek, grudek natomiast później zmieniają się w bolesne pęcherzyki z płynem surowiczym – wyjaśnia nam dr Buczyńska-Górna, pediatra z Przychodni Med Polonia. Szczególnie uciążliwe dla chorego są pęcherzyki w jamie ustnej, to one powodują największy ból w trakcie jedzenia, picia, a nawet podczas przełykania śliny. Bostonka jest chorobą zakaźną przenoszoną w bardzo szybkim tempie drogą kropelkową i pokarmową, dlatego najczęściej chorują na nią dzieci przebywające w dużych skupiskach, żłobkach czy przedszkolach. Picie ze wspólnego kubka, zabawa tą samą zabawką, zwyczajne kichnięcie w pobliżu kolegów czy po prostu obecność w przedszkolu lub szkole jednego zarażonego dziecka, może spowodować prawdziwą epidemię – ostrzega dr Buczyńska-Górna. Choć bostonka jest chorobą wysoce zaraźliwą, zazwyczaj nie zagraża naszemu życiu. Istnieje kilka sprawdzonych sposobów na to, aby jej zapobiec. Pierwszą rzeczą, na którą powinniśmy zwrócić uwagę są codzienne nawyki higieniczne naszego dziecka. Bardzo ważne jest, by uczulić maluchy na to, by po każdym skorzystaniu z toalety, spacerze, zabawie w parku czy przed jedzeniem, dokładnie umyły ręce. Dodatkowo powinniśmy uczyć je, aby nie wkładały zabawek do budzi, zasłaniały usta i nos podczas kichania bądź kaszlu, a przede wszystkim nie korzystały z cudzych sztućców, kubków czy talerzy.  Rodzice również mogą zapobiegać epidemii bostonki, chociażby przebierając malucha zaraz po powrocie z przedszkola czy szkoły, a także częściej piorąc jego ubrania i przemywając zabawki oraz przybory szkolne płynami antybakteryjnymi – podaje przykłady dr Buczyńska-Górna. Warto pamiętać, że duże skupiska ludzi są idealnym środowiskiem do rozwoju choroby, dlatego dobrze jest nieco ograniczyć wizyty w kinie czy supermarkecie, zwłaszcza w okresie infekcyjnym, gdy poziom odporności naszego dziecka jest nieco obniżony.   Aby zmniejszyć ból Bostonka jest chorobą wirusową, leczy się ją objawowo i choć powikłania występują rzadko, to nie powinniśmy zbyt długo zwlekać z wizytą u specjalisty. Jeżeli zauważmy charakterystyczne objawy, dobrze abyśmy zgłosili się po pomoc do pediatry, który po obejrzeniu dziecka, przebadaniu i ocenie jego stanu, zaleci odpowiednie leczenie. Zwykle zaleca się pacjentom stosowanie środków przeciwbólowych, a jeżeli mamy do czynienia z wysoką temperaturą, to także środków przeciwgorączkowych.  Wysypkę i charakterystyczne pęcherzyki należy pielęgnować wodnym roztworem gencjany. Unikajmy rozdrapywania zmian, ponieważ może prowadzić to do zakażenia skóry oraz tkanki podskórnej, co będzie wymagało antybiotykoterapii. Przydadzą się leki łagodzące świąd i unikanie długich kąpieli oraz przegrzewania dziecka – wyjaśnia pediatra z Przychodni Med Polonia Starołęcka 42. Ze względu na to, że choroba bardzo szybko się rozprzestrzenia ważne jest, aby maluch w okresie leczenia – od trzech do siedmiu dni – pozostawał w domu oraz nie kontaktował się z rówieśnikami. Musimy zadbać o to, by dziecko piło dużą ilość wody oraz jak najrzadziej dotykało zmian skórnych, które towarzyszą chorobie. Choć bostonka zwykle przebiega łagodnie, a powikłania pojawiają się rzadko, to nie powinniśmy jej lekceważyć, gdyż opisywane są przypadki powikłań w postaci zapalenia opon mózgowych czy zapalenia mózgu.
Kąpiele terpentynowe - dla zdrowia i młodości
Przez 150 milionów lat oblicze ziemi zmieniało się wielokrotnie. Lodowce ustępowały miejsca roślinności, pojawiały się nowe gatunki roślin i zwierząt. Niezmiennie jednak, przez cały ten czas, ona istniała, rosła i często górowała nad innymi drzewami – mowa o znanej każdemu z nas sośnie. Doceniali ją już starożytni Grecy i Egipcjanie, którzy znali lecznicze właściwości żywicy sosny. Była powszechnie wykorzystywana do leczenia chorób nóg, kręgosłupa, chorób kobiecych, bólu krzyża oraz jako środek odmładzający.     W XIV wieku żywica sosny była stosowana jako środek przeciwko dżumie, ponieważ już wtedy zauważono, że opary z żywicy zabijają zarazki obecne w powietrzu. W 1868 r. w księgach o medycynie ludowej pisano, że żywica choinek ma lekki efekt podrażniający i pobudzający, zaś żywicę sosny stosuje się do leczenie ran, przy bólach stawów i podagrze. W czasie wojny rosyjsko-tureckiej 1877 r. żywica była aktywnie stosowana przez rosyjskich chirurgów do leczenia długo niegojących się ran po amputacji kończyn, co uratowało życie wielu rosyjskich żołnierzy. Wszystkie te zastosowania wskazują na leczenie miejscowe. Było tak dopóki nie wynaleziono sposobu na rozpuszczanie olejku z żywicy- czyli terpentyny w wodzie. W 1916 r. wybitny rosyjski lekarz i naukowiec dr Aleksander S. Załmanow wspólnie z późniejszym laureatem nagrody Nobla profesorem Augustem Kroghem, rozpoczęli wspólną pracę nad badaniem naczyń włosowatych – czyli kapilarów. W trakcie towarzyszących badaniom doświadczeń dużą uwagę poświęcono wpływowi terpentyny na przepływ krwi w naczyniach włosowatych. W  1920 r August Krogh otrzymał nagrodę Nobla za - odkrycie regulacyjnego mechanizmu naczyń włosowatych. Dr Zalmanov zaś kontynuował pracę samodzielnie. Celem lekarza i naukowca było nie tylko udowodnienie wielkiej roli kapilarów w funkcjonowaniu organizmu człowieka, lecz wynalezienie środka, który  pomoże utrzymać sieć kapilarów w dobrym stanie do późnej starości. Takim środkiem okazała się terpentyna żywiczna. Dr Załmanow wynalazł sposób na rozpuszczenie naturalnej terpentyny w wodzie, opracował formuły białej emulsji terpentynowej i żółtego roztworu terpentynowego. Substancje różniły się składem i właściwościami. Stosowane na przemian stały się podstawą słynnych kąpieli terpentynowych, które na początku XX wieku wywołały w Europie prawdziwą rewolucję w medycynie. Przez wiele lat zabiegi z kąpieli terpentynowych były wielkim przebojem w sanatoriach i uzdrowiskach Francji, Szwajcarii, Włoch i Niemiec. Wykorzystywano przy nich wodę o temperaturze 42-45 stopni Celsjusza dlatego mogły być przeprowadzane wyłącznie pod obserwacją lekarzy. Kąpiele Zalmanova okazały się na tyle skuteczne, że chętnych nie brakowało i liczba sanatoriów w całej Europie konsekwentnie rosła. Już po 3 -4 kąpielach  praca nerek i wątroby wracała do normy, po 7- 10 kąpielach zazwyczaj ustawały bóle stawów (które trwały czasem latami), serce przestawało dokuczać,  a ciśnienie powracało do normy już około 20ej kąpieli. Dodatkowo, po serii 30 -35 kąpielach pacjenci ze zbędną wagą tracili średnio 15 -20 kg. Zalmanow znacznie wyprzedził swoje czasy, już na początku zeszłego wieku wiedział on wiele z tego, co zostało potwierdzone przez naukowców dopiero w naszych czasach.  Między innymi to, że przyczyną większości chorób jest zaburzenie mikrocyrkulacji krwiobiegu w kapilarach. W procesie cyklu życiowego ludzkiego organizmu sieć kapilarów ulega zanieczyszczeniu. Wskutek tego krążenie krwi gwałtownie spowalnia, a w niektórych miejscach w ogóle się zatrzymuje. Komórki przestają otrzymywać tlen i substancje odżywcze, nie mogą wydalać dwutlenku węgla i zanieczyszczeń. Komórka ulega zatruciu i ginie. Z wiekiem ten proces zaczyna przybierać charakter ogólny i w naszych tkankach pojawiają się całe wyspy martwych komórek i wyschniętych kapilarów. To właśnie jest proces starzenia się. Jeżeli przywrócimy prawidłowy krwiobieg, nasz organizm będzie w stanie samodzielnie  zatrzymać rozwój wielu chorób i zacznie odbudowę uszkodzonych organów i tkanek. Zalmanov nie tylko wysunął teorię, lecz opracował praktyczny sposób na pobudzenie krążenia. Mechanizm działania kąpieli jest genialnie prosty – kąpiele z dodatkiem specjalnych mieszanek terpentynowych stopniowo sprzyjają otwieraniu zamkniętych naczyń kapilarnych, co usprawnia komórkową przemianę materii, oraz pozwala organizmowi przywracać odżywianie narządów i poprawiać wydalanie zanieczyszczeń. Kąpiele terpentynowe obecnie przeżywają swój renesans. Dzięki badaniom i wynalazkom rosyjskiego Instytutu Naturoterapii, kąpiele terpentynowe można bezpiecznie zażywać we własnej wannie, ponieważ nowe emulsje zaczynają swoje działanie już w temperaturze 37 stopni Celsjusza. W składzie tych środków kosmetycznych jest nie tylko udoskonalona emulsja i roztwór Zalmanowa, lecz wyciągi z 38 ziół, które przeszły staranną selekcję. Kąpiele pomagają znacznie polepszyć samopoczucie, zredukować wagę (8-20kg w ciągu 2-6 miesięcy), przywrócić skórze blask, elastyczność i młodość. Kąpiele terpentynowe są naturalnym środkiem, który pobudza organizm, nie obciążając go. Kąpiele można zażywać zarówno kompleksowo, jak i miejscowo - zanurzając w wodzie ręce, nogi lub robiąc okłady. Kąpiele Zalmanova są popularne wśród rosyjskich sportowców np. Tatiana Kaszirina – rosyjska sztangistka, mistrzyni i wicemistrzyni świata, trzykrotna mistrzyni Europy miała poważne problemy z formą i pomogła jej właśnie seria kąpieli z terpentyną. O cudownych właściwościach można napisać wiele. Zalmanov marzył o stworzeniu eliksiru młodości, który pozwoli ludziom żyć 90 lat i do końca zachować sprawność i być aktywnym człowiekiem. Sam on był dowodem swojej teorii - pracował do ostatnich dni, nigdy poważnie nie chorował, w wieku 80 lat został ojcem i wyglądał znacznie młodziej od swoich rówieśników. Zalmanov był przekonany, że jego metoda pozwoli przedłużyć młodość i lata sprawności, więc nie ważne, ile masz lat - nigdy nie jest za późno, żeby zadbać o siebie. Firma NATURMED posiada w ofercie oryginalne kąpiele Zalmanowa oraz suche kąpiele dla wzmocnienia działania na poszczególnych partiach ciała. Wszystkie produkty są w 100% naturalne. Z asortymentem produktów można zapoznać się w sklepie internetowym www.sklep-naturmed.pl     Uwaga KONKURS: Mamy dla Was zestaw składający się z terpentynowej emulsji białej i żółtego płynu do kąpieli. SKIPOFIT – zestaw do sporządzania kąpieli terpentynowych z białą emulsją terpentynową i wyciągami z 38 ziół. Wyłącznie naturalne składniki kąpieli pochodzą z najbardziej ekologicznych miejsc na świecie. Kąpiele terpentynowe z białą emulsją pobudzają mikrokrążenie i metabolizm, zwiększają siły witalne, dodają energii.     Zadanie konkursowe Ułóż zdanie zachęcające do skorzystania z kąpieli terpentynowych tj. dokończ początek następującego zdania: Kąpiele terpentynowe .......... Na zgłoszenia przesłane na nasz adres mailowy - konkurs@serwisuroda.pl z dopiskiem w temacie: Zgłoszenie zestaw SKIPOFIT, czekamy do dnia 6 października 2015 włącznie.
Ty, partner i choroba - jak rozmawiać?
Żyjąc we dwoje cieszymy się swoim szczęściem, planujemy wspólną przyszłość i chcemy, aby była ona jak najlepsza. Niejednokrotnie musimy jednak stawiać czoła poważnym problemom, które stoją na naszej drodze. Jednym z takich momentów jest diagnoza przewlekłej choroby partnera. Aby przejść przez ten trudny okres i przystosować się do nowych warunków życia musimy nauczyć się jak o tym rozmawiać. Jak więc to zrobić i jakich błędów w komunikacji unikać?       Pogodzenie się z nową sytuacją i wejście w rolę osoby wspierającej może być trudne, zwłaszcza gdy nie możemy do końca przewidzieć skutków choroby, jak ma to miejsce w przypadku stwardnienia rozsianego (SM). Potrzeba czasu i wewnętrznego dystansu, aby uznać chorobę bliskiego jako fakt, wtopić ją w codzienne życie i zacząć walkę o utrzymanie jak najlepszej formy fizycznej i psychicznej. W tej sytuacji ważne jest, aby nauczyć się, jak o chorobie rozmawiać – traktowanie jej jako niewygodnego tematu tabu może wprowadzać dodatkowe napięcie i skazuje pacjenta na samotne przeżywanie emocji. Być może nasz partner obok rozmowy będzie potrzebował również innego rodzaju wsparcia – pomocy w umówieniu wizyty lekarskiej, przygotowaniu posiłku czy domowej rehabilitacji, ale to właśnie otwarta komunikacja daje szansę na to, aby poczuł się bezpiecznie i przekonał, że nie jest sam – wyjaśnia sytuację ekspert portalu sm24.pl, psychoonkolog dr Mariola Kosowicz.   Jak więc rozmawiać o chorobie z najbliższą nam osobą? Po 1-sze. Przede wszystkim mów szczerze i wprost. Podejmowanie trudnych tematów takich jak choroba i związane z nią obawy jest niełatwe, szczególnie jeśli nie robiliście tego wcześniej. Aby ten moment był dla was jak najbardziej komfortowy znajdź spokojną chwilę, by zapytać partnera, czy możecie porozmawiać. Wyraź jasno swoje cele, mów od serca. Nie powtarzaj, że „wszystko będzie w porządku”. Po 2-gie. Słuchaj i staraj się nie przeszkadzać. Czasami najlepszym sposobem komunikacji jest po prostu słuchanie. Możliwe, że będzie to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie możesz zrobić. Istotne jest również, by być wspierającym niezależnie od tego, o czym mówi twój bliski. Być może nie od razu będzie chciał mówić o chorobie – zapytaj, czy wolałby przemyśleć temat i porozmawiać o tym innym razem. Po 3-cie. Nie lekceważ strachu chorego. Jeśli twój bliski mówi wprost o swoich obawach nie bagatelizuj jego obrazu choroby. Niektórych chorych razi, gdy rozmówca ignoruje ich niepokój, zwłaszcza w tak istotnej kwestii. Okaż bliskiemu, że ty również masz wiele obaw związanych z chorobą, ale zaznacz, że wspólnie będzie wam łatwiej sobie z nimi poradzić. Pozwól bliskiemu na wyrażanie emocji i nie traktuj ich osobiście. Rozmowie na tak trudne tematy mogą towarzyszyć różne skrajne emocje, takie jak złość, żal, agresja czy poczucie bezsilności – bądź gotowy na bycie świadkiem wyrażania ich przez chorego. Nie neguj emocji i jednocześnie nie traktuj ich osobiście. Po 4-te. Pogłębiaj swoją wiedzę o chorobie. Dowiedz się jak najwięcej o chorobie, z którą zmaga się twój partner. Zapoznanie się z rzetelnymi informacjami na ten temat pozwoli ci szerzej spojrzeć na problem i zapobiegnie krępującym sytuacjom podczas rozmowy. Jeśli twój bliski cierpi na stwardnienie rozsiane, źródłem wiedzy o chorobie, z którego możecie korzystać wspólnie, jest portal sm24.pl. Znajdziecie tam praktyczne wskazówki, jak radzić sobie z objawami SM na co dzień. Po 5-te. Poradź się bliskich lub terapeuty. Czasami warto poradzić się innych. Jeśli jednak nadal będziesz mieć problemy z rozmową na temat choroby poszukaj profesjonalnego wsparcia. Psycholog pomoże poruszyć kwestie, o których nie czujecie się na siłach rozmawiać samodzielnie. Jeśli twój partner nie chce uczestniczyć w wizycie u specjalisty, zawsze możesz sam iść na wizytę. Po 6-te. Nie bój się rozmowy o życiu intymnym. Choroba twojego partnera może mieć wpływ również na wasze życie intymne, dlatego ważne jest, abyście mogli omówić między sobą wpływ schorzenia na seksualność. Może się okazać, że potrzebne będzie wypracowanie nowych umownych znaków dotyczących spraw seksu oraz ustanowienie innych niż dotychczas „rytuałów” seksualnych, które będą lepiej dopasowane do waszych zmieniających się zadań w związku (partner, opiekun). Zanim jednak poruszysz z bliskim kwestię intymności, warto wziąć pod uwagę, jak wyglądała ta sfera życia przed chorobą i czy potraficie swobodnie o niej rozmawiać. Pamiętaj jednak, że szczera i otwarta komunikacja na ten temat może pomóc w wzmocnieniu relacji między wami, pogłębi uczucie intymności i ułatwi rozwianie obaw. Rozmowa na pewno przebiegnie łatwiej, jeśli unikniesz oskarżania, przypisywania winy czy krytykowania. Mimo trudności, jakie mogą pojawić się w związku z chorobą m.in. zmęczenie, kurcze mięśni czy czynniki psychologiczne (np. niższa samoocena oraz gorszy nastrój), wcale nie oznacza to, że z tej sfery życia musicie rezygnować. Pamiętaj, że intymność to nie tylko fizyczność, ale także uczucia. Omawianie spraw związanych z życiem seksualnym może początkowo być bardzo krępujące, jednak jeśli zyskasz biegłość w prowadzeniu tego typu rozmów, prawdopodobnie zaczniecie lepiej komunikować się także w sensie ogólnym.   SM24.pl to portal skierowany do pacjentów ze stwardnieniem rozsianym, którego celem jest wsparcie pacjentów i ich bliskich w zakresie możliwości radzenia sobie z objawami SM. Materiały tam zawarte zostały przygotowane we współpracy z ekspertami.
Mięsień do zadań specjalnych
Chwytać za serce. Mieć serce na dłoni. Kamień z serca. Serce nie sługa. Wkładać w coś całe serce. Każdy z nas potrafi wymienić przynajmniej kilka powiedzeń i frazeologizmów właśnie z sercem w roli głównej. Nic w tym dziwnego – to przecież jeden z najważniejszych organów w naszym ciele. Warto pamiętać, że jest bardzo wytrzymały, ale nie niezniszczalny. W dodatku często szkodzimy mu na własne życzenie – nałogami, nieprawidłową dietą czy innymi większymi i mniejszymi grzeszkami. Efekt?       Dziś co druga osoba w Polsce umiera właśnie na schorzenie układu krążenia. Jest jednak także dobra wiadomość – dzięki świadomej profilaktyce sercowo-naczyniowej każdy z nas może żyć średnio o sześć lat dłużej. Mogłoby się wydawać, że serce to po prostu kolejny mięsień w naszym organizmie. Nic bardziej mylnego. To najważniejszy element układu krążenia, bez którego po prostu nie moglibyśmy funkcjonować. W ciągu całego naszego życia wykonuje ponad trzy miliardy uderzeń i właściwie nigdy nie odpoczywa, a w trakcie zaledwie godziny przepompowuje ponad 300 litrów krwi.   Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal? Nasze serce nieustannie się kurczy i rozkurcza, średnio około 60-70 razy na minutę. W określonych okolicznościach puls może przyśpieszać nawet do 180 uderzeń na minutę – dzieje się tak na przykład wtedy, gdy jesteśmy zdenerwowani, podekscytowani lub pod wpływem intensywnego wysiłku. Po co te wszystkie skurcze? Przez prawy przedsionek i komorę przepływa dzięki temu krew z organizmu, która kierowana jest następnie do płuc, by tam pozbyć się dwutlenku węgla i się natlenić. Następnie trafia ona do lewego przedsionka i stamtąd do lewej komory, z której jest rozprowadzana dalej po całym ciele – wyjaśnia mechanizm dr Dariusz Zieliński z Kliniki Kardiochirurgii Allenort w Szpitalu Medicover. Eksperci wyliczyli, że serce zostało „zaprogramowane” tak, by sprawnie działać przez nawet 100-120 lat. Niestety często zdarza się, że dużo wcześniej zawodzi. Dlaczego? Choć lubimy zrzucać winę na geny, to najczęściej wcale nie one są temu winne, bo zwykle szkodzimy sobie sami. Najgroźniejsze są przede wszystkim takie czynniki jak długotrwały stres, palenie papierosów i nieprawidłowa dieta. Niewłaściwy sposób odżywiania to prosta droga do nadwagi i otyłości oraz zbyt wysokiego poziomu LDL, czyli tak zwanego złego cholesterolu. Każdy nadprogramowy kilogram przysparza sercu więcej pracy, cholesterol z kolei odkłada się na ścianach tętnic, przez co zmniejsza ich wewnętrzną średnicę. Warto wiedzieć, że LDL dużo łatwiej osadza się w ścianach naczyń u palaczy, ponieważ dym uszkadza komórki wyściełającego je śródbłonka. Nikotyna podnosi także tętno i ciśnienie krwi oraz przyczynia się do upośledzenia transportu tlenu do tkanek.   Weź to sobie do serca Nasze serce stosunkowo wcześnie wysyła nam sygnały ostrzegawcze, gdy dzieje się z nim coś złego, ale większość z nich dość łatwo zbagatelizować. Kłucie w okolicy tego organu chętnie zrzucamy na stres, a za zadyszkę po krótkim biegu za autobusem czy wejściu po schodach na drugie piętro winimy zmęczenie lub brak kondycji. Co zatem zrobić, by takich niepokojących objawów i zmian nie zlekceważyć? Po pierwsze pamiętać o profilaktycznych badaniach pozwalających wcześnie wykryć niepokojące zmiany lub dolegliwości, które dzięki temu będzie można skutecznie leczyć już w ich wczesnym stadium. W tym celu warto przede wszystkim kontrolować ciśnienie i cholesterol, a co jakiś czas poddać się także tak zwanemu screeningowi. To coraz popularniejsza metoda diagnostyki, która w kompleksowy sposób pozwala przebadać ten organ. Na screening serca składa się szereg specjalistycznych badań, w tym między innymi elektrokardiogram, echokardiogram, RTG klatki piersiowej, badanie tomograficzne naczyń wieńcowych i test wysiłkowy. Na wykonanie ich wszystkich wystarczy poświęcić jeden dzień – co potwierdza dr Dariusz Zieliński z Kliniki Kardiochirurgii Allenort w Szpitalu Medicover. Ich wyniki dają nam wszechstronny obraz układu sercowo-naczyniowego i pozwalają na ocenę ewentualnych zagrożeń lub wykrycie chorób i podjęcie stosownego leczenia bądź zdecydowanie o wykonaniu bardziej zaawansowanej diagnostyki.   Ku pokrzepieniu serc Badania to jedno, ale o sercu nie możemy zapominać także na co dzień. Choć organ ten stanowi zaledwie ułamek masy naszego ciała, to zużywa aż 10% dostarczanego organizmowi tlenu. Dlatego właśnie między innymi od tego, czy ma dostęp do odpowiedniej jego ilości, zależy, czy prawidłowo funkcjonuje. Dla usprawnienia jego pracy bardzo ważna jest więc aktywność fizyczna. Jaki rodzaj ruchu jest dla serca najlepszy? Przede wszystkim wysiłek aerobowy, umiarkowany lub średnio intensywny, przy którym puls to około 130 uderzeń na minutę. Nie chodzi jednak o to, by spędzać jednorazowo kilka godzin z rzędu na siłowni. Dużo skuteczniejsze jest regularne dawkowanie sobie ruchu, na przykład po pół godziny dziennie. Wystarczy już 30 minut szybkiego. Równie ważna jak ruch jest odpowiednia dieta. Sercu najlepiej służy ta śródziemnomorska, a więc bogata w warzywa i owoce, a także tłuszcze roślinne, w tym w szczególności oliwę z oliwek oraz ryby stanowiące doskonałe źródło cennych kwasów tłuszczowych omega-3. Unikać powinniśmy natomiast żywności wysokoprzetworzonej, fast foodów i soli.
Dla umysłu i dla ciała czyli niezastąpione właściwości sauny
Intensywne dni, praca, szkoła, zmęczenie, hałas i gwar uliczny – wszystko to wywołuje w nas narastające uczucie frustracji, któremu bardzo często towarzyszy długotrwałe przemęczenie. Ciągły pośpiech nie pozwala nam zatrzymać nawet na chwilę odrobiny promieni słońca na twarzy, nie wspominając już o kilku minutach ciszy, relaksu, a także zabiegach upiększających. Istnieje jednak jeden bardzo dobry sposób, który nieco odszedł w zapomnienie, a pozwoli każdemu uporać się z wszystkimi zmartwieniami – jest nim właśnie sauna.     Co należy wiedzieć o saunie Zbawienny wpływ sauny wynika z przegrzania ciała przy użyciu suchego powietrza, a następnie jego schładzania. Podczas rozgrzewania ciała naczynia krwionośne rozszerzają się, dlatego bardzo ważny jest etap schładzania, podczas którego następuje ich zwężenie. Zaleca się kąpiel parową  seriami oraz w określonych odstępach czasowych. Warto korzystać z łaźni regularnie, dzięki czemu uzyskamy widoczne efekty. A wyniki mogą być naprawdę zadowalające – mamy nadzieję, że poniższe informacje przekonają Was.   Wyobraź sobie… … delikatną woń olejków eterycznych, relaksującą muzykę, drewniane wygodne ławeczki, spokój i ciszę. Z każdą kroplą potu spływającą po twoim ciele uwalniasz się od kolejnego zmartwienia, które odpływa gdzieś daleko poza twoje horyzonty myślowe. Sauna pozwala nam uwolnić się od codziennych zmartwień, wyciszyć, a także uspokoić zszargane codziennym życiem nerwy. Podobnie jak czekolada – wytwarza hormony szczęścia, jednak endorfiny powstałe w wyniku kąpieli parowej są o wiele zdrowsze niż tabliczka czekolady.   Kąpiel młodości Któż z nas nie marzy o zachowaniu wiecznej młodości niczym mitologiczni bogowie? O jedwabiście gładkiej cerze, delikatnej skórze pozbawionej oznak upływającego czasu oraz pomarańczowej skórki bezceremonialnie afiszującej się z każdym podmuchem wiatru? Łaźnia oczyszcza organizm z toksyn, które usuwane są wraz z potem. Pozwala również pozbyć się nadmiaru soli z naszego organizmu. Działa leczniczo na skórę, oczyszcza ją, usuwa cellulit, niweluje trądzik. Usprawnia proces metabolizmu, a także powoduje lepsze ukrwienie całego organizmu. Uwalnia nasz umysł od złych myśli.   Opar zdrowia Zdrowy podmuch rozluźnia mięśnie, oczyszcza drogi oddechowe, dzięki niemu lepiej znosimy np. upały. Ciało pozostaje rozluźnione i dotlenione. Ponadto regularne korzystanie z sauny powoduje zwiększenie odporności organizmu.   Rodzaje saun Sauna sucha – temperatura w saunie suchej wynosi od 75 do100°C. Korzystanie z tego typu sauny powoduje odprężenie, redukuje bóle mięśniowe i przyspiesza procesy leczenia. Terapia wzmacnia system odpornościowy i skutecznie wspomaga walkę z przeziębieniami. Sauna  ziołowa – seans zaczyna się od temperatury 50°C, która stopniowo wzrasta do maksymalnie 90°C. Polewane wodą z aromatem gorące kamienie wytwarzają parę. Sauna na podczerwień – to idealna sauna dla osób, które z powodu wysokiej temperatury nie mogą wytrzymać w saunie tradycyjnej. W tej saunie temperatura wynosi maksymalnie 60°C.   Kabiny parowe dostosowane są do indywidualnych potrzeb każdego z nas. Niezależnie od wieku i dolegających schorzeń, każdy może pozwolić sobie na taki eliksir zdrowia i młodości. Decydując się na kąpiel saunową warto powziąć decyzję również o  wyjeździe, np. weekendowym, by w pełni móc oddać się fali przyjemności i relaksu. Proponujemy połączyć weekendowy rytuał saunowy z wyjazdem nad morze lub w góry. Są to miejsca , które bez wątpienia pomogą Ci podreperować zdrowie, a także dodadzą energii. Wybierz się na urlop w góry, jeśli chcesz popracować nad kondycją, pospacerować  po chłodnym lesie, podziwiać piękne widoki i wznoszące się wysoko w stronę nieba górską krainę. Proponujemy na taki wyjazd udać się do kurortu, który w swojej ofercie będzie posiadał również inne atrakcje dla całej rodziny. Dla przykładu: Termy Szaflary mogą zaoferować nam nocleg w dobrej cenie, atrakcje na basenie także dla tych najmłodszych, SPA, masaże, zdrowotne sauny, a także niezastąpione widoki na piękne góry.   Warto wybrać miejsce, które oferuje różne atrakcje dla całej rodziny,  aby spędzić niezapomniane chwile z najbliższymi, jednocześnie dbając o zdrowie własne i tych, których kochamy najbardziej.
Czy twoja wątroba jest zdrowa? Obserwuj swoją skórę
Problemy z wątrobą mogą pojawić się w każdym wieku. Jak podaje Eurostat, ponad 15% obywateli Unii Europejskiej umiera co roku z powodu chorób tego organu, a w Polsce odsetek umieralności jest nawet wyższy, bo kształtuje się na poziomie prawie 18%. Najbardziej narażeni na problemy z wątrobą są mężczyźni (w całej Unii Europejskiej – ponad 22%, w Polsce – prawie 28%), a rzadziej kobiety (9% we wszystkich krajach UE i podobnie w Polsce).         Wątroba to niezwykle zapracowany organ, bez którego nie moglibyśmy funkcjonować. Lepiej o nią odpowiednio dbać, niż później leczyć. Nie jest to trudne. Wystarczy wiedzieć, czego unikać w codziennej diecie i czym wspomagać pracę wątroby. Najczęściej kłopoty z wątrobą powodują toksyny (w tym te zwarte w alkoholu i lekach), a także zaburzenia metaboliczne i otyłość. Oznacza to, że problemy z wątrobą stają się coraz poważniejszym zagrożeniem dla życia Europejczyków.   Laboratorium naszego organizmu Bez dużej przesady wątrobę można porównać do fabryki chemicznej, która realizuje skomplikowane procesy niezbędne dla ludzkiego zdrowia i życia. Wątroba jest nie tylko naszym największym narządem, ale również najintensywniej eksploatowanym. Każdego dnia przetwarza składniki odżywcze w substancje, które następnie przyswajają nasze komórki, a ponadto odtruwa organizm. To właśnie wątroba pozbywa się substancji toksycznych z pożywienia i odpadków przemiany materii. To jednak nie wszystko. Wątroba produkuje wiele substancji, między innymi żółć niezbędną w procesie trawienia tłuszczów, białka budujące ciała odpornościowe, czy heparynę, która zapobiega krzepnięciu krwi w naczyniach krwionośnych. Wątrobę można również porównać do wielkiego magazynu, przechowującego witaminy (A, B12, D), żelazo, a także niektóre białka surowicy krwi. Kondycja tego organu wpływa na działanie całego organizmu, w tym nawet na prawidłowe funkcjonowanie skóry.   Co zakłóca pracę tego laboratorium? Wątroba to jedyny organ, który ma zdolności regeneracyjne, jednak na skutek różnych naszych zachowań np. zwyczajów żywieniowych, pracy w szkodliwych warunkach, a także przyjmowania leków, czasami ulegają one zaburzeniom, co w skrajnej sytuacji może prowadzić nawet do ustania funkcji tego narządu. Jednak o wątrobę można także skutecznie zadbać, dzięki odpowiedniej diecie i suplementacji. Przede wszystkim warto ograniczyć spożycie alkoholu, ponieważ ma on bardzo negatywny wpływ na funkcjonowanie wątroby. Należy wystrzegać się także tłustej diety, która może prowadzić do otyłości. Ta ostatnia często powoduje stłuszczeniową chorobę wątroby, na którą cierpi prawie 30% dorosłych osób w krajach rozwiniętych.   Stan wątroby wpływa również na naszą skórę Zdrowy narząd skutecznie radzi sobie z eliminacją toksyn, ale zaburzenia w pracy wątroby szybko wpływają na zaburzenia czynności skóry. W takiej sytuacji szkodliwe związki, które dostają się do krwiobiegu, muszą zostać wydalone z organizmu w inny sposób. Właśnie skóra zostaje wtedy wykorzystana. Niestety, toksyczne substancje dokonują w niej prawdziwego spustoszenia, co powoduje powstawanie różnego rodzaju stanów zapalnych, wysypki, mniejszych lub większych wyprysków, czy przebarwień. Problemy w funkcjonowaniu wątroby mogą również nasilać objawy u osób z łuszczycą. Gdy pojawiają się kłopoty ze skórą, zwykle udajemy się do dermatologa i stosujemy odpowiednie maści oraz leki. Przy łagodnych schorzeniach leczenie trwa zwykle krótko, jednak niektóre choroby skóry wymagają długotrwałej, nawet wieloletniej terapii. Niestety, leki przyjmowane przez długi czas, dodatkowo pogarszają stan wątroby, a gorzej pracująca wątroba to problem dla skóry. Pomiędzy funkcjonowaniem wątroby oraz stanem skóry istnieje zależność – wyjaśnia Magdalena Kurzyp – dietetyk i farmaceuta. Jeżeli wątroba jest przeciążona i nie usuwa wszystkich toksyn, organizm i tak pozbędzie się ich najkrótszą z możliwych dróg, czyli przez  skórę, a efekty tego będą widoczne na zewnątrz. Natomiast, jeżeli wspomożemy wątrobę i skutecznie oczyścimy organizm z toksyn, wówczas będzie to też miało odbicie „na powierzchni” w postaci lepszego stanu skóry. Oczyszczanie organizmu oraz wspomaganie pracy wątroby najlepiej dokonywać z wykorzystaniem naturalnych sposobów i składników. Doskonale sprawdzają się w takiej sytuacji różne zioła, a jeżeli chodzi o wątrobę to szczególnie ważne są ostropest plamisty, mniszek lekarski oraz karczoch zwyczajny. Problemem może być jednak to, że niektóre zioła, w tym nasiona ostropestu plamistego, są bardzo wrażliwe na działanie soków trawiennych. Jeśli przyjmujemy je w postaci zmielonych lub całych  nasion, to są one rozkładane w organizmie,  zanim zdążą się wchłonąć i zadziałać. Dlatego jedynym rozwiązaniem pozostaje przyjmowanie ich w postaci wyciągów. Na rynku dostępny jest m.in. preparat Livenorm, który zawiera  wyciągi z trzech ziół; ostropestu, mniszka lekarskiego i karczocha, których działanie wzajemnie się uzupełnia, dając pełne wsparcie wątrobie. Dodatkowo ma tę zaletę, że wyciągi są standaryzowane i każda kapsułka zawiera identyczną ilość składników. Wątroba to bardzo ważny organ, którego praca wpływa na stan całego organizmu. Na szczęście potrafi szybko się regenerować, co oznacza, że jeśli zaczniemy o nią odpowiednio dbać i wspomagać jej pracę, mamy szansę wyeliminować zaburzenia, które już dotknęły ten narząd. Dlatego najlepiej łączyć ze sobą zdrową dietę i odpowiednią suplementację.     Jaka dieta dobra dla wątroby? Przed wszystkim należy zwrócić uwagę na tłuszcz, jaki spożywamy. Dużym obciążeniem dla wątroby są bogate w cholesterol tłuszcze zwierzęce, dlatego lepiej postawić na oleje roślinne (olej, oliwa) oraz wzbogacić dietę o ryby (najlepiej morskie). Bardzo dobrze na pracę wątroby wpływają warzywa. Warto zadbać, żeby w codziennej diecie nie zabrakło, na przykład, kapusty, soi, sałaty, kukurydzy i brokuł. Warzywa te posiadają bardzo dużo witamin B1, B2, B6 i PP, które doskonale wspomagają przemianę materii. Jednak dla wątroby lepsze są warzywa gotowane (al dente), niż surowe. Bardzo ważna dla wątroby jest witamina B13, znana głównie jako kwas orotowy, która działa żółciotwórczo i ochronnie na komórki wątroby. Witaminę tę niestety bardzo trudno znaleźć w tradycyjnej diecie. Jednym z nielicznych jej źródeł jest kobyle mleko, dostępne także w postaci suplementu diety w kapsułkach. Również niektóre zioła stosowane jako przyprawy działają pozytywnie: majeranek, mięta, kminek, oregano i tymianek ułatwiają trawienie tłuszczów, pobudzając wydzielanie soków trawiennych, ale za to lepiej unikać papryki, pieprzu, curry, musztardy i octu, ponieważ powodują podrażnienie przewodu pokarmowego. Zdrowsze dla organizmu są produkty duszone, czy gotowane (szczególnie na parze), niż smażone. Tych ostatnich lepiej się wystrzegać, a przynajmniej ograniczyć ich ilość. Zdrowiej będzie również zamienić białe pieczywo na ciemne, a także spożywać mniej cukrów prostych, które znajdziemy  w dżemach i słodyczach. Wątroba lepiej pracuje, gdy jej nie przeciążamy. Lepiej jeść mniejsze porcje, ale częściej, niż obfite posiłki trzy razy dziennie. Należy również bezwzględnie unikać pośpiechu w trakcie jedzenia. Dbanie o wątrobę nie musi wcale wiązać się z ogromnymi wyrzeczeniami. Zdrowa dieta może być również smaczna. Warto tylko pamiętać o kilku, przedstawionych powyżej, zasadach.
Zapomnij o znamionach i poczuj się bezpiecznie
Zaczyna się niewinnie np. od niewielkiej brodawki, która nagle się pojawiła na twojej skórze albo od piegów, które po dłuższym opalaniu stały się ciemniejsze, a czasami nawet wypukłe. Pieprzyk czy brodawka nie tylko szpeci. Znamiona mogą doprowadzić do poważnych zdrowotnych konsekwencji, dlatego warto mieć je pod kontrolą i jeśli lekarz uzna to za zasadne - warto usunąć je. Istotne jest jednak aby zrobić to w placówce, co do której mamy zaufanie oraz jej specjalistów.         Jak powstają znamiona? Niektóre z nich, tak jak popularne "pieprzyki" są efektem punktowego nagromadzenia barwnika skóry - melaniny. Pojawiają się wtedy, gdy dużo przebywamy na słońcu, ale nie tylko. Niektóre znamiona "otrzymujemy w spadku" po naszych rodzicach czy dziadkach. Bez względu jednak na to, jak powstały nasze znamiona, warto mieć je pod kontrolą. Regularne wizyty u dermatologa i przede wszystkim osłanianie ich przed promieniami słonecznymi (np. poprzez zastosowanie kremów z najwyższym filtrem ochronnym SPF 50) to optymalna ochrona. Ale czasem warto rozważyć również inną opcję jak usunięcie kłopotliwych brodawek czy pieprzyków -  aby swobodnie korzystać latem z kąpieli słonecznych, uprawiać sport, czy po prostu cieszyć się odbiciem w lustrze, którego nie szpecą niechciane "dodatki". Czasami zwykła brodawka może być skutkiem dyskomfortu czy kompleksów. Usuwając zmianę na skórze, likwidujemy ryzyko jej zezłośliwienia, a więc jest to działanie prozdrowotne, profilaktyczne. Poza tym, po takim zabiegu pacjent czuje się lepiej w sensie psychicznym – wyjaśnia nam doktor Marek Janisz, właściciel Kliniki Korona. E efekcie jest szczęśliwszy i wzrasta jego samoocena, akceptacja własnej osoby, ma poczucie, że coś przestało go szpecić, że pozbył się jakiegoś problemu, że jest ładniejszy, bardziej atrakcyjny dla otoczenia. Istnieje taka zasada: gdy poprawia się moja samoocena, poprawia się moje samopoczucie. To sprzężenie zwrotne - każdy szuka akceptacji. Oczywiście, warto usunąć znamiona z innych, bardziej poważnych względów. Nawet niewinnie wyglądająca zmiana skórna może bowiem okazać się zmianą nowotworową. A wtedy już musimy stoczyć wyścig z czasem, gdzie gra toczy się o najwyższą stawkę – o nasze życie. Każda zmiana, która nas choćby instynktownie niepokoi, powinna zostać skonsultowana z lekarzem. Czasami nawet mała zmiana po przeanalizowaniu może okazać się groźna. Jeżeli pacjent ma wrażenie, że spośród iluś pieprzyków na skórze jeden go niepokoi – powinien koniecznie powiedzieć o tym lekarzowi. Nie każda zmiana wymaga wycięcia. Jak jednak uświadamia nas doktor Marek Janisz, czasami banalne zmiany okazują się poważnym zagrożeniem. „Spotkałem się z przypadkiem, kiedy pacjentka zgłosiła się na usunięcie zmiany wielkości 3 milimetry i okazało się, że był tam rak. Wczesna interwencja chirurgiczna spowodowała całkowite wyleczenie” - wyjawił nam doktor Marek Janisz. Często nie zdajemy sobie sprawy właśnie z tego, że taka mała, niepozorna zmiana skórna może być zalążkiem poważnej choroby. Warto zatem kontrolować wszelkie znamiona na naszej skórze i w miarę potrzeby odwiedzać dermatologa. A jeśli już zdecydujemy pozbyć się szpecącej nas brodawki, warto oddać się w ręce profesjonalistów, którzy nie tylko bezpiecznie usuną niechciane brodawki, ale też zadbają o nasz psychiczny komfort.      
Kontrolowany ucisk w zabiegach fizjoterapeutycznych
Kompresjoterapia to wykorzystanie kontrolowanego ucisku pod postacią pneumatycznego drenażu żylno-limfatycznego, bandażowania czy odzieży uciskowej. Ma ona zastosowanie we współczesnej rehabilitacji osób z obrzękami limfatycznymi, po mastektomii, a także w schorzeniach urazowo-ortopedycznych. W ramach takiej indywidualnie dostosowanej terapii następuje m. in. zmniejszenie obrzęku limfatycznego, poprawa biomechaniki stawu czy siły mięśni.       Obrzęk limfatyczny Zastój chłonki, czyli niemożność jej prawidłowego odprowadzenia z tkanek organizmu, wywołany jest wrodzonym lub nabytym uszkodzeniem naczyń chłonnych. Proces ten powoduje zastój płynu tkankowego najczęściej w skórze lub tkance podskórnej, obrzęk tkanek, który często prowadzi do przewlekłego stanu zapalnego. Przyczyną wrodzonego obrzęku limfatycznego przeważnie jest nieprawidłowy rozwój naczyń limfatycznych lub węzłów chłonnych, ewentualnie całkowity brak naczyń chłonnych. Najczęściej występuje przed 35 rokiem życia. Z kolei wtórny obrzęk limfatyczny powodowany jest przez: • stany zapalne, które powodują powstanie większej ilości płynu tkankowego niż może być odtransportowane przez naczynia limfatyczne;• urazy naczyń limfatycznych, które są spowodowane operacjami, np. obrzęki powstają często na rękach u kobiet po operacjach raka piersi, którym wycięto węzły chłonne pod pachą;• nowotwory złośliwe z nagromadzeniem komórek nowotworowych w węzłach chłonnych;• uszkodzenia spowodowane napromieniowaniem, w których ściany naczyń chłonnych ulegają uszkodzeniu. Mieszane obrzęki chłonno-żylne rozwijają się jako powikłania zastoju żylnego z następowym stwardnieniem skóry i tkanki podskórnej, a także owrzodzeniem o etiologii żylnej. Przewlekłe nagromadzenie i przerost podskórnej tkanki tłuszczowej, które występuje głównie w dolnych części ciała, to obrzęk lipidowy. Dotyczy kobiet, które osiągnęły dojrzałość płciową, czyli ich organizm produkuje hormony.   Po mastektomii W przypadku leczenia chirurgicznego raka piersi istnieje ryzyko wystąpienia obrzęku limfatycznego, gdyż często usunięte zostają węzły chłonne pachowe, co doprowadza do zaburzeń odpływu limfy z okolicy operowanej i kończyny górnej po stronie operowanej. Jednak może wystąpić on również u pacjentów, którzy mają węzły chłonne zachowane. Wówczas może pojawić się samoistnie po urazie, skaleczeniu, silnym stłuczeniu kończyny, długotrwałym locie samolotem czy po oparzeniu słonecznym. Obrzęk lokalizuje się głównie w okolicy rany pooperacyjnej, na dolnej części klatki piersiowej, w okolicy łokcia, pod łopatką jak i pod pachą. Wiąże się to często z bólem, opuchlizną całej kończyny, jak i ograniczeniem ruchomości w stawie barkowym.     Rehabilitacja ortopedyczna Kolejną grupą schorzeń, przy rehabilitacji których korzystać można z metod kompresjoterapii, są schorzenia ortopedyczne i pourazowe w obrębie narządu ruchu. Pacjenci po urazach stawów, operacjach, unieruchomieniu, a także w ostrych i przewlekłych bólach kręgosłupa (po operacjach dyskopatii czy w chorobach zwyrodnieniowych) znacznie szybciej wracają do sprawności po zastosowaniu właściwej formy i dawki kontrolowanego ucisku.   Kompresjoterapia, czyli kontrolowany ucisk Pracownia Fizjoterapii, która funkcjonuje w warszawskim Centrum Kompresjoterapii specjalizuje się w terapii obrzęków limfatycznych, w każdym stopniu zaawansowania. Rehabilitacja może odbywać się tam prywatnie, natomiast zaopatrzenie w profesjonalną odzież uciskową wykonaną na miarę, odbywa się w ramach kontraktu z NFZ. W skład terapii obrzęków wchodzą między innymi: • różne formy terapii fizykalnej,• drenaż żylno-limfatyczny (manualny i pneumatyczny),• unikalna terapia energotonowa,• unikalna głęboka oscylacja,• pomiary i dobór uciskowych bandaży i odzieży płaskodzianej (w ramach refundacji NFZ).   Centrum Kompresjoterapii prowadzi również rehabilitację kobiet po mastektomii w okresie pooperacyjnym oraz w okresach późniejszych, wykorzystując m.in. terapię manualną stawów i tkanek miękkich. W wyniku takiej indywidualnie dostosowanej terapii następuje zmniejszenie obrzęku limfatycznego, poprawa biomechaniki stawu, zakresu ruchów, siły mięśni, jak i uśmierzenie bólu. W placówce wykonywane są również zabiegi kinezyterapii, ćwiczenia na sali gimnastycznej, jak i dobierane jest zaopatrzenie ortopedyczne.
Dlaczego w wakacje częściej występuje ból głowy?
Najbliższe dni zapowiadają się naprawdę gorąco. Dla lekarzy oznacza to wysyp osób, które zgłoszą się do poradni z intensywnym bólem głowy, za które odpowiedzialne mogą okazać się właśnie zbliżające się upały. Pogoda i skacząca temperatura potrafią skutecznie uprzykrzyć wakacyjne dni. Dobrze jest wiedzieć, co może wywołać ból i jak go uniknąć. W większości przypadków chodzi zwykłe o odwodnienie, jednak może okazać się iż przyczyn należy upatrywać w innych źródłach.       Skąd ten ból głowy? Latem częściej cierpimy z powodu intensywnych bólów głowy. I chociaż w większości przypadków przyczyną jest odwodnienie organizmu, a ból zwykle ustępuje po uzupełnieniu płynów, to coraz więcej osób uskarża się na migrenowy ból głowy - zauważają neurolodzy.  W lipcu i sierpniu jesteśmy narażeni na migrenowe bóle głowy. Nagłe zmiany pogody, wysokie temperatury, wysoka wilgotność powietrza, do tego intensywne światło słoneczne i wyostrzające się zmysły m.in. zapach, mogą być przyczyną utrzymującego się tygodniami bólu głowy – wyjaśnia nam dr n. med. Gabriela Kłodowska-Duda, neurolog z Neuro-Care w Katowicach. A to dopiero początek czynników wywołujących dolegliwości bólowe. Przyczyną są także nagłe zmiany ciśnienia atmosferycznego, burze, wilgotność powietrza, która sprawia, że otaczające nas zapachy stają się bardziej intensywne, a przez to drażniące, a nawet zmiany wysokości - migreny można doświadczyć zarówno w dolinie, jak i podczas wyprawy w góry. Specjaliści przestrzegają także przed intensywnie pachnącymi kosmetykami. Ból głowy mogą wywołać mocno perfumowane olejki do opalania, pianki i spraye.   Uwaga na ciśnienie krwi Źródłem dokuczliwego bólu mogą być także zmiany ciśnienia krwi. Skoki temperatury mają wpływ na ciśnienie krwi. Jeśli ulega ono rozregulowaniu, mózg nie otrzymuje odpowiedniego przepływu krwi niezbędnego do jego prawidłowego działania. Skutkiem są bóle głowy, zawroty i nudności, ale także nagły głód i pragnienie. To reakcja mózgu na konieczność zwiększenia poziomu glukozy. Gwałtowny wzrost ciśnienia to z kolei sposób mózgu na zwiększenie dawki tlenu, jaki do niego dociera.   Winne alergie i wakacje Ból głowy może mieć także źródło w pyleniu roślin. Dotyczy to zwłaszcza alergików. Nieleczona alergia lub jej silne ataki mogą skutkować zapaleniem zatok, to z kolei jedna z najczęstszych przyczyn bólów głowy. Oprócz mroźnych dni, gorące miesiące są okresem, kiedy notujemy najwięcej tego typu przypadków – potwierdza dr Kłodowska-Duda. Specjalistka wskazuje jeszcze jedną przyczynę tj. wakacje. Latem częściej niż zimą dokuczają nam napięciowe bóle głowy. Ich przyczyną może być stres związany np. z wyjazdem, pozostawieniem domu bez opieki czy nagłą zmianą otoczenia. Do pojawienia się takiego bólu wystarczy stresujący epizod. W wakacje takim czynnikiem może być np. pierwszy w życiu lot samolotem albo długa podróż samochodem.   Jak więc zaradzić bólom głowy w środku lata? Po pierwsze, nawadniajmy się. Codziennie należy wypijać około 2 litrów płynów.  Z tej płynnej diety należy jednak wyrzucić alkohole, napoje energetyczne i napoje zawierające kofeinę np. kawę. Po drugie, unikajmy długiego pobytu na słońcu, a jeśli jest to już konieczne to zakładajmy okulary, jasną odzież i nakrycie głowy. Niewskazane są też długie spacery plażą czy pomiędzy jasnymi budynkami odbijającymi intensywnie światło. Raczej wybierajmy zacienione miejsca. Po trzecie, ważne jest schładzanie organizmu. Częste zraszanie się wodą oraz okłady na szyję są pomocne, podobnie jak picie zimnych napojów i przebywanie w cieniu. Po czwarte, starajmy się zachować rytm dnia. Podstawą są regularne, niewielkie posiłki i wypoczynek, ale unikajmy zbyt długiego spania i drzemek w ciągu dnia. Po piąte, zrezygnujmy z biegania, nordic walkingu, jeżdżenia na rowerze lub rolkach w środku dnia. Ulubioną aktywność można zastąpić aktywnością w domu np. bieganiem na bieżni. Opcjonalnie można zmienić rytm dnia i uprawiać sport do 10 rano, kiedy nasłonecznienie nie jest tak intensywne. Po szóste, unikajmy stresu. Wysokie temperatury sprawiają, że stajemy się bardziej drażliwi i trudniej nam opanować złość.   Latem musimy unikać czynników, które wywołują u nas ból. Jeśli więc jesteśmy podatni na ból migrenowy, trzymamy się z dala od czynników drażniących zmysły: wzroku, węchu i zapachu, jeśli z kolei przyczyną bólu są skoki ciśnienia, unikajmy czynników powodujących jego nagłą zmianę np. alkoholu lub intensywnego wysiłku. To samo dotyczy alergików, którzy muszą pamiętać o przyjmowaniu odpowiednich leków i też lepiej będą czuć się z dala od alergenu. Ważna jest także równowaga psychiczna - im lepiej przygotujemy się do wakacji, tym mniejszy ból głowy, więc róbmy sobie check listy. Jeśli cierpimy na napięciowe bóle głowy, wybierzmy wakacje first minute zamiast last minute.
Masz alergię? Zaplanuj dobrze swoje wakacje!
Wakacje to trudny okres dla osób cierpiących na choroby alergiczne, ze względu na podwyższone stężenie czynników uczulających znajdujących się wtedy w powietrzu i jedzeniu. Kiedy jechać na urlop? Dokąd? I wreszcie, co ze sobą zabrać? To najważniejsze kwestie, które alergik powinien wziąć pod uwagę planując podróż. Skrupulatnie zaplanowany wyjazd pozwoli uniknąć wielu nieprzyjemnych przygód i przykrych dolegliwości.       Porozmawiaj z lekarzem Przed wyjazdem na wakacje alergik powinien odwiedzić swojego lekarza, aby ten przepisał mu stale przyjmowane przez niego leki. Zdarza się, że ze względu na zmianę temperatury, klimatu lub ciśnienia, nasz organizm zaczyna inaczej reagować, a dolegliwości alergiczne nasilają się. Warto dowiedzieć się zawczasu jak wtedy postąpić – czy konieczna będzie wizyta w szpitalu, a może wystarczy zażyć dodatkowe farmaceutyki? Jeżeli tak, to jakie? Koniecznie poproś swojego lekarza o sporządzenie opisu choroby – rodzaju dolegliwości, objawów, sposobu leczenia, przyjmowanych leków. W razie konieczności znacząco ułatwi to postępowanie osoby udzielającej pomoc. Jest to szczególnie ważne, w przypadku uczulenia na niektóre leki – wyjaśnia ekspert programu „Zdrowa ONA”, prof. dr hab. n. med. Bolesław Samoliński.   Wybierz odpowiednie miejsce Planowanie urlopu zaczyna się od pytania – gdzie jechać? Nad morze, w góry czy może na wieś? Do Polski czy za granicę? Najważniejszą wskazówką dla alergików, przy wyborze miejsca wakacji powinien być kalendarz pyleń, czyli „ściąga”, z której dowiedzą się kiedy, w jakim rejonie i ile pyłków, unosi się w powietrzu. Należy oczywiście unikać miejsc, gdzie można spodziewać się ich wysokiego stężenia. Alergikom zaleca się wyjazd nad morze lub w rejony wysokogórskie (powyżej 1200 m.n.p.m.). Rośnie tam niewiele roślinności więc stężenie alergenów jest dużo mniejsze, niż np. na Mazurach. Ponadto kąpiele w morskiej wodzie są zalecaną kuracją dla osób z atopowym zapaleniem skóry. Korzystny może być również wyjazd za granicę, do innej strefy klimatycznej, gdzie jest odmienna roślinność i okresy jej pylenia niż w Polsce. Przy rezerwacji hotelu/pensjonatu zwróć uwagę na: Wystrój wnętrza. Dywany, zasłony, koce – to wszystko może być siedliskiem kurzu i roztoczy. Przed przyjazdem należy poprosić o dokładne posprzątanie i odkurzenie pokoju. Osoby cierpiące na alergie skórne powinny zabrać swoje własne ręczniki, a nawet pościel – może okazać się, że proszek lub płyn do płukania używany w hotelu, może uczulać. Dostęp do kuchni. Alergicy pokarmowi, aby zminimalizować ryzyko spożycia uczulającego produktu, mogą zaplanować urlop w miejscu z możliwością samodzielnego przyrządzania posiłków. Jeżeli jednak wybierając się na wakacje chcesz odpocząć od gotowania, to warto wcześniej ustalić z obsługą w hotelu lub pensjonacie menu, czy możliwe jest dostosowanie menu do Twoich potrzeb.   Uważaj na nieoczekiwane spotkanie Owady, szczególnie pszczoły i osy, mogą skutecznie zepsuć urlop każdemu z nas, a nawet zagrażać naszemu życiu. Ich jad ma właściwości silnie uczulające. Jest szczególnie groźny dla osób ze skłonnością do alergii, ale także u osób zdrowych może wywołać niebezpieczne reakcje. W jaki sposób możemy się ochronić przed owadami? Po pierwsze, zwróćmy uwagę na garderobę. Ubranie powinno być w naturalnych barwach, tj. bieli, zieleni, brązie, beżu – są to kolory nie budzące ciekawości owadów, w przeciwieństwie do kolorów jaskrawych. Po drugie, alergicy nie powinni używać silnych perfum przed wyjściem na zewnątrz, bo zapach kosmetyków może zwabić owady. Po trzecie - unikaj spacerowania boso po trawie, aby nie nadepnąć na osę, pszczołę lub mrówkę. Należy również do minimum ograniczyć spożywanie posiłków na świeżym powietrzu. Jeżeli już zdecydujesz się jeść na dworze, to niech wszystkie naczynia i butelki z napojami będą przykryte, ponieważ zapach jedzenia oraz dwutlenku węgla w napojach gazowanych przyciąga osy i pszczoły. Pamiętajmy, że również woń potu wabi żądlące owady, dlatego przed pieszą lub rowerową wycieczką warto zapakować do torby wilgotne chusteczki do higieny – tłumaczy ekspert programu „Zdrowa ONA” lek. med. Magdalena Piórkowska, internista.   Obowiązkowa apteczka alergika Niezależnie od tego, czy w chwili wyjazdu na wakacje masz dolegliwości związane z alergią, pamiętaj by zabrać ze sobą odpowiednie leki. Ochroni cię to przed gorączkowym poszukiwaniem apteki, nie mówiąc o konieczności zdobycia recepty. Co powinna zawierać apteczka alergika, oprócz leków zaleconych przez lekarza? Leki przeciwhistaminowe, np. zawierające lewocetyryzynę – łagodzą objawy całorocznych i sezonowych zapaleń błon śluzowych nosa, atopowego zapalenia skóry, obrzęków i przewlekłych pokrzywek nieznanego pochodzenia. Są to preparaty o przedłużonym działaniu, dzięki czemu można przyjmować je raz dziennie. • Wypróbowany środek owadobójczy, który osłoni przed zbędnymi ukąszeniami. • Krem z filtrem o wysokim faktorze – nadmierna ekspozycja na promienie słoneczne może grozić osobom z alergią skórną przebarwieniami i bliznami. Należy pamiętać, że słońce może być również przyczyną alergii. • Adrenalina – jeżeli w przeszłości alergik miał do czynienia z wstrząsem anafilaktycznym lub się jego obawia, to powinien poprosić swojego lekarza o przepisanie adrenaliny, którą w postaci strzykawki będzie mógł mieć zawsze przy sobie. • Kremy, żele z lekami przeciwhistaminowymi do miejscowego stosowania na alergiczne zmiany skórne.
Dieta, która sprzyja zdrowej skórze
To, co jemy, ma ogromny wpływ zarówno na nasze zdrowie, jak i na wygląd. Dieta którą stosujemy każdego dnia ma duże odzwierciedlenie w stanie psychicznym, ale przede wszystkim fizycznym naszego organizmu. Jeśli widzimy, że jego kondycja nie jest w najlepszej formie co uwidacznia się poprzez np. zły stan skóry, włosów czy paznokci - warto pomyśleć o zmianie diety. Błędy w odżywianiu mogą sprzyjać zarówno drobnym problemom kosmetycznym, jak i nasileniu się określonych objawów chorób skórnych.       Niedawno do księgarń trafiła książka Magdaleny Kurzyp – dietetyka i farmaceutki – pt. „Odżywianie w łuszczycy. Wpływ diety na stan skóry”. Autorka, na podstawie dostępnych badań oraz własnych doświadczeń z pacjentami, wyjaśnia w tej publikacji, w jak dużym stopniu to, co trafia do naszego organizmu, wpływa na stan naszej skóry. Choć książka skierowana jest w pierwszej kolejności do osób chorych na łuszczycę, których skóra jest szczególnie wrażliwa na dostarczane organizmowi pokarmy, z powodzeniem można ją polecić wszystkim, którym zależy na zdrowiu i atrakcyjnym wyglądzie. Dużą zaletą książki jest to, że nie zawiera ona jedynie twardych danych, ale jej najbardziej istotną część stanowią przepisy kulinarne na zdrowe potrawy – od obiadów, po sałatki, desery i napoje.   Zupy Zupy dostarczają nam soli mineralnych, niektórych witamin i minimum 200 ml wody, dlatego warto włączać je do codziennego menu. Na skórę źle mogą wpływać warzywa z rodziny psiankowatych, dlatego nie jest zalecane włączanie do zup pomidorów, papryki, ani nawet ziemniaków. Kartofle można jednak z powodzeniem zastąpić batatami oraz topinamburami. Biorąc pod uwagę to zastrzeżenie, w menu możemy uwzględnić zarówno klasyczną zupę jarzynową, zupę z dyni, jak i np. krem z brokułów.   Sałaty i surówki Wiedząc, że prawidłowe odżywienie skóry wymaga dostarczenia organizmowi witamin i minerałów, do codziennej diety powinny trafić duże ilości warzyw. Można je stosować w postaci gotowanej, pieczonej oraz duszonej. Łosoś w zielonej otulinie (z sałatą, ogórkami zielonymi i kiszonymi) będzie równie dobrym pomysłem na oddzielne danie sałatkowe, jak udziec indyczy w pomarańczach. Smacznymi pomysłami mogą być także sałata z cukinią, szparagami i chudym twarogiem oraz bataty z zieloną fasolką. Z kolei jako dodatek do obiadu ciekawym pomysłem będzie sałatka z czerwonych buraków z orzechami oraz rzodkiewka z malinami.   Mięsa Jeśli stan naszej skóry nie jest zbyt dobry, warto zwrócić uwagę na to, jakie mięsa, w jakich ilościach oraz jak często spożywamy. Generalnie mięso, szczególnie tłuste, nie jest zalecane przy problemach skórnych. Najlepiej całkowicie zrezygnować z mięsnych produktów garmażeryjnych, a także z wieprzowiny i tłustej wołowiny. Autorka „Odżywiania w łuszczycy” podpowiada, aby przygotowując obiady, zrezygnować ze smażenia mięsa na tłuszczu, a zamiast tego spróbować duszenia, pieczenia lub gotowania na parze. Szczególnie to ostatnie rozwiązanie dobrze wydobywa walory smakowe mięs. Gotując mięsa na parze, wrzucić do wody przyprawy oraz włoszczyznę, tak aby ich aromat  przeniknął do mięsa. Zasadniczo mięsa nie powinny stanowić więcej niż 20% naszego pożywienia, warto starać się zwiększyć udział w codziennej diecie dań pozbawionych mięsa. Kapusta duszona w piekarniku, pieczone szparagi, czy też makaron z pieczarkami – te potrawy mogą stanowić ciekawe pomysły na zdrowe obiady.   Ryby W diecie osób z problemami skórnymi, ale też w diecie każdego, komu zależy na zdrowiu, nie powinno zabraknąć ryb. Co ciekawe, w tym przypadku tłusto znaczy zdrowo. Mięso tłustych ryb morskich dostarcza organizmowi kwasów omega-3, które mają bardzo dobry wpływ zarówno na skórę, jak i np. na mózg. Autorka książki zaleca spożywanie co najmniej dwóch posiłków rybnych w tygodniu. W przypadku ryb również należy unikać smażenia. Poza gotowaniem na parze, wartym polecenia sposobem ich przyrządzania jest pieczenie w folii aluminiowej. Najlepsze dla naszego zdrowia będą takie ryby jak tuńczyk, makrela, dorsz, sola, makrela, łosoś, śledź, mintaj, lin, miętus i pstrąg. Zdrowe są także szprotki.   Napoje Podstawowym napojem, a zarazem jedynym, który może zapewnić odpowiednie nawilżenie wody od środka jest woda w czystej postaci (a nie z kawą czy herbatą). Najlepsza będzie woda średnio zmineralizowana. Jeśli nie lubimy pić samej wody, możemy do niej dodać cytrynę, listek mięty lub inne naturalne dodatki. Inne napoje, takie jak zielone, owocowe i ziołowe herbaty, a także soki naturalne (np. z wyciskanych pomarańczy), pomogą w uzupełnieniu płynów oraz innych cennych składników w organizmie, ale nawet one nie zastąpią czystej wody.   Desery Nie ma nic złego w jedzeniu pysznych deserów, pod warunkiem, że są one przyrządzone z naturalnych składników i nie zawierają dużej ilości cukru (cukier można zastąpić np. stewią lub ksylitolem). Niestety, nie można tego powiedzieć o wyrobach, które znajdziemy w cukierniach lub sklepach spożywczych. Jeśli więc mamy ochotę na coś słodkiego, najlepiej przygotować to samodzielnie. Dobrym pomysłem może być pieczone jabłko z cynamonem i miodem, jogurtowy shake z mango i granatem lub galaretka (wiśniowa, malinowa lub morelowa). Nie zapominajmy także o tym, jak doskonałą przekąską mogą być suszone morele, daktyle czy figi.   Suplementy diety Aby skóra była zdrowa, elastyczna i sprężysta, nie wystarczą kosmetyki, ponieważ nawet te najlepsze nie są w stanie przeniknąć do wewnętrznych warstw skóry. Do tego potrzebna jest odpowiednia dieta. Jeśli nie mamy pewności, czy została ona odpowiednio zbilansowana lub zauważamy, że stan skóry nie jest taki, jak być powinien, jadłospis warto uzupełnić o odpowiednie suplementy. Szczególnie warte uwagi są preparaty zawierające kobyle mleko. Wśród jego składników znajdują się m.in. cenne białka, tłuszcze, witamina B13, a także czynnik bifidus, trudny do zastąpienia w inny sposób. Umożliwia on rozwój korzystnej dla zdrowia mikroflory bakterii mlekowych i zwiększa odporność organizmu. Obserwacja kliniczna (a dotyczyła ona kapsułek z kobylim mlekiem Proskin LF) prowadzona wśród osób chorych na łuszczycę, atopowe zapalenie skóry i trądzik potwierdziła, że to mleko wyraźnie zmniejsza dolegliwości związane z suchą skórą, takie jak pieczenie, swędzenie oraz pękanie. Ponieważ problemy skórne często mają związek z funkcjonowaniem wątroby, która nie jest w stanie poradzić sobie ze wszystkimi toksynami, jakie docierają do organizmu wraz z pokarmem, warto stosować także suplementy regulujące jej pracę. Najbezpieczniejsze będą preparaty ziołowe (np. Livenorm).   Na początek Jeśli chcemy zmienić nasze przyzwyczajenia żywieniowe, najtrudniejsze będą pierwsze dni stosowania nowej diety. Na wyraźne zmiany trzeba niestety zaczekać ok. 2-3 miesiące. Zauważalna poprawa kondycji naszej skóry oraz całego organizmu powinna nam to jednak wynagrodzić i zmotywować nas do odkrywania kolejnych interesujących smaków oraz nieznanych dotychczas potraw. Od czego jednak zacząć? Może od czegoś zaskakującego? Poniżej publikujemy jeden z ponad 100 przepisów z książki Magdaleny Kurzyp.   Czosnkowe brzoskwinie Składniki: 6 połówek brzoskwiń 300 g chudego twarogu 1 opakowanie jogurtu 0% tłuszczu czarny pieprz 3 ząbki czosnku 1 duży pęczek natki 1 łyżka oliwy z oliwek sól do smaku   Wykonanie: Połówki brzoskwiń wrzucić do wrzącej wody, chwilę obgotować, odcedzić. Zmiksować w blenderze twaróg z 1 łyżką oliwy, jeżeli jest zbyt suchy, to dodać taką ilość jogurtu, aby uzyskać konsystencję papkowatą. Natkę pietruszki posiekać bardzo drobno, pieprz czarny utłuc w moździerzu, czosnek przecisnąć przez praskę. Składniki wymieszać. Nakładać na połówki brzoskwiń, wstawić do lodówki. Podawać jako przystawkę.
Mały pasożyt i duże zagrożenie
Lasy, łąki, parki i przydomowe ogródki to ulubione siedliska kleszczy. Latem, kiedy większość wolnego czasu spędzamy na łonie natury, powinniśmy szczególnie uważać na ukąszenia tych małych owadów. Jak zabezpieczyć się przed kleszczami oraz dlaczego stanowią one zagrożenie dla naszego zdrowia?  Między innymi o tym rozmawialiśmy z lekarzem z poznańskiego szpitala. Z roku na rok coraz więcej osób trafia do szpitali z powodu ukąszeń przez nie. Warto więc wiedzieć jak postępować w takich sytuacjach.       Zbyt późne usunięcie kleszcza z naszego ciała może powodować wiele poważnych chorób, których skutki odczuwać będziemy przez całe życie, najpopularniejszą z nich jest borelioza. Okazuje się, że coraz większa liczba kleszczy jest nosicielami tej choroby, a rocznie do polskich szpitali trafia ok. 9 tys. pacjentów zakażonych boreliozą, to o pięć razy więcej niż 10 lat temu.   Co w trawach piszczy? Na atak kleszcza najbardziej narażeni jesteśmy w okresie od maja, aż do późnej jesieni. Trawy, krzewy, liście czy drzewa, to ulubione miejsca, w których ukrywają się te małe pasożyty. Kleszcze bardzo długo wędrują po naszym ciele w poszukiwaniu ciemnego miejsca pokrytego cienką warstwą naskórka.  Właśnie z tego powodu celem ich ataku najczęściej staje się nasza głowa, okolice uszu, nogi, ręce, a także zgięcia stawów, pachwiny, fałdy skórne czy pępek – wyjaśnia dr n. med. Maria Buczyńska-Górna z poznańskiego szpitala Med Polonia. Dlatego dla naszego bezpieczeństwa, po każdym spacerze w parku, lesie czy po dniu spędzonym w ogrodzie, powinniśmy bardzo dokładnie obejrzeć swoją skórę i sprawdzić, czy nie padliśmy ofiarą tego groźnego stawonoga. Ugryzienie kleszcza jest dla nas praktycznie bezbolesne. Polega ono na przebiciu skóry i wpuszczeniu substancji znieczulającej, a następnie na wyssaniu krwi z naszego organizmu. Nie każde ukąszenie jest dla nas groźne, jednak w momencie, gdy mamy do czynienia z zainfekowanymi osobnikami możemy zostać zarażeni niebezpiecznym wirusem kleszczowego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu, a także bakterią wywołujące boreliozę. Jeżeli zostaliśmy ukąszeni, starajmy się delikatnym, ale zdecydowanym ruchem, za pomocą pęsety, usunąć kleszcza z naszego ciała, ponieważ im wcześniej się go pozbędziemy, tym ryzyko zakażenia będzie mniejsze – potwierdziła w rozmowie dr n. med. Maria Buczyńska-Górna. Należy chwycić go jak najbliżej skóry i wyciągnąć jeżeli jednak podczas usuwania w skórze pozostanie choćby mała część tego stawonoga, niezwłocznie zgłośmy się do lekarza. Miejsce po ukąszenia przemyjmy wodą utlenioną bądź spirytusem i dokładnie obserwujmy. Jeżeli na ciele, w którymkolwiek miejscu pojawi się rumień, zaczerwienienie lub obrzęk, również nie zwlekajmy z wizytą u specjalisty.   Wyprzedź ukąszenie Najlepszą obroną przed kleszczami jest profilaktyka. Ważne jest stosowanie repelentów czyli substancji odstraszających owady w kremie lub w spray‘u, jednak ta metoda nie daje nam stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa. Obecnie coraz popularniejsze w walce z chorobami przenoszonymi przez kleszcze, stały się szczepionki chroniące nas nie tylko przed zakażeniem, ale także zapobiegające powikłaniom. Aby bezpiecznie spędzić lato, warto pomyśleć o szczepieniu przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu. Wystarczą dwie dawki podane w odstępie kilkutygodniowym, aby uzyskać odporność na rok. Dodatkowo, dzięki trzeciej dawce, którą podaje się rok po pierwszej, zyskujemy odporność na kolejne trzy lata – wyjaśnia dr n. med. Maria Buczyńska-Górna z poznańskiego szpitala Med Polonia. Tego rodzaju szczepieniom poddać mogą się zarówno dorośli, jak i dzieci, natomiast szczególne wskazania dotyczą osób spędzających dużo czasu na świeżym powietrzu, w lesie lub uprawiających turystykę pieszą. Z roku na rok liczba osób zgłaszających się na szczepienia do placówek medycznych rośnie co wynika z faktu, że świadomość zagrożenia, jakie mogą nieść za sobą te pasożyty wciąż wzrasta.
Dieta pod kontrolą w smartfonie?
Zdrowie jest naszym największym dobrem. Nasz organizm szybko reaguje na różne czynniki, takie jak stres, nieodpowiednia dieta i brak ruchu.  Aby utrzymać ciało w zdrowiu i kondycji na dobre, sałatka i zajęcia w siłowni, raz w tygodniu nie wystarczą. Jesteśmy coraz bardziej świadomi w zakresie zdrowej diety i aktywności fizycznej. Istotne dla nas jest to, jaki rodzaj diety jest najlepszy i jak sprawić by utrzymać równowagę fizyczną. Jeśli już zdajemy sobie z tego wszystkie sprawę, czas na przemyślenia i odłożenie na bok starych nawyków, aby utorować sobie drogę do dobrej formy i zdrowego ciała.   Skoro zawsze mamy przy sobie smartfona, dlaczego nie wykorzystać go do monitorowania diety? Jeśli szukasz wygodnej aplikacji, która jest rozbudowanym kalkulatorem kalorii, możesz pobrać darmową aplikację MyFitnessPal. Dzięki niej dowiesz się więcej o spożywanych potrawach, uzupełnisz niedobory, a także poprawisz swoje nawyki żywieniowe. Aplikacja będzie pomocna przy odchudzaniu, ale również przy nabieraniu wagi, czy po prostu przy wprowadzaniu w życie zdrowych nawyków żywieniowych, połączonych ze sportem. Międzynarodowy zespół badawczy kierowany przez Marie Ng z Uniwersytetu w Waszyngtonie, w maju 2014 roku, opublikował opracowanie potwierdzające, że prawie jedna trzecia światowej populacji cierpi na otyłość. W Polsce jest to co druga osoba (64 proc. mężczyzn, 48 proc. kobiet - według GUS i Eurostatu). W badaniu finansowanym przez Fundację Billa i Melindy Gates, dane medyczne z 188 krajów, zostały porównane z tymi z roku 2013 i 1980 roku, naukowcy odkryli, że liczba osób z nadwagą wzrosła niemal trzykrotnie w ciągu ostatnich 33 lat na całym świecie. Współczesne życie jest coraz bardziej stresujące, a my żyjemy coraz szybszym tempem, które wpływa negatywnie na nasze zdrowie i nawyki żywieniowe. Ponad 75 milionów użytkowników na całym świecie używa darmowej aplikacjiMyFitnessPal, dzięki której, wygodnie prowadzą zdrowy styl życia. MyFitnessPal pomaga liczyć kalorie spożywane z  pokarmów, a także te używane do poruszania się w codziennym życiu. Dzięki największej na świecie bazie danych żywności: ponad 4 miliony pozycji i ponad 350 różnych aktywności, MyFitnessPal pomaga uczynić życie zdrowszym, a przy tym wygodnym. Aplikacja pokazuje, jak świadome prowadzona dieta i ćwiczenia fizyczne, mają pozytywny wpływ na samopoczucie –zgodnie z dobrze znanym hasłem „ w zdrowym ciele – zdrowy duch”.     O Aplikacji MyFitnessPal Aplikacja jest niezwykle wygodna. Pomaga nam pamiętać o posiłkach, nawadnianiu, liczy za nas kalorie i wszystko ładnie podsumowuje. Trzymanie diety nigdy nie było tak proste. Podstawowe informacje takie jak obecna waga, wzrost oraz ile chcemy schudnąć, podajemy już na etapie tworzenia nowego konta. Aplikacja pozwala na wybranie wagi, jaką chcemy utracić w ciągu każdego tygodnia (np. 0,5 kg). Zapisujemy dane o posiłkach, możemy je wyszukać w gotowej bazie ponad 4 milionów produktów, albo skanować kody kreskowe produktów z opakowania. Na podstawie wszystkich tych informacji, ale także i naszej aktywności fizycznej, aplikacja wyznacza dzienny bilans kalorii. To pomoże mieć na uwadze nasz dzienny limit kalorii. Dodatkowo w bazie znajdują się bardziej szczegółowe informacje, nie tylko kalorie, ale także tłuszcze, ilości witamin i minerałów. Możemy personalizować swój planner MyFitnessPal i dodawać własne przepisy, co będzie ciekawe dla tych, którzy gotują samodzielnie. Aplikacja pamięta także o wodzie, przypomina nam abyśmy spożywali jej odpowiednią ilość,  a także pokazuje nam powiadomienia o konieczności zapisywania informacji o posiłkach. Oprócz posiłków, dodajemy też naszą aktywność fizyczną, a aplikacja oblicza ile straciliśmy kalorii i pokazuje nam nasz dzienny bilans. Aplikacja jest bardzo prosta w obsłudze. Na początku towarzyszy nam samouczek, który przeprowadzi nas przez wszystkie funkcje. Wyniki naszych osiągnięć żywieniowo-sportowych pokazywane są w pomocnych, czytelnych wykresach. MyFitnessPal to nie tylko kalkulator kalorii, czy nasz osobisty stróż zdrowego trybu życia, to cała społeczność fanów zdrowia. Wprowadzane przez nas dane mogą, ale nie muszą, być publikowane znajomym. Możemy ustawić swój status, podzielić się doświadczeniami i przemyśleniami, zmotywować innych lub samemu takiej motywacji poszukać. Możemy wysyłać wiadomości do innych użytkowników. Aplikacja jest również zintegrowana z innymi programami, jak np. Endomondo. Możemy ją także połączyć z krokomierzami. W dowolnym momencie możemy też skorzystać ze strony www, gdzie mamy dostęp do wszystkich naszych informacji, które są synchronizowane. Z poziomu przeglądarki internetowej również możemy dodawać informacje o posiłkach i ćwiczeniach. Aplikacja jest już dostępna w języku polskim, wystarczy pobrać ją na swój telefon. MyFitnessPal jest aplikacją całkowicie darmową. Aby uzyskać więcej informacji odwiedź stronę  www.myfitnesspal.com.      
Lek na blizny nr 1 na świecie
Produkt Contractubex® już od ponad 50 lat jest z powodzeniem stosowany w leczeniu blizn. Jest najlepiej sprzedającym się lekiem na blizny w ponad 60 krajach i jest regularnie zalecany przez lekarzy na całym świecie*. Skuteczność tego produktu została udowodniona w licznych badaniach klinicznych. Jego korzystne działanie potwierdza też wysoki poziom zadowolenia pacjentów. Przezroczysty żel zawiera bowiem substancje czynne wspomagające proces gojenia skóry i regulujące wytwarzanie tkanki blizny.       Kiedy stosować żel na blizny? Preparat Contractubex® można stosować po wystąpieniu wielu różnych uszkodzeń skóry, takich jak otarcia, rany cięte lub szarpane, zabiegi chirurgiczne (w tym cięcie cesarskie), oparzenia, zabiegi laserowe (takie jak usuwanie tatuaży). Żel sprawdzi się w przypadku blizn ograniczających ruch, powiększonych, pooparzeniowych i powypadkowych, bliznach po operacjach i amputacjach, a także gdy dokuczają nam przykurcze np. palców lub ścięgien, spowodowane urazami oraz kurczeniem się blizny. Wczesne rozpoczęcie leczenia z użyciem preparatu Contractubex® gwarantuje, że blizna będzie się goić w możliwie najlepszy sposób i w sytuacji osiągnięcia najlepszego rezultatu leczenia będzie ledwo widoczna.   Cenne składniki Produkt Contractubex® zawiera trzy substancje czynne o wzajemnie uzupełniającym się działaniu: 1. Wyciąg z cebuli Posiada właściwości przeciwzapalne i bakteriobójcze oraz zapobiega tworzeniu się nadmiernej tkanki blizny. 2. Heparyna Posiada właściwości przeciwzapalne i przeciwobrzękowe, pobudza regenerację komórek i tkanek, zmiękcza bliznę. 3. Allantoina Sprzyja gojeniu się blizny, działa zmiękczająco i zmniejsza świąd.   Jak stosować Contractubex®? Contractubex® należy stosować kilka razy dziennie, najlepiej 2-3 razy na dobę przez co najmniej 3 miesiące. Żel nakładamy wyłącznie na rany całkowicie zamknięte i wcieramy w skórę delikatnie. Nakładanie rozpoczynamy od środka blizny, kierując się ku jej brzegom. Następnie wcieramy żel małymi, kolistymi ruchami, aż do całkowitego wchłonięcia preparatu.  W przypadku blizn stwardniałych i starszych można nałożyć nocny opatrunek z żelem. Leczenie trwa od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy, w zależności od wielkości blizny lub występowania przykurczu. Preparat odznacza się wysokim stopniem bezpieczeństwa, a jego tolerancję udowodniono w wielu badaniach klinicznych. Leczenie jest bezpieczne nawet u małych dzieci i niemowląt.   Jak jeszcze pielęgnować bliznę? Jeśli chcesz zredukować bliznę do minimum, przestrzegaj następujących zasad: - unikaj bardzo wysokich i bardzo niskich temperatur, - nie noś ubrań pocierających okolicę blizny, - chroń skórę przed promieniowaniem UV, - zrezygnuj na jakiś czas z sauny i opalania, - unikaj intensywnego wysiłku fizycznego, zwłaszcza jeśli blizna znajduje się na rękach, łokciach lub w okolicach stawów.     * Dane IMS Global Pharmacy (wartość sprzedaży) 2012 r.
Narodowy Test Ryzyka Chorób Serca i Naczyń
Czy wiesz, że co 3 minuty umiera dorosły Polak na skutek chorób serca i naczyń. Ich główną przyczyną jest zbyt wysoki poziom cholesterolu, który powoduje śmierć aż 170 tysięcy osób rocznie. To ogromna strata dla nas i naszego kraju. Dla porównania w wypadkach drogowych ginie co roku 3500 osób. Pod koniec kwietnia ruszył Narodowy Test Ryzyka Chorób Serca i Naczyń "Mam dobry cholesterol". Każdy Polak może dzięki niemu sprawdzić, czy jest w grupie zagrożenia.       Chcąc uświadomić każdemu Polakowi, jakie są czynniki ryzyka chorób serca i naczyń, oraz co powinniśmy robić, by zminimalizować liczbę zachorowań i zgonów, grupa specjalistów z Narodowego Programu Walki z Zawałami, Udarami i Chorobami Układu Krążenia "Mam dobry cholesterol" opracowała unikalny Narodowy Test.   Regularne badania Cholesterol to ogólnie bagatelizowany problem, który dotyka aż 16,5mln Polaków. Najbardziej narażeni na choroby serca i układu krążenia są mężczyźni w przedziale wiekowym 35-50 lat oraz kobiety pomiędzy 40 a 70 rokiem życia. Warto pamiętać o regularnym wykonywaniu pomiarów poziomu cholesterolu we krwi, tak aby wystarczająco wcześnie wykryć i zdiagnozować wystąpienie chorób serca i układu krążenia. Regularne badania to szansa aby według przysłowia „zapobiegać, a nie leczyć”, a także możliwość uniknięcia wszelkich konsekwencji wynikających z niewłaściwego poziomu złego cholesterolu LDL. Wystarczy jedna wizyta co pół roku aby chronić przyszłość swoją i swoich bliskich.   Dieta Właściwa dieta to jedna z najbardziej problematycznych kwestii. Często słowo „dieta” utożsamiamy z odchudzaniem, głodówką bądź produktami z najwyższej półki, niedostępnymi dla przeciętnych zjadaczy chleba. Tymczasem właściwe odżywanie nie musi oznaczać wielu wyrzeczeń, wystarczą niewielkie ale długotrwałe zmiany. Zamiana produktów (np. tuńczyk w oleju warto zamienić na tuńczyka w wodzie), bądź częściowa eliminacja niektórych z nich to szansa na powrót do zdrowego odżywiania. Warto pomyśleć o przekomponowaniu dotychczasowego menu w taki sposób, aby te same produkty przygotowywać tak by zachowały jak najwięcej wartości odżywczych (zamiast jajecznicy na maśle – np. jajka na twardo). Pamiętaj, zwolennicy radykalnych zmian zazwyczaj po kilku dniach tracą swój zapał i wracają do dawnych nawyków, stopniowe i przemyślane decyzje to klucz do sukcesu.   Aktywność Fizyczna Pamiętaj, że aktywność fizyczna nie musi wiązać się z wielogodzinnymi treningami na siłowni. Siedzący tryb życia, który obecnie jest zmorą większości pracujących osób, destrukcyjnie wpływa na kondycję fizyczną a także sprzyja otyłości. Wystarczy odrobina chęci, aby nawet na kilka minut oderwać się od biurka i przejść. Specjaliści coraz częściej podkreślają zbawienny wpływ aktywności fizycznej na nasze życie i zdrowie. Półgodzinny spacer z pracy do domu pozwoli nie tylko na odpoczynek dla ciała ale i umysłu – przy okazji może stanowić szansę poznania nowych, ciekawych osób. W przypadku chęci całkowitej zmiany stylu życia warto zaczerpnąć wiedzę od doświadczonej osoby, która doradzi jak często i intensywnie trenować. Na dobry początek powinno się przeznaczać minimum 3h tygodniowo, pamiętając aby systematycznie zwiększać tą ilość. Najlepsze z perspektywy serca ćwiczenia (dzięki nim pojemność wyrzutowa serca się zwiększa) należą do grupy cardio – marsz, basen, bieganie, rower itp. Wygospodaruj chociaż 3 dni w tygodniu na ćwiczenia a przekonasz się, że już po kilku treningach twoje samopoczucie fizyczne jak i psychiczne ulegnie poprawie.   Używki Używki to kolejny czynnik, który w drastyczny sposób wpływa na wzrost poziomu złego cholesterolu LDL. Napoje energetyczne, alkohol i papierosy zwiększają ryzyko zawału serca i wielu innych chorób układu krążenia. Napoje energetyczne według definicji przeznaczone są dla osób wykonujących wzmożony wysiłek psychiczny bądź krótkotrwały wysiłek fizyczny. Niestety przy obecnym, szybkim trybie obfitującym w stres, napoje energetyczne stanowią nieodłączny element życia. Warto jednak pamiętać, że poza uruchomieniem rezerwy energii – mocno przyśpieszają tętno i oddech, a także powodują wzrost ciśnienia krwi. Często nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji wynikających z nadmiernego ich spożycia. Szczególnie niebezpieczne są dla osób z zaburzeniami rytmu serca, natomiast największe zagrożenie, nawet dla całkowicie zdrowych – stanowią w połączeniu z alkoholem. Tego rodzaju drink aż sześciokrotnie zwiększa ryzyko palpitacji serca doprowadzając do zatrzymania jego akcji , które w większości przypadków kończy się śmiercią. Paradoksalnie, wdychanie dymu papierosowego jest bardziej niebezpieczne dla zdrowia niż samo palenie – boczny strumień dymu zawiera od 5 do 15 razy więcej tlenku węgla i od 2 aż do 20 razy więcej nikotyny niż dym wydychany przez palaczy. Szacuje się, że w wyniku wdychania dymu tytoniowego co roku umierają setki Polaków na niedokrwienną chorobę serca, udar mózgu, raka płuc czy przewlekłą nienowotworową chorobę układu oddechowego. Warto unikać miejsc w których narażeni jesteśmy na bycie biernym palaczem.   Czynniki genetyczne Czynniki genetyczne zwiększają bądź zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób serca i układu krążenia. W 2011r opublikowano jedną z analiz badania (INTERHEART) z którego jasno wynika, iż wystąpienie zawału mięśnia sercowego u rodziców ma wpływ na wzrost ryzyka zachorowań kolejnych pokoleń. Dane te pokazują, iż w przypadku zawału u jednego z rodziców ryzyko wzrasta 1,81 razy, natomiast w przypadku jego wystąpienia u obojga ryzyko podnosi się aż o 2,90 razy. Przedstawione statystyki dowodzą, że w największym niebezpieczeństwie są pacjenci, których oboje rodzice przebyli zawał. W tym przypadku, jak i w każdej innej przedstawionej sytuacji, warto ze szczególną uwagą śledzić swój stan zdrowia. Regularne badania w połączeniu z właściwą dietą i nawet najmniejszą aktywnością fizyczną zmniejszają to ryzyko. Wystąpienie zawału serca mięśniowego u obojga rodziców nie jest wyrokiem ponieważ to my decydujemy o tym w jakiej mierze czynniki genetyczne wpłyną na nasze zdrowie. Mając świadomość zagrożeń możemy stawić im czoło.   Stres i inne czynniki ryzyka Stres to nieodłączny element codzienności, który błędnie utożsamiamy z negatywnymi zmianami w życiu. Paradoksem jest fakt, iż każde gruntowne zmiany, nawet te pozytywne jak np. ślub, zmiana miejsca zamieszkania sprawiają, że możemy świadomie, bądź nieświadomie przeżywać reakcję stresową. Długotrwały stres negatywnie wpływa na zdrowie jednocześnie zmniejszając zdolność organizmu do chronienia się przed powstawaniem zakrzepów i rozpuszczania tych już powstałych. Większość wykonywanych zawodów wiąże się z mniejszą bądź większą odpowiedzialnością, siedzącym trybem życia  i presją – wszystko to powoduje zwiększenie ryzyka zachorowań. Chwilowe oderwanie od rzeczywistości i poświęcenie chociażby godziny dla siebie wśród zgiełku codziennych obowiązków to szansa dla organizmu na upragniony odpoczynek. Spędzając niejednokrotnie 1/3 doby w pracy powinniśmy pamiętać o równowadze pomiędzy wysiłkiem a wypoczynkiem.     Narodowy TEST Ryzyka Chorób Serca i Naczyń Mam Dobry Cholesterol W czerwcu 2014 został zainaugurowany 3-letni Narodowy Program Walki z Zawałami, Udarami i Chorobami Układu Krążenia "Mam dobry cholesterol". Jego celem jest uświadomienie zagrożeń płynących z podwyższonego poziomu cholesterolu, oraz edukacja w zakresie profilaktyki chorób z nim związanych. Misją Programu jest dotarcie do każdego kto jest w grupie ryzyka i ocalenie życia tysiącom Polaków.   Już dziś rozwiąż Narodowy Test Ryzyka Chorób Serca i Naczyń "Mam dobry cholesterol" na www.mamdobrycholesterol.pl i określ jakie jest Twoje ryzyko zachorowania.   Narodowy Test Ryzyka Chorób Serca i Naczyń "Mam dobry cholesterol" stworzyły: Sylwia Tumiłowicz - biolog środowiskowyUrszula Kiwit - psychologKarolina Żak- psychodietetykPatrycja Młodnicka - biologAnna Malinowska - dietetyk medyczny, diet coachBarbara Małysa - dietetyk-towaroznawcaFaustyna Ostróżka - Narodowy Program Walki z Zawałami, Udarami i Chorobami Układu Krążenia "Mam dobry cholesterol"
8 maja Światowym Dniem Świadomości Raka Jajników
Z okazji obchodzonego już po raz trzeci Światowego Dnia Świadomości Raka Jajników ludzie z całego świata są zaproszeni do przyłączenia się do globalnego ruchu, który ma na celu zwiększenie świadomości o raku jajników. Tematem przewodnim tegorocznego wydarzenia jest świętowanie naturalnych więzi między kobietami, dlatego organizatorzy proszą o przesyłanie zdjęć o tej tematyce oraz o podpisanie deklaracji świadomości na stronie internetowej www.ovariancancerday.org.       Już trzeci rok z rzędu obchodzimy Światowy Dzień Świadomości Raka Jajników, w który angażuje się ponad 78 organizacji z 25 krajów - informuje Elisabeth Baugh, przewodnicząca międzynarodowego komitetu organizacyjnego Światowego Dnia Świadomości Raka Jajników i dyrektor Ovarian Cancer Canada. "Pokazując wyjątkowe więzi, które łączą kobiety, uznajemy siłę, którą mają kobiety, aby sobie wzajemnie pomagać. Nasz wspólny głos symbolizuje globalną grupę wsparcia dla 250 tysięcy kobiet, u których w tym roku zostanie zdiagnozowany rak jajników". Organizatorzy apelują, aby uczcić kobiety, które znamy, ufamy i kochamy, poprzez zwiększenie świadomości na temat raka jajników. Każdy może przesłać zdjęcie, które podkreśla solidarność z kobietami – śmiejącymi się, bawiącymi się, współpracującymi, aby zmienić świat na lepsze. Z nadesłanych zdjęć zostanie stworzone video, którego premiera będzie miała miejsce 8 maja. Nasze dotychczasowe działania pokazały wielki potencjał tej kampanii do zwiększenia świadomości o raku jajników oraz do łączenia i edukacji ludzi na całym świecie - wyjaśniają członkowie komitetu Calaneet Balas. Jak podkreślają w 2015 roku chcą posłużyć się wizerunkiem kobiet, które dbają i wspierają siebie wzajemnie. W tym roku wszystkie instytucje, które zajmują się zdrowiem kobiet, są zaproszone do współpracy. Działania skierowane są też do indywidualnych osób. Wszyscy ci, którzy podpiszą deklarację z okazji Światowego Dnia Świadomości Raka Jajników dostępną na stronie www.ovariancancerday.org, otrzymają e-kartkę z informacjami na temat choroby. Karta powinna zostać przekazana do najmniej pięciu przyjaciół, którzy z kolei proszeni są o przekazanie jej dalej.  Dzięki temu, w prosty i szybki sposób informacja o raku jajników zostanie rozpowszechniona. Każdego roku, u prawie ćwierć miliona kobiet na całym świecie diagnozuje się raka jajników, który uśmierca rocznie około 140 tys. osób. Statystyki pokazują, że tylko 45% kobiet z rakiem jajników ma szanse na przeżycie pięciu lat, w porównaniu z 89% kobiet, które chorują na raka piersi. W krajach rozwiniętych i rozwijających się podobna ilość kobiet choruje na raka jajników. Niedawne oświadczenie Angelina Jolie Pitt o zabiegu profilaktycznego usunięcia jajowodów i jajników z powodu genetycznej predyspozycji do raka jajników i piersi zwróciło uwagę opinii publicznej na kwestię historii choroby w rodzinie. Szacuje się, że około 15% - 20% przypadków zachorowań spowodowanych jest obciążeniem genetycznym. Przypadki te dotyczą osób, które mają bliskie powiązania rodzinne z osobą, która zachorowała na raka piersi przed 50 rokiem życia i raka jajników w dowolnym wieku. Oprócz informowania o objawach i ryzyku choroby, Światowy Dzień Świadomości Raka Jajników będzie również koncentrować się na profilaktyce. Działania w mediach społecznościowych obejmują stronę internetową Światowego Dnia Świadomości Raka Jajników oraz profil na Facebooku, Twitterze, YouTubie oraz Pinterest. Na stronie można obejrzeć zdjęcia z 2014 roku, które pokazują działania, dzięki którym deklaracja świadomości dotarła do ponad 15 tysięcy osób. Po trzech latach Światowy Dzień Świadomości Raka Jajników stał się globalnym ruchem. Dzięki wspólnym działaniom, organizatorzy chcą sprawić, aby na całym świecie, żadna kobieta z rakiem jajników nie czuła się samotna. Dołącz do ruchu poprzez podpisanie formularza deklaracji świadomości oraz przesłanie zdjęć i filmów pokazujących niepowtarzalne więzi na www.ovariancancerday.org.
Tańczysz podczas snu? Może to zespół niespokojnych nóg
Nawet co dziesiąta osoba podczas snu tańczy, biegnie i depcze kapustę - tak swoje przypadłości opisują osoby, które chorują na zespół niespokojnych nóg. Schorzenie to, będące zaburzeniem ruchowym dającym objawy nocą i podczas odpoczynku, coraz częściej jest diagnozowane. Jak poradzić sobie z dręczącym przebieraniem nogami w łóżku? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w poniższym materiale, w którym wypowiada się również lekarz ze specjalistycznej kliniki.       Co to jest RLS? Nie możesz zasnąć z powodu bólu nóg lub budzisz się zmęczony, jak po biegu na długim dystansie? Mogą to być objawy zespołu niespokojnych nóg, czyli RLS. Jest to zaburzenie ruchowe, pojawiające się najczęściej podczas snu i wypoczynku, które powoduje męczący i uciążliwy przymus poruszania nogami oraz nieprzyjemne uczucie mrowienia, drętwienie, a nawet swędzenie w stopach, łydkach i udach. Chorzy, opisując je, mówią często o „milionie mrówek i igieł” w nogach, które zmuszają do przewracania się z boku na bok i wiercenia podczas wypoczynku. To uporczywe dolegliwości, które pojawiają się najczęściej, kiedy wypoczywamy i nasilają się szczególnie, gdy leżymy. Często występują podczas snu, wyrzucając dosłownie z łóżka i przymuszając do nocnej gimnastyki. W efekcie tego chory cierpi na bezsenność, osłabieniu ulega także jego koncentracja za dnia. Pojawia się przewlekłe zmęczenie. Choroba dopada nas także często podczas długiego siedzenia, kiedy to nagle zaczynamy przebierać nogami – wyjaśnia dr n. med. Gabriela Kłodowska-Duda.   Skąd ta choroba? Przyczyny RLS nie są jednoznacznie rozpoznane. Specjaliści twierdzą, że w 60 proc. przypadków powodem choroby może być podłoże genetyczne. Pierwsze symptomy choroby pojawiają się nawet u 20 i 30-latków.  Przez lata badań zaobserwowano również, że niektóre osoby są bardziej narażone na występowanie tej dolegliwości np. chorzy na cukrzycę, niewydolność nerek, schorzenia tarczycy czy reumatoidalne zapalenie stawów, a także osoby z chorobą Parkinsona, guzem rdzenia kręgowego i neuropatią obwodową. I chociaż schorzenie częściej dotyka mężczyzn, na RLS skarży się także co piąta kobieta w ciąży, zwłaszcza w jej późniejszym okresie. Jednak w tym przypadku objawy choroby często same ustępują od razu po porodzie. Specjaliści zwracają uwagę na dietę – powodem rozwoju zespołu niespokojnych nóg może być niedobór żelaza.   Woda gazowana w nogach Objawy choroby różnią się w zależności od przypadku. Osoby cierpiące na zespół niespokojnych nóg najczęściej odczuwają dyskomfort w pozycji siedzącej i leżącej. Chorzy opisują symptomy jako mrowienie i szarpanie w okolicach nóg. Inni twierdzą, że czują się jakby przez ich żyły przepływała gazowana woda. Odczucia te mogą występować po jednej stronie ciała, najczęściej jednak występują po obu stronach. U chorych często pojawiają się męczące skurcze nocne, które prowadzą do bezsenności - wyjaśnia dr Kłodowska-Duda z Neuro-Care w Katowicach.   Diagnoza i leczenie Jak diagnozuje się problem? Zespół niespokojnych nóg można rozpoznać jedynie podczas wywiadu z pacjentem, nie ma obecnie innych metod diagnostyki tej choroby. Zaleca się także serię badań m.in. morfologię, oznaczenie stężenia żelaza we krwi, ferrytyny, magnezu oraz kreatyniny. Z chorobą można jednak skutecznie walczyć. Czasem wystarczą jedynie zmiany w stylu życia. Należy przede wszystkim ograniczyć alkohol oraz kofeinę, zwłaszcza przed snem. W odstawkę muszą pójść także papierosy. Kluczowe jest także odpowiednie nawodnienie organizmu. Zalecana jest suplementacja diety, przede wszystkim o żelazo, kwas foliowy i magnez. Ulgę przynoszą także ćwiczenia relaksacyjne np. joga oraz bieganie, szczególnie przed snem. Warto upewnić się także, czy żaden z przyjmowanych leków nie przyczynia się do choroby. Przejściową ulgę w łagodnych dolegliwościach przynoszą także domowe sposoby. Ból złagodzić można m.in. ciepłymi i zimnymi okładami. Pomocne są także gorące kąpiele oraz masaże rozluźniające napięte mięśnie nóg. Ważny jest również wieczorny rytuał - powinniśmy spać w dobrze wywietrzonym i nieprzegrzanym pokoju, a także kłaść się i wstawać o tej samej porze.   Pomoc specjalisty Jeśli domowe sposoby na złagodzenie bólu nie przynoszą poprawy, konieczne jest leczenie farmakologiczne pod opieką lekarza specjalisty. Odpowiednio dobrana terapia przynosi pacjentom trwałą i odczuwalną ulgę – zapewnia dr Kłodowska-Duda.   Neuro-Care to klinika specjalizująca się w kompleksowym leczeniu chorób neurologicznych, przede wszystkim choroby Parkinsona, Alzheimera i stwardnienia rozsianego (SM). Klinika posiada własną pracownię EEG, pracownię potencjałów wywołanych, przewodnictwa nerwowego EMG oraz laboratorium, w którym wykonuje badania z krwi i płynu mózgowo-rdzeniowego. Neuro-Care to również profesjonalny ośrodek w którym pacjenci mogą otrzymać leczenie innowacyjnymi lekami w ramach badań klinicznych.
Choroby układu moczowo-płciowego. Masz pytania, wątpliwości?
Każda choroba wiąże się ze stresem. Uciążliwe objawy, przerwanie normalnego rytmu codziennego funkcjonowania, dodatkowy czas poświęcony na badania i leczenie. Są jednak rodzaje chorób, które powodują u nas spotęgowanie złych emocji – to choroby, które dotyczą stref intymnych, choroby układu moczowo-płciowego, gdzie dodatkowo musimy przełamać barierę wstydu. Jak pokazują statystyki dla większości z nas nie jest to proste.       Lekarzy odwiedzamy za rzadko lub zbyt późno, wtedy kiedy choroba jest już zaawansowana. W pierwszej kolejności problem wolimy ignorować, dopóki objawy są do zniesienia. Często także wybieramy domowe sposoby odwlekając wizytę u lekarza.   Jakie objawy powinny nas niepokoić? Do lekarza jakiej specjalności należy się udać? Choroby układu moczowo - płciowego dotyczą zarówno kobiet jak i mężczyzn w każdym wieku. Objawy, które mogą nas niepokoić to zmiana barwy lub zapachu moczu, jego zmętnienie, zwiększona częstotliwość, uczucie pieczenia w trakcie lub tuż po oddaniu moczu, wzmożone parcie na pęcherz, konieczność oddawania moczu w nocy, jego mimowolne oddawanie, dolegliwości bólowe w okolicach podbrzusza. Pewne problemy występują oczywiście tylko u kobiet lub u mężczyzn. Wynika to z odmiennej budowy anatomicznej układu moczowo-płciowego. Kobiety odczuwają dolegliwości związane z cyklem miesiączkowym, infekcjami układu moczowo-płciowego, przebytymi porodami lub stosowaną antykoncepcją. Często skarżą się na bolesne miesiączkowanie, zaburzenia cyklu menstruacyjnego, bóle  i obrzęk piersi. U mężczyzn najczęściej pojawiają się problemy związane z powiększeniem gruczołu krokowego (prostaty), opóźnione oddawanie moczu, przerywany strumień moczu, a także uczucie nie w pełni opróżnionego pęcherza. Wszystkie wymienione dolegliwości wymagają konsultacji z lekarzem i dokładnej diagnostyki. Mogą bowiem być spowodowane powszechną i stosunkowo łatwą do wyleczenia chorobą lub świadczyć o poważnym, wymagającym głębszej diagnostyki problemie zdrowotnym. Kobiety z problemami związanymi z układem rozrodczym powinny wybrać się do ginekologa, który zajmuje się rozpoznaniem i leczeniem schorzeń żeńskiego układu płciowego i szeroko rozumianą profilaktyką. Obejmuje to także zagadnienia niepłodności, antykoncepcji i zaburzeń hormonalnych. Natomiast z problemami związanymi z oddawaniem moczu zarówno kobiety jak i mężczyźni powinni odwiedzić lekarza urologa.   Dlaczego warto wybrać się do lekarza?  Co może pomóc w przełamaniu wstydu? Pytanie wydaje się retoryczne, jednak w kontekście dolegliwości strefy intymnej warto powiedzieć to głośno. Nie diagnozujmy się sami, nie ignorujmy jakichkolwiek objawów, które mogą wskazywać na zmianę chorobową. Pamiętajmy, że zaniedbywane objawy, stopniowo mogą się pogłębiać, wymagać leczenia farmakologicznego, czy nawet operacyjnego. Szybka diagnoza i odpowiednio wcześnie zastosowana terapia mają ogromny wpływ na wynik leczenia. Jeśli mamy obawy związane z wizytą u lekarza, warto odpowiednio się przygotować. Jak to zrobić?  Największy strach budzi to co nieznane. Postarajmy się więc zebrać informacje, jak może wyglądać wizyta u specjalisty, jakie badania może przeprowadzić lekarz. W tym celu możemy skorzystać z Internetu lub z dedykowanych pacjentom infolinii. Warto także wcześniej zapisać na kartce wszelkie niepokojące nas objawy oraz pytania do lekarza. Posiadając taki „plan działania” powinniśmy poczuć się pewniej i bezpieczniej. W trakcie trwania wizyty trzeba udzielać konkretnych i wyczerpujących odpowiedzi na pytania lekarza. Niektóre z nich mogą wydać się krępujące, jednak są niezbędnym elementem badania i tak je traktujmy. W sytuacji, gdy lekarz powie coś niezrozumiałego lub posłuży się nieznanym terminem medycznym należy poprosić go o wyjaśnienie, w końcu chodzi o nasze zdrowie.   Masz pytania, wątpliwości? Nie czekaj, zacznij działać już dziś! Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, pytania dotyczące chorób układu moczowo-płciowego możesz skorzystać z infolinii i porozmawiać z lekarzem ginekologiem i urologiem. Specjaliści czekają na Twoje pytania pod bezpłatnym numerem telefonu: W dniach od 9 kwietnia do 2 czerwca 2015 r. w godzinach 10.00-19.00 można porozmawiać z lekarzem urologiem pod bezpłatnym numerem telefonu 800 802 602. W dniach od 9 kwietnia do 11 maja 2015 r. w godzinach 10.00-19.00 można odbyć konsultacje z lekarzem ginekologiem pod bezpłatnym numerem telefonu 800 801 601. Pamiętajmy jednak, że rozmowa telefoniczna z lekarzem to dopiero pierwszy krok. Kolejnym obowiązkowym jest wizyta w gabinecie lekarza. Rozmowy przez telefon nie mogą być podstawą do postawienia diagnozy, ani zlecenia terapii.
Znowu katar? A może to chore zatoki?
Już nie pamiętasz od kiedy męczy cię katar, a do tego ciągle boli cię głowa i masz stan podgorączkowy? To niekoniecznie musi być uporczywe przeziębienie. Ten problem może mieć zupełnie inne źródło. Przyczyną tej sytuacji może być zapalenie zatok przynosowych. Co roku zmaga się z nim nawet kilka milionów Polaków. O tym jakie objawy daje to schorzenie oraz jak się go leczy – rozmawiamy ze specjalistą.       Zatoki przynosowe to wypełnione powietrzem jamy rozmieszczone symetrycznie po obu stronach czaszki połączone z jamą nosową. Pełnią one kilka bardzo ważnych ról. Ogrzewają, oczyszczają i nawilżają wdychane przez nos powietrze, chronią nasz mózg przed urazami, a także uczestniczą w emisji głosu. To właśnie problemy z nimi związane są jedną z najczęstszych przyczyn wizyt u laryngologa.   Ten uciążliwy katar Choroby zatok najczęściej wywołują wirusy, rzadziej odpowiadają za nie bakterie bądź grzyby. Przyczyniają się do nich między innymi niedoleczone infekcje górnych dróg oddechowych, alergie, a także przerośnięte migdałki czy skrzywiona przegroda nosowa. Problemy dotyczą również osób, które często przebywają w zadymionych pomieszczeniach, ponieważ dym papierosowy podrażnia śluzówkę i ułatwia drobnoustrojom wnikanie w głąb organizmu. Zazwyczaj zaczyna się niewinnie. Najpierw infekcja wirusowa powoduje stan zapalny i obrzęk błony śluzowej wyścielającej nos oraz zatoki przynosowe, co ogranicza drożność połączenia między nimi. W efekcie w zatokach zaczyna zbierać się wydzielina, która nie tylko utrudnia oczyszczanie nosa, ale też staje się pożywką dla drobnoustrojów i sprzyja ich namnażaniu. Jednocześnie powietrze, które nie może się wydostać, naciska na ściany zatok – tłumaczy dr Agnieszka Strzembosz, laryngolog ze Szpitala Medicover. To wszystko powoduje charakterystyczne objawy. Pojawia się uciążliwy katar i wrażenie zatkanego nosa. Z czasem dołączają do niego bóle głowy, które nasilają się nad ranem i przy pochylaniu się, kaszel i uczucie ściekającej po tylnej ścianie gardła wydzieliny. Niektóre osoby skarżą się też na osłabiony węch, nieprzyjemny zapach z ust i poranną chrypkę. Zdarza się, że infekcje zatok mijają samoistnie, ale jeśli symptomy utrzymują się przez kilka tygodni, nie ma na co czekać – trzeba zgłosić się do lekarza. W przeciwnym razie ta dolegliwość może przekształcić się w przewlekłe zapalenie, które dużo trudniej wyleczyć.   Z zatokami u lekarza Objawy towarzyszące zapaleniu zatok są na tyle charakterystyczne, że zwykle już po przeprowadzeniu wywiadu lekarz wie, co nam dolega i kieruje na badania, które pozwalają stwierdzić, jakie drobnoustroje je wywołały i dobrać właściwy antybiotyk. Bardzo ważne jest to, by zapisany lek przyjmować przez cały określony czas (najczęściej około dwa tygodnie), nawet jeśli dolegliwości ustąpią wcześniej. W przeciwnym razie część mikrobów może przetrwać i po pewnym czasie spowodować, że stan zapalny powróci. Jeśli antybiotykoterapia nie przyniesie rezultatów lub mamy do czynienia z przewlekłym zapaleniem, lekarze mają do dyspozycji jeszcze inne metody. Jedną z najnowszych technologii jest płukanie zatok przy użyciu Hydrodebridera. To urządzenie stosuje się w trakcie zabiegów endoskopowych umożliwiających operacyjne otwarcie zatok przynosowych. Podczas takiej małoinwazyjnej procedury do zatoki objętej stanem zapalnym wprowadzamy po uprzednim jej udrożnieniu cienki, elastyczny przewód zakończony giętką i obrotową końcówką, a następnie przepłukujemy jamę zatokową roztworem soli fizjologicznej pod ciśnieniem. W ten sposób usuwamy zalegającą wydzielinę oraz tak zwane biofilmy, czyli kolonie bakterii pokryte warstwą polimerową, przez którą są one odporne na działanie antybiotyków – wyjaśnia dr Agnieszka Strzembosz ze Szpitala Medicover. To pozwala przywrócić drożność i uzyskać odpowiednią wentylację zatok   Zlekceważone zapalenie zatok może powodować nie tylko nieprzyjemne i uciążliwe objawy, ale też grozi powikłaniami. Dlatego jeśli zauważymy je u siebie, potraktujmy tę chorobę poważnie i zgłośmy się do lekarza. Dzięki odpowiednio dobranym lekom lub małoinwazyjnemu zabiegowi pozbędziemy się jej szybko i bezboleśnie.
Błonnik – czy na pewno wiesz o nim już wszystko?
O tym, że błonnik pozytywnie wpływa na nasz organizm, wiele się mówi i pisze. Najczęściej słyszymy, że sprzyja lepszemu trawieniu, przedłuża uczucie sytości i pomaga w odchudzaniu, a nawet przeciwdziała wielu chorobom. Choć nie zawiera żadnych substancji odżywczych, to nie powinno zabraknąć go w diecie. Niestety nasza dieta jest nadal dość uboga w ten składnik. Sprawdzamy, ile powinniśmy go więc jeść i czy można go „przedawkować”.       Niestety w sklepach i na naszych talerzach króluje żywność wysokoprzetworzona, pełna konserwantów i sztucznych polepszaczy smaku. To prowadzi nie tylko do problemów z utrzymaniem prawidłowej wagi, ale też innych dolegliwości, na przykład tych związanych z układem trawiennym. Lekarstwem może być zmiana diety na taką, która dostarczy nam odpowiednią ilość błonnika.   Włókno o dwóch twarzach Jeszcze do niedawna wiele osób uważało go za niepotrzebny składnik żywności. Chociaż rzeczywiście nie ma on wartości odżywczych, nie dostarcza witamin ani nie jest przyswajany przez organizm, to bardzo go potrzebujemy. Warto wiedzieć, że błonnik występuje w dwóch różnych postaciach – nierozpuszczalnej i rozpuszczalnej w wodzie. Pierwsza forma to włókna roślinne, które nie są wchłaniane ani trawione przez nasz organizm. Wędrują one w niemal niezmienionej formie przez układ pokarmowy, usprawniając i przyśpieszając w ten sposób pracę jelit i oczyszczając je z niestrawionych resztek pokarmowych, ubocznych produktów przemiany materii, a także szkodliwych substancji takich jak konserwanty czy metale ciężkie. Dzięki temu możemy uniknąć wielu nieprzyjemnych dolegliwości żołądkowych. Z kolei błonnik rozpuszczalny po wymieszaniu z wodą zmienia się w substancję przypominającą żelową galaretkę – dzięki temu dłużej czujemy się syci i mniej podjadamy między posiłkami. Według ekspertów ten jego rodzaj obniża również poziom „złego” cholesterolu, reguluje wchłanianie glukozy, pomaga utrzymać stabilny poziom cukru we krwi i obniża apetyt na słodycze, a także chroni przewód pokarmowy przed podrażnieniami i ma właściwości prebiotyczne.   Gdzie szukać błonnika? Według Światowej Organizacji Zdrowia dorosły człowiek dziennie powinien spożywać od około 20 do 40 g błonnika. Statystyczny Polak zjada go jednak tylko około 15 g. Jakich pokarmów powinno być zatem w naszym codziennym jadłospisie więcej, by zminimalizować ewentualnie niedobory? Na stałe powinny zagościć w nim przede wszystkim suszone i świeże owoce ze skórką, surowe i krótko gotowane warzywa, mąka z pełnego przemiału, brązowy ryż i kasze. Nieprawdą jest też informacja, że chcąc jeść zdrowo, powinniśmy unikać pieczywa. Zarówno to tradycyjne, jak i chrupkie może być bowiem doskonałym źródłem błonnika. Wystarczy, że wybierzemy z głową i zdecydujemy się na przykład na to produkowane z 100% pełnych ziaren jak np. marki Tovago, które w zależności od wybranego rodzaju, ma od 3,8 do nawet 13,4 g błonnika w 100 g. Warto więc przed kupnem żywności sprawdzić informację na opakowaniu i porównać, czy i ile błonnika zawiera, ponieważ często to, co wydaje nam się zdrowe, niekoniecznie musi zawierać go wiele w swoim składzie.   Co za dużo, to niezdrowo Błonnik ma wiele zalet, a w dodatku jest pozbawiony kalorii, ale to nie oznacza, że możemy go jeść bez ograniczeń. Trzeba pamiętać o tym, że spożywanie zbyt dużej ilości tego składnika może obniżać przyswajanie niektórych leków i zaburzyć wchłanianie witamin (między innymi A, D, E i tych z grupy B), żelaza, magnezu, cynku i wapnia. Pamiętajmy również o tym, by jego spożycie zwiększać stopniowo – w przeciwnym razie możemy nabawić się wzdęć, bólu brzucha lub biegunki. Na potrawy z dużą zawartością błonnika powinny też w szczególności uważać osoby, które zmagają się z nadwrażliwością układu pokarmowego czy wrzodami bądź problemami z drogami żółciowymi.
Zabija w Polsce ok. 50 tys. osób, czyli średniej wielkości miasto
Choroba zakrzepowo zatorowa zabija w Polsce ok. 140 osób dziennie. Dotyka młodych i starszych, na pierwszy rzut oka zdrowych ludzi. Statystyki wskazują, że rocznie w Unii Europejskiej na zakrzepicę umiera 0,5 mln osób, a zatem więcej niż z powodu wypadków drogowych, raka prostaty, raka piersi, czy AIDS. Dlaczego tak wielkie jest to śmiertelne żniwo? Na temat zakrzepicy dyskutowali eksperci – goście Macieja Kurzajewskiego w programie Świat się kręci.     Żylna choroba zakrzepowo-zatorowa, to są dwie choroby – na jednym biegunie jest zakrzepica żył głębokich, która może z kolei prowadzić do zatoru tętnicy płucnej. – wyjaśnia dr n. med. Małgorzata Dybowska, angiolog. Zator ten, bardzo często okazuje się śmiertelny. Niestety na zakrzepicę może zachorować każdy, na pozór zdrowy człowiek. Czynnikami ryzyka, a w konsekwencji przyczyną zakrzepicy mogą być: • długotrwałe unieruchomienie, • wrodzone lub nabyte predyspozycje, • choroba nowotworowa, • operacja chirurgiczna, • długa podróż samolotem, • antykoncepcja hormonalna.   Mimo iż zakrzepica to trzecia pod względem częstości występowania choroba układu krążenia, po chorobie wieńcowej i udarze mózg,  to nadal w świadomości społecznej zbyt mało o niej wiemy. Wynika to z tego, że objawy zarówno zakrzepicy żył głębokich jak i zatorów tętnicy płucnej nie są charakterystyczne i czasem słabo wyrażone. (…) Często nikt nie wiąże tego, że ból nogi może zwiastować śmiertelne zagrożenie - mówiła dr n. med. Małgorzata Dybowska, angiolog.     Rozpoznanie zakrzepicy jest dość skomplikowane, dlatego nazywana jest cichym zabójcą. Jej pierwszym objawem rozpoznawczym często bywa zatorowość płucna. Niestety lekarz pierwszego kontaktu bardzo często nie ma możliwości diagnostycznych, ponieważ badania konieczne do wykrycia zakrzepicy są badaniami wysokospecjalistycznymi, jak np. ultrasonografia naczyń krwionośnych lub oznaczanie tzw. d-dimerów, czyli wskaźników krzepnięcia krwi. Na niekorzyść pacjenta działa również czas.  Śmierć może być kwestią kilku sekund od rozpoznania (tu nie ma określonej definicji ) w zależności od tego jak długo skrzeplina rozwija się bezobjawowo. A najczęściej objawy są bardzo skąpe albo w ogóle ich nie ma – wyjaśniała dr n. med. Ewa Trzepla z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.     Aleksandra Kaszuba, prezes Fundacji MITO, o tym że ma zakrzepicę dowiedziała się 4 lata temu, gdy jako młoda 27-letnia turystka wybrała się w daleką podróż do Afryki Południowej. Choć już w podróży dokuczała jej spuchnięta noga, zbagatelizowała objaw i rzuciła się w wir sportów wodnych, wycieczek i wspinaczki. Po dwóch tygodniach wakacji objawy zaczęły się jednak nasilać . Okazało się, że byłam jedną nogą w grobie. (…) W drodze powrotnej, w samolocie dostałam ogromnego bólu w klatce piersiowej. Nie mogłam wziąć głębokiego oddechu – wspomina Aleksandra Kaszuba. Objawy niestety nie mijały, zatem po powrocie do Polski postanowiła udać się do lekarza pierwszego kontaktu, ponieważ taka jest oficjalna, rekomendowana ścieżka leczenia. Niestety lekarz zbagatelizował objawy, nie zlecając dodatkowych badań. Gdy ból i bezdech nasiliły się, Pani Aleksandra udała się na Izbę Przyjęć najbliższego szpitala. Tutaj ratunkiem okazał się bardzo dokładny wywiad oraz tomografia komputerowa, która wykazała zatorowość płucną.     „Jak nie być jedną nogą w grobie”, czyli jak możemy bronić się  przed zakrzepicą? Mimo wszystko niezwykle istotna jest wczesna diagnostyka, zwróćmy uwagę na niepokojące objawy i jak najszybciej udajmy się do lekarza pierwszego kontaktu. Objawami z którymi powinniśmy zgłosić się do lekarza rodzinnego są: obrzęk, ból, ból przy ucisku, zaczerwienienie,  a więc niewielkie objawy. – podkreślała w rozmowie dr n. med. Ewa Trzepla z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Poza wczesną diagnostyką powinniśmy pamiętać o profilaktyce. Jeżeli długo pracujemy w pozycji siedzącej, to starajmy się w tej pozycji ćwiczyć mięśnie łydek poprzez ich naprzemienne napinanie i rozluźnianie. Warto rozstać się z paleniem papierosów, ponieważ jest to również jeden z czynników mających wpływ na spowolnienie krążenia. Samo leczenie choroby zakrzepowo-zatorowej polega na podaniu leków przeciwzakrzepowych, które mają za zadania nie tyle rozpuszczenie skrzepliny, co hamowanie narastania tych skrzeplin, a nasz własny układ fibrynolityczny rozpuszcza te skrzepliny, które już są – wyjaśniała proces leczenia zakrzepicy dr n. med. Małgorzata Dybowska. Jak nie być jedną nogą w grobie? Gdy tylko zauważymy obrzęk i zaczerwienienie jednej bądź dwóch nóg, natychmiast pędzimy do lekarza i upominamy się o USG żył głębokich. – spuentowała rozmowę w studio Świat się kręci Aleksandra Kaszuba.
Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa
Czy ZZSK to zwykły ból kręgosłupa, który pojawia się po dłuższym siedzeniu w niewłaściwej pozycji czy nadmiernym przeciążeniu? A może to coś znacznie poważniejszego? Na czym polega ta choroba? Jakie są jej objawy? I w końcu, jakie są możliwości jej leczenia? Na te i inne pytania odpowiadamy wspólnie z ekspertami programu „Zdrowa ONA”, reumatologiem, gastrologiem i fizjoterapeutą. Zachęcamy do lektury osoby młode, ponieważ ten problem może również dotyczyć ich.       Fakty ZZSK czyli zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa jest przewlekłą chorobą reumatyczną, obejmującą stawy kręgosłupa (stawy osiowe): krzyżowo-biodrowe, międzykręgowe oraz pierścienie i więzadła kręgosłupa, powodując ich usztywnienie. Do czynników ryzyka tej choroby zalicza się: • obciążenie genetyczne, ponieważ większe prawdopodobieństwo zachorowania występuje u osób, u których ktoś w rodzinie chorował na ZZSK, • płeć męską (mężczyźni chorują trzykrotnie częściej niż kobiety), • przedział wiekowy 20-30 lat, choć zdarzają się również przypadki osób jeszcze młodszych, u których choroba zaczyna się nawet w wieku 15 lat. Początek choroby zwykle jest skąpo objawowy, a do pierwszych sygnałów świadczących o chorobie, które wysyła organizm, należy nocna i poranna sztywność stawów z towarzyszącym jej bólem w okolicy krzyżowej, który promieniuje do pośladków. Dyskomfort ustępuje po wykonaniu ćwiczeń. Z rozwojem choroby dochodzi do zajmowania kolejnych stawów kręgosłupa, w wyniku czego plecy zaokrąglają się, a głowa chorego przechyla się ku dołowi. Zesztywnienie klatki piersiowej powoduje, że dochodzi do zmniejszenia pojemności płuc, co znacznie utrudnia oddychanie. Chory chcąc się np. odwrócić, musi wykonać ruch całym ciałem, bo nie jest w stanie przekręcić samej szyi i głowy. Niestety diagnoza stawiana jest średnio po 10 latach od rozpoczęcia choroby – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Witold Tłustochowicz, reumatolog, ekspert programu „Zdrowa ONA”.     Diagnoza… i co dalej? Leczenie ZZSK opiera się na dwóch filarach - farmakoterapii oraz fizjoterapii i dopiero ich połączenie pozwala osiągnąć zadowalające efekty terapii. Leki dobierane są indywidualnie do potrzeb pacjenta, aktywności choroby i chorób współistniejących. Lekami pierwszego rzutu, czyli stosowanym jako pierwsze po postawieniu diagnozy są, NLPZ (niesteroidowe leki przeciwzapalne), np. aceklofenak, działają one przeciwzapalnie i przeciwbólowo. U tych pacjentów, którym nie pomagają, bardzo przydatne są tzw. leki biologiczne. Problemem w leczeniu pacjentów NLPZ są działania niepożądane, pojawiające się najczęściej ze strony przewodu pokarmowego, takie jak krwawienia czy perforacje. Podczas stosowania części leków z grupy NLPZ konieczne jest przyjmowanie dodatkowych leków osłonowych, które mają chronić układ pokarmowy przed uszkodzeniami. Dostępne są również leki z większym profilem bezpieczeństwa, które nie wymagają od pacjenta zakupu dodatkowych specyfików – wymienia dr n. med. Tadeusz Szwed, gastrolog.     Ćwiczyć, ale jak? Osoba chora na ZZSK powinna być pod stałą opieką fizjoterapeuty, który po zapoznaniu się ze stanem chorego przygotuje odpowiedni zestaw ćwiczeń. Dr Krzysztof Dudziński, fizjoterapeuta, ekspert programu „Zdrowa ONA” wyjaśnia – Podstawowym celem usprawniania w ZZSK jest opóźnienie sztywnienia stawów. Najbardziej istotnym odcinkiem układu ruchu jest tutaj lordoza lędźwiowa – ważne jest, aby została zachowana. Sytuacja, w której odcinek lędźwiowy jest usztywniony w pozycji kifotycznej (brak lordozy - wygięcia do przodu) bardzo przeciąża pozostałe odcinki układu ruch. Chory, zwłaszcza w pozycji stojącej, jest mocno pochylony do przodu, co bardzo ogranicza jego funkcjonowanie. Ćwiczenia, które pomogą utrzymać ruchomość kręgosłupa powinno wykonywać się w pozycjach niskich (np. leżenie, klęk podparty) lub w całkowitym odciążeniu na specjalnych urządzeniach rehabilitacyjnych. Bardzo dobre jest tutaj środowisko wodne, które doskonale spełnia ten warunek. Można zarówno pływać jak i wykonywać odpowiednie ćwiczenia, które poza utrzymaniem ruchomości pomogą także wzmocnić mięśnie. O ile to możliwe powinno spać się w pozycji, w której utrzymana jest lordoza lędźwiowa. Przykładowe ćwiczenia. Pozycja 1 - leżenie na plecach, nogi złączone i zgięte w kolanach, stopy oparte o podłogę, ręce proste wysunięte w bok: przekładanie kolan raz na prawą, raz na lewą stronę z równoczesnym skrętem głowy w stronę przeciwną. Ćwiczenie powtarzamy 30-50 razy na każdą stronę. Pozycja 2 - leżenie na plecach, nogi złączone i zgięte w kolanach, stopy oparte o podłogę, ręce wzdłuż tułowia: „przetaczamy” miednicę po podłożu na zmianę w kierunku stóp (zwiększenie lordozy, lędźwie odrywają się od podłoża) i w kierunku głowy (zniesienie lordozy, lędźwie dociskamy do podłoża). Ćwiczenie powtarzamy 30-50 razy. Pozycja 3 – klęk podparty (na czworakach), na zmianę dynamiczne wymachy wyprostowanej nogi do tyłu i do góry oraz ugiętej nogi (kolana) do brzucha z równoczesnym zgięciem kręgosłupa (zaokrągleniem pleców) Wykonujemy 2-3 serie po 10-15 razy na każdą nogę.   Dr Dudziński dodaje - Ćwiczenia najlepiej jest wykonywać codziennie. Ze względu na to, że w przebiegu ZZSK dochodzi do sztywnienia połączeń klatki piersiowej bardzo ważne są także ćwiczenia oddechowe. Mogą one być oparte o odpowiedni sposób oddychania angażujący zwłaszcza tzw. tor żebrowy oraz o wykorzystanie kończyn górnych z odpowiednią stabilizacją.          
Mity na temat warzyw i owoców
Czy w cytrusach znajdziemy najwięcej witaminy C? Czy ziemniaki są tuczące? I czy połączenie pomidora z ogórkiem wyjdzie nam na zdrowie? Chociaż powszechnie wiadomo, że warzywa są cennym źródłem ważnych składników odżywczych w naszej diecie, na ich temat nadal krąży wiele sprzecznych informacji. Postanowiliśmy więc uporządkować wiedzę i obalić kilka żywieniowych mitów.       Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia powinniśmy spożywać dziennie przynajmniej 400 gram owoców i warzyw. Jednak nie bez znaczenia jest to, w jakim będą zestawieniu oraz w jakiej formie. Mity dotyczące tych przekąsek mogą nas wprowadzać w błąd.   Mit 1. Kartofle tuczą Ziemniaki są nie tylko niedoceniane, ale również niesłusznie przypisuje się im kaloryczność. Średniej wielkości warzywo to zaledwie 90 kalorii. Dopiero podsmażane lub polane sosem stają się tuczące. Kaloryczność kartofli zależy od ich przyrządzenia. Z kolei nie wszyscy wiedzą, że warzywa te są wartościowym składnikiem diety, ponieważ zawierają znaczne ilości witaminy C, potasu oraz wapnia. Dlatego w naszym menu powinny znaleźć się przynajmniej raz w tygodniu. Dietetycy jednak zawracają uwagę, że nie bez znaczenia jest czas ich przechowywania. Im są starsze tym bardziej ubogie pod względem cennych dla organizmu wartości.   Mit 2. Zgrany duet W sałatkach czy na kanapkach pomidor niemal zawsze pojawia się w towarzystwie ogórka. Ten smaczny tandem znają wszyscy smakosze kuchni greckiej, uznawanej za jedną z najzdrowszych na świecie. Jednak ta para to chyba jeden z największych odżywczych mitów. Okazuje się bowiem, że ogórek zabija całą witaminę C zawartą w czerwonym warzywie. Odpowiedzialny jest za to enzym o nazwie askorbinaza. Wystarczy już jedna łyżeczka soku z ogórka, aby usunąć witaminę C znajdującą się nawet w 3 litrach soku z pomidorów. Dlatego lepiej używać ogórków konserwowych lub kiszonych. Z kolei pomidory czasami warto zamienić na ich przetworzone odpowiedniki. Soki bądź koncentraty posiadają znaczne ilości likopenów, które usuwają wolne rodniki i chronią organizm przed licznymi chorobami.   Mit 3. C jak cytryna Witamina C kojarzy nam się przede wszystkim z tym żółtym i kwaśnym owocem, podczas gdy jej największych ilości powinniśmy szukać zupełnie gdzie indziej. Ani cytryna, ani inne cytrusy nie są najbardziej bogate w witaminę C. Pod względem zawartości tego składnika bezkonkurencyjne są: czarna porzeczka oraz czerwona papryka. Dawka witaminy C, jaką posiadają jest nawet trzy krotnie większa.     Mit 4. Surowe kontra gotowane Czy świeże zawsze oznacza lepsze? Okazuje się, że nie. Podczas gotowania marchwi i pomidorów uwalniają się karotenoidy oraz likopen, które blokują rozwój komórek rakowych w organizmie. Konsumpcja dużej ilości surowych jarzyn przysparza naszemu żołądkowi problemów trawiennych. Dlatego takie warzywa jak kalafior, brokuły czy kapusta lepiej spożywać po wcześniejszej obróbce termicznej. Gotowanie jest zabiegiem niekorzystnym wyłącznie wtedy, kiedy trwa zbyt długo. Niesprzyjające jest również kilkukrotne podgrzewanie posiłków. Warzywa mogą wówczas tracić nawet 50-80 procent swoich właściwości. Rozwiązaniem rekomendowanym przez dietetyków jest gotowanie na parze aż do uzyskania odpowiedniej miękkości.   Mit 5. Jedz bez limitów Z przykrością musimy obalić pogląd mówiący, iż owoce możemy jeść bez ograniczeń. Zawierają one cukry proste, zwane fruktozą, sprzyjające odkładaniu tłuszczu. Osobom, które liczą kalorie poleca się wybieranie produktów o niskim indeksie glikemicznym. Należą do nich: jabłka, pomarańcze, gruszki, morele, czereśnie, wiśnie, truskawki, maliny, brzoskwinie oraz żurawina. Z kolei „lekkie” warzywa, które można jeść w dużych ilościach to: brokuły, fasola, groch, cukinia, sałata, pomidor, szparagi, brukselka, ogórki, szpinak oraz papryka.   Kiedy nasze menu bogate jest w owoce i warzywa jesteśmy przekonani, że odżywiamy się prawidłowo. Tymczasem to wrażenie może być mylne. Nawet najzdrowsze produkty nieodpowiednio połączone i przyrządzone mogą stać się niemalże bezwartościowe. Dlatego warto znać zasady zdrowego odżywiania, ale również wiedzieć, które informacje nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością.     Pomidory przez cały rok Abyśmy mogli cieszyć się warzywami i owocami przez jak najdłuższy czas w ciągu roku, potrzebne są specjalne systemy o czym wiedzą osoby zajmujące się uprawą roślin. Tunele foliowe, ogrodowe, ogrodnicze i szklarnie KROSAGRO pozwalają maksymalnie przedłużyć okres wegetacyjny upraw, co jest niezwykle ważnym czynnikiem dla wszystkich, którzy pragną osiągać jak najlepsze efekty w jak najdłuższym okresie czasu. KROSAGRO to wysokiej jakości tunele foliowe oraz szklarnie używane do przedłużenia okresu uprawy różnego rodzaju roślin, owoców i warzyw. Oferta zawiera szeroką gamę gotowych produktów przeznaczonych zarówno dla indywidualnych rolników, jak i dla producentów detalicznych i hurtowych. Produkty KROSAGRO są wytwarzane z najlepszych materiałów, rur i profili stalowych firmy Stal Impex Sp. z o.o.        
Rozmazują szminkę i przypominają o cytologii
Rita Ora, Georgia May Jagger, Monika Olejnik – co je łączy? Wszystkie panie wzięły udział w akcji #SmearForSmear i umieściły w internecie zdjęcia, na których pozują z rozmazaną szminką. Kampania ma na celu uświadomienie kobietom, że regularne badania cytologiczne pozwalają na wczesne wykrycie raka szyjki macicy. Najnowsze statystyki pokazują jak wielkim problemem jest zachorowalność na ten rodzaj nowotworu. Jednocześnie należy on do jednych z tych, który można całkowicie wyeliminować.   Rozmaż szminkę w kąciku ust, zrób selfie, wrzuć do internetu i powiadom znajomych o kampanii #Smearforsmear. W jakim celu? Dzięki temu uświadomisz kobietom, że cytologia ratuje życie. W kampanii może wziąć udział każdy, także mężczyźni. Szacuje się, że 4 na 5 osób, które uprawiają seks, miało kontakt z wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV). To on jest odpowiedzialny za raka szyjki macicy u kobiet, ale także nowotwory odbytu, gardła czy prącia u mężczyzn. W Polsce raka szyjki macicy rozpoznaje się co roku u prawie 4 tysięcy kobiet. Co druga Polka chora na raka szyjki macicy umiera. Śmiertelność jest u nas wyższa aż 70% niż średnio w krajach Unii Europejskiej. Każdy sposób na to, by promować badania cytologiczne, jest dobry. Jeśli rak szyjki macicy zostanie odpowiednio wcześnie wykryty, to prawie w 100% przypadków jesteśmy w stanie go wyleczyć. Śmiertelność na ten rodzaj nowotworu jest w Polsce tak duża tylko dlatego, że brakuje u nas świadomości, jakie znaczenie ma regularna cytologia. A to przecież proste, bezbolesne badanie – wyjaśnia dr n. med. Karolina Waleśkiewicz – Ogórek, specjalista położnictwa i ginekologii, współpracujący z Fundacją Rosa w ramach kampanii Rakoobrona, koncentrującej się na promocji profilaktyki przeciwnowotworowej wśród młodzieży. Kampanię #Smearforsmear zorganizowała brytyjska organizacja Jo's Cervical Cancer Trust. Rozmazywanie szminki rozprzestrzenia się w tempie słynnego Ice Bucket Challenge. W ciągu kilku dni akcja zdobyła popularność na całym świecie. Profilaktyka onkologiczna w takiej formie przemawia do wyobraźni. Im więcej tego rodzaju akcji, tym lepiej. Młode kobiety powinny traktować badania cytologiczne jako element zdrowego trybu życia. Jako organizatorzy kampanii edukacyjnej m.in. na temat raka szyjki, natychmiast przyłączyliśmy się do akcji – wyjaśnia Martyna Niewójt , szefowa kampanii Rakoobrona.     Rak szyjki macicy to najczęściej występujący nowotwór wśród kobiet poniżej 35 roku życia. Jednocześnie jest to jeden z nielicznych rodzajów raka, które możemy całkowicie wyeliminować.   Program Rakoobrona jest skierowany do młodzieży w wieku 14-19 lat i przewiduje zajęcia edukacyjne w szkołach – w wymiarze 1 godziny lekcyjnej, dla uczniów klas II i III szkół gimnazjalnych oraz I-III szkół ponadgimnazjalnych. Dla placówek, które wyrażą zainteresowanie programem, Fundacja Rosa przygotowała profesjonalne materiały edukacyjne, opracowane w atrakcyjnej dla młodych ludzi formie. Materiały są przekazywane bezpłatnie. Do programu mogą się zgłaszać szkoły z całej Polski. Więcej o kampanii Rakoobrona na stronie www.rakoobrona.pl  
Czy warto wykupić prywatne ubezpieczenie medyczne?
Kilometrowe kolejki w przychodniach, wielomiesięczne oczekiwanie do specjalisty, a w przypadku niektórych specjalności nawet kilkuletnie. Działalność publicznej służby zdrowia budzi wiele zastrzeżeń u pacjentów. W ostatnich latach szczególnie jesteśmy narażeni na te wszystkie niedogodności o czym mogliśmy wszyscy przekonać się osobiście lub dzięki relacji mediów. Początek roku 2015 dla pacjentów służby zdrowia rozpoczął się pod dużym znakiem zapytania. Zachodzi zatem pytanie - czy nie warto wykupić prywatne ubezpieczenie medyczne?   Roczny termin oczekiwania do lekarza endokrynologa czy kardiologa dziwi już coraz mniej osób, które korzystają z publicznej opieki zdrowotnej. Rekordowo długie terminy oczekiwania to np. 3 lata na rehabilitację czy 4 na badanie u kardiologa. Chorzy, którzy nie mogą tyle czekać, chcąc nie chcąc, muszą zapłacić za odpłatną wizytę u specjalisty. Koszty prywatnych wizyt do najtańszych nie należą i w zależności od specjalizacji oraz rejonu wynoszą od 50 do 200 zł. Warto wiedzieć, że cena wizyty zwykle nie obejmuje kosztów badań, czyli jeśli odwiedzamy renomowanego lekarza gastrologa, u którego krótka 15-30 min wizyta to koszt 100-150 zł, to za gastroskopię wykonaną w czasie wizyty zapłacimy kolejne 100-200 zł. Nic dziwnego, że coraz więcej osób szuka ofert prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Prywatne ubezpieczenie najczęściej jest uzupełnieniem podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego, a nie jego odpowiednikiem, bo np. nie każdy prywatny pakiet zaoferuje nam pogotowie ratunkowe w razie nagłego wypadku lub choroby. Pakiety prywatnej opieki medycznej to, na równi ze szkoleniami, najbardziej pożądane przez pracowników dodatki do pensji podstawowej. Według raportu Benefit Systems i HRNews, aż 66,7 proc. respondentów wybiera właśnie takie benefity. Nie tylko pracownicy dużych firm mogą liczyć na atrakcyjne pakiety dla osób prywatnych.   Ile kosztuje prywatne ubezpieczenie zdrowotne? Koszt prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego wcale nie musi być wysoki. Przykładowo, w nowej ofercie serwisu LepszaOferta.pl, znajdziemy pakiety już od 24,90 zł. Osoby, które nie chcą dodatkowo płacić za badania i konsultacje, mogę wybrać nieco droższy pakiet, w którego cenie zawarto dostęp do 6 specjalizacji lekarskich, możliwość konsultacji z lekarzem podstawowej opieki medycznej, zabiegi pielęgniarskie w ambulatorium, szczepienia przeciwko grypie czy podstawowe badania diagnostyczne. To duża oszczędność w porównaniu z jednorazową prywatną wizytą u wybranego specjalisty. Czy warto zainwestować w prywatne ubezpieczenie zdrowotne? Jeśli odstrasza nas kilkumiesięczne oczekiwanie na wizytę u specjalisty i niemałe kolejki, z pewnością prywatny pakiet jest dobrym rozwiązaniem. Gwarantuje specjalistyczne badania diagnostyczne, stałą opiekę lekarską, szczepienia, rehabilitację czy dostęp do poradni bez konieczności czekania.   O LepszaOferta.pl Serwis LepszaOferta.pl jest multi-porównywarką, pozwalającą porównać i sprawdzić, o ile można obniżyć rachunek np. za prąd, telefon, internet, raty kredytów czy składkę ubezpieczeniową. Serwis udostępnia także aplikację na smartfony, dzięki której można zrobić zdjęcie rachunku i przesłać na wirtualną giełdę ofert. Oprócz obniżania własnych rachunków, istnieje możliwość zmniejszania rachunków innych osób, poprzez działanie w programie partnerskim. Daje to możliwość uzyskania dodatkowego dochodu w postaci prowizji.  
Czy w Polsce za często usuwa się kobietom macice?
Podczas XI Krajowej Konferencji Szkoleniowej – Ginekologia i Położnictwo 2014, organizowanej co roku w Krakowie przez wydawnictwo Medycyna Praktyczna, na jednej z sesji grono ekspertów dyskutowało nt. postępów w ginekologii w kontekście zabiegów małoinwazyjnych. Prowadzący sesję, prof. Jan Kotarski, zadał przewrotne pytanie, czy w ogóle jest możliwa ginekologia bez leczenia operacyjnego? Według badań w Polsce w 2009 roku wykonano z powodu mięśniaków macicy 127 361 histerektomii, 12 578 miomektomii oraz 2619 wycięć macicy drogą pochwową. Z czego wynikają te liczby i czy więcej zawsze znaczy lepiej?     Najczęstszą po cięciu cesarskim operacją stosowaną w położnictwie i ginekologii jest histerektomia (usunięcie macicy), wykonywana najczęściej z powodu mięśniaków macicy. Mięśniaki macicy są jednym z najczęściej występujących niezłośliwych rozrostów nowotworowych, które występują u 20-40% kobiet. Szacuje się, że w Polsce żyje ponad 5 milionów kobiet powyżej 20 roku życia, które mają mięśniaki macicy. Część z tych kobiet nie wie, że ma mięśniaki, ponieważ w 15-20% przypadków nie powodują one żadnych dolegliwości. Regularne badania ginekologiczne oraz wykonywanie przynajmniej raz w roku USG pozwalają na ich wykrycie, a współczesna medycyna oferuje pacjentkom różne metody leczenia. W Polsce często standardem pozostaje leczenie operacyjne, ale dla wielu pacjentek operacja jest obarczona dużym stresem i wiąże się z poczuciem utraty atrybutu kobiecości, jakim jest macica. W przypadku leczenia operacyjnego mięśniaków macicy 89% zabiegów wykonywanych w Polsce stanowi histerektomia. W grupie tej znajdują się też młode kobiety, które nie zakończyły planów prokreacyjnych (20-29 lat – ok. 17%, 30-39 lat – ok. 15%). Podczas sesji prof. Anita Olejek z Katedry i Oddziału Klinicznego Ginekologii, Położnictwa i Ginekologii Onkologicznej w Bytomiu, Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach przedstawiła możliwe niekorzystne następstwa histerektomii, takie jak negatywny wpływ na funkcję dna miednicy i inne aspekty zdrowotne, szczególnie jeśli równocześnie usuwa się jajniki. Objawy te mogą pojawić się wiele lat po histerektomii i zaburzać znacząco jakość życia. Powikłania okołooperacyjne sumarycznie występują w ok. 20% w zależności od techniki chirurgicznej. Poza problemem natury medycznej rodzi to poważne problemy zarówno społeczne jak i psychologiczne. Wśród kobiet, którym z powodu mięśniaków usunięto macicę, padają takie stwierdzenia jak: „amputacja kobiecości” czy „naczynie, które nic nie przechowuje”. Ponieważ w ostatnich latach bardziej otwarcie podchodzi się do opinii i odczuć kobiet, należy je brać pod uwagę, zwłaszcza, że pojawiły się nowe możliwości terapeutyczne i nowe technologie.   Współczesna medycyna daje wielu pacjentkom szansę na zachowanie macicy W Europie Zachodniej odnotowuje się coraz większy trend leczenia polegający na zastąpieniu histerektomii metodą zabiegów małoinwazyjnych, pozwalających zachować macicę. Wśród różnych opcji leczenia mięśniaków od 2012 roku zarówno w Europie Zachodniej, jak i w Polsce dostępna jest nowoczesna terapia farmakologiczna octanem uliprystalu. Gość specjalny Dr Martin Sillem z Mannheim przedstawił doświadczenia niemieckie ze stosowaniem tego leku. Zastosowanie leczenia farmakologicznego, zmniejszającego objętość mięśniaków, umożliwia wielu kobietom zachowanie macicy. Lek powoduje kontrolę krwawień już w ciągu 10 dni od rozpoczęcia terapii oraz redukcję objętości mięśniaków poprzez wywołanie apoptozy – czyli śmierci komórek mięśniaka. Zmniejszenie mięśniaka daje pacjentkom możliwość zaplanowania zabiegu w dogodnym czasie i nie musi kolidować z planami dotyczącymi założenia rodziny. U niektórych pacjentek objawy choroby nie powracają, mięśniaki nie odrastają, a nawet potrafią całkowicie zniknąć.       Podczas spotkania prof. Mariusz Zimmer z II Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, przedstawiając nowe możliwości histeroskopii, między innymi omówił kwalifikację do zabiegów operacyjnych mięśniaków macicy w leczeniu niepłodności. Z kolei prof. Rafał Kurzawa z Kliniki Medycyny Rozrodu i Ginekologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, omówił różne aspekty wpływu operacji niezłośliwych zmian w jajniku (głównie torbieli) na płodność kobiet. Natomiast prof. Tomasz Paszkowski z III Katedry i Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie przedstawił zasady kwalifikowania pacjentek do leczenia zachowawczego (nieoperacyjnego), gdyż leczenie takie nie jest możliwe we wszystkich przypadkach.   Dane ilościowe i jakościowe podane w artykule odnoszą się do badania „Walczymy o kobiecość”, przeprowadzonego w 2014 roku przez Instytut Nauk Społeczno-Ekonomicznych w Łodzi.
Naturalna witamina C z zielonej gryki
Polska firma BioOrganic stworzyła pierwsze na rynku kapsułki zawierające ekstrakt z kiełkujących nasion zielonej gryki. Suplement zawiera naturalne bioflawonoidy (rutyna i kwercetyna), szereg cennych dla organizmu aminokwasów oraz najwyższej jakości kwas L-askorbinowy. Ta najwyższej jakości naturalna forma witaminy C, wchłaniana jest w co najmniej 98%. Jedna kapsułka zapewnia aż 125% dziennego zapotrzebowania na witaminę C. Grykamina C jest w pełni polskim produktem, który zawiera 250 mg ekstraktu z nasion zielonej gryki w każdej kapsułce, co stanowi 100 mg kwasu L-askorbinowego. Nie zawiera sterynianu magnezu.   Moc gryki Gryka jest rośliną od tysięcy lat pożytkowaną w medycynie wschodniej m. in. do zwalczania nadciśnienia, słabego krążenia, alergii, żylaków, odmrożeń, dysfunkcji naczyń kapilarnych i wielu innych dolegliwości, a także całego spektrum objawów przedwczesnego starzenia się organizmu. Stanowi bogate źródło bioflawonoidów, enzymów i innych substancji o uznanym działaniu prozdrowotnym. Grykę uprawiano już przed 4000 lat temu. Aktualnie największe uprawy tego zboża w Polsce znajdują się rejonie południowo-wschodnim. Gryka budzi coraz większe zainteresowanie na rynku światowym zdrowej funkcjonalnej żywności. W dodatku jest to witamina wysoce przyswajalna, w przeciwieństwie do syntetycznej witaminy C.   Tylko naturalna witamina C Z gryki kiełkującej ekstrahuje się lewoskrętną witaminę C o najwyższej biodostępności. Naturalna witamina C różni się od syntetycznej, gdyż jest zbudowana lewoskrętnie - tak jak wszystko co żywe i naturalne. Syntetyczna witamina C, kwas askorbinowy są związkami chemicznymi o budowie prawoskrętnej. Jako syntetyk trudniej się przyswajają i mogą powodować odkładanie złogów w nerkach.   Witamina C Uważana jest za jeden z najważniejszych składników naszej diety z uwagi na brak umiejętności ludzkiego organizmu do jej naturalnego wytwarzania. Odpowiedzialna jest za kilka fundamentalnych dla naszego organizmu funkcji: • pobudzenie wzrostu komórek odpornościowych typu T i B odpowiedzialnych za zwalczanie infekcji w naszym organizmie; • jest silnym przeciwutleniaczem neutralizującym wolne rodniki, które przy braku antyoksydantów prowadzą do zaburzeń funkcji metabolicznych komórek; • stymuluje syntezę kolagenu odpowiedzialnego m. in. za prawidłowe funkcjonowanie naczyń krwionośnych, ścięgien czy tkanki łącznej kości; • uczestniczy w procesie przyswajania jonów żelaza w organizmie.   Grykamina C powinna być zażywana przez osoby narażone na infekcje, uprawiające sport i prowadzące aktywny tryb życia, narażone na stres, palące papierosy, osoby starsze.   Dorośli i dzieci powyżej 6-go roku życia: › w celach suplementacyjnych – 1 kapsułka dziennie, › w okresach wzmożonego zapotrzebowania – 1 kapsułka 3 razy dziennie.   Cena za opakowanie (30 szt.): 25 zł
Samo mycie i nitowanie to za mało
Najprostsze i bezbolesne zabiegi higienizacyjne u dentysty mogą uchronić przed najgroźniejszymi chorobami jamy ustnej m. in. próchnicą i chorobami przyzębia. Wśród nich jest również paradontoza, na którą w ostatnich latach cierpi coraz więcej osób. Odpowiada za to brak utrzymywania właściwej higieny jamy ustnej oraz związana z tym w dużej mierze niewłaściwa dieta, pozbawiona produktów roślinnych i mało przetworzonych.  Z tego względu warto korzystać okresowo z określonych zabiegów.     Usuwanie kamienia Chociaż skaling to prosty zabieg, to wciąż za rzadko po niego sięgamy - ubolewają dentyści. Tymczasem trwające zaledwie 30 minut usuwanie kamienia nazębnego może uchronić nas przed rozwojem próchnicy, chorób dziąseł i przyzębia, w tym najgroźniejszej - paradontozy. Sam zabieg jest niezwykle prosty. Polega on na rozbiciu  przy pomocy ultradźwięków zalęgającego na zębach kamienia, czyli zmineralizowanych pod wpływem śliny bakterii.  Drgania jakie towarzyszą zabiegowi, sprawiają, że złogi kamienia pękają, a następnie wypłukiwane są z jamy ustnej. Tworzące się na powierzchni zębów warstwy kamienia, stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia zębów i dziąseł.  Po pierwsze przyczyniają się one do demineralizacji szkliwa, czyli jego rozpuszczenia, otwierając bakteriom drogę do wnętrza zębów. Kamień jest więc główną przyczyną rozwoju próchnicy. Po drugie przyczynia się do rozwoju chorób dziąseł m. in. paradontozy i zapalenia dziąseł. Jest także źródłem chorób przyzębia, w tym stanów zapalnych dziąseł i uszkodzeń kości zębodołowej szczęki i żuchwy - wylicza lek. stom. Wojciech Fąferko z Centrum Implantologii i Ortodoncji Dentim Clinic w Katowicach.     Specjaliści zalecają, aby skaling wykonywać przynajmniej 2 razy do roku. Jego częstotliwość zależy w dużej mierze od indywidualnych tendencji do osadzania kamienia oraz od diety. Częściej zabieg powinni mieć wykonywany palacze oraz osoby ze zmianami zapalnymi  dziąseł. Zabieg jest bezbolesny, chociaż często towarzyszy mu lekki dyskomfort. W niektórych przypadkach zaleca się komputerowe znieczulenie  przed skalingiem.   Pozbądź się przebarwień Skalingowi powinno  zawsze towarzyszyć piaskowanie zębów, które dopełnia higienizację. Zabieg usuwa przebarwienia i plamy powstałe z jedzenia oraz wzmacnia efekt usuwania kamienia nazębnego. Wygładza także miejsca, w których zalegał kamień. Zabieg wykonywany jest przy pomocy specjalnej piaskarki, która pod ciśnieniem wyrzuca mieszankę powietrza, wody i preparatu czyszczącego. Piaskowanie podobnie jak skaling jest zabiegiem profilaktycznym. Piaskowanie pozwala na usunięcie osadu i przebarwień, likwiduje także nagromadzony kamień nazębny. Zabieg sprawia, że nasze zęby stają się jaśniejsze, przywracając im naturalny, perłowy połysk - wyjaśnia ekspert z Dentim Clinic. To nie jedyne zalety piaskowania. Fakt, że substancja czyszcząca jaką traktowane są zęby zawiera fosfokrzemian wapniowo-sodowy sprawia, że zabieg staje się dla zębów źródłem niezbędnych minerałów. Wszystko za sprawą reakcji, w jaką wchodzi on ze śliną. Efektem tego są kryształy hydroksyapatytu, które odbudowują zdemineralizowaną powierzchnię zęba.   Proste zasady higieny Piaskowanie powinno wykonywać się przynajmniej raz na pół roku. Po zabiegu konieczne jest wypolerowanie zębów za pomocą specjalnych gumek i szczoteczek, co spowalnia proces ponownego osadzania się kamienia. Co 3-4 miesiące zabieg powinny mieć wykonane osoby palące nałogowo oraz stosujące dietę, zawierającą tzw. barwiące potrawy np. kawę, herbatę, kolorowe sosy. Zabieg trwa około 20 minut i jest bezbolesny. Po przeprowadzeniu higienizacji, na którą składa się piaskowanie i skaling zaleca się fluoryzację, czyli pokrycie zębów specjalnym lakierem zawierającym fluor, co zabezpiecza zęby przed próchnicą. Warto także podczas zabiegu poddać się pełnemu przeglądowi. Higienizacja jest doskonałą okazja do sprawdzenia, czy na zębach nie pojawiła się próchnica, zwłaszcza w miejscach, w których nagromadził się kamień. Higienistka może także dokonać oceny stanu dziąseł, badając tzw. wskaźniki higieny. Warto poddać się także bezbolesnemu badaniu w kierunku raka jamy ustnej.
Przyprawy na przeziębienie i nie tylko
Kiedy temperatura spada o kilka kresek poniżej zera nawet grube, wełniane swetry nie zawsze zdają egzamin. Receptą na skuteczne rozgrzanie organizmu od wewnątrz jest na przykład odpowiednia dieta. Jednak w tym przypadku mity o zapotrzebowaniu na ciężkie i wysokokaloryczne posiłki odstawmy na bok. O wiele więcej ciepła dostarczą nam rozgrzewające przyprawy.     Krzysztof Kolumb odkrył nie tylko Amerykę, ale również… paprykę, którą sprowadził do Hiszpanii. W czasach dynastii Piastów, królewscy kucharze nie szczędzili kminku. Z kolei Rzymianie swoje dania sowicie doprawiali czosnkiem. Historia przypraw jest znacznie dłuższa, bo sięga 50 tysięcy lat p.n.e. Jako pierwsi ich właściwości lecznicze poznali mieszkańcy terenów dzisiejszych Chin. Dzięki temu szybko stały się jednym z najbardziej pożądanych i elitarnych produktów. Dzisiaj są towarem powszechnie dostępnym i być może dlatego często zapominamy o ich wyjątkowych właściwościach Tej zimy w naszej kuchni nie może zabraknąć trzech energetyzujących przypraw.   Nie tylko cukier krzepi Można go dodać do kawy czy herbaty. Wzbogacimy nim również smak czerwonego wina, a sami przyjemnie się rozgrzejemy. Odrobina imbiru poprawi krążenie i sprawi, że nawet niskociśnieniowcy nie będą skarżyć się na zimne stopy i ręce.To nie wszystkie zalety rośliny pochodzącej z Azji. Chroni ona przed zakażeniami układu pokarmowego oraz dróg oddechowych. Bogata jest również w substancje przeciwzapalne. Można ją serwować nie tylko z napojami, ale również dodawać do mięs czy owoców.     Czerwona energia Jest przy najmniej kilka powodów, dla których pieprz cayenne powinien znaleźć się w każdej kuchni. Przede wszystkim ma niebagatelny wpływ na układ sercowo-naczyniowy. Ułatwia trawienie i zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia miażdżycy. Dzięki wysokiej zawartości kapsaicyny przyspiesza przemianę materii, a co za tym idzie wspiera proces odchudzania. Z kolei nałożony na skórę pomaga na bóle reumatyczne czy zapalenie stawów. Co ciekawe, po spożyciu tej czerwonej przyprawy mózg wydziela więcej endorfin – źródła szczęścia i dobrego samopoczucia.     Słodkie antidotum Starożytni Egipcjanie żuli jego nasiona, Rzymianie używali go jako perfumy, a Indianie stosowali go jako lek na otyłość. Kardamon, o którym mowa to jedna z najstarszych i najdroższych przypraw na świecie. Pochodzi ze wschodu i rośnie między innymi na Sri Lance, w Gwatemali czy w Tanzanii. Jego ciepły, kamforowo-cytrusowy smak pasuje do słodkich przekąsek. Szczególnie sprawdzi się w duecie z kawą, mlekiem, czekoladą czy dowolnym deserem. Warto pokusić się o takie połączenie, bo kardamon ma wiele właściwości leczniczych. Wzmacnia organizm, zapobiegania rozmnażaniu się wirusów, a podczas przeziębienia łagodzi kaszel. Polecany jest również osobom zmagającym się z kłopotliwymi niestrawnościami.     Mogą być słodkie, ostre albo z nutką goryczy. Dodają wyrazistego aromatu i kuszą zapachem. Pomagają zwalczyć objawy przeziębienia, zapobiegać wielu dolegliwościom, poprawiać nastrój i skutecznie rozgrzewać. Właściwości energetyczne oraz przeciwzapalne przypraw znali już nasi przodkowie kilka tysięcy lat temu. Dlatego tej zimy zróbmy porządne zapasy, a medyczne specyfiki zastąpmy zdrowszą alternatywą.  
Herbata zmniejszy ryzyko przeziębienia?
Częste opady, niskie temperatury i silny wiatr sprawiają, że o przeziębienie w sezonie jesienno-zimowym nie trudno. Zamiast stosować środki farmakologiczne, w walce z pierwszymi objawami choroby warto wykorzystać tradycyjne, naturalne rozwiązania. Niektóre z nich są dostępne wręcz pod ręką. Wystarczy skorzystać z domowego zaplecza kuchennego gdyż znajdują się w nim cenne dla zdrowia produkty.   Coraz częściej zamiast urokliwych i malowniczych pejzaży, jesień dostarcza nam powodów do zmartwień. Niesprzyjająca aura powoduje wahania nastroju i wpływa na obniżenie odporności organizmu, a co za tym idzie zwiększenia ryzyka przeziębienia. W walce z jesienno-zimowymi chorobami, ponad połowa z nas decyduje się na sprawdzone, domowe metody leczenia. Popularnym rozwiązaniem jest przygotowanie rozgrzewających napojów – kawy z dodatkiem chili lub cynamonu bądź gorącej czekolady z kroplą alkoholu. Wśród naparów zwiększających odporność prym wiodą jednak aromatyczne herbaty. Aby wzmocnić ich dobroczynne działanie, warto wzbogacić napoje o bogate w witaminy dodatki.   Zielona, czerwona czy czarna? Herbata zielona zdobyła niebywałą popularność dzięki pozytywnemu odziaływaniu na nasze zdrowie. Proces przetwarzania przeznaczonych na nią liści jest znacznie krótszy niż w przypadku innych naparów. Przeprowadzenie suszenia zaraz po ich zerwaniu sprawia, że zielona odmiana jest bogata w szereg dobroczynnych składników, w tym witaminy A, B1, B2, C, K, potas, wapń oraz żelazo. Dzięki właściwościom antybakteryjnym, płukanka przyrządzona z liści tego typu herbaty sprawdzi się przy uciążliwym bólu gardła. Ważne jednak, aby odpowiednio przygotować napar. Temperatura wody, którą zalejemy susz powinna wynosić od 60 do 80⁰C. Wysoka zawartość teiny po pierwszym zaparzeniu stawia napój na czołowym miejscu wśród pobudzających propozycji na jesienne dni. Dodatkowo, ze względu na działanie moczopędne, zielona herbata przyspiesza proces wydalania toksyn z organizmu, co może okazać się szczególnie przydatne w procesie leczenia. Właściwości moczopędne ma również herbata czerwona, znana także jako substancja wspomagająca odchudzanie. Co jednak ważniejsze z punktu widzenia przeciwdziałania jesiennym infekcjom, dzięki obecności flawonoidów uszczelniających naczynia krwionośne, przypisuje się jej pozytywny wpływ na wzmocnienie organizmu. Ze względu na korzenny, lekko gorzkawy smak dobrze skomponuje się z cytryną. Dodanie do naparu świeżo startego imbiru sprawi, że zyska również rozgrzewające właściwości. W składzie mieszanek na bazie czarnej herbaty często znajdziemy wzmacniające organizm dodatki. Jedna z najpopularniejszych w Polsce odmian Earl Grey, swoje dobroczynne właściwości zawdzięcza wzbogaceniu o ekstrakt z pomarańczy bergamota. Dawniej był on wykorzystywany jako lek służący do odkażania i inhalacji. To pozytywne działanie można wzmocnić dodając do naparu bogatą w witaminę C cytrynę lub limonkę.   Smaki dla zdrowia We wspomaganiu odporności skuteczne mogą okazać się herbaty owocowe. Przykładowo, mieszanki na bazie hibiskusa pomogą wzmocnić organizm, a dzięki dużej ilości witamin, polisacharydów i kwasów organicznych sprawdzą się w przypadku walki z infekcjami. Dobrym wyborem będzie także susz z dzikiej róży i maliny. Pierwszy składnik jest niezwykle bogaty w witaminę C, drugi ma działanie przeciwgorączkowe. Szukając propozycji odpowiednich także dla dzieci, warto sprawdzić właściwości naparów z dodatkiem trawy cytrynowej. Taka mieszanka nie zawiera teiny, czyli „herbacianej kofeiny”, można więc przygotowywać ją także dzieciom – wyjaśnia Joanna Sobyra, ekspert Segafredo Zanetti Poland. Decydując się na zakup herbatek owocowych, należy jednak sprawdzić czy w ich składzie znajduje się naturalny susz. Mieszanki aromatyzowane, pomimo intensywnego smaku, nie przyniosą nam pożądanych efektów.   Siła naturalnych wzmacniaczy Aby wzmocnić walory smakowe i pozytywne oddziaływanie na organizm, do herbacianego naparu warto dodać naturalne składniki. Zastąpienie cukru miodem pomoże zapobiec pojawieniu się pierwszych objawów przeziębienia. Do polepszenia odporności i pokonania symptomów jesiennego osłabienia przyczynić się może również wykorzystanie imbiru. Zwany „naturalnym antybiotykiem” korzeń jest bogaty w substancje antyzapalne. Herbata z jego dodatkiem wpływa pozytywnie na ukrwienie mózgu, poprawiając koncentrację. Skutecznie rozgrzeje nas także napar z pieprzem kajeńskim. Działa on przeciwbólowo i zmniejsza opuchliznę błon śluzowych, co może okazać się skutecznym rozwiązaniem przy uciążliwym katarze.   Alternatywa dla kawoszy W walce z sezonowymi przeziębieniami, zwolennikom „małej czarnej” polecane jest natomiast espresso romano, czyli kawa z cytryną. Tak przyrządzony napój stanowi naturalną alternatywę dla gotowych środków przeciwbólowych, w składzie których znajdziemy połączenie kofeiny i witaminy C. Przygotowując espresso romano, cytrynę można podawać zarówno w formie plasterka lub dodawać jedynie sok. Dla wzmocnienia aromatu wierzch warto posypać startą skórką owocu.
Czy solaria powinny być zakazane?
Słońce mocne jak na równiku w południe i przy bezchmurnym niebie. To największy poziom nasłonecznienia, jaki występuje na Ziemi. Odpowiada indeksowi UV 12 – dopuszczalnej mocy lamp na solarium. Natężenie promieniowania z tych urządzeń jest tak wielkie, że tuż po ich włączeniu otrzymujemy około 20 razy większą dawkę niż przy zwykłym opalaniu. Rozpoczyna się sezon na solaria. Dla osób przed 35 rokiem życia, regularnie korzystających z łóżek opalających, ryzyko zachorowania na czerniaka skóry rośnie nawet dwukrotnie.   Według przeprowadzonych badań, w przypadku osób do 35 roku życia, korzystających z solarium regularnie, ryzyko zachorowania na czerniaka skóry zwiększa się o 75-100%. Na czerniaka skóry choruje coraz więcej osób. Opalanie na solarium jest groźne. 3 minuty na solarium to o 3 dni starsza skóra – wyjaśnia dr Katarzyna Soter, onkolog kliniczny współpracujący z Fundacją Rosa oraz Fundacją DUM SPIRO-SPERO. Na ten typ nowotworu choruje dziś trzy razy więcej Polaków niż jeszcze 20 lat temu. Co roku na czerniaka skóry zapada w Polsce nawet do 3 tysięcy osób. Kto podejmuje największe ryzyko zachorowania na czerniaka skóry w kolejnych latach? Przede wszystkim nastolatki. Średnia wieku Polek korzystających z solarium to 17 lat. Fundacja Rosa i Fundacja Onkologiczna DUM SPIRO-SPERO, organizatorzy programu Rakoobrona, sprawdziły, co na temat przyczyn czerniaka skóry i przeciwdziałaniu rozwojowi choroby wiedzą uczniowie gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Młodzież słabo zna zasady profilaktyki onkologicznej. Tylko 38% ankietowanych potrafiło poprawnie wskazać objawy czerniaka skóry. To pokazuje, że edukacja w tym zakresie jest bardzo potrzebna – komentuje Martyna Niewójt z Fundacji Rosa, szef programu Rakoobrona. Czerniak skóry jest całkowicie wyleczalny, pod warunkiem wczesnego rozpoznania. Celem programu Rakoobrona pozostaje uświadomienie uczniom, że ich styl życia ma bezpośredni wpływ na ryzyko zachorowania na czerniaka skóry, raka płuca i raka szyjki macicy, a wiedza o profilaktyce może uratować życie. Materiały edukacyjne, które przesyłamy szkołom zgłaszającym się do programu, zostały przygotowane w sugestywnej formie. Chodzi nie tylko o przekazanie informacji, lecz także o rzeczywistą zmianę zachowań – informuje Martyna Niewójt. Poza zwiększonym ryzykiem zachorowania na czerniaka skóry, częste wizyty na solarium powodują jeszcze inne skutki uboczne. Nadmierne naświetlanie promieniami UV wywołuje zmiany barwnikowe, a także niszczy kolagen i elastynę, przyspieszając proces starzenia skóry i obniżając jej zdolność do regeneracji.     W 2009 roku WHO i IARC (Międzynarodowa Agencja Badań nad Nowotworami) ogłosiły, że łóżka opalające są równie groźne dla zdrowia jak azbest i tytoń. Z tego względu we Francji, Niemczech, Austrii, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i Norwegii obowiązuje zakaz korzystania z solariów dla osób, które nie ukończyły 18 lat. W Brazylii i niektórych częściach Australii solaria są w ogóle zabronione. W Polsce toczy się dopiero dyskusja nad wprowadzeniem ewentualnych ograniczeń. Na pewno warto zwrócić uwagę na świadomość korzystania z tej formy opalania, zwłaszcza wśród młodzieży, która nie utożsamia solarium z prawdziwym zagrożeniem. Program Rakoobrona jest skierowany do młodzieży w wieku 14-19 lat i przewiduje zajęcia edukacyjne w szkołach, w wymiarze 1 godziny lekcyjnej, dla uczniów klas II i III szkół gimnazjalnych oraz I-III szkół ponadgimnazjalnych. Dla szkół, które wyrażą zainteresowanie programem, Fundacja Rosa przygotowała profesjonalne materiały edukacyjne, opracowane w atrakcyjnej dla młodych ludzi formie. Materiały są przekazywane bezpłatnie. Do programu mogą się zgłaszać szkoły z całej Polski. Więcej informacji o kampanii na stronie programu
Czy dbasz o swoją tarczycę?
Problemy z tarczycą negatywnie wpływają na zdrowie, samopoczucie, a także jakość życia. Według endokrynologów zaburzenia czynności tego gruczołu na całym świecie ma ponad 300 mln ludzi – a nawet 50 procent z nich o tym nie wie. Z kolei polscy specjaliści szacują, że z nieodpowiednim funkcjonowaniem tego narządu zmaga się około 22 procent mieszkańców naszego kraju. Przede wszystkim są to kobiety.     Tarczyca to niewielki gruczoł położony u podstaw szyi. Produkuje ona i wydziela do krwi trzy hormony: tyroksynę (T4), trijodotyroninę (T3) oraz kalcyroninę. Mają one zapewnić prawidłowe działanie wszystkich tkanek i narządów. Już w okresie życia płodowego i przez pierwsze dwa lata po urodzeniu hormony tarczycy wpływają na rozwój mózgu. Ponadto regulują one wzrastanie i dojrzewanie. Przez całe życie mają wpływ m. in. na pracę serca, jelit, jajników, a także na procesy intelektualne czy nastrój.   Uwaga na objawy Wyróżnić można dwa podstawowe zaburzenia funkcjonowania tarczycy – niedoczynność i nadczynność. Poza tym często występują także: wole obojętne, guzki, zapalenia oraz rak tarczycy. Niedoczynność tarczycy, jedno z najczęściej występujących zaburzeń tego narządu, pięciokrotnie częściej dotyczy kobiet niż mężczyzn. Ryzyko wystąpienia choroby wzrasta z wiekiem, jednak cierpią na nią także ludzie młodzi, a nawet dzieci. Do niedoczynności dochodzi wtedy, gdy gruczoł nie jest w stanie wyprodukować wystarczającej ilości hormonów – wyjaśnia dr n. med. Leszek Pietz z poznańskiej Kliniki Promienistej. Ich zbyt mała ilość spowalnia metabolizm, a co za tym idzie powoduje uczucie zimna czy zmęczenie. Osoby zmagające się z niedoczynnością często mimo racjonalnej diety i aktywności fizycznej, tyją, a także mają podwyższone ciśnienie i zwiększoną ilość cholesterolu we krwi. Ponadto do objawów choroby zalicza się: problemy z pamięcią, stany depresyjne, zaburzenia miesiączkowania, niepłodność, bóle stawów i mięśni, wypadanie włosów, suchość skóry, a także obniżenie libido. Z kolei nadczynność tarczycy, która spowodowana jest produkcją zbyt dużej ilości hormonów, dotyka ok. 2 procent dorosłych Polaków. W przypadku tego zaburzenia zbyt duże stężenie hormonów przyspiesza metabolizm, co z kolei powoduje chudnięcie, nadmierną pobudliwość, nerwowość, niepokój czy osłabienie siły mięśni. Nieleczona nadczynność tarczycy może doprowadzić do przełomu tarczycowego, który zagraża życiu. Objawami choroby są także: przyspieszona czynność serca, wytrzeszcz oczu, drżenie rąk, uczucie osłabienia, biegunki, kłopoty ze snem, wzmożona potliwość czy rzadsze miesiączki.   Podstawowe rozpoznanie Jeśli zaobserwujemy u siebie niepokojące objawy, które mogą wskazywać na zaburzenia pracy tarczycy trzeba zgłosić się do endokrynologa, który zdecyduje, jakie badania należy wykonać. Diagnostykę rozpoczyna się zazwyczaj od badania krwi, które ma na celu oznaczenie poziomu TSH – hormonu wydzielanego przez przysadkę mózgową, który pobudza do pracy tarczycę. TSH powinno zawierać się pomiędzy 0,3 a 3,5 mj/l. Jeśli stężenie jest niższe od minimalnego mamy do czynienia z nadczynnością tarczycy, natomiast stężenie powyżej górnej granicy oznacza niedoczynność – wyjaśnia dr n. med. Leszek Pietz. Jeśli wartość TSH nie mieści się w normie, bada się krew pod kątem poziomu poszczególnych hormonów tarczycy – tyroksyny (T4) i trijodotyroniny (T3). Pozwala to na dokładną ocenę zaburzeń. Potwierdzenie diagnozy można uzyskać także przez oznaczenie TRH – neurohormonu wytwarzanego przez podwzgórze, który uwalnia TSH. Poza oznaczeniem poziomu hormonów we krwi tarczycę można zbadać również m. in. przy pomocy USG, scyntygrafii, biopsji czy też przez wykonanie rentgena klatki piersiowej. USG tarczycy pokazuje jaka jest wielkość gruczołu i czy są w nim guzki. W ten sposób badane są także węzły chłonne. Badanie pozwala również ocenić echogenność tarczycy. Jeśli fragment płata ma wyższą lub niższą echogenność możliwe jest wystąpienie guzków, zwapnień, torbieli lub powiększonych naczyń.
Badaj układ pokarmowy
Istnieje wiele rodzajów badań wątroby pod kątem wirusowego zapalenia, stłuszczenia czy zwłóknienia. Test Septyna 9 jest bezbolesną i nieinwazyjną alternatywą dla kolonoskopii (ważne dla osób chcących przebadać się np. pod kątem raka jelita grubego i odbytnicy). W przypadku chorób zapalnych jelita grubego ważnym badaniem jest z kolei badanie kalprotektyny w kale. Ostatnim aspektem poruszanym w tekście jest diagnoza obecności bakterii Helicobacter pylori, którą w Polsce zakażonych jest aż 80% dorosłych i 30% dzieci. Bakteria ta łączona jest m.in. z wrzodami, niestrawnością czy zgagą.   Przyczyny i objawy chorób wątroby Typowe przyczyny chorób wątroby to np. choroby zakaźne (wirusowe zapalenia typu A, B, C czy cytomegalia), niewłaściwe odżywianie (nadmiar tłuszczów nasyconych), nadużywanie alkoholu i niektórych leków, toksyny środowiskowe czy zatrucia pokarmowe.Niestety często choroby wątroby i pęcherzyka żółciowego przebiegają bez uchwytnych objawów. Charakterystycznym i widocznym objawem jest żółtaczka, ale zdarza się, że ciężkie uszkodzenie wątroby przebiega bez żółtaczki. Objawy, które towarzyszą tym chorobom to m.in. osłabienie, obniżenie tolerancji organizmu na wysiłek, obniżony nastrój, depresja, zaburzenia łaknienia, pobolewanie w prawym podżebrzu czy nietolerancja tłustych i ciężkostrawnych potraw. Inne możliwe objawy chorób wątroby to alergie, egzemy, wrażliwość na światło, wymioty, obstrukcja, biegunka, gorycz w ustach, ziemista cera czy łamliwe paznokcie.   Badania laboratoryjne wątroby Oto zestaw badań, który pozwala ocenić funkcjonowanie wątroby: 1. Oznaczanie OB to badanie oceniające ogólny stan zdrowia i umożliwiające wykrycie stanów zapalnych związanych z różnymi chorobami. 2. Badania morfologii krwi to całościowa analiza wszystkich rodzajów komórek krwi (czerwonych, białych i płytek), większość chorób powoduje widoczne zmiany w morfologii krwi. 3. Badanie czasu protrombinowego PT z oznaczeniem wskaźnika INR pozwala zbadać krzepliwość krwi, w chorobach wątroby występuje znaczny wzrost wartości PT(INR). 4. Próby wątrobowe, w skład których wchodzi ocena, pomiar i oznaczenie enzymów wątrobowych: a. enzymów wewnątrzkomórkowych hepatocytów, czyli ALT (aminotransferaza alaninowa) i AST (aminotransferaza asparaginowa), to podstawowe badanie przesiewowe w kierunku uszkodzenia wątroby, głównie w następstwie infekcji wirusowych, b. enzymów związanych z nabłonkiem dróg żółciowych tj. ALP (fosfataza zasadowa) to badanie uzupełniające w ocenie funkcji wątroby, jego poziom wzrasta głównie w niedrożności przewodów żółciowych, a także GGTP (gamma glutamylotransferaza), czyli badanie przesiewowe w kierunku uszkodzenia wątroby, jego nieprawidłowe wyniki odnotowuje się u osób nadużywających alkohol, c. bilirubiny całkowitej, co odzwierciedla funkcje wątroby i dróg żółciowych, a także stanowi podstawę rozpoznania żółtaczki. 5. Badania innych enzymów tj. cholinoesterazy, która produkowana jest w wątrobie i, która jest wskaźnikiem jej funkcjonowania, a także dehydrogenazy mleczanowej, bada się ją w kierunku uszkodzenia komórek wątroby na skutek np. zatrucia czy infekcji wirusowych. 6. Opracowanie proteinogramu to szczegółowe badanie, które pozwala na ilościową ocenę najważniejszych grup białek ustrojowych, odchylenia wyników od normy mogą wskazywać na zaburzenia funkcjonowania wątroby. 7. Oznaczanie markerów nowotworowych CEA i AFP, badania te wykonywane są w kierunku raka wątroby i dróg żółciowych, wzrost ich poziomu obserwuje się także w przebiegu wielu chorób nienowotworowych, dlatego na podstawie podwyższonego wyniku nie można wnioskować o obecności nowotworu. 8. Badania serologiczne wykrywające: a. przeciwciała i antygeny przy wirusowym zapaleniu wątroby typu B (antygeny HBs i HBe, przeciwciała anty-HBc, anty-HBs i anty-HBe), C (przeciwciała anty-HCV) i A (anty-HAV przeciwciała IgM i HAV przeciwciała całkowite), b. przeciwciała przy autoimmunizacyjnych chorobach wątroby tj. przy autoimmunizacyjnym zapaleniu wątroby, pierwotnej marskości żółciowej czy przy pierwotnym stwardniającym zapaleniu dróg żółciowych. 9. Badania molekularne metodą PCR stosuje się przy wirusowym zapaleniu wątroby typu B i C, pozwalają identyfikować kwas nukleinowy (materiał DNA)wirusa, dzielą się na jakościowe (stwierdzenie czy we krwi znajduje się wirus) i ilościowe (określenie ile jest cząstek wirusa). 10. Oznaczanie przeciwciał przeciwjądrowych (ANA1) jest testem przesiewowym, to wstępne badanie w kierunku jednego z typów autoimmunologicznego zapalenia wątroby, w przypadku wyniku dodatniego niezbędne jest wykonanie testu kompleksowego (ANA 2), jeśli pomimo wyniku ujemnego klinicznie podejrzewane jest autoimmunologiczne zapalenie wątroby, należy wykonać cały wątrobowy panel autoprzeciwciał. 11. Nowe badania biochemiczne, które służą do nieinwazyjnej diagnostyki wątroby to FibroTest i FibroMax. Obydwa służądo oceny stopnia zwłóknienia wątroby i stopnia aktywności martwiczo-zapalnej o podłożu wirusowym (HCV, HBV). Natomiast FibroMax dodatkowo ocenia stopień stłuszczenia wątroby, jak i stopień aktywności martwiczo-zapalnej o podłożu metabolicznym i alkoholowym. Wyniki tych badań mogą być wskazaniem do wykonania biopsji. Wszystkie powyżej wymienione badania wykonywane są między innymi w sieci laboratoriów Diagnostyka.   Helicobacter pylori Ocenia się, iż w Polsce ok. 80% dorosłych i ok. 30% dzieci zakażonych jest tą bakterią, która kolonizuje żołądek i dwunastnicę. Badania kliniczne potwierdziły, że jest ona przyczyną ponad 90% wrzodów dwunastnicy, 60-80% wrzodów żołądka i większości przewlekłych nieżytów żołądka. Często objawy zakażenia bakterią przypominają objawy zwykłego zatrucia pokarmowego. Po kilku dniach objawy ustępują, ale Helicobacter pylori jest od tego momentu obecna w błonie śluzowej żołądka i stanowi zagrożenie. Co więcej, często nie występują żadne niepokojące objawy, dlatego tylko niewielki odsetek nosicieli tej groźnej bakterii zdaje sobie sprawę z jej obecności. Wskazaniami do badania w kierunku obecności tej bakterii są: - częste zgagi- dyskomfort po posiłkach- bóle żołądka, bóle brzucha- nieskuteczność prawidłowo prowadzonej terapiiwrzodu żołądka lub dwunastnicy- nawracające wrzody żołądka lub dwunastnicy- powikłania w przebiegu choroby wrzodowej(np. krwawienia z przewodu pokarmowego)   Nieinwazyjne testy w kierunku Helicobacter pylori. 1. Test oddechowy Ureazowy test oddechowy polega na wykorzystaniu aktywności enzymatycznej ureazy wytwarzanej przez Helicobacter pylori tj. enzymu, który nie występuje naturalnie w organizmie. W badaniu, podaje się doustnie środek diagnostyczny, rozcieńczony sokiem pomarańczowym. Następnie, po 30 minutach, pobierana jest próbka wydychanego powietrza. Celem testu jest wykrycie zakażenia oraz ocena skuteczności leczenia. Jest on przyjazny dla pacjenta i stanowi nieinwazyjną alternatywę dla endoskopii. Ze względu na wysoką czułość i swoistość przewyższa inne metody nieinwazyjne. 2. Pomiar ilościowy specyficznej dla Helicobacter pylori IgG to badanie serologiczne, które we krwi wykrywa obecność reakcji odpornościowej organizmu na zakażenie bakterią. 3. Obecność bakterii w kale (antygen) Polega na wykorzystywaniu przeciwciał skierowanych przeciwko antygenom Helicobacter pylori obecnym w kale. Oznaczenie to pozwala na ocenę skuteczności terapii oraz wykrywanie nawrotów choroby. Na podstawie uzyskanych wyników można stwierdzić eradykację.   Rak jelita grubego i odbytnicy Niestety tylko 50% przypadków raka jelita grubego zostaje wykrytych we wczesnych stadiach choroby. Rak może rozwijać się do bardziej zaawansowanych stadiów bez jakichkolwiek widocznych objawów. Wczesne wykrycie nowotworu i optymalnie dobrana terapia wyraźnie zwiększa szanse na wyleczenie aż u 90% chorych. Przesiewowe testy wykrywające krew utajoną w kale w połączeniu z kolonoskopią, należą do bardzo efektywnych metod wykrywania raka jelita grubego. Niestety, kolonoskopia postrzegana jest jako badanie niekomfortowe i nieprzyjemne. Wiele osób wzbrania się przed jego wykonaniem.   Test Septyna 9 to bezbolesna alternatywa dla kolonoskopii Test ten został wprowadzony na rynek europejski w 2009 roku. Dzięki swej prostocie i łatwości w uzyskaniu materiału do badania posiada ogromny potencjał w badaniu przesiewowym. Przede wszystkim jest to atrakcyjna alternatywa dla pacjentów obawiających się badania kolonoskopowego. Oferowany w Polsce jedynie przez sieć Diagnostyka umożliwia łatwe, bezinwazyjne i bezstresowe wykrycie markera charakterystycznego dla raka jelita grubego i odbytnicy. Próbka krwi może być pobrana w dowolnym czasie i następnie przesłana do laboratorium w celu przeprowadzenia testu. Nie trzeba przestrzegać żadnych zaleceń dotyczących żywienia, stosowanej terapii i przyjmowanych leków. Zasada tego badania opiera się na tym, że u chorego z rakiem jelita grubego i odbytnicy dochodzi do specyficznej reakcji chemicznej: metylacji DNA genu septyny 9. Produkt tej reakcji nie jest wykrywany u osób zdrowych. Wykrycie tym testem zmetylowanego genu septyny 9 jest więc związane z wysokim prawdopodobieństwem zachorowania na ten rodzaj raka. Powinny wykonać go wszystkie osoby powyżej 50 roku życia, nawet nie zgłaszające objawów klinicznych, które z jakiś powodów nie mogą lub nie chcą poddać się kolonoskopii.   Badanie kalprotektyny w kale w kierunku chorób zapalnych jelita grubego. Dzięki badaniu kalprotektyny w kale można monitorować leczenie, a także ocenić aktywność i ryzyko zaostrzeń chorób zapalnych jelit. Białko to występuje głównie w ziarnistościach i cytoplazmie neutrofili. Na skutek rozszczelnienia bariery jelitowej aktywowane leukocyty przenikają do światła jelita i uwalniają znaczne ilości kalprotektyny. W efekcie obserwuje się wzrost jej stężenia, w największym stopniu w kale, związane z obrazem zmian chorobowych w otaczających tkankach i narządach. Znaczenie kliniczne badania z wykorzystaniem tego białka polega np. na różnicowaniu chorób organicznych (choroba Leśniowskiego-Crohnai wrzodziejące zapalenie jelita grubego) oraz zaburzeń funkcjonalnych (zespół jelita drażliwego). Wykazano, że prawidłowy wynik badania kalprotektyny pozwala wykluczyć dwie pierwsze choroby. Uważa się, że oznaczenie stężenia kalprotektyny w kale może być przydatne w badaniach przesiewowych umożliwiających wstępną selekcję pacjentów do badań endoskopowych. Takie postępowanie ogranicza ilość wykonanych kolonoskopii, a tym samym zapobiega komplikacjom związanym z procedurami inwazyjnymi oraz zmniejsza koszty diagnostyki.   Biorąc pod uwagę, iż w polskich rodzinach zwykle kobiety dbają o zdrowie całej rodziny, Diagnostyka zainicjowała ogólnopolską kampanię profilaktyczną pt. „Jestem kobietą i dbam o siebie”. Na wiosnę tego roku odbywał się pierwszy etap poświęcony samym kobietom. Natomiast od 1 września do 30 listopada 2014 trwa etap poświęcony partnerom kobiet pt. „Jestem kobietą i dbam o partnera”. W kolejnych etapach w 2015 r. kampania będzie skierowana także do rodziców i dzieci kobiet. W ramach obecnie trwającego etapu kampanii kobiety mogą uzyskać bon z 70% zniżką na badania dla swojego mężczyzny, np. w kierunku chorób układu pokarmowego. W tym celu wystarczy zarejestrować się na stronie kampanii www.kobieta.diagnostyka.pl i odpowiedzieć na pytanie „dlaczego dbam o swojego mężczyznę?”. W ramach konkursu będzie można wygrać atrakcyjne nagrody dla dwojga tj. wakacje w Alpach, weekendy w SPA i zestawy balneokosmetyków. Fundatorami nagród są Biuro Podróży Wygoda Travel, Flora Pro.Activ oraz Balneokosmetyki z Malinowego Zdroju.
Trać kilogramy z głową
Figura daleka od ideału, a niepożądanych kilogramów coraz więcej? W takiej sytuacji wielu z nas widzi tylko jedno rozwiązanie – dieta-cud. Chcąc walczyć z nadwagą, decydujemy się na różne, nie zawsze bezpieczne dla zdrowia sposoby, o których nie śniło się nawet najbardziej doświadczonym lekarzom. Nie wiemy, jak odchudzać się z głową i zbyt rzadko radzimy się w tej kwestii specjalistów. A warto, bo mogą nam oni pomóc nie tylko ułożyć jadłospis, ale też zaproponować odpowiednie leczenie, gdy ważymy „dużo za dużo”.     Jak wskazuje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego aż 63% mężczyzn i 46% kobiet w Polsce cierpi na nadwagę. Nic więc dziwnego, że lista popularnych diet-cud cały czas się wydłuża. Zanim jednak zastosujemy jeden z tych magicznie odchudzających jadłospisów, warto zadać sobie pytanie: „Czy warto?” i pamiętać, że jest wiele innych sposobów na to, by skutecznie walczyć ze zbędnymi kilogramami. Rodzinna, cebulowa, a może z Wall Street Wchodząc na losowo wybraną w internecie stronę dotyczącą odchudzania, możemy naliczyć nawet ponad 80 propozycji przeróżnych diet. Jest w czym wybierać, bo znajdziemy tam na przykład dietę ryżową, turbo, koktajlową, witaminową, Wall Street, ziemniaczaną, zdrową wodną, cebulową, rodzinną, dla „gruszki”, ostatniej szansy… Autorzy tych jadłospisów obiecują, że pozwolą nam one nie tylko schudnąć, ale też będą bezpieczne. Czy na pewno? Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że jeśli stosujemy dietę bez nadzoru specjalisty, możemy stracić nie tylko zbędne kilogramy, ale i zdrowie. Często wydaje nam się, że dieta odchudzająca to prosta sprawa i sami możemy ją zaplanować. Nic bardziej mylnego – ostrzega dr Monika Molenda-Dąbrowska, dietetyk ze szpitala Medicover. Gdy decydujemy się odchudzać na własną rękę i stosujemy dietę, która nie jest dobrana do naszej przemiany materii czy stylu życia, jesteśmy narażeni między innymi na osłabienie organizmu, pogorszenie kondycji włosów i paznokci, niedobory witamin i cennych składników mineralnych oraz przede wszystkim spowolnienie metabolizmu. Zbyt drastyczna dieta może jednak prowadzić również do poważniejszych problemów, na przykład niedokrwistości, zaburzeń rytmu serca, zaparć, nadmiernego obciążenia wątroby i nerek. U kobiet często jest też przyczyną zaburzenia regularności cyklu miesięcznego. Efektu jo-jo nie da się lubić Grożący uszczerbek na zdrowiu to główny, ale nie jedyny powód, dla którego należy poważnie zastanowić się, w jaki sposób będziemy się odchudzać. Badania pokazują, że aż 98 na 100 osób, które próbują schudnąć na własną rękę za pomocą znalezionych w internecie diet, ponownie przybiera na wadze i to z nawiązką – informuje dietetyk Monika Molenda-Dąbrowska ze szpitala Medicover. Dlaczego efekt jo-jo występuje tak często? Ponieważ podczas odchudzania nasz metabolizm zwalnia, gdyż nie musi już spalać tak wielu kalorii, jak kiedyś. Po zakończeniu kuracji odchudzającej niestety często dawne przyzwyczajenia biorą górę. Przestajemy jeść zdrowo, a co za tym idzie – kilogramów znowu przybywa. I tak w kółko, co wielu z nas demotywuje i zniechęca do podejmowania kolejnych prób schudnięcia. Z tego powodu zrzucić, a później utrzymać upragnioną wagę jest szczególnie trudno osobom otyłym i tym, które zmagają się również z jej tak zwanymi chorobami współistniejącymi – cukrzycą, nadciśnieniem czy chorobami metabolicznymi. U niektórych pacjentów diety po prostu nie działają. Powody takiej sytuacji są różne – winne mogą być inne schorzenia, ale też przykładowo metabolizm rozregulowany chociażby przez wcześniejsze lekkomyślne stosowanie różnych „cudownych” diet. Wówczas warto, by dietetyk zwrócił się po pomoc do innego specjalisty, na przykład chirurga, przy wsparciu którego masę ciała można zredukować innymi sposobami. Z pomocą lekarza i balonu Lekarze mają do dyspozycji takie metody, jak na przykład balon Orbera, sleeve resekcję bądź też by-passy. Tego typu specjalistyczne kuracje przeznaczone są przeważnie dla osób z BMI 28 bądź wyższym, u których stosowanie diety nie przynosi efektów – wyjaśnia dietetyk dr Monika Molenda-Dąbrowska. Wyboru jednej z tych metod dokonuje lekarz biorąc pod uwagę wiele czynników, między innymi stopień otyłości, a także wiek i płeć pacjenta oraz ryzyko rozwoju chorób towarzyszących. Balon Orbera jest najmniej inwazyjną metodą leczenia otyłości. Terapia z jego wykorzystaniem polega na wprowadzeniu do żołądka pustego silikonowego balonu, a następnie wypełnieniu go roztworem soli fizjologicznej. To sprawia, że pacjent ma uczucie sytości po zjedzeniu znacznie mniejszego posiłku niż dotychczas. Balon pozostaje w brzuchu przez sześć miesięcy, a następnie zostaje usunięty. W tym czasie można stracić nawet około 20 kg, ale trzeba pamiętać, że samo balon Orbera jeszcze nie gwarantuje spadku wagi. Gwarancją sukcesu jest kontynuowanie już wprowadzonych zmian w celu utrwalenia nowych, zdrowych nawyków w zakresie zdrowego stylu życia. Ważne jest przestrzeganie zaleconych przez specjalistę zmian w codziennej diecie i regularna aktywność fizyczna, również po jego usunięciu – podkreśla dr Monika Molenda-Dąbrowska ze szpitala Medicover.   Niezależnie od tego, czy udało nam się schudnąć dzięki odpowiednio dopasowanej diecie czy też jednej z metod leczenia otyłości, musimy pamiętać o tym, że czas utrzymania niższej wagi zależy w ogromnej mierze od nas. Nowy styl życia i odżywiania powinniśmy utrzymać także już po osiągnięciu wymarzonej masy ciała. W ten sposób zwiększamy swoje szanse na uniknięcie efektu jo-jo, a przede wszystkim skuteczniej dbamy o swoje zdrowie.
Lecz uraz jak gwiazda sportu
Myślisz, że kontuzje dotykają tylko zagorzałych sportowców? Niestety, są na nie narażone także osoby, które uprawiają sport amatorsko, a nawet te, które unikają aktywności fizycznej. Dziś jednak z urazami łatwiej jest sobie poradzić, bo z nowoczesnych, małoinwazyjnych metod leczenia, które jeszcze jakiś czas temu były dostępne tylko dla zawodowców, może skorzystać już praktycznie każdy.     Obecnie uraz czy kontuzja nie musi oznaczać, że trzeba się pogodzić z bólem i przygotować na często długą rekonwalescencję. Nowoczesna medycyna, a zwłaszcza ortopedia ma do dyspozycji odpowiednie sposoby, które przyspieszają regenerację zarówno po wypadku na przykład podczas treningu, jak i wtedy, gdy urazu nabawimy się wykonując codzienne czynności. Jeśli ból po kilku dniach nie mija ani nie słabnie, zamiast czekać aż „samo przejdzie”, trzeba wybrać się do lekarza. Dostępne bez recepty leki przeciwbólowe działają tylko objawowo, natomiast nie rozwiązują problemu. By go zwalczyć konieczne jest przede wszystkim wykrycie przyczyny, a następnie zastosowanie odpowiedniej terapii. Kolagen i kwas hialuronowy na straży zdrowia Nasze stawy są wyjątkowo narażone na różnego rodzaju urazy, a ich kontuzje mogą spotkać nie tylko osoby intensywnie uprawiające sport. W grupie ryzyka znajdują się również ci z nas, którzy prowadzą tak zwany siedzący tryb życia bądź zmagają się z otyłością, ponieważ nadprogramowe kilogramy obciążają zwłaszcza biodra i kolana. Na kondycję stawów duży wpływ mają też substancje obecne w naszych organizmach. Jedną z nich jest kolagen, którego ilość maleje z wiekiem, zwiększając tym samym ryzyko urazów. Temu procesowi można przeciwdziałać stosując odpowiednią dietę, ewentualnie poszerzoną o preparaty uzupełniające niedobory i wspomagające organizm w produkcji kolagenu, a tym samym ułatwiające regenerację – tłumaczy dr Tomasz Poboży, koordynator Ortopedii w Szpitalu Medicover. Inną bardzo ważną dla zdrowia naszych stawów substancją jest kwas hialuronowy. To naturalny związek występujący w naszych organizmach, który jest wykorzystywany przy każdym ruchu, wpływa na płynność pracy stawów i powoduje regenerację chrząstki stawowej. Podobnie jak w przypadku kolagenu, jego ilość w naszym organizmie maleje wraz z wiekiem, czego efektem mogą być na przykład stany zapalne stawów. U osób zmagających się z tym problemem powszechnie stosuje się zastrzyki zawierające kwas hialuronowy. Wprawdzie są dostępne preparaty doustne kwasu hialuronowego, jednak efekt ich działania nie zawsze jest wystarczający. Dlatego pacjentom przy istniejących wskazaniach proponuję raczej podawanie preparatów kwasu hialuronowego bezpośrednio do chorego stawu, dzięki czemu leczenie jest skuteczniejsze, a rezultaty uzyskujemy znacznie szybciej. Precyzję podania leku zwiększa zastosowanie obrazowania USG – wyjaśnia dr Tomasz Poboży. Efekt „nawilżenia” stawu i zmniejszenia w nim sił tarcia można osiągnąć również stosując terapię preparatami zawierającymi oligonukleotydy, czyli fragmenty łańcuchów DNA. Mają one dodatkowo w większym stopniu pobudzić regenerację chrząstki stawowej niż preparaty zawierające kwas hialuronowy. Osobom, które zmagają się ze stanami zapalnymi występującymi w stawach oraz z zachodzącymi w nich procesami degeneracyjnymi, czasową ulgę może przynieść także zastosowanie przez lekarza ortopedę blokady okołostawowej. W ramach takiego zabiegu struktury okołostawowe, a więc więzadła, ścięgna, mięśnie czy torebkę stawową ostrzykuje się specjalnym środkiem o działaniu przeciwbólowym i przeciwzapalnym. W ten sposób można uśmierzyć ból, a także zmniejszyć lub wyeliminować stan zapalny. Blokady okołostawowe, podobnie jak zastrzyki kwasu hialuronowego, wykonywane są pod kontrolą USG. Własna krew na ratunek Wielu z nas zazdrości sportowcom, którzy nawet po poważnej kontuzji szybko wracają do zdrowia. To zasługa korzystania przez ich sztaby medyczne z nowoczesnych metod leczenia. Jedną z nich jest terapia czynnikami wzrostu (PRP). Dobrą wiadomością jest to, że od pewnego czasu można ją również stosować u osób uprawiających sport amatorsko. Terapia czynnikami wzrostu może być wykorzystywana u pacjentów, którzy zmagają się z najczęstszymi schorzeniami, jak na przykład zapalenie ścięgna Achillesa, przeciążenia stawów, urazy mięśni, czy takimi dolegliwościami jak kolano skoczka, łokieć tenisisty lub golfisty, a także ostroga piętowa. W ten sposób leczy się również urazy będące efektem wykonywania codziennych czynności czy zmiany zwyrodnieniowe stawów. Często takie leczenie to alternatywa dla osób, które nie chcą bądź z różnych powodów nie mogą poddać się operacji. Terapia czynnikami wzrostu ma na celu pobudzenie procesów naprawczych w organizmie i doprowadzenie do odbudowy uszkodzonych tkanek dzięki wykorzystaniu osocza bogatopłytkowego. Na czym to polega? Najpierw z żyły kończyny górnej w okolicy zgięcia łokciowego, rzadziej grzbietu dłoni lub przedramienia, pobieramy od pacjenta krew, która zostaje w jałowy sposób przeniesiona do specjalnego separatora, a ten umieszczamy w wirówce. Proces wirowania trwa od kilku do kilkunastu minut. W tym czasie z krwi odseparowujemy koncentrat płytek krwi. Tak przygotowaną substancję wstrzykujemy następnie pacjentowi w chore miejsce – wyjaśnia koordynator Ortopedii ze Szpitala Medicover, dr Tomasz Poboży. Płytki krwi pobudzają migrację komórek do miejsca uszkodzenia oraz ich namnażanie, przyśpieszając tym samym zrost kostny oraz gojenie się tkanek miękkich, takich jak mięśnie i ścięgna. Dzięki temu można szybciej wrócić do pełnej sprawności. Podobnie wygląda proces terapii Orthokine, z tą różnicą, że krew pobraną od pacjenta wykorzystuje się do wytworzenia białka przeciwzapalnego, które powstaje w procesie inkubacji krwi w specjalnych warunkach. Otrzymaną w ten sposób surowicę wstrzykuje się z powrotem do zniszczonego stawu lub zmienionych chorobowo tkanek, przywracając w ten sposób sprawność i hamując zmiany degeneracyjne nawet na kilka lat. W sytuacjach gdy terapia czynnikami wzrostu czy terapia Orthokine jest niewystarczająca, lekarze mogą skorzystać z komórek macierzystych. Mogą one pochodzić od pacjenta, ale coraz powszechniej wykorzystują również inny rodzaj komórek, tak zwane komórki mezenchymalne galarety Whartona, które pobiera się z pępowiny i następnie namnaża w laboratorium. Komórki te są pozbawione właściwości antygenowych, w związku z czym mogą być podane dowolnemu pacjentowi, a nie tylko temu, od którego zostały pobrane. Nabawić się urazu lub kontuzji jest łatwo. Wystarczy niewłaściwie wykonywać ćwiczenia, a nawet zrobić jeden niefortunny ruch na przykład podczas spaceru. Na szczęście medycyna ma dziś do dyspozycji wiele różnych metod i innowacyjnych zabiegów wykonywanych w warunkach ambulatoryjnych, szpitalnych lub w ramach tak zwanej chirurgii jednego dnia. Dzięki temu można pokonać ból i szybciej przywrócić sprawność fizyczną.
Czyżby to wrzody?
Pieczenie w żołądku, dokuczliwe bóle brzucha, nudności, wzdęcia, ciągłe uczucie głodu – niestety wielu z nas wciąż bagatelizuje tego rodzaju oznaki. Szacuje się, że choroba wrzodowa dotyka co dziesiątego dorosłego Polaka, a nieleczona prowadzi do poważnych powikłań. Jeśli żyjesz w stresie, pijesz dużo kawy, palisz papierosy, jesz nieregularne posiłki i często sięgasz po tabletki przeciwbólowe – wrzody żołądka mogą dopaść również ciebie.     Przyczyn występowania wrzodów jest sporo, najwięcej błędów popełniamy jednak na co dzień. Złe nawyki są powodem dolegliwości u ponad 80 proc. osób chorych. Nie tak dawno nazywano je „chorobą dyrektorską”, lecz dziś wiadomo, że cierpią na nią również ludzie prowadzący spokojny tryb życia. Wrzody najczęściej występują u osób między pięćdziesiątym a sześćdziesiątym rokiem życia. Trzykrotnie częściej choroba ta atakuje mężczyzn, w szczególności posiadaczy grupy krwi „0”. Jeśli ktoś w rodzinie miał wrzody żołądka, szanse na ich wystąpienie wynoszą aż 50 proc. Nie pociesza także fakt, że dolegliwość ta coraz częściej dotyka także dzieci i nastolatków. Podejrzany pod lupą Tymczasem, najnowsze badania dowodzą, że głównym sprawcą, odpowiedzialnym za ciągły wzrost wskaźnika zachorowania na chorobę wrzodową, jest bakteria Helicobacter pylori, która właśnie w przejściowych porach roku, czyli wiosną i jesienią, staje się szczególnie aktywna. Jest to związane ze zmianami, głównie hormonalnymi, jakie w tym okresie zachodzą w naszym organizmie. Mają one wpływ zarówno na produkcję soku żołądkowego, jak i nasze neuroprzekaźniki, odpowiedzialne za nastrój – podkreśla dr n. med. Marcin Chmielewski, gastroenetrolog z poznańskiego szpitala Med Polonia. Zarażamy się nią głównie drogą pokarmową, najczęściej we wczesnym dzieciństwie. Zakres infekcji Helicobacter pylori wśród osób dorosłych populacji polskiej wynosi ponad 70 proc. jednak nie u wszystkich zarażonych dochodzi do owrzodzeń. Źródeł choroby wrzodowej upatruje się również w uzależnieniu od nikotyny, czy nadmiernym stosowaniu różnego rodzaju lekarstw przeciwgorączkowych i przeciwzapalnych (tj. NLPZ). Wpływają one bezpośrednio na powstawanie wrzodów poprzez mechanizm zmniejszonego ukrwienia śluzówki żołądka, co skutkuje zmniejszeniem wydzielania śluzu i możliwości obrony przed dużą kwaśnością soku żołądkowego. Wówczas znacząco nasilają się dolegliwości i mogą poważnie uszkodzić błonę śluzową, która stanowi naturalną ochronę naszego żołądka. Gdy zapali się czerwona lampka Objawy choroby wrzodowej są bardzo zróżnicowane. Jej początkowy okres może przebiegać bezobjawowo lub przypominać zwykłą niestrawność. Reszta jest kwestią bardzo indywidualną. Chorzy skarżą się na ciągły głód, pieczenie lub uczucie ssania, inni mają  nudności i wzdęcia po obfitym posiłku. Jednak najczęstszą oznaką wrzodów jest ból zlokalizowany w nadbrzuszu, pojawiający się w ciągu  15-30 minut po posiłku. Wiele osób wymienia również zgagę, nudności, wymioty, brak apetytu, niesmak w ustach, zaparcia na przemian z biegunkami, spadek masy ciała, wzdęcia i czkawkę. Bywa, że pierwszym symptomem choroby jest ostry krwotok, w postaci wymiotów świeżą krwią lub przypominających fusy czarnej kawy. W skrajnych przypadkach może to doprowadzić do wstrząsu, objawiającego się spadkiem ciśnienia, szybkim biciem serca i „zimnym potem”. Dlatego, w razie pojawienia się niepokojących objawów, tak ważne jest natychmiastowe skorzystanie z pomocy specjalisty. Wrzody to nie wyrok Najdokładniejszym testem, pozwalającym wykryć chorobę wrzodową, jest gastroskopia. Badanie to pozwala na potwierdzenie dolegliwości, wykrycie obecności Helicobacter pylori i pobranie wycinków do dalszej diagnostyki. Zabieg polega na wprowadzeniu przez usta i przełyk do żołądka giętkiego wziernika, wyposażonego w światłowód i małą kamerkę, która umożliwia dokładne obejrzenie podejrzanych miejsc – wyjaśnia dr n. med. Marcin Chmielewski. Takie badanie znacznie ułatwia dobranie odpowiednich leków, co powinno na początku złagodzić objawy choroby, a następnie – w połączeniu ze zmianą stylu życia i żywienia – powstrzymać jej rozwój. Metod wykrywających bakterię Helicobacter pylori jest bardzo wiele od tak zwanych testów oddechowych, poprzez badania krwi, aż po domowe testy, które można kupić bez recepty w każdej aptece. Należy jednak pamiętać, że najpewniejsze rozpoznanie możliwe jest jedynie podczas gastroskopii – zapewnia dr n. med. Marcin Chmielewski. Z pomocą medycyna naturalna Główną metodą leczenia choroby wrzodowej jest usunięcie zakażenia Helicobacter pylori przez zastosowanie antybiotyków i leków zmniejszających wydzielanie kwasu żołądkowego. W procesie rekonwalescencji istotną rolę odgrywa odpowiednio dobrana dieta, która wspomaga proces leczenia. Na czas trwania choroby należy odstawić kawę, herbatę, napoje gazowane, produkty ciężkostrawne, cebulę, pikantne przyprawy, potrawy smażone oraz tłuste, a przede wszystkim alkohol i papierosy. Wskazane są jednak twarogi, chude, gotowane mięso, kasze i nieco czerstwe pieczywo. Dla złagodzenia dolegliwości wrzodowych stosuje się też zioła, najczęściej w postaci naparów lub w kapsułkach. Najskuteczniejsze z nich to: siemię lniane, rumianek, lukrecja, melisa i korzeń mniszka. Cierpiący na chorobę wrzodową powinni jeść mniejsze porcje, ale za to częściej. Ważne są także regularne ćwiczenia fizyczne, odpowiednio długi sen i wypoczynek. Specjaliści zalecają także jogę, ćwiczenia głębokiego oddychania oraz inne techniki relaksacyjne. Niezależnie od tego, czy jesteśmy chorzy, czy nie, pewne zalecenia warto wprowadzić w życie – taka profilaktyka na pewno wyjdzie nam na zdrowie.
Gdy pęka głowa
Kilkunastosekundowy silny i nagły ból głowy, atakujący nawet połowę twarzy lub występujący punktowo – tak najczęściej objawia się problem zwany neuralgią nerwu trójdzielnego. Dolegliwości tej nie powinniśmy lekceważyć, ponieważ może być ona objawem bardzo poważnych schorzeń i prowadzić do groźnych powikłań.       Neuralgia nerwu trójdzielnego nazywana jest również rwą twarzową lub po prostu nerwobólem. Dotyka ona nerwu ocznego, szczękowego i żuchwowego tworząc w ten sposób na twarzy bolesny obszar w kształcie litery V. Schorzenie to może wystąpić zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, jednak znacznie częściej problem ten dotyczy kobiet po 50 roku życia. Skąd przychodzi ból? Nerwobóle pojawiają się nagle, są silne, bolesne i przeszywające. Nie trwają zbyt długo, maksymalnie dwie minuty – a uczucie to porównywane jest do rażenia prądem. Dodatkowo nerwobólom towarzyszyć może katar, łzawienie, zaczerwienienie i skurcz twarzy. Czasami dochodzi także do zaburzeń zmysłów takich jak smak czy słuch. Przyczyn występowania neuralgii nerwu trójdzielnego jest wiele, są to m.in. bezpośrednie podrażnienia czy uszkodzenia nerwu, ale także ucisk tętnic i żył. Za najważniejszą z przyczyn uznaje się właśnie konflikt naczyniowo-nerwowy, który polega na ucisku zakończeń czuciowych nerwu trójdzielnego przez naczynia krwionośne w czaszce. Jeżeli naczynia krwionośne naciskają zbyt mocno na włókna nerwowe, dojść może do zaburzeń bodźców czuciowych, a wtedy wystąpić mogą wspomniane nagłe nerwobóle. Pobudzać bolesne dolegliwości mogą nawet delikatne dotknięcia skóry policzka, nosa czy brody, zimna i gorąca woda, golenie, mówienie, a nawet przeżuwanie pokarmów. Niestety, bardzo często neuralgie mylone są z migreną, dzieje się tak zwykle wtedy, kiedy ból pojawia się w okolicach oczu i skroni. Objawów tych nie powinniśmy, lekceważyć, ponieważ silne bóle mogą być m. in. następstwem chorób nowotworowych lub stwardnienia rozsianego. Problem z głowy Trudno wskazać jedną odpowiednią metodę, która pomoże pozbyć się nerwobóli. Najczęściej leczenie tego typu dolegliwości rozpoczynamy na własną rękę, wykorzystując do tego leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Nie wiele osób wie, że poprawić stan zdrowia można, chociażby za pomocą odpowiednio zbilansowanej diety. Osoby cierpiące na tę chorobę powinny zadbać o to, by w ich menu nie zabrakło produktów bogatych w witaminę B, które odpowiadają m. in. za prawidłowe funkcjonowanie naszego układu nerwowego. Ważne jest, by spożywać produkty pełnoziarniste, drożdżowe, warzywa strączkowe, mięso i nabiał. Innym rozwiązaniem pomagającym w walce z silnymi bólami twarzy mogą być naturalne metody leczenia. Coraz popularniejsza staje się fototerapia, czyli metoda, która dostarcza organizmowi niezbędną ilość światła przez cały rok i zwiększa tym samym naszą odporność. Bioharmonizer fotonowy to aparat, który działa na organizm za pomocą promieniowania podczerwonego. Może ono pobudzać przepływ wewnętrznej energii i stymulować organizm do radzenia sobie z wszelkiego rodzaju dolegliwościami, m. in. z różnego rodzaju neuralgiami czy porażeniami nerwów. Niewątpliwą zaletą aparatu jest jego niewielki rozmiar i prosty sposób użycia, dzięki czemu możemy z niego samodzielnie korzystać w domowym zaciszu – wyjaśnia Paweł Zając, wiceprezes zarządu firmy Bio-Medex, producenta urządzenia. W leczeniu schorzenia wykorzystywana jest także akupunktura polegająca na umiejscawianiu bardzo cienkich igieł w punktach zlokalizowanych na twarzy, które bezpośrednio korelują z trzema gałęziami nerwu trójdzielnego. Jednak w momencie, gdy leki i naturalne metody leczenia nie skutkują, bóle stają się coraz częstsze konieczna może okazać się ingerencja chirurgiczna.
Wstydliwe schorzenie
Hemoroidy to problem wstydliwy, ale bardzo częsty. Z wiekiem ryzyko wystąpienia tej dolegliwości wzrasta – zmaga się z nią co trzeci 30-latek i co drugi 50-latek. Mimo tak dużej powszechności tego schorzenia, dla wielu z nas nadal stanowi ono temat tabu. Niepotrzebnie – przekonują specjaliści i radzą, by lekarza informować już o pierwszych niepokojących objawach. Jest bowiem wiele sposobów na to, by tego problemu pozbyć się szybko i prawie bezboleśnie. Hemoroidy ma każdy z nas – to nie żart. Tak nazywane są bowiem drobne guzki tj. sploty naczyń krwionośnych opowiadające za uszczelnianie mięśni i ujścia jelita grubego. Najprościej mówiąc nasze jelito grube to taki ludzki „system hydrauliczny”. Gdy działa on prawidłowo, podczas rozluźniania mięśni zwieraczy krew z hemoroidów cofa się do tętnic, co umożliwia wydalanie. W takim wypadku nie odczuwa się żadnych nieprzyjemnych objawów czy bolesnych dolegliwości – wyjaśnia dr Jacek Waligóra, chirurg ze szpitala Medicover. Problemy zaczynają się, gdy guzki obejmie stan zapalny. Robią się one wówczas nabrzmiałe, mniej elastyczne i nie funkcjonują tak, jak należy, przez co krew nie odpływa z nich całkowicie. Wtedy właśnie zaczynamy odczuwać symptomy schorzenia zwanego żylakami odbytu – dodaje. O hemoroidach bez wstydu Już w pierwszym stadium choroby guzki krwawią, ale nie bolą. Dopiero potem stają się wyczuwalne, nabrzmiałe, potrafią wypadać i sprawiać zdecydowanie więcej problemów oraz nieprzyjemnych doznań ich właścicielowi. Mimo, że ten temat dla większości z nas jest wstydliwy, nie musimy milczeć i cierpieć w samotności. Dostępnych metod leczenia jest wiele, a stosowane dziś zabiegi mogą być małoinwazyjne i prawie bezbolesne. Jeśli więc odczuwamy jakiekolwiek nieprzyjemne dolegliwości czy zauważamy niepokojące symptomy, porozmawiajmy z lekarzem. Nie należy od razu zakładać najgorszego scenariusza, ale w każdym przypadku ślady krwi na bieliźnie czy w stolcu powinny być bodźcem do wizyty u specjalisty. Po pierwsze dlatego, że mogą być sygnałem innych, nierzadko groźniejszych przypadłości takich jak na przykład wrzody czy rak jelita grubego. Po drugie jeśli okaże się, że przyczyną są hemoroidy, to leczenie ich we wczesnym stadium może ograniczyć się jedynie do przyjmowania odpowiednich leków lub małoinwazyjnego zabiegu. Wyleczyć w jeden dzień Jeśli nie zebraliśmy się na odwagę odpowiednio wcześnie i dopiero duży dyskomfort lub ból sprawił, że zdradziliśmy naszą „tajemnicę” lekarzowi, nic straconego. Dzięki najnowszym małoinwazyjnym metodom chirurgicznym z problemem żylaków odbytu można poradzić sobie w zaledwie kilka dni. Jednym z najpopularniejszych zabiegów leczenia hemoroidów jest metoda Barrona. Procedura ta odbywa się w znieczuleniu miejscowym i jest zupełnie bezbolesna dla pacjenta. Polega na założeniu gumek uciskowych powodujących zamknięcie żylaków. Dzięki odpowiednio założonemu zaciskowi u nasady guzka zmniejsza się jego ukrwienie, a to sprawia, że hemoroid odpada – wyjaśnia dr Jacek Waligóra. Taki zabieg trwa od kilku do kilkunastu minut, a pacjent zwykle jeszcze tego samego dnia może opuścić klinikę. Małe guzki można również zlikwidować laserem, prądem (poprzez tak zwaną elektrokoagulację) lub wymrozić ciekłym azotem. Jednak wszystkie te metody są skuteczne tylko do pewnego stadium zaawansowania schorzenia. Gdy hemoroidy znajdują się już na stałe poza odbytem i obficie krwawią, konieczna jest klasyczna operacja, podczas której chirurgicznie usuwa się je. Alternatywą może być metoda Longo, która z kolei polega na wycięciu paska błony śluzowej jelita nad miejscem, w którym znajdują się guzki. Dzięki temu celowo uszkadza się naczynia doprowadzające krew do hemoroidów, co sprawia, że guzki zanikają. To zrozumiałe, że nie lubimy mówić o naszych intymnych chorobach. Gabinet lekarski to jednak miejsce, gdzie warto szczerze rozmawiać ze specjalistą o tym, co nam dolega. Może okazać się, że wstydliwy kłopot da się rozwiązać praktycznie z dnia na dzień. Jeśli więc borykamy się z problemem hemoroidów, skonsultujmy się ze lekarzem.
Problemy sercowe
Przyspieszone bicie serca, ciężki oddech, osłabienie i zły nastrój. Mimo że w lecie wyczekujemy gorących dni, tak właśnie wielu z nas reaguje na utrzymujące się upały. Związane jest to ze wzmożoną pracą organizmu, który walczy o utrzymanie bezpiecznej temperatury ciała. Kiedy jednak objawy znacznie się nasilają może to wskazywać na problemy ze strony układu krążenia. Dotyczą one coraz młodszych osób, które często ignorują pierwsze oznaki choroby. Tymczasem to właśnie szybkie wykrycie dolegliwości sercowych i wczesne podjęcie odpowiednich kroków profilaktycznych może uratować zdrowie, a nawet życie.   Latem oddziały kardiologiczne pękają w szwach. Serce i układ krążenia są szczególnie narażone na szkodliwe działanie upałów. W związku z szybszym ubywaniem płynów krew gęstnieje i pojawia się większe ryzyko wystąpienia niebezpiecznych zakrzepów. Do tego naturalna reakcja organizmu na wysokie temperatury, czyli zwiększenie wydzielania potu i rozszerzanie naczyń krwionośnych powodują spadek ciśnienia. Paradoksalnie może to być groźne dla osób z nadciśnieniem ponieważ leki, które biorą dodatkowo obniżają ciśnienie krwi. W ten sposób może dochodzić do omdleń. Nie bez powodu co roku lekarze apelują do osób starszych, aby unikały długiego przebywania na słońcu, zwłaszcza w godzinach popołudniowych. To właśnie one są najbardziej narażone na choroby układu krwionośnego, które odpowiadają za ponad połowę wszystkich zgonów w Polsce. Problemy z krążeniem rozpoczynają się jednak znacznie wcześniej i są skutkiem pielęgnowania przez lata złych nawyków. Zaliczane są do chorób cywilizacyjnych, ponieważ wynikają głównie z wpływu skutków rozwoju technologicznego i gospodarczego na styl życia. Większość dnia spędzamy w pozycji siedzącej, jemy dużo i niezdrowo, przesadzamy z solą, tłuszczem i cukrem. Towarzyszy temu wszechobecny pośpiech i stres, który nierzadko łagodzimy szkodliwymi używkami. Zmęczenie organizmu takimi zaniedbaniami może dać znać o sobie szybciej niż się spodziewamy. Tym bardziej jeśli jesteśmy genetycznie obciążeni ryzykiem zachorowania na schorzenia układu krwionośnego. Nadciśnienie tętnicze Do najczęściej występujących chorób kardiologicznych, na które wpływ mogą mieć nasze geny, należy nadciśnienie tętnicze (hipertensja). Obecnie cierpi na nie około miliard osób na świecie, w tym ponad dziesięć milionów Polaków, około 30% nie wie o tym, że choruje, a wielu, pomimo tego, że o chorobie wie, nie podejmuje leczenia. Być może taka powszechność powoduje, że wiele osób bagatelizuje jego znaczenie. Tymczasem może ono prowadzić do zawału serca czy choroby wieńcowej. Podwyższone ciśnienie krwi blaszek miażdżycowych skutkuje również uszkodzeniem śródbłonka i łatwiejszym przenikaniem szkodliwego cholesterolu LDL do ścian tętnic. On zaś jest odpowiedzialny w dużej mierze za procesy prowadzące do wystąpienia miażdżycy. Odkładający się cholesterol w postaci złogów blokuje prawidłowy przepływ krwi. Jeśli takie zwężenie spowodowane miażdżycą dotyczy tętnic wieńcowych może prowadzić do zawału serca. Z kolei umiejscowione w tętnicach nóg często skutkuje niedokrwieniem kończyn, ich ostrym bólem i utrudnieniem poruszania się. Groźne są również blaszki miażdżycowe powstające w tętnicach mózgowych, mogą bowiem być przyczyną wystąpienia udaru. Niechlubny spadek Pojawienie się i rozwój miażdżycy związane są głównie z niewłaściwym stylem życia, w tym z paleniem papierosów, brakiem ruchu i spożywaniem niezdrowych tłuszczy. Duże znaczenie mają także predyspozycje zapisane w naszym DNA. W przypadku chorób serca i układu krążenia nie ma prostej zależności genetycznej. Zarówno na zawał, jak i na najczęściej odpowiadającą za niego miażdżycę wpływa pośrednio i bezpośrednio cały wachlarz najróżniejszych schorzeń. Dlatego przy określaniu dziedzicznej skłonności do dolegliwości kardiologicznych ważne jest zbadanie całego zestawu genów, również tych odpowiadających za predyspozycję do wystąpienia m.in. cukrzycy, podwyższonego poziomu złego cholesterolu LDL i trójglicerydów czy niedoboru folacyny – wyjaśnia  Piotr Staniszewski z Biogenetica International Laboratories, firmy wdrażającej w Polsce produkty oparte na innowacjach z dziedziny genetyki. Jeśli najbliżsi członkowie rodziny mają problemy z układem krążenia, ryzyko podzielenia ich losu w naszym przypadku wzrasta kilkakrotnie. Często jednak podstawowy wywiad rodzinny nie wystarcza. Może bowiem dojść do sytuacji, w której niekorzystna kombinacja genów ujawni się dopiero u nas. W genach lek Jeśli pierwsze objawy dolegliwości sercowo-krwionośnych już się pojawiły, konieczne jest przyjmowanie leków. Do najczęściej stosowanych środków przeciw chorobom kardiologicznym należą statyny, które mają za zadanie obniżenie  poziomu złego cholesterolu. Poza tym stabilizują już powstałe blaszki miażdżycowe i ograniczają ryzyko ich pęknięcia. Przy nadciśnieniu i chorobie wieńcowej pacjentom zazwyczaj przepisuje się beta-blokery, które hamują układ współczulny i m.in.  zmniejszają częstotliwość uderzeń serca. Do bardzo często stosowanych leków należą także leki hamujące układ renina-angiotensyna-aldosteron,  kwas acetylosalicylowy, w tym popularną aspirynę, która hamuje agregację płytek, a także leki moczopędne – tłumaczy dr n.med. Katarzyna Iskierska, specjalista chorób wewnętrznych i hipertensjo log. Ze względu na możliwość występowania kilku dolegliwości ze strony układu krążenia jednocześnie, chorzy nierzadko zmuszeni są do stosowania wielu leków naraz. Ich łączenie musi być jednak ściśle nadzorowane przez specjalistę. W innym przypadku może dojść do niebezpiecznych interakcji.  Dobór odpowiednich dla danej osoby środków kardiologicznych jest niezwykle ważny, ale też trudny. Nie każda substancja może przynosić oczekiwane efekty w naszym przypadku. Branie nieskutecznych lekarstw powoduje znaczne zwiększenie ryzyka wystąpienia powikłań. Ponadto niektóre leki mogą wywoływać uciążliwe skutki uboczne. Na szczęście nasze DNA zawiera nie tylko informacje o predyspozycjach do chorób, ale i o wrażliwości na poszczególne substancje pozwalające je leczyć. Badań pozwalających na określenie odpowiedzi organizmu na terapie lekowe nie należy jednak wykonywać samemu. Ich interpretacją powinien zająć się specjalista, który wyniki wykorzysta do doboru najbardziej efektywnej kuracji. Im wcześniej tym pewniej Obciążenie ryzykiem wystąpienia chorób kardiologicznych nie jest wyrokiem. Może być natomiast skutecznym motywatorem do przeprowadzenia niezbędnych zmian w trybie życia. Szczególnie teraz, gdy jeden z głównych czynników ryzyka, czyli otyłość, występuje u coraz młodszych osób. Odpowiednio wczesne podjęcie kroków profilaktycznych to z pewnością najskuteczniejszy sposób na uniknięcie poważnych dolegliwości ze strony układu krążenia. Pamiętajmy, że często towarzyszy im efekt domina – jedna choroba może prowadzić do pojawienia się następnej.
Dlaczego warto i jak pić herbatę?
Herbata jest nieodłącznym towarzyszem naszych posiłków, codziennych zajęć i towarzyskich spotkań. Mało kto jednak zna różnicę między yunnan a assam i wie, jak długo parzyć napar, by zyskać pożądane właściwości. 90% Polaków deklaruje, że regularnie spożywa herbatę. Różnorodność jej odmian jest ogromna. Każdy znajdzie wariant, który będzie dla niego najbardziej odpowiedni i to  nie tylko ze względu na walory smakowe, ale i właściwości prozdrowotne. Na smak i oddziaływanie herbaty wpływ ma cała gama czynników – od gatunku, rodzaju, pochodzenia, aż po sposób przyrządzenia i czas parzenia. Warto poznać kilka faktów, które pomogą odnaleźć mieszankę i sposób podania najlepiej dostosowane do własnych potrzeb i preferencji. Poranne (p)obudzenie Z porannym zaspaniem walczymy najczęściej filiżanką mocnej kawy. Świetną alternatywą mogą być niektóre, odpowiednio parzone, odmiany herbaty. Najbardziej popularna - czarna (co ciekawe, w Azji nazywana czerwoną), zawiera duże ilości teiny, czyli herbacianej kofeiny. Po 3-minutowym parzeniu działa orzeźwiająco i pobudzająco. Resztki senności rozproszyć pomoże też intensywniejszy i bardziej wyrazisty niż w przypadku innych rodzajów herbat, smak czarnych odmian takich jak yunnan, assam, darjeeling czy ceylon. Pobudzająco wpłynie na nas również napar z zielonej (a więc niefermentowanej) odmiany suszu. W tym przypadku duże znaczenie ma nie tylko czas parzenia (nie więcej niż 3 minuty), ale także stopień rozdrobnienia suszu, a nawet twardość wody. Zielona herbata może być zalewana trzykrotnie. Jednak pobudzające właściwości i delikatny smak osiągniemy tylko podczas pierwszego zaparzania – wyjaśnia Joanna Sobyra, ekspert Segafredo Zanetti Poland. Wielu koneserów herbaty uważa, że najsmaczniejszy jest napar otrzymywany po drugim zalaniu suszu. Trzeba jednak zaznaczyć, że jego właściwości będą już zupełnie inne – dodaje. Popołudniowe wzmocnienie i orzeźwienie Chcąc poprawić swoją odporność i samopoczucie, warto skorzystać również z szerokiej oferty różnego rodzaju herbat aromatyzowanych, owocowych i ziołowych. Mogą stanowić one doskonałe wzmocnienie naszego organizmu. Jedną z propozycji jest dość popularna w naszym kraju czarna herbata z dodatkiem olejku z bergamotki, powszechnie znana jako Earl Grey. Gorzkawy, cytrusowy posmak pobudzi nas do działania, a zawarte w napoju witaminy zapewnią nam dobre samopoczucie i pozytywnie wpłyną na nasz system odpornościowy. Dla zintensyfikowania smaku, do Earl Grey warto dodać kilka kropli soku z cytryny lub limonki. Ciekawostką jest, że mieszkańcy Wysp Brytyjskich, wzbogacają jej smak odrobiną mleka – zdradza ekspert Segafredo Zanetti Poland. Możemy dolać je do przygotowanego naparu lub, tak jak w przypadku kawy, lekko podgrzać i spienić. Kolejną ciekawą propozycją jest napar z trawy cytrynowej. Jego zaletą jest nie tylko cytrusowy, świeży smak, ale i fakt, że doskonale wspomaga nasze zdrowie. Podobnie jak herbata zielona, ma działanie detoksykacyjne, poprawia trawienie oraz obniża poziom cholesterolu. Badania izraelskich naukowców wskazują ponadto, że ma ona też właściwości antynowotworowe. Ze względu na to, że nie zawiera teiny, doskonale sprawdza się jako napój popołudniowy lub wieczorny. Herbata tego typu może być spożywana także przez dzieci. W sezonie letnim, niezbędne orzeźwienie uzyskamy dzięki przygotowaniu herbaty mrożonej. W tym celu, warto wykorzystać dobroczynne właściwości wariantów owocowych. Mieszanka o smaku jabłkowym i mango skutecznie ugasi pragnienie, herbata ziołowa, np. miętowa w wersji mrożonej orzeźwi nas natomiast w upalne dni. Co jednak ważne, przyrządzając tego typu napoje, powinniśmy użyć owocowego suszu, a nie wersji aromatyzowanych. W ten sposób uzyskamy intensywny smak i zapach naparu. Wieczorne ukojenie Po ciężkim dniu polecane są ziołowe napary, które pomogą organizmowi zregenerować się podczas snu i złagodzą stresy codzienności. Popularnym wyborem jest mięta. Według tradycji, nie tylko odświeża, ale również ułatwia zasypianie oraz działa odprężająco, uspokajająco i rozkurczowo. Bywa w związku z tym stosowana jako domowy sposób na różnego rodzaju dolegliwości, jak bóle brzucha czy głowy. Trzeba jednak pamiętać, że ze względu na zawartość mentolu, nie powinniśmy podawać jej małym dzieciom. Bezpiecznym rozwiązaniem nawet dla kilkulatków będzie natomiast rumianek. Stosowany jako środek rozkurczający, znajdzie także zastosowanie przy problemach trawiennych. Równie przydatny może okazać się w walce z chorobą lokomocyjną – rumianek wypity na pół godziny przed podróżą, skutecznie ograniczy odczuwanie mdłości. Na nasze samopoczucie świetnie wpływają także herbatki, w których składzie dominuje hibiskus. Ze względu na zawarte w nim witaminy, polisacharydy, kwasy organiczne oraz wapń i sole mineralne, wzmacnia naszą odporność, działa antybakteryjnie i zapobiega infekcjom. Dzięki polifenolom ma dobroczynny wpływ na serce oraz poziom ciśnienia krwi. Opóźnia również procesy starzenia. Co ciekawe, także herbata czarna i zielona w określonych warunkach wykazują działanie relaksujące. Sekretem jest odpowiednio długi proces parzenia. Napar pity po 5 – 8 minutach (lub powtórnym zalaniu) odpręża i uspokaja. Herbata w takim wydaniu może być bez przeszkód spożywana również przed snem. Warto wiedzieć W zależności od odmiany herbaty, zmienia się temperatura wody, którą zalewamy susz. - Dla herbaty czarnej najlepszy jest wrzątek.- Dla herbaty białej - woda w temperaturze 85-90°C.- Dla herbaty zielonej, w zależności od stopnia rozdrobnienia, od 60 do 80°C.
Chrzan to nie tylko dobra przyprawa
Chrzan stanowi ważny element polskiej tradycji kulinarnej. Bez niego nie byłoby barszczu chrzanowego, dobrych ogórków kiszonych czy ćwikły. Jednak walory smakowe chrzanu ustępują miejsca jego właściwościom zdrowotnym. W lecznictwie ludowym znajdował on bardzo ważne miejsce. Na przykład na dolegliwości głowy i bóle reumatyczne robiono okłady z liści chrzanu, a przy bólach mięśniowych i nadwyrężeniu ścięgien, sporządzano okłady ze startego korzenia. Kobiety pracujące na polach wkładały liście chrzanu pod chusty, aby chronić głowę przed promieniami słonecznymi. To jednak nie wszystkie cenne właściwości tej rośliny. W tej sprawie postanowiliśmy porozmawiać z kierownikiem marki MOSSO – Tomaszem Kwaśniewskim, która w swojej ofercie posiada między innymi przetwory z chrzanu. Czy właściwości zdrowotne chrzanu zostały odkryte w Polsce? Tomasz Kwaśniewski: Właściwości chrzanu docenili już starożytni Rzymianie i Egipcjanie. Dopiero w IX wieku jego walory zaczęli dostrzegać mieszkańcy Europy Zachodniej i Wschodniej. Szczególne znaczenie odgrywały wówczas liście chrzanu (mające nawet 1,5 metra długości), które zabezpieczały żywność przed zepsuciem. Używano ich także do okładania osełek masła, a także jako podkładek pod pieczony chleb. W XIX wieku jego smak i prozdrowotne właściwości docenił cesarz Austrii, Franciszek Józef. Do jego ulubionych dań należała gotowana w warzywach wołowina, do której przyrządzano specjalny sos z duszonych na maśle jabłek, białego wina, cukru i chrzanu. Warto podkreślić, że cesarz prawie nigdy nie chorował i przeżył blisko 90 lat. Nie wiadomo dokładnie kiedy chrzan przybył do Polski. Pierwotnie rósł dziko i był uważany za chwast. Obecnie jest uprawiany na działkach i w ogrodach. Spotkamy go już nie tylko w Europie, ale także w Ameryce Północnej, Azji czy Australii. Ciekawostka: We Francji, Szwajcarii oraz Holandii korzeń chrzanu oficjalnie jest uznawany za lek. W Polsce występuje głównie jako przyprawa. Jakie są zatem właściwości zdrowotne chrzanu? T.K. Lista zalet chrzanu jest naprawdę imponująca, dlatego skupię się na tych najbardziej istotnych dla organizmu człowieka. Przede wszystkim chrzan jest naturalnym antybiotykiem – ma działanie antywirusowe i bakteriobójcze. W szczególności jest stosowany przy przeziębieniu czy stanie zapalnym dróg oddechowych. Chrzan wspomaga także układ trawienny, pobudza apetyt, pozytywnie wpływa na metabolizm oraz funkcjonowanie pęcherzyka żółciowego. Wśród innych właściwości zdrowotnych chrzanu można wymienić jeszcze działanie odkażające. Wpływa on również na łagodzenie bólu reumatycznego. Warto również wiedzieć, że chrzan rozrzedza naszą krew oraz skutecznie obniża zły cholesterol. Ciekawostka: Chrzan zawiera również substancje bioaktywne o działaniu przeciwnowotworowym.   Skąd w chrzanie bierze się aż tyle prozdrowotnych właściwości? T.K. Korzeń chrzanu jest prawdziwą bombą witaminową. Jest bogaty w witaminy: A, B, B1, B2, C, E, a także wiele składników mineralnych, wśród których możemy wymienić: potas, wapń, fosfor, magnez, żelazo, mangan, sód, cynk, siarka, jod oraz chlor. Ponadto jest źródłem cennego błonnika, węglowodanów i tłuszczy, olejków eterycznych, flawonoidów oraz glikozydów. Ciekawostka: W chrzanie jest duża ilość witaminy C, aż 250 mg%. To nawet więcej niż w cytrynach i pomarańczach.   Uważa się, że chrzan jest jednym z najlepszych lekarstw na ból gardła. Czy to prawda? T.K. Rzeczywiście jego właściwości bakteriobójcze i wirusobójcze zwalczają ból gardła i uciążliwy kaszel. Często stosuje się go nawet w walce z zapaleniem oskrzeli. Przygotowuje się specjalne mikstury, których regularne spożywanie daje pozytywne efekty. Popularnym remedium na ból gardła jest wywar powstały z połączenia chrzanu z miodem i goździkami albo z miodem i sokiem z cytryny.   Do czego służą liście chrzanu – czy mogą tylko zabezpieczać żywność przed zepsuciem? T.K. W liściach chrzanu również występują witaminy i minerały. Jednak do spożycia używamy tylko korzenia chrzanu. Zawarte w liściach fitoncydy, czyli naturalne siarczki bakteriobójcze, które niszczą bakterie, wirusy oraz grzyby, zabezpieczają żywność przed zepsuciem. Liści używa się także do marynat, szczególnie kiszonych ogórków, którym zapewniają aromat, jędrność i trwałość. Kiedyś dolne długie liście chrzanu, ułożone na głowie i przewiązane płócienną chustką, w upalne dni chroniły kobiety pracujące na roli przed słońcem.   Czy chrzan jest zatem zdrowszy od czosnku i cebuli? T.K. Pod względem zawartości witamin i minerałów chrzan plasuje się w czołówce prozdrowotnych przypraw, obok czosnku i cebuli. Należy pamiętać, że wszystkie te przyprawy mają silne właściwości bakteriobójcze i grzybobójcze. Ponadto wzmacniają i regenerują nasz układ immunologiczny oraz oczyszczają krew. Osobiście uważam, że chrzan jest nawet lepszy od czosnku czy cebuli – po jego zjedzeniu nasz organizm nie wydziela specyficznego zapachu, jak w przypadku konkurencyjnych przypraw.   Co sprawia, że jego smak jest tak ostry? T.K. Synigryna, czyli glikozyd siarkowy, który jest składnikiem olejku gorczycznego. To ona nadaje  chrzanowi ostry, piekący zapach i smak. Synigryna posiada także właściwości rozgrzewające i odkażające.   Marka MOSSO zajmuje się produkcją chrzanu od blisko 30 lat. Jak wygląda jego produkcja? T.K. Chrzan produkujemy z białego korzenia, który nabywamy na Lubelszczyźnie od lokalnych rolników. Korzenie chrzanu są tarte i poddawane obróbce termicznej. To właśnie ona łagodzi jego ostry zapach i smak, bez straty jego witamin i minerałów. Do różnych wariantów chrzanu dodajemy delikatną śmietanę oraz żurawinę.   Do czego chrzan wykorzystywany jest w kuchni? T.K. Chrzan jest niezastąpionym dodatkiem do ciężkostrawnych i tłustych potraw. Pobudza działanie soków trawiennych i pozytywnie wpływa na nasz metabolizm. Ale dodajemy go także do dań z grilla, ryb, jaj czy nawet sałatek. Możemy przygotować z niego tradycyjny barszcz chrzanowy z białą kiełbasą. Dobrze komponuje się również z wielkanocnym żurkiem lub białym barszczem. Na polskich stołach królują także chrzan połączony ze śmietaną, ćwikła z chrzanem lub ostry sos chrzanowy na zimno.   Gdzie oprócz naturalnej medycyny i kuchni używany jest jeszcze chrzan? T.K. Oprócz naturalnej medycyny i kuchni, chrzan stosowany jest także w kosmetyce. Nie tylko poprawia koloryt naszej skóry, ale także minimalizuje oznaki jej starzenia. Zmniejsza i wygładza zmarszczki, czyni cerę delikatną, usuwa piegi, plamy, wszelkie przebarwienia w tym słoneczne, wybiela i rozjaśnia skórę. Domowym sposobem możemy przygotować kilka pielęgnacyjnych kosmetyków m.in. tonik do mycia twarzy, tonik rozjaśniający czy maseczkę regenerującą.
Codzienne menu receptą na upały
Upalne dni to czas, w którym nie mamy zbyt dużego apetytu i jemy mniej. Dodatkowo, wysokie temperatury sprawiają, że tracimy z potem wiele składników, których potrzebuje nasz organizm. Z tych powodów dieta w okresie letnim powinna opierać się na większych niż zwykle ilościach płynów, oraz potrawach łatwostrawnych, świeżych owocach i warzywach.   Melony, pomarańcze i grejpfruty dla orzeźwienia Codzienne menu powinno zawierać owoce, zwłaszcza te, które nawadniają organizm i działają orzeźwiająco, czyli melony, pomarańcze, grejpfruty i arbuzy. Te ostatnie mają w sobie ponad 90 proc. wody i podobnie jak inne owoce, zawierają antyoksydanty. Przeciwutleniacze są niezbędne dla naszego zdrowia. Przede wszystkim neutralizują wolne rodniki, które uszkadzają komórki organizmu. Ponadto zmniejszają ryzyko chorób nowotworowych i miażdżycy, opóźniają procesy starzenia się organizmu i zmniejszają cholesterol. Duża ilość wolnych rodników wytwarza się m.in. latem, w wyniku długiego przebywania na słońcu. Ich nadmiar przyczynia się do uaktywnienia enzymów, które niszczą włókna kolagenowe skóry i tym samym powodują utratę jej elastyczności. Nie zapominajmy o warzywach, równie bogatych w wodę, witaminy i składniki mineralne. Warto też do płynów, jakie wypijamy wycisnąć sok z cytryny, aby efektywniej nawadniały nasze tkanki. Zamiast ciężkostrawnych potraw, zjedz sałatkę Na czas upałów zrezygnujmy z tłustych i ciężkostrawnych potraw. Sprawiają one, że czujemy się ociężali i ospali. Dlatego do smażenia filetu z kurczaka wykorzystajmy patelnię grillową, która nie wymaga dodawania oleju, a rybę ugotujmy w wodzie, na parze lub w folii w piekarniku. Kiedy temperatury sięgają 35 stopni Celsjusza, mamy mniejszą ochotę na jedzenie gorących potraw. Dlatego zamiast gorącej zupy, zróbmy chłodnik na bazie kefiru lub naturalnego jogurtu. Główne danie również nie musi być gorące, wystarczy letnia sałatka z pomidorami, zielonym ogórkiem, wędzonym łososiem lub kurczakiem – jeśli chcemy, by była bardziej sycąca. Sałatka powinna szybko się trawić, zatem zrezygnujmy z sosów na bazie śmietany lub majonezu, a zastąpmy jogurtem. Wystarczy też skropienie jej cytryną lub oliwą, która pomaga wchłaniać witaminy z warzyw. Warto wykorzystać do sałatki świeże orzeźwiające zioła, np. bazylię lub miętę. Ostre potrawy obniżają temperaturę ciała Wbrew pozorom, ostre dania idealnie schładzają nasz organizm. Jedzenie potraw, które sprawiają, że się pocimy, to naturalna droga do chłodzenia. Kapsaicyna, która jest składnikiem m.in. pieprzu cayenne, pobudza region mózgu, który w efekcie obniża temperaturę ciała. Dlatego w wielu ciepłych krajach, jak np. Meksyk, Indie czy Tajlandia jest on podstawową przyprawą potraw. Pij dużo wody i jedz jogurty naturalne Według norm Instytutu Żywności i Żywienia, kobiety powinny pić około 2,7 litra wody na dobę, a mężczyźni 3,7 litra. W czasie upałów zapotrzebowanie zwiększa się o ok. 0,5 litra. Jeśli jesteśmy zdrowi, wybierajmy wodę o zwiększonej ilości minerałów, bowiem gdy się pocimy, tracimy ich dużo. Jeśli nie dostarczymy organizmowi odpowiednich ilości płynów, może dojść do hipertermii, czyli przegrzania. Zatem, jeśli wychodzimy z domu, choćby nawet na godzinę, powinniśmy zawsze zabrać ze sobą butelkę z wodą i co jakiś czas ją popijać – radzi mgr Małgorzata Pelikan, dietetyk kliniczny z Centrum Dietetyki Klinicznej 4Health w Katowicach. Jogurty działają orzeźwiająco i wspomagają trawienie, które może być zaburzone przez wysoką temperaturę. Dlatego w krajach arabskich, zamiast wody pije się tak zwany ayran – napój na bazie naturalnego jogurtu, który gasi pragnienie i przynosi ulgę. Trawi się on szybciej niż mleko, a ponadto ułatwia przyswajanie żelaza i wapnia, czyli pierwiastków, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Unikaj lodowatych napojów, alkoholu i kawy Zbyt zimne napoje i lody tylko na chwilę sprawiają, że czujemy się lepiej. Tak naprawdę ich spożywanie uruchamia procesy mające na celu ogrzanie organizmu od środka. Również gazowane napoje przynoszą krótkotrwałe ochłodzenie, a zawarty w nich dwutlenek węgla podnosząc ciśnienie w przewodzie pokarmowym powoduje wzdęcia i uczucie ciężkości. W upalne dni zapomnij też o drinkach, winie i piwie. Alkohol, nawet ten niskoprocentowy, wypłukuje wodę z naszego organizmu i hamuje działanie wazopresyny – hormonu, który odpowiada za prawidłową gospodarkę wodną organizmu.
Dary natury – kokos
Jego nazwa pochodzi od hiszpańskiego coco i oznacza duch, widmo. Jednak to nie jest kraj jego prawdziwego pochodzenia, choć z tym do końca nie jest jasne. Przypuszcza się, że jest to Polinezja lub południowo-wschodnia Azja. Kokos należy do rodziny palm i może osiągnąć 30 metrów wysokości, a jego  charakterystyczne pierzaste liście mają nawet do 6 metrów długości. Z botanicznego punktu widzenia, kokos nie jest wcale orzechem a pestkowcem. Owoce dojrzewają do 15 miesięcy, wcześniej dochodzi do zapylenia kwiatów żeńskich przez męskie. To co zwraca uwagę to liczne właściwości prozdrowotne kokosa. Pochodząca z niego woda jest zbliżona do osocza krwi. W trakcie II Wojny Światowej woda z młodych kokosów była używana jako substytut kroplówki, ratując życie niejednego żołnierza. Co skrywa kokos? Kokos to prawdziwa skarbnica dla naszego zdrowia. Na wyspach Pacyfiku nazywa się go lekarstwem na wszelkie choroby. Woda kokosowa zawarta w sercu owocu ma takie same właściwości jak napój izotoniczny i co ciekawe zawiera taki sam poziom elektrolitów jak ludzka krew. Woda ta zanim dotrze do wnętrza orzecha, przemierza bardzo długą drogę – z gleby przez cały pień do wnętrza owocu. Dzięki temu w trakcie tej wędrówki jest wielokrotnie filtrowana i dlatego nie zawiera żadnych zanieczyszczeń – jest sterylna do momentu dopóki nie zostanie otwarty orzech. Pochodzący z młodych orzechów płyn posiada bardzo zbliżony skład do osocza ludzkiej krwi. Z tego względu podczas II Wojny Światowej był stosowany jako zamiennik kroplówki. W krajach słabo rozwiniętych do dziś stosuje się tą metodę, jako zastępczy płyn fizjologiczny uzupełniający elektrolity oraz nawadniający organizm. Zabieg ten musi być wykonany bezpośrednio z owoców, bo tylko wtedy zachowana jest sterylność. Cennym w kokosie jest również jego olej. Znajduje się w nim m. in. kwas laurynowy, który stanowi prawie jego połowę. W naturalnych warunkach w największej ilości występuje on tylko w orzechu kokosowym i co ciekawe również w mleku matki. Pełni on bardzo ważną rolę w organizmie noworodka gdyż jest odpowiedzialny za wytwarzanie odporności od momentu narodzin. Podobne właściwości posiada zawarty w nim kwas kaprylowy. Olej kokosowy zawiera wiele cennych dla zdrowia nasyconych i nienasyconych kwasów tłuszczowych tj.: - kwasu laurynowego (50-60%)- kwasu mirystynowego (15-20%)- kwasu palmitynowego (7-12%)- kwasu kaprylowego (5-11%)- kwasu oleinowego (4-10%)- kwasu kaprynowego (4-9%)- kwasu stearynowego (1,5-5%)- kwasu kapronowego (1-1,5%)- kwasu linolowego (do 2%)- kwasu linolenowego (do 0,2%) Poza tym cennym źródłem tłuszczu, białka i cukru, kokos dostarcza także witaminy C, kwasu foliowego, żelaza, wapnia, potasu i magnezu. Właściwości kokosa Jak wspomnieliśmy wcześniej w oleju kokosowym znajduje się w znaczącej ilości kwas laury nowy. Ten związek pełni bardzo ważną rolę w pierwszym okresie rozwoju niemowlęcia w formowaniu jego odporności. Posiada ona również silne właściwości bakteriobójcze i wirusobójcze, co istotne niszczy drobnoustroje których otoczka posiada lipidową pokrywę, a należą do nich między innymi wirus opryszczki i HIV czy bakteria wywołująca wrzody żołądka - Helicobacter pylori. Ze względu na swoje właściwości woda kokosowa może służyć jako naturalny napój izotoniczny i dzięki temu jest bardzo dobrym sposobem na szybką regenerację po wysiłku sportowym. Poza tym kokos zmniejsza ryzyko chorób serca dzięki m.in. redukcji poziomu cholesterolu, poprawia trawienie oraz pracę jelit , wspomaga metabolizm, a także regeneruje tkanki. Bogaty skład orzecha kokosowego znalazł zastosowanie również w pielęgnacji ciała i włosów. Składniki zawarte w tym owocu opóźniają procesy starzenia się skóry i regenerują włosy. Dlatego kokos powszechnie stosowany jest w kosmetyce, głównie do produkcji balsamów i kremów do pielęgnacji twarzy, ciała oraz włosów. Na rynku pojawiły się również produkty spożywcze na bazie mleka kokosowego lub pochodzącej z niego wody. Dla organizmu są cennym źródłem naturalnych składników odżywczych o czym mamy nadzieję  przekonaliśmy.   Kupując kokosa, aby sprawdzić czy w środku jest mleko kokosowe należy nim wstrząsnąć. Należy pamiętać, że wyschnięte jądro kokosa jest niejadalne. Można przechowywać tylko egzemplarze, w których skorupa nie została uszkodzona, a w środku jest nadal mleko. Kokos rozłupany można przetwarzać na różne sposoby – suszyć, zamrażać lub bezpośrednio sporządzać na jego bazie kulinarne wypieki lub różne desery na zimno.
Przytyć na zdrowie
Mogłoby się wydawać, że dziś w dobie odchudzania i kultu szczupłej sylwetki, deklarowanie przez kogokolwiek chęci przytycia brzmi niczym żart. Podczas gdy jedni starają się, jak mogą, aby zrzucić zbędne kilogramy, istnieje również taka grupa osób, która koncentruje się na tym, by zwiększyć masę ciała. Jak osiągnąć ten cel i wyglądać przy tym zdrowo? Przytycie w przypadku osób z przyśpieszonym metabolizmem wbrew pozorom wcale nie jest takie proste. Dlatego zanim przystąpią one do podjęcia jakichkolwiek działań, powinny udać się najpierw do lekarza, aby na samym wstępie wykluczyć wszelkie utrudnienia, jak np. obecność pasożytów w układzie pokarmowym czy nadczynność tarczycy. Ponadto warto zastanowić się nad swoim stylem życia. Czy przypadkiem nie dominuje w nim stres? Jeśli tak, koniecznie trzeba zacząć od jego stopniowej eliminacji. Dietetyczne ABC Niestety, nie będzie pocieszenia dla wszystkich, którzy już zacierają ręce na myśl o tym, że najłatwiej będzie przytyć poprzez jedzenie bez umiaru tego wszystkiego, co „zakazane”. Mowa oczywiście o tzw. śmieciowych produktach i gazowanych napojach. Co to oznacza? Aby zwiększyć masę ciała, trzeba mieć w sobie niemalże tyle samo samozaparcia jak w przypadku diety redukcyjnej – wyjaśnia Magdalena Szwed, menadżer działu Fitness w Fabryka Formy. Co ważne,  należy równie skrupulatnie planować wszystkie posiłki oraz harmonogram dnia. Bardzo istotna jest więc regularność gdzie w ciągu doby powinno się spożywać około 5-6 posiłków w równych odstępach czasu. Dania te nie muszą być obfite, ale powinny być wysokokaloryczne, ze zwiększoną ilością tłuszczu, nawet do 2g/kg masy ciała. Duża liczba kalorii nie oznacza, iż muszą to być niezdrowe przekąski, tzw. zapychacze głodu. Warto wiedzieć, że wartość odżywcza i energetyczna mogą iść ze sobą w parze. Grunt, aby poznać te składniki, które spełniają oba te warunki – zarówno dostarczają więcej kalorii, jak również mają pozytywny wpływ na nasz organizm, np. zawierają wiele cennych witamin czy mikro- i makroelementów. Kierując się tą zasadą, w zapomnienie powinny pójść wszelkiego rodzaju fast-foody, słodycze, słone przekąski (takie jak chipsy, paluszki czy krakersy) czy produkty obfitujące w duże ilości białej mąki oraz cukru. Podobnie jak w przypadku odchudzania, podczas tycia również należy zacząć od całkowitej zmiany nawyków żywieniowych. Podstawą diety powinny być węglowodany złożone (kasza, ryż, makarony, ziemniaki, kluski itp.) oraz niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (zawarte np. w rybach, orzechach, oliwie z oliwek czy oleju rzepakowym), a w przypadku osób uprawiających treningi siłowe, szczególnie białko, które stanowi naturalny budulec tkanki mięśniowej. Duże jego ilości znaleźć można m.in. w jajkach, rybach, roślinach strączkowych (które zawierają białko roślinne) i chudym mięsie. Dzięki takiemu menu możemy mieć pewność, że zwiększanie masy ciała nastąpi w sposób w pełni kontrolowany i zdrowy dla naszego organizmu. Nie ma bowiem nic gorszego niż przejadanie się, permanentne uczucie sytości i ociężałości, a w konsekwencji odkładanie się nadmiernej ilości cholesterolu, co z kolei prowadzić może do zapaści, zawału i wielu innych zaburzeń w funkcjonowaniu układu krążenia. Siła treningu Dodatkowe kilogramy mogą iść w parze z jędrną, wysportowaną sylwetką. Pamiętajmy, że ćwiczenia fizyczne to nie tylko sposób na zrzucenie kilogramów. Jeśli chcemy nabrać masy, unikajmy treningów aerobowych. Zamiast nich wybierzmy te, które polegać będą głównie na użyciu siły – na przykład z wykorzystaniem sztang, hantli oraz ciężaru własnego ciała. Dzięki nim możemy w stosunkowo krótkim czasie wspaniale rozbudować masę mięśniową. Mięśnie ważą dużo więcej niż tkanka tłuszczowa, stąd nie zdziwmy się, jak wraz z upływem czasu zyskamy kilka dodatkowych kilogramów. A oprócz tego poczujemy się wspaniale, zmienimy całkowicie swój styl życia, poprawimy odporność, nabierzemy siły, a nasza sylwetka przyjmie wspaniałe proporcje. Pamiętajmy jednak, by ćwiczeń siłowych nigdy nie wykonywać na własną rękę, na nic się one zdadzą, jeśli będziemy mieć złą technikę. Dlatego idealnym rozwiązaniem jest zwrócenie się po pomoc do trenera personalnego, który z pewnością przygotuje program treningowy dostosowany do naszych możliwości i celów, które chcemy osiągnąć. Możemy również uczestniczyć w zajęciach zorganizowanych, gdzie pod czujnym okiem instruktora będziemy wykonywać ćwiczenia razem z innymi osobami. To najlepsza metoda dla tych, którzy potrzebują dodatkowej motywacji. Przykłady takich zajęć to: trening funkcjonalny, Les Mills Body Pump czy Shape.
Borelioza czyli choroba odkleszczowa
Borelioza jest chorobą niebezpieczną i zdradliwą, a do tego całkiem nową. Z historią odkrycia boreliozy wiąże się jej alternatywna nazwa - choroba z Lyme (borelioza z Lyme). W okolicach miejscowości Old Lyme, w stanie Connecticut w USA lekarze nie umieli dociec dlaczego znaczny procent mieszkańców latami cierpiał na dolegliwości stawowe, ustawiczne zmęczenie i szereg innych dolegliwości, których nie dawało się racjonalnie wytłumaczyć. Jako oddzielna jednostka chorobowa o nieznanej przyczynie została opisana dopiero w 1977 roku przez lekarza reumatologa. Upłynęło prawie 5 lat nim w 1982 zidentyfikowano tandem odpowiedzialny za chorobę prześladującą mieszkańców Lyme: drobnoustrój - wydłużoną i skręconą bakterię zwaną krętkiem i jej środek lokomocji tzw. wektor, drobnego pajęczaka, żyjącego na liściach i w trawie - kleszcza (głównie rodzaju Ixodes). Izolacji krętka z kleszcza dokonał naturalizowany Amerykanin Willy Burgdorfer. Świat medyczny uczcił odkrycie zagadkowej przyczyny choroby z Lyme, nadając nowo odkrytemu patogenowi nazwę Borrelia burgdorferi. Dziś znanych jest kilka innych gatunków rodzaju Borrelia odpowiedzialnych za boreliozę.   Obaj odkryci przez Burdgorfera sprawcy choroby z Lyme zasłużenie budzą fatalne skojarzenia. Na Borrelia burgdorferi, czyli spiralną bakterię gram-ujemną, spada ponure odium jej kuzyna - krętka bladego (Treponema pallidum), wywołującego kiłę, tak skutecznie komplikującego przez wieki problemy dynastyczne wielu rodów panujących w Europie. Kleszcze budziły odruchowy strach nawet wtedy, gdy nie był znany ich udział w przenoszeniu szeregu chorób, zwanych dzisiaj chorobami odkleszczowymi. Budzi obrzydzenie ich zdolność do opijania się krwią ofiary: człowieka lub zwierząt i powiększania do monstrualnych rozmiarów z postaci prawie niewidocznej gołym okiem, zdolność do wkłuwania się w skórę ofiary tak skutecznie, że ich usunięcie jest możliwe często tylko po rozerwaniu. Działają jak strzykawki: ssąc i tłocząc. Ubytek krwi, którą się żywią, nie jest dla ofiary niebezpieczny. Prawdziwe zagrożenie stanowią drobnoustroje, które z wydzieliną kleszcza wędrują „odwrotną pocztą” do żywiciela, razem z substancjami hamującymi krzepnięcie krwi i znieczulającymi. Nim mały na początku posiłku kleszcz stanie się zauważalny, a jego obecność zamanifestuje w miejscu wkłucia jako swędzące lub piekące zaczerwienie (ok. 2 dni), ofiara może otrzymać ładunek różnorodnych drobnoustrojów wystarczający by spowodować kilka różnych chorób. W przypadku, gdy człowiek jest zakażony przez kleszcza krętkiem i innymi drobnoustrojami, może zapaść na boreliozę i jej odkleszczową koinfekcję. Choroba z Lyme jest często rozumiana szerzej jako borelioza przebiegająca z koinfekcjami: odkleszczowymi lub przeniesionymi inną drogą. Rozpoznanie chorób współistniejących jest klinicznie bardzo trudne. Borelioza - przebieg Borelioza jest chorobą atakującą różne narządy (wielonarządową), której objawy kliniczne wiążą się możliwością zajęcia skóry, stawów, układu nerwowego i serca. Choroba przebiega w sposób fazowy i nawrotowy, nieleczona stanowi ciąg zmian i objawów następujących w pewnej kolejności i mogących się powtarzać. Wyróżniono postać boreliozy wczesną: zlokalizowaną i rozsianą oraz późną. Postać wczesna zlokalizowana daje objawy skórne. Wśród nich jest jedyny charakterystyczny wyłącznie dla boreliozy: rumień wędrujący, obserwowany niestety tylko w części przypadków. Rumień wędrujący jest rozszerzającą się plamą, typowo, z przejaśnieniem w środku, pojawiającą się w na ogół w 1-3 tyg. po ukąszeniu przez zakażonego kleszcza. Zmianom skórnym towarzyszyć mogą objawy w okolicy zmiany (świąd skóry, powiększone węzły chłonne) i niecharakterystyczne objawy ogólne (ból głowy, gorączka itd.). Postać wczesna rozsiana, obok objawów skórnych charakteryzuje się  objawami neurologicznymi (np. zapalenie nerwu twarzowego, zapalenie mózgu), reumatologicznymi (zapalenie stawów), rzadziej objawami kardiologicznymi (zapalenie mięśnia sercowego lub zmiany w EKG). Postać późna rozsiana obejmuje zanikowe zmiany skóry - pojawiające się nawet do 10 lat po zakażeniu i przetrwałe lub nawracające zmiany neurologiczne i reumatologiczne. Krętki boreliozy, tak jak ich kuzyn, krętek blady, są bakteriami neurotropowymi, co ułatwia im inwazję do układu nerwowego i prowadzić może do neuroboreliozy. Częstość objawów neurologicznych boreliozy dochodzi do 40 procent przypadków w postaci wczesnej rozsianej i późnej. Objawy neuroboreliozy są wywołane przez obecność krętków i związane z tym procesy zapalne, toksyczne działanie ich metabolitów, także wspomniane mechanizmy autoimmunologiczne i istnienie bariery krew/mózg, oddzielającej „wydarzenia” w centralnym układzie nerwowym od układu krążenia. Rozpoznanie i diagnostyka laboratoryjna Zgodnie z obowiązującymi zaleceniami dotyczącymi rozpoznania i leczenia boreliozy, decyzjom klinicznym towarzyszyć muszą badania laboratoryjne. Jedynym wyjątkiem rozpoznania bez badań laboratoryjnych są typowe przypadki boreliozy z wytworzeniem rumienia wędrującego. Warto wspomnieć, że pojawienie się rumienia przed upływem 2 dni od ukąszenia przez kleszcza oraz średnica rumienia mniejsza niż 5 cm, świadczą przeciw rozpoznaniu choroby z Lyme. Diagnostyka serologiczna boreliozy Badania serologiczne, które można wykonać w jednym z laboratoriów sieci Diagnostyka, polegają na identyfikacji w krwi badanego przeciwciał powstałych w wyniku swoistej odpowiedzi układu odpornościowego na antygen, przykładowo na  drobnoustrój, który wtargnął do organizmu. W ustroju, przeciwciała swoiście łączą się z antygenem, który indukował ich powstanie i uczestniczą w naturalnych mechanizmach eliminacji intruza z organizmu. Przeciwciała należą do różnych klas, powstających w stałej i określonej kolejności. W przypadku infekcji, identyfikacja swoistego dla drobnoustroju przeciwciała danej klasy, informuje nie tylko o gatunku atakującego drobnoustroju, ale także o fazie procesu chorobowego. Oznaczanie swoistych IgM i IgG metodą immunoenzymatyczną (ELISA) Diagnostykę serologiczną boreliozy rozpoczyna się od poszukiwania w krwi badanego swoistych dla krętka przeciwciał IgM i IgG metodą immunoenzymatyczną, określaną często jako metoda ELISA. Obecność przeciwciał świadczy o kontakcie z antygenami krętka. Swoiste przeciwciała IgM są na ogół wykrywane we wczesnych postaciach boreliozy i następnie znikają, choć czasami mogą przetrwać przez lata. Mogą się pojawić już w drugim tygodniu po zakażeniu, na ogół jednak wykrywane są kilka tygodni później. W przypadku, gdy istnieje silne podejrzenie, że doszło do zakażenia, przy braku objawów skórnych, a oznaczenie IgM jest ujemne, badanie należy powtórzyć po kilku tygodniach, optymalnie w 8 tygodni po dacie prawdopodobnego zakażenia. U osób podejrzewanych o zaawansowane postacie boreliozy oznacza się przeciwciała IgG, powstające w drugiej kolejności i utrzymujące się latami. Dodatni wynik badania IgG w teście immunoenzymatycznym musi również być weryfikowany immunoblotem. W przypadku neuroboreliozy i późnych postaci boreliozy oznaczenie przeciwciał można wykonywać w płynie mózgowo-rdzeniowym (PMR), ale badanie takie jest inwazyjne i wymaga decyzji lekarskiej. Weryfikacja wyników immunoenzymatycznych oznaczeń IgM i IgG metodą immunoblotu Jako zasada, każdy dodatni (i wątpliwy) wynik oznaczenia IgM (i IgG) metodą ELISA musi być zweryfikowany dla wykluczenia wyników fałszywie dodatnich. Przyczyną wyników fałszywie dodatnich jest obecność w krwi badanego przeciwciał o podobnej swoistości, lecz powstałych w wyniku zakażenia niektórymi wirusami, innymi krętkami lub choroby autoimmunologicznej, czyli reakcji organizmu na własne antygeny. Weryfikacji wyniku testu ELISA dokonuje się metodą immunoblotu, będącego modyfikacją tzw. Western blotu. Obie nazwy stosowane są często wymiennie. Immunoblot posiada wysoką swoistość, co w tym wypadku oznacza dużą pewność, że wynik dodatni jest skutkiem rzeczywistego kontaktu organizmu z antygenami krętka. W przypadku, gdy wynik IgM ELISA jest dodatni, a immunoblot ujemny, wykonanie immunoblotu można powtórzyć po dwóch tygodniach. Oznaczenie krążących kompleksów immunologicznych (KKI) Zdarzają się przypadki, że okoliczności i objawy sugerują boreliozę, a wynik oznaczeń IgM jest ujemny. Jednym z wyjaśnień tej sytuacji jest mechanizm, w którym specyficzne dla krętka przeciwciała zostają uwięzione w tzw. krążących kompleksach immunologicznych (KKI) i stają się „niewidzialne” dla testu ELISA. „Aresztu” przeciwciał dokonują antygeny krętka obecne w krwi chorego. Szczęśliwie istnieją sposoby by przeciwciała wyrwać z objęć antygenów i po uwolnieniu oznaczyć. Łańcuchowa reakcja polimerazy (PCR) Jest molekularną metodą diagnostyczną z „wyższej półki”. W przypadku diagnostyki boreliozy pozwala na wykrycie materiału genetycznego krętka (DNA) bardzo wcześnie po wniknięciu do zakażanego organizmu i obecnego w bardzo małej ilości. Jednakże nie pozwala na rozróżnienie czy zidentyfikowany DNA pochodzi z krętka żywego czy martwego. Również nie ma pewności, czy wynik PCR jest ujemny, gdyż nie doszło do zakażenia badanego, czy też dlatego, że próbka jest niereprezentatywna dla postaci choroby. Odpowiedni dobór materiału do badania PCR w zależności od postaci choroby, objawów  itd., ma  znaczenie podstawowe. Obecności DNA krętka można oczekiwać w krwi, tkankach pobranych z chłoniaka limfatycznego skóry lub zmian zanikowych, a także w płynie stawowym i mózgowo-rdzeniowym. Zasadność oznaczenia w krwi musi być rozważana indywidualnie. Identyfikacja DNA krętka w kleszczu metodą PCR W przypadku, gdy udaje się ująć kleszcza na „miejscu zbrodni”, za pomocą metody PCR można z dużą pewnością ustalić, czy kleszcz był nosicielem krętka, a więc ustalić, czy zachodzi obawa zakażenia krętkiem osoby ukąszonej. Ilość materiału dla PCR jest bardzo mała i nawet fragmenty kleszcza, który nie przeżył operacji usunięcia ze skóry ofiary wystarczy do prawidłowego wykonania. Kleszcza lub jego fragmenty należy przechowywać w czystym pojemniku, najlepiej na próbki moczu. Materiał jest przydatny do oznaczenia przez 48 godzin przy przechowywaniu w temperaturze chłodziarki (4 st.C.). W przypadku konieczności dłuższego przechowywania powinien być zamrożony w temperaturze -20 st.C. i przechowywany do 4 tygodni. Rozmrożonego materiału nie wolna ponownie zamrażać, gdyż staje się całkowicie nieprzydatny. Pełna lista placówek sieci Diagnostyka, które wykonują oznaczenie DNA krętka Borrelia burgdorferii w materiale z kleszcza znajduje się pod linkiem http://www.diag.pl/Nasze-placówki.17.0.html
Cała prawda o aftach i opryszczkach
Afty i opryszczki, to jedne z najpopularniejszych dolegliwości jamy ustnej. Są niepozorne, ale mogą być bardzo dokuczliwe i powodować ból, swędzenie i pieczenie. Nawet jeśli je wyleczymy, za jakiś czas mogą pojawić się ponownie. Takich nawrotów nie powinniśmy bagatelizować. Mogą one być powodem np. niedoboru witamin lub innego, bardziej poważnego schorzenia. Co sprzyja powstawaniu aft? Afty to małe rany w ustach, które najczęściej pojawiają się na wewnętrznej stronie policzków, brzegach języka, wargach i czasem na dziąsłach. Mają owalny kształt z charakterystycznym żółtym nalotem, pod którym znajduje się nadżerka otoczona czerwonym zapalnym rąbkiem. Wykwity mogą być różnej wielkości, od 1 mm do nawet 2 cm średnicy. Nie tylko są nieestetyczne i drażniące, ale mogą powodować pieczenie i ból, a większym owrzodzeniom w jamie ustnej towarzyszą również gorączka i powiększone węzły chłonne. Dokładne przyczyny powstawania aft nie są znane, jednak mówi się, że są one najczęściej wynikiem stresu i spadku odporności organizmu. Innymi czynnikami, które niewątpliwie sprzyjają tworzeniu się owrzodzeń w ustach, są alergie pokarmowe, niedobór żelaza, kwasu foliowego i witaminy B12, niedożywienie, menstruacja, menopauza, zbyt mocne szczotkowanie zębów, źle dopasowane protezy i szyny. Na ich rozwój wpływa też jedzenie nieumytych warzyw i owoców, wkładanie brudnych rąk do buzi oraz złe nawyki jak np. gryzienie końcówek długopisów, czy obgryzanie paznokci – wylicza lek. stom. Monika Stachowicz z Centrum Leczenia i Profilaktyki Paradontozy Periodent w Warszawie. Ale to nie koniec czynników, które przyczyniają się do ich powstawania. Do tej listy należy dopisać również leki zawierające m.in. ibuprofen, kwas acetylosalicylowy, zwany potocznie aspiryną, nikorandyl (lek w chorobie wieńcowej), a także beta-blokery stosowane u pacjentów chorujących na nadciśnienie tętnicze i zaburzeniami rytmu serca oraz leki, które wykorzystuje się podczas chemio i radioterapii. Afty są również powszechne u osób cierpiących na chorobę Leśniowskiego-Crohna, Behceta, HIV i celiakię oraz u tych, którzy rzucają palenie i stosują gumy lub pastylki do ssania z nikotyną. Owrzodzenia mogą być przekazywane w genach. Zatem jeśli rodzice często zmagają się z tym problemem, istnieje duże prawdopodobieństwo, że ich maluch również może mieć tę dolegliwość. Opryszczkę łatwo „złapać” Inną dokuczliwą dolegliwością są opryszczki, które wywołuje wirus HSV-1. Jest on uśpiony w naszym organizmie, a atakuje kiedy nasz układ immunologiczny jest osłabiony, jesteśmy przeziębieni, zmarznięci bądź narażeni na stres. Zmiany skórne najczęściej pojawiają się na wargach i w kącikach ust, ale też na podniebieniu. Opryszczki bardzo łatwo rozpoznać. Są to małe pęcherzyki wypełnione płynem i otoczonymi zapalną obwódką. Kiedy pęcherzyk pęka, uwidacznia się nadżerka. Początkowo ma ona kolor czerwony, ale z czasem pokrywa ją żółty nalot. Podobnie jak w przypadku aft, opryszczkom towarzyszy miejscowy ból, pieczenie i swędzenie. Opryszczka to wirus, który przenosi się drogą kropelkową, dlatego w bardzo łatwy sposób można się nią zarazić od drugiej osoby. Np. przez picie z tej samej butelki, używanie tych samych sztućców, ręcznika, a nawet kosmetyków (uważaj na szminkę od koleżanki). Odstaw gorące, kwaśne i ostre, a jamę ustną płucz naparami z ziół leczniczych Jeśli zauważymy pierwsze symptomy choroby jamy ustnej, powinniśmy szczególnie zadbać o jej higienę - myjmy zęby po każdym posiłku, a przestrzenie międzyzębowe czyśćmy nićmi dentystycznymi. Małe owrzodzenia zazwyczaj samoistnie znikają do dwóch tygodni, ale można ten proces przyspieszyć stosując np. płukanki antyseptyczne. Napary z szałwi lekarskiej lub rumianku działają przeciwzapalnie, antybakteryjnie i kojąco. W aptekach dostępne są preparaty do stosowania miejscowego na afty z teraboranem sodu, który działa odkażająco. Ból łagodzą też specjalne żele znieczulające i tabletki do ssania. Jeżeli afty utrzymują się dłużej i nie znikają mimo stosowania środków dostępnych bez recepty, to powinniśmy się zgłosić do swojego stomatologa w celu zdiagnozowania ich dokładnej przyczyny i zastosowania odpowiedniego leczenia. W gabinetach stomatologicznych w walce z chorobami jamy ustnej wykorzystuje się środki koagulacyjne i przyżegające oraz ozonoterapię, która działa antyseptycznie, zabija bakterie, wirusy i grzyby, a także likwiduje i odkaża sączące rany. Ponadto pobudza system immunologiczny, naturalne substancje antyutleniające i oczyszczające organizm – wyjaśnia dr Stachowicz. W bardziej złożonych przypadkach stosuje się, zależnie od przyczyny, antybiotyki lub leki przeciwgrzybicze. U osób starszych stomatolog sprawdzi, czy źle dopasowana proteza nie jest przyczyną powstawania mikrouszkodzeń delikatnej śluzówki jamy ustnej. Podczas leczenia, powinno się unikać gorących napojów i posiłków, alkoholu oraz kwaśnych i ostrych pokarmów. Mogą one podrażnić owrzodzenia i spowodować jeszcze większy ból. Opryszczka wargowa jest problemem bardziej skomplikowanym. Przede wszystkim, nawracające infekcje mogą być sygnałem poważniejszego problemu z naszym zdrowiem, a po drugie, stajemy się nosicielami raz złapanego wirusa, który może się uaktywniać w momentach osłabienia organizmu. W aptekach dostępny jest szereg preparatów bez recepty z przeciwwirusowym składnikiem, acyklowirem, który łagodzi objawy choroby. Stosuje się je kilka razy dziennie, najczęściej co 3 godziny przez około 5 dni na chorobowo zmienione miejsce. Trzeba również pamiętać o restrykcyjnym zachowaniu zasad higieny, po leczeniu wymieńmy szczoteczkę do zębów, a do twarzy używajmy osobnego ręcznika. Unikajmy stosowania kosmetyków na zainfekowane miejsce, które mogą opóźniać gojenie. W aptekach dostępne są specjalne plastry z substancjami przyśpieszającymi regenerację i łagodzącymi dolegliwości. Niestety, zarówno afty jak i opryszczki mają tendencję do powracania. Nie powinniśmy tego lekceważyć i wybrać się na badania, które wykażą, co jest powodem owrzodzeń w ustach. Nawroty mogą oznaczać niedobór witamin, lub coś bardziej poważniejszego np. chorobę, która osłabia nasz układ odpornościowy.
4 sposoby na walkę z bólem kręgosłupa
Długie godziny spędzone przy biurku, stres oraz brak aktywności fizycznej to jedne z najczęstszych przyczyn bólu kręgosłupa. Niestety, najczęściej z braku czasu, nie każdy może sobie pozwolić na systematyczne uprawianie sportu i prowadzenie zdrowego trybu życia. Co więc zrobić, aby zapobiec uciążliwym bólom kręgosłupa?     SZTUKA SIEDZENIA Jeśli chcesz pozbyć się bólów kręgosłupa niezwykle ważna jest prawidłowa pozycja podczas siedzenia. W końcu spędzasz w tej pozycji często ponad 8 godzin dziennie. Pamiętaj, aby plecy – zwłaszcza na odcinku lędźwiowym – dokładnie przylegały do oparcia, a kolana były na wysokości stawu biodrowego (dla ułatwienia tego zadania spraw sobie podpórkę pod stopy). Postaraj się, aby klawiatura była na wysokości łokci, a górna krawędź monitora znajdowała się na wysokości oczu. JAK SPAĆ, ŻEBY NIE BOLAŁO Choć niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy, olbrzymi wpływ na ból kręgosłupa ma pozycja w jakiej śpimy. Biorąc pod uwagę, że podczas snu w jednej pozycji możemy leżeć nawet klika godzin jest to całkiem zrozumiałe. Jak więc należy spać, aby plecy nie bolały ? Dla tych, którzy śpią na jednym boku, dobrym sposobem jest włożenie sobie poduszki między nogi. Z kolei ci, którzy sypiają na brzuchu lub plecach odczują ulgę, gdy poduszkę podłożą sobie pod brzuch lub pod plecy. POTĘGA MIKROPRĄDÓW Terapia mikroprądami (MET) ze względu na szerokie zastosowanie w zakresie uśmierzania bólu, zdobywa coraz większą popularność. Poza tradycyjnymi zabiegami, bardzo skutecznym produktem są nowe na polskim rynku przeciwbólowe opaski KineTex (www.kinetex.pl). Dzięki specjalnej strukturze tkanin łączącej w sobie bawełnę z włóknami srebra, miedzi i węgla w kontakcie ze skórą wytwarza się pole magnetyczne oraz mikroprądy elektryczne, które oddziałują na chore tkanki, skórę i mięśnie. Wyjątkowa kompozycja metali pobudza układ krwionośny, a co za tym idzie, poprawia  jakość procesów metabolicznych w tkankach, przyśpiesza ich regenerację i w konsekwencji łagodzi ból. STRES NASZYM WROGIEM Niestety i on może być przyczyną bardzo uciążliwego bólu. Pod wpływem produkowanej w stresie adrenaliny, dochodzi do długotrwałego napięcia mięśni i tym samym ich przeciążenia. W efekcie możemy cierpieć na chroniczny ból, a nawet trwałe zmiany zwyrodnieniowe. Warto więc poszukać najlepszej dla siebie metody relaksacyjnej. Joga, spacer, a może spotkanie ze znajomymi?
Bezpłatne konsultacje specjalistów. Zobacz gdzie możesz skorzystać z porad.
Okazuje się, że miesiąc maj będzie miesiącem mocno akcentowanym przez wiele firm jako czas zwrócenia uwagi na kwestie zdrowotne. Wydaje się, że jest to zgodne z aktualnym stanem zdrowotnym naszego społeczeństwa. Polskę i jej mieszkańców coraz częściej zaczynają trapić schorzenia cywilizacyjne. To niestety efekt rozwoju cywilizacyjnego, z którym związane są zmiany w naszym codziennym życiu – zmianami naszego dotychczasowego stylu życia. Warto skorzystać z propozycji, które przygotowały różne firmy aby dowiedzieć się więcej o ważnych zagadnieniach.   Śląsk: Przebadają kobiety z NTM Na Śląsku rusza pierwsza kampania, której celem jest wsparcie dla kobiet z problemem nietrzymania moczu. Już w dniach od 15 do 23 maja będą mogły one poddać się bezpłatnym konsultacjom ginekologicznych w jednej z katowickich klinik. Specjalista doradzi, jak rozwiązać kłopotliwy problem Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nietrzymanie moczu (NTM) to choroba społeczna, na którą cierpi około 5 proc. społeczeństwa. Okazuje się, że wśród kobiet NTM występuje częściej niż cukrzyca, depresja, czy też nadciśnienie tętnicze. Wstydliwa dolegliwość może być objawem wielu schorzeń i w zależności od przyczyny może mieć różne rodzaje. Dlatego kobiety nie powinny bagatelizować tego często wstydliwego dla nich problemu. Żeby im dopomóc w rozwiązaniu problemu klinika Gyncentrum Ginekologia Plastyczna w Katowicach właśnie rozpoczyna kampanię „Znów pewna siebie”. Jest ona skierowana do kobiet, które mają problem z nietrzymaniem moczu (NTM).  Poprzez bezpłatne konsultacje z ginekologami,  specjaliści chcą pokonać barierę wstydu u pań i pokazać, że tę chorobę można wyleczyć. Trzy miesiące konsultacji Kampania potrwa w sumie trzy miesiące. W każdym miesiącu przez tydzień w Gyncentrum panie z podejrzeniem NTM będą mogły skorzystać z bezpłatnych konsultacji ginekologicznych. Natomiast podczas indywidualnych spotkań ze specjalistą dowiedzą się więcej o swoim problemie i o tym, w jaki sposób mogą z nim walczyć.   Pierwsze bezpłatne konsultacje odbędą się już w dniach: 15-23 maja. Żeby wziąć w nich udział wystarczy potwierdzić swoją obecność w recepcji Gyncentrum dzwoniąc pod nr tel.  32 359 09 32-33.     Katowice: Trener Heidi Klum pomoże w odchudzaniu Największe centrum handlowe na Śląsku pokaże mieszkańcom regionu, jak zrzucić zbędne kilogramy. Przez ponad tydzień (od 17 do 24 maja) w Silesia City Center będą odbywały się otwarte dla każdego warsztaty m.in. z jogi, x-fitu, stretchingu, Total Fitnessu Chodakowskiej, fitballu. Zajęcie prowadzone będą przez trenerów na specjalnie zaaranżowanym tarasie Silesia City Center. Finał wielkiego odchudzania już 24 maja. Gościem wydarzenia będzie m.in. Witold Szmańda – trener m.in. Heidi Klum. Zamienią taras w salę ćwiczeń Przez ponad tydzień setki mieszkańców Śląska będzie ćwiczyło w Silesia City Center – zapowiadają organizatorzy. Wszystko za sprawą projektu FIT SILESIA, nietypowego dla centrum handlowego przedsięwzięcia, którego celem jest pokazanie mieszkańcom regionu, od czego zacząć swoją przygodę z odchudzeniem i modelowaniem sylwetki. Specjalne na potrzeby zajęć, Silesia zamieni mający ponad 120 m kw. taras w olbrzymią salę ćwiczeń, w której dwa razy dziennie (rano i popołudniu) odbywać będą się otwarte zajęcia z jogi, strechhingu, x-fitu, fitballu, functional training i Total Fitness Chodakowskiej.  W sumie przygotowano aż 10 aktywnych warsztatów. Całość prowadzić będą trenerzy Pure Jatomi. Nauczą wchodzić w asanę Na program zajęć złożą się: joga, na której uczyć będą m.in. wchodzenia w pozycję asany, a potem fitball, na którym przy pomocy olbrzymiej piłki nauczymy się wzmacniania mięśni posturalnych, poprawimy równowagę i siłę wewnętrzną. Warsztaty ze strechingu z kolei nauczą nas, jak prawidłowo rozluźnić i rozciągnąć mięśnie. Ale to nie koniec. Podczas FIT SILESIA będzie można także wziąć udział we wszechstronnym treningu x-fit, który kształtuje sylwetkę, poprawia koordynację, zwinność i wytrzymałość. W programie są także zajęcia Total Fitness autorstwa Ewy Chodakowskiej – trening polegający na napinaniu mięśni brzucha, pobudzający także mózg do wytwarzania endorfiny i serotoniny. Jak się zapisać na zajęcia? Żeby wziąć udział w  zajęciach wystarczy wejść na stronę www.silesiacitycenter.com.pl i wypełnić specjalny formularz zgłoszeniowy. Wszystkie zajęcia w ramach FIT SILESIA są bezpłatne, warunkiem uczestnictwa jednak jest wcześniejsza rejestracja. Warsztaty odbywać będą się na tarasie Silesia City Center (I-piętro). Trening z Witoldem Szmańdą Ale zajęcia na tarasie to nie jedyna atrakcja FIT SILESII. 24 maja w Silesii odbędzie się finał projektu. Tego dnia na Placu Śląskim stanie olbrzymia scena, na której przez cały dzień odbywać będą się pokazy fitness prowadzone przez Witolda Szmańdę – trenera m.in. Keanu Reevsa, Heidi Klum, Alicji Bachledy-Curuś i Izy Miko. Wydarzenie poprowadzi Edyta Herbuś.       Warszawa: Philips AVENT dla przyszłych mam Z okazji zbliżających się Dnia Matki i Dnia Dziecka marka Philips Avent zaprasza przyszłe mamy do Philips House, gdzie 29 maja będą mogły obchodzić te ważne święta i przy okazji spotkać się położnymi, konsultantkami laktacyjnymi czy wykonać badanie USG, w tym rewolucyjne USG 4D, które pozwala zobaczyć twarz dziecka. 26 maja to szczególna data, o której pamięta chyba każdy. W tym roku to także Twoje święto, bo nawet, jeśli do porodu masz jeszcze trochę czasu, ruchy malca z pewnością sprawiają, że czujesz się już mamą. W tym podwójnie szczególnym momencie Philips AVENT, chce być z Tobą i Twoim Dzieckiem i zaprasza przyszłe mamy na wspólne świętowanie do Philips House. Będzie to nie tylko okazja, żeby poznać inne mamy, które tak jak Ty przygotowują się do narodzin swojego maluszka, ale także, by porozmawiać ze specjalistami. Korzystając z niemal 30-letniego doświadczenia zdobytego na podstawie informacji przekazywanych przez mamy, Philips AVENT dobrze wie, że przyszłe mamy mają wiele wątpliwości i potrzebują profesjonalnych rad. W związku z tym na spotkanie oprócz specjalistów Philips AVENT zostaną zaproszone położne oraz konsultantki laktacyjne, które wszystkim chętnym udzielą bezpłatnych porad i pomogą przygotować się do tego szczególnego momentu w życiu kobiety. We współpracy z Philips Healthcare, Philips Avent przygotował też możliwość wykonania badania USG przeprowadzonego przez lekarza ginekologa-położnika. Niespodzianką dla mam, które nie mogą doczekać się, by zobaczyć ruchy i uśmiechy czy grymasy malca, będzie też rewolucyjne badanie USG 4D, które pozwala zaspokoić naturalną ciekawość i dokładnie obejrzeć dziecko z każdej możliwej strony. Możesz więc zrobić sobie prezent na Dzień Matki i już teraz zobaczyć, jak Twoja pociecha się do Ciebie uśmiecha. Zdjęcia z USG 4D będą też wyjątkową pamiątką dla Ciebie i Twojego dziecka. Ponieważ Philips Avent zaprasza do świętowania, nie obędzie się tego dnia bez prezentów. Mamy, które w związku z ograniczeniem czasowym, nie zdążą poddać się badaniu, otrzymają miły upominek, a wszystkie panie mogą liczyć na mini-wyprawkę od Philips Avent. Przyszłe mamy Philips Avent zaprasza do wspólnego świętowania 29 maja 2014 r. w godz. 10.00-16.00 do siedziby Philips, przy Al. Jerozolimskich 195B w Warszawie.
Jak zdiagnozować zespół metaboliczny?
Posiłki jedzone w biegu, a między nimi fast foody i słodkie przekąski, do tego spędzanie wielu godzin przed komputerem czy za kierownicą, a na odstresowanie alkohol i papierosy. Tzw. zespół metaboliczny dotyczy każdego, kto w ten sposób określa przebieg swojego dnia. Aby go zdiagnozować należy udać się do najbliższego laboratorium i zbadać poziom trójglicerydów, cholesterolu, glukozy i wykonać próby wątrobowe.   Słowo „zespół” oznacza, że jest to nie sama choroba, ale zbiór zagrożeń dla zdrowia. Zespół metaboliczny to czynniki związane przede wszystkim ze stylem życia, które w wysokim stopniu zwiększają ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2 i chorób układu sercowo-naczyniowego (zawał serca, udar mózgu, miażdżyca), które odpowiadają za 51,2% zgonów Polek. Dotyczy on co czwartej Polki, czyli tych, które prowadzą niezdrowy i niesportowy tryb życia, a więc mogą mieć otyłość brzuszną (obwód w pasie powyżej 80 cm) i nadciśnienie tętnicze (powyżej 130/85 mm HG). Osobom takim grozi insulinooporność (i co za nią idzie cukrzyca) lub dyslipidemia (niewłaściwy poziom trójglicerydów lub cholesterolu). Wszystkie z wymienionych czynników wzajemnie na siebie oddziałują. Otyłość połączona z brakiem aktywności fizycznej powoduje oporność organizmu na insulinę. Ta z kolei sprawia, że dochodzi do podwyższonego stężenia insuliny i glukozy. Jeżeli w organizmie na stałe utrzymuje się zwiększony poziom glukozy, powoduje to uszkodzenie wielu narządów (głównie naczyń krwionośnych i nerek), a w konsekwencji cukrzycę. Mimo, że wiele osób może zapobiec wystąpieniu u siebie zespołu metabolicznego poprzez zmianę stylu życia, niektóre osoby są zagrożone z powodu czynników niekontrolowanych. O ile jesteśmy w stanie walczyć ze swoją nadwagą czy otyłością, zacząć uprawiać sport, ograniczyć używki i zmniejszyć ilość tłuszczów i przetworzonych węglowodanów w posiłkach, o tyle istnieją czynniki genetyczne, na które nie mamy wpływu. Dotyczą one osób, w rodzinach których występowały wcześniej przypadki cukrzycy typu 2, choroby serca czy nadciśnienie. Ważny jest również fakt, że ryzyko wystąpienia tego zespołu wzrasta wraz z wiekiem. Test tolerancji glukozy Wykonujemy go w przypadku, gdy wynik stężenia glukozy na czczo, w ciągu dwóch różnych dni wyniesie w przedziale 100-125 mg/dl. Wówczas lekarz powinien zlecić wykonanie testu obciążenia glukozą (OGTT). Aby go wykonać należy wcześnie rano zgłosić się na czczo do laboratorium. Tam pacjent będzie miał wykonane wszystkie etapy badania tj. pierwsze pobranie krwi, po którym wypije 75 g glukozy rozpuszczonej w szklance wody. Kolejny to pozostanie 2 godziny w pozycji siedzącej, po czym następuje drugie pobranie krwi. Badanie to polega więc na monitorowaniu reakcji organizmu na podaną glukozę, analitycy muszą zbadać, w jaki sposób wydzielana jest insulina oraz jak szybko reguluje się poziom cukru we krwi pacjenta. Jego wynik jest konieczny do stwierdzenia ewentualnej insulinooporności, która jest jedną z przyczyn cukrzycy typu 1 i 2. Badanie poziomu stężenia trójglicerydów i cholesterolu Analitycy medyczni oznaczają lipidogram w celu stwierdzenia ew. dyslipidemii, którą są zaburzenia w poziomie trójglicerydów i cholesterolu, zarówno całkowitego, jak i dwóch jego frakcji. Frakcja HDL, czyli lipoproteina o wysokiej gęstości, zwana jest potocznie jako tzw. dobry cholesterol, odpowiedzialna jest za transport cholesterolu do wątroby. Z kolei LDL (lipoproteina o niskiej gęstości) to tzw. zły cholesterol, który niestety bierze udział w powstawaniu blaszek miażdżycowych w ścianach tętnic, co może prowadzić do utrudnienia przepływu krwi i zawału. Dyslipidemia dzieli się na hipercholesterolemię (zbyt wysoki poziom całkowitego cholesterolu), hipertriglicerydemię (zwiększone stężenie trójglicerydów) lub hiperlipidemię mieszaną, czyli podwyższone stężenie zarówno złego cholesterolu, jak i trójglicerydów przy jednoczesnym obniżonym stężeniu dobrego. Próby wątrobowe Nieodpowiednie odżywianie i nadużywanie alkoholu odciska swoje piętno m.in. na wątrobie, która produkuje i wydziela do dwunastnicy żółć, a więc odgrywa podstawową rolę w trawieniu. Narząd ten u osób spożywających zbyt dużo tłuszczu czy alkoholu może nieprawidłowo funkcjonować (np. być otłuszczony). O stanie komórek wątroby, czyli hepatocytów świadczą aminotransferazy, czyli enzymy wątrobowe, których aktywność wzrasta na skutek ich uszkodzenia czy zniszczenia, np. w niedotlenieniu lub pod wpływem działania toksyn czy wirusów. Aby zbadać stężenie enzymów wątrobowych i bilirubiny należy wykonać w laboratorium badanie prób wątrobowych: ALT (Alat), AST (Aspat), ALP (fosfataza alkaliczna, inaczej zasadowa), Bilirubina i GGTP (Gamma-glutamylotransferaza). Aby nie znaleźć się w grupie osób, których dotyczy zespół metaboliczny należy prawidłowo się odżywiać, unikać w szczególności produktów wysoce przetworzonych, cukrów prostych, słodyczy i słodkich napojów, produktów mało wartościowych. Do tego zaleca się regularną kontrolę masy swojego ciała i ciśnienia tętniczego oraz uprawianie aktywności fizycznej minimum 3 razy w tygodniu. Przynajmniej raz na 3 lata, a optymalnie co rok, powinniśmy zlecić wykonanie podstawowego badania krwi, w szczególności poziomu glukozy na czczo i oznaczenie lipidogramu. Do takich badań zaleca się standardowo zjeść lekką kolację o godz. 18 dnia poprzedniego i po odpoczynku nocnym, przyjść rano na czczo na badanie.   Biorąc pod uwagę, iż w polskich rodzinach zwykle kobiety dbają o zdrowie całej rodziny, właściciel sieci laboratoriów Diagnostyka zainicjował ogólnopolską kampanię profilaktyczną pt. „Jestem kobietą i dbam o siebie ...”. Do 30 czerwca 2014 r. trwać będzie pierwszy etap poświęcony samym kobietom, a następne etapy to „… dbam o siebie i o …”: „… partnera” (jesień 2014), „… dzieci” (wiosna 2015) oraz „... rodziców” (jesień 2015). Celem zaplanowanej na dwa lata akcji jest zwrócenie uwagi na znaczenie profilaktyki prozdrowotnej na każdym etapie życia, od wczesnego dzieciństwa do pełnej dojrzałości. W ramach pierwszego etapu firma wraz z ośrodkami Malinowe Hotele Medical SPA (www.malinowehotele.pl), które mieszczą się w dwóch uzdrowiskowych miejscowościach, organizuje konkurs na propozycję hasła (do 400 znaków ze spacjami) promującego badania profilaktyczne dla kobiet. Aby wziąć w nim udział należy zlecić firmie jednorazowo badania laboratoryjne o wartości min. 50 zł, a następnie za pomocą formularza na stronie kampanii - www.kobieta.diagnostyka.pl , zgłosić propozycję swojego hasła i dane kontaktowe. Wykonać badania za minimum tą kwotę, jak i wypełnić zgłoszenie należy do 31 maja 2014. 10 osób wygra nagrodę główną, czyli voucher na pobyt 3-dniowy, jednoosobowy w Medical SPA Malinowy Zdrój (5 osób spędzi weekend w hotelu partnera Diagnostyki w Solcu-Zdroju w województwie świętokrzyskim, a 5 w Świeradowie-Zdroju w Sudetach). Pozostałe nagrody to zestawy balneokosmetyków (dla 50 osób) oraz vouchery na badania (dla 100 osób).
Polacy nie chcą się badać, alarmują lekarze
W krajach Unii Europejskiej co dwie minuty diagnozowany jest u kobiet rak piersi, co sześć minut jedna z nich umiera. W Polsce choroba ta wykrywana jest u ponad 14 tys. pań, a połowa z nich przegrywa z nowotworem. Z kolei na raka szyjki macicy rocznie zapada ok. 4 tys. Polek i również blisko połowa z nich przegrywa walkę o życie. Z rakiem piersi i szyjki macicy walczy ogromna ilość kobiet. Choroba przeważnie jest zbyt późno wykrywana, przez co statystyki są tak niepokojące. Z danych wynika, że co 12 Polka zachoruje na raka piersi, a każdego roku na świecie ponad 500 tys. pań musi mierzyć się z rakiem szyjki macicy. Trzeba jednak uświadomić sobie, że między innymi przed tymi chorobami można się uchronić lub je zwalczyć. Jedynym skutecznym sposobem są regularne badania profilaktyczne, dlatego też tak ważna jest walka o świadomość kobiet. Profilaktyczna minimalizacja ryzyka Ryzyko zachorowania na raka piersi wzrasta pod wpływem wielu czynników. Podstawowymi są: wiek – im kobieta starsza, tym bardziej narażona na wystąpienie choroby, predyspozycje genetyczne oraz płeć (99 proc. zachorowań dotyczy kobiet). Duży wpływ na zdrowie piersi ma również styl życia. Nieodpowiednia dieta, otyłość, stres, palenie papierosów czy nadużywanie alkoholu mogą być przyczyną wystąpienia nowotworu. Co ciekawe, kobiety, które nigdy nie karmiły piersią są trzy razy bardziej narażone na raka piersi. W związku z tym, że profilaktyka, wczesne wykrycie choroby i rozpoczęcie leczenia umożliwia nawet całkowity powrót do zdrowia niezmiernie istotne jest, by kobiety jak najwcześniej wyrobiły w sobie nawyk samobadania piersi i wykonywały je raz w miesiącu. Wszystkie panie po 40. roku życia powinny wykonywać mammografię co dwa lata, po pięćdziesiątce – raz w roku, z kolei młodsze – badanie USG i jako badanie uzupełniające mammografię. USG warto wykonywać już od około 20. roku życia – mówi dr n. med. Natalia Fischer z poznańskiej Kliniki Promienistej. Nie można również zapominać o badaniu piersi wykonywanym przez lekarza przy każdej konsultacji ginekologicznej. Od 10 do 30 procent nowotworów piersi ma podłoże genetyczne. Wiadomo, że za to schorzenie odpowiedzialne są dwa geny: BRCA1 i BRCA2. Obecnie możliwe jest wykonywanie badań, które określają czy geny są uszkodzone i tym samym czy kobieta ma dziedziczną predyspozycję do raka piersi – dodaje dr n. med. Natalia Fischer. Dość kontrowersyjnym, ale skutecznym sposobem na uniknięcie raka w takiej sytuacji jest profilaktyczna mastektomia. Co ważne, pacjentki z odziedziczonymi mutacjami genetycznymi powinny wcześniej rozpocząć regularne badania piersi i wykonywać je częściej. Sposoby walki Chirurgia, radioterapia i chemioterapia dają szanse na zwolnienie postępu choroby, a nawet na całkowite wyleczenie. Od stopnia zaawansowania nowotworu, wieku i stanu ogólnego pacjentki, a także chorób współistniejących uzależniony jest wybór sposobu walki z chorobą. Operacja chirurgiczna, podczas której usuwany jest guz to podstawowa metoda leczenia raka piersi. Gdy guz jest duży, umiejscowiony za brodawką lub rozwija się jednocześnie kilka ognisk raka w jednej piersi, konieczna staje się mastektomia, czyli całkowita amputacja. W niektórych przypadkach podczas mastektomii usuwa się także węzły chłonne, ponieważ mogą one być źródłem nawrotów choroby. Po usunięciu piersi, kobiety borykają się zazwyczaj z poważnym problemem braku samoakceptacji. Pozbawione atrybutu kobiecości czują się nieatrakcyjne i gorsze. Stan ten często prowadzi do depresji, dlatego też tak ważna jest możliwość rekonstrukcji piersi po jej uprzednim usunięciu. Rekonstrukcja piersi możliwa jest nawet kilka lat po amputacji. Możliwa jest także operacja usunięcia piersi połączona z jej rekonstrukcją. Rekonstrukcja podczas mastektomii daje kobiecie komfort i minimalizuje ból. Dzięki temu rozwiązaniu kobieta tylko raz poddawana jest narkozie, operacji, rekonwalescencji i co bardzo ważne – unika traumy związanej z brakiem piersi – mówi dr n. med. Marek Budner, chirurg, onkolog, konsultant poznańskiej Kliniki Promienistej. Wybór sposobu rekonstrukcji zależy od wielu czynników, m.in. zaawansowania procesu nowotworowego, stanu zdrowia kobiety, proporcji i budowy ciała, rozmiaru piersi, ilości pozostałych po mastektomii tkanek, a także od stylu życia pacjentki i jej preferencji. Czas na badania Dbając o zdrowie nie można ograniczyć się jedynie do profilaktyki raka piersi, należy mieć świadomość także innych niebezpieczeństw i w porę im przeciwdziałać. Rak szyjki macicy jest drugim co do częstości występowania nowotworem kobiecym. Najczęściej zapadają na niego panie między 25 a 35 rokiem życia. Problem ten dotyczy ok. 1,4 mln kobiet na świecie. Choroba rozwija się przeciętnie od 3 do 10 lat i przez długi czas nie daje konkretnych objawów. Najwcześniejsze symptomy można zdiagnozować przez badanie cytologiczne. Wyraźne objawy pojawiają się przeważnie w późniejszym stadium choroby. Może to być: nietypowe krwawienie międzymiesiączkowe, ból podbrzusza, wydłużenie miesiączki czy niepokojące upławy. Za powstawanie raka szyjki macicy odpowiedzialne są niektóre typy wirusa brodawczaka ludzkiego – HPV. Na rozwój choroby ma wpływ wiele czynników. Wzrost ryzyka spowodowany jest przez przewlekłe zakażenie wirusem brodawczaka ludzkiego, wczesne rozpoczęcie życia seksualnego, częste zmiany partnerów, a także przez zakażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową oraz palenie tytoniu – mówi dr n. med. Natalia Fischer. Najskuteczniejszym sposobem przeciwdziałania rozwojowi choroby jest profilaktyka i regularne badania. Konieczne jest systematyczne kontrolowanie stanu zdrowia. Nie można także ignorować stanów zapalnych. Im wcześniej choroba zostanie wykryta, tym łatwiej będzie ją pokonać. Podstawowym badaniem szyjki macicy jest cytologia. Pozwala ona wykryć nieprawidłowości i zmiany komórkowe, a co za tym idzie wykryć przedinwazyjne stadium raka. Sposobem na wygraną z rakiem jest także wykonywanie testów DNA HPV. Badanie wykrywa obecność wirusów odpowiedzialnych za rozwój choroby. By zabezpieczyć swoje zdrowie warto również wykonywać kolposkopię, czyli bezbolesne badanie polegające na oglądaniu narządów rodnych przy użyciu powiększającego urządzenia optycznego. Badanie pozwala na wykrycie stanów przedrakowych i raka szyjki macicy. Brak niepokojących objawów nie zwalnia z regularnych wizyt u lekarza. Profilaktyka to najskuteczniejszy sposób na uniknięcie choroby, dlatego też warto świadomie dbać o swoje bezpieczeństwo.
Terapia komórkami macierzystymi
We współczesnej medycynie estetycznej terapie z użyciem komórek macierzystych nie mają sobie równych. Dzięki temu, że komórki macierzyste są pozyskiwane z naszego własnego organizmu, są bardzo skuteczne i całkowicie bezpieczne, nawet dla alergików. Co dzięki nim możemy konkretnie wyleczyć?   Komórki macierzyste nazywane są matkami wszystkich tkanek i narządów. Określenie to zawdzięczają swoim plastycznym zdolnościom do transróżnicowania, co oznacza, że komórka macierzysta „wie, w co ma się zamienić” w organizmie. Podana w daną tkankę, rozpoznaje środowisko i regeneruje uszkodzone miejsce. Rozwój nauk medycznych i biologicznych odkrył nieograniczony potencjał komórek macierzystych – mówi dr Urszula Brumer, właścicielka warszawskiej kliniki Dr Urszula Brumer Medycyna Młodości i ekspert w zabiegach z użyciem komórek macierzystych. Odkrycie to moim zdaniem można porównać do odkrycia energii jądrowej – dodaje. Zabiegi z użyciem komórek macierzystych są dostępne w Polsce już od kilku lat, jednak ze względu na zaawansowaną technologię zabiegową wykonuje je zaledwie kilku specjalistów w Polsce. Terapia łysienia Łysienie to zmora współczesnego społeczeństwa, która trapi mężczyzn, ale i kobiety. U mężczyzn mamy najczęściej do czynienia z łysieniem androgenowym, które powstaje powoli, ale systematycznie, zajmując coraz większe obszary od okolic skroniowych do tyłu głowy. Obecnie bardzo obniżył się wiek mężczyzn, łysiejących, ten proces rozpoczyna się już około 25 roku życia. Czasami nawet wcześniej. Główną przyczyną łysienia jest genetyka, czyli wrażliwość na hormon DHT (dihydrotestosteron), ale nie tylko. Coraz większy wpływ ma też życie w ciągłym biegu, zamartwianie się i przewlekły stres. Również u kobiet stres jest czynnikiem decydującym o wypadaniu włosów. Inne przyczyny to: zaburzenia hormonalne, przyjmowanie nieodpowiednich leków, restrykcyjna dieta lub zbyt częste przebywanie w klimatyzowanych pomieszczeniach. Im szybciej rozpocznie się kurację, tym mamy większe szanse na efekty. Zabieg z użyciem własnych komórek macierzystych pacjenta to jedna z najskuteczniejszych obecnie metod leczenia łysienia. Co ważne, wystarczy wykonać  go tylko raz, by pojawiły się efekty. Najbardziej polecany jest pacjentom z zaawansowanym łysieniem (ale jeszcze nie całkiem łysych). Podczas zabiegu komórki macierzyste pobierane są z krwi pacjenta za pomocą bardzo nowoczesnej  i sterylnej technologii. Następnie podaje się je wypracowaną w klinice metodą pacjentowi. Komórki macierzyste stymulują komórki skóry i jej przydatki. Likwidacja blizn Blizny mają to do siebie, że możemy je nabyć w każdym wieku. Zazwyczaj na skutek urazów, oparzeń lub zabiegów operacyjnych. Taka „pamiątka” nie tylko przeszkadza estetycznie, ale jest też przyczyną bólu i niekiedy nieprzyjemnego efektu tzw. ciągnięcia skóry. Komórki macierzyste jako jedyne przebudowują bliznę w kierunku zdrowej tkanki. Poprzez stymulację uszkodzonych komórek i własne podziały, unaczyniają bliznę, a następnie powodują proces jej oczyszczania. Już po pierwszym zabiegu blizna jest spłaszczona, zanika dyskomfort związany ze zmianą temperatur (mrowienie), znikają przykurcze utrudniające ruchomość. Obrzęk po zabiegu utrzymuje się do około tygodnia, za to po trzech miesiącach następuje kolosalna poprawa. Co więcej, efekt ten wzrasta z każdym dniem do roku czasu. Leczenie zwyrodnienia stawów Kiedy dochodzi do procesu zapalnego w stawach, odczuwamy wyraźny ból, uniemożliwiający ruchliwość. Do tej pory doraźnym antidotum na tego typu schorzenia były zastrzyki, blokady lub stenty. Niestety, skutki tego typu kuracji nie zawsze są zadowalające. Zmiany w stawach postępują stopniowo doprowadzając do ich zwyrodnienia. Zdaniem dr Urszuli Brumer, mimo że w tej chwili można już taki staw wymienić, to i tak nie daje to 100% szansy wyleczenia, ponieważ rehabilitacja jest długotrwała, i nie gwarantuje ustąpienia dolegliwości bólowych. Bywa nawet, że sztuczny staw trzeba będzie wymienić za około 15 lat. Komórki macierzyste regenerują powierzchnie stawowe, zapewniając im lepsze ukrwienie i wyleczenie stanów zapalnych, ponieważ posiadają zdolność rozpoznawania tego, co się dzieje w organizmie i naprawy tego co jest nieprawidłowe. Jak to się dzieje – nie jest do końca poznane, ale udowodniona jest zdolność komunikacji komórek macierzystych z otoczeniem. Wiadomo jest, że komórki macierzyste bardzo skutecznie działają w leczeniu zwyrodnienia stawów. Ból mija, pacjenci zaczynają chodzić, bez problemu schylają się, wiążą sobie sznurówki. Niestety, najczęściej pacjenci zgłaszają się do lekarza już w zaawansowanym stadium zwyrodnienia. Wtedy to właśnie komórki macierzyste stają się ostatnią deską ratunku.  
Wiosenna batalia z kilogramami
Pierwsze wiosenne dni to idealna okazja do rozpoczęcia walki ze zbędnymi kilogramami. Drakońskie diety i wyrzeczenia można w prosty sposób zastąpić racjonalnym planem odżywania, wzbogacając go smakowitymi „spalaczami tłuszczu”. Podpowiadamy jak metodą małych kroków uzyskać wielkie efekty. Aktywność fizyczna i ograniczenie przyswajanych kalorii to sprawdzony i zdrowy sposób na utratę wagi. Warto jednak zadbać o to, aby obok lekkich i nietuczących posiłków w naszej codziennej diecie znalazły się produkty, które ułatwią spalanie tkanki tłuszczowej. Konsekwencja w działaniu i regularne treningi dopasowane do stopnia naszego zaawansowania pomogą nie tylko obniżyć wagę, ale również polepszą samopoczucie. Siła natury w służbie piękna Dostępne w aptekach suplementy diety, mające sprzyjać traceniu na wadze, często zawierają substancje naturalnie występujące w warzywach, owocach i innych składnikach naszego menu. Zamiast więc łykać tabletki, warto bliżej przyjrzeć się temu, co jemy na co dzień. Przede wszystkim powinniśmy dbać o to, aby przygotowywane przez nas posiłki - szczególnie te cięższe – były przyprawione odpowiednimi ziołami. I tak  na przykład, popularne w kuchni śródziemnomorskiej -  rozmaryn,  bazylia czy szałwia ułatwiają trawienie tłuszczu i białka. Dobrze jest więc dodawać je do potraw smażonych i mięsnych. Na prawidłowe funkcjonowanie układu pokarmowego mają też wpływ rodzime przyprawy, takie jak - regulujące pracę jelit kminek czy lubczyk. Warto również nadawać posiłkom „odrobinę pikanterii”, dodając  do nich czarny pieprz lub chilli. Nie tylko zwiększa on wydzielanie soków trawiennych, ale także bogaty jest w chrom, który zmniejsza ochotę na słodycze. Lista dobroczynnych przypraw jest o wiele dłuższa, a wiele z ziół możemy sami w sposób ekologiczny hodować w ogórku czy na parapecie. W trosce o dobrą przemianę materii, nie zapominajmy też o owocach cytrusowych. Zawarty w nich błonnik oczyszcza organizm, a witamina C bierze udział w produkcji hormonu pomagającego spalać tkankę tłuszczową. Temperatura w górę Spalaniu tłuszczu sprzyja wysoka temperatura. Kiedy organizm wytarza ciepło, zwiększa zapotrzebowanie na kalorie, przez co ich nadmiar nie jest odkładany, lecz bezpośrednio przetwarzany na energię. Proces ten nazywa się termogenezą, a niektóre substancje mogą go wspomagać. I tutaj dobra informacja dla kawoszy bo do tzw. termogeników należy również kofeina. Dlatego dbając o linię, warto wprowadzić do swojej diety małą czarną. Jeżeli ograniczamy kalorie, dobrze jest wyrabiać w sobie nawyk picia espresso. Wartość kaloryczna takiej kawy jest bliska zeru, podczas gdy biała ma kilkadziesiąt kcal. Wypijając w ciągu dnia kilka filiżanek z dodatkiem mleka lub jeszcze tłustszej śmietanki,  dostarczmy sobie więc dodatkowej porcji kalorii.  We Włoszech zupełnie naturalne jest picie po posiłku filiżanki espresso – mówi Joanna Szpak z firmy Segafredo Zanetti. Poprawia ono krążenie, pobudza układ trawienny do działania i przeciwdziała uczuciu senności po posiłkach. Włosi piją w ciągu dnia dużo kawy, jednak napój z mlekiem jest najczęściej  elementem śniadania - dodaje. Zastrzyk kofeiny przed treningiem Ze względu na rozgrzewające właściwości, dobrze jest również wypić małą czarną przed treningiem. Efektywniej spożytkujemy wtedy energię, a w przypadku dłuższego wysiłku, mięśnie również będą w stanie pracować dłużej. Dodatkowo, jeżeli lubimy słodką kawę, możemy zamiast cukru użyć cynamonu, który dobrze komponuje się z jej aromatem. Przyprawa ta ,oprócz walorów smakowych,  też nie jest dla naszej diety obojętna. Ułatwia bowiem trawienie i obniża poziom cukru we krwi. Innym pomocnym w walce z nadwagą składnikiem menu są papryczki chili. Zawarta w nich kapsaicyna poprawia metabolizm tłuszczów i zapobiega ich odkładaniu, zwiększając produkcję ciepła. Nadające ostry smak związki kapsaicyny obecne są również w imbirze i pieprzu.   Planując posiłki pamiętajmy, że to co służy jednym, niekoniecznie musi być równie dobre dla osób mających inną przeminę materii i prowadzących odmienny tryb życia. Ważny natomiast jest umiar i racjonalne rozplanowanie składników.
Wady zgryzu od podszewki
Kształtowanie zgryzu zaczyna się już w wieku niemowlęcym. Dlatego od najwcześniejszych lat rodzice powinni ze szczególną uwagą przyglądać się rozwojowi swoich maluchów. Przyczyny wad zgryzu często są podyktowane genetycznie, jednak wpływ na prawidłowy rozwój szczęki mają także nasze przyzwyczajenia. Popularnie mówi się, że ktoś ma po prostu „krzywy zgryz” i choć to stwierdzenie nie jest fałszywe, to niewiele osób rozumie co to znaczy. O prawidłowym zgryzie mówimy wtedy, gdy każdy ząb styka się z dwoma zębami przeciwległej szczęki, a zęby górne wystają poza dolne. Wyjątek od pierwszej zasady stanowią dolne siekacze środkowe i górne trzecie trzonowce, które dotykają wyłącznie jednego zęba. W każdym innym przypadku mamy do czynienia z wadą zgryzu. Poradź się specjalisty Część defektów możemy zobaczyć gołym okiem, są jednak i takie, które rozpozna wyłącznie ortodonta. Nie bójmy się wizyty u specjalisty. Im wcześniej rozpocznie się leczenie, tym sprawniej przebiegnie cały proces. W przypadku wad zgryzu nie chodzi tylko o estetyczny wygląd, dlatego do rozpoznania problemu konsultacja z ortodontą jest niezbędna – radzi dr hab. n. med. Piotr Fudalej, University of Bern. O zgryzie otwartym mówimy wówczas, kiedy między górnymi a dolnymi zębami dostrzeżemy prześwit. Mówiąc prościej szczęki nie stykają się ze sobą. Możemy wyróżnić także przodozgryz i tyłozgryz. W pierwszym przypadku zęby żuchwy znajdują się przed górnymi. Drugi przypadek jest analogiczny – dolna szczęka jest za bardzo cofnięta i zęby nie stykają się prawidłowo. Inną często spotykaną wadą jest tzw. „zgryz krzyżowy”. Powstaje, gdy przynajmniej jeden z dolnych zębów wychodzi przed ząb szczęki górnej. Samodzielna diagnoza nie jest łatwa i precyzyjna, dlatego w sytuacji gdy zauważymy niepokojące zmiany zdajmy się na wiedzę specjalisty. Szukanie przyczyn Przyczynami nieprawidłowego zgryzu mogą być: złe nawyki, przebyte choroby, a także wady genetyczne. Z kolei do czynników nabytych możemy zaliczyć oddychanie przez usta, ssanie palca, a także zagryzanie wargi lub obgryzanie paznokci. Rodzice powinni być także ostrożni z karmieniem dziecka. Kilkuletni maluch jest za duży na butelkę czy papki. Tak podawane posiłki utrwalają nieprawidłowy typ połykania, który może doprowadzić do powstania wad zgryzu. W poszukaniu winowajcy krzywych zębów nie należy również zapominać o próchnicy. Dziecko, któremu z tego powodu szybko wypadną zęby mleczne, również jest narażone na występowanie defektów. Jak leczyć? Proces prostowania zębów rozpoczyna się od wizyty kontrolnej u ortodonty. Takie spotkanie pozwoli lekarzowi wstępnie określić wadę oraz nakreślić plan leczenia. Wtedy także wykonuje się zdjęcie cyfrowe twarzy i zębów, wycisk, z którego powstaje gipsowy model oraz zdjęcia rentgenowskie. Na podstawie wykonanej dokumentacji, lekarz przedstawia możliwości leczenia. Czasami istnieje kilka rozwiązań, dlatego bardzo ważne jest omówienie wszystkich tj. za i przeciw różnych wariantów. To jest właśnie czas na rozwianie wszelkich wątpliwości pacjenta. Tutaj także następuje istotna decyzja dotycząca rodzaju aparatu – ruchomy czy stały. Jeśli chodzi o aparat stały to sam zabieg przymocowania go jest bezbolesny, jednak okres po jego założeniu jest już sprawą indywidualną. Często pojawia się ból i dyskomfort. Jak dodaje dr. hab. n. med. Piotr Fudalej – począwszy od następnego ranka, przez kilka dni, zęby mogą boleć przy nagryzaniu. Po prostu organizm musi się przyzwyczaić. Jest to jednak chwilowy efekt uboczny, który w niedługim czasie mija. Nie ma również reguły co do czasu noszenia aparatu. W trakcie leczenia pacjent musi pojawiać się u ortodonty w celach kontrolnych. Ostatnim etapem w przypadku aparatów stałych jest retencja. Zaniedbanie tej fazy leczenia może być przyczyną nawrotu wady, ponieważ pacjenci czasami wbrew zaleceniom lekarza – zbyt szybko chcą „pozbyć” się aparatu retencyjnego. Proces prostowania zgryzu powinniśmy zacząć najszybciej jak to tylko możliwe, dzięki temu będziemy mogli cieszyć się pięknym uśmiechem. Musimy jednak liczyć się z tym, że niektóre czynniki uniemożliwiają leczenie. Dlatego przede wszystkim zadbajmy, aby nasze zęby były zdrowe, oznacza to brak próchnicy, paradontozy czy stanów zapalnych. Problem może stanowić nawet brak motywacji ze strony pacjenta. Pamiętajcie więc, że pozytywne nastawienie i dobre samopoczucie przyspieszają proces leczenia.
Mowa na uwięzi
Mowa odgrywa znaczącą rolę w życiu i funkcjonowaniu człowieka. To jeden z głównych sposobów porozumiewania się, wyrażania swoich spostrzeżeń, opinii, obaw, sądów i opisywania uczuć. Niestety, na skutek różnego rodzaju uszkodzeń neurologicznych, może dojść do jej zaburzenia. W diagnozie i terapii tego typu problemów pomogą specjaliści z dziedziny logopedii - są nimi neurologopedzi. Neurologopedia zajmuje się terapią zarówno dzieci, jak i dorosłych, którzy cierpią na afazję, dysfazję, anartię, dyzartię, dysologię, porażenie mózgowe, autyzm czy mutyzm. Są to zaburzenia mowy i języka wynikające z uszkodzeń w obrębie układu nerwowego.   Istota sygnałów Wiedza społeczeństwa na temat istotnej roli logopedy lub specjalistów takich jak neurologopeda czy surdologopeda jest niewielka. Niestety często bagatelizuje się przesłanki sygnalizujące rodzący się problem związany z mową. Mało osób wie, że dziecko pierwszy wyraz, który coś znaczy, może wypowiedzieć już w 8, a powinno maksymalnie w 18 miesiącu życia. Jeśli dwulatek czy trzylatek wcale nie mówi, mówi bardzo mało i niewyraźnie lub ma wadę wymowy, dobrze jest skorzystać z pomocy logopedy lub neurologopedy. Problemy mogą być (choć nie muszą) związane ze zjawiskiem opóźnionego rozwoju mowy, jednak warto by ustalił to specjalista – wyjaśnia dr Justyna Leszka z Wyższej Szkoły Edukacji Integracyjnej i Interkulturowej w Poznaniu. Sygnałem do tego, że coś jest nie tak mogą być kłopoty z jedzeniem gdzie pojawia się odmawianie przyjmowania pokarmów, trudności z gryzieniem, żuciem i przełykaniem, niechęć do twardych pokarmów. Konsultacji z logopedą lub neurologopedą wymagają także te maluchy, u których można zaobserwować nadmierne ślinienie się i ciągle uchyloną buzię. Może mieć to związek z wiotkością żuchwy lub z dysfunkcją oddychania – nieprawidłowym, ustnym zamiast nosowym torem przepływu powietrza – uszczegóławia dr Justyna Leszka. Do grupy ryzyka należą także wcześniaki, dzieci z ciąży o nieprawidłowym przebiegu lub z trudnościami okołoporodowymi. Nie można także bagatelizować wcześnie zdiagnozowanego zaburzenia neurologicznego, zespołu genetycznego, zaburzenia ze spektrum autyzmu i widocznych opóźnień psychoruchowych. Problemy z mową dotykają również osoby dorosłe. Jednym z nich jest afazja, która często pojawia się po urazie mózgu – udarze lub wylewie. Objawia się ona problemami z mówieniem, pisaniem, czytaniem, a nawet rozumieniem i liczeniem. W takiej sytuacji aparat mowy jest sprawny, jednak traci się umiejętność ubierania myśli w słowa. Występują także trudności ze zrozumieniem tego, co mówią inni. Problem ten bardzo utrudnia funkcjonowanie w społeczeństwie i zawsze wymaga terapii. Terapeutyczne efekty Neurologopeda zajmuje się diagnozą i terapią zaburzeń mowy i języka, do których doszło w wyniku uszkodzeń w obrębie układu nerwowego. Można go znaleźć na oddziale neurochirurgii, w poradniach przyklinicznych, szpitalach i poradniach psychiatrycznych lub ośrodkach rehabilitacyjnych. Specjaliści z tej dziedziny współpracują również z poradniami foniatrycznymi, logopedycznymi oraz przedszkolami i szkołami, w których znajdują się dzieci między innymi z mózgowym porażeniem dziecięcym. Diagnozę neurologopedyczną stawia się w oparciu o specjalistyczne testy, które są dostosowane do występujących zaburzeń. Za ich pomocą ocenia się stopień i obszar problemu. Dla uzyskania pełnego obrazu przeprowadza się także wywiad z pacjentem i jego rodziną, a także analizuje się dokumentację medyczną. W leczeniu neurologopedycznym kluczowym elementem jest czas. Im wcześniej wykryje się wadę, tym szybciej można podjąć skuteczną terapię, co daje większe szanse na sukces, jakim jest poprawa kondycji mowy. Terapia jest dostosowana do potrzeb i możliwości pacjenta. Zazwyczaj obejmuje stymulację nadawania i odbierania mowy. Dąży także do zautomatyzowania mowy. Najefektowniejsza jest metoda ciągłego powtarzania, nazywania wszystkich widzianych przedmiotów, prowadzenie dialogu i ćwiczenie mowy opowieściowej. Nieodzownym elementem jest stymulacja procesów poznawczych, takich jak słuch, dotyk i wzrok. Kładzie się także nacisk na ćwiczenie pamięci, myślenia, orientacji przestrzennej, umiejętności skupienia uwagi i koncentracji. Istotnym elementem terapii jest też proces reedukacji pisania i czytania.
Zdrowie mężczyzn w rękach kobiet
Twój partner jest po trzydziestce lub czterdziestce? Pewnie uważa, że kłopoty ze zdrowiem to jeszcze nie jego problem. Nic bardziej mylnego. Właśnie w tym wieku u mężczyzn wzrasta ryzyko wystąpienia chorób serca, miażdżycy, cukrzycy i zawału. Pomimo, że długość życia panów wydłuża się, to jednak nadal daleko im do pań. Jak wynika z danych GUS za 2012 rok w Polsce mężczyźni żyli przeciętnie 72,7 roku, natomiast kobiety 81 lat. Jak widać różnica to prawie 10 lat. Ale nie panikuj – zamiast tego zapisz swojego faceta na profilaktyczne badania. Czy twój mężczyzna wie, jaki ma poziom cholesterolu? A cukru we krwi? Pewnie nie pamięta też, kiedy ostatnio robił USG. Zauważyłaś za to, że wchodzenie po schodach coraz bardziej go męczy, a czytając gazetę często mruży oczy. Zrzuca to na karb zmęczenia, prawda? A kiedy ostatnio był u lekarza? Zanim zdrowie się zepsuje „W tym tygodniu nie mam czasu” lub „Dziś jestem zbyt zmęczony” – takie wymówki mężczyźni potrafią mnożyć w nieskończoność. Skąd u nich niechęć do wizyt w przychodni? Część z nich uznaje, że dbanie o zdrowie jest niemęskie. Inni obawiają się, że usłyszą nieprzyjemną diagnozę, a przecież chowanie głowy w piasek nie tylko nie pomaga. Wręcz przeciwnie. Im dłużej zwlekają, tym bardziej zmniejszają swoje szanse na skuteczną kurację, jeśli rzeczywiście coś im dolega. Jeszcze jedna popularna wymówka to „Przecież dobrze się czuję”. Panowie uważają, ze skoro nic ich nie boli, to nic im nie jest. To duży błąd, ponieważ wiele schorzeń w początkowym stadium nie daje zauważalnych ani tym bardziej bolesnych objawów. Tak jest na przykład w przypadku cukrzycy czy niektórych nowotworów. Również zawał serca może wystąpić nagle, bez jakichkolwiek zauważalnych dla pacjenta wcześniej symptomów. Dlatego regularne badania są kluczowe, bo im wcześniej ewentualna choroba zostanie wykryta, tym szybciej można rozpocząć leczenie. Z tego powodu warto swojemu partnerowi o nich przypominać, a także namawiać go do konsultacji z lekarzem, gdy już coś mu dolega. Wielu mężczyzn woli zacisnąć zęby i czekać, aż „samo przejdzie”. Tymczasem każdy rodzaj niezdiagnozowanych dolegliwości czy dolegliwości o niejasnej przyczynie, które nawracają jak powracające bóle głowy, bóle w klatce piersiowej, osłabienie, krwawienia z nosa, nieuzasadnione wahania wagi, powinniśmy potraktować jako sygnał alarmowy. Dotyczy to również dolegliwości występujących po raz pierwszy, ale utrzymujących się dłużej niż kilka dni. Warto wówczas zwrócić się po pomoc do lekarza w celu określenia ich przyczyny i wykluczenia niekiedy poważnych schorzeń – podkreśla dr n. med. Mieczysław Kopacz ze szpitala Medicover. Czas na przegląd Część panów przyznaje, że nie poddaje się badaniom, bo po prostu nie wie, jakie należy wykonywać. Na które zatem warto zwrócić swojemu mężczyźnie uwagę? Raz w roku powinien przede wszystkim przebadać krew. Wyniki takiego testu dostarczają wielu cennych informacji, między innymi o poziomie cukru, cholesterolu, wydolności nerek, pracy wątroby i tarczycy, a także gospodarce hormonalnej organizmu. Dobrze, by zrobił również EKG i przebadał mocz, a także skontrolował stan wzroku. Istotna jest również profilaktyka nowotworowa. Tylko jak znaleźć czas na wykonanie tych wszystkich badań? Odpowiedź na to pytanie podsuwają ośrodki medyczne. W naszych centrach wykonujemy tak zwany screening, czyli kompleksowe testy diagnostyczne, dzięki którym możemy zauważyć początki chorób, a nawet występowanie pewnych tendencji w kierunku określonych dolegliwości – mówi dr Marta Kunkel ze szpitala Medicover. Takie badania pozwalają na szczegółową ocenę stanu zdrowia i są zalecane przede wszystkim mężczyznom po 35-40. roku życia. Za pomocą zaawansowanych metod kontroluje się między innymi stan serca, naczyń wieńcowych, układu oddechowego i moczowo-płciowego. Pozwala to na ocenę zagrożenia szeregiem schorzeń, w tym udarem mózgu, zawałem, miażdżycą lub cukrzycą. W ten sposób można również wykryć ewentualne wczesne zmiany nowotworowe, które zwykle ujawniają się wtedy, gdy choroba jest już bardzo zaawansowana i kiedy skuteczne jej leczenie staje się problematyczne. Mamy świadomość, że wielu naszych pacjentów to osoby z napiętym kalendarzem, dlatego wszystkie testy są wykonywane w jednej miejscu, w luksusowych warunkach i zajmują maksymalnie osiem godzin. Dzięki temu nie trzeba obawiać się, że konieczne będzie wyłączenie się z życia zawodowego czy rodzinnego na dłuższy czas – wyjaśnia dr n. med. Mieczysław Kopacz. Stres, życie w ciągłym biegu, nieregularne posiłki. Prowadząc intensywny tryb życia łatwo zapomnieć o własnym zdrowiu. Efekt? Polacy żyją nie tylko krócej niż Polki, ale też umierają szybciej niż pozostali Europejczycy. Jedną z przyczyn tego stanu jest unikanie przez nich badań. Dlatego jeśli chcesz, by twój mężczyzna przez długi czas cieszył się dobrym zdrowiem i samopoczuciem, przypominaj mu o tym, by wykonywał je regularnie. To może go uchronić przed wieloma poważnymi dolegliwościami.
Choroby bez oczywistej przyczyny
Wiele poważnych chorób czy dolegliwości, które nas dotykają mogłoby się wydawać, że pojawiają się bez konkretnej przyczyny. Chroniczne zmęczenie, depresję, alergie, astmę i wiele innych, zrzucamy na zanieczyszczone środowisko i nerwowy tryb życia. Takie jednak podejście nie jest dobre dla nas, bo rozleniwia naszą motywację i usypia czujność. Mogą być jeszcze inne powody tych wydawałoby się częstych i mało istotnych dolegliwości. Ciągłe zmęczenie, nadmierne tycie czy utrata wagi, bóle głowy, migreny, bóle mięśni. Wśród nowych chorób często pojawiają się także astma, alergie, zmiany skórne, nietolerancje pokarmowe. Czy to wszystko konsekwencje obecnego życia w ciągłym biegu i nieustającego stresu? Cisi zabójcy trudni do wykrycia Choć odrobaczanie kojarzy nam się głównie ze zwierzętami, wg epidemiologów nawet do 95% ludzi na świecie nosi w sobie pasożyty. W ludzkim organizmie może się potencjalnie zagnieździć ponad 300 ich gatunków. Pasożyty dają nam coraz częściej znać o sobie, poprzez wiele chorób. W Polsce w latach 70-tych, a nawet jeszcze 80-tych, odrobaczanie było często stosowaną praktyką. Teraz obowiązkowe są szczepienia ochronne, podczas gdy w innych krajach, nawet dwa razy w roku dzieci są odrobaczane. Z wieloletnich obserwacji lekarzy, którzy analizowali wpływ pasożytów na występowanie objawów innych chorób wynika, że u bardzo wielu dzieci, u których stwierdzono m.in. astmę, atopowe lub łojotokowe zapalenie skóry, niedokrwistość, w momencie eliminacji pasożytów, objawy tych chorób mijają bezpowrotnie. Także osoby dorosłe, skarżące się na wiele dolegliwości, bez konkretnych przyczyn, po usunięciu pasożytów, wracały szybko do zdrowia. Dane dają naprawdę do myślenia. Według dr Ireny Wartołowskiej (lekarza alergologa), w Polsce częstość zakażenia owsikami sięga 95% ludności, włosogłówką 80%, glistą 50%. Częstość zakażenia lambliami już u niemowląt dochodzi do 80%. Wykrycie pasożytów w badaniach laboratoryjnych jest jednak bardzo trudne. Na 1000 dzieci, poddanych wielokrotnie badaniom na pasożyty, ich jaja (co jednoznacznie potwierdza zakażenie) znajdowano tylko u połowy badanych, którzy byli zakażeni. Co nam dziadku dałeś w spadku Wiele chorób dziedziczymy po naszych przodkach. Niektóre pojawiają się od razu, inne mogą pozostawać w ukryciu przez wiele lat, a nawet możemy się o nich wcale nie dowiedzieć. Takie choroby, mogą zostać wywołane dopiero czynnikami zewnętrznymi, takimi jak np. długotrwały stres, inne choroby, leki, czy zła dieta. Dopiero po zachorowaniu okazuje się, że wcześniej w naszej rodzinie były już przypadki danej choroby. Szacuje się, że około 3% dzieci rodzi się z chorobami wrodzonymi, z czego aż 85% to choroby dziedziczne. Wymienia się obecnie ponad 3500 chorób o podłożu genetycznym. Część z nich dotyczy zmian w jednym genie, jak np. hemofilia, czy mukowiscydoza. Inne związane są z defektami chromosomów, czyli większych części DNA - przykładowo zespół Downa. Ostatnim przypadkiem są choroby wieloczynnikowe, w których zmiany dotykają jednego lub kilku genów, a dodatkowo zmiana chorobowa wzmacniana jest czynnikami środowiskowymi. W tej grupie znajduje się schizofrenia, otyłość, jak również choroby skóry, np. łuszczyca. Przy tego typu chorobach duże znaczenie mają czynniki zewnętrzne, jak chociażby stres, jednak równie istotne jest podłoże genetyczne, które umożliwia zapoczątkowanie choroby. Jeśli jeden rodzic chorował na łuszczycę, ryzyko zachorowania przez dziecko wynosi 14%, jeżeli oboje chorowali, wzrasta  aż do 41% – informuje Artur Ferenc, ekspert marki Dr Michaels, naturalnych preparatów stosowanych w zmianach skórnych. Łuszczyca najczęściej pojawia się w wieku dojrzewania. Według danych z literatury naukowej na łuszczycę na świecie choruje średnio 2-3% populacji z bardzo znacznymi różnicami w częstości występowania, związanymi z narodowością i obszarem geograficznym. Choruje od 0% (np. u australijskich aborygenów) do 11% populacji  (Norwegia), w Polsce 2-3% populacji. Również wiek ma znaczenie – choruje od 0% do 2,1% dzieci i od 0% do 11% dorosłych, aż 75% zachorowań ma miejsce przed 40 rokiem życia. Chorujemy od tego co jemy Według szacunków, coraz więcej zgonów na całym świecie ma związek ze złą dietą. Udowodniono naukowo zależność trybu życia, w tym właśnie odżywiania, na częstotliwość występowania między innymi chorób nowotworowych, cukrzycy, chorób nerek, hipercholesterolemii, nadciśnienia czy alergii. Jemy za mało produktów pełnoziarnistych, świeżych ryb, warzyw i owoców, a za dużo tłuszczów i cukrów. Bardzo niekorzystne jest też gotowe, przetworzone jedzenie, mocno wzbogacane substancjami chemicznymi poprawiającymi smak i zapach. Niebezpieczne dla zdrowia są zarówno związki chemiczne dodawane w produkcji wędlin (szynka, polędwica czy kiełbasa), jak i dodatki, które znajdziemy  różnego rodzaju mielonkach, serdelkach czy parówkach (ścięgna, skóra, mączka kostna, tłuszcz) – wyjaśnia Magdalena Kurzyp, dietetyk. Coraz częściej, z powodu jedzenia, dotykają nas różnego rodzaju uczulenia, nazywane alergiami pokarmowymi. Objawy pojawiają się bezpośrednio po spożyciu lub z opóźnieniem, ale ze względu na to, że substancje wywołujące alergię występują powszechnie w żywności, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, co jest prawdziwą przyczyną ich dolegliwości. Tak jest np. z glutenem. Występuje on głównie w pszenicy, ale jest obecny w wielu produktach spożywczych, co utrudnia jego eliminację z codziennej diety. Szacuje się, iż coraz więcej osób boryka się z jego nietolerancją. Negatywny wpływ dostrzega się również w przypadku mleka krowiego. Zawiera ono białka tj. beta-laktoglobulinę oraz kazeinę, które są dla wielu ludzi związkami silnie alergizującymi, dlatego w przypadku niektórych chorób, zaleca się jego całkowite odstawienie. Dodatkowym problemem jest, oprócz nieprawidłowej, pod względem składu diety, zbyt duża ilość spożywanego jedzenia. Prowadzi to do otyłości, a co za tym idzie, do wielu bardzo poważnych chorób z nią związanych, jak chociażby Zespól Metaboliczny X.
Kręgosłup za biurkiem
Od najmłodszych lat dźwigamy ciężary w postaci szkolnych plecaków, spędzamy od kilku do kilkunastu godzin w pozycji siedzącej i unikamy aktywności fizycznej. W konsekwencji większość z nas nie tylko ma wady postawy, ale także odczuwa związane z nimi dolegliwości bólowe. Co robić, aby mimo kilkunastogodzinnej nieraz pracy za biurkiem utrzymać kręgosłup w jak najlepszej kondycji? Zmiany cywilizacyjne i społeczne wpływają na wzrost zatrudnienia w sektorze usługowym. Powszechna staje się więc siedząca, biurowa praca i coraz więcej z nas skarży się na problemy z kręgosłupem. Zachowaniu odpowiedniej postawy nie pomaga także nasz tryb życia po pracy. Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego przez TNS OBOP na zlecenie Centrum Medycznego ENEL-MED (badania z 2011r.) wśród aktywnych zawodowo mieszkańców największych polskich miast (Warszawy, Krakowa, Łodzi, Wrocławia i Poznania), aż 16 proc. nie uprawia żadnego sportu, kolejne 14 proc. uprawia go nie częściej niż raz na 2-3 miesiące. Zaledwie 1/3 badanych rusza się codziennie lub kilka razy w tygodniu. Wszystko to przekłada się na zapotrzebowanie na specjalistyczną opiekę medyczną. Wizyty ortopedyczne są w pierwszej dziesiątce najczęściej wybieranych płatnych usług medycznych. Na siedząco – ani wygodnie, ani zdrowo Pozycja siedząca nie jest dla człowieka pozycją naturalną i co się z tym bezpośrednio wiąże, nie może być zdrowa dla kręgosłupa. Tymczasem szkodzimy sobie dodatkowo, siedząc w nieprawidłowy sposób na niewygodnym siedzisku. Zła pozycja siedząca (zgarbione plecy, niedostateczne podparcie lędźwiowej części kręgosłupa) skutkuje napięciem i obciążeniem kręgosłupa, karku i mięśni ramion, ale także wpływa niekorzystnie na układ trawienny i hamuje pełny oddech, przez co powoduje redukcję zapasów tlenu w krwioobiegu. Prowadzi to do ogólnego zmęczenia nie tylko ciała, ale i umysłu. Ogromne znaczenie ma także ułożenie rąk. Opieranie się łokciem o blat biurka powoduje ucisk na nerw łokciowy i drętwienie palców, z kolei opieranie się nadgarstkiem może powodować tzw. zespół cieśni nadgarstka. Dlatego aby sobie nie szkodzić, należy pamiętać o kilku elementach. Pierwszym z nich są proste plecy, ale nie w pozycji pionowej, tylko podczas podpierania się o blat. Dzięki temu  siedzimy pod katem 20-30 stopni i nasze mięśnie grzbietu są odciążone (podparcie na kończynach górnych zdejmuje z pleców obciążenie). To tzw. proste plecy z zachowaniem naturalnych krzywizn. Trzeba pamiętać, że pozycja ta wyklucza korzystania z oparcia krzesła. Niemniej ważne są odpowiednia pozycja głowy, która nie powinna się przechylać w żadną stronę, ustawienie monitora komputera na wysokości oczu oraz dbałość o higienę kręgosłupa – krótkie, regularne przerwy w pracy czy gimnastyka.   Porad udziela dr Adrian Rymarczyk, ortopeda i traumatolog ze Szpitala Centrum ENEL-MED.   Jeśli siedzieć, to… • Prawidłowa postawa siedząca powinna być dynamiczna – możliwie często należy zmieniać ułożenie ciała, dzięki czemu mięśnie będą odciążone i unikniemy ich ciągłego napięcia. • Warto zainwestować w ruchome krzesło lub dmuchaną poduszkę rehabilitacyjną, można też siedzieć na dużej gumowej piłce – takie siedzisko powoduje mobilizację wszystkich mięśni oraz wymusza ciągłą zmianę postawy. • Zadbajmy o stabilne oparcie rąk o biurko - pamiętajmy jednak, aby nie opierać nadgarstków ani łokci, na blacie opieramy jedynie przedramiona. • Ekran musi znajdować się na wprost oczu, w odległości około 40 cm od twarzy – powinniśmy patrzeć lekko w dół na środek monitora, aby nie wymuszać skrętu szyi, ponieważ w innym wypadku może dojść do przykurczu mięśni, powodującego bóle. • Choć często siedzimy z nogami zgiętymi do kąta prostego lub mniejszego, warto postarać się, aby kąt ten był możliwie największy (można to osiągnąć np. dzięki podpórce pod nogi). • Kilka razy na godzinę dobrze jest wstać od biurka – rozprostować sylwetkę i wykonać krótkie ćwiczenia rozciągające. • Wartym rozważenia rozwiązaniem jest ustawienie np. drukarki czy skanera w takiej odległości od biurka, która wymusza wstawanie i podchodzenie po dokumenty.   Krótki trening biurowy i nie tylko • Rozprostuj kości i przeciągnij się. Jest to najprostszy sposób, aby rozluźnić napięte mięśnie. • Co 30 minut wstań i pokręć głową we wszystkich kierunkach – łagodnie, ale zdecydowanie obróć głowę w prawo, w lewo, w górę i w dół. Weź głęboki oddech i odpręż się. • Co godzinę wykonuj ćwiczenie polegające na napieraniu brodą na szyję (robienie tzw. podwójnego podbródka). • Raz dziennie połóż dłoń na czole, potylicy i skroniach (po kolei) i za każdym razem  naciskaj na nią głową przez 5 sek. Wykonaj kilka krótkich sekwencji. • Co jakiś czas stań na jednej nodze (możesz się przytrzymać dowolnej powierzchni) i napnij pośladki – wbrew obiegowej opinii, dbałość o dobry stan kręgosłupa wymaga także wzmocnienia mięśni brzucha i pośladków. • O ile to możliwe, wykonuj ćwiczenie polegające na klęknięciu i pochyleniu się przy jednoczesnym wyciągnięciu rąk – w tej pozycji należy wytrzymać kilka sekund oraz wykonać kilka powtórzeń. • Przejdź codziennie minimum kilometr.
Kolor języka i co z niego wynika?
Zdrowie jamy ustnej to przede wszystkim zadbane i wyleczone z próchnicy zęby, mocne dziąsła, które nie krwawią. Jednak nie powinniśmy zapominać o języku, który nie tylko odpowiada za odczuwanie smaku i mowę. Już starodawna medycyna chińska traktowała język jako jeden z wyznaczników kondycji całego organizmu. Choć czasy się zmieniły, to język wciąż zdradza stan naszego zdrowia. Niewielu pacjentów pyta o język, ale każdy dentysta podczas wykonywanego przeglądu zwraca na niego uwagę, nawet jeśli o tym nie mówi. Istotny jest nie tylko kolor, ale pojawiające się przebarwienia, afty czy nadżerki. Dla stomatologa może być źródłem informacji o stanie zapalnym lub grzybicy w obrębie jamy ustnej. Bywa, że zmiany wymagają leczenia farmakologicznego – tłumaczy dr Mariusz Duda z Duda Clinic w Katowicach. A co możemy zaobserwować sami, podczas zwykłego szczotkowania zębów? Biały nalot Język większości osób ma na sobie białawy nalot. Za ten kolor odpowiedzialne są brodawki smakowe, a także bakterie żerujące na resztkach pokarmów. Jeśli jednak nalot intensywnieje i robi się coraz bielszy, powinniśmy sprawdzić u dentysty czy nie jest to atak grzybicy. Rozwojowi kandydozy sprzyja przyjmowanie antybiotyków i niektórych leków, które prowadzą do zachwiania równowagi flory bakteryjnej m.in. w jamie ustnej. Dlatego tak ważne jest picie jogurtów naturalnych zawierających żywe kultury bakterii. W przypadku zdiagnozowania grzybicy konieczne będzie przyjmowanie leków anty-grzybiczych. Kuracja powinna trwać jeszcze jakiś czas po ustąpieniu objawów, by nie doprowadzić do nawrotu choroby. W niektórych przypadkach utrzymujący się biało-szary nalot może oznaczać kiłę lub anemię. Brąz i fiolet Przybierający ciemnobrązową barwę język może być oznaką problemów trawiennych lub niedotlenienia organizmu. Zabarwienie purpurowe, sinawe lub ciemnoszare mogą świadczyć o niedoborze witamin z grupy B12 i B2. Należy pamiętać, że kolor języka może się zmienić podczas przyjmowania niektórych leków, tabletek do ssania, a także pod wpływem napojów, pokarmów i gorączki. Wszelkiego rodzaju zmiany należy obserwować, ale nie wpadać w panikę. Często bowiem okazuje się, że to nie problemy z jelitami, a sok z czarnej porzeczki jest przyczyną przebarwień na języku. Bolesne wypryski Owrzodzenia, afty, nadżerki mogą pojawiać się na języku w momencie gdy organizm jest osłabiony lub po terapii antybiotykowej. Jeśli jest ich kilka, są duże i bolesne, to powinniśmy sięgnąć po pomoc. W aptece dostępne są niedrogie preparaty w formie żelu, sprayów lub płynów, które mogą przyspieszyć leczenie. Pomocna jest także gencjana, powszechnie dostępny płyn przypominający atrament, która naniesiona wacikiem na ranki odkaża je i uśmierza ból. Większość zmian, takich jak afty, znika samoczynnie w przeciągu 7- 10 dni. Jeśli jednak problem nie mija, powinniśmy skonsultować go ze stomatologiem. Żółty język Nalot koloru żółtego na języku może być spowodowany infekcją bakteryjną lub cofaniem się kwasów żołądkowych. Problem z refluksem zaburza naturalną równowagę bakteryjną w obrębie jamy ustnej. Spożywanie dużej ilości kawy lub pikantnych przypraw także może objawiać się żółtym zabarwieniem języka. Niekiedy podobny kolor towarzyszy chorobie wrzodowej żołądka.
Nie daj się zimie
Warunki pogodowe mają duży wpływ na to, jak się czujemy. Niestety, zimowa aura nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Według danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej na zmiany atmosferyczne reaguje aż od 50 do 70 procent Polaków. Jak walczyć ze złym nastrojem, gdy za oknem śnieg, wiatr i niska temperatura? Energetyzująca muzyka, taniec, wysiłek fizyczny i drobne przyjemności poprawiają nam humor, ponieważ podczas tych czynności nasz organizm wytwarza endorfiny, potocznie nazywane hormonami szczęścia. Nie poddawajmy się niekorzystnym wpływom zimy i zadbajmy o utrzymanie wysokiego poziomu samopoczucia. Relaks to podstawa Słuchanie ulubionej muzyki bez wątpienia poprawi nasze samopoczucie. Odpowiedni rytm i tempo budzą emocje, które mają wpływ na aktywację autonomicznego układu nerwowego. Jego działanie powoduje reakcje organizmu niezależne od naszej woli. Gdy słuchamy wesołej, żwawej muzyki, zwiększa się częstotliwość uderzeń serca, co ma wpływ na poziom doznawanego pobudzenia. Muzyka stymuluje mózg do produkcji neuroprzekaźników, co wiąże się z wydzielaniem hormonów, które dodatnio wpływają na nasz nastrój. Sami najlepiej czujemy, jakiej muzyki powinniśmy posłuchać żeby go poprawić. Co jeszcze może nas pozytywnie nastroić? Spotkanie z przyjaciółmi. Kiedy mamy zły humor, raczej nie mamy ochoty z nikim rozmawiać, jednak wspólne wyjście do kina lub na kręgle pomoże nam zapomnieć o problemach dnia codziennego. Rozmawiając na neutralne tematy oderwiemy się od trudnych spraw i dręczących nas myśli. Mając gorszy dzień, mimo wszystko postarajmy się nie izolować i otaczajmy się bliskimi osobami. Koniecznie zrób coś dla siebie. W myśl zasady „w zdrowym ciele, zdrowy duch” podaruj sobie chwilę relaksu. Wizyta u kosmetyczki, masaż lub zmiana fryzury mogą znacząco poprawić Twoje samopoczucie. Masaż gorącymi kamieniami rozgrzewa i poprawia przepływ krwi, a tym samym rozluźnia napięte mięśnie, relaksuje oraz uwalnia od stresogennych napięć. Zamiast zajadać smutki słodyczami, można podarować sobie masaż gorącą czekoladą. Ma fantastyczny wpływ na skórę – wygładza ją i odżywia, dodatkowo poprawia nastrój i podnosi odporność. Jeśli chcecie ujędrnić i oczyścić cerę, pozbyć się zaskórników lub rozjaśnić poszarzałą skórę, udajcie się na peeling kawitacyjny. Opiera się on na ultradźwiękowej technologii, która umożliwia dotarcie do głębszych warstw skóry niż ten standardowy. Aktywni optymiści Najwięcej energii można dostarczyć sobie poprzez wysiłek fizyczny. Regularne ćwiczenia zwiększają poziom adrenaliny, która pomaga walczyć ze stresem i pobudza wydzielanie hormonów peptydowych, odpowiedzialnych za odczuwanie zadowolenia i poprawę samopoczucia. Są nimi endorfiny, potocznie nazywane hormonami szczęścia. Możemy zwiększyć ich poziom w naszym organizmie wieloma formami aktywności fizycznej tj. jazdą na rowerze, tańcem, joggingiem czy zajęciami aerobowymi. Jeśli pogoda nie pozwala na uprawianie sportu na zewnątrz, warto skorzystać z treningów grupowych w klubie fitness. Można w nich znaleźć wiele energetyzujących propozycji. Spinning to na przykład rodzaj ćwiczeń, w którym wykorzystuje się rowery stacjonarne do jazdy w rytm muzyki. Korzyści płynące z uprawiania Spinningu, to w głównej mierze poprawa i zwiększenie wydolności organizmu oraz znaczne spalanie tkanki tłuszczowej. Tego rodzaju ćwiczenia, to dodatkowo gwarancja dobrego treningu oraz poprawy samopoczucia – mówi Magdalena Szwed, Menadżer Działu Fitness z centrum fitness Fabryka Formy. Coraz większą popularność zyskuje też Zumba, łącząca aerobik oraz tańce latynoamerykańskie. Chodząc na zajęcia Zumby zyskujemy dobre samopoczucie, wspaniałą sylwetkę i poprawę kondycji. W treningach Zumby może brać udział każdy. Nie ważne ile masz lat, czy jesteś kobietą lub mężczyzna. Najistotniejsze jest to, że chcesz tańczyć i potrafisz zaufać trenerowi – dodaje Magdalena Szwed. Na poprawę nastroju najlepiej wpływają rytmiczne ćwiczenia o umiarkowanej intensywności, w których nie ma elementu współzawodnictwa. Dodatkowo, ich systematyczne wykonywanie poprawia kondycję, zwiększa wytrzymałość i podnosi odporność organizmu. Zamiast poddawać się zimowej aurze, warto spożytkować ten czas na rozpoczęcie pracy nad swoją dobrą formą fizyczną i psychiczną.
Gerontologia, nowa specjalizacja dla starzejącego się społeczeństwa
Co piąty Europejczyk ma dziś 60 lat lub więcej, a eksperci prognozują, że do 2050 r. ta liczba może się nawet podwoić. Starzenie się społeczeństwa oznacza, że w przyszłości coraz więcej seniorów będzie potrzebować wsparcia. Profesjonalną pomoc zapewniają osobom starszym gerontolodzy. Na czym polega ten zawód? Osoba z dużą dozą empatii, łatwo nawiązująca kontakty i lubiąca pracować z osobami starszymi, właśnie te cechy w połączeniu ze specjalistyczną wiedzą stanowią dobrą podstawę do tego, by rozpocząć pracę jako gerontolog. Za granicą już teraz ci fachowcy są na wagę złota. Coraz starsi W 1950 r. przeciętna długość życia mężczyzn wynosiła nieco ponad 56 lat, a kobiet niespełna 62 lata. Z danych GUS wynika, że obecnie żyjemy znacznie dłużej. W 2012 r. było to odpowiednio 72,6 i 81,3 lat. Eksperci zwracają uwagę, że przyczyniła się do tego przede wszystkim zmiana stylu życia. Coraz więcej osób dba o zdrowe odżywianie, zmniejszył się także odsetek osób palących tytoń, a zwiększyła się liczba ludzi wykonujących badania profilaktyczne. Jednocześnie w ostatnich latach można także zaobserwować zjawisko starzenia się społeczeństwa. Z danych GUS wynika, że pod koniec 2012 r. ludność w wieku poprodukcyjnym (czyli mężczyźni w wieku 65+ i kobiety 60+) stanowiła 17,8 proc. społeczeństwa. W 1990 r. było to niespełna 13 procent. Takie przemiany demograficzne mają wpływ na zmianę postaw. Osoby starsze coraz częściej także po przejściu na emeryturę chcą być aktywne. Zmienia się stereotypowe postrzeganie seniorów. Osoby po 60-tce potrzebują nie tylko opieki medycznej, ale też dużo szerszego wsparcia i właściwego zaspokajania ich potrzeb. Ważne jest podejmowanie działań mających na celu przeciwdziałanie ich marginalizacji i alienacji w społeczeństwie. Właśnie tym zajmuje się gerontologia – wyjaśnia dr Justyna Leszka z Wyższej Szkoły Edukacji Integracyjnej i Interkulturowej w Poznaniu. Specjalista do spraw seniorów Gerontologia przez wiele osób jest mylona z geriatrią, tymczasem te dwa terminy oznaczają coś zupełnie innego. Geriatria jest specjalizacją z zakresu medycyny, której obszarem zainteresowań jest diagnoza i leczenie chorób charakterystycznych dla podeszłego wieku. Gerontologia jest natomiast pojęciem szerszym. Specjalistów z tej dziedziny interesują nie tylko dolegliwości osób starszych czy metody rehabilitacji, ale też kwestie związane z warunkami życia seniorów, organizowaniem ich czasu wolnego, a także problemy społeczne i psychologiczne, z którymi się zmagają. Dlatego też podkreśla się, że gerontolog w przeciwieństwie do geriatry nie jest lekarzem, a raczej doradcą – wyjaśnia dr Justyna Leszka. W Polsce gerontologia cały czas się rozwija, ale już teraz niektóre uczelnie kształcą fachowców w tej dziedzinie, między innymi na specjalnościach na kierunkach pedagogicznych, a także na studiach podyplomowych. Studenci zdobywają wiedzę z zakresu pedagogiki, psychologii i pracy socjalnej, a także polityki społecznej, prawa i medycyny. Uczą się również metodyki pracy opiekuńczej i komunikacji z osobami starszymi, mają też zajęcia z zakresu animacji czasu wolnego dorosłych – mówi dr Justyna Leszka z WSEIiI, która w swojej ofercie ma m.in. studia podyplomowe doskonalące na kierunku gerontologia. Absolwenci mogą pracować z seniorami na przykład w charakterze opiekuna czy terapeuty zarówno w kraju, jak i za granicą. Znajdują też zatrudnienie w placówkach ukierunkowanych na pomoc osobom starszym, a także w instytucjach oświatowych czy kulturalnych realizujących projekty skierowane do seniorów. Gerontolodzy mogą też angażować się w budowanie i realizowanie strategii aktywizowania osób starszych czy tworzenie kampanii informacyjnych na rzecz seniorów.
Wiesz, że wygląd skóry zależy od wątroby?
Wątroba jest najbardziej złożonym oraz największym narządem wewnętrznym organizmu i jednocześnie jego fabryką metaboliczną. Na ogół wiemy, że odpowiada za metabolizm tłuszczów i usuwa z organizmu szkodliwe substancje. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, jak ważna jest jej praca dla prawidłowego funkcjonowania skóry. To właśnie wątroba odpowiada za dostarczenie komórkom skóry energii koniecznej do regenerowania się, usuwania toksyn, wytwarzania kolagenu oraz prawidłowego dotlenienia, dzięki czemu komórki mogą bronić się przed starzeniem. Złe funkcjonowanie wątroby odbija się na działaniu całego organizmu. Odczuwać to możemy w różny sposób np. wzdęcia, zaparcia, biegunki. Jednak naocznie przekonujemy się o tym obserwując zmiany na skórze. Jeśli tylko zaczyna szwankować czynność wątroby to niemal jednocześnie ulegają zaburzeniu funkcje skóry. Dochodzi do powstawania stanów zapalnych, pojawiają się wysypki, wypryski, zaczerwienienia, które powodują dotkliwe swędzenie. Skóra starzeje się szybciej, powstają zmarszczki i ciemne plamy, które także nas postarzają. Zaburzenia widać na zewnątrz Taki stan wątroby i skóry sprzyja występowaniu dotkliwych chorób, takich jak łuszczyca, atopowe zapalenie skóry czy trądzik. Doświadczeni lekarze pierwszego kontaktu czy gastrolodzy często właśnie po stanie skóry potrafią rozpoznać zaburzenia w pracy wątroby. Zwykle, gdy mamy problemy ze skórą, w postaci widocznych zmian, to staramy się zwalczać je konwencjonalnie, stosując maści i kremy dostępne bez recepty. Jeżeli to nie pomaga, udajemy się do dermatologa i dostajemy leki, często sterydowe, które dają szybką poprawę. Jednak stosowanie ich przez dłuższy czas wpływa na utratę kolagenu, a także powoduje, że skóra staje się cieńsza i łatwiej powstają zmarszczki. Leki te sprawiają, że działanie toksyn zawartych w naszym organizmie przestaje być widoczne na powierzchni ciała, za to zaczynają oddziaływać one na głębokie warstwy skóry, a przyszłe problemy zdrowotne zaczną się właśnie tam rozwijać. W takiej sytuacji logiczne jest, że należy działać kompleksowo. Oprócz bezpośredniego działania na powierzchni należy zająć się także wewnętrznymi przyczynami problemów skórnych, a często są one spowodowane właśnie przez złe funkcjonowanie wątroby i układu immunologicznego. Działanie tylko na powierzchnię skóry nie wystarcza, gdyż jest to tylko walka z objawami. Odpowiednia dieta lekiem Istotne jest to, że bardzo wiele można zdziałać metodami naturalnymi, stosując właściwą dietę i suplementację. Opis odpowiedniej diety możemy otrzymać po konsultacji z dietetykiem, a pracę wątroby wspomożemy stosując odpowiedni suplement diety taki jak np. Livenorm kapsułki. Preparat ten ma w swoim składzie standaryzowane wyciągi roślinne z ostropestu plamistego, mniszka lekarskiego i karczocha zwyczajnego, a ich współdziałanie skutecznie wspomaga pracę wątroby. Gdy doprowadzimy do tego, że nasza wątroba zacznie funkcjonować prawidłowo, to wówczas toksyny znajdujące się we krwi będą skutecznie eliminowane, a zatem usunięta zostanie główna przyczyna powstawania stanów zapalnych skóry. Innym, ważnym powodem powstawania stanów zapalnych skóry mogą być zaburzenia w funkcjonowaniu układu nerwowego. Należy pamiętać, że układ ten oraz skóra powstają z tych samych komórek macierzystych, zatem czynniki, które powodują zaburzenia w pracy układu nerwowego, takie jak stres, stan emocjonalny, brak snu czy nadużywanie alkoholu również negatywnie wpływają na stan skóry. Jeżeli zatem chcemy skutecznie radzić sobie z problemami skóry w sposób naturalny, który działa również na przyczyny, to pamiętajmy, że zdrowy styl życia, wypoczynek, odpowiednia dieta i suplementacja mogą nam w tym bardzo pomóc.
Klejnoty jesieni, które uzdrawiają
Zielonego koloru na próżno szukać za oknem, w drodze do pracy czy na uczelnię. Zima coraz bardziej daje znać o swoim nadejściu. Na szczęście poprzedza ją pora, która bogata jest w inne kolory – kolorowa jesień, bo tak często mów się o tej porze roku. Królują w tym okresie barwy, z którymi często nie mamy do czynienia w innych częściach roku. Co więcej od pierwszych dni nadejścia jesieni doświadczamy przemiany tych kolorów tj. od jaskrawych po intensywnie i głębokie, na pastelach kończąc. Królową tej pory jest czerwień, co udowodni kolejna część artykułu. Jednak nie o kolorach jest ten materiał. Chcemy przypomnieć wszystkim, że okres poprzedzający zimę dostarcza nam wiele cennych klejnotów – dosłownie i przenośnie. Kasztany, żołędzie, jarzębina to jedne z nich. W dzieciństwie prawie każdy z nas na zajęciach przedszkolnych i w szkole podstawowej na zajęciach plastycznych, wytwarzał z nich przeróżne prace. A przecież mają one zastosowanie nie tylko jako kompozycje dekoracyjne, uświetniają swoimi kolorami i kształtami przydomowe ogrody i miejskie parki. Te owoce jesieni są źródłem wielu cennych substancji, które są wykorzystywane w farmacji, kosmetyce i branży spożywczej. Często przechodzimy koło nich idąc do danego celu lub nawet patrzymy na nie przez domowe okno. Warto wiedzieć, że są nie tylko ładne, a świat mody odwzorowuje się na ich kształtach i kolorach, ale są również cenne dla naszego zdrowia. Kasztanowiec zwyczajny Ojczyzną tego pospolitego drzewa jest południowa część Półwyspu Bałkańskiego. Kasztanowiec cieszy się opinią drzewa dekoracyjnego, z tego względu chętnie jest wysadzany w parkach i wzdłuż dróg tworząc efektowne aleje dzięki swej gęstej i rozłożystej koronie. W uprawie spotyka się odmiany o kwiatach od barwy białej przez żółtą i różową do czerwieni. W lecznictwie ma znaczenie odmiana biało kwitnąca. Związki czynne zawarte w nasionach i kwiatach kasztanowca mają wpływ na naczynia, podobnie jak witamina P, wzmacniają je, poprawiają elastyczność ścian, zapobiegają pękaniu przy niewielkich urazach, zmniejszają przepuszczalność naczyń i zmniejszają obrzęki. Działają przeciwzapalnie, szczególnie w przypadkach stanów zapalnych w żyłach i stanów zapalnych żylaków odbytu. Zapobiegają tworzeniu się zakrzepów wewnątrznaczyniowych, co jest szczególnie ważne w przypadkach nadkrzepliwości krwi oraz po dużych operacjach. Także w przewodzie pokarmowym wyciągi z kasztanowca działają przeciwzapalnie i regulują rozwój flory bakteryjnej. Kasztanowiec może być polecany w nieżytach żołądka, w biegunkach, przy braku łaknienia, w stanach skurczowych jelit. Wyciągi z kasztanowca mogą być polecane chorym z cukrzycowymi uszkodzeniami naczyń. Wyciągi z nasion i kwiatów kasztanowca likwidują obrzęki powstałe na skutek stłuczeń, zwichnięć lub stanów zapalnych. Mogą być również stosowane w oparzeniach i odmrozinach, zapaleniach żył i owrzodzeniach na tle żylaków oraz zapaleniach ścięgien. Również w razie bólu w okolicy lędźwiowej, który nasila się przy pochylaniu i chodzeniu, a także w obrzękach nóg występujących po długim marszu. Medycyna ludowa polecała noszenie przy sobie lub wkładanie do łóżek nasion kasztanowca ludziom cierpiącym na choroby stawów pochodzenia reumatycznego oraz ludziom z innymi bólami stawów i kości. Przeciwwskazaniem do stosowania kasztanowca jest ostra niewydolność nerek i ciąża. Nasiona kasztanowca zawierają escynę - mieszaninę saponin, flawonoidy, pochodne kumaryny, z których najważniejszymi są eskulina i eskuletyna. Wyciągi z kasztanów są również używane do produkcji kremów, maseczek kosmetycznych, szamponów i odżywek do włosów, płynów do kąpieli. Dodatek wyciągu z kasztanów do kosmetyków zabezpiecza je przed działaniem promieni słonecznych. Dąb szypułkowy Z żołędzi (dębionek) sporządza się pożywną, doskonale wzmacniającą kawę dla rekonwalescentów, zwłaszcza dla dzieci słabych, bladych, niedokrwistych, cierpiących na angielską chorobę i nerwowych. Żołędzie większości gatunków dębów na świecie były używane przez prymitywne kultury jako wspaniałe źródło skrobi, stanowiąc czasem podstawowe pożywienie roślinne, odpowiadające swą rolą ziemniakom we współczesnej Polsce. Ze względu na swe zdrowotne właściwości wzmianki o kawie żołędziowej znajdują się w literaturze wielu polskich pisarzy. Jednym z przykładów jest „zielnik ekonomiczno-techniczny” z 1845 r. autorstwa Józefa Geralda Wyżyckiego, gdzie znajdują się następujące informacje: „żołędzie wyłuszczone upalone i zmełte, dają napój podobny do kawy, szczególnie skuteczny dla dzieci skrofulicznych, mających wydęty żołądek i zatkanie gruczołów brzuchowych; wzmacniając systemat limfatyczny i trzewie…”. Sporządzanie kawy: późną jesienią zebrać żołędzie, wsypać do naczynia i zalać wrzątkiem na 24 godziny, mieszając od czasu do czasu. Nadpsute i niedojrzałe owoce, pływające po powierzchni, odrzucić, zaś zdrowe wyjąć, częściowo wysuszyć w piekarniku, wyłuszczyć z łupiny. Pozbawione w ten sposób goryczy dębionki drobno pokrajać, dosuszyć i przechować w suchym miejscu. Przed użyciem, jak ziarna prawdziwej kawy, zrumienić w piekarniku, w moździerzu utłuc na mączkę (przechowywać w naczyniu szczelnie zamkniętym, bo może pleśnieć). Wziąć 1 łyżeczkę mączki na małą filiżankę, zagotować, odstawić pod przykryciem do naciągnięcia, przecedzić, dodać cukru, kakao lub czekolady. Otrzymana w ten sposób kawa spełnia zadania odżywcze zachowując właściwości lecznicze. Głóg To cierniste drzewo lub krzew spotykamy najczęściej na nasłonecznionych leśnych polanach, skrajach lasów, przydrożach, a niekiedy również w parkach i ogrodach. Kwitnie w maju i czerwcu, pokrywając się obficie drobnymi, białymi kwiatami zebranymi w baldachogrona. W końcu sierpnia na drzewach głogu dojrzewają spore jajowate owoce w kolorze czerwonym. W medycynie stosuje się oprócz głogu dwuszyjkowego, jeszcze - jednoszyjkowy (Crataegus monogyna). Głogi te różnią się między sobą liczbą szyjek na słupku, stąd ich nazwy. W owocach głogu jednoszyjkowego znajduje się jedna pestka, dwuszyjkowego - dwie, trzy. Jednak oba gatunki głogu mają równorzędne właściwości lecznicze. Należy pamiętać, że głogi typowo ozdobne, o kwiatach pełnych, różowych i szkarłatnych, najczęściej spotykane w parkach i ogrodach nie przedstawiają żadnej wartości leczniczej. W czasach, kiedy człowiek jest szczególnie narażony na choroby serca, zawał, miażdżycę ogromnym dobrodziejstwem dla jego zdrowia staje się głóg. Właściwościami uzdrawiającymi obdarzone są zarówno kwiatostany jak i owoce głogu. Zawsze wykorzystuje się go jako podstawowy składnik do produkcji cenionych preparatów z przeznaczeniem dla zmęczonego, kołatającego i znerwicowanego serca. Jego cenne działanie polega na wnikaniu substancji leczniczych (głównie flawonoidów) do naczyń wieńcowych serca. Substancje te sprawiają, że serce, dzięki lepszemu obiegowi w nim krwi jest lepiej dotlenione i sprawniej pozbywa się szkodliwych metabolitów. Staje się mocniejsze, zwiększa się siła jego pojedynczego skurczu, a zmniejsza nieco ilość skurczów na minutę. Nasze serce zatem ekonomiczniej pracuje, dobrze wypoczywa i nie jest przeciążone. Jest to szczególnie ważne dla ludzi starszych, z postępującą miażdżycą naczyń wieńcowych, a także ludzi całkiem młodych, którym grozi zawał lub którzy go przebyli. Leki sporządzane na bazie kwiatostanów głogu poprawiają również dotlenienie mózgu, oddalają zawroty głowy i bronią przed tzw. otępieniem starczym (demencją). Jarząb pospolity czyli jarzębina Czerwone owoce dojrzewają od lipca do listopada. Inne nazwy używane dla tej rośliny to jarzębina, jarzębina pospolita, jarząb, jarząbek. Związki czynne zawarte w jarzębinie zwiększają wydzielanie moczu i dezynfekują drogi moczowe. Są korzystne w przypadkach stanów zapalnych żył kończyn dolnych i górnych oraz żylaków odbytu (hemoroidów). Działanie ściągające jest korzystne również w nieżytach żołądka, dwunastnicy i jelita cienkiego. Ponadto jarzębina może być stosowana w chorobach wątroby, pęcherzyka żółciowego. Duża zawartość witaminy C sprawia, że owoce jarzębiny są bogatym źródłem tej witaminy i mogą być używane dla uzupełnienia jej niedoborów. Spożywanie jednak surowych owoców jarzębiny może skończyć się wymiotami lub biegunką, bo zawarty w nich kwas parasorbowy ma takie działanie. Kwas ten rozkłada się łatwo w czasie gotowania i suszenia. Jeśli będziemy więc zalewać owoce jarzębiny alkoholem, trzeba przedtem sparzyć je wrzątkiem. Kwiaty jarzębiny są stosunkowo słabo przebadane, wiadomo tylko, że mają słabe działanie moczopędne i rozwalniające, są przez medycynę ludową polecane w zaparciach u dzieci. Dzika róża To skarbnica substancji czynnych, które mają wartości lecznicze i kosmetyczno-pielęgnacyjne. Zawiera mnóstwo witaminy C, która zwiększa odporność organizmu, oraz kwasów owocowych, mających zbawienny wpływ na wygląd i stan skóry. Ponadto olejek różany, wytwarzany z dzikiej róży, ma właściwości uspokajające, antydepresyjne i łagodzące bóle głowy. Owoce róży są dla człowieka najcenniejszym źródłem przede wszystkim witaminy C, która odgrywa ważną rolę w procesach oddychania tkankowego, w syntezie kolagenu tkanki łącznej, co z kolei warunkuje wszystkie procesy naprawcze organizmu, przeciwdziała pękaniu naczyń włosowatych. Witamina ta jest ważna w procesach odporności przeciwwirusowej i przeciwnowotworowej. Ma swój udział w krzepnięciu krwi, a także zmniejsza nasilenie reakcji alergicznych. Ponadto flawonoidy, które występują w owocach róży, chronią witaminę C przed rozkładem. Róża może być polecana w chorobie przeziębieniowej i w innych infekcjach układu oddechowego. Jest cenna w przypadkach nadmiernej łamliwości naczyń i skłonności do krwawień, także z przewodu pokarmowego. Róża może być lekiem w przypadkach zaburzeń trawienia i w chorobach wątroby, zwiększa bowiem wydzielanie żółci. Działając moczopędnie, zwiększa eliminację z ustroju szkodliwych produktów przemiany materii. Właściwości rozkurczowe związków zawartych w owocach róży powodują ustąpienie bólów brzucha, kolek, bólów pochodzących z dróg żółciowych i moczowych. Po zaprzestaniu przyjmowania dużych dawek witaminy C zawartej w róży nie występują nasilone objawy jej niedoboru, ani też nie występuje zwiększenie wydzielania szczawianów, jak to się zdarza, przy spożywaniu dużych dawek syntetycznej witaminy. Róża jest cennym lekiem dla ludzi o wyniszczonym organizmie, po ciężkich chorobach, kobiet w ciąży, ludzi w podeszłym wieku, ludzi ciężko pracujących, narażonych na stresy, ludzi z chorobą wrzodową żołądka i nieżytami żołądka. Może przynieść poprawę w chorobach przyzębia, chorobach skóry ze skłonnością do wybroczyn i wylewów krwi.  
Tłuszcze wpływają na naszą inteligencję?
Kiedy słyszymy słowo dieta, najczęściej kojarzy się nam ono z koniecznością odchudzania lub ewentualnie dbaniem o szeroko rozumiane zdrowie. Jednak niektóre artykuły spożywcze mogą pozytywnie wpływać na pamięć, dodawać życiowej energii  albo ograniczać apetyt. Gdy jesteśmy zestresowani, często nie mamy ochoty ani czasu na prawidłowe odżywianie się, a właśnie wtedy potrzeby organizmu są zwiększone. Zła dieta pogłębia tylko uczucie zmęczenia i depresję. Poprzez zmianę sposobu odżywiania możemy pokonać zły nastrój i zwiększyć odporność organizmu. Wszyscy wiemy, że dieta wpływa na nasze zdrowie, nie powinno więc dziwić, iż oddziałuje również na to, jak się czujemy, myślimy, działamy i śpimy, szczególnie gdy jesteśmy pod wpływem stresu. Osoba zdenerwowana ignoruje dietę i nieraz nie może opanować chęci jedzenia. Stresowi towarzyszy zwiększony apetyt na wybrane produkty czy potrawy. Tymczasem to, co jemy, wywiera duży wpływ na aktywność neuroprzekaźnika serotoniny. Odpowiada ona za kontrolowanie emocji, motywacji i potrzeb pokarmowych. Reguluje nastrój, apetyt, przebieg snu oraz hamuje agresję. Rzadko kiedy zastanawiamy się, czy to co jemy, jest zdrowe dla naszego najważniejszego narządu jakim jest mózg. Tymczasem przybywa coraz więcej naukowych dowodów na to, że dieta wpływa na nasze możliwości intelektualne, emocje czy reakcje. Mózg to w większości woda i tłuszcz. Bez tłuszczów mózg nie byłby w stanie przesyłać impulsów elektrycznych z prędkością blisko 120 metrów na sekundę. Najbardziej potrzebne dla dobrego funkcjonowania mózgu są niezbędne tłuszcze nienasycone (tzw. NNKT). To one tworzą w 70 procentach mielinę, czyli tłuszczowo-białkową powłokę neuronu, odżywiającą go i przyspieszającą przewodzenie. Organizm produkuje wiele potrzebnych substancji (np. 15 rodzajów białek), lecz nie jest jednak w stanie wyprodukować tego rodzaju tłuszczu (NNKT). Jeśli nie dostarczymy go mózgowi pamięć i procesy poznawcze będą osłabione. Wystarczy, że zostaną zamienione paluszki, chipsy i inne przekąski na orzechy czy słonecznik. Twój mózg będzie ci naprawdę wdzięczny, zapamiętując szybciej i dłużej. W skład nienasyconych kwasów tłuszczowych wchodzą dwa ważne kwasy Omega-3 i Omega-6. Możesz je znaleźć na przykład w oleju rybnym lub w oleju z lnu (równeż rzepakowym), a także w pestkach słonecznika, dyni czy w orzechach włoskich. Mózg to bardzo aktywny narząd, który potrzebuje dużo krwi, tlenu i składników odżywczych. Eksperci polecają szczególnie dietę śródziemnomorską, bogatą w witaminy z grupy B, przeciwutleniacze zawarte w witaminach C i E, witaminę D oraz niezbędne nienasycone kwasy tłuszczone. Naukowcy są zgodni, że kwas dokozaheksaenowy  czyli wielonienasycony kwas tłuszczowy omega-3, który występuje np. w łososiu, makreli, pstrągu, sardynkach i innych rybach, odgrywa istotną rolę w odbudowie i poprawie funkcjonowania komórek mózgowych i jest najważniejszym składnikiem diety z punktu widzenia zdrowia mózgu. Badania pokazują, że regularne dostarczanie DHA do organizmów dzieci może poprawiać ich pamięć, zdolność uczenia się i możliwości poznawcze. Wśród produktów mających korzystny wpływ na funkcjonowanie mózgu wymienia się również borówki i jagody oraz takie zielone warzywa jak np. brokuły, szpinak czy kapusta. Naukowcy jednocześnie zwracają uwagę na konieczność dbania o właściwą wagę.  Niestety otyłość może w różny sposób szkodzić mózgowi m.in. obniża przepływ krwi czy zwiększa ryzyko bezdechu sennego. Badania pokazują, że zmiana diety w domach spokojnej starości pociąga za sobą zmianę jakości życia i możliwości poznawczych podopiecznych. To potwierdza, że funkcjonowanie mózgu można poprawić niezależnie od wieku między innymi poprzez zastosowanie odpowiedniej diety.
Dlaczego boli brzuch?
Ból brzucha to jedna z dolegliwości, na które skarżymy się najczęściej. Może być on związany z wieloma przypadłościami i nie zawsze musi oznaczać poważną chorobę. Jeśli jednak utrzymuje się długo lub często nawraca, nie wolno go lekceważyć. Ból przypominający kłucie lub kolkę, pieczenie bądź pulsowanie, gniecenie czy też kurcz, brzuch może nas boleć na wiele sposobów. Od czasu do czasu takie dolegliwości odczuwa właściwie każdy z nas. Zwykle kojarzymy je z zatruciem pokarmowym, problemami z trawieniem czy przejedzeniem. Jednak przyczyn może być dużo więcej. Wrzody, infekcja, a może stres? Najczęściej ból brzucha jest związany z dolegliwościami układu pokarmowego. Czasami pojawia się nagle, jest ostry i krótkotrwały. Wówczas może być oznaką na przykład zapalenia wyrostka robaczkowego, pęcherzyka żółciowego, dróg żółciowych, ostrego stanu zapalnego żołądka czy niedrożności jelit i tym podobnych problemów. Jeśli natomiast ma charakter przewlekły i mniejsze nasilenie, ale za to doskwiera przez wiele dni, a nawet tygodni, może świadczyć o wrzodach żołądka, zapaleniu jelit, a nawet nowotworze. Przyczyną często są też infekcje układu pokarmowego wywołane przez wirusy, a także przejedzenie lub niewłaściwy sposób odżywiania. Warto jednak pamiętać, że ból brzucha nie musi być związany wyłącznie z tego typu dolegliwościami. Może bowiem towarzyszyć również przeziębieniu, chorobom układu moczowego, a także innym poważnym schorzeniom. Na przewlekłe bóle brzucha często skarżą się osoby zmagające się z chorobą zwyrodnieniową kręgosłupa czy stawów (wówczas mówi się o tak zwanych bólach ściennych). Z kolei ostry ból brzucha może też towarzyszyć zawałowi serca, zapaleniu mięśnia sercowego i płuc. Winowajcą często jest również powodujący skurcze jelit stres. Lista przyczyn bólu brzucha jest jednak o wiele obszerniejsza, dlatego jeśli ta dolegliwość utrzymuje się długo, często powraca lub towarzyszą jej inne objawy, nie powinniśmy zwlekać z wizytą u specjalisty. Zajrzeć do wnętrza Podczas konsultacji lekarz najpierw przeprowadza szczegółowy wywiad. W ten sposób można uzyskać aż 80 procent informacji dotyczących choroby. W przypadku bólu brzucha bardzo ważne jest przede wszystkim ustalenie, w jakiej okolicy jest on zlokalizowany, a także czy pojawia się nagle czy też ma charakter przewlekły – mówi dr n. med. Marcin Chmielewski z poznańskiego Szpitala Med Polonia. Istotne jest również poinformowanie specjalisty o tym, jakie czynniki go zaostrzają, bo to, czy ból pojawia się na czczo czy też w określonym czasie po posiłku jest bardzo ważne dla diagnozy. Lekarzowi trzeba także opowiedzieć o wszystkich objawach towarzyszących bólowi brzucha, na przykład zgadze, wymiotach, nudnościach, biegunkach czy zaparciach. Po wywiadzie specjalista zwykle przeprowadza tak zwane badanie fizykalne. Podczas niego ogląda, opukuje i osłuchuje jamę brzuszną pacjenta, a także bada brzuch palpacyjnie w poszukiwaniu objawów choroby. Jeśli te działania nie pozwalają postawić jednoznacznej diagnozy, pacjent jest kierowany na badanie dodatkowe. Do najczęściej wykonywanych należy badanie endoskopowe, które pozwala dokładnie obejrzeć poszczególne organy od wewnątrz. W razie potrzeby możemy również podczas niego od razu pobrać wycinki do analizy histopatologicznej czy usunąć polipy – wyjaśnia dr n. med. Marcin Chmielewski. Badanie polega na wprowadzeniu do organizmu pacjenta cienkiej rurki (jej średnica to kilka milimetrów), zakończonej miniaturową kamerą z lampą, która przetwarza obraz i przesyła go do monitora. Aby obejrzeć górny odcinek przewodu pokarmowego przeprowadza się gastroskopię, natomiast dolny odcinek bada się podczas kolonoskopii. W pierwszym przypadku endoskop wprowadza się przez usta, a w drugim przez odbyt. W szczególności badanie kolonoskopowe może wywoływać u pacjenta dyskomfort lub ból, dlatego obecnie wykonuje się je zwykle w znieczuleniu ogólnym. Jeśli ból brzucha, nudności i inne „sensacje żołądkowe” dokuczają nam często, zamiast czekać aż „samo przejdzie”, lepiej udać się do lekarza. Właściwa diagnoza pozwoli szybciej rozpocząć skuteczne leczenie i wyeliminować nieprzyjemne objawy.
Zespół FAS czyli płodowy zespół alkoholowy
9 września, w Światowy Dzień FAS w Warszawie odbył się briefing prasowy poświęcony zagrożeniom związanym ze spożywaniem alkoholu przez kobiety w ciąży. Podczas debaty, w której obok przedstawicieli fundacji, środowiska medycznego oraz terapeutycznego, udział wzięła aktorka Magdalena Różczka, zakomunikowana została inicjatywa branży piwowarskiej polegająca na wprowadzeniu na opakowania piwa, spotach telewizyjnych oraz materiałach reklamowych znaku „W ciąży nie piję alkoholu”. Briefing prasowy rozpoczęła Iwona Palicka, psycholog kliniczny i członek Fundacji FASTRYGA, zajmująca się terapią osób z zespołem FAS, która podkreśliła, że w naszym społeczeństwie uderzająca jest niewiedza na temat powagi konsekwencji, z którymi wiąże się spożywanie alkoholu w ciąży. Psycholog zwróciła uwagę, że zespół FAS to nie tylko charakterystyczne zniekształcenia twarzy i  zahamowanie wzrostu, ale także zaburzenia społeczne tj. problemy z ukończeniem szkoły, znalezieniem pracy, a także większe skłonności do wpadania w środowisko przestępcze. Profesor Romuald Dębski, kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii w Szpitalu Bielańskim w Warszawie, odniósł się do wciąż funkcjonujących w powszechnej świadomości mitów dotyczących pozytywnego wpływu niewielkiej ilości alkoholu na zdrowie ciężarnej kobiety i jej rozwijającego się dziecka. Te, niemające uzasadnienia w nauce ani praktyce lekarskiej, twierdzenia prowadzić mogą do nieodpowiedzialnych zachowań, których skutkiem może być obciążenie nowonarodzonego dziecka wadami fizycznymi i psychicznymi. Profesor Dębski zwrócił uwagę na potrzebę wypracowania przez środowisko lekarskie i organizacje współpracujące z kobietami wspólnych rekomendacji adresowanych do kobiet w ciąży. Magdalena Różczka, która zrezygnowała z alkoholu przez cały okres swojej ciąży, wyraziła poparcie dla inicjatyw mających na celu zapobieganie spożyciu alkoholu przez kobiety ciężarne. Aktorka podkreśliła, że z przekazem o szkodliwości alkoholu należy docierać zarówno do kobiet, jak i ich najbliższego otoczenia.  Grupą, na którą szczególnie należy zwrócić uwagę przy wszelkich działaniach edukacyjnych, są według niej kobiety zdecydowane na oddanie dziecka po jego urodzeniu, które należy przekonać, że swoją odpowiedzialną postawą dają dzieciom szansę na lepsze życie. Magdalena Różczka przyznała również, że sama należy do osób, które zawsze reagują, widząc kobietę w ciąży pijącą alkohol. Do kwestii działań edukacyjnych kierowanych do kobiet w ciąży odniosła się Danuta Gut, Dyrektor Biura Zarządu Związku Browary Polskie. Zdaniem przedstawicielki branży piwowarskiej dzięki długoterminowej edukacji możliwa jest zmiana świadomości i zachowań w zakresie odpowiedzialnej konsumpcji alkoholu, która w przypadku kobiet w ciąży oznacza całkowitą abstynencję. Temu celowi służy zainaugurowana na briefingu inicjatywa Związku Browary Polskie polegająca na wprowadzeniu znaku „W ciąży nie piję alkoholu” na opakowania piwa, spoty telewizyjne oraz materiały reklamowe. Inicjatywa Związku Browary Polskie stanowi integralną część prowadzonych już działań edukacyjnych adresowanych do kobiet w ciąży, do których należy umieszczenie „znaku ciążowego” na materiałach dystrybuowanych do gabinetów ginekologicznych i szkół rodzenia w całej Polsce.  
Tydzień Ruchu w Polsce
Aktywność fizyczna jest dla każdego – niezależnie od wieku, płci, statusu społecznego, czy stopnia sprawności. To właśnie chcą udowodnić organizatorzy międzynarodowego Tygodnia Ruchu, który rozpocznie się już w najbliższy poniedziałek (7 października). W tym roku Polska po raz pierwszy zaangażowała się w to wydarzenie, zostając od razu krajem priorytetowym programu MOVE Week. W trakcie tygodnia w całej Polsce odbędzie się kilkadziesiąt inicjatyw skierowanych do wszystkich grup wiekowych i społecznych. Tydzień Ruchu to część ogólnoeuropejskiego programu MOVE Week, który ma za zadanie pokazać, jak ważna dla naszego zdrowia jest aktywność fizyczna. Niezależnie od wieku, płci, statusu społecznego czy stopnia sprawności. Cel jaki postawiła przed sobą Komisja Europejska do 2020 roku to zwiększenie o 100 milionów liczby aktywnych fizycznie Europejczyków. Tydzień Ruchu ma zachęcić do uprawiania sportu oraz pokazać korzyści płynące z regularnego ruchu. Kluczowym zagadnieniem akcji jest uświadomienie społeczeństwu, że żadna z grup nie jest wykluczona. Oferta aktywności podczas MOVE Week jest na tyle zróżnicowana, by każdy znalazł coś dla siebie. Rok temu miała miejsce pierwsza edycja MOVE Week. Przez siedem pierwszych dni października w 23 europejskich krajach odbyła się ponad setka imprez, w których wzięło udział w sumie blisko 140 000 osób. W organizację tego cyklu wydarzeń zaangażowanych był 250 instytucji. Polska również postanowiła się włączyć w ten międzynarodowy projekt. W tym roku, między 7 a 13 października odbędzie się pierwsza edycja Tygodnia Ruchu w Polsce pod hasłem „Czas na Twój ruch”. W całym kraju odbędzie się kilkadziesiąt inicjatyw skierowanych do różnych grup społecznych, m.in. do seniorów, osób niepełnosprawnych czy… kół gospodyń wiejskich. W tegorocznej edycji MOVE Week Polska odgrywa bardzo ważną rolę. Nie tylko ze względu na swój debiut w programie, ale przede wszystkim przez ogromne zaangażowanie w propagowanie ruchu i zdrowego trybu życia. Polska, jako jedyne państwo biorące udział w MOVE Week zorganizowała konkurs „Tydzień Ruchu – Razem rozruszamy Polskę”. Organizatorzy zachęcali w ten sposób ludzi do podejmowania inicjatyw oddolnych skierowanych do społeczności lokalnych i oferowania różnych form aktywności, szczególnie grupom, które na co dzień nie mają zbyt wielu okazji do ćwiczeń. Do udziału w konkursie zgłosiło się wiele osób pracujących w ośrodkach sportowych, szkołach, domach kultury i instytucjach samorządowych ze świetnymi pomysłami na zorganizowanie ciekawych zajęć ruchowych. Następnie odbyło się głosowanie, w którym lokalna społeczność wybierała najciekawsze wydarzenia. Na tej podstawie wyłoniono 67 pomysłów z całej Polski, a wszystkie z nich zostaną zrealizowane podczas Tygodnia Ruchu w dniach od 7 do 13 października. Poza wydarzeniami konkursowymi podczas tegorocznej edycji Tygodnia Ruchu zorganizowane zostaną trzy wydarzenia flagowe: Test Coopera odbywający się w ramach ogólnopolskiego projektu BiegamBoLubię, Tydzień Ruchu we Wrocławiu organizowany w parterstwie z Miastem Wrocław i Wrocławskim Szkolnym Związkiem Sportowym oraz Aktywny Uniwersytet Warszawski, w ramach którego kampus warszawskiej uczelni zamieni się w sportową arenę. W Warszawie w czwartek i piątek (10-11 października) od godziny 15.00 do 22.00 kampus Uniwersytetu Warszawskiego przy Krakowskim Przedmieściu 26/28 zamieni się w sportową arenę, gdzie mieszkańcy stolicy będą mogli zmierzyć się ze znanymi sportowcami, politykami i naukowcami. Przed bramą główną każdy chętny będzie mógł wziąć udział w pojedynku – sprawdzić, jak wygląda świat oglądany przez maskę szermierczą. Przez budynkiem dawnej Biblioteki Uniwersyteckiej staną ergometry wioślarskie, a ich wyścigi będzie można oglądać na rozstawionym telebimie. Oprócz tego będzie można sprawdzić się w rzutach do kosza, badmintonie, tenisie stołowym, speedmintonie, czyli szybszej i kolorowej odmianie badmintona oraz spróbować sztuczek akrobatycznych chodząc po linie. We Wrocławiu Tydzień Ruchu rozpocznie się już w piątek 4 października na Wyspie Słodowej. Cały inauguracyjny dzień wypełnią różne atrakcje – m.in. piłkarski turniej pucharowy, pokazy sportowe, największy w Polsce otwarty trening zumby oraz koncerty. Między poniedziałkiem a piątkiem (7-11 października) wszystkie atrakcje będą się odbywać w dwóch strefach animacyjnych – w namiocie na pl. Solnym, który stanie się roztańczonym sercem Wrocławia oraz na Wyspie Piaskowej, gdzie odbędzie się kilkanaście konkurencji drużynowych i indywidualnych. Tydzień Ruchu we Wrocławiu zakończy spotkanie ze sportami nieolimpijskimi, w niedzielę 13 października na Wyspie Piaskowej. Będzie to okazja do spróbowania swoich sił w różnych konkurencjach, które zobaczymy w 2017 roku na Igrzyskach Sportów Nieolimpijskich. Test Coopera z kolei odbędzie się 12 października o godzinie 9:30 we wszystkich miejscowościach biorących udział w akcji. Polega on na 12-minutowym nieprzerwanym biegu w znanym terenie. Próby wytrzymałości odbędą się na stadionach lekkoatletycznych. Test może wykonać każdy, bez względu na wiek i kondycję. W specjalnych tabelach określających wydolność, jakie dostają uczestnicy zawarte będą wyniki uwzględniające wiek i płeć testowanej osoby. Uczestnicy sprawdzianu otrzymają również pamiątkowe dyplomy z uzyskanym wynikiem oraz wspominanymi tabelami.   MOVE Week jest inicjatywą International Sport and Culture Association (ISCA). W Polsce organizatorem projektu jest Think Tank for Sport, za którym stoją cztery instytucje Projekt Społeczny 2012 Uniwersytetu Warszawskiego, Fundacja v4sport, Fundacja Rozwoju Kultury Fizycznej oraz Spółka PL.2012+. Koordynacją realizacji przedsięwzięcia zajmuje się Fundacja v4sport.
Jesienne dolegliwości
Gdy za oknem robi się coraz chłodniej, powietrze jest wilgotne, a słońca mamy jak na lekarstwo, nasz organizm jest szczególnie narażony na różnego rodzaju infekcje. Przeziębienia, bóle stawów, gorsze samopoczucie – to tylko niektóre z jesiennych dolegliwości.   Za obronę organizmu przed wirusami i bakteriami odpowiedzialny jest system odpornościowy, który dzięki produkcji przeciwciał zwalcza przeróżne infekcje. Jednak jesień to okres, w którym nasza odporność zdecydowanie słabnie. Brak witamin, soli mineralnych i słońca powoduje, że to właśnie w tym czasie chorujemy najczęściej. Dlaczego jesienią czujemy się gorzej? W trakcie lata, kiedy dni są długie i słoneczne, nasze ciało doskonale broni się przed chorobami. Mamy wówczas dużo energii, uprawiamy sporty, a nasza dieta uzupełniona jest o świeże warzywa i owoce. Jednak, gdy przychodzi jesień i robi się chłodno, często pogarsza się stan naszego zdrowia. Zbyt lekkie i czasami przemoczone ubrania, brak snu i mała ilość słońca zdecydowanie osłabiają nasz organizm. Najczęstszą jesienną dolegliwością, z jaką musimy się zmierzyć, jest przeziębienie. Powodowane różnego rodzaju drobnoustrojami, rozwija się powoli, a pierwszymi jego objawami jest kichanie i drapanie w gardle. Zwykle w walce z przeziębieniem wystarczy zażyć odpowiednie środki farmakologiczne, które szybko postawią nas na nogi. Grypa natomiast, to choroba wywołana przez wirusy, która rozwija się bardzo szybko, czasami nawet w ciągu kilku godzin. Charakterystyczne dla niej są bóle mięśni, głowy, bóle stawów i bardzo wysoka gorączka. Nieleczona może prowadzić do poważnych powikłań, dlatego nie wolno lekceważyć jej pierwszych objawów i dobrze jest jak najszybciej skonsultować się z lekarzem. Ale grypa i przeziębienie to nie jedyne z dolegliwości, które dokuczają nam o tej porze roku. Bóle stawów, wrzody żołądka i dwunastnicy oraz depresja to przewlekłe choroby, których objawy nasilają się wraz z nadejściem jesieni. Odpowiedzialne za to są głównie zmiany temperatur, ciśnienia lub nagłe przejście frontów atmosferycznych. Bóle stawów spowodowane są między innymi niskim ciśnieniem, które zwiększa ilość płynu stawowego, co skutkuje bólem, opuchnięciem i sztywnością – mówi doktor Przemysław Kubala. Co ciekawe, dolegliwości wrzodowe związane mogą być m.in. ze zmianami hormonalnymi, które nasilają się jesienią, a które mają wpływ na produkcję soku żołądkowego. Sposoby na zdrowie W okresie jesiennej szarugi powinniśmy szczególnie zastanowić się nad tym, co możemy zrobić, by poczuć się lepiej i wzmocnić swój organizm. W pierwszej kolejności, dobrze jest zwrócić uwagę na to, co jemy. W naszym jadłospisie nie może zabraknąć takich produktów jak czosnek, miód, cytryny czy kiszona kapusta, które zawierają dużo witaminy C. Nie powinniśmy zapominać też o jedzeniu owoców, warzyw i ryb, ponieważ są one bogate w niezbędne witaminy, minerały i kwasy. Ważny jest także ruch. Dobrze jest uprawiać sporty nawet wtedy, gdy pogoda do tego nie zachęca, ponieważ dzięki aktywności fizycznej w mózgu produkowane są endorfiny, dodające nam energii, zmniejszające stres i poprawiające nasze ogólne samopoczucie. Oczywiście można też sięgnąć po tradycyjne sposoby i wzmocnić organizm za pomocą preparatów witaminowych i środków farmakologicznych, jednak w walce z jesiennymi dolegliwościami coraz popularniejsze stają się alternatywne metody leczenia. Jedną z nich jest fototerapia, która dostarcza organizmowi niezbędną ilość światła przez cały rok i zwiększa tym samym naszą odporność. Przykładem jest Bioharmonizer fotonowy czyli aparat, który działa na organizm za pomocą promieniowania podczerwonego. Może ono pobudzać przepływ wewnętrznej energii i stymulować organizm do radzenia sobie z wszelkiego rodzaju dolegliwościami, m.in. z obniżoną odpornością, bólami stawów czy jesienną depresją. Niewątpliwą zaletą aparatu jest jego niewielki rozmiar i prosty sposób użycia – mówi Paweł Zając, wiceprezes zarządu firmy Bio-Medex, producenta urządzenia. Najważniejsza w walce z jesiennymi dolegliwościami jest jednak nasza konsekwencja, zarówno w stosowaniu odpowiedniej diety, uprawianiu sportu jak i zażywaniu preparatów poprawiających stan naszego zdrowia. Nie zapominajmy także o spacerach i korzystajmy ze słońca, kiedy tylko pojawi się na niebie.
Rak żołądka na celowniku
Rak żołądka jest jednym z najczęściej występujących nowotworów. Niestety nadal wielu pacjentów przegrywa walkę z tą chorobą. Winny temu jest nie tylko jej specyficzny przebieg, ale też zbyt późna diagnoza. Dlatego lekarze podkreślają znaczenie profilaktyki i prowadzą badania nad nowymi metodami leczenia, które będą szansą dla chorych. Dzięki postępowi naukowemu i technologicznemu w ostatnich latach coraz więcej ośrodków rozpoczyna badania nad nowymi metodami leczenia raka żołądka. Trwają prace nad lekami, które mają być wykorzystywane w terapii tego nowotworu. Dzięki temu już wkrótce w walce z tą chorobą mogą otworzyć się kolejne perspektywy. Profilaktyka cały czas kuleje Najwięcej zachorowań na raka żołądka odnotowuje się w Japonii i Korei Południowej, co według specjalistów prawdopodobnie ma związek z dietą. Jednocześnie to właśnie te kraje mają najlepsze wyniki leczenia tego nowotworu. Wszystko dzięki regularnemu wykonywaniu przez ich mieszkańców profilaktycznej gastroskopii. Japończycy i Koreańczycy po ukończeniu czterdziestego roku życia robią ją przynajmniej raz na rok. Niestety w Polsce zwykle pacjenci zgłaszają się na to badanie dopiero wtedy, gdy zaobserwują u siebie niepokojące objawy, na przykład utrzymujące się przez dłuższy czas bóle brzucha, nudności i wymioty. Te symptomy niestety towarzyszą zwykle już zaawansowanemu stadium nowotworu – mówi dr hab. n. med. Dawid Murawa, specjalista w dziedzinie chirurgii onkologicznej z poznańskiego Szpitala Med Polonia. Z tego powodu tak ważna jest profilaktyczna gastroskopia, którą wykonuje się, by w możliwie jak najwcześniejszym stadium rozpoznać nowotwór. W przypadku raka żołądka bardzo wcześnie pojawiają się bowiem przerzuty do węzłów chłonnych, co znacznie pogarsza rokowania. Dlatego im wcześniejsza diagnoza, tym większe szanse na skuteczne wyleczenie – dodaje. Przede wszystkim operacje Obecnie podstawową metodą walki z nowotworem żołądka jest zabieg operacyjny. U większości chorych operacja polega na całkowitym usunięciu żołądka i zastąpieniu go jelitem. Prawidłowe wykonanie takiego zabiegu gwarantuje dobrą jakość życia, a pacjenci wracają do normalnego funkcjonowania. Z ich diety wyklucza się zaledwie kilka produktów, więc nie jest nawet konieczna drastyczna zmiana dotychczasowego sposobu odżywiania. Dla wyników leczenia ważne jest także to, ile w trakcie operacji usuwa się węzłów chłonnych. Ze względu na dużą liczbę zachorowań w Japonii i Korei, tamtejsi lekarze zdobyli spore doświadczenie w tym zakresie. Dzięki wypracowanym technikom chirurgicznym liczba zabiegów, które kończą się powodzeniem, jest imponująca – przyznaje dr hab. n. med. Dawid Murawa. Jednak i w Polsce tego typu operacje są przeprowadzane z powodzeniem przez wyspecjalizowanych lekarzy. Tabletki na raka? Chociaż nasza wiedza na temat raka żołądka cały czas nie jest tak rozległa, jak w przypadku nowotworów piersi czy jelita grubego, postęp nauki w ostatnich latach jest spory. Najnowsze osiągnięcia medycyny pozwalają mieć nadzieję na to, że już wkrótce walkę z tym nowotworem będziemy mogli prowadzić jeszcze skuteczniej. Podczas tegorocznego Światowego Kongresu Raka Żołądka w Weronie dużo mówiono nie tylko o profilaktyce, ale i nowych sposobach walki z tą chorobą. Prowadzone są badania nad łączeniem różnych sposobów leczenia, co pozwoliłoby na wsparcie zabiegów chirurgicznych chemioterapią i radioterapią. Trwają także prace nad wprowadzeniem leczenia farmakologicznego raka żołądka, czyli tak zwaną celowaną chemioterapią. Miałem przyjemność współpracować z innymi badaczami w niedawno zakończonym badaniu LOGIC, w ramach którego zajmowaliśmy się nowym lekiem o nazwie Lapatynib. Cały czas czekamy na finalne wyniki, ale już teraz wszystko wskazuje na to, że mogą być one bardzo interesujące i wpłynąć na dalszy rozwój nauki – mówi dr hab. n. med. Dawid Murawa.  
Zażywasz te leki? Uważaj na zęby!
Większość skutków ubocznych wywoływanych przez leki opisana jest w ulotce, którą każdy powinien przeczytać przed zażyciem. Najczęściej zwracamy uwagę na interakcje z innymi lekami, przeciwwskazania czy wpływ na zdolność prowadzenia pojazdów, możliwe problemy żołądkowe i skórne. Mało kto jednak zastanawia się nad oddziaływaniem leków na zęby. Tymczasem okazuje się, że wiele z nich ma istotny wpływ na stan jamy ustnej. Astma psuje zęby? Nie wykazano bezpośredniego związku pomiędzy zachorowaniem na astmę a zmianą stanu uzębienia. Wpływ na nie mogą mieć jednak przyjmowane za pomocą inhalatorów leki wziewne. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Wrocławski Uniwersytet Medyczny i Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, część z tego typu medykamentów powoduje obniżenie pH w ustach, co może sprzyjać erozji zębów. Również proszkowe leki wziewne, których składnikiem jest laktoza mogą powodować wzrost ryzyka wystąpienia próchnicy. Związane jest to z osiadaniem proszku na powierzchni zębów. Zdarza się także, że astmatycy mają zaburzone odczuwanie smaków, przez co spożywają posiłki bardziej kwaśne, mocniej solone i więcej piją. Osoby stosujące leki wziewne muszą szczególnie dbać o zęby i prawidłową higienę jamy ustnej. Po przyjęciu dawki leku warto, aby choć przepłukały usta wodą, która usunie osad ze szkliwa. Powinny także przechodzić częstsze kontrole stomatologiczne. Przy odpowiedniej pielęgnacji nie ma powodów do niepokoju. Antybiotyk pomaga, ale też szkodzi Antybiotyki należą do wyjątkowo silnych leków, które często wpływają na cały organizm i zazwyczaj mają wiele działań ubocznych. Jednym z antybiotyków, który wpływa na stan zębów jest tetracyklina. W skutek kumulowania się w szkliwie, może powodować jego stałe przebarwienia. Dzieje się tak jednak w przypadku, gdy antybiotyk podawany jest dłuższy czas dziecku. W przypadku dorosłych nie ma obaw o przebarwienia. Nie zmienia to faktu, że antybiotyki ogólnie negatywnie wpływają na naturalną florę bakteryjną jamy ustnej, zaburzając jej równowagę. Może skutkować to pojawieniem się aft lub drożdżycy w postaci nadżerek i owrzodzeń. Są one nieraz bolesne, mogą prowadzić do powikłań. W takim przypadku warto odwiedzić stomatologa lub lekarza pierwszego kontaktu. We wczesnej fazie zakażenia grzybami z grupy Candida mogą pomóc dostępne bez recepty płukanki. Jednak nie bagatelizujmy tego typu dolegliwości, ponieważ mogą wymagać leczenia doustnymi lekami przeciwgrzybicznymi. Kluczową rolę odgrywa także higiena, której nie wolno nam zaniedbywać ze względu na niedyspozycję. To pogorszy jedynie sprawę – wyjaśnia dr n. med. Mariusz Duda, właściciel Duda Clinic w Katowicach. Mniej śliny, więcej próchnicy Wiele z dostępnych na rynku leków wpływa na ilość produkowanej przez nas śliny. Tak jest w przypadku niektórych środków na depresję, leków moczopędnych, uspokajających czy przeciwhistaminowych. Te ostatnie stosowane są w przypadku gwałtownych reakcji alergicznych lub zwykłego leczenia przewlekłego kataru siennego. Dostępne są powszechnie, a pacjenci nie zawsze mają świadomość, jak ich długotrwałe stosowanie wpływa na zdrowie jamy ustnej. Ślina pomaga usuwać  resztki pokarmów, szkodliwe produkty metabolizmu bakterii oraz same bakterie z powierzchni nie tylko zębów, ale błon śluzowych. Niewystarczający przepływ śliny wydłuża czas pozostawania cukrów w obrębie jamy ustnej, a tym samym dłuższe działanie kwasów produkowanych przez bakterie. Zwiększa to ryzyko występowania kamienia nazębnego i próchnicy. Ważne jest więc, by nie brać leków tego typu dłużej niż jest to konieczne dla naszego zdrowia, a w trakcie ich przyjmowania szczególnie dbać o higienę jamy ustnej oraz nawilżanie jej odpowiednią ilością płynów, najlepiej wody.
Kamica nerkowa
Jedną z najczęściej występujących chorób układu moczowego jest kamica nerkowa, która wg statystyk dotyka 6% populacji. Dużo bardziej narażeni są na nią mężczyźni, ale wśród chorych znajdują się nawet dzieci. Na wystąpienie tej choroby mają wpływ czynniki genetyczne, rodzaj zażywanych leków, zakażenia dróg moczowych, ale przede wszystkim nieprawidłowa dieta obfitująca w duże ilości białka pochodzenia zwierzęcego. Dlatego przypadłość ta zazwyczaj zupełnie nie dotyczy wegetarian. Jak rozpoznać, jak leczyć Problem stanowi fakt, że kamica często przebiega bezobjawowo. Czasem sygnalizują ją  bóle brzucha lub problemy z oddawaniem moczu. W przypadku wystąpienia choroby niezbędne jest podjęcie leczenia farmakologicznego, ale to nie wystarczy. Każdy rodzaj kamicy wymaga odrębnej terapii dietetycznej, eliminującej produkty oraz potrawy bogate w składniki odpowiedzialne za wytworzenie się kamieni w układzie moczowym. Ważne jest jednoczesne wprowadzenie do jadłospisu produktów, które poprawią stan zdrowia - wyjaśnia Dorota Zdąbłarz - Mrozek, dietetyk medyczny z Instytutu FRAIS w Katowicach. Problem polega na tym, że mężczyźni szczególnie źle znoszą restrykcje dietetyczne i nie lubią zmieniać swoich nawyków żywieniowych. Dlatego ciężko zachęcić ich do jakiejkolwiek diety, mimo że poprawia ona komfort życia. Ograniczenie mięsa nie musi być jednak całkowitą katastrofą. Zależnie od rodzaju kamicy nerkowej, można zbudować naprawdę bogate menu. Kamica moczanowa Stanowi bardzo częstą postać kamicy i nierzadko występuje u osób otyłych lub z zaburzeniami wchłaniania jelitowego. Pojawia się w momencie, gdy w drogach moczowych odkłada się mocznik. Aby ograniczyć jego ilość należy wykluczyć z diety tzw. puryny, które w procesie metabolizmu zamieniane są w mocznik. Ich głównym źródłem są mięsa. Z tego powodu, z diety muszą zniknąć: podroby, wieprzowina, śledzie, czekolada, grzyby, buliony mięsne, śliwki, borówki, kawior. Jednak panowie nie powinni się załamywać, bo dopuszczalna dawka mięsa to 150g/dobę. Najlepiej jednak, by było ono drobiowe i podobnie jak ryby, gotowane. W zamian za to dozwolone są potrawy mączne. Koniecznie należy uwzględnić w diecie: mleko i jego przetwory, ziemniaki, buraki, marchew, orzechy, owoce, cukier. Przykład obiadów: pierogi z truskawkami, ryż z jabłkami, pierogi ruskie, zupa pomidorowa z ryżem, gotowana wołowina z surówką z marchwi, jajko sadzone z ziemniakami, makaron ze szpinakiem i serem, kluski śląskie, zapiekanka ziemniaczana z warzywami i serem. Kamica szczawianowo-wapniowa Jest równie często pojawiającą się odmianą kamicy. W jej przypadku problemem są trudno rozpuszczalne złogi szczawianu. Należy więc wyeliminować go z diety. Oznacza to całkowite wykluczenie: rabarbaru, szczawiu, buraków, szpinaku, agrestu, czekolady, mocnej kawy i herbaty, konserw, zup w proszku. Zaleca się także ograniczenie grochu, ziemniaków, marchwi i cukru. Pamiętajmy jednak, że ograniczenie nie oznacza całkowitego zrezygnowania z ulubionych przysmaków. Należy również zwracać baczną uwagę na etykiety produktów i unikać tych, które zawierają glutaminian sodu. Natomiast polecane produkty to: soki warzywno-owocowe, masło, warzywa i owoce, pełne ziarna zbóż, mięsa i ryby. Przykład obiadu: galaretka rybna, kluski leniwe, ryba duszona w jarzynach z pełnoziarnistym makaronem, jajko sadzone z fasolką szparagową, bitki cielęce z surówką z kapusty, grillowana karkówka, wędzona makrela. Kamica fosforanowo-wapniowa Jej pojawienie się może być związane z zakażeniem bakteryjnym powodującym zasadowy odczyn moczu. Charakteryzuje się nadmiarem osadów zbudowanych z fosforanów. Istotne aby dieta uwzględniała produkty zakwaszające mocz, ale należy uważać na wędliny i pieczywo, które często w procesie produkcji otrzymują dawkę fosforanów. Zakazane są produkty takie jak: rośliny strączkowe, mleko, jaja, sery, potrawy obficie solone, wody mineralne alkaliczne. Zaleca się natomiast spożycie mięs, ryb, pieczywa, kasz, makaronów, masła, miodu i soków cytrusowych. Przykład obiadu: zupa pomidorowa z kaszą, mizeria ze zrazami wołowymi i ziemniakami, ryż z kurczakiem, galaretka rybna, pierogi z mięsem lub ruskie, kasza z gulaszem mięsnym, łosoś grillowany. Kamica cystynowa Jej nazwa pochodzi od jednego z aminokwasów – cystyny. W organizmie następuje jej zwrotne wchłanianie. Głównym źródłem cystyny jest mięso, które należy wykluczyć z diety. To szczególnie trudny przypadek dla mężczyzn, którzy przyzwyczajeni są do obfitych mięsnych dań. W diecie wciąż pozostaje mleko i jego przetwory. Warto zainteresować się dietami wegetariańskimi, które wskazują substytuty mięsa. Najważniejszą zasadą obowiązującą przy każdym rodzaju diety, jest zwiększenie ilości wydalanego moczu. Oznacza to spożywanie dużej ilości płynów, minimum 2 litrów na dobę. Niech to będzie woda mineralna lub źródlana. Piwo, wbrew powszechnie panującej opinii, nie jest zbawienne dla nerek i nie zaleca się go w kuracji. Warto popijać także w nocy, gdy stężenie składników moczu rośnie. Zmagający się z kamicą nerkową powinni zrezygnować z kawy, alkoholu i obficie solonych potraw. Przestrzeganie diety, przy farmakologicznym wsparciu, prowadzi do pełnego sukcesu – podsumowuje Dorota Zdąbłarz – Mrozek.
Kołobrzeski Festiwal Zdrowia
W ostatnich latach przysłowie „w zdrowym ciele zdrowy duch” coraz rzadziej traktowane jest jak utarty, niewiele wnoszący w nasze życie slogan. Na kiwnięciu głową potwierdzającym słuszność tych słów na szczęście już się nie kończy. Hasła sport, dieta i unikanie stresu stały się synonimem zdrowego stylu życia będącego konsekwencją świadomych decyzji ludzi w różnym wieku. Przy wszelkich nadarzających się okazjach życzymy sobie zdrowia, szczęścia, pomyślności, przy czym to właśnie zdrowie traktowane jest jako wartość nadrzędna. Wartość, która niestety nie jest nam dana raz na zawsze i dobrze byłoby o tym pamiętać zanim nasz organizm zacznie odbierać niepokojące sygnały. Dobre zdrowie jest zatem na liście ważnych życiowych celów. Pytanie, jak często o nim pamiętamy? Jeśli tylko w sytuacji składania życzeń, to zdecydowanie za mało, bo w przeciwieństwie do wielu innych celów, ten trzeba realizować każdego dnia. Jedni do niego biegną, jadą na rowerze, płyną, inni jedzą bogate w witaminy, sole mineralne i mikroelementy pożywienie, jeszcze inni unikają stresu, śpią odpowiednią ilość godzin i dużo się uśmiechają. Trend zwany ogólnie zdrowym stylem życia, to zjawisko, którym na pewno warto się zainteresować, a z ludzi, którzy podjęli wyzwanie życia zgodnie z jego wytycznymi, warto brać przykład. Niestety, tak jak każdy kij ma dwa końce, tak każdy medal ma dwie strony. Nie inaczej jest w tym przypadku. Druga strona tego medalu nie jest już tak błyszcząca. Wśród nas są też tacy, którzy nie robią absolutnego minimum, tworząc grupę kanapowych leniwców pieczołowicie pracują na oponkę na brzuchu, ból stawów, zadyszkę i wiele innych chorób cywilizacyjnych. Błędnie wierząc, że o zdrowie i dobre samopoczucie powinni martwić się lekarze i system opieki zdrowotnej, płacą coraz większe podatki, czekają w coraz dłuższych kolejkach do lekarza i coraz głośniej narzekają, za jakie grzechy ich to spotkało. Wszystko rośnie – złe samopoczucie, frustracja, lista medykamentów, które nie zwracają zdrowia, a jedynie próbują zaleczyć konsekwencje zaniedbań i złych nawyków często pielęgnowanych latami. Nowotwory, zawały serca, cukrzyca, alergie, nadciśnienie, miażdżyca, zbierają żniwo. Statystyki są przerażające, choć nie muszą aż tak straszyć. Wszystko zależy od tego czy zrobimy pierwszy krok ku zdrowiu. Na początek wystarczy wstać z kanapy i zamiast iść do szafki po kolejną paczkę pustych kalorii, wybrać się chociażby na półgodzinną przechadzkę. Jednak tak, jak jednorazowe zjedzenie chipsów nam nie zaszkodzi, tak jeden spacer nie zbuduje nam zdrowia. Może jednak stanowić swego rodzaju klucz otwierający drzwi do rozpoczęcia zdrowszego trybu życia. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Zewsząd czekają pokusy – pyszne słodycze, wygodna kanapa i telewizor oraz wszystko usprawiedliwiające wymówki – zła pogoda, brak chęci, brak natychmiastowych wyników naszego wysiłku. Na szczęście w lasach, parkach, na ulicach pojawia się coraz więcej osób, z których można brać przykład. Miasta, firmy, instytucje nie pozostają w tyle i organizują eventy o charakterze sportowo-zdrowotnym, na których można skorzystać z porad dietetyka czy poćwiczyć pod okiem trenera. Do odważnych świat należy. Odpowiedzialność za nasze zdrowie i życie musimy wziąć my sami. Jeżeli stwierdzisz, że czas na zmiany, to nie oglądaj się za siebie tylko zacznij działać. Każdy z nas mniej więcej wie czym jest ten pozytywny, cieszący się sławą trend nazywany pięknie zdrowym stylem życia. Każdy z nas wie, że podobno jesteśmy tym co jemy, a sport to zdrowie. Jak tę wiedzę wykorzystujemy na co dzień? Jest mnóstwo rodzajów diet. Czy którąkolwiek stosować, a jeśli tak, to którą? Co o nas samych powie nasza lodówka? Jaką dyscyplinę sportową wybrać spośród tak licznych, by zamiast kontuzji wzmocnić ciało, nabrać gibkości i energii? Jak odpoczywać, kiedy w końcu uda się wygospodarować wolny czas? To pytania, które w dobrej wierze i w trosce o swoje samopoczucie zadają ci, którzy chcą zmienić swoje życie na lepsze. Nie łatwo jednak znaleźć odpowiedzi mimo licznych dostępnych źródeł i propozycji. Nie każdy wie, gdzie szukać wiarygodnej wiedzy, nie każdy ma sportowy sprzęt, wreszcie, nie każdy może sobie pozwolić na drogie zabiegi pielęgnujące i odprężające ciało. Każdy może jednak przyjść na Kołobrzeski Festiwal Zdrowia, by tam poszukać odpowiedzi na swoje pytania. Jeżeli czujesz, że chciałbyś coś w swoim życiu zmienić, by czuć się lepiej, piękniej wyglądać czy po prostu odnaleźć w jakiejś dyscyplinie sportowej sposób na aktywne spędzanie czasu, to skorzystaj z zaproszenia i weź udział w pikniku na plaży. Decyzja podjęta. Chcesz żyć zdrowo, ale jedynymi warzywami jakie do tej pory jadły twoje dzieci są ziemniaki pod postacią frytek, a ty sam masz nadwagę lub jesteś mało sprawny? A może lata młodości masz już dawno za sobą? Martwisz się, że będą się z ciebie śmiali? Nikt nie lubi, kiedy wytykają go palcami. Pomyśl jednak, jak ty sam możesz śmiać się głośno i serdecznie, bo przezwyciężyłeś własne słabości, i np. w tak prostej i znanej od wieków czynności jak bieganie odnalazłeś swoją sportową pasję, schudłeś dzięki zmianie nawyków żywieniowych i wreszcie spokojnie przesypiasz noce, bo nauczyłeś się relaksować przed snem. Nie musisz być misiowatym tatuśkiem, nie musisz mieć nadwagi po ciąży, kto powiedział, że po pięćdziesiątce nie możesz zacząć biegać lub jeździć na rolkach czy rowerze. Kiedyś dzieci godzinami biegały po dworze. Twoje pociechy, zamiast siedzieć przed komputerem, też mogą aktywnie spędzać czas. Propozycji jest tak wiele, są przecież rolki, rowery, hulajnogi, zajęcia sportowo -taneczne. Całą rodziną możecie wybrać się do lasu, albo na spacer po plaży, a później wspólnie przygotować zdrowy, smaczny obiad i przy rodzinnym stole cieszyć się swoją obecnością i omawiać, kto jakie postępy poczynił. Możecie też przyjść na Kołobrzeski Festiwal Zdrowia, jesteście mile widziani. Pomyśl o zmianie swojego życia zanim będzie za późno. Rewolucja, jakiej dokonasz może sprawić, że twoja codzienność już nigdy nie będzie taka sama. Czytając to czujesz się jak na szkoleniu motywacyjnym? Na Kołobrzeskim Festiwalu Zdrowia też będziemy motywować, a przy okazji doradzać i dbać o to, byś dobrze się z nami bawił i po prostu, najzwyczajniej w świecie spędził miło czas, bo przecież każdy zasługuje na odrobinę przyjemności. Na kołobrzeskiej plaży mile widziani są wszyscy, bez względu na wiek, płeć i wygląd. Wspólnie możemy odmienić zawartość twojej lodówki podpowiadając ci zdrowe nawyki żywieniowe, wybrać właściwą do fizycznych możliwości organizmu aktywność sportową, znaleźć sposób na poprawę samopoczucia, wskazać pomysły na spędzenie czasu z dzieciakami. W przeciwieństwie do szkolenia motywacyjnego, u nasz wszystko otrzymasz za darmo. Zapoznaj się z programem Kołobrzeskiego Festiwalu Zdrowia, weź rodzinę i przyjaciół i przyjdź 16 sierpnia w godz. między 10:00 a 19:30 na kołobrzeską plażę przy Kamiennym Szańcu. Nie będziesz rozliczany z dotychczasowego sposobu życia. Kołobrzeg to miasto, które ma do zaoferowania turystom wiele atrakcji. Piękne plaże, bogate w historię miasto, rozbudowana baza noclegowa i gastronomiczna to silne lecz nie wszystkie atuty tego kurortu. W wakacje dzieje się tu szczególnie wiele. W tym roku Kołobrzeg po raz kolejny stawia na sport i zdrowie, a także udowadnia, że wypoczynek to nie tylko leniuchowanie na plaży. Dowodem na to jest Kołobrzeski Festiwal Zdrowia – piknik na plaży. Wydarzenie ma cha­rak­ter spor­towo – zdrowotno – rekreacyjny, jego zada­niem jest popu­la­ry­za­cja różnych form aktywności fizycz­nej, krzewienie prawidłowych nawyków żywieniowych, a także prezentacja piękna i bogactwa przyrodniczego regionu. Zaproszenie dedykowane jest dzieciom i dorosłym – wszystkim tym, którzy chcą się świetnie bawić jednocześnie zyskując mnóstwo cennych porad zdrowotnych. Program Kołobrzeskiego Festiwalu Zdrowia jest obiecujący, a wszystkie atrakcje bezpłatne. Na zainteresowanych czekają darmowe porady dietetyczne, dermatologiczne i kosmetyczne, zajęcia sportowe pod okiem trenerów, m. in. cross-training, golf, nordic walking, masaże, lody marchewkowe i koktajle. To jednak nie wszystko, organizatorzy przewidzieli wspaniałe nagrody dla uczestników, m. in. przejażdżki ekologicznymi pojazdami Summer Car, bilety do Muzeum 6d – Maszoperia, vouchery do kawiarni, restauracji, kręgielni i na basen, bilety na rejs statkiem czy lot widokowy nad Kołobrzegiem. Zwieńczeniem pikniku na plaży będzie koncert Thomasa Grotto, finalisty SZANSY NA SUKCES i półfinalisty X FACTOR oraz próba ustanowienia rekordu w tańcu łączącym aerobik z latynoskimi rytmami. W programie  eventu przewidziano: Aktywności sportowe – NA PLAŻY Powodów uprawiania różnych aktywności sportowych jest wiele – dobre samopoczucie, lepsza kondycja, zgrabniejsza sylwetka. Poza tym, stare powiedzenie mówi, że sport to zdrowie. W strefie aktywności sportowych czekają instruktorzy i trenerzy różnych dyscyplin. Strefa SPA – NAMIOT SPA & WELLNESS Kołobrzeg od lat cieszy się opinią znakomitego nadmorskiego uzdrowiska. Zupełnie za darmo będziecie mogli skorzystać z wiedzy i umiejętności profesjonalistów, którzy na tę opinię pieczołowicie pracują. W Strefie Spa czekają:  masażyści, fizjoterapeuci i kosmetyczki. Strefa porad i  zdrowego żywienia – NAMIOT PORADY ZDROWOTNE Sposób odżywiania to ostatnio jeden z często omawianych tematów. Wszyscy mamy ogólną wiedzę na temat zdrowego odżywiania, jednak niewielu wie, co tak naprawdę robić, aby poprawić swoje zdrowie. Czy węglowodany tuczą? Co to są kwasy tłuszczowe trans? Czy warto stosować osławione diety? Jaki wpływ na ludzki organizm ma spożywanie jedzenia bogatego w błonnik? Wszelkie wątpliwości rozwieją dietetycy. Współorganizatorzy: Fundacja Kołobrzeg Polskie Centrum SPA, Centrum Obsługi Turystycznej w Kołobrzegu,   Piknik na plaży jest częścią Plażowej Akademii Siatkówki i Bezpieczeństwa organizowanej przez Bałtycką Krainę Aktywności. Partnerzy: Bałtyckie Centrum Chirurgii Plastycznej Podwójne Paluszki Beer Fingers Mosir Millenium - cztery pory sportu Wody mineralne Jantar Regionalny Szpital w Kołobrzegu   KOŁOBRZESKI FESTIWAL ZDROWIA to ini­cja­tywa, któ­rej celem jest połączenie wszystkich organizowanych w Kołobrzegu wydarzeń sportowych i prozdrowotnych w ramach jednego serwisu informacyjnego, stworzenie całorocznego kalendarza tych imprez, a przede wszystkim popularyzacja zdrowego stylu życia wśród turystów i zachęcanie ich do przyjazdu do Kołobrzegu nie tylko w wakacje, ale również jesienią, zimą i wiosną. Fundacja Kołobrzeg Polskie Centrum SPA i Centrum Obsługi Turystycznej w Kołobrzegu zapraszają wszystkich po porcję wiedzy i endorfinowe doładowanie na kołobrzeską plażę przy Kamiennym Szańcu. 16 sierpnia, między godz. 10:00, a 19:30 będzie tam sportowo, zabawnie i niezwykle relaksująco. Organizatorzy już dziś zapraszają na przyszłoroczny Finał Kołobrzeskiego Festiwalu Zdrowia, który odbędzie się w dniach 26 kwietnia – 4 maja 2014 r. W tych dniach każdy będzie mógł wziąć udział w: Maratonie Kołobrzeg Turnieju Bowlingowym Zawodach Pływackich Marszu Zdrowia Nordic Walking Turnieju Piłki Plażowej Turnieju Tenisowym
Łuszczyca wiele ma obliczy
Leczenie tej choroby trzeba dopasować do konkretnego rodzaju łuszczycy. A odmian jest kilka. Rodzaje łuszczycy różnią się od siebie wyglądem zmian na skórze, intensywnością tych zmian, ale również miejscem występowania. Najczęściej występującym typem jest łuszczyca zwyczajna (zwana również pospolitą), aż 80-90 proc. chorych ma właśnie tę odmianę. Można ją rozpoznać po wyglądzie zmian chorobowych. Łuszczyca zwyczajna charakteryzuje się zmianami wypukłymi, okrągłymi lub owalnymi, pokrytymi białą (srebrzystą) łuską. Obszary zmian na skórze są wyraźnie oddzielone od zdrowej skóry. Ten typ łuszczycy występuje najczęściej na zewnętrznych częściach nóg, ramion, na kolanach i łokciach, plecach oraz na głowie, choć można go spotkać również na twarzy, dłoniach, stopach oraz na brzuchu. Zmiany skórne, spowodowane przez łuszczycę zwyczajną możemy całkowicie zniwelować, stosując odpowiednio  dobrane preparaty. Nieco inaczej wygląda łuszczyca kropelkowata (grudkowa). Tu zmiany skórne to niewielkie punkty w kształcie kropelek, które pojawiają się na czubku głowy, kończynach, ale także na tułowiu. Co ciekawe, pojawienie się tego typu łuszczycy może mieć związek z infekcjami gardła (zmiany na skórze może spowodować np. paciorkowe zapalenie gardła), często grudki można zaobserwować także tam, gdzie skóra uległa urazom mechanicznym. Jeśli na skórze obserwujemy nie małe kropelki, ale krostki wypełnione ropą, to może to być objaw łuszczycy krostkowej. Ten typ występuje u zaledwie kilku procent chorych na łuszczycę. Niewielkie krostki mogą pojawiać się pod wpływem stresu, przyjmowania niektórych leków, ale przyczyną ich występowania jest także zakażenie. Łuszczyca krostkowa może być ograniczona (krostki występują najczęściej na dłoniach i stopach), ale może być też rozsiana (zaczerwienienia skóry na dużych powierzchniach, połączone z krostkami). W tym pierwszym przypadku zmiany chorobowe możemy zlikwidować przez stosowanie leczenia miejscowego, zewnętrznego, druga z postaci łuszczycy krostkowej czyli  łuszczyca rozsiana, często wymaga hospitalizacji. Kolejnym typem łuszczycy jest łuszczyca odwrócona, która pojawia się tam, gdzie skóra się zgina, a więc w pachwinach, pod pachami, pod piersiami czy fałdami skórnymi u osób otyłych. Dość łatwo ją rozpoznać nie tylko ze względu na miejsce występowania, ale i to, że łuszczyca odwrócona ma postać dużych, jasnoczerwonych zmian, które nie są pokryte łuską. Równie łatwo rozpoznamy dwa inne typy łuszczycy, również z uwagi na to, gdzie występują. Łuszczyca skóry głowy charakteryzuje się swędzącymi, łuszczącymi się plamkami, które mogą pojawiać się na głowie pod włosami, ale też na uszach, karku, czole. Łuszczyca paznokci atakuje z kolei paznokcie u rąk i nóg, powodując występowanie wgłębień w płytce paznokciowej, oleistych plamek pod paznokciem, przez co płytka paznokciowa zmienia kolor na żółty albo biały. Łuszczycę paznokci i skóry głowy leczy się innymi preparatami niż łuszczycę  zwyczajną czy krostkową. W przypadku każdej z odmian trzeba dobrać odpowiednie preparaty, np. z linii Dr Michaels, gdzie opracowane są schematy stosowania specjalnie do danego rodzaju łuszczycy. To ważne, bo w każdym z preparatów (mydło, żel myjący, maść, odżywka) znajdują się inne składniki, które redukują zmiany chorobowe na skórze. Najgroźniejszym, choć rzadkim rodzajem łuszczycy jest łuszczyca stawowa (łuszczycowe zapalenie stawów). Ta odmiana zawsze połączona jest z innym rodzajem łuszczycy, a zmiany stawowe dotykają głównie stawów w kończynach, choć zdarza się również łuszczyca stawowa na stawach biodrowych czy w kręgosłupie. Leczenie łuszczycy stawowej wymaga nie tylko wizyt u dermatologa, ale i u reumatologa. Walka z łuszczycą może trwać wiele miesięcy, dlatego trzeba się do niej dobrze przygotować czyli wiedzieć z którym rodzajem łuszczycy mamy do czynienia. Wówczas można nie tylko dobrać odpowiednie leki, ale i zastosować właściwe dermokosmetyki i preparaty, które potrafią nawet w 100 proc. zniwelować objawy choroby.  
Co robić gdy bolą stawy?
Spędzasz cały dzień za biurkiem, masz nadwagę, nie uprawiasz sportu? Uważaj, bo możesz dołączyć do grona osób, którym dokuczają problemy ze stawami. Choć choroby zwyrodnieniowe większość z nas uznaje za dolegliwość osób starszych, to coraz częściej dotykają one także ludzi młodych. Towarzyszący temu schorzeniu ból sprawia, że nawet codzienne czynności stają się udręką. Zwyrodnienia stawów nasilają się stopniowo. Najpierw ból pojawia się po intensywniejszym wysiłku i dość szybko mija, ale z czasem powoduje go każdy, najmniejszy nawet ruch. Z kolei w zaawansowanym stadium choroby towarzyszy już przez cały czas. Dlatego też jeśli zauważymy u siebie świadczące o niej objawy, nie powinniśmy zwlekać z wizytą u lekarza. Problem nie tylko seniorów Naturalnym amortyzatorem chroniącym nasze kości przed ocieraniem się o siebie jest chrząstka stawowa. W wyniku oddziaływania różnorodnych czynników tkanka ta może ulegać uszkodzeniom i zużywać się. Powodują to procesy mechaniczne i biologiczne, które nasilają się z upływem lat. Z tego powodu choroba ta dotyka przede wszystkim osoby starsze. Dziś wiadomo już jednak, że nie tylko wiek jest odpowiedzialny za to schorzenie. Co więcej szacuje się, że nawet u co drugiego trzydziestolatka w Polsce występują zmiany degeneracyjne w stawach. Przyczynia się do tego między innymi nadwaga, bo każdy zbędny kilogram zwiększa obciążenie stawów. Nie służy im także siedzący tryb życia, a w szczególności spędzanie wielu godzin za biurkiem w jednej pozycji – zwraca uwagę lek. med. Klaudiusz Kosowski. Dlatego warto zadbać o to, by regularnie się ruszać, ale jednocześnie podczas ćwiczeń nie przeciążać stawów, ponieważ zbyt intensywna i wyczynowa aktywność fizyczna też im nie sprzyja. Uważać powinniśmy również podczas codziennych czynności. Ważne jest przede wszystkim właściwe dźwiganie ciężarów tj. z przysiadu, a także zachowywanie prawidłowej postawy podczas prac domowych. Wszystkie te, które wymagają schylenia się lub przyklęknięcia na przykład pielęgnowanie ogródka czy odkurzanie, powinniśmy starać się wykonywać w jak najbardziej wyprostowanej pozycji. Przemęczenie czy zwyrodnienia? Na zwyrodnienia narażone są przede wszystkim nasze stawy kolanowe i biodrowe, a także te w obrębie kręgosłupa. To schorzenie może jednak dotknąć również mniejszych stawów rąk i nóg. Jak jednak stwierdzić, czy ból, który odczuwamy, to choroba, a nie efekt przeforsowania się na przykład podczas uprawiania sportu? Powinniśmy zwrócić uwagę na pewne charakterystyczne symptomy. Należy do nich przede wszystkim poranne poczucie zmęczenia i sztywność kończyn, trudność w rozruszaniu ich po wstaniu z łóżka czy zmianie pozycji ciała oraz słyszalne zgrzyty i „strzelanie” w stawach – mówi lek. med. Klaudiusz Kosowski z Med Polonii. W miarę postępowania choroby pojawia się ograniczona ruchomość chorego stawu, jego zniekształcenie, opuchlizna oraz silny ból, który z czasem może zacząć dokuczać już nie tylko w trakcie ruchu, ale i podczas spoczynku. Sposób na stawy Nieleczona choroba zwyrodnieniowa znacząco utrudnia swobodne poruszanie się i może doprowadzić nawet do niepełnosprawności. Jeśli nie chcemy do tego dopuścić, konieczne jest rozpoczęcie leczenia. Dziś wykorzystuje się różne metody, dopasowane do stopnia dolegliwości, a także indywidualnych potrzeb chorego. Niektórym osobom do uśmierzenia bólu wystarczy na przykład zażycie raz na jakiś czas środków przeciwbólowych czy stosowanie leków przeciwzapalnych w formie tabletek, maści, żelu lub plastrów. Ruchomość stawów można również poprawić dzięki odpowiedniej rehabilitacji i fizjoterapii. Operacyjne leczenie zwyrodnień, polegające na zastąpieniu stawu endoprotezą, jest ostatecznością przede wszystkim ze względu na wysokie koszty i dość dużą uciążliwość tej metody. Dlatego w zależności od zaawansowania choroby wykorzystuje się na przykład oddziaływanie ciepłem i zimnem czy kinezyterapię polegająca na leczeniu ruchem. Sposobem na pozbycie się bólu stawów jest też terapia Orthokine. W miejsce dotknięte chorobą zwyrodnieniową, najczęściej staw, wstrzykuje się mieszaninę autologicznych białek przeciwzapalnych wytworzonych z krwi pobranej wcześniej od pacjenta. W ten sposób leczy się stan zapalny w stawie, a także spowalnia proces degeneracji chrząstki stawowej. Za pomocą tej metody można złagodzić towarzyszący chorobie zwyrodnieniowej ból, przywrócić sprawność stawów i nawet na kilka lat odroczyć operację.  
Rotawirusy – czym są i jak się bronić?
Biegunka, wymioty, odwodnienie – to najczęściej kojarzące się rodzicom słowa związane z rotawirusami. O to, czym są zakażenia rotawirusowe zapytaliśmy pediatrę dr. Ernesta Kuchara z Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Rotawirusy – co to takiego? Jak się można nimi zarazić? Rotawirusy są małymi, bardzo zaraźliwymi wirusami, które są główną przyczyną ciężkich biegunek u niemowląt i dzieci. Jak może dojść do zakażenia? Bardzo łatwo, gdyż do zakażenia drogą pokarmową, wystarcza śladowa ich ilość. Rotawirusami można się zarazić przez bezpośredni kontakt z osobą chorą, jak i przez styczność z zanieczyszczoną powierzchnią czy przedmiotami. W efekcie chorują praktycznie wszystkie dzieci do 5 roku życia. Rodzice powinni wiedzieć, że rotawirusy przeżywają na rękach do 4 godzin, a na skażonych przedmiotach nawet kilka dni. Zakażenie rotawirusem może, więc nastąpić nawet wtedy, gdy dziecko bawi się zabawką, której wcześniej dotykała osoba zakażona wirusem. Bardzo ważne jest zatem przestrzeganie zasad higieny oraz regularne mycie rąk już od najmłodszych lat, chociaż te ważne nawyki nie wystarczą, by ochronić dziecko przed  rotawirusami. Jakie są charakterystyczne objawy zakażenia rotawirusami? Na zakażenie rotawirusami najbardziej narażone są najmłodsze dzieci. Niebezpieczną postać zakażeń rotawirusowych obserwuje się u niemowląt poniżej 6. miesiąca życia. Do trzech klasycznych objawów, które zwykle towarzyszą rotawirusom zaliczamy gwałtowne wymioty, wysoką gorączkę oraz ostrą, wodnistą biegunkę, która utrzymuje się od 2 do 7 dni. Dolegliwości te są niezwykle uciążliwe i nieprzyjemne zarówno dla rodziców, jak i dziecka. Uporczywe wymioty i biegunka mogą doprowadzić do odwodnienia, które jest szczególnie groźne dla małych dzieci. Odwodnione maluchy mogą wymagać hospitalizacji i dożylnego podawania płynów. W jaki sposób ochronić dziecko przed rotawirusami? Metodą zapobiegania chorobie o wysokim profilu skuteczności jest uodpornienie niemowląt za pomocą szczepień ochronnych. Na polskim rynku dostępne są dwie szczepionki, które chronią dzieci przed ciężką postacią choroby. Szczepionki podaje się doustnie, a zatem bezboleśnie, dlatego nie musimy obawiać się płaczu dziecka, który zwykle towarzyszy szczepieniom podawanym we wstrzyknięciach. Kiedy powinno się zaszczepić niemowlę? Rodzice, którzy chcą uchronić swoją pociechę przed rotawirusami, powinni pilnie podjąć decyzję. Uodpornienie niemowląt powinno nastąpić między 6. a 24. lub 6. a 32. tygodniem życia (w zależności od producenta i od  liczby dawek), z minimum 4-tygodniowym odstępem między dawkami. W Polsce szczepienia przeciwko rotawirusom są szczepieniami zalecanymi w Programie Szczepień Ochronnych, a koszty szczepienia, które ponoszą rodzice samodzielnie, w przybliżeniu wynoszą ok. 600-700 zł za cały cykl szczepienia (2 lub 3 dawki) w zależności od preparatu. Co uodpornienie za pomocą szczepień zapewnia dziecku? Dzięki szczepieniu rodzic chroni swoje dziecko przed ciężką i uciążliwą biegunką rotawirusową, a także obciążającą dla dziecka i stresującą dla rodziców hospitalizacją z powodu odwodnienia. Jeśli rodzice planują wysłać swoje dziecko w przyszłości do żłobka lub przedszkola, warto uodpornić malucha, gdyż rotawirusy są bardzo zaraźliwe.
Migdałkowe historie
Odpowiadają za naszą odporność, ale mogą też przyczyniać się do częstych infekcji. Choć migdałki kojarzymy głównie z anginami u dzieci, to przysparzają kłopotów niezależnie od wieku. Dlatego powinniśmy je uważnie obserwować, a w przypadku jakichkolwiek niepokojących objawów nie bagatelizować ich i wręcz skonsultować się z lekarzem. W naszej jamie ustnej znajduje się kilka rodzajów migdałków, między innymi podniebienne oraz migdałek gardłowy (nazywanym także trzecim). To skupiska tkanki limfatycznej, które ze względu na umiejscowienie na samym początku układu oddechowego i pokarmowego pełnią wyjątkowo ważną rolę w budowaniu naszej odporności. Odpowiadają między innymi za wytwarzanie przeciwciał biorących udział w zwalczaniu atakujących organizm drobnoustrojów. Migdałowe trio Najczęściej odpowiedzialny za problemy ze zdrowiem migdałek gardłowy zwykle całkowicie zanika z wiekiem. Z tego powodu wywoływane przez migdałki kłopoty i konieczność ich wycinania większość z nas kojarzy z dzieciństwem i okresem dorastania. Rzeczywiście najwięcej zabiegów wycięcia migdałków przeprowadzamy u dzieci w wieku pomiędzy 3. a 12. rokiem życia – potwierdza dr n. med. Aleksandra Krokowicz, specjalista otolaryngolog z poznańskiego Szpitala Med Polonia. Jednak zgłaszają się do nas także dorośli, u których przyczyną problemów są migdałki podniebienne – dodaje. Prawidłowo pracujące migdałki powiększają się podczas choroby, bo produkują wówczas więcej antygenów, a po wyzdrowieniu wracają do normalnych rozmiarów. Może się jednak zdarzyć, że przez dłuższy czas są powiększone. Wówczas warto wybrać się do lekarza. Świadczy to bowiem o tym, że najprawdopodobniej mamy do czynienia ze stanem zapalnym samych migdałków lub ich patologicznym przerostem. W takim przypadku nie tylko nie pełnią one prawidłowo swojej roli, ale mogą nawet same być źródłem zakażenia. Najczęściej wśród przypadłości związanych z migdałkami wymienia się anginę i częste infekcje gardła. Warto jednak wiedzieć, że gdy migdałki są przerośnięte, mogą powodować także inne nieprzyjemne, a nawet groźne dolegliwości. Z tego powodu możemy mieć na przykład trudności z przełykaniem jedzenia i oddychaniem przez nos, a nawet borykać się z zaburzeniami oddechu, chrapaniem czy bezdechami sennymi. Przerost migdałków może także powodować choroby uszu, niedosłuch i problemy z prawidłową wymową. Zlekceważenie niepokojących objawów może doprowadzić do poważniejszych powikłań i chorób nerek, serca oraz stawów. Wycinać czy nie? Jeśli zauważymy, że wyjątkowo często chorujemy lub nasze migdałki przez dłuższy czas będą powiększone, powinniśmy wybrać się na wizytę do laryngologa, który stwierdzi, czy konieczne jest ich usunięcie. Migdałków nie wycina się profilaktycznie. Taki zabieg przeprowadzany jest, gdy stają się one skupiskiem bakterii lub gdy są przerośnięte i zmniejszają przez to drożność dróg oddechowych – wyjaśnia dr n. med. Aleksandra Krokowicz. Jeśli lekarz nie stwierdzi przewlekłego stanu zapalnego, wówczas wystarczające może być jedynie podcięcie migdałków podniebiennych – taki zabieg nosi nazwę tonsillotomia i wykonuje się go wyłącznie u dzieci. Całkowite ich usunięcie (tonsillektomia) może być przeprowadzone zarówno u maluchów, jak i u dorosłych. Zabieg nie jest skomplikowany i trwa 30-60 minut. Dla komfortu pacjenta przeprowadza się go w znieczuleniu ogólnym. Rekonwalescencja trwa około dwóch tygodni, zwykle tyle trwa zarastanie rany po usunięciu migdałków. Przez ten czas trzeba się oszczędzać i unikać dźwigania, a także zwracać szczególną uwagę na to, co się je. Lepiej zrezygnować z pokarmów ostrych, kwaśnych i gorących, a także twardych produktów, które mogłyby podrażnić ranę pozabiegową. Początkowo najlepiej jeść dania chłodne o konsystencji papki, stopniowo wracając do wcześniejszej diety. Przez kilka pierwszych miesięcy po usunięciu migdałka możemy częściej zmagać się z infekcjami. Układ immunologiczny potrzebuje bowiem czasu na to, by się wzmocnić. Wtedy będzie skutecznie walczyć z drobnoustrojami, a częstotliwość chorób się zmniejszy.
Nie zakwaszaj organizmu
Co się dzieje z organizmem, gdy jest zakwaszony? Zmniejsza się jego zdolność do regeneracji uszkodzonych komórek, usuwania toksyn, odpowiedniego wchłaniania składników mineralnych i odżywczych. Przewlekły stan zakwaszenia, stwarza idealne środowisko do rozwoju poważnych chorób takich jak nowotwory, zawały serca, miażdżyca, cukrzyca, czy problemy z otyłością. Jak naprawić organizm? Problem zakwaszonego organizmu może dotyczyć wszystkich zarówno ludzi starszych, jak i dzieci. Najczęściej pierwsze objawy w postaci coraz częstszych bóli głowy, pleców, dolegliwości jelitowych czy zgagi zaczynają mieć osoby po 35 roku życia. U młodszych organizm nie daje tak szybko oznak zakwaszenia, ale nie oznacza to, że zakwaszony nie jest. Skąd to się bierze? Zmęczona wątroba, to zmęczony człowiek Wątroba, to narząd odpowiadający m.in. za detoksykację organizmu, produkcję soków trawiennych, magazynowanie glukozy. Dodatkowo musi wydalić dziennie ok. 5000 mg amoniaku, wytwarzanego przez panujące w jelitach bakterie gnilne i drożdżaki. Przy diecie obfitującej w białko zwierzęce lub roślinne, ilość produkowanego amoniaku, znacznie się zwiększa. Ze względu na wysoką toksyczność amoniaku, jego usunięcie przez wątrobę z organizmu, ma pierwszeństwo przed wszelkimi innymi procesami regulacji, takim jak utrzymanie równowagi gospodarki energetycznej i kwasowo-zasadowej. Nadmiar amoniaku w organizmie bardzo obciąża wątrobę, blokuje oddychanie komórkowe i w ten sposób pozbawia nas energii. Zjawisko to jest przyczyną syndromu ciągłego zmęczenia. Aby wydalić trujący amoniak, organizm musi zużyć dużo energii z przemiany materii. Może to tłumaczyć fakt szybkiej utraty wagi w dietach bogatych w białko. Jednak taka początkowa strata kilogramów, kończy się najczęściej ponownym i dużo większym przybieraniem na wadze, a dodatkowo zaburzeniami metabolizmu, kamieniami nerkowymi lub wręcz uszkodzeniami nerek, bólami stawów, brakiem energii i zaburzeniami równowagi kwasowo-zasadowej. Jeżeli organizm od dłuższego czasu jest zakwaszony, wątroba nie jest w stanie przerobić odpowiedniej ilości amoniaku i proces odtruwania przejmują nerki. Jednakże długotrwały kontakt z amoniakiem jest dla nich bardzo szkodliwy – zaczynają się stany zapalne nerek, upośledzenia ich funkcji, a także podwyższone ryzyko zachorowalności na raka, co potwierdzają liczne testy kliniczne, prowadzone u osób spożywających dużo mięsa. Niewłaściwe środowisko jelit i nadmierne spożycie białek, to przyczyny podtruwania ciała amoniakiem. Przywrócenie kwaśnego pH w jelitach Aby przywrócić odpowiednie pH w jelitach, należy je oczyścić ze szkodliwych mikroorganizmów produkujących toksyny, w tym kwasy i amoniak. Usunie to źródło trucizn oraz pozwoli na regenerację wątroby i przywrócenie jej prawidłowego działania. Prosta zmiana nawyków żywieniowych tj. dieta bogata w pokarmy zasadowe i uzupełnienie cytrynianów oraz pozbycie się niezdrowych przyzwyczajeń takich jak używki, zapobiegnie ponownemu zakwaszeniu. Przywrócenie naturalnej flory jelit wzmocni ich śluzówkę, poprawi trawienie oraz dostarczy wielu życiodajnych składników pokarmowych. Regeneracja wątroby Wątroba słynie ze swoich ogromnych możliwości regeneracyjnych. Jest to narząd, który nawet w przypadku dużego wyniszczenia, może odzyskać całkowitą sprawność. Wyjątkiem jest marskość wątroby, gdzie następują nieodwracalne zmiany w jej budowie. Jednym ze sposobów na szybką regenerację wątroby oraz przywrócenie jej sprawnego działania, są produkty bogate w kwas mlekowy, witaminy z grupy B oraz cholinę, która oczyszcza wątrobę ze złogów tłuszczowych. Dodatkowo można wspomóc się niektórymi proszkami zasadowymi składającymi się z cytrynianów zawierających minerały działające zasadowo, takich jak magnez, potas, wapń. Cytryniany mają ważną właściwość: nie zmieniają pH jelit – działają dopiero w komórce. Są to naturalne składniki odpowiedzialne za prawidłowe spalanie pokarmów i eliminację kwasów. Codzienna porcja takiego proszku zasadowego zawiera tyle substancji działających zasadowo co 1,6 kg świeżych warzyw – mówi Radosław Araszkiewicz z Dr. Jacob’s Poland, dystrybutora Lactacholinu i pH Balans. Co możemy jeść, a co musimy ograniczyć Pierwszym krokiem w walce z zakwaszeniem organizmu jest baczne przyjrzenie się dotychczasowej diecie. Wyeliminować, bądź znacznie ograniczyć powinno się m.in. mięso, fast-foody, kawę, chipsy, alkohole, nikotynę, słodycze, sól i produkty mleczne. Dotychczasowe nawyki żywieniowe należy zastąpić dietą bogatą w warzywa i owoce oraz przyjmowanie ok. 2-3 litrów dziennie neutralnych płynów takich jak woda, herbata zielona, ziołowe napary, czy napoje niskokaloryczne. Duże działanie alkalizujące mają np. szparagi, pietruszka, świeży szpinak, brokuły, czosnek, cebula, stewia, oliwa z oliwek, kasza jaglana. Pij tylko zdrową kawę Jeżeli nie wyobrażasz sobie poranka bez kawy, wcale nie musisz z tego rezygnować. Zastąp ten silnie zakwaszający nawyk, jego zdrowym odpowiednikiem. Prebiotyczne kawy są alternatywą dla tych, którzy są uzależnieni od kofeiny – głównej przyczyny wypłukiwania magnezu z organizmu. To kawy bogate w magnez, a także w błonnik, który tworzy w żołądku i jelitach cienką powłokę ochronną zawierającą wartościowe minerały: magnez i wapń. Dodatkowo zawierają polifenole z granatu, które korzystnie wpływają na serce i układ krążenia oraz hamują procesy starzenia.  Jedna filiżanka takiej kawy ma tyle minerałów zasadowych, co 100 g warzyw. Kawy te pomagają utrzymać naturalny balans kwasowo-zasadowy i można je pić w każdej ilości, bo są po prostu zdrowe. Weź głęboki oddech Stres napina mięśnie i spłyca oddech. Jeśli jest ciągły, bez przerwy na relaks, powoduje powstawanie dużych ilości substancji kwaśnych w organizmie. Ważny jest więc czas na odpoczynek oraz prawidłowy oddech. Wdech zasila w energię, a wydech jest najlepszym sposobem odkwaszania. Dla relaksu i w walce z zakwaszeniem, pomóc nam może głębokie oddychanie przeponą. Ćwiczenia tego lepiej nie robić po większym posiłku. W pozycji leżącej bądź siedzącej umieść swoje ręce na brzuchu, na przemian wykonując wolne i głębokie wdechy i wydechy, kontrolując przy tym pracę przepony.   Męczą nas migreny? Bóle pleców? Dolegliwości jelitowe? Jesteśmy ciągle zmęczeni? Spróbujmy nadać naszej diecie charakter zasadowy i wprowadźmy trochę zmian w naszym codziennym życiu. Różnicę w samopoczuciu powinniśmy zobaczyć już po kilku dniach.
Trzy najczęstsze pytania rodziców o ospę wietrzną
Trwa okres, kiedy odnotowujemy szczyt zachorowań na ospę wietrzną. Wielu rodziców z niepokojem myśli o tej chorobie i obawia się pojawienia swędzących kropek u swoich pociech. Wokół ospy krąży również wiele znaków zapytania, dlatego ekspert – dr Ernest Kuchar z Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, odpowiada na najczęstsze pytania o ospę wietrzną, które nurtują rodziców. 1. Czy to prawda, że ospa wietrzna jest chorobą wieku dziecięcego, którą musi przechorować każde dziecko? Ospa wietrzna to typowa choroba wieku dziecięcego, którą łatwo się zarazić, zwłaszcza teraz – jesteśmy właśnie w okresie, kiedy zachorowania są najczęstsze, a jest to bardzo zaraźliwa choroba – po kontakcie z chorym zachoruje ok. 90% osób wrażliwych na zakażenie VZV. Wokół ospy krąży wiele mitów. Jednym z popularniejszych jest taki, że ospę trzeba koniecznie przechorować. Czas go obalić. Jaki sens ma zachorowanie, gdy można choroby uniknąć? Co może dać dziecku choroba? Powikłania? Ospy wietrznej można współcześnie łatwo uniknąć dzięki wcześniejszemu uzyskaniu odporności przez szczepienie. 2. Czy jest jakiś sposób, by uchronić dzieci przed zachorowaniem na ospę wietrzną? Jak najbardziej! Najpewniejszym sposobem jest szczepienie ochronne. Warto o nim pomyśleć zwłaszcza, jeśli Wasze pociechy uczęszczają do żłobka lub przedszkola. W tych instytucjach, skupiających dużą liczbę dzieci najłatwiej o zarażenie. Dlatego zgodnie z obowiązującym kalendarzem szczepień dla dzieci do 3 roku życia, uczęszczających do żłobków czy klubów maluszka szczepienie przeciwko ospie wietrznej jest obowiązkowe i bezpłatne. Dla pozostałych dzieci szczepienie jest zalecane, koszty szczepienia pokrywają zatem rodzice. Cykl szczepienia składa się z dwóch dawek, które należy podać w odstępie co najmniej 6 tygodni. Dobrym momentem na podanie pierwszej dawki szczepionki jest wizyta szczepienna w 13./14. miesiącu życia dziecka, wówczas szczepionkę można podać razem ze szczepionką na odrę, świnkę i różyczkę. Drugą dawkę podać można dziecku w 16./18. miesiącu życia dziecka, na przykład razem ze szczepionką na błonicę, tężec, krztusiec i polio. 3. Czy to prawda, że ospa wietrzna może być groźna i prowadzić do powikłań? Ospa wietrzena jest w Polsce bardzo częstą chorobą. Każdego dnia zachorowuje średnio 500 dzieci. Z mojego doświadczenia, wynika, że większość rodziców postrzega ospę wietrzną jako chorobę niegroźną, nie dającą powikłań, co niestety nie jest prawdą. W większości przypadków ospa wietrzna rzeczywiście przebiega łagodnie, nie mniej u niektórych dzieci przebiega ciężko i kończy się groźnymi powikłaniami. W Polsce rocznie trafia do szpitali z powodu ospy wietrznej ponad 1000 chorych czyli kilkoro dzieci dziennie. Nawet przy niepowikłanym przebiegu sprawiające ból i świąd wykwity często zajmują błony śluzowe, utrudniając dziecku jedzenie i picie, prowadząc w ten sposób do odwodnienia. Chcę to uświadomić szczególnie tym, którzy niepotrzebnie narażają swoje dziecko na chorobę poprzez udział w tzw. ospa party. Zaszczepienie dziecka to zdecydowanie lepszy i bezpieczniejeszy sposób na uniknięcie ospy. Z jakiego powodu? Nie potrafimy przewidzieć jak będzie przebiegała ospa wietrzna u konktretnego dziecka – wcale nie ma pewności, że będzie przebiegać łagodnie. Dodatkowo, przez okres około dwóch tygodni choroba wyklucza dziecko ze żłobka czy przedszkola, a rodzica z pracy. Więcej informacji znajduje się na stronie www.ospawietrzna.pl
Zatokowy stan alarmowy
Katar, zatkany nos i ból głowy – winę za takie objawy zwykle zrzucamy na przeziębienie. Jeśli jednak te symptomy utrzymują się przez dłuższy czas lub często nawracają, warto wybrać się do laryngologa. Wszystko wskazuje bowiem na to, że możemy cierpieć na zapalenie zatok. Szacuje się, że z tą dolegliwością zmaga się nawet co trzeci Polak. Zatoki to umiejscowione symetrycznie po obu stronach naszej czaszki powietrzne jamy wyścielone błoną śluzową. Są połączone z jamami nosa wąskimi kanałami, przez które przemieszcza się powietrze i śluz. Zatoki pełnią bardzo ważną rolę w ogrzewaniu i nawilżaniu wdychanego przez nos powietrza, chronią delikatne struktury mózgu przed urazami i wpływają na modulację głosu. Prawie jak przeziębienie Problemy z zatokami zwykle związane są z zaburzeniami drożności nosa, dlatego szczególnie łatwo o nie po przebyciu infekcji górnych dróg oddechowych, zwłaszcza jeśli była ona niedoleczona. Z tego powodu dolegliwość ta dokucza nam głównie w chłodnych porach roku. Rozwojowi zapalenia zatok sprzyjają także częste zmiany temperatury i suche powietrze, które wysusza błony śluzowe. Przyczynić się do niego mogą także pewne nieprawidłowości anatomiczne (na przykład skrzywienie przegrody nosowej, przerośnięte migdałki), polipy i obrzęki w jamie nosowej, alergie, a nawet próchnica zębów. Zapalenie rozwija się, gdy ujście zatoki zostaje zatkane, przez co powietrze i wydzielina nie mogą się z niej wydostać. W efekcie odczuwamy ucisk i silny ból, przede wszystkim w okolicy objętej stanem zapalnym zatoki lub zatok, a więc u nasady nosa, w okolicy czoła bądź policzków. Zwykle mamy też wrażenie, jakby nasza twarz była nabrzmiała. Te nieprzyjemne odczucia nasilają się zwłaszcza rano i gdy się pochylamy – mówi dr n. med. Aleksandra Krokowicz, specjalista otolaryngolog z poznańskiego Szpitala Med Polonia. Innym uciążliwym objawem jest utrudniająca swobodne oddychanie gęsta, ropna wydzielina, która pojawia się w nosie i może spływać po tylnej ścianie gardła. Przewlekłemu zapaleniu zatok może także towarzyszyć poczucie zmęczenia, brak apetytu, zaburzenia węchu i stany podgorączkowe, a w przypadku ostrej postaci stanu zapalnego nawet gorączka. Lecz koniecznie Jeśli zauważymy u siebie podobne objawy utrzymujące się ponad dwa tygodnie, warto wybrać się na wizytę do laryngologa. Lekarz wypyta nas przede wszystkim o czas, przez który zmagamy się z tego typu symptomami, a także o to, jak często i w jakiej porze roku powracają. W celu zdiagnozowania problemu przeprowadza się także badanie laryngologiczne, podczas którego specjalista dokładnie ogląda wnętrze nosa. Informacji na temat stanu zatok dostarcza także zdjęcie RTG, tomografia komputerowa lub rezonans magnetyczny. Aby określić rodzaj drobnoustrojów, które wywołały stan zapalny, a także ustalić, na jakie leki reagują, wykonuje się z kolei antybiogram, czyli badanie na podstawie próbki wydzieliny z nosa. W ramach leczenia zapalenia zatok wywołanego przez bakterie stosuje się antybiotyki, które przyjmuje się zwykle przez około dwa tygodnie, a w przypadku przewlekłego zapalenia – nawet przez kilka miesięcy.  Bardzo ważne jest, by przyjmować antybiotyk przez cały wyznaczony przez lekarza czas, nawet jeśli objawy ustąpią wcześniej. W przeciwnym razie grozi nam nawrót. Dodatkowo stosuje się środki farmakologiczne obkurczające błonę śluzową, a także specyfiki mukolityczne, rozrzedzające zalegającą wydzielinę i udrożniające ujścia zatok, najczęściej w postaci kropli do nosa lub spray’u. Po konsultacji z lekarzem leczenie można też wspomóc domowymi, ziołowymi inhalacjami oraz płukać jamę nosową roztworem soli fizjologicznej dostępnym w aptekach. Jeśli taka kilkumiesięczna kuracja nie daje rezultatów, zwykle konieczne jest wykonanie zabiegu, który umożliwia usunięcie chorych tkanek i udrożnienie ujścia zatoki. Jeśli chcemy ustrzec się przed zapaleniem zatok, warto zastosować się do kilku rad. Przede wszystkim zadbajmy, by w pomieszczeniach, w których przebywamy panowała odpowiednia temperatura (około 20-21 stopni) oraz wilgotność. Pamiętajmy także o tym, by dużo pić, ponieważ napoje wspomagają rozrzedzanie wydzieliny. W czasie kataru starajmy się nie dopuścić do zatkania nosa i często go oczyszczajmy, a jeśli jest wyjątkowo uciążliwy – zakraplajmy nos solą fizjologiczną. Nie lekceważmy też objawów przypominających przewlekłe przeziębienie – jeśli zmagamy się z nimi zbyt długo, lepiej skonsultujmy się z lekarzem.
Wiosna bez alergii
Piękna, słoneczna pogoda, zielona trawa, unoszące się pyłki roślin to pierwsze oznaki długo oczekiwanej wiosny. Jednak to co u wielu wywołuje uśmiech na twarzy, alergikom kojarzy się z koszmarem. Napady kichania, obfity katar, zatkany nos, swędzenie powiek, łzawienie oczu, nieprzemijające uczucie zmęczenia, skutecznie nie pozwalają cieszyć się nadchodzącą wiosną i latem. Uporczywe objawy alergiczne wpływają nie tylko na kondycję fizyczną, ale również na obniżony nastrój i złe samopoczucie osób cierpiących na alergię. Kalendarz alergika Wszystko za sprawą pyłków roślin, które dostając się do organizmu we wdychanym powietrzu wywołują zaburzenia funkcjonowania układu oddechowego. W Polsce można wyróżnić 3 sezony alergii wziewnych związanych z występowaniem określonych pyłków roślinnych: okres wczesnowiosenny (od połowy lutego do maja) alergia na pyłki drzew liściastych, okres wczesnoletni (od końca maja do połowy lipca) alergia na pyłki traw, okres późnoletni (od połowy sierpnia do początku października) alergia na pyłki chwastów. Są to kluczowe informacje, które powinny znaleźć się w kalendarzu każdego alergika. Dzięki tej wiedzy możliwe jest zmniejszenie objawów alergii poprzez unikanie ekspozycji na alergen. Wiedzę tę należy wykorzystać m.in. podczas planowania urlopu czy formy wypoczynku. I choć spacery po łąkach i polach nie są w tym okresie dobrym pomysłem, to wyjazd nad morze lub w góry jak najbardziej. Z alergią trzeba nauczyć się żyć. Trzeba tak dobierać nasze otoczenie, aby kontakt z alergenami był jak najmniejszy. Przykłady? Każdy alergik wie jak bardzo pomocny jest w tym względzie kalendarz pyleń. W domu starajmy się eliminować różnymi sposobami sierść zwierząt. Pamiętajmy, aby zawsze mieć pod ręką środki, które mogą nam w tej sytuacji pomóc - radzi specjalista otolaryngolog, lek. med. Iwona Lewińska. Postanowiliśmy zapytać lekarz Lewińską o podstawowe kwestie związane z alergią, ponieważ często okazuje się iż nie jesteśmy świadomi tego, że właśnie ona dokucza nam, ujawniając swoje początkowe oblicze całkiem niewinnie. Chociaż z roku na rok w sezonie alergicznym przybywa kichających osób, mało kto wie czym tak naprawdę jest alergia? Alergia, potocznie nazywana też uczuleniem, to nadwrażliwość organizmu na kontakt z obcą substancją określaną mianem alergenu. Alergia może występować pod postacią wysypki skórnej, kataru lub astmy oskrzelowej. W skrajnych przypadkach występuje jako wstrząs anafilaktyczny. Czy wiadomo skąd się bierze alergia? Współczesna nauka nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie co jest powodem alergii, aczkolwiek można powiedzieć, że znane są jej najczęstsze przyczyny. Ujmując najprościej za każdym razem kiedy do organizmu dostają się bakterie i wirusy rozpoczyna się proces obronny, tj. leukocyty produkują przeciwciała. Czasami jednak organizm źle rozpoznaje wroga i reakcja obronna skierowana jest przeciwko czynnikom, które nie powinny być groźne, np. pyłkom, roztoczom czy też cząsteczkom kurzu. Przeciwciała łączą się z tymi alergenami i rozpoczyna się reakcja alergiczna. Jakie są najczęstsze alergeny wziewne? Alergeny wziewne często dzieli się na zewnątrz- i wewnątrzpochodne, w zależności od tego czy jesteśmy na nie narażeni w domu czy poza nim. Do pierwszej grupy zaliczamy pyłki traw, chwastów i drzew, zarodniki grzybów pleśniowych. Druga grupa, czyli wewnątrzpochodne alergeny to cząsteczki kurzu domowego, naskórek i sierść zwierząt domowych. Pleśń także może być alergenem występującym w środowisku domowym. Czy dziecko może odziedziczyć alergię po rodzicach? Jak dowodzą badania alergia jest chorobą rodzinną, wobec czego uwarunkowania genetyczne mają duży wpływ na to czy dana osoba jest alergikiem. Jak poznam, że jestem uczulony? Objawy alergii są bardzo różne i zależą od wielu czynników, przede wszystkim od rodzaju alergenu i stopnia uczulenia. Najczęstsze z nich to objawy ze strony błon śluzowych, takie jak wodnisty katar, kichanie, łzawienie i świąd oczu, kaszel, astma oskrzelowa. Mogą to być również objawy skórne czyli suchość, szorstkość, zaczerwienienie i wysypka, świąd. A nawet objawy ze strony przewodu pokarmowego, np. zapalenie jelit czy objawy sercowo-naczyniowe, od skoków ciśnienia tętniczego, kołatania serca aż po utratę przytomności. Co powinno nam nasunąć podejrzenie alergii? Fakt, że regularnie, zawsze o tej samej porze roku, ewentualnie po kontakcie z tym samym czynnikiem (alergenem) dopada nas intensywny i wodnisty katar, kichanie, kaszel lub któryś z wymienionych przeze mnie objawów. Czy istnieje sposób, by uniknąć alergii? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pewnych alergenów, np. pokarmowych, można uniknąć stosując odpowiednią dietę. Natomiast trudno jest uniknąć kontaktu z powietrzem, w którym unoszą się pyłki lub zarodniki pleśni. Trudno jest nawet uniknąć alergii nie wychodząc z domu, ponieważ nie możemy ograniczyć przecież naszego codziennego funkcjonowania. W takim razie jeśli już nas dopadnie, jak sobie z nią radzić? Z alergią trzeba nauczyć się żyć. Trzeba tak dobierać nasze otoczenie, aby kontakt z alergenami był jak najmniejszy. Przykłady? Każdy alergik wie jak bardzo pomocny jest w tym względzie kalendarz pyleń. W domu starajmy się eliminować różnymi sposobami sierść zwierząt. Pamiętajmy, aby zawsze mieć pod ręką środki, które mogą nam w tej sytuacji pomóc. Mam tu na myśli wodę morską do nosa – najprostszy i najszybszy środek, który skutecznie usuwa pyłki dostające się do przewodów nosowych. Często wystarczy kilkakrotna aplikacja do nosa po powrocie do domu, a dolegliwości nie będą tak dokuczliwe. Co jeśli zbagatelizujemy przewlekłe objawy alergii? Umiarkowana i ciężka postać alergicznego nieżytu nosa powodują, że objawy stają się uciążliwe dla pacjenta. Obrzęk błony śluzowej nosa zaburza w znacznym stopniu prawidłowy tor oddychania. Sen staje się niepełnowartościowy, a w ciągu dnia spada aktywność osoby dotkniętej alergią. Pojawiają się problemy z węchem i smakiem, zmiany zapalne dotyczą także śluzówki gardła. Chory oddychając ustami naraża się na wysychanie śluzówki gardła i krtani. Zatkanie uszu i niedosłuch typu przewodzeniowego to wynik zaburzenia funkcji trąbek słuchowych spowodowanego obrzękiem jej ujścia. Dlatego jeśli zauważymy u siebie opisane przeze mnie objawy, jak najszybciej należy zgłosić się do lekarza specjalisty.   Woda morska na ratunek Aby pozbyć się niepożądanych objawów należy pozbyć się czynnika wywołującego czyli pyłków. W związku z tym, że główną drogą dostawania się pyłków do organizmu jest nos, należy po każdorazowym wyjściu z domu i powrocie pamiętać o płukaniu nosa wodą morską i zadbaniu o jego higienę. Pozbycie się pyłków z nosa po zastosowaniu płukania nosa wodą morską zmniejszy częstotliwość i ostrość występowania napadów alergii. Sterimar Mn to roztwór wody morskiej w sprayu wzbogacony manganem, który został opracowany specjalnie dla osób wrażliwych na alergeny. Oprócz znanych już właściwości wody morskiej kluczowych w profilaktyce, ale również i w trakcie alergii, dodatkowo zawarte w preparacie jony manganu mające działanie przeciwalergiczne, sprawiają , że jest on całkowicie bezpieczny dla alergików. Pierwszej fazie alergii najczęściej towarzyszy niedrożność, obrzęk błony śluzowej nosa, obfita wydzielina i kichanie. W celu zminimalizowania tych objawów warto sięgnąć po produkt, który zmniejszy przekrwienie śluzówki nosa oraz zmniejszy wysięk. Ulgę przyniosą niezawodne krople Nasivin, które w szybki i skuteczny sposób zmniejszą katar i przywrócą drożność nosa. Dzięki zawartym substancjom czynnym Nasivin przynosi ulgę w oddychaniu już po 20 sekundach od użycia.   Należy jednak pamiętać, że jeśli objawy nie ustąpią po kilku dniach należy zgłosić się do lekarza alergologa.  
Tracisz ostrość widzenia?
Zaćma to dolegliwość, z którą zmaga się około 800 tys. Polaków. Wiele czynników może być odpowiedzialnych za powstawanie zaćmy, w tym także cukrzyca, ale za głównego sprawcę uważa się proces starzenia. Bez względu na przyczynę jej powstania, nieleczona nie tylko powoduje dyskomfort objawiający się spadkiem widzenia, ale może nawet prowadzić do utraty wzroku. Na szczęście to schorzenie da się skutecznie leczyć operacyjnie. Zaćma, zwana także kataraktą, przez długi czas może rozwijać się zupełnie niezauważona, nie powodując bolesnych dolegliwości. Charakterystycznym objawem jest stopniowe pogarszanie się widzenia, którego nie daje się poprawić za pomocą okularów. Zmiana nie następuje z dnia na dzień, przez co trudniej jest ją zauważyć. Typy zaćmy Aby dokładnie zrozumieć jak formuje się zaćma, trzeba najpierw wiedzieć,  z jakim jej typem mamy do czynienia. Poniżej przedstawiamy trzy najczęściej występujące rodzaje: zaćma jądrowa – to najczęściej spotykany rodzaj zaćmy. Obejmuje krótkowzroczność, nieostre widzenie i wyblakłe kolory. Kiedy rozwija się zaćma jądrowa, soczewka zaokrągla się i pogłębia krótkowzroczność, czasami wpływając korzystnie na dalekowzroczność, jednak nie na długo. zaćma korowa - powstaje kiedy skorupa (kora) soczewki twardnieje po rozwoju poporodowym i rośnie, zwykle do osiągnięcia wieku około 60 lat, kiedy to niemal 16 procent soczewki staje się korą. zaćma podtorebkowa tylna - jest jeszcze rzadziej spotykana, ale pogarsza wzrok w znacznie większym stopniu niż inne. Występuje najczęściej u osób poniżej 40 roku życia. Jako że światło skupia się z tyłu soczewki, powstaje zwykle wysoka czułość na jasne światło, w związku z czym czytanie może stać się niezwykle trudne. Objawem może być chroniczne zapalenie wewnątrzgałkowe spowodowane nadużywaniem leków takich jak kortykosteroidy.Zmęczony wzrok czy zaćma? Wiele osób pogorszenie widzenia zrzuca na zmęczenie lub uznaje, że to po prostu efekt przybywających nam lat. Jak odróżnić taką sytuację od katarakty? Przyczyną zaćmy jest mętnienie soczewek w oczach. Dlatego z czasem widziany obraz staje się zamglony i ma się wrażenie, jakby patrzyło się przez matową szybę. Kolory stają się bledsze i mniej kontrastowe. Zaćma może też powodować podwójne widzenie – opisuje lek. med. Maja Wilk, specjalista chorób oczu z poznańskiego szpitala i przychodni Med Polonia. Mętnienie soczewki jest najczęściej związane z procesem starzenia i zmianami, które zachodzą w organizmie wraz z upływem lat. Zmienia się wówczas konieczna do zachowania przez soczewkę przejrzystości równowaga biochemiczna i osmotyczna. Dlatego na zaćmę najczęściej chorują osoby starsze. Jednak ta dolegliwość może dotykać także ludzi młodych, a nawet dzieci – mówi lek. med. Maja Wilk. Do rozwoju zaćmy przyczyniają się niektóre przewlekłe choroby ogólne (na przykład cukrzyca) lub choroby samego oka, przyjmowanie leków steroidowych, a także urazy, na przykład uszkodzenie oka ciałem obcym. Katarakta może mieć też charakter wrodzony. Jej występowanie jest wówczas związane z chorobami przebytymi przez matkę w trakcie ciąży lub ma podłoże genetyczne. Niestety trudno wskazać działania, które pozwoliłyby zapobiec tej chorobie, ponieważ najczęściej jest ona związana z zachodzącymi w naszym organizmie naturalnymi zmianami. Nie ma też leków, które mogłyby całkowicie wyeliminować ryzyko wystąpienia tego schorzenia. Najlepszym działaniem profilaktycznym są regularne badania okulistyczne i szybka reakcja w sytuacji, gdy zauważymy, że nasz wzrok się pogorszył.Leczenie ultradźwiękami Opracowane dotychczas specyfiki pozwalają jedynie na spowolnienie rozwoju zaćmy. Tę dolegliwość można leczyć wyłącznie operacyjnie, a najczęściej wykorzystywaną metodą jest fakoemulsyfikacja. W ramach tego zabiegu najpierw wykonuje się małe, zaledwie kilkumilimetrowe nacięcie i używając niewielkiego urządzenia rozbija się zmętniałą soczewkę oka za pomocą ultradźwięków. Powstałe w ten sposób fragmenty usuwa się. Następnie przez to samo nacięcie wprowadza się zwijalną soczewkę wewnątrzgałkową o odpowiednio dobranych parametrach. Zabieg trwa kilkanaście minut i przeprowadza się go w znieczuleniu miejscowym. Nacięcie szybko się goi i nie wymaga stosowania jakichkolwiek szwów, ponieważ zamyka się samoistnie, pod wpływem działania ciśnienia wewnątrzgałkowego. U różnych osób oczy goją się po różnym czasie, ale w większości przypadków poprawa ostrości widzenia jest natychmiastowa. Szpital można opuścić już kilka godzin po przeprowadzeniu fakoemulsyfikacji, ale w kolejnych dniach należy zgłaszać się na ustalone przez lekarza wizyty kontrolne i przyjmować przepisane leki. Po zabiegu można normalnie czytać i oglądać telewizję, jednak trzeba pamiętać o tym, by przez jakiś czas unikać przede wszystkim nadmiernego wysiłku fizycznego i dźwigania ciężarów. Do normalnej aktywności wraca się już po kilku dniach.
Małe nerki, duże problemy
Wiele dzieci nieświadomie moczy się w nocy. Ta dolegliwość u większości z nich samoistnie ustępuje po ukończeniu piątego roku życia. Wtedy młody organizm powinien już być na tyle rozwinięty, by kontrolować pęcherz moczowy także podczas snu. Jeśli jednak nasza pociecha po piątych urodzinach nadal budzi się w mokrym łóżku, należy wybrać się do nefrologa dziecięcego. Ten zajmujący się chorobami nerek specjalista sprawdzi, czy u dziecka nie występują schorzenia układu moczowego. Nocne moczenie dotyczy nawet co piątego kilkulatka. Tę wstydliwą dolegliwość wywołuje między innymi stres lub zbyt duża ilość napojów wypijanych przed snem. Jednak może być ona również objawem niewłaściwej budowy lub nieprawidłowej czynności układu moczowego, zakażenia dróg moczowych, kamicy moczowej, a także cukrzycy. Nocny alarm Dostrzeżenie schorzenia nerek u malucha nie jest łatwe często bowiem choroby tego narządu przebiegają bezobjawowo. Z tego powodu nie wolno lekceważyć nawet najmniejszych niepokojących nas oznak. Schorzenia nerek u dzieci nie należą do rzadkości. Częstym ich objawem jest moczenie nocne, w wielu przypadkach lekceważone jako pewna naturalna dolegliwość, z której z wiekiem się wyrasta. Jeśli jednak ten problem dotyczy dzieci powyżej 5. roku życia lub u młodszych dzieci powraca po dłuższej przerwie, powinno to być dla nas sygnałem alarmowym. Innymi niepokojącymi objawami są bóle brzucha, bóle w okolicy lędźwiowej, pieczenie przy oddawaniu moczu, częste lub rzadkie jego oddawanie, a także zmiany barwy i woni moczu. Wszystkie te objawy mogą wskazywać na zaburzenia funkcjonowania układu moczowego. Niewiele osób wie, że o problemach z nerkami mogą świadczyć także takie niepozorne objawy, jak obrzęki rąk, stóp, kostek czy powiek, podwyższone ciśnienie tętnicze krwi, a także duża ilość oddawanego moczu. Mokry wypadek czy poważna choroba? Te niepokojące dolegliwości powinny być dla rodziców sygnałem, by niezwłocznie zgłosić się z dzieckiem do lekarza. Najpierw powinniśmy udać się do pediatry, który jeśli stwierdzi jakiekolwiek nieprawidłowości, skieruje nas do specjalisty z dziedziny nefrologii dziecięcej. Pod jego okiem maluch poddany zostanie dodatkowym badaniom, między innymi badaniom krwi i moczu. USG jamy brzusznej i inne badania mogą być niezbędne po to, by wykryć ewentualną przyczynę dolegliwości – mówi dr Marcin Zaniew, nefrolog dziecięcy z Med Polonii. Jeśli wykonane badania są prawidłowe, to w przypadku moczenia w nocy oznacza, że powodowane jest ono np. niedojrzałością układu nerwowego kontrolującego pęcherz. Wówczas w terapii stosuje się leczenie farmakologiczne lub alarm wybudzeniowy, który budzi dziecko, gdy na specjalnej wkładce pojawiają się krople moczu. Ta postać moczenia nocnego mija zazwyczaj w ciągu kilku pierwszych lat życia. Jeżeli w badaniach dodatkowych stwierdzamy jakieś nieprawidłowości lub dziecko przez przynajmniej pół roku kontrolowało czynność pęcherza we śnie, a problem powrócił, to wówczas moczenie może mieć określone podłoże i być sygnałem poważnej choroby, np. wady układu moczowego, zaparć, alergii lub cukrzycy. Wtedy konieczne jest podjęcie właściwego leczenia. Ze statystyk wynika, że problem nocnego moczenia dotyka wielu dzieci, a nawet nastolatków. Jest to uciążliwa i wstydliwa dla nich dolegliwość, której zignorowanie może przyczynić się do rozwinięcia poważnych chorób dróg moczowych, a z psychologicznego punktu widzenia może prowadzić do niskiej samooceny i nerwic w wieku dojrzałym. Jeśli więc zauważymy u naszej pociechy ten niepokojący objaw, skonsultujmy się koniecznie ze specjalistą.  
Jad czarnej mamby lekiem na ból
Śmiertelnie jadowity wąż może zapewnić skuteczny i bezpieczny środek przeciwbólowy, działający podobnie jak zawierająca opium morfina. Czarna mamba (Dendroaspis polylepis) sięga nawet do 4 metrów długości, a poprzez ukąszenie może zabić człowieka w ciągu 20 minut. Okazuj się, że jej jad już niedługo może znaleźć zastosowanie terapeutyczne. Oprócz trujących substancji, w jadzie mamby znajdują się peptydy, które działają tak samo skutecznie jak morfina. Mambalginy zwiastują pojawienie się nowej generacji leków przeciwbólowych. Większość z nas instynktownie omija jadowite zwierzęta. Jednak już od starożytnych czasów ludzie wiedzieli, że trujący, a czasem nawet zabójczy jad może również leczyć. Medycyna ludowa od dawnych czasów leczyła chorych użądleniami pszczół czy jadem żmii. Dotychczas nie było jednak wiadomo, jakie substancje zawierają toksyczne wydzieliny, dlatego stosowano je w ciemno. Nie umiano też pozyskiwać porcji jadu wystarczającej do leczenia. Dziś jednak sporo zmieniło się w tym zakresie i nadal się zmienia. Specjalistyczne badania pozwoliły na odkrycie nowych właściwości różnych jadów. Francuscy naukowcy wykazali właściwości dwóch protein wykrytych w jadzie czarnej mamby. Molekuły te, przetestowane z pozytywnym skutkiem u mysz, wydają się być równie skuteczne jak morfina, jednak co istotne nie wykazują tylu efektów ubocznych, co ona.Myszy, którym wstrzyknięto mambalginy, były w stanie wytrzymać zanurzenie ogona w gorącej wodzie niemal dwukrotnie dłużej niż gryzonie z grupy kontrolnej. Proteiny z jadu węża zmniejszyły również nadwrażliwość na kolejny ból, związany z zapaleniem tkanek. Ból odczuwany jest dzięki aktywacji specyficznych kanałów jonowych wrażliwych na kwasy w układzie nerwowym. Potrzeba było ponad 6 lat od odkrycia aktywności mambalgin do wykonania testów na myszach, których wyniki zostały opublikowane w czasopiśmie Nature. Najnowsze odkrycie zawdzięczamy francuskiej badaczce, Sophii Antipolis. Naukowcy chylą czoła przed nowym odkryciem. Trzeba przyznać, że w ostatnim dziesięcioleciu pojawiło się mało nowości dotyczących środków przeciwbólowych. Wynalezione proteiny mogą być alternatywą dla klasycznych terapii. Przeprowadzenie podobnych badań na człowieku pozostaje dla naukowców nie lada wyzwaniem. Mają oni jednak nadzieję, że mambalginy potwierdzą swoją skuteczność podczas testów z udziałem ludzi. Jak się okazuje podobne działanie wykazuje coraz lepiej poznawany jad izraelskiego skorpiona, czego dowiódł prof. Michael Gurevitz z uniwersytetu w Tel Awiwie.  W jadzie tego skorpiona kryją się proteiny mające niezwykle silne działanie przeciwbólowe. Blokują one przekazywanie sygnałów z chorych czy zranionych narządów do mózgu. Prof. Gurevitz twierdzi, że proteiny odkryte w jadzie są dla medycyny niezwykle cenne, bo nie mają niemal żadnych skutków ubocznych. Z pewnością nie uzależniają, tak jak stosowana dotychczas w przypadku najsilniejszych nowotworowych bólów morfina. W przeciwieństwie do środków narkotycznych nie działają bowiem na ośrodek przyjemności w mózgu. Naukowcy poddają analizom chemicznym nie tylko znany z toksycznych właściwości jad skorpionów czy żmij. Pod lupę brane są też substancje zawarte w jadzie zwierząt zazwyczaj nieszkodzących człowiekowi, a nawet takich, których do niedawna w ogóle nie podejrzewaliśmy o dysponowanie trującą bronią. Należy do nich choćby ryba sum. Biolodzy w ostatnich latach doliczyli się, że spośród licznych jego gatunków zamieszkujących wody całego świata, aż 1250 jest jadowitych. Sumy mają kolce jadowe na końcach płetw. Po wbiciu kolca w ciało ofiary jad wydziela się do krwi, powodując rozpad czerwonych krwinek, skurcze mięśni, ból oraz zaburzenia oddychania. Jeremy Wright z University of Michigan, badający toksyny wydzielane przez sumy, odkrył, że substancje z kolców jadowych zbudowane są podobnie jak wydzieliny skóry zwierzęcia, których lecznicze właściwości przyspieszające gojenie ran u człowieka znane są od dawna. Skoro nawet mikroskopijne ilości toksyn zebranych ze skóry suma mogą przyspieszyć zabliźnienie się paskudnej rany na ludzkiej skórze, może się okazać, że ta sama toksyna pozyskana z jadu ma jeszcze silniejsze działanie przyspieszające regenerację skóry – przypuszcza Wright. Pozyskane z niej lekarstwo może więc znaleźć zastosowanie w leczeniu oparzeń i trudno gojących się ran. Wyodrębnianie nowych toksyn ze zwierzęcego jadu nabiera coraz większego tempa i jednocześnie znaczenia. Dzieje się tak dzięki opracowywaniu przez naukowców skutecznych metod badawczych. To pokazuje jak ważnym elementem dla całej ludzkości jest rozwój nauki oraz nowych technologii wspierających ją. Niestety zarówno w Polsce jak i innych krajach Europy mówi się ostatnio o oszczędnościach w tej dziedzinie. Biorąc pod uwagę zaprezentowane przykłady, zdecydowanie nie jest to dobry kierunek. Pewne odkrycia mogą w przyszłości okazać się kluczowe dla całej ludzkości.
Gdy boli w stawach
Odczuwasz dyskomfort przy każdym kroku, schodzenie po schodach to dla ciebie męka, a każdy skłon wywołuje grymas bólu na twojej twarzy. Wszystkie te objawy mogą oznaczać, że cierpisz na zwyrodnienie stawów. Choroba ta stała się cywilizacyjnym schorzeniem, dotykającym już nie tylko seniorów. W ostatnim czasie szybko rośnie liczba przypadków artrozy wśród ludzi młodych. Dlaczego tak się dzieje? Jak walczyć z tą chorobą? Artroza jest przyczyną cierpień zwłaszcza ludzi w starszym i średnim wieku. Choruje na nią 60 proc. osób, które ukończyły 65. rok życia i aż 80 proc. spośród tych, którzy mają za sobą 75 lat życia. Jednak dziś obserwujemy znaczny i ciągły wzrost częstotliwości występowania problemów ze stawami wśród ludzi młodych. Według szacunków zmiany degeneracyjne występują u co drugiego trzydziestolatka w Polsce. Siedzący tryb życia wrogiem dla stawów W zdecydowanej większości przypadków zwyrodnieniu ulegają stawy kolanowe, biodrowe i kręgosłupa. Istotę choroby zwyrodnieniowej stanowi przewlekły proces zapalny stawów, który niszczy je w sposób nieodwracalny. Dzieje się tak na skutek procesów biologicznych i mechanicznych, które wywołują zmiany w strukturze stawu i ograniczają jego funkcje ruchowe. Do najczęstszych przyczyn występowania artrozy należą wrodzone wady i predyspozycje genetyczne, otyłość i nadwaga, nadmiernie intensywne treningi sportowe oraz postępujące z czasem urazy wypadkowe. Choroba zwyrodnieniowa zbiera coraz większe żniwo, także wśród osób młodych. Spowodowane jest to zmianami stylu życia. Coraz więcej czasu spędzamy w pozycji siedzącej, zaniedbując ruch, który jest naturalny i niezbędny dla naszego organizmu. Oczywiście nie należy przesadzać też i w drugą stronę, gdyż także zbytnia intensywność uprawiania sportu może być przyczyną zmian zwyrodnieniowych – mówi lek. med. Klaudiusz Kosowski, specjalista w dziedzinie ortopedii i traumatologii z poznańskiego szpitala Med Polonia. Jak zdiagnozować artrozę? Wykrycie w swoim ciele zmian zwyrodnieniowych z początku nie jest łatwe, gdyż rozwojowi choroby mogą nie towarzyszyć żadne objawy. Gdy jednak dostrzeżemy pierwsze niedogodności, nie powinniśmy ich lekceważyć, lecz jak najszybciej udać się do specjalisty. Jest wiele objawów, które mogą być pierwszymi sygnałami tej choroby. Ogólne uczucie zmęczenia, zmęczenie kończyn, napięcie mięśni, nasilający się podczas wysiłku ból, sztywność, czy też „strzelanie” stawów – to wszystko może świadczyć o początkach choroby zwyrodnieniowej. Podobnie zresztą jak trudności z rozruszaniem ciała pojawiające się po zmianie pozycji. Widocznym i charakterystycznym symptomem choroby zwyrodnieniowej jest też zniekształcenie i powiększenie chorego stawu lub jego ból – mówi lek. med. Klaudiusz Kosowski. Nieleczona artroza coraz bardziej ogranicza możliwości ruchowe stawów, z biegiem czasu doprowadzając nawet do niepełnosprawności. Zauważenie zmian zwyrodnieniowych i podjęcie leczenia w tym zakresie pomoże zaoszczędzić wiele bolesnych doświadczeń. Metody zwalczania bólu stawów Zabieg chirurgiczny to w tym przypadku ostateczność, gdy żadne inne środki już nie pomagają. Wówczas naturalny staw zostaje zastąpiony wykonaną z biomateriałów endoprotezą, którą po kilkunastu latach należy zmienić na nową. Wysoki koszt i znaczna uciążliwość tego rozwiązania sprawiają, że chorym zaleca się najpierw podjęcie innych kroków ratowania stawów. Lekarze często polecają korzystanie z urządzeń stabilizujących oraz odciążających stawy, a także regularne ćwiczenie mięśni i stawów. Gdy tego typu metody zawodzą, chorzy mogą sięgnąć po leki uśmierzające ich dolegliwości lub środki pomocne w odbudowie chrząstki stawowej. Innym sposobem na pozbycie się dokuczliwych bólów stawów jest terapia Orthokine, polegająca na wstrzyknięciu do chorego stawu mieszaniny autologicznych białek surowicy wytworzonych z jego własnej krwi. Metoda ta pozwala przywrócić stan równowagi w miejscu dotkniętym procesem zapalnym, który tym samym zostaje spowolniony lub nawet całkowicie wstrzymany. W ten sposób uciążliwa dolegliwość stawów znika nawet na ponad dwa lata. Liczne testy i badania kliniczne oraz piętnastoletnie doświadczenie stanowią swego rodzaju certyfikat bezpieczeństwa i skuteczności tej metody – mówi lek. med. Klaudiusz Kosowski. Jest to doskonała alternatywa dla osób, które nie chcą lub nie mogą poddać się operacji. Już po serii kilku zastrzyków pacjenci odczuwają ogromną różnicę – dodaje.    
Moda na żywność bezglutenową?
Po mleku kro­wim na dru­gim miej­scu znaj­duje się psze­nica, która jako obco­ga­tun­kowe białko towarzy­szy cią­gle czło­wie­kowi od naj­wcze­śniej­szego okresu życia. Od drugiego roku życia z całą pewnością nie ma dnia, aby­śmy nie spo­ży­wali psze­nicy w jakiejś postaci. Zbiory psze­nicy są we wszyst­kich krajach rol­ni­czych świata czyn­ni­kiem gospo­dar­czym pierw­szej rangi, dla­tego też sto­suje się wciąż nowe środki i tech­niki, aby zwięk­szać jej plony. Wraz z coraz rosnącym zapotrzebowaniem na produkcję pszenicy, która znajduje w branży spożywczej szerokie zastosowanie, pojawia się również coraz większa liczba osób, u których diagnozuje się nietolerancję na białko tego zboża czyli gluten. Alergia na gluten w medycynie została nazwana celiakią. Organizm chorego nie toleruje białka zawartego w zbożach głównie pszenicy. Występują zaburzenia trawienia i wchłaniania jelitowego. Alergia na gluten u niemowląt i dzieci występuje najczęściej, chociaż stwierdza się także przypadki alergii na gluten wśród dorosłych. Celiakia to choroba trzewna, która prowadzi do uszkodzenia błony śluzowej jelita cienkiego. Istotne jest postawienie diagnozy, a odpowiednia dieta może spowodować cofnięcie objawów. Natomiast nieleczone uczulenie na gluten doprowadza do groźnych powikłań. W jelicie cienkim może dojść nawet do rozwinięcia się nowotworu, głównie chłoniaka. Zaburzenia wywołane na tle nietolerancji glutenu występuję szczególnie często w Stanach Zjednoczonych, bardziej niż w krajach UE. Niektórzy naukowcy wyjaśniają to tym, że pszenica jest rośliną, na której od stu­leci prze­pro­wa­dza się różne modyfikacje hodow­lane w tym kraju. W związku z czym wzrasta jej potencjał alergiczny. Podkreślają jednocześnie, że nie występuje on w przypadku pierwotnej formy pszenicy orkisz. Co więcej uważają, że należy odróżnić alergię na samą pszenicę od nadwrażliwości na gluten – czyli celiakii. Glu­ten wystę­puje bowiem rów­nież w innych rodza­jach zbóż jak żyto, jęcz­mień czy owies. Ich zdaniem ‘prawdziwa’ alergia na pszenicę jest znacznie częstsza niż celiakia, ale co zaskakujące mało znana. Bez względu na to, kto jest bezpośrednim winowajcą – gluten, czy sama pszenica – rynek produktów bezglutenowych w ostatnich latach dość dynamicznie zaczyna rozwijać się. Dodatkowo osobistości jak gwiazdy sportu, aktorzy czy znani dziennikarze z USA uczestniczą w kampaniach żywności bezglutenowej np. mistrz US Open Novak Djokovic, Chelsea Clinton, Oprah Winfrey i Gwyneth Paltrow - zwiększając świadomość społeczeństwa na ten problem oraz pośrednio przyczyniając się do szerszej dostępności produktów bez glutenu. W USA roczna sprzedaż produktów bezglutenowych sięga 1,31 mld USD, zwiększając się ponad dwukrotnie w ciągu 5 lat, co stanowi połowę przychodów z tego rodzaju produkcji żywności na całym świecie (2,7 mld USD). Szacuje się, że do 2015 r. rynek produktów bezglutenowych rozwinie się jeszcze bardziej dynamicznie i osiągnie 3,4 mld USD rocznie. Producenci specjalnej żywności zapewniają, że każdy kto spożywa produkty bezglutenowe ma lepsze samopoczucie, nie cierpi na wzdęcia i boleści brzucha, co zachęca do regularnego zakupu tych produktów. To pokazuje jednocześnie, że duży procent zakupów w tym przypadku dotyczy nie tylko osób dotkniętych celiakią, ale również tych którzy chcą odżywiać się pro-zdrowotnie. Podstawowym badaniem wykrywającym alergię na gluten jest badanie poziomu przeciwciał antygliadynowych i antyendomysjalnych. Ocenia się także wycinek jelita cienkiego. Testy warto wykonywać jak najwcześniej, ponieważ z wiekiem trudniej wykryć przeciwciała. Trzeba pamiętać, że samo wykonanie tego badania jest ważne, choć nie daje 100% pewności. Stanowi ono przesłankę wzmacniającą podejrzenia alergii na gluten.
Domowe sposoby na przejedzenie
Święta to czas kiedy możemy spotkać bliskie nam osoby, z którymi ciężko spotkać się nam w innych okolicznościach. To również okres kiedy wypoczywamy po całym roku, chwila dzięki której możemy oderwać się od codziennych spraw. W końcu to też dni na które czekamy cały rok i bynajmniej nie chodzi tu o same prezenty, czy spotkania w gronie najbliższych. Świąteczne stoły oferują wiele różnych przysmaków, których nie przygotowuje się przy okazji innych okoliczności – są zarezerwowane dla tych świąt. Dlatego też wielu miłośników kulinarnych specjałów z utęsknieniem czeka na ten czas. Bożonarodzeniowe stoły aż uginają się od różnorodności potraw, których tradycja sięga dalekich czasów, mocno wpisanych w naszą kulturę. Niektóre z potraw zdradzają wpływy innych nacji, na które nasz kraj napotykał się w swojej historii. Ta różnorodność świątecznych przysmaków wprawia nas też często w niemały zawrót głowy. Bo jak tu nie spróbować wszystkiego, gdy taka okazja zdarza się tylko raz w roku – kluski z makiem, kutia, kompot z suszonych owoców, śledzie, pierogi z kapustą i grzybami, karp smażony i w galarecie itd. Taki wybór sprawia, że trudno oprzeć się pokusie. Zdarza się, że jednego dnia w tym okresie jesteśmy w stanie spożyć potrawy, których łączna ilość dostarcza nawet 5000 kcal. To pociąga za sobą również inne problemy – przejedzenie. Nasz układ trawienny w wyniku zarzucenia go dużymi ilościami pożywienia, zaczyna się buntować i odmawia współpracy. Oto domowe sposoby na świąteczne przejedzenie. Herbata Filiżanka gorącej, mocnej, czarnej herbaty. Mocny napar z herbaty zawiera substancję (taninę), która ma zdolność wiązania szkodliwych substancji z żołądka. Właśnie dlatego nasze mamy i babcie zawsze dawały nam do picia herbatkę po ciężkostrawnych, tłustych potrawach. Niezawodna jest też filiżanka herbaty miętowej lub z dzikiej róży. Dodatek szczypty cynamonu lub imbiru rozkurczy żołądek. Napar pomoże, jeśli wypijemy go w ciągu godziny od posiłku. Przemianę materii przyspiesza też czerwona herbata. Napar z majeranku Cztery małe łyżeczki majeranku zalać wrzątkiem, parzyć 10-15 minut, wypić póki jest ciepłe. Szybko  przynosi ulgę i przyspiesza trawienie. Kompot z suszonych owoców To stary, sprawdzony sposób na trawienie. Zaleca się nie tylko picie kompotu ale również przegryzanie suszonych owoców, co pobudza pracę żołądka.   Sok z czarnych jagód Rewelacyjnie na kłopoty z żołądkiem działa też sok z czarnych jagód. Można rozrobić go z wodą i popijać w trakcie świątecznego obiadu.   Siemię lniane Jeśli przejedzeniu towarzyszy uciążliwa zgaga proponujemy kleik z siemienia lnianego. Łyżkę mielonych nasion lnu zalej szklanką wrzątku, wymieszaj i odstaw na kwadrans. Kleik pobudza jelita do pracy i łagodzi zgagę. Najlepszy efekt przyniesie zjedzony godzinę po wstaniu od stołu.   Napój z octu jabłkowego Łyżkę winnego octu jabłkowego zalewamy szklanką ciepłej wody i dodajemy odrobinę miodu. To sprawdzona mikstura, podobno znana już z czasów Kleopatry. Mikstura ułatwia trawienie i poprawia przeminę materii.   Czerwone wytrawne Dla tych, którzy nie bardzo przepadają za ziołami zalecamy lampkę czerwonego wytrawnego wina albo 50 g wódki (czystej z pieprzem, gorzkiej żołądkowej lub ziołowego Jegermeistra). Najlepiej wypić w trakcie posiłku lub tuż po nim. Pamiętajmy, że tylko mała ilość alkoholu poprawia krążenie w jelitach, co ułatwia trawienie. Gdy przesadzimy skutek będzie odwrotny – niestrawność się nasili. Ruch najlepszym lekarstwem Nie od dziś wiadomo, że "ruch to zdrowie". Warto więc po świątecznym obiedzie wyjść na spacer, do którego można zaprosić rodzinę i gości. Organizm spali trochę kalorii, a świeże powietrze ożywi nas po siedzeniu za stołem.
Stomatologia estetyczna XXI wieku
Bonding, konturowanie, licówki, niewidoczne aparaty ortodontyczne. W gabinetach stomatologicznych możemy dziś przedłużać i skracać zęby, korygować ich kształt, zmieniać kolor. Pomaga w tym porcelana, żywice kompozytowe i zimne światło. Jak zmienić swoje zęby, dzięki zabiegom stomatologii estetycznej? Zdrowe ciało, zdrowy uśmiech Jeśli jesteś zdrowy, twój uśmiech powinien to odzwierciedlać, przekonują dentyści. Co więcej zdaniem specjalistów zdrowe zęby mają wpływ na stan naszego zdrowia. Regularna higiena i leczenie ubytków wpływa pozytywnie na zdrowie układu pokarmowego, serce, płuca, a nawet na jakość naszego życia seksualnego. A co jeśli nasze zęby, mimo, że są zdrowe, to na takie nie wyglądają? Z pomocą przychodzi stomatologia estetyczna. U dentysty mamy tendencję do łatania się i chociaż nasze zęby są leczone, nie wyglądają estetycznie. Wszystko przez źle dobrane wypełnienia, niepasujące kolorem do reszty zębów czy wyglądające nienaturalnie korony. Dziś ubytki możemy naprawiać bez szkody dla estetyki, co więcej zabiegi stomatologii estetycznej mogą dopomóc w równaniu zębów, rozjaśnianiu czy odbudowie ubytków – mówi lek. stom. Dariusz Wilisowski z Centrum Stomatologii LUXDENTICA w Krakowie, która specjalizuje się w stomatologii estetycznej. Jakie więc zabiegi zalecają dentyści, jeśli chcemy mieć uśmiech jak z okładki VOGUE? Wybielanie BEYOND Najprostszym zabiegiem, który poprawia wygląd zębów jest wybielanie. Warunek jest jednak taki, że zęby muszą być zdrowe. Dzięki takim metodom, jak BEYOND zęby można rozjaśnić nawet o 4-15 stopni w skali VITA i to w zaledwie 45 minut. Zabieg jest bezbolesny, przeprowadza się go w gabinecie. Polega on na nałożeniu na zęby specjalnego żelu utleniającego przebarwienia i aktywowaniu go tzw. zimnym światłem. Efekt wybielania widoczny jest jeszcze tego samego dnia i utrzymuje się przez blisko rok. Wybielanie najczęściej stosuje się po zakończeniu leczenia. Osoby poddające się zabiegowi muszą mieć zaleczone wszystkie ubytki – mówi dentysta. Ekspresowe wybielanie usuwa przebarwienia z kawy, herbaty, papierosów, likwiduje efekty tzw. kolorowej diety. Nie zmienia jednak koloru naszych zębów. Porcelanowe licówki Z pomocą mogą przyjść licówki. Cienkie, mające zaledwie 0,5-1 mm porcelanowe łuski nakleja się na powierzchnię zęba. W ten sposób można nie tylko zmienić jego kolor, a nawet samemu sobie go wybrać. Licówki usuwają także szereg innych problemów z uzębieniem. W tym tzw. diastemy, czyli przerwy między zębami. Są także rozwiązaniem stosowanym u osób z popękanym szkliwem, nadkruszonymi zębami. Licówki stosuje się także w zabiegach przedłużania zębów, korekcie przebiegu linii usmiechu oraz terapiach anty-agingowych. Nakładając licówki możemy wyrównać zęby, nadać im nowy, anatomiczny kształt, wydłużyć je, w końcu odmłodzić uśmiech. Zmieniają one całkowicie kształt uśmiechu, nadają mu symetrii. Stosuje się je często w przypadkach, kiedy wybielanie nie działa. Tak jest u osób z zębami o naturalnym odcieniu żółtym, niebieskim czy szarym. Konturowanie zęba W odróżnieniu od licówek, które często wydłużają, zjedzone z wiekiem zęby, szlifowanie skraca zęby. Zabieg zalecany jest osobom, których zęby są za długie, szpiczaste i wystają poza linę ust. W tym przypadku dzięki szlifowaniu dentysta może usunąć nadmiar zęba, nadając mu nowy kształt. Przy okazji stomatolog usuwa z powierzchni zęba wszelkie niedoskonałości. Zabieg wykonuje się specjalnymi wiertłami diamentowymi, krążkami ściernymi i gumkami. Brzmi groźnie? Wręcz przeciwnie. Zabieg jest bezbolesny. Cały zabieg kończy się polerowaniem i wygładzaniem. To jeden z najprostszych zabiegów estetycznych. Wykonuje się go na jednej wizycie, często bez konieczności znieczulania – mówi dr Wilisowski. Bonding Niedoskonałości kształtu i koloru zębów można usunąć także dzięki żywicy kompozytowej. Zabieg bondingu, jest tańszą alternatywą dla licówek. Polega on na zeszlifowaniu przedniej części zęba i nałożeniu cienkiej warstwy kompozytu. Podobnie jak w przypadku licówek, pacjent sam może wybrać odcień żywicy. Następnie dentysta kształtuje powierzchnię zęba. Tak naniesiona warstwa żywicy kompozytowej utwardzana jest lampom polimeryzacyjną. Cała powierzchnia następnie jest wygładzana i polerowana. Zabieg trwa zaledwie 2 godziny i nie wymaga znieczulenia. Efekt? Dzięki żywicy można usunąć z powierzchni zęba przebarwienia, spękania i nierówności na powierzchni zęba. Podobnie jak w przypadku licówek bondingiem możemy także zamknąć diastemy. Szyna Clear Aligner Niewielkie wady zgryzu nie wymagają dziś leczenia aparatami stałymi lub ruchomymi. Alternatywą są przeźroczyste szyny Clear Aligner, nieposiadające charakterystycznych dla aparatów ortodontycznych metalowych elementów. Szyna wykonana z tworzywa sztucznego, dopasowana jest anatomicznie do kształtu zębów i może być zdejmowana podczas jedzenia i higieny. Co najważniejsze, jest całkowicie niezauważalna. Za pomocą Clear Aligner można poprawić symetrię twarzy, poprawić kontur ust. Szynę stosuje się dziś w leczeniu stłoczenia zębów, tzw. głębokiego zgryzu i zgryzu krzyżowego. Jej noszenie likwiduje także diastemy. Rozwiązanie to nie tylko jest o wiele bardziej estetyczne od aparatu stałego, leczy przede wszystkim wiele popularnych i najczęstszych wad. Co więcej jest biokompatybilne, nie wywołuje reakcji alergicznych na metal, jest także o wiele bardziej komfortowe od aparatu – zapewnia dentysta.
Miej oczy na oku
Zaczerwienienie, suchość oczu lub „piasek” pod powiekami zwykle są efektem długotrwałego wytężania wzroku. Jednak mogą to być także symptomy poważniejszych dolegliwości. Z chorobami oczu lepiej nie żartować, dlatego zamiast liczyć na to, że „samo przejdzie”, warto odwiedzić okulistę. Wzrok to wyjątkowo ważny dla nas zmysł, ponieważ za jego pomocą odbieramy ponad 90 proc. informacji z otoczenia. Tymczasem ze statystyk wynika, że jedna trzecia Polaków nigdy nie była u okulisty. Wielu z nas nawet w przypadku, gdy przytrafi nam się wyjątkowo uciążliwa dolegliwość zupełnie niepotrzebnie zwleka z wizytą u lekarza. Gdy oko nie chce ronić łez Suche powietrze, przebywanie w klimatyzowanych pomieszczeniach lub spędzanie wielu godzin przed komputerem to główne powody tak zwanego zespołu suchego oka. Ta dolegliwość polega na tym, że narząd wzroku wydziela niedostateczną ilość łez, przez co nasza gałka oczna nie jest wystarczająco nawilżona. W efekcie mruganie sprawia ból, oko piecze i jest wyjątkowo wrażliwe na światło – tłumaczy lek. med. Maja Wilk, specjalista chorób oczu. Nasz narząd wzroku staje się też bardziej podatny na atak bakterii i wirusów. Suchość oczu może być również jednym z objawów chorób reumatycznych, np. zespołu Sjögrena. Na występowanie zespołu suchego oka narażone są także kobiety w okresie menopauzy ze względu na zachodzące w tym czasie w organizmie zmiany hormonalne. Ze względu na to, że suchość oczu nie musi być spowodowana przez chorobę, warto wybrać się do okulisty, który na podstawie badań będzie mógł jednoznacznie stwierdzić, czy cierpimy na zespół suchego oka, a jeśli tak to zaleci odpowiednie leczenie. Zwykle wystarczy stosowanie specjalnych kropli do oczu (tak zwanych sztucznych łez). Aby uchronić się przed tą dolegliwością powinniśmy natomiast zadbać o to, by powietrze w pomieszczeniach, w których przebywamy, było odpowiednio nawilżone. Pamiętajmy też o tym, by pracując przy komputerze przynajmniej raz na godzinę oderwać wzrok od ekranu. Drażniący problem Nasze oczy są narządem, który podrażnić może wiele czynników. Kontakt z pyłkami traw, roztoczami czy sierścią zwierząt u wielu osób wywołuje reakcję w postaci zapalenia spojówek, którego objawami są zaczerwienienie i kłucie w oku oraz obfite łzawienie. Podobny efekt może spowodować kontakt z drażniącym szamponem, kolorowym kosmetykiem do makijażu lub chlorowaną wodą, a także noszenie soczewek kontaktowych czy dym papierosowy. Zapalenie spojówek może być także wywołane bakteriami lub wirusami przeniesionymi do oka na przykład na brudnych dłoniach. W tym przypadku do objawów dołącza też ropna wydzielina. Leczenie tej dolegliwości polega przede wszystkim na zwalczaniu przyczyn. Najważniejsze jest unikanie czynników, które spowodowały podrażnienie. Na pewien czas lepiej też zrezygnować z makijażu oczu, a soczewki kontaktowe zastąpić okularami – mówi lek. med. Maja Wilk z Med Polonii. Jeśli natomiast zapalenie zostało wywołane przez drobnoustroje, musimy skontaktować się z okulistą, ponieważ konieczne jest zastosowania antybiotyku – dodaje. Jeśli chcemy uchronić się przed zapaleniem spojówek, powinniśmy przede wszystkim unikać dotykania okolicy oczu brudnymi rękami, a także dbać o czystość soczewek kontaktowych i przyborów do makijażu. Pamiętajmy też o tym, by nie stosować cudzych soczewek i kosmetyków. Nie przymykaj oka na… Często występującym schorzeniem oka, którego nie powinniśmy lekceważyć jest jęczmień. Jego powstanie wiąże się ze stanem zapalnym mieszka włosowego lub gruczołu łojowego (zwanego tarczkowym). Jeśli w tym czasie dostaną się do naszego oka bakterie, powstaje jęczmień zewnętrzny (bolesne zgrubienie na powiece, zwykle w postaci wypełnionego ropą guzka) lub wewnętrzny (ropa gromadzi się wówczas w zakażonym gruczole). Należy pamiętać, by w takiej sytuacji nie próbować przekłuć jęczmienia. Zlikwidować go pomagają ciepłe okłady. Jeśli po kilku dniach jęczmień się nie zmniejszy, należy udać się do okulisty, konieczne może być zastosowanie antybiotyku – mówi lek. med. Maja Wilk. Dzięki szybkiej konsultacji okulistycznej mamy też większe szanse na uniknięcie interwencji chirurgicznej. Podobną do jęczmienia dolegliwością jest gradówka. Pojawia się ona na wewnętrznej stronie powieki, także jako mały guzek, ale wypełniony własną wydzieliną zakażonego gruczołu. Zwykle nie powoduje bólu ani widocznej opuchlizny. W tym przypadku lepiej nie czekać z wizytą u okulisty. Jeśli gradówka jest we wczesnym stadium rozwoju, zwykle wystarczają ciepłe kompresy, a także stosowanie przepisanych przez lekarza kropli. Jeśli po tej kuracji objawy nie ustąpią, konieczne będzie chirurgiczne usunięcie gradówki. Wizyta u okulisty zwykle przebiega bezboleśnie i jest w zasadzie nieodczuwalna. Dlatego jeśli zauważymy u siebie niepokojące objawy, jak zaczerwienienie lub suchość oczu czy guzki na powiekach, skonsultujmy się ze specjalistą, który dokładnie zdiagnozuje problem, a następnie zaleci skuteczną i przynosząca ulgę kurację.  
Sezon na przeziębienia
Czasem słońce, czasem deszcz – tym razem nie chodzi o tytuł filmu, ale o jesienną pogodę. Coraz częściej tak właśnie wygląda aura za oknem. Jeśli do tego dodamy duże wahania temperatury w ciągu dnia, możemy uznać sezon na przeziębienia za rozpoczęty. Jak zadbać o siebie, by uniknąć kataru i innych równie nieprzyjemnych dolegliwości? Dzień robi się coraz krótszy, a poranki stają się coraz chłodniejsze – to znak, że wielkimi krokami zbliża się jesień. A jesienna pogoda sprzyja szerzeniu się infekcji. Warto więc już teraz podjąć kroki, które zwiększą nasze szanse na to, by uniknąć przeziębienia. Dieta i ruch na zdrowie Wpływ na naszą odporność ma przede wszystkim odpowiednia dieta. Pamiętajmy, by w codziennych posiłkach zwłaszcza w sezonie jesiennym nie zabrało produktów bogatych w witaminę C. Znajdziemy ją m.in. w cytrusach, kiszonej kapuście i ogórkach, czerwonej papryce oraz natce pietruszki. Warto sięgnąć również po czosnek i cebulę. Nie zapominajmy także o babcinym sposobie na wzmacnianie odporności, czyli tranie. Nie musimy obawiać się nieprzyjemnego smaku, ponieważ ten specyfik jest też dostępny w kapsułkach. Podwyższeniu odporności sprzyja także aktywność fizyczna. Jeśli nie wieje silny wiatr ani nie pada deszcz, warto choć trochę czasu spędzać na świeżym powietrzu. Wystarczy, że kilka razy w tygodniu wybierzemy się na półgodzinny spacer, a pobudzimy pracę naszych mięśni i sprawimy, że krew będzie szybciej krążyć w organizmie – mówi dr Agnieszka Bujnowska, kierownik przychodni poznańskiego szpitala Med Polonia. Najlepiej i najzdrowiej udać się na przechadzkę po parku lub po lesie, bowiem pracę naszego układu odpornościowego bardzo dobrze stymulują olejki eteryczne wydzielane przez drzewa iglaste. Zadbajmy także o obecność świeżego powietrza w domu i wietrzmy regularnie pomieszczenia, przede wszystkim przed snem. Zatroszczmy się także o to, by powietrze miało odpowiednią wilgotność. Suche powietrze wysusza śluzówkę nosa, przez co drobnoustroje łatwiej wnikają do organizmu – radzi dr Agnieszka Bujnowska. Leczenie lub szczepienie Wszystkie działania profilaktyczne wspomagają naszą odporność, ale nie chronią nas w stu procentach przed zachorowaniem. Jeśli więc zauważymy u siebie brak apetytu, a do tego ogólne poczucie zmęczenia, przygotujmy się do walki z przeziębieniem. Te symptomy oznaczają, iż do naszego organizmu wniknęły roznoszone drogą kropelkową wirusy i zaczyna się infekcja. Po około dwóch dniach dołączy do nich katar, ból gardła, a nawet podwyższona temperatura ciała. Takie objawy mogą utrzymywać się nawet przez tydzień. Jak radzić sobie z przeziębieniem domowymi sposobami? Ważne jest, by w trakcie choroby dostarczać organizmowi dużo płynów, ponieważ katar i gorączka mogą powodować odwodnienie. Ponadto dużo pijąc usuwamy z organizmu toksyny – radzi dr Agnieszka Bujnowska. Wyjątkowo uciążliwy podczas przeziębienia katar trudno zwalczyć, ale można sprawić, że będzie mniej dokuczliwy. Skrzydełka nosa i skórę w jego okolicy warto posmarować maścią majerankową. Jej opary pomogą dodatkowo udrożnić zatkany nos. Warto pomyśleć też o aptecznych preparatach udrażniających nos – dodaje. Podobne działanie będzie miała gorąca kąpiel z dodatkiem kilku kropel olejku sosnowego bądź eukaliptusowego lub ziołowa inhalacja. Jeśli temperatura ciała nie przekracza 38 stopni, nie ma potrzeby przyjmowania leków zwalczających gorączkę. Podwyższona temperatura ciała jest naturalna metodą wali organizmu z drobnoustrojami. W takiej sytuacji wystarczy zastosowanie chłodnych okładów na czoło – mówi dr Agnieszka. Jeśli natomiast pojawia się wysoka gorączka, która nie spada przez dłuższy czas, powinniśmy skonsultować się z lekarzem. Do specjalisty należy się udać także wówczas, gdy pomimo stosowania domowej kuracji przez trzy dni objawy nie zaczną ustępować. Na wszelki wypadek już na początku sezonu jesiennego warto też zaszczepić się przeciwko grypie. Objawy przeziębienia wywołanego przez jeden z licznych wirusów paragrypy i objawy grypy są na początku bardzo podobne. Jednak przebieg i powikłania grypy są dużo poważniejsze. Szczepionki zaleca się przede wszystkim osobom, które na co dzień przebywają w dużych skupiskach ludzi – w szkołach, zakładach pracy czy też podróżują środkami komunikacji miejskiej, gdzie o zarażenie nie trudno - radzi dr Bujnowska. Przeciwko grypie powinny zaszczepić się także osoby należące do tak zwanej grupy ryzyka, czyli dzieci poniżej 2. roku życia, osoby starsze, ludzie chorujący na choroby przewlekłe jak cukrzyca, astma oskrzelowa oraz kobiety w ciąży – dodaje.   Autobus, biuro, sklep – w sezonie jesiennym nasz organizm w każdym z tych miejsc jest narażony na atak wirusów. Choć przeziębienie to wyjątkowo częsta przypadłość sezonowa, nie wolno jej lekceważyć, bo może powodować niebezpieczne dla naszego zdrowia powikłania. Warto więc zadbać o profilaktykę, a także szybko reagować na objawy świadczące o osłabieniu naszego organizmu.  
Nie wstydź się urologa
Dolegliwości związane ze schorzeniami układu moczowo-płciowego i ich leczenie zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn budzą często wstyd i zakłopotanie. Dlatego pacjenci najpierw próbują wyleczyć je na własną rękę, a dopiero po jakimś czasie zgłaszają się do specjalisty. To duży błąd, bo wcześnie wykryta choroba i prawidłowa diagnoza często pozwalają na zastosowanie nieinwazyjnej kuracji i szybki powrót do zdrowia. Nietrzymanie moczu, problemy z prostatą, nieprawidłowe funkcjonowanie dolnego odcinka dróg moczowych czy narządów płciowych  to problemy, o których nie lubimy rozmawiać. Ukrywamy je często nawet przed lekarzem. Jednak takie dolegliwości to nie powód do zażenowania, przekonują specjaliści. Współczesna medycyna potrafi szybko poradzić sobie z większością z nich. Dlatego nie wstydź się poprosić o pomoc lekarza. Urolog – męski ginekolog Układ płciowy kobiety jest skomplikowany i narażony na różnego rodzaju choroby bardziej niż jego męski odpowiednik. Dlatego kobiety znacznie częściej niż mężczyźni odwiedzają specjalistę i wykonują profilaktyczne badania. Nie oznacza to jednak, że mężczyźni zwolnieni są z tego obowiązku. Kobiety powinny udać się na pierwszą wizytę do ginekologa w wieku 17-18 lat. Natomiast każdy mężczyzna, o ile nie zauważy u siebie wcześniej żadnych niepokojących objawów, powinien wybrać się do urologa koniecznie po 45 roku życia, w celu wykonania badań profilaktycznych prostaty, czyli badania ultrasonograficznego (USG), badania rektalnego oraz badania krwi PSA w kierunku oceny ryzyka zachorowania na raka prostaty – mówi lek. med. Artur Kułakowski, specjalista urolog z poznańskiego Szpitala Med Polonia. Urolog to lekarz, który podobnie, jak w przypadku kobiet ginekolog, zajmuje się problemami układu płciowego. Należy zgłosić się do niego w razie wszelkich zaburzeń w funkcjonowaniu układu moczowo-płciowego, a także wad, zapaleń, kamicy lub nowotworów tego układu. Warto pokonać nieuzasadniony lęk czy wstyd i umówić się na konsultację. Często bowiem schorzenia, które bywają nieprzyjemne lub uciążliwe można szybko wyleczyć – mówi lek. med. Artur Kułakowski, specjalista urolog. Nie ma powodu, by milczeć Problemy związane z układem płciowo-moczowym nie dotyczą tylko mężczyzn, w dużo większym stopniu z tego powodu cierpią kobiety. Wśród pań bardzo przykrą i uciążliwą dolegliwością jest nietrzymanie moczu. To schorzenie ograniczające normalną aktywność życiową kobiety i wykluczające ją z wielu działań zawodowych i rodzinnych. W Polsce zmaga się z nim aż 3 miliony osób. Na świecie schorzenie to dotyczy co siódmej kobiety powyżej 20 roku życia. Ryzyko jego wystąpienia wzrasta z wiekiem, dlatego cierpi na nie aż 30 – 35 procent pacjentek po 45 roku życia. Wśród głównych przyczyn nietrzymania moczu na pierwszym miejscu lekarze wymieniają osłabienie mięśni dna miednicy, menopauzę oraz przebyte infekcje i choroby. Nie ma powodu cierpieć w milczeniu, trzeba podzielić się swoim problemem z lekarzem. Nietrzymanie moczu trzeba leczyć! Dlatego jak tylko zaobserwujemy pierwsze objawy, powinniśmy wybrać się do specjalisty ginekologa, który zajmuje się uroginekologią – mówi dr n. med. Mariola Sosnowska ginekolog położnik z poznańskiego szpitala i przychodni Med Polonia. Uroginekolodzy to grupa ginekologów specjalizujących się w nowatorskiej diagnostyce i leczeniu zaburzeń statyki narządu rodnego i nietrzymania moczu. Zabieg operacyjny to ostatni etap postępowania. Wnikliwa diagnostyka pozwala w wielu przypadkach poprzestać na dobraniu metod nieinwazyjnych - pessaroterapii, indywidualnym zestawie specjalnych ćwiczeń, czy też farmakologii. Należy przy tym pamiętać, że współczesna medycyna daje nam ogromne możliwości terapeutyczne. Dlatego też pacjentki nie powinny utwierdzać się w przekonaniu, że dolegliwości te są elementem procesu starzenia się i nie podlegają leczeniu – dodaje dr n. med. Mariola Sosnowska. Dlatego każda osoba, niezależnie od wieku, zmagająca się z problemem nietrzymania moczu powinna zgłosić się na specjalistyczną konsultację. Wiele osób ukrywa objawy związane z chorobami powszechnie uważanymi za wstydliwe. Warto jednak wyzbyć się nieuzasadnionego lęku i umówić się na konsultację uroginekologiczną, bo konsekwencje ciągłego zwlekania są nie tylko uciążliwe, ale mogą być niekiedy tragiczne w skutkach.
Cukrzyca czyli gorzka prawda
W Polsce na cukrzycę choruje ponad 2 miliony osób. Jednak to tylko liczba osób świadomych choroby. Zaczęto coraz częściej i głośniej mówić o tym, że mamy równie liczną grupę osób z tą chorobą, które zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy. Informacja o tym, że cierpimy na cukrzycę pojawia się w większości przypadków dopiero wtedy, gdy jej stadium jest już zaawansowane i pojawiają się groźne powikłania. Prognozy WHO mówią o 170 proc. wzroście zachorowań na tą chorobę. Sytuacja jest więc bardzo poważna. Cukrzyca jest trzecim w kolejności, zaraz za rakiem i chorobami serca, powodem zgonów w Polsce. Jedną z przeszkód w skutecznym leczeniu jest zbyt późne wykrywanie tej choroby. Pacjenci trafiają do lekarza najczęściej już z powikłaniami. Nieleczona może doprowadzać do rozwoju takich schorzeń jak miażdżyca, niedokrwienie i zawał serca, udar mózgu, uszkodzenie siatkówki skutkujące ślepotą, owrzodzenia, trudno gojące się rany i wiele innych. Jak pokazują powyższe informacje istotne dla przeciwdziałania temu trendowi są prewencja i edukacja. Tym bardziej, że prócz aspektu społecznego, problem nabiera również istotnego znaczenia ekonomicznego. Wydatki z samego budżetu państwa na środki na leczenie cukrzycy przekraczają 2 miliardy złotych rocznie. Dotyczą one refundacji osprzętu związanego z leczeniem cukrzycy tj. glukometrów, pasków do glukometrów, pomp insulinowych i zestawów infuzyjnych oraz oczywiście insuliny. Nie bez znaczenia jest zatem edukacja społeczeństwa. Polacy powinno dowiedzieć się jakie są objawy i przyczyny choroby oraz jak jej zapobiegać. Wydaje się wręcz oczywistym, że rząd powinien wdrożyć narodowy program edukacyjny poświęcony cukrzycy. W ramach niego powinny być zawarte takie elementy jak diagnoza choroby oraz promocja zdrowego stylu życia. W obliczu prognoz WHO (Światowa Organizacja Zdrowia przy ONZ), które wyraźnie wskazują na wzrost zachorowalności na cukrzycę w kolejnych latach, koszty takiego programu mogą okazać się bardzo opłacalne. Dlaczego chorujemy na cukrzycę? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy zacząć od charakterystyki samej choroby. W uproszczeniu cukrzyca to efekt niedoboru w organizmie insuliny, czyli hormonu produkowanego przez trzustkę. Insulina ma znaczący wpływ na to, jak przebiegają procesy przemiany materii zachodzące u człowieka, ponieważ bierze udział w ich regulacji. W związku z brakiem tego ważnego hormonu w organizmie dochodzi do podwyższenia poziomu glukozy we krwi (czyli hiperglikemii). Cukrzyca typu 1 jest chorobą, w której układ odpornościowy pacjenta z niewyjaśnionych dotychczas przyczyn rozpoznaje komórki beta trzustki jako wrogów. Następnie niszczy je podobnie jak niszczy komórki bakterii czy wirusy. Komórki beta są odpowiedzialne za produkcję i wydzielanie insuliny, która m.in. reguluje poziom glukozy we krwi. Najczęściej jednak pacjenci mają do czynienia z tzw. cukrzycą typu 2. Chory ma zaburzone działanie i wydzielanie insuliny, przy czym dominującą rolę może odgrywać jedna lub druga nieprawidłowość. Zazwyczaj w początkowej fazie choroby insulina jest wydzielana w większej ilości. Jest to jednak ilość niewystarczająca przy zwiększonych, poprzez insulinooporność, potrzeb organizmu. Po pewnym czasie jej wydzielanie spada wskutek zniszczenia nadmiernie obciążonych komórek beta. Leczenie cukrzycy Jak wcześniej pisaliśmy, często cukrzyca zostaje rozpoznana przez przypadek. Głównym objawem jest podwyższone stężenie glukozy we krwi, które na co dzień nie daje dokuczliwych objawów, zwłaszcza przy cukrzycy typu 2. Charakterystyczne dla choroby są wielomocz, wzmożone pragnienie czy tzn. wilczy głód. Leczenie cukrzycy w dużym uproszczeniu polega przede wszystkim na przyjmowaniu leków przeciwcukrzycowych lub insuliny. Jednak tak naprawdę proces ten jest bardziej złożony i zróżnicowany. Cukrzyca typu 1 bezwzględnie wymaga intensywnego leczenia dietą, insuliną oraz często dodatkowymi lekami. W przypadku cukrzycy typu 2, stanowiącej w Polsce 90 proc. przypadków cukrzycy, leczenie opiera się na modyfikacji codziennej diety połączonej z przyjmowaniem leków doustnych. Cukrzyca jako choroba nie daje wyraźnych symptomów, dlatego trudno ją zdiagnozować w codziennym życiu. Warto w związku z tym profilaktycznie raz w roku zrobić badanie, które wykluczy tą chorobę. Łatwiej jest prowadzić leczenie w początkowej fazie. Rozwinięte stadium choroby często powiązane jest z innymi schorzeniami.
Mężczyzna po 30-tce
Mężczyźni, podobnie jak kobiety, wraz z wiekiem powinni przywiązywać większą uwagę do spraw związanych ze swoim wyglądem, jak i ogólnym stanem fizyczno-psychicznym. Bynajmniej nie chodzi tu o kwestie nadmiernego wpatrywania się w siebie, a normalne zachowanie polegające na zwróceniu uwagi na pewne elementy z codziennego życia. Ich poprawność będzie jednym z gwarantów szczęśliwego życia. Wraz z wiekiem w naszym organizmie zachodzi szereg przemian z jednej strony warunkowanych naturalnym procesem starzenia się organizmu, a z drugiej strony powodowanych przez czynniki zewnętrzne. W obydwu przypadkach cały czas mamy możliwość kontrolowania tych zmian, opóźniając je lub niwelując ich skutki. O ile w przypadku czynników zewnętrznych możemy całkowicie wyeliminować je, to już niestety na czynniki genetyczne nie mamy aż takiego oddziaływania. Natura faworyzuje kobiety. Nie dość, że mężczyźni zostali mianowani płcią "brzydką", to okazuje się iż są też "słabszą". Tak, może nie fizycznie (choć tu pewnie niektóre Panie też by polemizowały), ale na pewno statystycznie w kontekście zdrowia oraz długości życia. Według danych GUS kobiety przeciętnie żyją o 10 lat dłużej od panów. Przeciętna długość życia kobiet w Polsce wynosi 80,1 lat, mężczyzn natomiast 71,5. Kto jest temu winien? Nadal temat pozostaje do wyjaśnienia. Twierdzi się, że przyczyna tkwi w męskich genach i hormonach płciowych. Panowie są bardziej skłonni do otyłości w obrębie jamy brzusznej. Ten rodzaj otyłości jest bardzo niebezpieczny i wiąże się z wysokim ryzykiem rozwoju takich chorób jak cukrzyca, choroba wieńcowa, udar oraz nowotwory. Tu też można powiedzieć, że panie zostały ponownie uprzywilejowane, gdyż wszelkie porady zdrowotne, badania profilaktyczne – wykrywania nowotworów czy zwalczania otyłości, zostały skierowane do nich. Sytuacja zdrowotna społeczeństwa jednak sugerowała by na edukację i profilaktykę skierowaną właśnie do panów. Jednak największym wrogiem zdrowia mężczyzny okazuje się on sam. Dokładniej jego styl życia i związane z nim pewne upodobania jak picie alkoholu, palenie papierosów, dieta bogata w tłuszcze zwierzęce, skłonność do agresywnego zachowania a jednocześnie mniejsza odporność na stres -to elementy które w połączeniu, wpływają na większą zachorowalność na różne schorzenia. Co należy zrobić? W chwili kiedy mężczyzna przekracza 30-tkę, powinien bardziej niż kiedykolwiek wdrożyć w życie pewne nawyki, które pomogą mu przez długi czas cieszyć się dobrym zdrowiem. Niestety z wiekiem jest coraz gorzej z wprowadzaniem modyfikacji w codziennym życiu, dlatego najlepiej zacząć jak najwcześniej. Po 30-tce jesteśmy w lepszej sytuacji bo wiemy z młodszych lat co na nas źle wpływa, jednocześnie nie jest za późno aby podjąć pewne kroki - bo jest motywacja, młodego, chcącego nadal podbijać świat człowieka. Poniżej parę prostych kroków, na które warto zwrócić uwagę i wprowadzić je do codziennego życia. Krok 1. Dieta To dobry czas aby przyjrzeć się swojej diecie i zmodyfikować ją. Tu nie chodzi o to aby od razu wywracać wszystko do góry nogami. Każda dieta powinna być urozmaicona, zawierać wszystkiego po trochu (zgodnie z zapotrzebowaniem), w odpowiednich proporcjach i właściwej jakości. Organizm trzydziestoletniego człowieka ma w pełni wykształcone organy czyli nie potrzebuje dużych ilości, ale potrzebuje wysokiej jakości składników. W Twojej diecie powinny znaleźć się – pełnowartościowe białka, węglowodany i tłuszcze (roślinne) – które dostarczą niezbędnej energii każdego dnia oraz witaminy i składniki mineralne. W przypadku tej ostatniej grupy na szczególną uwagę zasługują takie substancje jak przeciwutleniacze – witaminy C i E, beta-karoten, kwasy tłuszczowe omega-3, cynk i magnez. Krok 2. Ruch O tym, że ruch to zdrowie każdy wie. Jednak nie każdy korzysta z tej możliwości aby podnosić swoją sprawność fizyczną i utrzymywać ją na takim samym poziomie. Wystarczy tak naprawdę regularne bieganie, lub jeśli tego nie lubimy to pływanie albo jazda na rowerze. Pomysłów na aktywność fizyczną jest wiele, ważne żeby była ona systematyczna. Poza strawnością naszego ciała dostarcza nam ona innych plusów – nasz organizm jest lepiej dotleniony a przez to zregenerowany i wypoczęty, w ten sposób też wyładowujemy stres i złe emocje. Krok 3. Higiena emocjonalna Zarządzanie własnymi emocjami to bardzo ważny element w codziennym życiu. Odnosi się ono zarówno do życia zawodowego jak i prywatnego. Współczesny świat stawia przed każdym człowiekiem coraz większe wymagania, którym musi sprostać także sfera naszych emocji i psychika. Ważne jest to aby być świadomym własnych emocji, nauczyć się mechanizmu ich powstawania oraz ich kontrolowania. Ta umiejętność pomoże panować nad stresem i trudnymi sytuacjami. Nie łącz procesu łagodzenia stresu nałogiem (palenie, picie alkoholu). To połączenie tylko bardziej potęguje negatywne oddziaływanie na Twój organizm. Krok 4. Profilaktyka - badania Najwyższy czas aby zadbać o przegląd nie tylko we własnym samochodzie. Warto wybrać się do lekarza aby wykonać proste badania jak – pomiar ciśnienia tętniczego krwi, badanie wzroku, poziom cholesterolu i cukru we krwi na czczo. Tu pomocna może okazać się wiedza o chorobach jakie przeszły najbliższe osoby w rodzinie. Pewne schorzenia są genetyczne i w związku z tym automatycznie jesteśmy na nie narażeni. W tym wieku ważne jest również rozpoczęcie regularnego samobadania jąder. Nowotwór złośliwy jądra to najczęstszy nowotwór złośliwy u mężczyzn między 20 a 40 rokiem życia. Samobadanie najlepiej wykonać po ciepłej kąpieli. Jeśli wykryliśmy guzek, należy zgłosić się do lekarza.
Zdobądź idealną sylwetkę w tańcu
Co roku wraz z pierwszymi oznakami wiosny powracają także nasze kompleksy, chcemy wyglądać atrakcyjnie i jak najlepiej przygotować się do nadchodzącego lata. Katorżnicze diety cud oraz siłownia, w której bez osobistego trenera ciężko się odnaleźć to teraz już nie jedyne sposoby na figurę modelki. Idealne kształty gwarantują nam również wszelkiego rodzaju zajęcia taneczne. Dobrze znane nam sposoby dbania o siebie nie zapewnią jednak tyle korzyści co taniec, który nie tylko wpływa na poprawę wyglądu ale jest także inwestycją w nasze zdrowie. Każdy styl tańca może być również określoną terapią, co podkreślają także lekarze. W profilaktyce chorób serca, przy otyłości, osłabieniu kości, czy niskiej odporności idealnie sprawdza się "wytańczenie problemu". Monika Moskwa oraz Sylwia Adamowicz-Nowakowska, tancerki z ogromnym doświadczeniem oraz właścicielki studia tańca Free Art Fusion, opowiadają o dwóch, najsilniej wpływających na sylwetkę, formach tańca. Taniec rozwija nas nie tylko w sferze fizycznej ale także duchowej. Dodaje pewności siebie, rozwija wyobraźnię, uwrażliwia na muzykę a przede wszystkim pozwala wydobyć i nazwać towarzyszące nam emocje, wyrazić siebie.Power Combo to jeden z programów treningowych, łączących ćwiczenia aerobowe wraz ze strechingiem. Wzrost metabolizmu, kształtowanie figury oraz spalanie tkanki tłuszczowej, zarówno przed jak i po zajęciach, zapewnione są dzięki zróżnicowanej intensywności wykonywanych ćwiczeń. Praca nad ogólną wytrzymałością naszego ciała, kondycją fizyczną oraz elastycznością mięśni to kwestia priorytetowa tych zajęć. W ciągu sześćdziesięciu minut używane są wszystkie grupy mięśniowe, co skutecznie poprawia naszą sprawność ruchową. Z perspektywy zdrowotnej trening ten nie tylko wzmacnia mięsień sercowy i obniża poziom tłuszczu znajdujący się we krwi, ale ma także bardzo dobry wpływ na pracę układu oddechowego oraz krwionośnego.Kolejnym, bardziej roztańczonym, stylem jest Pole Dance, czyli tak zwany taniec na rurze. Jak podkreślają przedstawicielki studia tańca Free Art Fusion w Polsce taniec ten kojarzony jest przez większość z nocnymi klubami oraz kuso ubranymi paniami. W rzeczywistości jednak jest to zwykłe połączenie tańca i fitness. Gama figur, takich jak flying body spiral, inside angel, czy bow and arrow, pozwala na doskonałe wypracowanie wszystkich partii mięśni naszego ciała. Dzięki temu modelowane są brzuch, ramiona, pośladki, a także uda, czyli miejsca, których najbardziej się krępujemy. Jak każde zajęcia taneczne, tak i te powodują, że ruchy ćwiczących stają się coraz bardziej pewne i płynne. Jest jednak coś co wyróżnia je na tle pozostałych, bardziej tradycyjnych form. Taniec na rurze, może właśnie dzięki nienajlepszym z nim skojarzeniom, powoduje wyzwolenie niespożytych pokładów kobiecości, pewności siebie i samoakceptacji.Nie musimy się jednak ograniczać tylko do dwóch opisanych wyżej form tanecznych. Istnieje ogromny wachlarz innych form tańca, poczynając od tańca klasycznego, jazzu a kończąc na technikach streetowych tj. hip hop czy house. Każda z nich jest wyjątkowa i w podobnym stopniu przyczyni się do poprawy naszego wyglądu oraz sprawności fizycznej. Media, a w szczególności telewizyjne programy taneczne odegrały znaczący wpływ na promocję takiej formy aktywności fizycznej. Miejmy nadzieję, że w chwili kiedy w mediach przestanie być głośno o tańcu, pasja i zainteresowanie nim nie miną. W tym przypadku łączą się przyjemne z pożytecznym, dlatego też trudno będzie znaleźć lepsze zastępstwo.
Nadmierna potliwość
Prawdopodobieństwo, że uda ci się pokonać nadmierną potliwość, stosując antyperspiranty, jest mniejsze niż szansa trafienia szóstki w lotka. Inna sprawa, że wcale nie musisz wygrywać na loterii, żeby zapomnieć o tym krępującym problemie przynajmniej na kilka dobrych miesięcy. Istnieją bowiem rozwiązania, które w dość szybki sposób pomogą pozbyć się tego nieprzyjemnego problemu. Wiadomo, że pocenie się jest prawidłowym procesem fizjologicznym, bez niego organizm uległby przegrzaniu. Ale na pewno ani normalne, ani zbyt komfortowe nie jest borykanie się z siódmymi potami kilka razy na dzień. Tymczasem szacuje się, że ponad 1% populacji ma nie lada kłopot z nadmierną potliwością. Z problemem tym wiąże się poczucie wstydu, zażenowania, a to z kolei prowadzi do ograniczeń w kontaktach z innymi ludźmi. Kiedy dezodorant nie wystarcza W czasach, kiedy nienaganny wizerunek i dobre samopoczucie, a co za tym idzie niezachwiana pewność siebie są podstawą sukcesu w życiu osobistym i zawodowym, nadpotliwość faktycznie może być deprymująca. Szczególnie, że czasami przypomina walkę Don Kichota z wiatrakami. Lekko i przewiewnie się ubierasz, dbasz o zachowanie właściwej wagi, unikasz ostrych przypraw w potrawach, wyrzekasz się mocnej kawy i herbaty – ale niestety bez skutku. Gorzej z mocno pobudzającymi układ nerwowy sytuacjami stresowymi, bo tych niestety chyba nie da się uniknąć, a to one najczęściej powodują zdecydowanie zbyt intensywne pocenie. Zwłaszcza, że w takich sytuacjach ma miejsce zjawisko błędnego koła: pocisz się, bo się denerwujesz, a jednocześnie denerwujesz się, bo obawiasz się krępujących mokrych plam oraz przykrego zapachu i tak bez końca. Botulina przychodzi na pomoc Oczywiście, zdarza się, że nadmierna potliwość nie ma związku z wymienionymi wyżej czynnikami fizjologicznymi, które w bardzo ograniczony sposób, ale jednak możemy regulować. Przyczyną w takiej sytuacji może być zaburzenie gospodarki hormonalnej czy choroby neurologiczne, czyli mamy wtedy do czynienia z tak zwaną nadpotliwością objawową. Żeby wykluczyć to zaburzenie, skonsultuj się z lekarzem. O ile jednak nadpotliwość objawowa to zaburzenie, którego nie da się wyleczyć, o tyle istnieją skuteczne metody ograniczenia potliwości fizjologicznej na przykład poprzez iniekcje toksyny botulinowej. Blokowanie czynności gruczołów potowych przy pomocy toksyny botulinowej to sposób, który przynosi rezultaty, ale wiąże się z częstymi powtórzeniami kosztownych zabiegów ostrzykiwania obszarów skóry dotkniętej problemem. Widoczny efekt działania zabiegu pojawia się po 24 godzinach do 7 dni i utrzymuje się przez 4 do 6 miesięcy, po których powstają nowe zakończenia nerwowe, zastępując te wcześniej zablokowane – tłumaczy dr n. med. Marcin Bieńkowski, specjalista chirurg, lekarz medycyny estetycznej z klinik Esteticmed.pl w Bydgoszczy i Częstochowie. Czas na pewność Jeszcze lepszym rozwiązaniem problemu z nadmierną potliwością jest nowatorska metoda laserowego usuwania gruczołów potowych w obrębie pach. Dzięki niej na stałe w twoim życiu nastanie pora sucha. Wreszcie poczujesz się swobodnie i komfortowo nawet w najbardziej stresowych sytuacjach. Warto podkreślić, że ten zabieg, w przeciwieństwie do terapii toksyną botulinową, jest jednorazowy. Przebiega w znieczuleniu miejscowym i można wykonać go bez specjalnego przygotowania pacjenta. Polega na wprowadzeniu światłowodu lasera przez mikronacięcie skóry w obręb tkanki podskórnej pach i zniszczeniu znajdujących się tam gruczołów potowych. Po zabiegu miejsca nacięć skóry zamyka się plastrami lub szwami. Czas trwania całej procedury to około 45 minut. Rekonwalescencja jest szybka i obejmuje około 48–72 godzin, podczas których stopniowo zmniejsza się obrzęk i bolesność w obszarach poddanych zabiegowi. Najważniejsze jednak, że metoda ta daje trwałe efekty. Zmniejszenie potliwości skóry widoczne jest już po pierwszych 3 dniach i stopniowo narasta nawet do 4 tygodni – przekonuje doktor Bieńkowski. Jeśli więc masz już dość testowania kolejnych cudownych specyfików, a mokre dłonie, twarz oblana potem i tym podobne krępujące sytuacje spędzają ci sen z powiek, przełam swoje stereotypowe myślenie o tym, że nic nie jest w stanie ci skutecznie pomóc. Istnieją bowiem sposoby, które pomogą wyeliminować krępujący problem.
Naturalna regeneracja tkanek
Życie nie byłoby możliwe bez efektywnie działających mechanizmów regeneracji. Naprawa uszkodzeń, bądź wymiana uszkodzonych elementów są procesami naturalnymi, zachodzącymi podczas całego naszego życia, a równowaga pomiędzy śmiercią komórek i regeneracją jest podstawowym warunkiem prawidłowego funkcjonowania organizmu. W przypadku uszkodzeń przewyższających możliwości regeneracji danej tkanki, reperacja odbywa się poprzez wytworzenie tkanki łącznej wypełniającej powstałe uszkodzenie. Wytworzenie tkanki łącznej umożliwia zachowanie integralności uszkodzonej tkanki, lub organu, proces ten nie prowadzi jednak do przywrócenia poprzedniej funkcjonalności i struktury reperowanej tkanki. Czynnikami sprzyjającymi bliznowaceniu jest zjawisko zapalne oraz duży ubytek tkanek. W rezultacie bliznowacenia powstaje prawie bezkomórkowa, zawierająca duże ilości kolagenu(26), uboga w naczynia tkanka. Powstanie tkanki bliznowatej jest procesem zwykle nieodwracalnym i na trwale upośledzającym funkcje uszkodzonego organu. Bliznowacenie jest więc procesem niekorzystnym. Poznanie podstawowych mechanizmów towarzyszących reperacji tkanek, umożliwia wykorzystanie naturalnych możliwości ich regeneracji i zapobieżenie powstania tkanki bliznowatej. Postęp nauki, a w szczególności rozwój biotechnologii i inżynierii tkankowej, spowodowały olbrzymie nadzieje związane z możliwością odtwarzania funkcji i architektury uszkodzonych narządów i tkanek. Dodatkowym czynnikiem zwiększającym zainteresowanie medycyną regeneracyjną w krajach rozwiniętych jest proces starzenia się społeczeństwa, któremu towarzyszy zmniejszanie się ilości dawców narządów przy wzroście zapotrzebowania na transplantacje. Można przewidzieć, iż w niedalekiej przyszłości medycyna regeneracyjna stanie się jedną z głównych dziedzin medycyny. Już dziś oferuje ona szereg rozwiązań umożliwiających osiągnięcie wyników lepszych niż w przypadku konwencjonalnych terapii. Wyróżniamy trzy podstawowe rodzaje ran przewlekłych – odleżyny, owrzodzenia i stopa cukrzycowa. Są to bolesne i trudne w leczeniu schorzenia z którymi walczy coraz większa grupa społeczeństwa, dlatego warto lepiej zapoznać się z nimi. ■ Odleżyna to miejscowa martwica tkanek przylegających do wypukłych części układu kostnego. Powstaje w wyniku miejscowego niedokrwienia, spowodowanego zbyt długim uciskiem na naczynia tętnicze i żylne. Ryzyko powstawania odleżyn dotyczy głównie osób przebywających zbyt długo w pozycji leżącej lub siedzącej. Ciało osoby leżącej lub siedzącej wywiera ucisk na podłoże (materac, poduszkę). Ucisk zatrzymuje przepływ krwi w skórze. W związku z zaburzoną przemianą materii, dochodzi do zatrzymania toksyn. Niedotlenione, a na dodatek przepełnione niewydalonymi toksynami komórki obumierają. Powtarzające się okresy ucisku stają się przyczyną zmian zapalnych w tkankach, prowadząc w efekcie do martwicy i wytworzenia odleżyn. ■ Owrzodzenia podudzi są bardzo poważnym problemem medycznym, wymagającym intensywnego leczenia, niejednokrotnie trwającego przez długi czas. Są to przewlekle utrzymujące się, bolesne i trudno gojące rany. Owrzodzenie jest to ubytek sięgający w głąb naskórka aż do części skóry właściwej. Najczęściej owrzodzenia podudzi są spowodowane schorzeniami żył i tętnic (85%). Jest to problem o złożonej etiopatogenezie, najczęściej jego przyczyną są schorzenia układu żylnego: niewydolność naczyń żylnych, żylaki podudzi (zwłaszcza nieleczone), przebyta zakrzepica żył głębokich. Przewlekła niewydolność żylna jest stanem chorobowym, który występuje u ponad 35% ludzi, a rozwijające się na jej podłożu owrzodzenia podudzi stanowią ponad 65% wszystkich przypadków tego schorzenia. W 10% przypadków owrzodzenia powstają w wyniku chorób tętnic, w kolejnych 10% są one spowodowane skojarzonym występowaniem przewlekłej niewydolności żylnej i choroby naczyń tętniczych przebiegającej z ich zwężeniem, w 5% są one skutkiem polineuropatii cukrzycowej często wraz ze współwystępującym zwężeniem naczyń tętniczych kończyn w przebiegu cukrzycy, w 2% są one następstwem urazów, zaś w pozostałych przypadkach pochodzenie owrzodzeń ma inny charakter. ■ Stopa cukrzycowa to zespół specyficznych przypadłości, dotykających stopę. Jest powikłaniem cukrzycy. Występuje u 6-10% pacjentów z cukrzycą. Nieleczona, prowadzi do nieodwracalnych deformacji i martwic stopy, co często kończy się amputacją. Powodem powstawania owrzodzeń jest przede wszystkim nieprawidłowy rozkład ciśnienia, jako zjawisko wtórne do neuropatii cukrzycowej (uszkodzenia nerwów obwodowych). Problem ten staje się szczególnie wyraźny w przypadkach zniekształceń kości stóp. Najpoważniejsze problemy wynikają z pogorszenia ukrwienia w obrębie stopy. Skóra, tkanki miękkie, mięśnie, nerwy i kości stopy ulegają przewlekłemu niedotlenieniu. Spowodowane jest to z jednej strony uszkodzeniem naczyń tętniczych o różnym przekroju, ich stopniowym zarastaniem, zmniejszaniem elastyczności i nasiloną miażdżycą, z drugiej zaś znacznie zwiększoną lepkością krwi i skłonnością płytek krwi do agregacji (zlepiania), a tym samym do tworzenia zakrzepów i zatorów. Dolegliwości, które informują o postępującym procesie, to ból nasilający się zwykle w nocy, towarzyszący często bolesnym kurczom mięśni, uczucie mrowienia i kłucia w nodze. Wygląd stopy jest również dość charakterystyczny. Skóra staje się cienka, sucha, łuszcząca się, pozbawiona owłosienia, w okolicy pięty i na innych wystających częściach stopy pojawiają się licznie pęknięcia z towarzyszącymi ogniskami martwicy i owrzodzeniami. Tkanki miękkie kończyny zanikają, paznokcie z powodu zaburzeń wzrostu są zdeformowane, a cała stopa jest niedożywiona i sina. Wszystkim rodzajom ran przewlekłych towarzyszy z reguły silny ból (z wyjątkiem neuropatii cukrzycowej), innym szczególnie przykrym efektem jest nieprzyjemny zapach, który stanowi istotne wyzwanie stojące przed lekarzami i pielęgniarkami. Jego źródłem jest zakażenie tkanek martwiczych skóry, tkanki podskórnej, mięśni, niekiedy kości. Rana przewlekła jest źródłem cierpień fizycznych oraz psychicznych pacjentów, upośledzając ich funkcje społeczne oraz skazując na wstyd, wyobcowanie, poczucie winy i samotność. Bezpośrednim celem leczenia rany przewlekłej jest spowodowanie wygojenia rany i przerwanie cierpień pacjenta, jednak najważniejszym skutkiem udanej terapii powinien być powrót chorego do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Jest to tym bardziej istotne, że ostatnimi laty w dziedzinie leczenia ran dokonał się znaczny postęp za sprawą preparatów nowej generacji. W ich skład wchodzą aktywne składniki jak na przykład bioaktywne Colostrum Bovinum bogate w czynniki odpornościowe i wzrostowe zaliczane do cytokin, srebro koloidalne, laktoferyna czy laktoproksydaza. Współczesna medycyna dzięki opracowaniu odpowiednich standardów postępowania oraz odpowiedniej profilaktyki, jest w stanie skutecznie wspomagać proces gojenia się nawet najbardziej problematycznych ran. Niezwykle ważną rolę w procesie gojenia ran odgrywa właściwa pielęgnacja oraz dostarczanie tlenu, czynników wzrostu i substratów odżywczych. Podczas leczenia ran należy również pamiętać o zwalczaniu bólu, oraz komforcie psychicznym chorego.
Pomidor źródłem cennego likopenu
Likopen jest jednym z najsilniejszych antyoksydantów, czyli związków, które neutralizują wolne rodniki. W warzywach i owocach w których występuje, jest odpowiedzialny za ich charakterystyczny kolor. Dzieję się tak gdyż jest on naturalnym barwnikiem roślinnym, który wpływa na ich pomarańczowy, żółty i czerwony kolor. Jego najbogatszym naturalnym źródłem są pomidory. Z tego względu w naszej codziennej diecie nie powinno zabraknąć ich w menu, szczególnie w postaci przetworów tego warzywa. Dlaczego? No właśnie to jeden z tych przykładów gdzie przetworzony surowiec, poddany obróbce termicznej zyskuje lepsze właściwości odżywczo-lecznicze. Zazwyczaj w tracie procesu przetwarzania produktów poprzez smażenie, pieczenie czy gotowanie ich cenne składniki giną. W tym przypadku przetworzony pomidor zyskuje. Ale zacznijmy od początku. Likopen jest związkiem chemicznym zaliczanym do karotenoidów, wśród których jako silne przeciwutleniacze wyróżnia się również między innymi beta-karoten, luteinę i zeaksantynę. Badania wykazały, że likopen jest lepiej przyswajany przez organizm, jeśli znajduje się w przetworach jak np. soki, koncentraty, ketchup czy sosy pomidorowe. W świeżych owocach jest on uwięziony w tkankach. Przez to jest wchłaniana tylko pewna część likopenu zawarta w świeżych produktach. Po przetworzeniu surowców, likopen jest łatwiej dostępny dzięki zwiększonej powierzchni, która może ulec trawieniu. Co więcej, struktura chemiczna likopenu ulega zmianom pod wpływem temperatury i to czyni go jeszcze łatwiej przyswajalnym. Ponieważ likopen rozpuszcza się w tłuszczach (tak jak witaminy A, D, E oraz beta-karoten), jego biodostępność wzrasta jeśli w naszej diecie obecny jest np. olej. Przyswajalność tego związku ma duże znaczenie, gdyż ludzki organizm nie potrafi sam wytworzyć tej substancji i pozyskuje ją z naszej codziennej diety. Dlaczego likopen jest dla nas tak cenny? Jak już wspomnieliśmy wcześniej to jeden z najsilniejszych antyoksydantów, czyli związków które neutralizują wolne rodniki. Związki te wpływają niekorzystnie na nasz organizm gdyż mogą uszkadzać białka, lipidy i kwasy nukleinowe, prowadząc do rozwoju wielu chorób i między innymi takich jak np. nowotwory, zaćma, zwyrodnienie plamki żółtej, miażdżyca czy choroba Parkinsona. Jednak są również obarczane winą za starzenie się naszego organizmu. W badaniach, które przeprowadzono na tej substancji podkreślano szczególnie jej przeciwnowotworowe właściwości. Zaobserwowano bowiem pozytywne działanie w przypadku raka prostaty, szyjki macicy, trzustki, płuc i przewodu pokarmowego. Naukowcy uważają, że zapobieganie nowotworowi przez likopen polega na tym, że oddaje on swoje elektrony wolnym rodnikom neutralizując je, zanim uszkodzą one komórki ciała. Wolne rodniki to cząsteczki, które mają przynajmniej jeden niesparowany elektron. Likopen, będąc donorem elektronu może neutralizować wolne rodniki. Trwają badania nad opracowaniem metod, aby w jak największym stopniu wykorzystać dobroczynne działanie likopenu. Badania serca i pomiary zawartości likopenu w tkance tłuszczowej wykonane u 1374 mężczyznach pokazały, że może on obniżyć ryzyko ataku serca aż o 50%. Kolejne badania ujawniają nowe możliwości tego związku. Potwierdzono istotną rolę likopenu w profilaktyce przeciwmiażdżycowej, hamuje on bowiem utlenianie tzw. "złego cholesterolu" czyli LDL. Proces ten bezpośrednio wiąże się z rozwojem arteriosklerozy. Codzienna dieta obfitująca w likopen korzystnie wpływa również na gęstość mineralną kości , zmniejszając ryzyko rozwoju osteoporozy, zarówno u kobiet, jak i mężczyzn. Jak się okazuje cenny związek z pomidora ma również właściwości, które są cenne dla pielęgnacji urody. W badaniach zaobserwowano korzystny wpływ spożycia likopenu na kondycję skóry. Związek ten nie tylko opóźnia jej proces starzenia się, ale również ogranicza ryzyko poparzenia słonecznego, zwiększając naturalną ochronę przeciwsłoneczną. Co istotne, likopen pobudza syntezę prokolagenu czyli białka prekursorowego kolagenu, który odpowiada za sprężystość skóry. Jak widać więc warto postarać się o to aby nie zabrakło w diecie przetworów z pomidorów. Dzięki regularnemu spożyciu takich produktów możemy obronić nasz organizm przed atakiem wolnych rodników i tym samym ustrzec się przez pewnymi chorobami, a nawet wpłynąć na dobrą kondycję skóry.
Zobacz starsze artykuły

Akcja KONKURS ZABAWA

Czytelniku: Bądź aktywny, bierz udział w życiu naszego portalu i jego fanpage. Ciesz się profitami Fun & More CLUB.

Czytaj więcej

Przetestowaliśmy

Odżywcza
siła witaminy C

NIVELAZIONE

Zabieg S.O.S. do dłoni i paznokci.
Zestaw zawiera:
• peeling do dłoni
• serum do paznokci
• maska do dłoni
• rękawiczki

Parafinowe S.O.S.
dla dłoni

NIVELAZIONE

Trzystopniowa kuracja parafinowa do dłoni.
Zestaw zawiera:
• peeling do dłoni
• maska do dłoni
• rękawiczki

Wiadomości branżowe

18-19 listopada 2017 roku ostródzkie centrum konferencyjno-targowe Expo Mazury zaprasza na dwa wydarzenia, poświęcone zdrowiu i kondycji człowieka, wzbogacone dodatkowo o strefy tematyczne. Targi kosmetyczne Beauty Spa & Fashion ze Strefą Ślubną oraz targi sportowe Vital Sport Arena ze Strefą Zdrowia. Za sprawą trzeciej...
Listopad do bardzo dobry moment dla osób z branży usług beauty, pod względem możliwości pogłębiania wiedzy oraz pozyskiwania nowych kontaktów biznesowych. Wrzesień i październik to miesiące powrotu klienta z urlopu, a więc to czas na przygotowanie się do jego powitania i stworzenia ciekawej dedykowanej oferty. W...
Czytaj więcej

Mapa Salon & Spa

Salon kosmetyczny?
A może Spa ?
Znajdź na mapie swoje miejsce!
Czytaj więcej
.
Reklama

Dla Niej

Zwinne, szybkie i sprytne – takie są męskie plemniki. A co warto wiedzieć o żeńskiej komórce jajowej, która łącząc się z plemnikiem daje nowe życie? Poznaj najbardziej fascynujące...
Czytaj więcej

Dla Niego

Jakie badania profilaktyczne powinni wykonywać regularnie mężczyźni? Przede wszystkim te, które pozwalają ocenić funkcjonowanie wątroby, nerek i tarczycy. Poza tym badania istotne dla...
Czytaj więcej

Porady

Poznaj odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.
Czytaj więcej
.

Cafe News

Paweł Ochman, autor bloga Weganon, wydaje książkę „Pyszności z roślin” Pasjonat zielonej, wegańskiej kuchni, przyjaciel chlorelli i ambasador Purella Food - Paweł Ochman z bloga Weganon – wydaje swoją pierwszą książkę kucharską „Pyszności z roślin”. To pozycja, która koniecznie musi...Czytaj więcej

„Let’s talk aboutgarbage”, czyli design na rzecz ekologiiŚwiadome zarządzanie i gospodarowanie odpadami to obecnie jedna z najważniejszych kwestii poruszanych na wielu płaszczyznach życia, także w architekturze. O tym, że ekologia idzie w parze z projektowaniem przekonują twórcy wystawy „Let’s...Czytaj więcej

Polskie vlogerki na The Master Class w Nowym Jorku z Kim Kardashian Mario Dedivanovic - jeden z najbardziej wpływowych makijażystów na świecie, oraz Kim Kardashian West - najczęściej fotografowana ikona piękna, poprowadzili w Nowym Jorku warsztaty The Master Class z zakresu...Czytaj więcej

Copyright © 2008 - 2017 COSMED Consulting / serwisuroda.pl